Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

szyszunia10

Zamieszcza historie od: 3 kwietnia 2011 - 0:16
Ostatnio: 8 listopada 2020 - 13:31
  • Historii na głównej: 5 z 7
  • Punktów za historie: 2052
  • Komentarzy: 55
  • Punktów za komentarze: 224
 

#69627

(PW) ·
| Do ulubionych
Kiedyś zgłosiła się do naszego sklepu osoba z Caritas z pytaniem, czy udostępnimy miejsce na zbiórkę żywności.
No więc wystawiliśmy przy kasach wózek oznaczony symbolami Caritasu i powiesiliśmy plakat zachęcający klientów do pomocy potrzebującym.

I teraz powiedzcie mi, kim trzeba być, żeby okradać z datków najbiedniejszych? Już pierwszego dnia z wózka magicznie zniknął pięciolitrowy olej, torba czekolad, cukry i mąki. I to nie przywłaszczyła sobie tego jedna osoba, bo towar znikał w różnych porach. Niestety, ale nie mamy tyle wolnego czasu, by przez cały dzień pilnować jednego wózka, nie za to nam płacą. I wierzcie mi, nikt nawet nie pomyślał, że może dojść do takiej sytuacji, że będziemy zmuszeni na bieżąco opróżniać kosz nie dlatego, że towar przestał się w nim mieścić, ale by uchronić go przed wyparowaniem.

No i co teraz muszą sobie myśleć klienci, którzy widzą, jak pracownicy wynoszą datki na zaplecze? Kto według nich jest złodziejem?

sklep caritas zbiórka żywności

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (133)

#69071

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w osiedlowym supermarkecie jako pracownik tzw. poliwalentny - czyli jam "kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję" i oblatuję na sklepie każde możliwe działy, więc piekielnych sytuacji mogłabym opisać od groma. Dziś skupię się na dwóch typach klientów, którzy prawdopodobnie nie mają pojęcia o swojej piekielności. Wielce prawdopodobnym jest również to, że wielu z Was świadomie bądź nie, zdarzyło się uprzykrzyć życie pracownikom sklepów w opisany niżej sposób. Ba! Wielu z was zapewne uzna, że nie ma w tym nic piekielnego, a to część moich obowiązków. Ale do rzeczy...

Pierwszy typ klienta to Pan "rozmyśliłem się, więc odłożę to gdzieś tu, bo nie chce mi się wracać do tamtej półki". Kto pracował w sklepie ten wie, jak bardzo uciążliwe potrafi być takie zbieranie fantów. Wiele już było o tym historii. Wiele razy zbierałam papierki z wodą, które kiedyś były lodami na patyku. Wiele razy wywalałam kluchę, która była pierogami mrożonymi... Mogłabym tak bez końca. Ktoś zaraz napisze, że to moja praca, za to mi płacą, więc to mój za*rany obowiązek. Że klient mógł się rozmyślić i nie pamiętać, skąd wziął dany produkt, albo najzwyczajniej mieć lenia i nie chce mu się wracać. Tak, tak... słyszałam/czytałam to już nie raz i nie dwa.

Macie rację, klient ma prawo zmienić zdanie, ale do jasnej anielki, czy nie można po ludzku zostawić towaru kasjerce? Nikt Was nie zabije za to, że zrezygnujecie, a w ten sposób produkt (szczególnie ten wrażliwy) szybciej trafi na swoje miejsce. Piszę o tym, ponieważ kilka dni temu mieliśmy z tego powodu bardzo nieprzyjemne zdarzenie na sklepie.

Zaczęło się od tego, że w alejce z herbatami i kawami zaczęło brzydko wonieć. Drugiego dnia woniało jeszcze gorzej, ale nie udało się zlokalizować problemu. Trzeciego dnia klienci zaczęli się skarżyć, bo faktycznie waliło już "na kilometr", a sprawcy dalej ani widu, ani słychu. Padła decyzja o zdjęciu części towaru, bo może coś gdzieś spadło i nie widać. Czasem klienci rozmyślają się z zakupu krojonej wędliny i zostawiają ją właśnie w tej alejce, bo jest po drodze między stoiskiem a kasami. Zazwyczaj taka paczuszka leży na wierzchu, więc szybko jest lokalizowana. Tym razem trzeba było przekopać się przez stos herbat, by znaleźć problem - zielone, cuchnące skrzydełka na tacce. Wierzcie mi, ledwo zdążyłam dobiec do toalety. Powiedzcie mi, bo naprawdę nie jestem wstanie zrozumieć: DLACZEGO?

