Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

timi14

Zamieszcza historie od: 13 lipca 2011 - 22:00
Ostatnio: 7 grudnia 2019 - 18:29
  • Historii na głównej: 13 z 16
  • Punktów za historie: 2545
  • Komentarzy: 165
  • Punktów za komentarze: -103
 

#84205

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira".

Tym razem piekielny byłem również ja.
Autostrada A4, żadnych zakazów wyprzedzania. Jadę od Wrocławia w kierunku Katowic. Przede mną jedzie trochę wolniej inna ciężarówka. Dzieli nas jeszcze ok. 200 m, ale już rozpoczynam obserwację lewego pasa. Dojeżdżam do ciężarówki i wyłączam tempomat, ponieważ lewy pas zajęty przez osobówki. Cierpliwie czekam na wolną przestrzeń, bo nikomu nie się wpierniczam i nie wymuszam.

Wreszcie wolne:) Włączam lewy kierunkowskaz i rozpoczynam manewr wyprzedzania. Będąc w połowie naczepy widzę w lusterku zbliżające się auto (jak się potem okazało BMW, czemu mnie to nie dziwi). Kierowca nie jest zadowolony, że musi hamować do 85 km/h, o czym mnie dobitnie uświadamia błyskając mi drogowymi. Nie mam jednak zamiaru rezygnować z manewru, który wykonałem już w 50%, bo jednemu bałwanowi się śpieszy. Kontynuuję wyprzedzanie i widzę kolejny błysk świateł drogowych. Jestem połową naczepy na wysokości kabiny wyprzedzanego, kiedy zauważam kolejny błysk świateł, żebym natychmiast zjechał na prawy pas.

Stwierdzam jednak, ze tak się nie będziemy bawić. Łapię za gruszkę cb-radia i komunikuję się z kierowca wyprzedzanej ciężarówki, który przystaje na moją propozycję. Zwolniłem do 83km/h i jedziemy z kolegą równym tempem. Tak, na chamstwo kierowców ja też odpowiadam chamstwem.

Wyprzedzany kolega celowo zjechał troszkę na pobocze, żeby uniemożliwić kierowcy BMW ewentualne wyprzedzanie pasem awaryjnym. Widzę w lusterku, że gość zaczyna się wkurzać, bo jeździ od lewej krawędzi pasa do prawej co chwilę mnie poganiając światłami. Jechaliśmy tak ok. 1 minuty. Postanowiłem w końcu zakończyć manewr wyprzedzania i umożliwić gnojkowi zapieprzanie 200 km/h. W końcu ma do tego prawo, przecież zapłacił 10 zł na bramkach.

Zakończyłem manewr, wróciłem na prawy pas. BMW mnie wyprzedza i kierowca nie byłby sobą, gdyby nie zajechał mi drogi i dał po hamulcach. Nie podjąłem zaczepki, ponieważ mam kamerę, która wszystko nagrała, włącznie z blaskiem świateł drogowych. Rozważam wysłanie nagrania na policję.

Drodzy kierowcy, my nie przyśpieszymy. Poganianie nas światłami tylko dlatego, że ośmieliliśmy się wyprzedzać, a do czego mamy pełne prawo, nic Wam nie da. Szanujmy się na drodze!

A4 Wrocław-Katowice

Skomentuj (51) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (166)

#83846

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira:

Wyjechałem z rozładunku w okolicach Malborka i skierowałem się do wspomnianego miasta. Dojechałem do drogi krajowej nr 22 i skierowałem się w kierunku autostrady A1, na którą chciałem wjechać.

Jadę spokojnie prawym pasem, lewym co chwilę wyprzedza mnie osobówka. Niestety, wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Mijam znak informujący, że za 200 m jest zwężenie do jednego pasa (prawy ma kontynuację). Szybkie spojrzenie w lusterko: 2 osobówki zdążą wjechać przede mną, pozostałe muszą jechać za mną. Jednak nie. Kierowca Audi na numerach NIL czuje się urażony, że będzie musiał wlec się za zestawem. Za wszelką cenę usiłuje mnie wyprzedzić. Myślę sobie: "odpuści, bo wjeżdża już na powierzchnię wyłączoną z ruchu i jest prawie na wysokości kabiny. Nie ma szans mnie wyprzedzić". Ale gdyby tak było, nie pisałbym tej historii. Pan "byle przed tira" chamsko się pcha. Przy prędkości 75 km/h niemal na krawężnik wjeżdża, żeby tylko być przed ciężarówką. Zostaję zmuszony do ostrego hamowania, żeby tylko uniknąć kolizji z tym idiotą, który nawet nie przeprosił.

Kierowcy osobówek: czy plamą na honorze jest dla Was jazda 85-90 km/h? Dlaczego na widok ciężarówki opadają Wam klapki na oczy i uaktywnia się tryb "byle przed dużym"?

PS: Kierowco Audi na numerach NIL. Nagranie z Twoim wyczynem trafiło do malborskiej policji. Mam nadzieję, że portfel lżejszy o kilka stówek czegoś Ciebie nauczy.

