Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

timi14

Zamieszcza historie od: 13 lipca 2011 - 22:00
Ostatnio: 5 lipca 2020 - 11:46
  • Historii na głównej: 21 z 27
  • Punktów za historie: 3435
  • Komentarzy: 267
  • Punktów za komentarze: -157
 

#86024

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira".

6 grudnia ubiegłego roku weszły w życie nowe przepisy regulujące jazdę "na suwak" i "korytarz życia". 2 miesiące jazdy wystarczyły, żeby się przekonać czy polscy kierowcy stosują się do nowych przepisów czy je olewają.

1. Autostrada A4, obwodnica Krakowa w kierunku Rzeszowa. Zbliża się godzina 14, ale ruch na autostradzie jest tak duży, że wszyscy jada maksymalnie 30 km/h i co chwilę się zatrzymują. 95% kierowców ma w nosie tworzenie korytarza życia. Tylko nieliczne osoby jadą blisko lewej lub prawej krawędzi.

2. S3 w kierunku Legnicy, zwężka spowodowana budową obwodnicy Polkowic. Lewy pas się kończy. Jadę prawym pasem hamując silnikiem. Dojeżdżam do zwężenia (ok. 50-80 m), kiedy lewym pasem auto osobowe próbuje mnie wyprzedzić. Nie wcisnąłem hamulca, żeby kierowcę wpuścić (zaraz będą hejty) i kierowca musiał mocniej hamować, bo nie zmieścił się przede mną. Przy pierwszej okazji wyszedł do mnie i zaczął mnie opieprzać, że powinienem był go wpuścić, bo jazda na suwak. Wyśmiałem go.

3. DK74. Tymczasowe "rondo" na połączeniu tej drogi z budowana autostradą A1. Na prawym pasie korek, na lewym też, ale przed samym zwężeniem, nie ma zakazów dla dużych, dlatego zmieniłem pas na lewy i pojechałem do końca. Przed zwężeniem, kierunkowskaz, że zmieniam pas i obserwuję sytuacją przed kim powinienem wjechać. Przed osobową Astrą. Niestety, kierowca wykazuje się brakiem znajomości przepisów i uniemożliwia mi wjazd na prawy pas, mimo, że według zasady 1 na 1 powinien mnie wpuścić. To samo robią 3 kolejne auta osobowe, a dopiero 5 auto mnie wpuściło.

4. A8, obwodnica Wrocławia w kierunku Łodzi. Na radiu informacja, że jest wypadek na lewym pasie. Zgodnie z przepisami zjeżdżam do prawej krawędzi i jadę dalej częściowo pasem awaryjnym, żeby zrobić miejsce służbom ratunkowym. W pewnym momencie z lewego pasa w zwolnione przeze mnie miejsce wjeżdża bus. Ledwo się mieści i kompletnie zatarasował korytarz życia, co jasno mu uświadamiał klaksonem. Kierowca busa nie zachowuje również odległości od mojego pojazdu. Jedziemy sobie, co chwilę wciskam klakson ostrzegawczy, ale bez rezultatu. W końcu kierowca wykorzystał masę mojego zestawu i mnie wyprzedził. Na jego nieszczęście przy okazji uszkodził mi lewe lusterko. Wszystko zostało nagrane i sprawa została zgłoszona do jego ubezpieczyciela.

korytarz życia jazda na suwak A1 S8 Piotrków trybunalski Łódź Wrocław Kraków

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (108)
zarchiwizowany

#85906

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira"

Dziś o zajeżdżaniu drogi przez ciężaró..., ajć, co ja piszę. Przecież nie chcecie o tym czytać. Zmiana tematu.


Światła samochodowe. Opisywałem już historię wskazując na niewiedzę i nadmierne zaufanie kierowców do elektroniki samochodowej. Dziś jednak o nadużywaniu świateł drogowych.

