Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

underground

Zamieszcza historie od: 7 czerwca 2017 - 13:21
Ostatnio: 21 sierpnia 2019 - 11:23
  • Historii na głównej: 6 z 7
  • Punktów za historie: 710
  • Komentarzy: 20
  • Punktów za komentarze: 16
 

#85163

(PW) ·
| Do ulubionych
Historii o kurierze część następna. Zamówiłam paczkę, dostawa przewidziana na godziny dopołudniowe, akurat jestem w pracy, ale w domu jest teść, więc nie będzie problemu. Około 13 dzwoni nieznany numer, odbieram J(a), K(urier):

J: Słucham?
K: KURIER!!!
J: ???
K: HALO!!!???
J: Halo, słucham?
K: NO KURIER!

Nie bardzo wiem co miałabym mu odpowiedzieć, może pomidor??

K: NO KURIER, NIECHŻE PANI WYJDZIE Z DOMU, BO CZEKAM!!!
J: Proszę pana, jestem w pracy pacz...
K: To NIECHŻE pani zadzwoni do kogoś, żeby tu wyszedł, bo ja stoję i czekam!!!

I się rozłączył.

Puenty brak, a paczka koniec końców wylądowała przerzucona przez bramę, bo kurierowi widocznie bardzo się spieszyło i nie mógł poczekać tych 30 sekund, aż teść wyjdzie z domu.

kurierzy

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 82 (104)

#84952

(PW) ·
| Do ulubionych
Byłam z rodziną na wakacjach nad polskim morzem. Pewnego dnia pojechałam na zakupy. Zostawiłam samochód na parkingu dyskontu z owadem w logo i poszłam do pobliskiego zieleniaka.

Kupiłam to czego potrzebowałam, wróciłam do samochodu, wpakowałam siaty i poszłam jeszcze do dyskontu. Wracam z zakupami i patrzę, że zastawił mnie kurier. Ale widzę że siedzi w aucie, więc stwierdziłam, że kiedy zobaczy że przyszłam i chcę wyjechać, to przejedzie. Ale gdzie tam.

Czekam jeszcze chwilę i idę do niego. Wywiązał się taki dialog:

J(a): przepraszam, mógłby pan przestawić auto? Chciałabym wyjechać.
K(urier): no i widzi pani jak to jest, kiedy jeden drugiemu utrudnia życie? TO MIEJSCE JEST DLA PACZKOMATÓW!!!

Wmurowało mnie, wymamrotałam tylko że już odjeżdżam... Co prawda był tam Paczkomat, ale po pierwsze: miejsce nie było oznakowane ani podpisane, po drugie: wątpię by przez cały dzień nikt tam nie parkował. Dziwi mnie tylko, że kurierowi chciało się czekać aż skończę robić zakupy.

Widział mnie za pierwszym razem, kiedy wkładałam siatki z zieleniaka, już wtedy stał na parkingu. A wystarczyło podejść i poprosić o przeparkowanie...

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 63 (97)

#84595

(PW) ·
| Do ulubionych
O kurierze DHL. Z mojego miejsca pracy sporadycznie wysyłamy jakieś paczki. Zdarzyło się jednak tak, że do klienta miała trafić dosyć spora przesyłka. Zamówiłyśmy więc z koleżanką kuriera DHL (był najtańszą opcją), było to w środę.

W czwartek nie pojawił się po odbiór, więc telefon na infolinię z prośbą o ponowienie zlecenia. W piątek sytuacja się powtórzyła. W poniedziałek zaczęłyśmy się zastanawiać czy szanowny kurier w ogóle ma zamiar się u nas pojawić. We wtorek dałyśmy mu ostatnią szansę - oczywiście nie przyjechał. W środę już mocno wkurzone anulowałyśmy zlecenie odbioru i wybrałyśmy inną firmę kurierską. Nie minęły dwie godziny i w drzwiach zjawia się... kurier DHL. Z uśmiechem na twarzy mówi:
(P) koleżanka (K) kurier

(K) Mam dla was przesyłkę i chyba jeszcze jakąś paczkę do odebrania?
(P) Wie pan co, paczka była do odbioru, ale tydzień temu. Już zamówiłyśmy innego kuriera.
(K) Aha, to dziękuję, do widzenia.
(P) Ale chwila! Mogę się dowiedzieć dlaczego przez cały tydzień nie zjawiał się pan po odbiór?
(K) (z ironią na gębie) BO JEST DUŻO PACZEK, A JA JEŻDŻĘ SAM.

