Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

takatamtala

Zamieszcza historie od: 26 czerwca 2012 - 15:59
Ostatnio: 24 czerwca 2019 - 7:51
  • Historii na głównej: 97 z 113
  • Punktów za historie: 34895
  • Komentarzy: 490
  • Punktów za komentarze: 2497
 

#81165

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem osobą pracująca w domu. Znaczy to, że raczej w nim jestem. Dom ten to właściwie mieszkanie w bloku. Pod blokiem jest kiosk. W kiosku siedzi pani. Pani ma teczki. Na teczkach są nazwiska a w teczkach gazety.
Taką teczkę posiadam i ja.
Starożytny ten system okazał się posiadać niespodziewaną zaletę.

Mianowicie: idę sobie spokojnie nie wadząc nikomu i nagle widzę, że Pani z kiosku macha na mnie intensywnie. No to podchodzę do okienka i...
- Tani Talu, ja pani jakieś papiery mam.
- Ale ja wybrałam gazety.
- Ale to nie takie papiery- i podaje mi POCZTĘ. Tu należy dodać, że nasz blok nie ma domofonu, a kiosk jest na trawniku pod moim budynkiem. 30 metrów od wejścia do bloku. Skrzynki są na parterze.

Żeby było jeszcze śmieszniej, to 100 m od mojego bloku jest placówka poczty.
Ja patrzę co w tej poczcie, a tam koperta z ZUSu i jakiś raport. Raport o niedostarczeniu przesyłki poleconej. Też z ZUSu. Z października. A na kopercie stempel... z listopada.
- Ile to u pani leży?
- Dziś rano pracownica odebrała.
- Ale tu trzeba było podpisać zwrotkę, żeby to odebrać.
- To młode, głupie takie to podpisała. A ja skojarzyłam nazwisko Pani z teczki.
Cóż było zrobić. Podziękowałam i ruszyłam do naszego miejscowego pałacu ZUS.

Po raptem dwóch godzinach czekania dowierzałam się, dlaczego nie dostałam numeru konta do rozliczania (nieodebrana przesyłka). W kopercie była informacja o JPK VAT. Prawdę mówiąc nie rozumiem, dlaczego ZUS informuje mnie o JPK VAT, a nie urząd skarbowy, ale to już zmartwienie księgowej.
To pisać skargę czy nie? Jak myślicie?
Mocne na skargę, słabe na odpuszczenie sobie.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (185)

#80871

(PW) ·
| Do ulubionych
Był sobie blok. Między blokiem a chodnikiem było 13 m trawnika ze starymi drzewami owocowymi. Blok garaże już miał w odpowiedniej ilości, a za trawnik trzeba było płacić podatki, co mieszkańcom nie odpowiadało. Dodać tu trzeba, że ulica wzdłuż której był wspomniany trawnik i blok była główną arterią miasta, choć raczej mówimy tu o jej peryferyjnym fragmencie.

Co prawa w tej skali miasta peryferie te były 10 minut pieszo od centrum - niemniej jednak fakty są takie: główna ulica, trawnik wzdłuż niej, a potem blok.

W każdym razie wydzielili działkę szerokości 9 m i na całą długość bloku. A blok miał 5 klatek. Działkę sprzedali. Wydawało im się, ze na działce szerokości 9 m nie da się nic zbudować (hłe, hłe, hłe).

Inwestor wystąpił o Warunki Zabudowy dla budynku z trzema ścianami w granicy działki bez otworów okiennych z czwartą ścianą z witrynami cofniętą - po bożemu, wg. przepisów o 4 m. Budynek parterowy w typie pawilon handlowy.
Na etapie informowania sąsiadów o postępowaniu, wybuchła awantura. Blok protestuje, nie zgadzają się by stawiać im budynek i odgradzać ich od ulicy! Teraz przecież mają widok na ładny sad, a zły inwestor wszystko wytnie i każe im patrzeć na "plecy" pawilonu handlowego.
Niestety argumenty estetyczne na nikim nie zrobiły wrażenia.

No to zacienia!
No nie zacienia, bo stoi od północnego zachodu, poza tym jest parterowy.
To za blisko, bo nie ma 8 metrów wymaganych przez strażaka.
To Inwestor zrobi ścianę oddzielenia pożarowego i będzie dobrze.
Ale on musi drzewa wyciąć! Ochrona przyrody!
Drzewa owocowe można wycinać.
I tak wystawienie WZ przeciągnęło się z 3 miesięcy przepisowych do roku.

