Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

underground

Zamieszcza historie od: 7 czerwca 2017 - 13:21
Ostatnio: 21 sierpnia 2019 - 11:23
  • Historii na głównej: 6 z 7
  • Punktów za historie: 713
  • Komentarzy: 20
  • Punktów za komentarze: 16
 
zarchiwizowany
Witajcie!
Będzie to moja pierwsza historia tutaj, więc proszę o wyrozumiałość.

Parę lat temu szukając pracy, natrafiłam na ogłoszenie z branży księgarskiej. Praca 5-6 dni w tygodniu, po 8 h, wolna co druga sobota, możliwość rozwoju zawodowego oraz awansu, pensja+ premie uznaniowe, okres próbny 2 miesiące, a następnie umowa o pracę. Wysłałam CV i czekam. Po tygodniu dzwoni do mnie miła pani i zaprasza na rozmowę kwalifikacyjną. Zjawiam się na drugi dzień, zostaję oprowadzona po firmie, pokrótce dowiaduję się jak to wszystko wygląda, dostaję kilka pytań z zakresu literatury i zostają przedstawione mi faktyczne warunki zatrudnienia: trzy dni za darmo, później tydzień za pół stawki (czyli 3,5 zł/h), następnie 7zł/h. Praca 6 dni w tygodniu, wolna sobota możliwa jedynie wtedy, jeśli idzie się na wesele/pogrzeb lub jest się chorym. A co najlepsze- umowa- zlecenie. Pani pyta czy przystaję na takie warunki, a że byłam młoda i głupia, świeżo po studiach, potrzebowałam pieniędzy żeby się usamodzielnić, to się zgodziłam.

Praca sama w sobie była ciekawa, team też świetny, więc ani się obejrzałam i minął miesiąc. Czekam na wypłatę. Mija kilka dni, a na koncie nic się nie dzieje. Idę spytać kierowniczki o co chodzi. Co się okazuje? Że aby dostać wypłatę, trzeba przepracować cały miesiąc na pełnej stawce. Dajmy na to: zaczęłam pracę 28 czerwca (trzy dni za darmo, tydzień za pół stawki, potem miesiąc na pełnej stawce) i teoretycznie 7 sierpnia powinnam dostać wypłatę. No i co? No i nico. 7 sierpnia minął, a ja nadal nie mam pieniędzy. A przecież do rachunków trzeba się dołożyć, za coś do pracy dojechać i mieć za co kupić jedzenie. Myślę sobie: poczekam do poniedziałku i pójdę się upomnieć, już tym razem nie do kierowniczki, a bezpośrednio do szefa.

Poniedziałek, godzina 14- pieniędzy nadal brak. Szefa w ten dzień akurat nie było w firmie, więc z braku innej możliwości idę znów do kierowniczki. Co się dowiaduję? Że od momentu zakończenia grafiku (u mnie 7 sierpnia) na wypłatę trzeba będzie poczekać jeszcze około trzech tygodni (!), bo to zawsze tak tutaj było. Mało piekielne? Kierowniczka dostawała pieniądze zawsze na czas, a szeregowi pracownicy musieli czekać niejednokrotnie znacznie dłużej niż 3 tygodnie. Po rozmowie z szefem i zażądaniu przeze mnie wypłacenia chociaż części pieniędzy, dowiedziałam się, że wymuszam (!?) na nim swoją wypłatę i że on czegoś takiego nie będzie tolerował. Dostałam do niego 300 zł, a na resztę musiałam poczekać te 3 tygodnie.

I tu moja przygoda z tą firmą oraz piekielnym szefem mogłaby się zakończyć, ale tak jak pisałam potrzebowałam pieniędzy, więc zostałam i w międzyczasie szukałam czegoś innego. Jeśli się spodobało, z chęcią opiszę więcej sytuacji.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (95)

1