Po co w ciężarówkach są te małe światełka na góry pojazdu? To są światła obrysowe, które mają innym powiedzieć, że z naprzeciwka jedzie pojazd ciężarowy. Po co Wam ta wiedza? Czytajcie dalej:)

1. Autostrada A1, odcinek Włocławek-Toruń. Na pasie zieleni rozdzielającym jezdnie są zamontowane słupki ograniczające ryzyko oślepienia światłami drogowymi. Niestety nie działa to w przypadku ciężarówek. Jadę i jestem oślepiony przez auto osobowe. Kierowca na pewno widzi moje światła obrysowe (kontroluję oświetlenie przed ruszeniem), ale zwyczajnie to ignoruje. Zmienia światła na mijania dopiero kiedy ja włączam światła drogowe.

2. DK 12 na odcinku od węzła autostrady A1 w kierunku Piotrkowa Trybunalskiego. Odcinek drogi ze wzniesieniami. Wjeżdżam pod górkę (jestem na szczycie) i widzę naprzeciwko auto osobowe na światłach drogowych. Kierowca również ignoruje moje światła obrysowe. Zanim jednak włączyłem "długie", zauważył, że jadę i przełączył na mijania.

3. Ekspresowa S5, odcinek Poznań-Leszno. Zjeżdżam ze wzniesienia i jestem oślepiony przez auto osobowe. Na tym odcinku nie ma zabezpieczeń przeciw oślepieniu. Kierowca osobówki nie reaguje również moje "błyskanie" światłami drogowymi (nie mogłem ich włączyć na stałe, bo chwilę wcześniej wyprzedziło mnie auto). Kiedy się wymijaliśmy, nacisnąłem na klakson.

Współtowarzysze drogi. My siedzimy wysoko i Wasze światła nas oślepiają. Wierzcie mi, że to nie jest miłe, ani przyjemne dla oczu być w ten sposób oślepiony nawet kilkanaście razy w ciągu jednej nocy. Po to właśnie mamy światła obrysowe. Są wymagane przez prawo, a Wam mówią, że zbliża się pojazd o większych gabarytach. Zwracajcie na to uwagę i zadbajcie o wspólne bezpieczeństwo.

Autostrada A1 Ekspresowa S5 DK12 TIR osobowe droga oślepienie

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 9 (47)

#85649

(PW) ·
| Do ulubionych
Jetem kierowcą tzw. "tira".

Dziś kolejne patologiczne sytuacje z naszych autostrad zaobserwowane podczas wojaży prywatną osobówką.

1. Autostrada A1, kierunek Łódź na odcinku Toruń-Włocławek. Jechałem na mecz koszykówki do Włocławka. Maksymalnie jadę na autostradzie 120 km/h i jest podyktowane zużyciem paliwa (ok. 10 l/100 km). Wyprzedzam sznur ciężarówek, między którymi odstęp wynosi maksymalnie 200 m. Wtedy pojawia się on - szarżuje w terenowym BMW, podjeżdża mi pod sam zderzak. Delikatnie wciskam hamulec, żeby dać mu do zrozumienia, że jest za blisko. Niestety, nie zdaje do egzaminu tak samo jak włączenie tylnego światła przeciwmgłowego.

2. Autostrada A1, ten sam odcinek, bo również jadę na mecz. Tym razem wyprzedzam sznur osobowych, kiedy na ogonie siada mi Mercedes, którego kierowca również nie reaguje na sygnalizację, żeby zwiększył odstęp. Tym razem kierowca nie wytrzymał i kiedy znalazł większą lukę, zjechał na prawy i rozpoczął manewr wyprzedzania. Niestety źle obliczył odległość i wracając na lewy pas wymusił mi pierwszeństwo zjeżdżając na centymetry. W ruch poszły hamulce i klakson. W szoku jestem, na struś pędziwiatr nie ukarał mnie hamowaniem.

3. Autostrada A2, kierunek Świecko, rozbudowywany odcinek obwodnicy Poznania. Jadę lewym pasem z innymi pojazdami, wszyscy poruszamy się ok. 110-120 km/h. Na prawym pasie ciężarówki. Z tyłu dojeżdża do mnie Fabia, której kierowca standardowo przykleja się do zderzaka i zaczyna poganiać światłami. Jestem w trakcie manewrów wyprzedzania, dlatego olewam gościa. Mruganie się powtarza, a następnie kierowca wyprzedza mnie prawym i również zajeżdża drogę zmieniając pas na styk. Nie wiem co nim kierowało, bo nic tym manewrem nie zyskał oprócz ewentualnego mandatu, bo nagranie z jego wyczynem trafiło na policję.

