Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

wifi

Zamieszcza historie od: 11 czerwca 2014 - 11:05
Ostatnio: 3 grudnia 2019 - 9:08
  • Historii na głównej: 24 z 25
  • Punktów za historie: 3737
  • Komentarzy: 132
  • Punktów za komentarze: 550
 

#85616

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytając w wylosowanych https://piekielni.pl/54379 przypomniała mi się moja historia.

Na pierwszym roku studiów miałam operację kolana (4 więzadła). Gdy mogłam już chodzić o kulach dalej niż do WC to wróciłam na uczelnię, dostałam jednak zwolnienie z WF-u do końca roku. Tak, na niektórych kierunkach jest WF. Po co? Nie wiem. Facet od tego przedmiotu stwierdził, że nie przyjmuje zwolnienia, bo "patrz, ja jestem starszy o 30 lat i chodzę, skaczę, mogę zrobić przewroty i inne ruchy, a ty taka młoda i mi mówisz, że nie możesz chodzić". Nie przeszkadzało mu, że przyszłam o 2 kulach, torbę niosła koleżanka, w zębach miałam zwolnienie, a na nodze stabilizator od pachwiny po kostkę.

Oczywiście sprawa zgłoszona do dziekanatu, koleżanka nosząca mi torbę była jako świadek. Facet dostał chyba jakieś porządne upomnienie, bo nie odpowiadał mi na dzień dobry, ale pracy nie stracił.
PWSTE w podkarpackim.

nauczyciel z powołania

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (107)

#85608

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeprowadziłam się i wynajmuję od niedawna mieszkanie w bloku. Dużo osób trzyma psy i większość te psy wyprowadza i po nich sprząta. Niestety są i wyjątki.

Wyjątkiem jest tu Pani mieszkająca w mojej klatce, prawdopodobnie kilka pięter wyżej. Pani ta ma psa. Zwierz jamnikopodobny, cichy (jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby szczekał).

Wyjątkowość tej Pani polega na sposobie wyprowadzania swojego pupila na spacer. Pani ta zjeżdża winą z psem (co rozumiem) i siada na ławce, która jest kilka metrów od klatki schodowej. Psa trzyma na standardowej niewysuwanej smyczy, która ma około 1,5 m. Pies załatwia się albo jeszcze w windzie i na klatce (siku), albo robi dwójkę wokół tej ławki. Pani siedzi sobie wśród tych odchodów i trzyma pupila na smyczy. Nie robi z nim spaceru wokół bloku; od razu po wyjściu z klatki siada na ławkę. Moczu z windy nie sprząta. Kupy z chodnika tym bardziej nie rusza.

Rozumiem starsze schorowane osoby i to, że rasy 'jamnikowate' nie wymagają wielogodzinnych spacerów i biegania. Ale jeśli nie masz siły/zdrowia/ochoty sprzątać po swoim psie, to albo nie miej psa, albo zrób dobry uczynek i np. poproś. żeby psa wyprowadzało dziecko sąsiadów w zamian za 2 zł na loda. Bo moim zdaniem w domu pies niech się załatwia gdzie popadnie, ale winda, klatka schodowa czy ławeczka to teren wspólny i wypadałoby utrzymywać go w czystości.

Sąsiedzi i ich pupile

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (144)

#85557

(PW) ·
| Do ulubionych
Od pół roku pracuję wożąc ludzi busem, coś jak taxi. Dziennie robię średnio 200 km. Sytuacje, jakie widzę na drogach to koszmar...

Stoję w korku przed czerwonym światłem, przede mną ze 4 auta (przejście dla pieszych z sygnalizacją jest 20 m dalej). Nagle pomiędzy moim busem a autem przede mną przeciska się matka, ciągnąc dziecko za rękę. Odruchowo nacisnęłam klakson, pani z dzieckiem aż podskoczyła, przyspieszyła i, będąc już na drugim pasie, zaczęła coś mówić i gestykulować w moim kierunku. I teraz niech zapali się zielone, kolumna samochodów rusza, a pani z dzieckiem pomiędzy autami. Tak ciężko podejść te 20 metrów i poczekać pół minuty na zmianę świateł?

Na przejście dla pieszych (bez sygnalizacji) wchodzą piesi. Ok, normalna rzecz. Fajnie by jednak było, gdyby wchodząc na przejście, rozejrzeli się, czy są bezpieczni. Niestety większość osób wbija na pasy w słuchawkach lub z telefonem w ręku. Auto nie zatrzyma się ot tak, nawet jeśli jedzie przepisowo, gdy nagle zza zaparkowanego auta wejdzie na jezdnię człowiek ze wzrokiem w telefonie.