- Powinienem ich pozwać o straty finansowe Pani Talu - zakończył opowieść Inwestor - Co oni sobie myśleli, jak sprzedawali mi tą działkę? Że ja ją dla jabłek kupiłem?

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (187)

#80713

(PW) ·
| Do ulubionych
Pewna kamienica postanowiła podłączyć się pod MPEC.
W tym celu zamówiła inwentaryzację wszystkich kondygnacji - łącznie z piwnicą - oraz przewodów kominowych.
Bo podobno żadnej dokumentacji nie ma, sanitarny nie ma na czym rysować rurek i grzejników, poza tym trzeba wydzielić miejsce w piwnicy na węzeł.
Dokumentacja oddana, odebrana, protokół spisany, pieniądze zainkasowane.

Po dwóch miesiącach dzwoni do mnie jeden z inwertorów, że jest afera z działem wspólnot u administratora i mam tam iść na dywanik, bo są uwagi do dokumentacji. Tyle, że w umowie czarno na białym mam napisane, że uwagi do dokumentacji można wnosić przez tydzień po oddaniu, a ja mam protokół z odbioru sprzed dwóch miesięcy, nie wnoszący zastrzeżeń. Czyli są po terminie. Oni nie ja.

Do działu wspólnot idę z panem Pawłem z działu technicznego, który dokumentację odebrał.
- Czy pani sobie wyobraża, że mu teraz z każdym lokalem będziemy szli do sądu zmieniać zapisy w księgach wieczystych, bo pani inaczej wyszło?! - przyszpiliła mnie pani Bożenka już na progu.
- Inwentaryzacje robi się z obmiaru w naturze, a ja żadnej dokumentacji wyjściowej nie miałam, bo podobno nie było - wyrecytowałam na jednym wydechu linię obrony.
- Jak nie było? Jak nie było? A była pani u nas? Mamy pełny obmiar lokali z wykupu razem z komórkami w piwnicy! - i szast mi na biurko teczką.
- A po ile są różnice?
-Zazwyczaj od 0.1 do 0.3m2 na mieszkanie, ale w lokalu nr 3 0.7!

W tym momencie moje myśli zaczęły lecieć dwutorowo: na pierwszym torze jeden głos mówił, że skoro jest wspólnota, to mieszkania muszą być wykupione, czyli ktoś, gdzieś, kiedyś musiał je mierzyć do tego wykupu. No logiczne przecież. No mogłaś o tym wcześniej pomyśleć Talu!
Na drugim torze drugi głos, zachowując lodowaty spokój, zwracał mi uwagę, że w lokalu nr 3 jest jeden pokój więcej, bo sobie facet postawił ścianę z cegieł w środku pokoju i podzielił go na dwa.

Wskazuję więc na ten fakt Pani Bożence i porównuje obmiar do KW i mój, i jak byk u mnie jest ta ściana, a tam nie ma.
- I on ją na stropie drewnianym postawił, bez podparcia u dołu - jęknął Pan Paweł, który wie, że tak nie można.
- Proszę mi skorygować wymiary i usunąć tą ścianę z tego mieszkania! - założyłam w tym momencie, że Pani Bożence nie chodzi o to, żebym w lokalu nr 3 przeprowadziła prace rozbiórkowe, tylko żebym sfałszowała dokumentację.
- Inwentaryzację przeprowadza się na podstawie obmiaru i jest odbiciem stanu istniejącego - powtarzam.
- Ale mi się powierzchnie nie zgadzają.
- Ale dla projektu przyłącza to żadna różnica - wtrąca się Pan Paweł.
- Ale ja to będę musiała korygować w sądzie.
- Ale po co? Przecież to są materiały dla sanitarnego do innego projektu!
- Ale mi się w książce obiektu nie zgadza! Poza tym...- otworzyła rzut piwnic - pani nie zaznaczyła, które piwnice są czyje!
- Zaznaczyłam - wskazuje na tabelkę gdzie czarno na białym jest kto jaką komórkę zajmuje.
- Tu pani pokazała kto jaka komórkę UŻYTKUJE, a nie POSIADA. W KW!
- Ja nie miałam takich informacji!
- To trzeba było po nie przyjść.
- Ale ja tego nie miałam w umowie!
- Ale z punktu widzenia po co ta inwentaryzacja? To nie ma znaczenia!b- dodaje pan Paweł.
- Ale JA nie wiem, która komórka należy do kogo. Bo oni mają po jednej komórce w KW, a trzy w użytkowaniu! I te wszystkie komórki są prawie takie same wielkością, więc po ich metrażach nie dojdzie.
- Ale po co to przeprowadzać przez sąd? To miała być tylko inwentaryzacja budowlana.
- Niech to idzie do sanitarnego i tyle. 0.1 m to płytki na ścianie zajmują. Z punktu widzenia dokumentacji na przyłącza MPEC ani te 0.1 m na mieszkanie ani ta dodatkowa ściana nie robią różnicy - Pan Paweł.
- Niech pani weźmie obmiary z KW i przerysuje je jako swoją inwentaryzację!
- Ale to jest poświadczenie nieprawdy! Nie mogę tamtej ściany wykasować i nie będę biegać po kamienicy i pytać się, kto ma którą komórkę w KW a którą w użytkowaniu.
- Ja nie będę biegać po sądach!