Czy my to kiedyś wyeliminujemy? Czy będzie kiedyś dzień, w którym będziemy mogli wsiąść za kierownicę i nie bać się, że przez debilizm innych zginiemy? Co niektórymi kieruje, żeby siedzieć na zderzaku i poganiać światłami? Ego i przeświadczenie o własnych umiejętnościach czy ocena statusu majątkowego przez markę auta? Ludzie, opamiętajcie się!

Autostrada A1 A2 Poznań chamstwo drogowe.

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (140)

#85479

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira".

Do kraju zjeżdżam busem, ale ostatnio miałem również przyjemność zjechać pod Wrocław na serwis ciężarowym. To, co dzisiaj opiszę, jest głównie patologią naszych autostrad, ale za granicą też się zdarzają takie sytuacje.

1. Identyczna sytuacja w Polsce i w Niemczech. Rozjazd autostrad. Jadę i widzę auto osobowe, które znajduje się na pasie rozbiegowym. Nie mam możliwości zjechać na lewy pas (za duże natężenie ruchu), ale profilaktycznie zwalniam do 80 km/h. Kierowca osobówki ma przed sobą jeszcze ok. 300 m pasa rozbiegowego, ale cały czas jedzie ok. 70-75 km/h z włączonym lewym kierunkowskazem. Formalnie mam pierwszeństwo, ale zwalniam do 70 km/h, wpuszczając osobówkę. Kierowca wjeżdża na prawy pas i od razu zwiększa swoją prędkość do 100+ km/h.

2. Autostrada A4 we wtorek (15.10). Wyprzedzam inną ciężarówkę (odcinek bez zakazu). W połowie manewru pod samą naczepę podjeżdża mi auto osobowe i jedzie za mną trzymając odstęp ok. 5 m!!! Kończę manewr wyprzedzania, tamten kierowca wciska gaz w podłogę i odjeżdża.

3. Autostrada A14 w Niemczech i A2 w Polsce (19.10). Jadę busem ok. 150 km/h) i wyprzedzam rząd ciężarówek. Zbliża się do mnie auto osobowe i oczywiście podjeżdża mi pod sam bagażnik. Cud, że mnie nie pogania światłami. Mogę się założyć o 100 zł, że odstęp w Polsce wynosił maks. 2 m, w Niemczech ok. 5 m. Nie wytrzymałem i lekko nacisnąłem hamulec*, ale nie zrobiło to na nich żadnego wrażenia. Zakończyłem manewr i, kiedy mnie wyprzedzali, wcisnąłem klakson i wykonałem gest, żeby walnęli się w głowę.

Ludzie, czy Wy wiecie, co może się stać na autostradzie, kiedy nie trzymacie odstępu? Wystarczy nagłe hamowanie i wypadek śmiertelny gotowy, a zainteresowanych informuję, że Niemcy posiadają radary mierzące odległość między pojazdami.
Druga sprawa: kiedy wjeżdżacie na autostradę i widzicie, że jesteście na wysokości kabiny ciężarówki lub tuż przed nią, wciśnijcie gaz, przyspieszcie do 100-120 km/h i wjedźcie przed "dużego". Nie zmuszajcie go do hamowania, bo macie lenia. Jeśli nie potraficie ocenić prędkości, to po prostu nie wyjeżdżajcie na ulicę.

*Ten, kto czytał moje historie i komentarze, ten wie, że wyznaję zasadę: "na chamstwo odpowiadam chamstwem".

Polska Niemcy A4 A2 A14 tir wyprzedzanie

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 91 (143)

#85164

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira".

Dzisiejsza historia jest świeża, bo pochodzi z obserwacji tego tygodnia, kiedy jeździłem prywatną osobówką. Zastanawiam się czy jednak to ja przyzwyczaiłem się do stylu jazdy, który jest na zachodzie, czy w tym tygodniu faktycznie spotkałem więcej idiotów i kamikadze na polskich drogach, niż przez jeden miesiąc jazdy ciężarowym po kraju.