Dlaczego ktoś zadał sobie tyle trudu, by zabunkrować tę cholerną tackę tak głęboko? I czy naprawdę uważacie, że do moich obowiązków należy codzienne zdejmowanie całego towaru z półek, żeby sprawdzić, czy ktoś przypadkiem nie rozmyślił się z zakupu mięsa? Tak profilaktycznie?

Przy okazji, pozdrawiam gorąco Pana Złodzieja, który co jakiś czas kradnie surowe kotlety schabowe, a opakowania po nich wyrzuca w tej nieszczęsnej alejce z herbatami. Tak, puste opakowania wrzucone za herbaty też śmierdzą po kilku dniach. Rozumiem, że jest Pan głodny, ale proszę dać nam szansę na szybsze znalezienie pudełeczek ;)

Drugi typ klienta to Pan "ups! Stłukłem słoik, więc odstawię go na miejsce, żeby nikt nie zauważył, że to ja".

Wczoraj koleżanka rozwaliła sobie rękę przy "fejsowaniu"*, bo jakiś idiota odstawił na półkę stłuczony majonez i zasłonił go innymi słoikami. I nie jest to odosobniony przypadek. Wiele razy wywalałam z półek stłuczone dżemy, ogórki czy inne słoiki albo butelki. Wiele razy złapałam taką osobę na gorącym uczynku, która jak gdyby nigdy nic odstawia słoik na miejsce stłuczonym denkiem do góry, żeby nie pobrudzić półki. Po takiej akcji i tak wszystko jest upaćkane jeszcze bardziej niż byłoby, gdyby słoik został na podłodze. Rzadko w takiej sytuacji słyszę "przepraszam". Zwykle dowiaduję się z pretensjami, że to nasza wina, bo tak ustawiamy, że spada. Owszem, czasem jest to nasza wina, ale czy nie wystarczyłoby zgłosić pracownikowi, że w alejce takiej a takiej leży rozwalony towar? Naprawdę, korona Wam z głowy nie spadnie, a w 99 na 100 przypadków nie będziecie musieli nawet płacić za szkodę. Nam, pracownikom też zdarza się coś stłuc i sklep jest na to przygotowany, ale jeśli klient jest przy tym opryskliwy i złośliwy, my też możemy odpłacić się tym samym. Odrobina życzliwości kochani!

* - nie, nie przeglądała Twarzoksiążki, a wysuwała towar do przodu, aby zatkać dziury w pólkach ;)

sklep

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 255 (323)
zarchiwizowany
Zamówiłam pewną rzecz na Allegro. Wybrałam dostawę kurierem, zapłaciłam i czekam. Dostałam na maila potwierdzenie, towar wysłano... Siódemką. Oho, myślę sobie, tyle się tu naczytałam o piekielnych z tej firmy, że spodziewałam się najgorszego. Ale nie, dziś telefon, czy jest ktoś w domu, bo zaraz będzie mógł podjechać. No miodzio. Odebrałam paczkę, chcę podpisać potwierdzenie odbioru i...
- Drukowanymi poproszę! - Zaraz, zaraz... od kiedy to na jakimkolwiek dokumencie podpisujemy się caps-lockiem? Zerkam na podpisy innych odbiorców, oczywiście wypisane dużymi, drukowanymi literami. Wniosek dla mnie oczywisty, w końcu ilu z Was znalazło przesyłkę pod drzwiami czy w innych miejscach, w których znaleźć jej nie powinniście? Ale oczywiście odbiór potwierdzony ′drukowanym′ podpisem. A potem pewnie tłumaczenia w stylu: ′Ja się tak nie podpisuję!′ - "Ale jak to? Wszyscy podpisują się drukowanymi, pan też się tak podpisał!′
Ot i zagadka rozwiązana.
Oczywiście podpisałam się swoim, ′oryginalnym′ podpisem.

kurierzy

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (232)

#28858

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kasjerką.
Dziś dowiedziałam się, że jestem niemiła, niekulturalna, wredna, tak i owaka, i że Boga w sercu nie mam. A dlaczego? Bo nie życzyłam klientce wesołych świąt. Zniewaga godna skargi u kierownika.
Usmażę się w piekle.