Malbork DK 22

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 155 (177)
zarchiwizowany
I znowu powracam:) Będzie to druga historia pokazująca że kierowca skutera/motocykla musi myśleć za wszystkich. Dla przypomnienia poprzednio było o rowerzystach w wieku szkoły podstawowej, nie znających podstawowych zasada ruchu drogowego. Akcja się znowu dzieje w niewielkim miasteczku koło Ciechocinka.
A wiec lecimy...

Wracałem z pracy skuterem ul. Chopina. Przejechałem przez tzw. "rondo" (podobno skrzyżowanie dawniej było rondem ale jak zamykano szlabany na przejeździe, powstawały potężne korki więc je przebudowano ale nazwa pozostała) i jechałem w kierunku przejazdu kolejowego. Przed przejazdem z prawej strony jest miejskie targowisko. Jadę i widzę że do ruchu próbuje włączyć się samochód osobowy stojący na wjeździe do targowiska, równolegle do jezdni. Analizuję sytuację: mam pierwszeństwo, kierowca mnie widzi w swoim lusterku więc jadę dalej. W momencie gdy byłem w martwym polu samochodu, kierowca ruszył!!! Momentalnie wciskam przedni hamulec i trąbię na faceta. A co on zrobił? Nie spojrzał w lusterko żeby zobaczyć co spowodował (udało mi się w niego nie przywalić), nie zatrzymał się, w żaden sposób mnie nie przeprosił tylko pojechał spokojnie dalej. Musiałem ochłonąć ale nie mogłem stanąć przed samym przejazdem więc pojechałem dalej, skręciłem w ulicę Wojska Polskiego i tam się dopiero zatrzymałem żeby ochłonąć.

Czy tak trudno jest podczas włączenia się do ruchu wychylić się do przody żeby zobaczyć co się dzieje w martwym polu? Niemal każdy wypadek w udziałem skutera/motoru to przecież konieczność wezwania karetki, policji i ogromnego stresu dla kierowcy samochodu i rodziny kierowcy skutera. A jeśli tak ciężko się troszkę wychylić to odżałujmy 100zł i zakupmy dodatkowe lusterka eliminujące martwe pole (gdyby ktoś nie wiedział, takie same lusterka mają "elki"). No chyba ze estetyka pojazdu jest ważniejsza od bezpieczeństwa na drodze.

ruch drogowy

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -1 (29)

#59122

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak trudno znaleźć pracę, każdy to wie kto próbował ją znaleźć. Widzę sporo historii o szukaniu, więc dorzucę też kilka swoich, ale najpierw kilka słów o moich kwalifikacjach i uprawnieniach. Posiadam prawa jazdy B i C, aktualny kurs na przewóz rzeczy, badania lekarskie i psychotesty. Oprócz tego mam uprawnienia ładowarki (II klasa), koparki (III), koparko ładowarki i walce (III). Zatem przechodzimy:

1. "Zatrudnię kierowcę kat. B, praca busem na terenie kujawsko- pomorskiego". Ok, doskonała oferta dla kogoś kto zaczyna przygodę z transportem więc wysyłam CV.

Oddzwaniają i pierwsze pytanie: "Jakie ma pan doświadczenie?". Odpowiadam, że nie mam, bo skończyłem szkołę (czy pracodawca nie umie tego wyczytać z CV?) i właśnie jej szukam. Facet jakoś to przełknął i pyta się o moje oczekiwania finansowe. Moja odpowiedź - że na początek wystarczy minimalna krajowa, bo zbieram doświadczenie. Po tych słowach następuje podziękowanie i się rozłącza, a na następny dzień widzę zmienione ogłoszenie które brzmi: "Zatrudnię kierowcę kat. B, praca busem na terenie kujawsko-pomorskiego. Minimalne doświadczenie - 1 rok, oferujemy połowę minimalnej krajowej przez pierwsze 6 miesięcy pracy".
Życzę im powodzenia w szukaniu jelenia, który się na tę ofertę skusi.

2. "Zatrudnię operatora ładowarki (III), praca na autostradzie A1, wynagrodzenie do uzgodnienia". Dzwonię, bo jest podany telefon i mówię że mogę pracować przez pierwszy miesiąc za minimum, bo nie mam doświadczenia". Po tych słowach telefon milknie. Ja oczywiście wiem dlaczego więc już nie dzwonię.

3. Zatrudnimy operatora ładowarki (III) na terenie Włocławka, praca przy budowie drogi, minimum 5 lat doświadczenia, wynagrodzenie 1600 zł brutto"!!! Ciekawe kto im przyjdzie z takim doświadczeniem pracować za minimalną.