I wybiegł z biura. Ja wszystko rozumiem, ale z drugiej strony co nas to, jako klientów, interesuje? Ciekawa jestem jak ten kurier radzi sobie w okresie świątecznym.

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (91)

#81236

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w pewnej firmie jako osoba odpowiedzialna za kontakt z klientem oraz papierkową robotę. Mamy też pracowników, którzy wykonują zlecenia u naszych klientów, jednak wcześniej termin takiej usługi musi być przeze mnie ustalony. Mam listę kontrahentów, z zaznaczeniem przy ich nazwisku rodzaju usługi oraz podanym numerem kontaktowym (czasem jest ich kilka).

Tyle tytułem wstępu, czas na piekielności:
zawsze staram się opracować trasę dla naszych pracowników możliwie jak najlepiej logistycznie. W tym celu dzwonię do klientów z odpowiednim wyprzedzeniem, aby uprzedzić ich o planowanym terminie oraz godzinie wykonania usługi.

Piekielność nr 1:
- dzwonię kilkukrotnie pod podane numery telefonów, oczywiście nikt nie odbiera. Wysyłam sms-a z prośbą o kontakt- cisza. Uznaję więc, że klient się rozmyślił i na jego miejsce umawiam kogoś innego. Po kilku godzinach lub na drugi dzień dostaję telefon od klienta z którym próbowałam skontaktować się jako pierwszym. Kiedy dowiaduje się, że niestety na jego miejsce jest już ktoś wpisany zaczyna się awantura i jest zdziwienie, że jak to, przecież powinnam poczekać aż on oddzwoni, bo on ma pierwszeństwo (?). Jasne, a ja na ustalenie 2-tygodniowej trasy mam wieczność...

Piekielność nr 2:
- podczas przyjmowania zgłoszenia i wstępnej rozmowy z klientem, dostaję zapewnienie, że on się do nas dopasuje! Że jemu bardzo zależy na wykonaniu usługi i obojętne kiedy do niego zadzwonimy i jaki termin zaproponujemy, on będzie w gotowości! Dzwonię 2 tygodnie wcześniej, że moglibyśmy być wtedy i wtedy. Odpowiedź klienta? Pani, to niemożliwe! Trzeba było dzwonić 2 tygodnie temu, on ma już poumawianych ludzi na zabiegi/ będzie na konferencji/sympozjum/wyjeździe służbowym/wakacjach (niepotrzebne skreślić).

Piekielność nr 3:
- dzwonię do klienta- zajęte. Próbuję za pół godziny, dalej zajęte. Próbuję w innych godzinach - znowu to samo. Podejmuję ostatnią próbę - jest sygnał. Nikt nie odbiera. Wysyłam sms-a z prośbą o kontakt, mija godzina i oczywiście nikt nie oddzwania. W internecie udaje mi się wygrzebać numer, który nie był podany przez klienta. Dzwonię. Odbiera na ogół pani z recepcji i mówi, że postara się coś ustalić, i że oddzwoni. Przeważnie na tym się kończy. Potem sama muszę dobijać się jeszcze do firmy kilkukrotnie, żeby uzyskać jakiekolwiek informacje. W 98% przypadków okazuje się, że klient zrezygnował z wykonania usługi i złożone przez niego zlecenie jest już nieaktualne. Serio tak ciężko jest zadzwonić do mnie i po prostu o tym poinformować?

Nie wiem, czasem mi się wydaje, że niektórzy ludzie tylko wymagają i uważają że im się należy, a nie potrafią niczego dać od siebie.

klienci usługi

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 71 (105)

#78819

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z czasów kiedy jeszcze studiowałam.

Jadę autobusem na uczelnię i jakieś trzy przystanki przed przystankiem docelowym wsiadła moja nauczycielka angielskiego (N). Rozmawiała z kimś przez telefon i za bardzo nie zwracała uwagi na pozostałych pasażerów. Autobus zatrzymał się na światłach, więc część ludzi zaczęła już zbierać się do wyjścia (zaraz za światłami znajdował się przystanek), w tym pewien starszy pan (SP). Podszedł akurat do drzwi, przy których stała N. Autobus zjechał do zatoczki, drzwi się otwierają, więc SP mówi do nauczycielki:

[SP] Przepraszam, chciałbym wysiąść. Proszę mnie przepuścić.

