Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

szczerbus9

Zamieszcza historie od: 23 maja 2018 - 20:00
Ostatnio: 23 maja 2019 - 18:59
  • Historii na głównej: 13 z 49
  • Punktów za historie: 1027
  • Komentarzy: 138
  • Punktów za komentarze: 188
 
poczekalnia
W poprzedniej historii pisałem, że zamknęli most... Czyli niemal cały ruch został skierowany na obwodnicę, czyli na trasę szybkiego ruchu. Spodziewałem się, że osoby mniej rozgarnięte za kółkiem będą miały z tym problem... Nie spodziewałem się jednak, że aż tak mnie to uświadomi w ludzkiej niewiedzy, strachu i/lub ignorancji...

Jeżeli dobrze pamiętam z kursu, to do początku pasa zjazdowego należy dojechać prawym pasem utrzymując prędkość ruchu (90-120), płynnie zmienić pas i zacząć zwalniać... Zrozumiałe jest zjechanie na prawy pas nawet 500m przed zjazdem i czołganie się równo z ciężarówkami, a nawet przejazd całej trasy w ten sposób... Ktoś się boi, nie ma doświadczenia... Trudno...

Jednak jak skomplikować tak prostą czynność... Coraz częściej spotykam ludzi, którzy nawet 300 metrów przed zjazdem zjeżdżają na pas awaryjny, a niektórzy nawet już zwalniają. Problem w tym, że pas awaryjny nie jest szeroki, więc lewe koła samochodów są na prawym pasie (opony w całości za linią). Po pierwsze jazda pasem awaryjnym nie jest ani legalna ani bezpieczna, a na dodatek jednak blokują prawy pas...

I właśnie się zastanawiam co myślą sobie ci kierowcy... Czy jest to może zła interpretacja znaków, może nie do końca przemyślana uprzejmość, a może kierują się strachem i chcą jak najszybciej uciec od tych wariatów na lewym pasie...


P.S. Facebook donosi, że na tym zjeździe potrafią się robić korki o 14, dłuższe niż opisywane prze ze mnie odległości zmiany pasów... Z zdjęć jednak jasno wynika, że auta w zatorze grzecznie stoją na prawym pasie do samego zjazdu... Czyli jednak można?

DK/S 12

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 11 (35)

#84615

(PW) ·
| Do ulubionych
Spotkałem dziś na tyle nieodpowiedzialnego strażnika lewego pasa, że mogło się to skończyć dość poważnie, a w najgorszym razie tragicznie...

Długa prosta, niegdyś trasa przelotowa przez miasto. Dwupasmówka bez rozdzielonych kierunków, zakończona zwężeniem i rondem, do którego zmierzałem. Co więcej tablica o sugerowanym ruchu na "Suwak" wisiała tam na długo przed pierwszymi plotkami o obowiązku...

Dojeżdżam lewym pasem, a tam jak to w godzinach szczytu kolejka, parę samochodów za wysepkę. Przede mną czarny passat, a na prawym TIR (ciężarówka z naczepą). Przed passatem pusto to już liczę, że przyspieszy i zatrzyma się dopiero na zwężce... Gość jest w połowie naczepy i TIR coś dziwnie się zachowuje. Powoli zmienia pas, czym spycha passata. Kierowca ucieka na pas dla przeciwnego kierunku. Co więcej wydawało mi się, że TIR przez chwilę go tam trzymał (zwolnił, oby mi się wydawało) i już do samego ronda blokował obydwa pasy. Na szczęście chwilowo nic nie jechało...

Wpuściłem biedaka w passacie i sam wcisnąłem się na prawy pas. Przez chwilę miałem ochotę zblokować TIR-a na lewym, ale nie dość, że niewiele mu brakowało do jazdy okrakiem, to przede mną jechał ktoś bardziej bojaźliwy...

P.S. Niedawno zamknęli jeden z dwóch mostów (remont). Więc ruch się robi ciut "Dziwny"... Jest więcej korków, robią się w dotychczas nietypowych miejscach, a ludziom chyba ze szczęścia odbija (widać na Facebooku)... Wróżę więcej tym podobnych historii...

