Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

szczerbus9

Zamieszcza historie od: 23 maja 2018 - 20:00
Ostatnio: 3 czerwca 2020 - 19:07
  • Historii na głównej: 20 z 67
  • Punktów za historie: 1469
  • Komentarzy: 207
  • Punktów za komentarze: 123
 

#86609

(PW) ·
| Do ulubionych
Nakazy zasłaniania nosa i ust, oraz dezynfekcji rąk i używania rękawiczek w sklepach są już od jakiegoś czasu. I jak widzę ludzie mają tego dość. Maseczki noszą żeby nie dostać mandatu, a dezynfekcja i rękawiczki to jakaś kpina...

Bywam ostatnio w 3 sklepach, Kaufland, Biedronka i Brico (mała Castorama na czerwono). W spożywczych podobna sytuacja. Ludzie w sporej części olewają zakaz. "Brudnymi" rękami nakładają warzywa, owoce czy pieczywo. W Biedronce czasami brakuje rękawiczek, to dają woreczki z oznaczeniami, że to niby na ręce. Obsługa ma wszystko w d... i nikt niczym się nie przejmuje...

Tylko w Brico przy wejściu zawsze siedzi ktoś kto liczy ludzi i nakazuje dezynfekować ręce... Co więcej zwykle trafia mi się ten sam "Sierżant Idealista", który karze zdejmować własne rękawiczki i dezynfekować ręce. Potrafi ganiać ludzi po sklepie i ściągać do punktu dezynfekcji.

I sam już nie wiem. Nawet gdy nie ma pandemii nakładanie pieczywa gołymi rękami uchodzi za nieeleganckie i nietaktowne, a znowu na składzie remontowo-budowlanym środki wydaja mi się grubo przesadzone...

covid w mieście

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 74 (84)
zarchiwizowany

#86457

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przyznaję, ta cała pandemia wychodzi mi bokiem. I to dosłownie. Mam dość aresztu domowego, fałszywych informacji i ogólnego zastraszenia.

To ostatnie śmiesznie wypada, bo dziś (nd 19.04) naliczyłem 10-u rowerzystów w niecałe pół godziny. Ładna pogoda to jechali całe popołudnie. Droga koło mnie jest też popularną trasą rowerową uczęszczaną przez ludzi z pobliskiego miasta, więc wynik może nie powala. Ale przecież mamy stan epidemiologiczny, a dopiero jutro wchodzi pierwszy etap nowej normalności...
Dobrze, że mieli maski... Szkoda, że większość miała je na brodach...

W tym samym czasie sąsiad wziął syna (3 latka) na przejażdżkę rowerem w foteliku... Na podwórku (ciasnym, ok 7x30m), bo nie wolno za bardzo na ulicę wychodzić...

Rowerzyści

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (21)
zarchiwizowany

#86419

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Teściowa mnie wk00rwiła... W sumie kilka osób mnie czymś wk00rwiło, ale Ona na prawdę przesadziła...

W nocy (ok. 00:40) obudził Nas telefon. Teściowa zadzwoniła z pretensjami, że wyrzuciłem kobietę z dzieckiem z domu. No wiecie, że serca nie mam itd...

Jak to w środku nocy niewiele mózg działa. Starczyło mi na coś w stylu "Daj mi spać" i rozłączenie się.

Na szczęście telefon mam na tyle głośno nastawiony, że Singri wszystko słyszała i rano mi o tym przypomniała. Zerknęła też na zegarek...

Jesteśmy nadal razem i nie zapowiada się na rozstanie, więc jak tak można... Inna sprawa, wiem z innych źródeł, że dzwoniła po ludziach pijana w ciągu poprzedniego dnia.

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (23)
zarchiwizowany
Mamy kandydata do nagrody debila roku...

Sam raczej należę do "Januszy" mówiących, ze ta cała panika jest niepotrzebna, ale jeżeli Koronavirus jest taki zjadliwy w porównaniu z tym co obowiązuje jest się czego bać...

Zgodnie z zarządzeniem rządu jeden szpital w województwie musi być przekwalifikowany na "Jednoimienny szpital zakaźny", czyli ma się zajmować wyłącznie... Sami wiecie...

Wojewoda Lubelski wybrał do tego zadania szpital w Puławach. Argumentując to świetnym przygotowaniem, zgrana załogą i ambitnym dyrektorem. Poza tym dobrym dojazdem i bliskością 3 mniejszych szpitali...