I tu proszę Państwa mamy pat.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (157)

#80423

(PW) ·
| Do ulubionych
Pojawiła się niedawno historia o nieoczekiwanym skutku, jaki przyniosło użyczenie drukarki komuś, żeby wydrukował sobie CV.
Przypomniało mi całkiem podobne zdarzenie.
Było to na samym finiszu mojego życia studenckiego. Miałam już wtedy na koncie całkiem sporo fuch. Głównie inwentaryzacji, ale też trochę projektów graficznych (bo w końcu Corel to też program wektorowy, więc taki uproszczony Auto Cad z kolorkami - połowa grafików padła teraz na zawał).

Z tych projektów graficznych to min. robiłam broszurę dla pewnego koła naukowego materiałoznawców i całe opracowanie graficzne ich prezentacji na konferencji.
Oczywiście ile razy coś robiłam tyle razy gadałam o tym ze znajomymi na piwie.

No i przychodzi do mnie "przyjaciółka" i prosi o użyczenie drukarki, żeby wydrukować CV. No to drukuj.
Poszłam sobie zalać zupkę chińską (zjeść obiad) - jak wróciłam okazało się, że wydrukowała pół ryzy papieru. Już miałam wyartykułować, że chyba powinna się dorzucić do ryzy, gdy spojrzałam na nieszczęsne CV.
Nazwa koła naukowego była napisana samymi dużymi literami, więc od razu rzuciła się w oczy.
8 na 10 robót z podpunktu "doświadczenie" to były moje roboty.
Zamurowało mnie.

Na moje pytające spojrzenie usłyszałam "w CV się zawsze kłamie".
No i wzięła te 200 (sic!) CV i poszła je rozsyłać. Za pół ryzy zwróciła, za tusz nie "bo pożyczam ci aparat cyfrowy, a akumulator można ładować tylko określoną ilość razy, więc mi go zużywasz".

Z dzisiejszego punktu widzenia wiem, że powinnam wtedy zweryfikować tą znajomość, ale wtedy sobie pomyślałam, że nie można tak przekreślać kogoś, z kim znasz się 10 lat. Że ma fazę i jej minie.
Nie minęła, przeszła w eskalację.
W każdym razie - od tego czasu po skończonej robocie biorę referencje na których jest nr. tel. do zleceniodawcy. Żeby nie było.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (134)

#80275

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak zmienić sobie salon w kryptę.

Jest sobie kamienica. Kamienica ma elewację frontową od południa, a podwórkową od północy. Ścianę wschodnią ma w granicy działki i kiedyś stał tam sąsiad, ale aktualnie działka jest pusta. Niemniej jednak jest to ściana w granicy działki.

Mierzę sobie coś tam na podwórzu, obok mnie administrator stoi i pali fajkę.
Zaczynam rysować tę elewację podwórkową i co widzę?
Na drugim piętrze - i tylko i wyłącznie na drugim - cała część po lewej (czyli mieszkanie przy ścianie szczytowej wschodniej) jest ocieplona. I nie ma okna. Na długości całego mieszkania (bo wiem, gdzie klatka się zaczyna).

