Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

tatapsychopata

Zamieszcza historie od: 27 marca 2011 - 12:56
Ostatnio: 21 sierpnia 2018 - 17:43
O sobie:

Dla wszystkich bezmózgich pedalarzy, żeby nie musieli szukać daleko:

Art. 33. Obowiązki i zakazy dotyczące kierującego rowerem lub motorowerem:

3. Kierującemu rowerem lub motorowerem zabrania się:

1) jazdy po jezdni obok innego uczestnika ruchu, z zastrzeżeniem ust. 3a;

2) jazdy bez trzymania co najmniej jednej ręki na kierownicy oraz nóg na pedałach lub podnóżkach;

3) czepiania się pojazdów.

3a. Dopuszcza się wyjątkowo jazdę po jezdni kierującego rowerem obok innego roweru lub motoroweru, jeżeli nie utrudnia to poruszania się innym uczestnikom ruchu albo w inny sposób nie zagraża bezpieczeństwu ruchu drogowego.

  • Historii na głównej: 13 z 39
  • Punktów za historie: 6936
  • Komentarzy: 1278
  • Punktów za komentarze: 9308
 
Ciąg dalszy http://piekielni.pl/82031, czyli nadzór budowlany w akcji.

Dziś, czyli po trzech miesiącach od sławetnej "ujemnej rozbudowy", urząd nadzoru budowlanego zaatakował jeszcze raz. Urząd Gminy, posiłkując się moim oświadczeniem, wysłał do nadzoru żądanie wyjaśnienia, co poeta miał na myśli, pisząc takie bzdury.

I nadzór wydalił z siebie kolejne świństwo. Na moim zawiadomieniu o zakończeniu budowy ktoś zrobił dopisek: powierzchnia przed rozbudową - 110 m2, po rozbudowie - 120 m2.

Niby dobrze. Tylko skąd te wartości? Podobno z przeliczenia, bo jak pomieszczenie jest za niskie, to liczy się inaczej, jak już jest wysokie przepisowo, to inaczej. No dobra, niech będzie, dziesięć metrów może i tak.

Ale czemu to na zawiadomieniu ktoś dopisał? Bo ewidentnie nie mój charakter pisma. Ktoś ot tak sobie napisał. Urząd czy burdel? Archeo wymięka.

Zastanawiam się, czy sprawy nie pociągnąć jakoś, bo to dopisek na urzędowym dokumencie, bez parafki, bez pieczątki. Równie dobrze można było gołą dupę tam narysować.

Obrońcy urzędasów może mi to objaśnią?

Urzędasy

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 76 (116)

#82031

(PW) ·
| Do ulubionych
Miałem skomentować historię #81886, komentującą mój wpis o urzędasach, ale lepiej tak, bo warto.

Historia z nadzorem ma swój finał, ów jakże potrzebny nadzór budowlany wysłał do urzędu gminy pismo, że była u mnie jakaś rozbudowa i trzeba chyba wysokość podatku od nieruchomości zmienić.

I w tym temacie dostałem wezwanie do odpowiedniego działu w gminie. Papiery w łapę i naprzód.
Bardzo miła pani pokazała mi owe pismo z nadzoru, gdzie było tak:

- powierzchnia użytkowa przed rozbudową - 100 m2
- powierzchnia użytkowa po rozbudowie - 84 m2.

To cóż my tu mamy za rozbudowę? Ujemną? Stąd wezwanie. Miałem plany, wyciągam, oglądamy, wyjaśniam. Powierzchnia użytkowa się nie zmieniła. Bo ściana, owszem, nieco podniesiona, ale nie na tyle, żeby to na coś miało wpływ.

I co, pośmialiśmy się, ja napisałem oświadczenie, dziękuję, do widzenia.

I teraz ponowię pytanie. Na co komu taki "nadzór budowlany”, jak oni w tak prostej sprawie dają ciała? Bo niby ja mogę sąsiadowi wejść na działkę? Mogę. A sąsiad co? Do sądu mnie nie może podać? Przecież i tak większość takich spraw kończy się w sądzie.

A to silne przekonanie, że urzędas chce naszego dobra? Ja w takiej sytuacji bardzo porządnie chowam swoje dobra. Czego i Państwu życzę.

Urzędasy

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (164)
Urząd nadzoru budowlanego.
Historia o tym, że urzędas nigdy i nigdzie nie będzie przyjazny i pożyteczny.