Przeciw tej decyzji są mieszkańcy miasta, gminy i powiatu z prezydentem miasta na czele. W tym też Ja, a uważam to za głupie bo:

- Najbliższe znane mi przypadki są co najmniej 60km stąd, a miasto wydaje się "Czyste"

- Geograficznie to nie ma sensu. Puławy są niema w północno-zachodnim rogu województwa. Jeżeli mają nam zwozić przypadki z całego województwa to najdalsi potencjalni pacjenci będą mieli do pokonania około 200km (trasa Puławy-Tomaszów Lubelski to 182-211km wg google)

-Z.A. Puławy. Największy pracodawca Lubelszczyzny, pracujący w trybie ciągłym. Problem w tym, że nie może sobie tak stanąć, na zatrzymanie czy wznowienie pracy na każdej instalacji trzeba kilku dni, a niektóre instalacje nieumiejętnie zatrzymane nie będą już się nadawały do dalszego użytku! Jeżeli one padną z powodu braku pracowników, padnie też kilkanaście mniejszych firm wkoło nich...

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -9 (21)
zarchiwizowany
Singri niedawno opisywała jak to pod jednym z Puławskich Lidl-i postawili nam parkomat. Przypomnę, że skupiła się na niewygodzie i wspomniała o zbytecznym trudzie sklepu bo wkoło parkingi...

Ale po kilku tygodniach takiego rozwiązania wychodzi zaściankowość moich "sąsiadów". Parking opustoszał, ale za to ciężko przejechać bo mniej rozgarnięci kierowcy niemal blokują ulice korzystając z publicznego parkingu. Raz czy dwa nawet widziałem jak ktoś krążył po innych parkingach byle nie brać biletu.

A sam Lidl. Sklep jest spory i ma ogromny dział Non-food. Puki nie gruchnęła wiadomość o wypisywaniu karnych biletów było całkiem znośnie, zawsze coś z każdej kategorii, zazwyczaj więcej niż w gazetce, ale to chyba norma, bo dopiero co otwarty. A teraz z każdym tygodniem pojawia się coraz więcej pustych koszy. Obecnie to prawie połowa. Z dostawami też kiepsko, bo nie ma dużej części towarów z gazetki, nawet rano w dniu dostawy...

I teraz sam nie wiem, czy piekielni są okoliczni mieszkańcy nienawykli do zachodnich trendów, pokazując swoje zacofanie i zaściankowość, czy zarząd sklepu podążając za wytycznymi strzelili sobie w kolano...

lidl

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -10 (20)
zarchiwizowany
Moi obecni koledzy w pracy mają denerwujący zwyczaj do egzekwowania przerw...

Na pierwszej zmianie co najmniej pół godziny rano siedzą i piją kawę, a przerwę przedłużają o kolejne co najmniej pół godziny. Druga zmiana zazwyczaj tylko przerwa, bo każdy jest po obiedzie... I zazdrośnie to egzekwują, bo stołówka to prowizorycznie wydzielony kawałek hali... co prawda nie dochodzi do rękoczynów, ale atmosfera robi się mniej miła jak im ktoś młotem zacznie machać lub szlifierkę uruchomi... Problem w tym, że pracujemy na akord, a przez te parę minut można coś podciągnąć.

Jednak ostatnio jeden z nich mnie dość wnerwił... Druga zmiana, na hali byliśmy we trzech i zeszliśmy na przerwę. Zjadłem i siedzę. Temat nie specjalnie mnie ciekawił, rozgrzany na stanowisku, to tam się chłodno wydawało, ale siedzę... W końcu zeszło na coś co mi nie pasowało, a że było już za dwadzieścia, to wstałem i w sumie bez słowa na stanowisko...

Zaraz za mną krzyk, żebym się nie wygłupiał, ale zaraz przerwany... Wiadomo, za wcześnie... Za parę minut wyjrzałem, zostaliśmy we dwóch...

Tak, tak... Najpierw się chciał wykłócać o ciszę, potem do domu poszedł...

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (23)
zarchiwizowany

#85653

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ostatnio sporo jeździłem do Lublina, oczywiście trasa s12 i s17, bo nawet w samym lublinie łatwo mi było dojechać do celu... No i się poskarżę trochę na lubelskich kierowców i jedno zachowanie, może nie piekielne, ale na pewno podejrzane...