1.
Autostrada A1, wjeżdżam na nią 19 węzłem (okolice Ciechocinka) i kieruję się na Łódź (celem mojej drogi był Włocławek). Jeszcze przed pasem rozbiegowym klnę jak szewc, że nie sprawdziłem map, bo jest potężny korek. Jadę sobie z innymi i dojeżdżam do 15 zjazdu. Kalkuluję czy zjechać tędy i resztę drogi pojechać przez dk91, ale Google pokazuje, że za węzłem korek się kończy. Ryzykuję i zostaję na autostradzie (zjechać planowałem zjazdem nr 16). Faktycznie, 500 m za zjazdem korek się skończył. Co go spowodowało? Wypadek, który był w kierunku Gdańska. Przecież trzeba zwolnić do 30 km/h, zrobić k***a zdjęcie/podziwiać i blokować autostradę. 35 km zatoru, może nawet więcej, bo barany musiały zwolnić i zrobić fotkę na Facebooka, k***a j**o mać.

2.
Ten sam korek. Korytarz ratunkowy nie istnieje, bo i po co. Nieliczne auta jadą przy lewej lu prawej krawędzi, ale to nic nie daje, bo to pojedyncze sztuki, czyli karetka już straciłaby kilka minut na przebijanie się. Każdy każdemu siedzi na zderzaku, żeby tylko nikt się nie wepchnął (!!!). Niektórzy zaczynają grać cwaniaków i olewają resztę, zapierniczając poboczem (pozdro idioto z VW New Beetle na WGM...). Gwoli ścisłości, w Niemczech też tak kierowcy robią, ale w momencie, gdy do zjazdu zostaje ok. 1 km, a nie 15 km.

3.
Nie mam widoczności, ale wyprzedzam lub jeszcze lepiej..., widzę doskonale inne auto, ale przecież ono może wjechać do rowu. Wczoraj jechałem na Bella Skyway Festival do Torunia. Zapadał już zmierzch, światła co 3 pojazdu były nieprawidłowo ustawione. Nagle widzę jego. Wyprzedza pojazdy i kompletnie ignoruje, że jedziemy na czołowe. Profilaktycznie zaczynam zjeżdżać na pobocze (co by było, gdyby tam byli piesi?) i mrugam mu kilkakrotnie światłami, a kiedy jest blisko wciskam klakson. Oczywiście gościu ma to wszystko gdzieś, pojechał zadowolony, że wszystko mu się udało. Nieważne, że postawił mnie przed wyborem: zabić pieszych, lub samemu zginąć. Nie od dziś wiadomo, że w takim wypadku ginie niewinny, a sprawca go przeżyje.

4.
Toruń, lokalne drogi. Wszyscy usiłują znaleźć miejsce parkingowe na Bella Skyway. Jadę DK15 w stronę ronda na Pl. Św. Katarzyny. Na tym rondzie chcę "skręcić w lewo", a że samo rondo, to niewielki okrąg z kostek brukowych na środku, profilaktycznie włączam lewy kierunkowskaz. Ustępuje pierwszeństwa bmw, które najwidoczniej się już pogubiło w chaosie zamkniętych przez policję ulic i wjeżdżam na rondo. BMW się zatrzymało, przed moim zjazdem, bo autobus MZK zatarasował mu drogę. Postanawiam ominąć ich z prawej strony, bo miejsca jest sporo, a stoją tuż przed moim zjazdem. Ruszyłem, dodałem gazu i nagle ostro hamuję wciskając klakson. Kierowca busa na skandynawskich rejestracjach mnie nie zauważył i wjechał mi na rondo. Do kolizji dzieliły na centymetry. Jego szczęście, że wyhamowałem, a pech, że wszystko zobaczył policjant, który natychmiast zatrzymał go do kontroli.