Wymyśliłem sobie wymianę dachu. Mam dość wiekowy dom, był od zawsze pokryty eternitem. Wiadomo, czas to zmienić. Tak więc dwa lata temu poszukałem wykonawcy i uzgadniamy co i jak. I wymyśliłem, że przy tej okazji warto jedną ścianę podnieść o jakieś półtora metra. Bo dach był niesymetryczny, jedna część bardziej spadzista, przez to wewnątrz sporo strat na powierzchni. A jak podniesiemy, zyskamy dwa całkiem przyzwoite pomieszczenia.

No ale oczywiście nie ma tak łatwo, wykonawca bez planów i pozwolenia palcem nie ruszy. Sam dach owszem, jutro robimy, ze ścianą nie da rady. No to poszukałem architekta, są plany, postarałem się o pozwolenie na rozbudowę, wszystko cacy.

Tu zwracam uwagę na pierwszą piekielność i idiotyzm. Moja ziemia, mój własny dom, a jakiś popaprany urzędniczyna daje mi pozwolenie.

Roboty skończone, wszystko ładnie jest, o dziwo piekielności w trakcie jakby nie było. Ekipa sprawna, naprawdę nie było się do czego czepić.

No to teraz kończymy formalności. W nadzorze mówią, że potrzeba kwitu od kominiarza i od geodety. Po co? Kominów akurat tam nie ma, w ogóle mam tylko jeden wentylacyjny, nie mam pieca węglowego, więc i komina też. Ale nie, musi być. No to kiedy przyślecie, pytam? Tu wielkie oczy biurwy, MYYYY??? No chcecie kominiarza to przyślijcie jakiegoś, niech zobaczy co i jak. Nieeee, to ja sam muszę, znaleźć i zapłacić za kwit. Z geodetą to samo. Ich nie obchodzi że płacić muszę, oni chcą żebym wydał pieniądze, na ich fanaberie, bo tak.

I dopiero teraz zaczyna się najciekawsze.
Do wydawania 800zł na geodetę jakoś mi się nie śpieszyło, więc odczekałem do następnej wiosny. W końcu mam pięć lat na tę papierologię. W lato zleciłem inwentaryzację, dalej bez pośpiechu, potem geodeta nieco zwłóczył, bo jak się okazało w wydziale geodezji w starostwie mieli kłopot z przejściem z systemu na inny system i z pół roku nic nie wydawali.
Ale ja dalej się nie śpieszę.

W końcu jest. Wybuliłem osiem stów, dostałem jeden papierek i dwie mapki. Że mnie szlag nie trafił wtedy... osiem stów za trzy świstki.

Idę do nadzoru. I co słyszę? No panie, ale panu opinia kominiarza się przeterminowała. Bo jego załatwiłem od razu przy okazji jakiejś, był w okolicy to podjechał, popatrzył kwit dał. I ten kwit według biurwy rok jest ważny. Jakby w międzyczasie kominy nie wiadomo co robiły.
Oczywiście nie potrafiły wskazać przepisu gdzie to jest napisane, że rok ważna opinia, w prawie budowlanym sobie pan sprawdzi.

I dlatego podtrzymuję swoje twierdzenie, urzędnik jest pasożytem, wrzodem na dupie. Piekielnością największą jest zmuszanie do wydawania pieniędzy na rzeczy, które człowiekowi nie są potrzebne. Uważam, że skoro urząd, jakikolwiek by nie był, chce czegoś, to powinien za to sam płacić. Szczególnie jeśli to dotyczy własności prywatnej.

Urzędy i darmozjady.

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 173 (241)

#75457

(PW) ·
| Do ulubionych
Pojawiło się tu ostatnio kilka historii na temat tajemnicy lekarskiej, dokumentacji tejże, zwykłej i elektronicznej.
Jest mi temat bliski z racji wykonywanych obowiązków służbowych. Dokumentację elektroniczną mam w przychodni wprowadzoną, ale z racji, że jest nieobowiązkowa, to nie działa. Lekarze piszą na papierze. Zresztą i tak to pisane w komputerze trzeba by drukować, więc na jedno wychodzi.

Jest jednak jedna kwestia związana z elektroniczną dokumentacją, którą mało kto zauważa. A na pewno nie widzi tego ustawodawca.
Chodzi o tę drobną sprawę, która tę całą elektronikę napędza.
O prąd.
Ten w gniazdku.
Bo czasem go nie ma.
W miastach może jest to zjawisko rzadkie, prąd wyłączają od wielkiej awarii, ale w małych wiejskich przychodniach bywa różnie. Tu bez UPS-a do każdego komputera się nie obejdzie, serwer ma czasem UPS większy niż on sam, switch, router mają też. I dobrze. Tylko takie zabezpieczenie wystarcza na godzinę. Rzadko więcej. A bywa, że prądu nie ma pół dnia. I to to ważniejsze pół, bo np. od 8 do 14.
I co wtedy? Teraz radzimy sobie bez kłopotu, każdy lekarz ma nadrukowany zapas pustych recept, skierowań, resztę pisze w karcie.
A jak ma to wyglądać przy EDM? Nie ma prądu, nie ma dostępu do historii choroby, zbadać można, ale już leki niekoniecznie, bo lekarz może nie pamiętać co pacjent bierze.