Rowerzyści? Pikuś! Moda na hulajnogi to zło. Te gadżety traktowane są jak piesi, a jeżdżą z prędkością nawet 40 km/h. Mają pierwszeństwo na pasach. Taki dzieciak wbija pełną prędkością na pasy, jednocześnie trzymając smartfona w ręku.

Opisy takich sytuacji mogłabym mnożyć w nieskończoność, bo codziennie widzę kilka lub kilkanaście takich akcji.

Wiem, że to Piekielni, a nie portal do żalenia się, ale tu apel do Was. LUDZIE!!! Ogarnijcie się! Trochę wyobraźni, myślenia. Uczcie dzieci, jak się zachować na ulicy. Szanujcie swoje życie i nerwy kierowców.

Bezmyślność

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (137)
poczekalnia

#85617

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Siedzę na L4, wszystkie okna w domu uchylone. Na wprost okien plac zabaw i ''siłownia''. Słyszę cienkie głosiki drących się dzieci. Norma. Tyle że po wsłuchaniu się w te głosiki słyszę nagle ''POJE*AŁO CIĘ?!?!?!'' Wyjrzałam zaciekawiona, a tam na siłowni 3 chłopaków lat maksymalnie 10 buja się na sprzętach na zasadzie ''kto mocniej/wyżej''. Dzieci z plecakami, w wieku wczesnoszkolnym drą się na środku osiedla używając wulgaryzmów.
Moja wiara w dzisiejsze pokolenie spada, tyle że to nie wina samych dzieci, a wychowania. Rodzice, litości!

wychowanie

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 15 (71)

#84594

(PW) ·
| Do ulubionych
Dwa tygodnie temu przeprowadziłam się za pracą do jednego z większych miast w kraju.
Zamówiłam z allegro suszarkę do włosów. Paczki do rąk nie dostałam - za to dostała ją moja sąsiadka. Listonosz wsadził mi w drzwi niewypełnione awizo z napisem ''mieszkanie 8''.

Skarga poszła, ale widziałam, że nikt się nią nie przejął.

Dla mnie nie jest ważne, czy to suszarka za 100 zł, czy biżuteria za 10000 czy cokolwiek innego. Po to jest adres, żeby dostarczyć paczkę. A jak listonosz minął się z powołaniem, to niech zmieni zawód.

Spodziewam się poleconego listu z sądu. Ciekawe, czy ten też zostanie wciśnięty sąsiadom. Nie mam jak być w domu i czekać na listonosza/kuriera, ponieważ wraz z ukochanym pracujemy. Zadaniem przesyłkonosza jest więc zostawić mi awizo z adresem poczty, na której mogę odebrać list czy paczkę osobiście.
Czy to normalne, że w większych miastach listonosze idą tak na łatwiznę? Na wiosce nie miałam tego problemu. Listonosz zawsze podjechał pod bramę, mimo że mieszkaliśmy na odludziu na końcu wsi.

poczta

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 86 (150)

#84607

(PW) ·
| Do ulubionych
Tym razem ja byłam piekielna.

Wyszłam do sklepu. Nie zawiązałam sznurówek, tylko wcisnęłam je pod stopę do buta, przez co strasznie mnie gniotły. Gdy mijałam swoje auto na parkingu pod blokiem stwierdziłam, że nie wytrzymam kolejnego kroku i oparłam się tyłkiem o maskę swojego auta, żeby poprawić sznurówki. Pan w samochodzie obok zobaczył, że opieram się o auto i zaczęła się krótka wymiana zdań.

[P]an: Dlaczego opiera się pani o czyjeś auto? Może właściciel sobie tego nie życzy?
[J]a: Właściciel nie ma nic przeciwko.
[P]: Na pewno ma, bo to jego własność. Proszę zabrać tyłek z samochodu.
[J]: Zaraz.
[P]: Bo pójdę po właściciela. (Ciekawe, bo auto stoi pod 10-piętrowym blokiem z 8 klatkami, niech szuka).
[J]: Powodzenia panu życzę.

Pan trzasnął swoimi drzwiami i chciał iść w stronę bloku, a ja w tym czasie wyjęłam kluczyki, otworzyłam auto i wsiadłam. Wyciągnęłam sobie gumy do żucia i obserwowałam reakcję pana sąsiada strażnika.

A pan sąsiad strażnik zrobił duże oczy i bez słowa wsiadł z powrotem do swojego auta. Zamknęłam auto i z zawiązanymi poprawnie butami poszłam na zakupy śmiejąc się sama z siebie.

Parking

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 153 (213)

#84091

(PW) ·
| Do ulubionych
Pisałam tu o przebojach mojego ojca z żoną https://piekielni.pl/82629
Dziecko rośnie, miesiące mijają, a o chrzcinach nie słychać. Ja siedzę w Niemczech przez całe wakacje.