N. w ogóle jakby go nie słyszała. SP trochę się zdenerwował, więc szturchnął N. w ramię i ponownie powiedział, że on tu wysiada i czy N. może go przepuścić. Reakcja N. ta sama. W końcu SP złapał N. za ramię, wręcz krzyknął żeby się przesunęła z przejścia, bo on chce wysiąść, na co N. w końcu zareagowała i ryknęła na pół autobusu:
- A spierd*laj pan!!!

I nadal stała w przejściu. Kierowca zamknął drzwi, autobus odjechał, a SP wysiadł na następnym przystanku.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 179 (205)

#78598

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o (na szczęście) już byłym piekielnym szefie.

Oprócz wypłaty oferowane były również premie uznaniowe dla pracowników. Teoretycznie można było je otrzymać za szczególne osiągnięcia w danym miesiącu, wypracowanie czegoś "ponad normę", pozyskanie nowych klientów lub przyłożenie się do swoich obowiązków na tyle, że klienci pisali maila z pochwałą albo umieszczali pochwałę w komentarzu na allegro (sprzedaż wysyłkowa).

Zbliżał się sierpień, a był to dla osób pracujących na stanowisku wysyłkowym bardzo ciężki okres ze względu na to, że w ofercie pojawiały się podręczniki szkolne. Zaznaczę, że były to książki nowe, których fizycznie nie posiadaliśmy w firmie - były zamawiane z hurtowni i dostarczane do nas przeważnie na drugi dzień. Żeby uściślić: w okresie wakacyjnym oraz przedświątecznym książki nowe sprzedawały się jak świeże bułeczki (zimą kupowane przeważnie jako prezent pod choinkę). Zamówień było nieraz 3 razy więcej niż normalnie, osób na wysyłce garstka - i nie było mowy, żeby przeszkolić kogoś nowego (zakaz od szefa).

Umowa z piekielnym szefem była taka: pracujemy na wysyłce w tyle osób, ile jest przeszkolonych, jeśli będzie potrzeba, zostaniemy robić nadgodziny (liczyliśmy się z tym, że, w zależności od ilości zamówień, może być to nawet codziennie), a w zamian za terminowe wysyłanie przesyłek, pozytywne komentarze zadowolonych klientów oraz brak znaczących opóźnień najpóźniej w połowie października dostaniemy premię.

Minęły sierpień i wrzesień (w międzyczasie zapominalscy rodzice dokupowali jeszcze podręczniki dla dzieci), nastał październik, zaczęli kupować studenci. Wszystko poszło sprawnie, tak jak sobie założyliśmy. Było momentami bardzo ciężko, ale sprężyliśmy się i przesyłki były wysyłane bez opóźnień. Czekamy na obiecaną premię.

20. października zapala się nam czerwona lampka. Postanowiliśmy przy najbliższej okazji porozmawiać z szefem i spytać go o nasze premie.

(SZ:) - szef (nazwijmy go roboczo D.), (P:)- pracownicy.

Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

(P:) Panie D., chcielibyśmy spytać, co z naszymi premiami za okres podręcznikowy.
(SZ:) Jakimi premiami?
(P:) No tymi, na które się umówiliśmy w sierpniu. Jeśli wysyłka w okresie podręcznikowym przebiegnie sprawnie, nie będzie opóźnień i klienci będą zadowoleni, obiecał pan, że każdy z nas otrzyma premię.
(SZ:) Ha ha, ja wam coś takiego obiecywałem? Chyba wam się pomyliło.
(P:) ...? (oczy jak 5 zł)
(SZ:) Nie będzie żadnych premii, już i tak za dużo kosztowały mnie wasze wypłaty w sierpniu.
(P:) Wypłaty były takie wysokie, bo robiliśmy nadgodziny praktycznie co drugi dzień, żeby wszystko wysyłać zgodnie z planem i żeby uniknąć opóźnień. Za to właśnie mieliśmy obiecane premie. Myśli pan, że dobrowolnie każdy z nas pracował w tygodniu średnio po 54 godziny przez ponad 1,5 miesiąca?
(SZ:) To był wasz obowiązek(!), bo było dużo zamówień i one wszystkie miały być wysyłane najpóźniej na drugi dzień! A jak się wam nie podoba, to mam na wasze miejsca 10 chętnych!

I poszedł. A my długo nie mogliśmy zebrać szczęki z podłogi.