Ciekawe, czy ktokolwiek pomyślał, że wprowadzając EDM taka mała przychodnia będzie musiała kupić generator prądu. I z jakimi kosztami to się wiąże.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (165)
Przebojów z Orange ciąg dalszy.

Zaproponowano nam jako firmie zwiększenie prędkości Internetu przy nieznacznym obniżeniu kosztów. Reszta warunków bez zmian. To znaczy DSL zostaje jak jest, stałe IP to co jest zostaje, zmieniony miał być modem, tylko modem. Dopytywałem się kilka razy czy wszystko zostanie jak jest, tak zostanie.

Przychodzi majster do montażu i co? IP inne, to jeszcze bym przeżył ale miałem 8 adresów, teraz dali cztery, i nie gwarantują działanie faksu. Nie bo to VOIP. Aha... szkoda, że to magiczne słówko nie padło wcześniej. I czy tak trudno się domyślić, że ośrodek zdrowia potrzebuje faksu? Dzwonimy, wyjaśniamy, jednak nie, wszystko się zgadza tak ma być.
No nie, tak nie będzie, odmawiam instalacji.
Majster mówi że to nie pierwszy taki przypadek. No debile...

orange

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 368 (406)
zarchiwizowany
Nie nie nie, droga administracjo Piekielnych, tak się bawić nie będziemy. Nie będziecie wrzucać mi wpisów do archiwum po 10 minutach od wrzucenia do poczekalni.

Nawiązuję do mojego wpisu http://piekielni.pl/67223. Co prawda wpis został błyskawicznie zarchiwizowany, jak wiele piętnujących debilne zachowanie pedalarskiej bandy matołków, ale nie poddaję się.

Kilka dni później miałem okazję spotkać tych samych debili ponownie, znowu jechali obok siebie, znowu było to na wiadukcie w Nowym Prażmowie, tym razem na dokładkę padał dość spory deszcz, warunki na drodze nieciekawe, a ci beztrosko obok siebie...
Jedynie na plus (wątpliwy mocno) to fakt że ten zewnętrzny był w białej bluzie z symbolami Legii. Czyli kibol zdaje się. No i tu można historię skończyć, bo kibicowanie jakiejkolwiek drużynie piłkarskiej naszej ligi uważam za objaw braku mózgu. Czyli jazda wbrew przepisom, wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew niedawnemu głośnemu lokalnie wypadkowi jest uzasadniona. Bo to debile i tylko czekać aż ktoś ich pozabija.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (37)
zarchiwizowany
Nawiązuję do mojego wpisu http://piekielni.pl/67223. Co prawda wpis został błyskawicznie zarchiwizowany, jak wiele piętnujących debilne zachowanie pedalarskiej bandy matołków, ale nie poddaję się.

Kilka dni później miałem okazję spotkać tych samych debili ponownie, znowu jechali obok siebie, znowu było to na wiadukcie w Nowym Prażmowie, tym razem na dokładkę padał dość spory deszcz, warunki na drodze nieciekawe, a ci beztrosko obok siebie...
Jedynie na plus (wątpliwy mocno) to fakt że ten zewnętrzny był w białej bluzie z symbolami Legii. Czyli kibol zdaje się. No i tu można historię skończyć, bo kibicowanie jakiejkolwiek drużynie piłkarskiej naszej ligi uważam za objaw braku mózgu. Czyli jazda wbrew przepisom, wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew niedawnemu głośnemu lokalnie wypadkowi jest uzasadniona. Bo to debile i tylko czekać aż ktoś ich pozabija.

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (35)
zarchiwizowany
Serdecznie pozdrawiam dwóch pedalarzy o obliczach nieskażonych myślą, którzy dziś około godziny 10:20 jechali obok siebie na wiadukcie w Nowym Prażmowie.
Naprawdę gdyby nie spory ruch zatrzymałbym się, ale nie dość ten ruch to spieszyłem się do pracy.

droga

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -13 (45)

#66940

(PW) ·
| Do ulubionych
Operatorzy telefoniczni to jednak są upośledzeni.
Przedłużenie domeny w Orange.