- Panie Zbyszku, a tam facet sobie okno zamurował?
- Ta, zamurował. Cyrki z nim były - i tu trzeba zauważyć, że na elewacji wschodniej, tj. w granicy, na wysokości drugiego piętra właśnie, widać zamurowane okno i placki po kleju.
- Ale to on w ogóle nie ma okna w tamtym pokoju?
- Nie, nie ma.
- Ale jak to?
- A tak to, pani Talu, że on ma tam salon i mu nie pasowało okno tam gdzie było, więc sobie je zamurował w ścianie północnej, a wybił we wschodniej. Od sąsiada, w granicy. Bez nadproża. Jeszcze pożyczył rusztowanie i wlazł na tamtą działkę i ocieplił sobie tylko swoje mieszkanie. A tu - wskazał zamaszystym ruchem ręki pan Zbyszek sąsiadujące z nami zasieki - jest więzienie. I na niego z tego więzienia donieśli. Znaczy się kierownictwo. No i dostał nakaz zamurowania okna z Nadzoru.
- Ale panie Zbyszku, nie można nakazać komuś zamurowania okna, jeśli jest to jedyne okno doświetlające pomieszczenie.
- Nie można, pani Talu, gdyby on samowolnie, bez poinformowania administracji nie zamurował tamtego okna w północnej ścianie. Ale administracja o tym NIE WIEDZIAŁA - znaczące spojrzenie - więc obciążając pana od samowoli, zamurowała okno i usunęła samowolne ocieplenie.
- I się nie odwoływał?
- No odwoływał, ale dostał nakaz przywrócenia stanu pierwotnego od Nadzoru, czyli ma se to okno w ścianie północnej wybić. Tylko, pani Talu, nawet jeśli wybija się okno tam gdzie było, to...
- ... trzeba mieć pozwolenie na budowę...
- ... które kosztuje i administracja nie zamierza tych kosztów ponosić. A tamten też nie. Więc chciał młotem sam sobie to okno wybić, więc go POINFORMOWAŁEM, że sam go zgłoszę do Nadzoru, bo ja go, pani Talu, powyżej uszu mam - zaciągnął się fajką i wypuścił smugę dymu. - No i mamy z nim proces, a on najwyraźniej nie rozumie, że ja mu to ocieplenie ze ściany północnej mogę w każdym momencie zerwać. I mi pyskuje - zdenerwował się pan Zbyszek. - Jakim trzeba być debilem, żeby naprzeciwko okien kierownictwa więzienia, na działce, która ma 72 właścicieli i na której wiadomo, że nie można uzyskać zgody od właścicieli na wejście w teren, STAWIAĆ RUSZTOWANIE i jeszcze przebijać okno W GRANICY, kiedy wiadomo, że nie można w granicy okien robić.
- I to jeszcze bez nadproża.
- Dobrze, że mi ściana nie popękała. To bym miał - zakończył pan Zbyszek, odpalając fajkę od fajki. - Niech se dziad siedzi po ciemku - pokręcił głową. - Administracja to nie jest zawód dla ludzi o słabych nerwach, pani Talu. Oj nie.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 185 (211)

#80238

(PW) ·
| Do ulubionych
Mamy w naszym Piekiełku Muzeum.
Nasze Muzeum organizuje rożne eventy.
Np. kręcą teledysk na dachu.
Albo robią koncert muzyki alternatywnej.
Albo odczyt wierszy (współczesnych).
Albo wypiekają w miniaturowych piekarnikach (podobnych jak do hybryd) muffinki na lekcjach muzealnych dla dzieci. W pomieszczaniach dawnej czytelni przy bibliotece, która to czytelnia została na miejsce zorganizowanych "warsztatów" zlikwidowana.
A czego Muzeum nie robi?

Nie robi kwerend archiwalnych w swoich zbiorach, BO NIE - zarządzeniem dyrekcji do odwołania. Nie pozwala korzystać z biblioteki, bo zamknięto ją dla osób postronnych i mogą jej używać tylko pracownicy. Nie można samemu zrobić kwerendy, bo nikt nie będzie tej osoby postronnej pilnował czy nie kradnie. Nie ma elektronicznego katalogu zbiorów. Nie ma pełnego katalogu zbiorów, nawet analogowego. Część zbiorów leży w magazynach nieskatalogowana.
Dlaczego? Bo tak.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (128)

#80142

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia znajomego.