Czy niektórzy z nas naprawdę mają galaretę zamiast mózgu? Czy kultura drogowa i bezpieczeństwo to dla niektórych tylko wskazówki?

bezmyślność A1 DK91 DK15 Toruń

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 87 (109)

#85040

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira"

1. Autostrada A4, odcinek objęty zakazem wyprzedzania dla ciężarówek. Jechałem tą autostradą na odcinku Wrocław - Legnica z prędkością 85 km/h. Niestety, los bywa złośliwy :) i musiałem zwolnić do 80 km/h, bo jechał przede mną zestaw ADR (przewożący materiały niebezpieczne). Jadę sobie spokojnie za nim, nigdzie mi się nie śpieszy, osobowe wyprzedzają mnie lewym pasem. W końcu mamy zjazd z autostrady. Zauważyłem, że za chwilkę lewy pas będzie pusty. Kiedy to się stało, włączyłem lewy kierunkowskaz i rozpocząłem manewr wyprzedzania, rozpędzając się do 85 km/h. Wyprzedzanie potrwało kilkadziesiąt sekund. Z racji że słońce świeciło mi z lewej strony, cień pojazdu doskonale pokazywał, kiedy mogę zjechać na prawy pas. Oczywiście z tyłu zdążyła się ustawić kolejka samochodów osobowych, ale przy zmianie pasa ruchu nikomu nie wymusiłem. Mimo to znalazł się jeden kierowca, który wyprzedzając mnie, okazał swoje niezadowolenie za pomocą klaksonu (manewr zakończony przed kolejnym zakazem).

2. Sytuacja kilkanaście kilometrów dalej. Ponownie musiałem zwolnić do 80 km/h. Tym razem z taką prędkością poruszał się samochód osobowy z przyczepą. Jadę spokojnie za nim i widzę, że zaraz zacznie się zjazd z autostrady. Włączam lewy kierunkowskaz, na lewym pasie osobówki, jednak trafiam na kulturalnego kierowcę, który błyska mi drogowymi, że mnie wpuszcza. Zjechałem na lewy pas (podziękowałem), a z racji że właśnie był zjazd ze wzniesienia, rozpędziłem pojazd do 90 km/h. Manewr trwał krótko, szybko wróciłem na prawy pas. Auta ponownie zaczęły mnie wyprzedzać lewym pasem, dopóki nie dojechało do mnie Audi. Kierowca wyprzedzając mnie, wcisnął klakson, a następnie zjechał na prawy pas i wcisnął hamulec, spowalniając mnie do 60 km/h. Wkurzyłem się na niego, ale po chwili się oddalił.

Kierowcy osobówek - celowe hamowanie przed ciężarówką to najgorsze, co możecie zrobić. Miejcie świadomość, że jeśli kierowca nie wyhamuje, może to być Wasza ostatnia droga, a jeśli chcecie kogoś uczyć przepisów, upewnijcie się, że sami je znacie!

A4 zakaz

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (125)

#84890

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira".


Jeżdżąc po Polsce byłem oflagowany, czyli na kabinie i naczepie była napisana nazwa firmy. Często kierowcę wywoływali na radiu używając tej nazwy. Na potrzeby historii nazwijmy ją "DZIAD".


Droga krajowa nr 3, odcinek Świnoujście- Wolin. Jadę w kierunku Wolina. Był kawałeczek prostego odcinka drogi, na który można było wyprzedzać. Jadę spokojnie 85 km/h (tak hejterzy, przekroczyłem prędkość:)), ponieważ zaraz mam wzniesienie i zakręt. W lusterku zobaczyłem auto osobowe, które wyprzedzało co chwile innych, korzystając w niewielkich luk między autami jadącymi z naprzeciw. Na radiu przekleństwa kierowców ciężarówek, bo osobówka wciskała się na centymetry.

Niejedno auto musiało zjeżdżać na pobocze. Zbliżałem się do zakrętu (zaczęła się linia podwójna ciągłą), kiedy osobówka znalazła się za mną. Kierowca postanowił zignorować linię ciągłą i mnie wyprzedzić. Widząc, że do zakrętu jest bardzo blisko, uniemożliwiłem mu manewr zbliżając się maksymalnie do osi jezdni i zasłaniając kierowcy widok (nie zajechałem mu drogi). Reakcją był klakson, ale uważam, że zrobiłem dobrze, bo w tym momencie za zakrętu wyłonił się inny zestaw. Wtedy usłyszałem na CB-radiu od [K]olegi:
- [K] Dobrze, żeś go przyblokował. Idiota odpierdziela manewry, że szkoda gadać.
- [J] No ba, mam pozwolić mu kogoś zabić?