Nie pierwszy raz, więc księgowa ma dane wszelkie do przelewu, ja ściągam tylko proformę z kwotą, przelew jazda, dwa tygodnie do wygaśnięcia więc spokojni, że będzie OK.
Nie, nie będzie.

Orange w międzyczasie zmieniło sobie sposób opłacania za domeny, zmieniło sobie numer konta, nikogo o tym nie informując. Na dokładkę wygrzebali skądś nasze przedpotopowe dane, stary adres itp.
I kompletnie nie poczuwają się do winy. Na proformie numeru konta nie ma, tylko adres, poza tym o czymś takim jak zmiana konta się informuje. Jakkolwiek.
I nieważne że prześlesz im potwierdzenie z banku, nieważne że jest na nim jak byk, że do nich pieniądze poszły tyle że na inne konto, nieważne że jest jak byk za co jest ta opłata.
Musisz zapłacić jeszcze raz, tak jak oni chcą, a tamtą wpłatę załatwiaj sobie przez reklamację.
I zdziwienie że mi coś nie pasuje.

No nie pasuje, jak znajdę innego dostawcę to adieu.

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 238 (280)

#65972

(PW) ·
| Do ulubionych
Z racji wieku i schorzeń zmuszony jestem korzystać ze służby zdrowia dość intensywnie. A jako że jestem tejże służby zdrowia pracownikiem od lat, mam obraz z obu stron barykady.

Strona pierwsza: kolejki.
Widzę co się dzieje u mnie w przychodni. Widzę ludzi przychodzących przynajmniej raz w tygodniu do lekarza. Wiem z dyskretnego wywiadu, że w 99% są to ludzie, którym się nudzi. Paniusie, którym pryszczyk wyskoczył. Nie w rzeczy samej, tuż obok. I nie wpuści kogoś wyglądającego na naprawdę chorego. I kłóci się, awanturuje z byle powodu.

Strona druga: kolejki, ale...
Dostałem kategoryczny nakaz od mojej lekarki udania się do kardiologa. OK, doktór każe, pacjent robi. Dzwonię do przychodni specjalistycznej, termin taki, szału nie ma, trzy tygodnie czekania to rewelacja. Mam wizytę na 12:30. Jestem pod gabinetem 12:10. przyjechałem szybciej niż myślałem, tak wyszło. W gabinecie znudzony lekarz nawet się ucieszył, że ktoś przyszedł, bo tego co na 12:00 nie było. Tego co na 12:15 też. Wchodzę, załatwiam co trzeba, 12:40 wychodzę, korytarz pusty. W rejestracji umawiam zlecone echo serca, szukanie terminu, gadka szmatka, 12:50 dalej nikogo nie ma. Pacjenci są pozapisywani co 15 minut. Na czterech przyszedłem tylko ja.

U laryngologa to samo, z tą różnicą, że pacjent zapisany po mnie jednak przyszedł.
Mam zlecone badanie słuchu. 11:30. tradycyjnie przychodzę nieco wcześniej, 11:15 wchodzi pacjentka. Potem okazało się, że była zapisana na 11:00, opóźnienie, trudno, zdarza się. Czekam. Mija 12:00 czekam. Mija 12:15 dalej nic. Wchodzę zapytać co się dzieje, bo nie bardzo mogę tak długo czekać. Okazuje się że paniusia wybiera kolor aparatu słuchowego, a paniusia obsługująca nie jest w stanie przyspieszyć wyboru i tak sobie siedzą i paplają. Opier****am obie jak bure suki, może ktoś ma cały dzień na przesiadywanie w przychodni, ja nie mam. Znaczy mam, ale ja w przychodni pracuję... ;-D

Narzekamy na kolejki, NFZ każe robić sprawozdania co tydzień z ilości pacjentów oczekujących. I po co? Do kardiologa przychodzi jeden na czterech, na co innego ktoś robi sztuczną kolejkę, bo nie może się zdecydować na kolor.
I nie poradzi nic. Nic, żadna reforma niczego nie zmieni. Punkty są bogiem.

Ja po 15 latach pracy w tym cyrku widzę tylko jedno rozwiązanie, całkowita i bezwzględna prywatyzacja. Likwidacja NFZ, ministerstwa zdrowia, ZUS-u też. Niech sobie każdy wykupi ubezpieczenie w prywatnej firmie. Wiem, na przykład takich dializ prywatnie się nie zrobi, przeszczepu serca też. Ale takie „przyjemności” powinny zabezpieczać placówki naukowe lub budżet państwa. W końcu na paszportach mamy orzełka... a państwo powinno dbać o swoich.
Narzekaniem nic nie zmienimy.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 421 (505)