Lewy pas

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 53 (61)
poczekalnia
Serdecznie pozdrawiam Panią w stalowym Hyundaiu ix35 na blachach LZA, która przystanęła niemal na wprost mojej bramy, wywaliła śmiecia na pobocze, nakręciła u sąsiada w bramie i odjechała jakby nic się nie stało...

Uprzedzając pytania czy aby na pewno nie machałem jej chusteczką, to NIE. Sobota rymuje się z robota, ręce miałem zajęte i jakoś głupio mi było puścić wszystko w tej chwili...

Wieś

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 29 (57)

#84167

(PW) ·
| Do ulubionych
Może sam wyjdę na piekielnego...

Wspominałem już kiedyś, że pod firmą są kłopoty z parkowaniem. Winny jest remont pobliskich torów kolejowych, bo wcielono część parkingu dla pracowników do placu budowy.

Na początku stawałem w pozostawionej części, ale tam często ludzie siebie nawzajem zastawiali. Mało nie straciłem zderzaka, a kolega czekał prawie godzinę, żeby wyjechać, bo się komuś do domu nie spieszyło. Stamtąd wyemigrowałem na chwilę za tory, ale, nie ukrywajmy, jestem leniwy. Porównując, od ruszenia spod mojej bramy do wjazdu na plac parkingu mijała podobna ilość czasu, co od tego momentu do wejścia do szatni... Więc przeniosłem się bliżej bramy zakładu i zaczęły się problemy.

Pierwszym problemem był Kierownik. Miał upatrzone miejsce parkingowe. Ja znowu stawałem na pierwszym wolnym, więc czasem zdarzało się, że stawałem na tym. Wtedy jeszcze nie było tam żadnego oznakowania, a ten się mnie czepiał. Nawet doszło do tego, że Logistyka chciała ze mną porozmawiać. Ale poszedłem na zwolnienie lekarskie...

Teraz wróciłem po zwolnieniu i, jak zwykle, stanąłem w tym rzędzie. Jakby więcej kartek tam wisiało. Jest (i cały czas była) tablica z napisem "Zakaz parkowania na podjeździe do zakładu", a przy miejscach podrukowane i zbindowane kartki z numerami rejestracyjnymi. Ale kopert brak, więc kto by się przejmował.

Niemal od razu Strażnicy na bramie zwracali mi uwagę, żebym przestawił auto. Po odmowie zostałem zwyzywany od chamów. Kierownik zaczął mnie straszyć, że mnie zastawią. Słowa dotrzymał i wczoraj byłem pięknie zastawiony służbowym autem. Pięknie, ale nieskutecznie, bo osoba parkująca obok odjechała w momencie, kiedy doszedłem do auta i dałem radę drugim miejscem wyjechać. Trochę mi się spieszyło i żałuję, że przynajmniej nie udokumentowałem tego zdarzenia.

Dzisiaj od rana na hali wielkie poruszenie. Jednych śmieszyła sytuacja, inni byli raczej wściekli i zawiedzeni traktowaniem pracowników w firmie. Słowom otuchy i podsuwaniem artykułów nie było końca. Jednak pierwszy swój ćwiek wbił Kierownik:

K: I jak, Szczerbuś? Nauczyło cię to czegoś?
J: A czego miało to mnie nauczyć. Komuś się nudziło, to mnie zastawił. Raczej mało skutecznie, bo zaraz wyjechałem...
K: A ty umiesz czytać, wiesz, co tam było napisane?
J: I co z tego, nie ma typowych znaków drogowych, więc to jakbym wziął flamaster, kartkę, napisał i przykleił... Ta sama moc sprawcza...