Jedziemy dalej, jestem już na zakręcie i znowu na radiu:
- [K] DZIAD, uważaj, bo idiota chyba chce Cię brać na zakręcie.

Patrzę w lusterka. Kierowca miota się od lewek krawędzie do prawej, ale nie ma możliwości mnie wyprzedzić. Zakręt się skończył, linia ciągła nadal jest i naprzeciw pojawiły się kolejne auta.
- [K] DZIAD, uważaj! Ten idiota wyprzedza Cię marginesem!

Patrzę w prawe lusterko i rzeczywiście, kolega ma rację. Idiota był już na marginesie i zaczynał się wciskać. Delikatnie zjeżdżam w kierunku pobocza, żeby mu to uniemożliwić i ponownie słyszę klakson i kolegę po fachu na radiu:
- [K] Ku*wa, co za idiota. Teściową na lotnisko wiezie czy co?
- [J] Nie wiem, ale zaczyna mnie denerwować, bo cholera wie, gdzie zacznie się wciskać i w końcu go przyhaczę.
- [K] Widać, że wściekły XD
- [J] Zaraz będzie wk**wiony, bo mamy pomiar średniej i zwalniam do 70 km/h.

Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Zwolniłem do 70 km/h, rozpoczął się pomiar. Linia przerywana, ale ruch spory i nie ma jak wyprzedzać. Gościu trzyma się osi jezdni i zaczyna mnie poganiać światłami.

Postanawiam nie robić sobie nic z tej zaczepki, choć wachlarz mam szeroki:) Wreszcie pojawiła się większa luka i furiat mnie wyprzedził. O dziwo, odbyło się bez zajechania drogi lub celowego hamowania.

DK 3

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (195)

#84773

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira".

Przybyła do nas wiosna, na ulicach pojawili się rowerzyści i tzw. "pedalarze". Przedstawiać ich nie trzeba, każdy wie, co ich różni.

1. Wałcz, droga krajowa nr 24. Przejeżdżam przez miasto, jadę w stronę Szczecina.

Wykonuję manewr skrętu w lewo na skrzyżowaniu 4 - wlotowym z łamanym pierwszeństwem. Po wykonaniu manewru, zatrzymałem się przed przejściem, chwilowo blokując naczepą część skrzyżowania, żeby przepuścić pieszych, którzy mają pierwszeństwo. Piesi sobie przeszli, ja ruszam i pojawia się on - "pedalarz", któremu nie pasuje oczekiwanie i postanawia mnie ominąć z prawej strony (!!!). Nawet nie widziałem go w lusterku, bo prawdopodobnie wyjechał z podporządkowanej. Po prostu znalazł się przede mną, kiedy wjeżdżałem już na przejście. Na użyty przeze mnie sygnał dźwiękowy odpowiedział, pokazując środkowy palec.

2. Świnoujście, dojeżdżam z ładunkiem do portu.

Muszę skręcić w niewielką uliczkę dojazdową do portu, która biegnie chwilę równolegle do głównej (dla ciekawskich, obie ulice noszą nazwę Norberta Barlickiego, ja skręcałem w kierunku ulicy Nowoartyleryjskiej, możecie sobie wyobrazić, jak trzeba się złamać), więc włączam prawy kierunkowskaz. Widzę, że z tej ulicy chce wyjechać inny zestaw, dlatego błyskam mu drogowymi, bo obaj się nie zmieścimy. Kierowca wyjechał, a ja dla ułatwienia manewru postanowiłem zjechać połową zestawu na przeciwny pas ruchu. Rozpoczynam manewr i wtedy przed maską pojazdu przejeżdża mi rozpędzony rowerzysta, któremu oczywiście nie w smak jest zwalnianie i ustępowanie pierwszeństwa, bo ktoś skręca w prawo.