Zostaliśmy z wysoką wypłatą za sierpień, którą sami sobie wypracowaliśmy, wylewając siódme poty (o ile dobrze pamiętam, każde z nas miało w grafiku przepracowanych ok. 220 albo i więcej godzin). Gdybyśmy wiedzieli, że tak to będzie wyglądać, to nigdy byśmy na coś takiego nie przystali. Każdy ma swoje życie poza pracą i robienie nadgodzin to była ostatnia rzecz, na jaką mieliśmy wtedy ochotę. Obiecane były solidne premie, więc pracowaliśmy ciężko z nadzieją, że przemęczymy się miesiąc i potem zostanie to docenione.

Smaczku dodaje fakt, że tydzień po tej rozmowie szef pojechał ze swoją koleżanką na kilkudniowe wakacje za granicą i po powrocie chwalił się, że mieszkali w 4-gwiazdkowym hotelu i jadali w najdroższych restauracjach w mieście.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 211 (233)
zarchiwizowany
Witajcie!
Będzie to moja pierwsza historia tutaj, więc proszę o wyrozumiałość.

Parę lat temu szukając pracy, natrafiłam na ogłoszenie z branży księgarskiej. Praca 5-6 dni w tygodniu, po 8 h, wolna co druga sobota, możliwość rozwoju zawodowego oraz awansu, pensja+ premie uznaniowe, okres próbny 2 miesiące, a następnie umowa o pracę. Wysłałam CV i czekam. Po tygodniu dzwoni do mnie miła pani i zaprasza na rozmowę kwalifikacyjną. Zjawiam się na drugi dzień, zostaję oprowadzona po firmie, pokrótce dowiaduję się jak to wszystko wygląda, dostaję kilka pytań z zakresu literatury i zostają przedstawione mi faktyczne warunki zatrudnienia: trzy dni za darmo, później tydzień za pół stawki (czyli 3,5 zł/h), następnie 7zł/h. Praca 6 dni w tygodniu, wolna sobota możliwa jedynie wtedy, jeśli idzie się na wesele/pogrzeb lub jest się chorym. A co najlepsze- umowa- zlecenie. Pani pyta czy przystaję na takie warunki, a że byłam młoda i głupia, świeżo po studiach, potrzebowałam pieniędzy żeby się usamodzielnić, to się zgodziłam.

Praca sama w sobie była ciekawa, team też świetny, więc ani się obejrzałam i minął miesiąc. Czekam na wypłatę. Mija kilka dni, a na koncie nic się nie dzieje. Idę spytać kierowniczki o co chodzi. Co się okazuje? Że aby dostać wypłatę, trzeba przepracować cały miesiąc na pełnej stawce. Dajmy na to: zaczęłam pracę 28 czerwca (trzy dni za darmo, tydzień za pół stawki, potem miesiąc na pełnej stawce) i teoretycznie 7 sierpnia powinnam dostać wypłatę. No i co? No i nico. 7 sierpnia minął, a ja nadal nie mam pieniędzy. A przecież do rachunków trzeba się dołożyć, za coś do pracy dojechać i mieć za co kupić jedzenie. Myślę sobie: poczekam do poniedziałku i pójdę się upomnieć, już tym razem nie do kierowniczki, a bezpośrednio do szefa.

Poniedziałek, godzina 14- pieniędzy nadal brak. Szefa w ten dzień akurat nie było w firmie, więc z braku innej możliwości idę znów do kierowniczki. Co się dowiaduję? Że od momentu zakończenia grafiku (u mnie 7 sierpnia) na wypłatę trzeba będzie poczekać jeszcze około trzech tygodni (!), bo to zawsze tak tutaj było. Mało piekielne? Kierowniczka dostawała pieniądze zawsze na czas, a szeregowi pracownicy musieli czekać niejednokrotnie znacznie dłużej niż 3 tygodnie. Po rozmowie z szefem i zażądaniu przeze mnie wypłacenia chociaż części pieniędzy, dowiedziałam się, że wymuszam (!?) na nim swoją wypłatę i że on czegoś takiego nie będzie tolerował. Dostałam do niego 300 zł, a na resztę musiałam poczekać te 3 tygodnie.

I tu moja przygoda z tą firmą oraz piekielnym szefem mogłaby się zakończyć, ale tak jak pisałam potrzebowałam pieniędzy, więc zostałam i w międzyczasie szukałam czegoś innego. Jeśli się spodobało, z chęcią opiszę więcej sytuacji.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (95)

1