W tym momencie kierownik fuknął parę razy i pogonił do drzwi, aż się za nim zakurzyło. Później jeszcze szukał mnie facet z Logistyki. Prosił dość grzecznie, żebym tam nie parkował, bo Dyrektor im suszy łby za te miejsca parkingowe. Nieśmiertelne "Zastanowię się", oznaczające NIE spławiło gościa. Jeszcze Strażnik na bramie pożegnał mnie lodowatym zaleceniem zmiany miejsca parkingowego, bo te są dla dyrektorów i kierowników. Trochę mi go żal, bo widać, że go ktoś opi3rdolił... Zobaczymy, co przyniosą nam przyszłe dni...

Nie czuję żalu, bo nie jest to oznakowane jakoś z sensem, a ten teren podobno należy do innego zakładu. Więc prawnie nie mogą mi nic zrobić... Zresztą jakby mogli, tobym już szukał auta na parkingu policyjnym.

P. S. W końcu pojawiła się jakaś sensowna szansa na ucieczkę z tego wariatkowa. To zmiana branży i nic pewnego, więc nie zapeszajmy...

Parking Praca

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 3 (111)
zarchiwizowany
Historia z parkingiem fajnie się rozwinęła... Wiem, że twierdzicie, że pcham się w gips, ale co mi mogą zrobić... Mam wyj3bane...

Dla przypomnienia, kierownik upatrzył sobie miejsce parkingowe, a nie do końca miał do niego wyłączne prawo, więc na spółę z innym zaczęli mi uprzykrzać życie... Ale coś mało skutecznie... Było zastawianie, było straszenie, były polecenia by przestawić samochód. Generalnie miałem to dalej niż głębiej... Ale przejdźmy do sedna...

PREZES ZARZĄDU
Kierownik naskarżył się na mnie do Prezesa, z którym prywatnie się znamy. Kierownik stwierdził, że się go nie słucham i nie wykonuje jego poleceń. Poniekąd prawda, ale w robocie robię to co do mnie należy, a polecenie przestawienia mojego prywatnego samochodu poza terenem firmy nijak nie pasuje mi do polecenia służbowego.
Poszedłem do Prezesa i w sumie zaczął się monolog, bo nie dał mi dojść do słowa. Pytał się jak tam sytuacja w rodzinie i dlaczego taki chorowity się ostatnio zrobiłem (byłem łącznie na 2 L4, w ciągu 5 lat). Przyznałem, że depresja to mi odpowiedział, że nie powinienem jej mieć (bo choroba wybiera). Potem zaczął się jeden monolog jakim to złym pracownikiem jestem, bo się rzekomo kierownictwa nie słucham. Ale oczywiście zaznaczył, że mam się słuchać w pracy, a nie poza nią.
Następnie przeszedł na temat parkingu, to nie jest teren firmy, tylko miasta, ale oni administrują bo utwardzili. Poza tym tam są przypisane miejsca dla kontroli i nadzoru, "bo wiadomo jak to jest, jak ktoś nad kimś stoi, to się go nie lubi i były przypadki zniszczenia aut". jak to usłyszałem to mało z krzesełka nie spadłem. To Prezes jest na tyle naiwny, że to wyłącznie z zwyczajnej ludzkiej zawiści? A może na prawdę coś z nimi jest nie tak (o Kierowniku nie raz dobre rzeczy słyszałem, które nijak nie pokrywają się z tym jaki jest na hali).
na koniec pogroził mi paluszkiem. Wyciągnął przykład wspólnego znajomego i jego już dorosłego syna. Stary od jesieni ciągnie L4, Młody pochodził miesiąc i nie przyszedł więc go wywalili. Normalnie strach się bać. Na dopełnienie omówiliśmy plusy i minusy zostania menelem, w porównaniu do pracy za 1800 na rękę...

KIEROWNIK.
Spotkanie z Prezesem miałem w piątek, a w poniedziałek prawie cały dzień się na mnie boczył. Pod koniec chciał się do mnie przywalić, to go zjechałem za niesłuszną skargę. Zabulgotał, finalnie rozmowa zakończyła się na tym, że w sumie mógłbym go zabić bo ma tętniaka i przy jednym strzale kaplica... Przez tydzień się nie odzywał, a teraz czepia się o najmniejsze szczegóły...