Pierwsze narzekanie na kierowców. Chodzi oczywiście o pasy ruchu... To, że wszyscy chcą jechać lewym i że czasem władują się pod koła pomijam... Chodzi mi wyłącznie o sam manewr zmiany pasa... Spotkałem się z wieloma kierowcami, którzy po rzekomej zmianie pasa jechała "okrakiem"... I se weź wyprzedzaj... Na szczęście przyszły chłody i przestałem to widywać...

Druga sprawa, przez chwilę myślałem, że jedzie za mną nieoznakowany radiowóz i chłopaki mnie namierzają... Podobno bardzo często patrolują tą drogę i raz ich chyba nawet widziałem. Z tego miejsca bardzo gorąco pozdrawiam wszystkich Policjantów z Drogówki...

Wracając do trasy i kierowców, jeszcze na s12 dojechałem do kierowcy białego seata. Na oko jechał 140 (nie widać było, żeby wcześniej zwalniał, a tyle mi wyszło, gdy przede mną wyprzedzał ciężarówkę), do puki go nie wyprzedziłem...

Wtedy autentycznie siadł mi na ogonie. Nie więcej jak 100m za mną i ja na prawy, on na prawy i dojeżdża. Ja na lewy, on na lewy i dojeżdża... Prędkość też nie miała większego znaczenia... 180 na prostej, ten dojeżdża 140-160 jak był zakręt, ten dojeżdża... Już na s17 się wnerwiłem i zwolniłem do 120, a ten jak nigdy nic, na ogonie i dojeżdża. Ale tylko przez chwilę, bo zaraz pojechał swoim tempem... Dałem mu odejść, ale go później dogoniłem, przez co mam wrażenie, że wrócił do swoich 140km/h

No i pytanie, co kieruje takimi ludźmi? Zachowywał się jak wynikało by z opisu nie do końca uczciwych policjantów (namierzanie siedząc na ogonie, zbliżanie się by oszukać, by pokazało więcej)... Może to taka zawiść, bo on miał niemal nowe auto, a ja licho wyglądającego 18-latka, może nieznajomość trasy (zobaczył lokalne blachy), a może mu się nudziło i chciał się po ścigać?... Tylko czy to aby na pewno dobre? Jedno powiem, gość mnie wystraszył...

Droga

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (14)
zarchiwizowany

#85542

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kolejny powrót S7 i kolejna dziwna sytuacja... Może na granicy piekielności, ale zaskoczyło mnie to...

Ciemno już, trochę pada i znowu mam to głupie uczucie, że zaraz coś się stanie, więc nie gonię za szybko. Jest też dość luźno, czyli ciężarówki grupkami na prawym, a pojedyncze auta, jak Ja, wyprzedzają je z prędkościami zbliżonymi do przepisowej...

Niby do przodu nic, niby do tyłu też, ale przy jednej grupce ktoś mi podjeżdża do zderzaka (świateł już nie widać, czyli na ok 1m i mniej). Akurat na prawym zaraz trafiła się długa luka. Akurat taka, że jak zjadę, to nie będę musiał zwalniać, zanim ten da radę mnie wyprzedzić. Trochę się przeliczyłem? A może Go zaskoczyłem? Bo tak jakby zwolnił. No nic, nie chcesz to nie. Z powrotem lewy i jadę... I mu odjeżdżam...

Do następnej luki na prawym, tym razem dość krótkiej, nawet podpadającej jeszcze pod bezpieczny odstęp. Kiedy to coś mnie wyprzedza po prawej... Domyślacie się kto to? Oczywiście nie obyło się bez hamowania, za równo mojego, jak i Jego, bo dojechaliśmy do kolejnego użytkownika lewego pasa, który toczył się ciut wolniej niż My...

Kiedyś ciągnąłem za języki co to za samochody. To Passat... B5... Kombi...

s7 trasa

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (24)
zarchiwizowany

#85517

(PW) ·
| było | Do ulubionych
W końcu zmieniłem pracę! Nadal spawam, ale tym razem piece C.O. Było by zbyt nudno, gdyby nawet o tym nie było co napisać...

Pomijam narzekanie rodziny, bo patrząc na plotki i opinie z okolicy, zmieniłem pracę na gorsze, ale jakoś po ostatnim nie miałbym oporów pójść na zamiatanie ulic!

Sama praca ogólnie przyjemna. Spawałem na szczelność, więc jakoś leci... Atmosfera też w porządku, może poza Kolegą S. o którego chodzi mi w tej historii...