3. Maków Mazowiecki, droga krajowa nr 60, jadę w kierunku Ciechanowa.

Pokonałem rondo i rozpędzam ciągnik do ok. 30 km/h. Widzę na chodniku starszą panią jadącą rowerem z doczepionym po lewej stronie lusterkiem wstecznym. Mam czasami taki moment, kiedy wiem, że ktoś mi wymusi lub coś odwali. Nie inaczej było tym razem. Zbliżam się do rowerzystki. Kiedy dzieliło nas ok. 5 metrów, pani postanowiła bez żadnej sygnalizacji wjechać na jezdnię! Od razu wcisnąłem hamulec i klakson, bo od kolizji dzieliły nas centymetry. Jaka była reakcja rowerzystki? Nawet się nie obejrzała, co zrobiła (ciekawe czy w lusterku widziała, pod co się pcha), machnęła tylko ręką w geście przeproszenia. Tylko co by mi dały jej przeprosiny, gdyby w tym momencie leżała pod ciągnikiem?

Drodzy rowerzyści. Nikt na drodze nie jest alfą i omegą. Szanujcie przepisy, miejcie świadomość, że to Wy jesteście poszkodowaną stroną w każdym zdarzeniu. Jak oglądam filmiki z Waszymi wyczynami, jestem za wprowadzeniem obowiązku rejestracji rowerów i ubezpieczenia OC.

Wałcz Świnoujście Maków Mazowiecki DK10 DK60

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 134 (160)

#84536

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira".

Kto jest w tej historii najbardziej piekielny? Sami to osądźcie, ale bez wyzywania od najgorszych żadnej ze stron.

DK 3, odcinek Świnoujście-Szczecin. Jest to droga, na której jest pomiar średniej prędkości na odcinku 5 km, a zaraz za nim rozpoczyna się dwupasmowa droga ekspresowa. Jadę spokojnie 70 km/h, przede mną kolega w solówce, za mną auto osobowe i 2 kolegów w zestawach (dla historii kolega 1 i 2). Mijam ostatnie kamery i przyspieszam.

Solówka przyśpieszyła tylko do 80 km/h, dlatego rozpoczynam manewr wyprzedzania. Zjechałem na lewy pas, zaraz za mną auto osobowe. Rozpędziłem się do 85 km/h i kontynuuję manewr. Po kilkudziesięciu sekundach było po wszystkim, zjechałem na prawy pas i wspomniane auto osobowe zaczęło mnie wyprzedzać.

Kiedy kierowca zakończył ten manewr, zjechał na prawy pas i zaczął co chwilę bezpodstawnie hamować!!! Nie chciałem w idiotę przywalić, dlatego zrobiłem to samo i nacisnąłem klakson. Wtedy odezwali się koledzy na cb:

- [K1] De*il ci hamuje?
- [Ja] Tak, ku*wa. Znalazł się idiota, co musi pokazać, że ma małego.
- [K2] Czekaj, ku*wa, zaraz my go nauczymy. Łykniemy go i przytulamy do marginesu, Ty zablokuj go z tyłu, żeby nie spie*dolił.

Tak też się stało. Kierowca osobówki spowolnił mnie już do 50 km/h więc 2 zestawy nie miały problemów, żeby mnie wyprzedzić. Obaj, jak tylko wykonali manewr, włączyli awaryjne i zaczęli spychać osobówkę do pobocza, ja zablokowałem go z tyłu. Kierowca użył klaksonu, ale dał się zepchnąć na pobocze. Zablokowaliśmy mu możliwość ucieczki autem.

Zobaczyłem, że koledzy wysiadają z kabin, dlatego również wysiadłem, bo chciałem ich odciągnąć, gdyby chcieli pobić tego kierowcę, który na swoje nieszczęście wysiadł z pojazdu.

Akcja była szybka. [K1] strzelił mu z liścia, opie*dalając za takie zajeżdżanie i hamowanie, a [K2] wyjął kluczyki ze stacyjki i rzucił w trawę za barierki (trawa świeżo ścięta, widać było, gdzie upadły).

Po wszystkich wróciliśmy do samochodów i pojechaliśmy dalej.


Nie warto tego robić! Ciężarówki mają prawo się wyprzedzać, jeśli nic tego nie zabrania i każdy, kto celowo hamuje, kiedyś się doigra. Mnie również gościu wkurzył i najchętniej wjechałbym mu w bagażnik.