Carrefour

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 472 (636)
zarchiwizowany
Ponieważ moje dotychczasowe kwalifikacje zawodowe i chęć kontynuowania swojej edukacji nie pozwalają mi na podjęcie superekstra wymarzonej pracy za godziwe wynagrodzenie, zostałam zmuszona do podpisania umowy z tzw. agencją pracy tymczasowej. Kto doświadczył tego zaszczytu ten dobrze wie, że praca ta tymczasową bywa tylko z nazwy, no ale lepsze to, niż maminy garnuszek. Tak więc po raz kolejny wylądowałam na kasie w Carrefourze, tym razem w molochu, a jak wiadomo im większy sklep, tym więcej piekielnych klientów pomieści.
Dziś małe co nieco o klientach, którzy są nieświadomi swojej piekielności. Czasem chcą dobrze, ale z perspektywy kasjera są naprawdę uciążliwi.

1. Siateczkoholicy - zazwyczaj starsi ludzie, choć zdarzają się wyjątki w postaci osobników młodszych. Pakują wszystko do małych, przezroczystych siateczek, tzw, zrywek. Są święcie przekonani, że ułatwiają nam pracę segregując artykuły wg rodzaju. Do jednej siateczki ładują wszystkie batoniki/przyprawy/jogurciki, często różnych smaków czy nawet marek, bo przecież to bez różnicy. Poziom hard - torebeczka zawiązana, żeby przypadkiem nic w koszyku nie wypadło albo nie pękło.
W czym problem? Czytniki nie zawsze chcą współpracować ze zrywkami, a klient nie zawsze pamięta, ile sztuk danego rodzaju zapakował w torebeczkę.

2. Chodzące cenniki, czyli "Pani, to po cztery z kawałkiem było" - Czasami zdarza się, że jakiś produkt nie ma kodu. Zapamiętajcie drodzy Użytkownicy, że to w żadnym wypadku nie jest winą kasjera, zapiszcie to sobie i odczytujcie za każdym razem, ilekroć przyjdzie wam chęć opieprzyć za to biedną panią za kasą. Ale do rzeczy. Nie ma kodu - nie da się nabić towaru na kasę. Niestety, w XXI wieku nie każdy chyba jeszcze o tym wie, bo gdy tylko informuję klienta o braku owego zakreskowanego kwadracika, ten od razu podaje cenę i próbuje przekonać mnie, że jednak mogę, ba, MUSZĘ nabić to bez kodu. Szybki telefon na odpowiedni dział zwykle załatwia sprawę, jednak piekielny dalej wie lepiej, że ′to przecież po cztery złote było... chyba′.

3. Fetyszyści kas zamkniętych - czyli klienci, którzy pomimo wielu kas, zawsze wybiorą tę, która w danej chwili jest zamknięta. W Carrefourze, w którym pracuję, kasjerzy zliczają gotówkę na sklepie, najczęściej na jakiejś krańcowej kasie, żeby mieć trochę spokoju. Niestety, taki spokój często jest zakłócany przez pytanie: ′Czy można jeszcze?′. Wydawałoby się, że najlepszą odpowiedzią na to pytanie są porozkładane koperty na gotówkę, zaciągnięta taśma sygnalizująca zamkniętą kasę i skupiona mina kasjera odliczającego pod nosem kolejne gorsze. Aż ciśnie się na usta: ′Tak, już, chwileczkę, tylko rozłożę z powrotem pieniążki do kasetki′. Mogę założyć się, że taki piekielny z chęcią poczekałby te parę minut, żeby tylko być pierwszym w kolejce. Co z tego, że w kasie obok byłby obsłużony dużo szybciej, skoro musiałby tam chwilę poczekać? A co jest najgorsze w tym przypadku piekielnych? Trzeba liczyć od nowa...

carrefour

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 191 (231)

#14810

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia, która przytrafiła mi się dziś (właściwie to już wczoraj) będzie o piekielnym kurierze.
Dorabiam sobie jako konsultantka kosmetyczna w O. i zwykle odbieram zamówienie osobiście w filii. Ostatnio jednak z powodu pracy do późna nie miałam czasu udać się na drugi koniec Warszawy po paczkę, więc zdecydowałam się skorzystać z usług kuriera, które realizowane są przez DHL.

Środa - zamówienie złożone.