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (24)
zarchiwizowany
Nie ma to jak gościnność... Kolega mnie poprosił o pomoc. Praca w domu jego rodziców, w którym ostatnio mieszka. Jako ciekawostke dodam, że to składanie ciągnika i zakładanie elektryki...

Robiliśmy 3 dni. Czwartek i piątek popołudniami i sobota od rana. Mamuśka kolegi od początku przynosiła nam do garażu kawe i ciastka, co dla mnie jest zbyteczne. Wiadomo przy robocie rece brudne, a w rekawicach nie zawsze wygodnie...

Mamusia tak na prawde rogi pokazala w sobote. Przyniosła obiad do garażu i nas namawia do jedzenia. Problem w tym, że zginęła nam śruba, którą należało by przed przerwą chociaż wsadzić. I się zaczęło. Mamuśka siadajcie i jedzcie, Kolega najpierw "Chwila", potem "Idź stąd"... Tak się nakręcali dobre 5 minut, a ja tam sterczałem jak kołek nie za bardzo mogąc puścić co trzymałem...
Poszła sobie, kolega czerwony, ja się śmieje, a po chwili przybiega Dzwiewczyna Kolegi bo Mamuśka zrobiła jej awanture-wykład na temat wychowania i wstydu...

Mamuśka popisała sie jeszcze na odjezne. Znowu przyleciała z zupą, ale tylko dla mnie. Namawiała, prosiła a nawet próbowała na siłe karmić. Nie lubie takiego zachowania, wręcz się zaciąłem i raczej już bym tej przeklętej zupy nie ruszył. Wynikła z tego kolejna niemal kłutnia. Finalnie nie zjadłem, ale kawe wypiłem...

Ciągnik chodzi, chociaż zostało pare rzeczy do wymiany. Do Kolegi żalu nie mam bo on mi pomógł, ale nie wiem czy następna pomoc będzie na bardziej neutralnym gruncie...

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (13)

#84060

(PW) ·
| Do ulubionych
Zacząłem się leczyć psychiatrycznie. Schorzenie raczej popularne, znane i czasami niedoceniane przez ludzi. Tylko że ja mam pecha do "lekarzy".

Od psychiatry dostałem lek. Brałem go, ale było coraz gorzej. Niby norma przy psychotropach, ale to była przesada. Lek zabrał mi to, co mi z życia zostało. Ulotka potwierdziła obawy. Miałem sporą część działań niepożądanych, w tym 2 z 5 z zaleceniem kontaktu z lekarzem.

Już następnego dnia po przeczytaniu ulotki poszedłem do przychodni, ale najbliższy termin, w jakim moja pani doktor w ogóle będzie w przychodni, to następna, już umówiona wizyta. Odszedłem z kwitkiem, chociaż poniekąd słusznie. W innej przychodni nie będzie mojej karty. Inny lekarz, nawet rodzinny, nie będzie znał przypadku. Bałem się stosować ten lek, więc go nie brałem.

W końcu doczekałem do dnia wizyty. Na wizycie ręce mi opadły. Gdy zapytała się o stosowanie leku, uczciwie powiedziałem, że nie biorę i dlaczego.

W odpowiedzi usłyszałem: "Niepotrzebnie pan ulotkę czytał”. Dostałem zalecenie dalszego stosowania i wizyty za miesiąc...

Psychologa pomijam. Nie umiem do niej mówić. Czasem tak jest, że z jedną osobą przegadasz noc, z inną słowa nie zamienisz. Na pierwszym spotkaniu kac gigant, na ostatnim pogoniła mnie po około 15 minutach (wizyta 45 minut), gdy cały tydzień szykowałem się, co mam jej powiedzieć. Na następne miałem prowadzić dziennik uczuć i przygotować temat.

Dziennik jest, tematu brak do dziś. Na wizytę nie poszedłem... Może to mój błąd, ale nie widzę w tym sensu. Przynajmniej u tego psychologa.