Oczywiście nie pochwalam zachowania kolegów po fachu, ale czasami i my możemy nie wytrzymać. Nikt nie ma nerwów ze stali!

DK3

Skomentuj (105) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (244)

#84662

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira".

Dziś chciałem poruszyć temat ludzkiego niemyślenia, głupoty i nadmiernej wiary w elektronikę samochodową. Mam na myśli jazdę na światłach dziennych i tylnych przeciwmgielnych.

1. DK 10, kierunek Szczecin. Mgła ogranicza widoczność do 150-200 metrów. Średnio co trzeci pojazd jadący w stronę Bydgoszczy ma włączone tylko światła do jazdy dziennej. Pół biedy jeśli to są fabryczne światła, gorzej jeśli to "Janusz" z g*wno ledami za 5 zł z marketu. Takim nawet nie błyskam drogowymi, bo idioci myślą, że policja gdzieś stoi.

2. Ten sam dzień, co w pierwszej historii. Mgła ograniczająca widoczność, jadę ok. 70-75 km/h. Na nawigacji widzę zbliżające się zabudowania, dlatego przerywam pracę tempomatu i hamuję silnikiem. Do dzisiaj się cieszę, że wtedy zacząłem zwalniać. Dlaczego? Bo na wlocie do miasteczka był korek, a na jego końcu stało białe auto (!!!) na światłach do jazdy dziennej. We mgle ledwo widoczne!!! Dobrze, że w takich miejscach mgła ustępuje i widoczność zwiększyła się do ok. 200-250 metrów. Zdążyłem wyhamować te 40 ton wagi. Oczywiście nie mogłem darować sobie klaksonu, a po zatrzymaniu postanowiłem wysiąść do [K]ierowcy:

J- Kolego, włącz światła.
K- Mam włączone.
J- Tak, światła do jazdy dziennej, które świecą ci tylko z przodu. Gdybyś teraz stał w korku poza miastem, wjechałbym ci w tyłek, bo jesteś kompletnie niewidoczny.
K- Jak to, światła mi się świecą.
J- Wyjdź i zobacz sam (kierowca wysiadł i spojrzał).
K- O ku*de, przecież mam włącznik na "auto".
J- Elektronika nie zawsze "odczyta", że widoczność się pogorszyła. Trzeba być tego świadomym i czasem przekręcić włącznik samodzielnie.
K- Nie wiedziałem tego, dzięki za pomoc.

Kierowa włączył światła mijania :)

3. DK 24, kierunek Pniewy. Kierowca osobówki przede mną w deszczu jedzie na włączonym świetle przeciwmgielnym tylnym. Jego światło mnie mocno nie oślepiało, ale po 60 km jazdy za nim, wzrok mi się potwornie zmęczył. Błyskanie długimi, żeby wyłączył te światło nic nie dało.

4. Ostatnia sytuacja. Czy ja byłem w niej piekielny? Autostrada A1, między Kowalem, a Włocławkiem w kierunku Gdańska. Pada ulewny deszcz, wycieraczki pracują na przedostatnim zakresie. Jadę z prędkością 70km/h, zbliżam się do innej ciężarówki. Włączam lewy kierunkowskaz i patrzę w lusterko. Nikogo nie widzę, więc zaczynam zjeżdżać na lewy pas. W tym momencie słyszę klakson i ktoś mi błyska drogowymi. Co się okazało? Bardzo wolno wyprzedzało mnie białe auto osobowe jadące na światłach do jazdy dziennej, tzw. g*wno ledach. W strugach wody pryskającej z pod moich opon, było kompletnie niewidoczne!!! Oczywiście od razu wróciłem na swój pas, żeby kierowca mógł kontynuować manewr wyprzedzania.

Ludzie, myślcie za kierownicą. Elektronika nie ma wam zastąpić mózgu, a jedynie pomóc w codziennym życiu. W opadach deszcze, we mgle przekręcajcie te cholerne przełączniki na światła mijania, a przeciwmgielnych tylnych używajcie przy naprawdę dużej mgle.

DK10 DK24 A1

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (127)