Piątek - Godzina 20, kuriera jak nie było, tak nie ma. Zaglądam na stronę, może coś źle zaznaczyłam i jednak muszę jechać odebrać osobiście? Nie, wszystko tak jak powinno być. Sprawdzam status przesyłki po numerze nadania. No tak. Paczka była u mnie już w czwartek o godzinie 13, ale ′kurier nie zastał nikogo w domu′. Dziwne, prawda? Przecież normalni ludzie nie pracują i zawsze są o tej porze w domu... Oczywiście żadnego telefonu od kuriera nie dostałam, a zawsze dzwonili, żeby umówić godzinę odbioru, jeżeli za pierwszym razem nikogo nie zastali w domu.

Dzwonię do DHL i przedstawiam sytuację. Mam dzwonić w poniedziałek rano i umówić godzinę.

Poniedziałek - Dzwonię jeszcze raz, umawiam kuriera na 16.
16:30 - kuriera nie ma.
17:00 - kolejny telefon do DHL, Trochę mi się spieszy, miałam iść jeszcze do banku i do sklepu.
18:15 - przyszedł! Wcisnął mi paczkę w ręce, mruknął pod nosem: ′Sie doczekać paczuszki nie mogą′ i... uciekł na schody. Pytam jeszcze wychylając się na klatkę, czy nie trzeba czegoś podpisać. Odpowiedzi nie dostałam, bo kuriera już nie było. I wtedy dopiero zobaczyłam, że róg pudełka jest rozerwany i wciśnięty,żeby nie było tego widać. Oho... Myślę, część zamówienia pewnie magicznie wyparowała, czego już nie będę mogła udowodnić, bo kurier zbiegł z miejsca przestępstwa. Otwieram szybko pudełko, żeby porównać zawartość z fakturą i szczęka mi opadła. Tego się nie spodziewałam.

Dwa duże szampony były otworzone a ich zawartość znajdowała się wszędzie! Katalogi nie nadają się, żeby komukolwiek je pokazywać, szamponów klientom dać nie mogę, bo nie są kompletne, wszystko się lepi i czuć szamponem.

Kolejny telefon do DHL ze skargą na kuriera, który postanowił się zemścić, bo zadzwoniłam, żeby upomnieć się o swoje. Zrobiłam zdjęcie zawartości pudełka i dodatkowo zgłoszę sprawę w O., Oni dołożą jeszcze swoje 3 grosze dla piekielnego kuriera. Mam nadzieję.

DHL

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 596 (674)

#8362

(PW) ·
| Do ulubionych
Dorabiałam sobie w niewielkim, osiedlowym Carrefourze. Piekielnych było co niemiara, a jedna z nich utkwiła mi w pamięci ze względu na swój upór.
Tego dnia w danym momencie czynne były dwie kasy, reszta pracowników była 'w półkach' - jest taka zasada w tych mniejszych marketach, że kiedy nie ma kolejek kasjerzy wykładają towar. Klientów nie było dużo, owszem, przy kasach były kolejki, ale nie na tyle długie, żeby wołać kogoś do pomocy. Szło całkiem sprawnie. W pewnym momencie w kolejce ustawiła się owa Piekielna. Ustawiła się, ale po chwili uznała, że kilkuosobowa kolejka jest dla niej za długa i ona stać nie zamierza. Przeniosła się więc do pustej kasy, na której nie było nawet zamontowanej kasetki i na cały sklep zaczęła się wydzierać, czy ktoś zamierza ją obsłużyć. Wrzeszczała i wrzeszczała. 'Oberwało się' sklepowi, pracownikom i kierownictwu, że co to za chamstwo, jak tak można, że złoży skargę, że tyle już czeka... W końcu kolega się zlitował - nad innymi klientami i nad nami, bo krzyki bardzo przeszkadzały w pracy - i usiadł na kasie, żeby obsłużyć ową Piekielną. Oczywiście musiał przekładać kasetkę, bo przecież ona już wyłożyła zakupy na taśmę. Najśmieszniejsze w tej całej historii jest to, że przy mojej kasie, gdzie ustawiła się na początku, w tym czasie zostałaby obsłużona z 10 razy. Na koniec uradowana z wygranej walki odwróciła się do klientki, która stanęła za nią w kolejce i dumna wypaliła:
- Z chamstwem to trzeba krótko.

Carrefour

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 585 (691)

1