Mierzył kamienicę i wylądował w mieszkaniu... no, nie żula, ale starszego gościa, który miał problem z ogarnianiem domu. Zapach podobno wyciskał łzy z oczu. W mieszkaniu mnóstwo gratów i trzy koty.

Obmiary robi się dalmierzem laserowym. Wiadomo, jak koty reagują na laser i czerwona kropkę, więc kolega poprosił gościa, żeby gdzieś zamknął te koty.

Na koniec jeszcze pan zażądał policzenia, ile ma metrów w mieszkaniu - bo wie, ile ma, ale jak kolega policzy więcej i podniosą mu czynsz, to on go pozwie, administrację pozwie i wszystkich pozwie.

Rozkukuryczył się facet, więc kolega wyjął komórkę i mu tam pi razy drzwi policzył. Chwilę to trwało.

Wychodząc, kolega tak z głupia frant pyta się: "a gdzie pan zamknął koty?”- bo wszystkie drzwi otwarte, a kotów nie ma.

Facet zniknął w łazience i kolega usłyszał tylko „urfa".

Gość zamknął koty w pralce. Jeden jeszcze trochę się ruszał. Reszta się podusiła.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (174)

#79998

(PW) ·
| Do ulubionych
W zestawie survivalowym każdej osoby mieszkającej w wielkiej płycie jest wiertarka udarowa. Mam więc na stanie takową.

Przychodzi kuzyn i rzecze:
- Pożycz wiertarkę.
- A po co ci?
- Bo muszę otwór w ścianie wywiercić - osoba mało czujna zakończyłaby wymianę zdań na tym fascynującym etapie. Ale że wiertarka jest - że tak powiem - Nasza ale nie Moja, postanowiłam pociągnąć temat.
- W jakiej ścianie?
- W garażu - trzeba tu dodać, że kuzyn posiada garaż przytulony do górki(bo u nas wszędzie są górki) solidnym murem oporowym.
- A udaru potrzebujesz, żeby wiercić w tym murze oporowym, tak?
- No tak. Chce se półki powiesić.
- Zrób se samonośne. Spalisz wiertarkę. Ten mur ma takie parametry, że się nie wwiercisz.
- Na samonośne idzie więcej materiału.
-A na dziury w murze oporowym więcej wiertarek - kuzyn pobuczał, pofuczał i poszedł.

Na następnym obiedzie rodzinnym wyszło, że wujek został pozbawiony w ciągu tygodnia dwóch wiertarek. Jednej konwencjonalnej, drugiej z udarem - a po pociągnięciu tematu wyszło, że doszło do tego przed rozmową ze mną.
Ludzie powinni uczyć się na błędach :/

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 179 (191)

#78308

(PW) ·
| Do ulubionych
Z cyklu: jak podnieść architektowi ciśnienie jednym pytaniem.

- A po co ja mam płacić pani za jakieś papiery i nieść je do urzędu, skoro w środku budynku mogę robić co chcę?
Spytał się właściciel stodoły na 90m kw. która składa się z 12 drewnianych słupów, dachu i oblicówki drewnianej.

- Ale pan zamierza wyburzyć budynek i zbudować nowy, murowany na jego miejscu.
- No i co? Nie wolno mi?
- No tak po prostu nie wolno. Za duży jest, żeby to było na zgłoszenie do urzędu, możemy robić to przebudową...
- Ale ja w środku mogę robić co chcę!
- To nie jest do końca prawda. Poza tym pan przecież nic nie robi w środku obiektu tylko burzy CAŁY budynek i buduje nowy, z pustaków, z nowym fundamentem i nowym dachem. To jest przebudowa. Na to trzeba mieć pozwolenie na budowę! Inaczej to będzie samowola.
- Ale ja wybuduje nowy w środku starego i ten stary z zewnątrz potem rozbiorę! I co mi Pani zrobi, hę? Hę?

No mogłabym zadzwonić do nadzoru, ale świnia nie jestem. Tylko po uj w ogóle się do mnie fatygował i mnie fatygował na swoje zadupie.

