Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

szczerbus9

Zamieszcza historie od: 23 maja 2018 - 20:00
Ostatnio: 19 sierpnia 2018 - 9:15
  • Historii na głównej: 5 z 17
  • Punktów za historie: 386
  • Komentarzy: 81
  • Punktów za komentarze: 194
 

#58794

(PW) ·
| Do ulubionych
Razu pewnego stojąc przed tablicą informacyjną na klatce schodowej w pewnym budynku, zaczepił mnie facet tak 35-40 lat, w ręce trzymając pudełko z długopisami:

F: Wspomoże pani mnie, mam kilkoro dzieci na wychowaniu, nie mam co im jeść dać, głodują (itp), da pani złotóweczkę za długopis.
Ja: Nie dziękuję, mam dużo długopisów.
Ktoś by powiedział: a co ci zrobi jeden więcej! Wspomóż biednego!
F: No da pani, co to dla pani złotówka, dzieci na chleb nie mają!
Ja: Nie dziękuję, nie potrzebuję.
F: Dziadówa z pani (i tu wyzwiska w moją stronę, że żałuję itp)
Wkurzyłam się i mówię:
JA: Do pracy by pan poszedł! Mój mąż ciągle szuka pracowników i nikt nie chce przychodzić!
F: A bo pewnie g*wniane pieniądze daje!!!
JA: 80 zł za dzień daje!
F (krzykiem): Takimi pieniędzmi to niech sobie d*pę podetrze!!!

Przecież zawsze lepiej chodzić po ludziach, wciskać dziadowskie długopisy i żebrać pieniądze słodkim głosikiem, niż zarobić uczciwą pracą 1600 miesięcznie na rękę. Ja tyle zarabiam i nie płaczę.

P.S.1 Piszą, że 1600 to niewolnicza stawka. Mieszkam w województwie LUBELSKIM. Tu są takie stawki. Kropka.

P.S.2 Piszą, że ma IQ na poziomie podłogi czy tym podobne. Nie sprzątam biurowców. Mam stanowisko, do którego potrzeba kierunkowego wykształcenia, wymagającego. Jak ktoś chce się dowiedzieć jakiego to przeczytajcie moje historie.

P.S.3 Mąż to rolnik. Jedyne wymagania żeby u niego pracować to bycie trzeźwym i uczciwym. Reszta nieważna. Stawka: 80 zł/10 godzin + wyżywienie i oferowana praca nie jest ciężka (ot, pikowanie selerów, porów, obieranie kapusty, szykowanie towaru, noszenie max 10kg).

chętni do pracy poszukiwani

Skomentuj (67) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 582 (696)

#82232

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję jako spawacz, przy okazji wspomnę, że zaliczam się już do wschodniej Polski, więc nie bywa lekko, ale czasem bywa śmiesznie... a ostatnio ciut zbiera się we mnie gniew.

Chyba każdy wie, że oprócz maszyny (spawarki) i materiałów (elektrody, druty, gazy osłonowe), do pracy potrzebuję maski, rękawic czy specjalnego ubrania. Część domyśla się, że potrzebny jest też młotek (najczęściej oskard, choć mi najlepiej się sprawdzał przecinak kowalski), ale najczęściej zapomina się o kluczach czy obcinaczkach i/lub kombinerkach, których to historia będzie dotyczyła.

Na początku drogi zawodowej majster maglował nas o obcinaczki. W końcu uległem i pogoniłem do magazynu. Pobrałem z narzędziowni piękne, prawie nowe (jako jedyne z całej skrzyni były zdolne uciąć drut spawalniczy) pomarańczowe obcinaczki. Podziałały około pół roku, potem pękły. Niejedne obcinaczki, szczypce, kombinerki (itd.) w ten sposób połamałem, dosłownie w trzech palcach, no nic, nic nie jest wieczne, zmęczenie materiału etc.

Tu się właśnie zaczęły schody z panią Piekielną. Kobieta w zaawansowanym wieku opiekuje się narzędziownią, gdzie wsadził ją mąż, kierownik magazynu. Brak znajomości w sprawach technicznych Piekielnej jest wręcz legendarny, ale to nie moment na podmienianie wierteł na gwoździe...

Przy następnej wizycie w magazynie próbowałem zdać lub wymienić zepsute narzędzie, ale dowiedziałem się, że na dobrą sprawę to mogę od razu do prezesa iść, bo o niego może się to oprzeć...

Szybko licząc, firma ma 1500-2000 pracowników, a ja z cęgami za 35 zł (sprawdzałem w sklepie, ceny 9 do 90 zł, najbardziej podobne właśnie tyle) muszę iść do prezesa zarządu... Sprawę po konsultacjach z bezpośrednimi przełożonymi lekko olałem, ale dość szybko do mnie wracała. Przy okazji wyjazdów, kiedy to trzeba było się rozliczyć z sprzętu. Za każdym razem słyszałem, że teraz to mnie puści, ale następnym razem proszę przynieść i zdać. Jeżeli są połamane, proszę kupić nowe lub UKRAŚĆ komuś innemu...

W końcu rozwiązanie sprawy.

Rzeczone obcinaczki jakimś sposobem znalazły się u mnie w garażu. Akurat gdzieś jechałem i robiłem tam porządki. Niewiele myśląc, zlepiłem je argonem. Ciężko to nazwać spawaniem, ale metoda TIG/WIG, mały szczep, trochę pracy szlifierką, szczotką drucianą i papierem ściernym, a wyszły niemal stan "igła", wyglądały lepiej, niż w dniu, w którym je pobierałem. Poza małym szczegółem, mogły się rozpaść po mocniejszym kichnięciu...

Tym razem pani Piekielnej nie było, więc rozliczał mnie inny pracownik, ogólnie w porządku człowiek. Po małej szyderze z tego, co w kartotece było nawpisywane, zdałem je bez większych problemów...

Chciałbym zobaczyć minę następnej osoby, która spróbuje ich używać i złamie je, zanim je dobrze w rękę weźmie...

Od czasu połamania tamtych mam swoje, kupione w sklepie za własne pieniądze.

praca firma

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (107)

1