Lekarz Psychiatra

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 87 (121)
zarchiwizowany
Siedzę w poczekalni do lekarza medycyny pracy i przyznam sie, że mi się nudzi...

Przypomniało mi sie małe faux pas mojej przychodni gdy robiłem badania wstępne przy przyjęciu do pracy. Dostałem oczywiście orzeczenie o zdolności do pracy, ale w wyniku błędu lekarza tylko na jeden dzień... Sam nawet nie czytałem orzeczenia w wierze, że wszystko jest tam jak należy.

Udało się to jednak załatwić przez firmę...

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (22)

#83811

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia ode mnie ze wsi. Dla ścisłości, było to co najmniej 7-8 lat temu.

Moja wieś jest w typie galicyjskim, zunifikowanym - czyli małe gospodarstwa, cienkie długie pola, a na dodatek od wyludnienia ratują nas ludzie przeprowadzający się z miasta i szukający spokoju (kiedyś o nich pisałem, ale to gdzie indziej).

Jak to na małych wsiach na wschodzie, wciąż mamy zamiłowanie do starych ciągników i improwizowanych wynalazków, takich jak sprężarka do pompowania kół z lodówki. I to właśnie w takim spotkaniu Ursusa C-330 ze sprężarką... Wygrała lodówka.

Zaczęło się niewinnie. Właściciel ciągnika chciał dopompować koła, więc podpiął sprężarkę i pompował. Lodówka nie ma jakiejś specjalnej wydajności, ale ciśnienie daje konkretne - więc nasz Bohater poszedł "Na Chwilę" do domu.

W międzyczasie odpalił TV i prawdopodobnie przy wspomnianym serialu zapomniał o Bożym Świecie... Po pewnym czasie jednak sobie przypomniał, wyszedł na podwórko i zamarł. Ciągnik już leżał na boku bez tylnej ćwiartki w kałuży krw... Oleju. Sprężarka nadal, niewzruszona, tłoczyła zabójcze powietrze...

Ciśnienie, zamiast zerwać wężyk z wentyla, rozerwało dętkę. Dalej poszło w felgę, zdematerializowało zwolnice, uszkodziło tylny most, a nawet przekładnię główną. Spodziewałbym się raczej, że pójdzie w oponę, ale to tylko dla ciągnika „bezpieczniejsze".

Na szczęście nikogo tam wtedy nie było. Nie chciałbym oberwać w zęby czy to kawałkiem felgi, czy częścią z ciągnika. Nawet jakbym oberwał kawałkiem opony, ciężko bym miał się podrapać po łysinie czy poczuć wiatr we włosach.

Zastanawiam się, czemu nie usłyszał huku. Przecież to musiało konkretnie j3bnąć...

Wieś

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 80 (150)
zarchiwizowany

#83947

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Stereotypy, stereotypami, ale pożądek musi być... Jeżdżę znienawidzonym niemieckim autem, które ma pecha do kierowców... Jednak zawsze staram się zachować kulturę jazdy. Pomijam traktowanie mnie jak trędowatego na drodze, bo to co ostatnio odwalają piesi przechodzi dobry smak i rozsądek...

Chodzi mi o przejścia i ludzi idących od mojej lewej. Ja mam jaszcze ładny kawałek do przejścia, z drugiej auta ciut bliżej, ale pieszy wychodzi. Jednak w pół tamtego pasa się zatrzymuje, jakby myślał, że go nie przepuszczę.

Jest to różnie piekielne. Od ledwie irytującego na drogach osiedlowych, przez WTF na ruchliwej jednopasmowej wylotówce (bez wysepki), oraz FacePalm na ruchliwej jednopasmowej drodze w centrum, gdzie przejście jest podzielone szeroką wysepką (starsza pani zatrzymała sie na pasie ruchu, ruszyła dopiero gdy się zatrzymałem?!).

Te przypadki zdarzają mi się ciągle, a dziś nastąpiła kumulacja.

Miasto droga

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (13)