Z kolegą S dzielę stanowisko (jeden na jednej, drugi na drugiej zmianie). S. jest co prawda młodszy ode mnie, ale tak jak ja zaraz po średniej poszedł do pracy i ciągnie do tej pory na tych piecach. I ma bardzo ważną cechę, zadziera nosa, a właściwie wyżej s*a niż d00pe ma. Ale o tym za chwilę...

Do mnie największe obiekcje ma o porządek na stanowisku. Na początku udzielił mi kilku wskazówek (miejsce tego jest tu, a tego tam). Nie jestem pedantem, ale ogólnie ogarniam stanowisko po robocie. I chyba widocznie było mu to za mało. Zaczęło się delikatnie. Chował pomniejsze narzędzia (szlifierkę, młotek, przecinak, zawory etc). Więc albo załatwiłem sobie z magazynu, albo pożyczałem od kolegów, albo z domu przyniosłem, bo mi zbywało... W między czasie pokazał mi, że na stanowisku jest pusta szafka i co nie schowałem do szafki, latało po hali... Te narzędzia są raczej wytrzymałe, ale nie chciał bym oberwać 1,5kg młotkiem lub szlifierką... No ch... chowałem. W między czasie słuchając psioczenia innych na S.

Jednak przegięcie pały nastąpiło gdy odkręcił i schował palnik z spawarki. Bez tego to już na prawdę nic nie zrobię, więc do Majstra pod drugi. O ile Ja jak zauważyłem brak, to poczułem się jak Kojot gdy mu się droga skończyła, tak Majster dość długo patrzył się na mnie jak na wariata... Ale w końcu kazał mi pożyczyć sobie z innego, pustego stanowiska i zapowiedział, że porozmawia sobie z S.

I tak, następnego dnia wysłuchałem totalnego przypi3rdalania się o byle opiłek na podłodze, a do tej pory pożyczam palnik z tego jednego stanowiska... Majster mi jeszcze zapowiedział, że przeniesie mnie na inne stanowisko, więc czekam cierpliwie...


Dalszą część znam z słyszenia, ale to jest ciekawe...
S. zadziera nosa i w pewnym momencie pokłócił się z brygadzistą, przez co musiał zmienić halę i zmianę (firma się rozwija, jest kilka spawalni i widać jak były dobudowywane kolejne budynki). Trafił do prawdziwego Pedanta (takiego co nawet w koszu ma śmieci ułożone pod linijkę) i ten go strasznie j3bał za porządki. Jemu fajny numer wywinął. na stanowiskach jest na podłodze wielka blacha jako stół roboczy... Żeby nie przepinać masy. Na smarkał (żargon zawodowy, małe spawy i odstrzelone druty) na całej, przez co rył szlifierką na kolanach kilka godzin... I to go chyba czegoś nauczyło...
Spotkałem też kilka osób, które robiły z S. na stanowisku. Każdy potwierdzał działania S... Jakby sprawdzenie nowych?

Praca

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (24)

#85211

(PW) ·
| Do ulubionych
Kierowników zazwyczaj się nie słucha. Przynajmniej u mnie, bo i tak nic mądrego nie powiedzą... W sumie to uratowało jednemu zęby.

Zanim zacznę, Luba jest w ciąży, ale są problemy. Sytuacja jest beznadziejna, bo lekarze szans na donoszenie nie dają. I w związku z tym wczoraj mnie nie było w pracy.

Dziś rano Kierownik oczywiście mnie zaczepił przy pracy. Cytując: "Co się z tobą wczoraj działo?”. Nie chciało mi się z nim gadać, więc nie przerywałem, tylko mówiłem przez ramię. Trochę niegrzecznie, ale... Co mu będę kłamał, opowiedziałem, co wiem. Pogdybał, porozważał i na odchodne powiedział:

"Może to lepiej, niżby się miał urodzić jakiś potwór... Morderca czy inne coś…".

Tak jak pisałem, nie chciało mi się z nim gadać, więc nawet za bardzo go nie słuchałem. A zacząłem się nad tym zastanawiać już bliżej końca zmiany. Nawet jako żart, to wysoce niesmaczny...

Niektórzy sobie żartują, że jestem morderca, ale to jakby w innym tonie, jakbym wyglądał na notowanego. Trochę to do mnie przylgnęło, bo ostatnio ciągle chodzę wk00rwiony...

A Kierownik od dłuższego czasu stara się mnie unikać lub chodzi tak, bym go nie dosięgnął. Parę razy też były sytuacje, że ktoś dopingował, kiedy mu przywalę... Jakoś przestaje mnie dziwić, dlaczego...

Praca

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 74 (154)