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 234 (250)

#77531

(PW) ·
| Do ulubionych
Pojawiło się ostatnio trochę historii z PUPy - czyli Powiatowego Urzędu Pracy.
Szczególnie spodobała mi się ta, w której ktoś musiał napisać biznesplan, żeby dostać się na szkolenie z pisania biznesplanów- w ramach dofinansowania do rozpoczęcia działalności.
A więc- ja również, swego czasu uczestniczyłam w takim szkoleniu. PUPa uważa mnie pewnie za swój sukces i dowód efektywności, bo dofinansowanie dostałam, rozliczyłam i firmy nie zamknęłam.
W każdym razie- wtedy (7,5 lat temu) przysługiwało bezrobotnej osobie jedno bezpłatne szkolenie w roku. A że zarejestrowałam się tylko po to, żeby dofinansowanie otrzymać to od razu wpisałam się na szkolenie pt "ABC Biznesu".
Szkolenie składało się z siedmiu dni po 8 h w proporcjach: 1 dzień prawa, 1 dzień księgowości, 5 dni BHP.
Po dniu prawa stwierdziłam, że świat jest straszny i przerażający, po 8 h robienia rozliczeń uznałam, że będę zatrudniać księgową a po BHP napisałam skargę.

A napisałam skargę bo facet był absolutnie kopnięty.

Z zarzutów takich dotyczących generalnie irytującego stylu bycia to:
- Stawiał stoper, który cykał bardzo głośno i wydzwaniał na 45minut lekcji i 15 minut przerwy. Jak dzwonił, to gość przerywał w połowie zdania i kontynuował od tego przecinka co przerwał na następnej lekcji. Myśmy tam siedzieli na du..e plackiem cały boży dzień, więc byliśmy " w ciągu", ale to były szkolenia łączone i przychodzili np. ludzie z kursu na wózek widłowy w środku dnia na opis ratowania człowieka przy oparzeniu i wychodzili po trzeciej minucie filmu o połknięciu środków żrących. Nie było bloków tematycznych, po prostu facet mówił ciurkiem i jedne grupy wchodziły, inne wychodziły a on sobie mówił nie przejmując się np. wyczerpaniem jakiegoś bloku tematycznego dla danej grupy.
- Mówił modelując głos z bardzo niska do bardzo wysoka. W cyklu dwuminutowym. 8h przez 5 dni. Oszaleć można było.
- Puszczał film a potem robił wykład dublując treść filmu i pokazując plansze dotyczące tego co na filmie. Cały czas modulując głos.

Ale tak właściwie skarga poszła bo facet ilustrował wykłady historyjkami:
-puenta: "osobę po wypadku należy pocieszać aż do przyjazdu ratowników" zilustrował opowieścią o kobiecie która w wyniku wypadku samochodowego nabiła się damską częścią ciała (waginą) na pedał hamulca.
-puenta: "świętowanie imprez powinno odbywać się poza miejscem pracy" zostało zilustrowane opowieścią o kobiecie, która była nauczycielką i jak miała urodziny, to koledzy zaczęli ją podrzucać na rękach i nabiła się wiadomą częścią ciała na wieszak.
-puenta: "należy przechowywać substancje żrące w oryginalnych opakowaniach" została zilustrowana opowieścią, jak kobieta postanowiła się podmyć tam na dole wodą z butelki która była kwasem solnym przechowywanym w nieoryginalnym opakowaniu.

I tak 8 h. przez 5 dni.
No i napisałam tą skargę. No i co?
Teściowa mojego brata jest nauczycielką i wysłali ją na szkolenie BHP bo coś tam. Tak, w tym roku. I siedzimy na obiedzie i ona zaczyna opowiadać:
- Wy nie wiecie co ja przeżyłam w tym tygodniu. Jakiego ja miałam wariata na szkoleniu BHP i co on opowiadał...- czyli dalej wariat mieli ludziom mózgi siedząc w tej samej instytucji.
Rok po mnie dwoje moich znajomych szło po to samo dofinansowanie, to mieli zupełnie inny program (min. wysłali ich na praktyki do firm o podobnym profilu działalności), ale musieli za nie płacić.
Trzy lata później koleżanka szła i miała tylko jeden dzień z wszystkimi blokami.
I szukaj sensu człowieku.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 190 (218)