4. Najbardziej piekielna.
"Zatrudnię kierowcę z kat. C, praca po kraju, weekendy wolne". Dzwonię (odbiera kobieta) i standardowe pytanie: "jakie ma pan doświadczenie?". Odpowiadam, że dopiero skończyłem szkołę i pracy szukam, więc nie mam. Odpowiedź kobiety mnie zwaliła z nóg, że nawet nie zdążyłem nic odpowiedź, bo się rozłączyła: "Ja nie mam zamiaru tracić czasu na uczenie kogoś jak jeździć ciężarówką".
A co do cholery robią OSK? Uczą tylko teorii?

szukanie pracy

Skomentuj (60) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 579 (679)

#59125

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się jedyna piekielna historia w moim życiu z udziałem PKP.

Nastąpiła zmiana pociągów (na wiosnę jeśli dobrze pamiętam) i mój pociąg przesunięto tak że odjeżdżał kilka minut wcześniej(5:49). Przez to nie zdążałem zakupić biletu bo kasa była otwierana 1 minutę (!!!) po odjeździe pociągu. Ale do rzeczy. Standardowo poszedłem do (K)ierowniczki pociągu po bilet:

J: Dzień dobry, poproszę ulgowy do Torunia Głównego.
K: Bilety kupuje się w kasie a nie u mnie
J: Kasa zostanie otwarta za minutę, a moim obowiązkiem w takim przypadku jest zakup biletu u konduktora.
K: Gdzie Pan wsiadał?
J: W Aleksandrowie Kujawskim.
K: Mam sprawdzić w systemie o której jest kasa czynna?
J: Proszę bardzo.
K: Kasa w Aleksandrowie jest czynna od 5:30*
J: Niemożliwe, bo gdyby była czynna to bym zakupił bilet w kasie.
K: Ja jeszcze zadzwonię do koleżanki.
...
K: Koleżanka potwierdziła ze kasa w Aleksandrowie jest czynna od 5:30
J: A ja Pani mówię że jest nieczynna.
K: Ma pan bilet?
J: Nie.
K: W takim razie poproszę o dokument z danymi i wystawiam mandat za jazdę bez biletu
J: Proszę bardzo (podaję legitymację szkolną). Ja odmawiam przyjęcia mandatu i proszę o okazanie mi swojej legitymacji służbowej w celu spisania danych.
K: A po co ci te dane?
J: Nie przechodziliśmy na "Ty" a dane są mi potrzebne do napisana skargi na panią.
K: (do podróżujących)- Czy ktoś z państwa wsiadał w Aleksandrowie?
Pasażerowie: Tak, ja.
K: Od której jest czynna kasa?
P: Od 5:50.

Tu konduktorka się poddała i sprzedała mi bilet. Ja zrezygnowałem z pisania skargi, bo zwyczajnie nie miałem na takie rzeczy czasu.

PKP

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 605 (751)
zarchiwizowany

#58920

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie o głupocie rowerzystów w wieku szkolnym (podstawówka), którzy często sami proszą się o wypadek i śmierć.

Jadę sobie dzisiaj swoim skuterem ulicą szkolną w stronę bloków w pewnym niewielkim miasteczku koło Ciechocinka. Widzę dwóch rowerzystów jadących obok siebie na ulicy i trzeciego jadącego chodnikiem, więc podwajam ostrożność. Wyprzedzać ich nie mogę bo z naprzeciwka widzę już samochody i nie chcę ryzykować że chłopaki się przestraszą. Przejechałem przez próg zwalniający i jadę dalej cały czas za rowerzystami, którzy jechali już jeden za drugim (trzeci cały czas na chodniku więc koncentruję na nim swoją uwagę). Trzeci postanowił do nich dołączyć. W jaki sposób? Bez oglądania się za siebie, bez sygnalizowania ręką, wjeżdża mi tuż przed skuter!!! Momentalnie wciskam przedni hamulec (u mnie jest kilkakrotnie silniejszy od tylnego) i niemal stanąłem w miejscu ale udało mi się w gówniarza nie przywalić. On nawet nie usłyszał że zmusił kogoś do awaryjnego hamowania a ja nie zdążyłem nacisnąć na klakson. Przetrawiłem sytuację i jadę powoli dalej za nimi. Zbliżamy się wszyscy do przejścia dla pieszych na które wchodzi kobieta z dzieckiem. Dwóch pierwszych jeszcze zdążyło przejechać ale trzeci zamiast się zatrzymać jedzie dalej!!! Szczęście że kobieta widziała co się święci i szybko przebiegła przed nim. Oni pojechali dalej a ja żałowałem że nie mogłem powiedzieć temu smarkaczowi co o nim myślę.

A co by było gdyby zamiast mnie, dzieciak wjechałby pod koła starszemu facetowi jadącemu samochodem? Albo nie daj boże jechałaby jakaś mniejsza ciężarówka której kierowca miałby chłopaka w martwym polu? Tacy jak oni sami proszą się o śmierć a plotkarze od razu okrzyknęliby winnym kierowców. Apeluję do młodych rowerzystów: nikt nie lubi myśleć za innych. Rowerzysta niemal w każdym wypadku poniesie obrażenia!

szkoła

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 82 (150)