Dzwoni babcia, że macocha chce mnie za chrzestną. Aha, Ok. To niech zadzwonią do mnie, numeru nie zmieniałam od czasów liceum. No ale cisza. Z Niemiec zjechałam - cisza. Listopad - cisza. Ojciec też nie dzwoni, bo mu głupio że mi kasę wisi. Nie to nie. Żyję swoim życiem.

Któregoś dnia na początku grudnia babcia mi mówi, że chrzciny będą w święta. Aha, ok. Niech będą.
Święta nadeszły. W Boże Narodzenie wieczorem babcia podaje mi swój telefon i twierdzi, że to do mnie (O_o). Macocha, uwaga cytuję: Wifi, jutro są chrzciny, będzie kawa i ciastko, jakbyś chciała to możesz przyjechać, pa.

Oferta nie do odrzucenia, prawda? Oczywiście nie skorzystałam.
Dzień po chrzcinach wydzwania brat, że mam go zawieźć na trening bo u cioci wszyscy pijani (chrzciny były u siostry macochy). Odmówiłam, powołując się na poprzednią sytuację, gdy to usłyszałam od brata "masz odebrać mnie z andrzejek u kolegi bo mama powiedziała, że jak nie wrócę o 22 to nas zabije". A co to ja, taksówka jestem? Zaśpiewałam bratu cenę podobną do kursu taxi na tym odcinku. Przestał się odzywać.

Wczoraj tata przyjechał i osobiście oddał mi całą pożyczoną sumę, bo dostał zwrot podatku. Nie powiedział słowa. A mi serce ściska, że ta wredna baba i pieniądze spowodowały, że straciłam ojca i brata.

najbliżsi

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (157)

#83308

(PW) ·
| Do ulubionych
Od dawien dawna mam problemy z jajnikami. Leczenie wieloletnie, a że jako nastolatka nie zadbałam (bo nie myślałam o przyszłości) to teraz nie mogę mieć dzieci.

Teraz mam ponad 20 lat, jestem po studiach, mam stałą pracę i faceta, z którym buduję dom. Zaczął się więc najazd rodziny i znajomych: Czemu jeszcze nie masz dzieci? W twoim wieku zakłada się rodzinę, na co czekasz? Chcesz być starą panną? Facet cię zostawi jak mu dziecka nie urodzisz. Dawaj ciążę pókiś młoda. I w ten deseń.
Bliższym osobom odpowiadam, że mam problemy z płodnością i dziecko jest niemożliwe, dalszym mówię, że dam sobie radę.
No i tu się zaczyna: Aj tak tylko gadasz, że nie możesz. Córka zięcia syna kolegi wójta zza młyna też nie mogła mieć dzieci, a teraz ma 4 synów i 5 córek, to ty też zajdziesz.

No nie, nie zajdę, skoro wycieli mi jajniki.
Wifi, trzeba wierzyć w cuda, jajniki się regenerują. Mówię ci, córka zięcia męża żony sklepowej z osiedla też tak miała i urodziła trojaczki.

I jak im wytłumaczyć, że NIE oznacza NIE?

Już mnie to nie boli, bo przyzwyczaiłam się do myśli, że nie mogę. Ale takie gadanie jednak irytuje.

irytacja

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 218 (236)

#82629

(PW) ·
| Do ulubionych
Już kilka razy opisywałam tutaj moją macochę. Tu ciąg dalszy historii sprzed roku http://piekielni.pl/79462

Tato wrócił we wrześniu zadowolony do Polski. Jakoś tam czas mija, znalazł pracę. Dzwoni do mnie w grudniu, żebym mu pomogła z autem bo uderzył w sarnę, a przy okazji chciałby pogadać. Spotkałam się z nim. I ze spotkania tego wracałam w wielkim szoku...

"Wifi, pożyczysz nam z 1000 zł? Żona rozwaliła już całą kasę co z Niemiec przywiozłem, a nie mam za co chłodnicy kupić, święta zaraz, a i na wyprawkę trzeba i lekarzy bo żona w ciąży".
Yyyy... O_o
"(...) Aj Wifi, wprost mi ta baba powiedziała, że złapała mnie na dziecko, żebym za rok do Niemiec z Tobą nie pojechał. A że się wymeldowałaś, to zasiłki pozabierali, a ona głupia zamiast iść do pracy to by dzieci robiła. Ja tego dziecka nie chciałem! Ja mam 50 lat! Wifi, co ja mam zrobić?"
Z każdym zdaniem taty moje oczy robią się większe...
"(...) A bije jej na dekiel ta ciąża... powiedziała mi ostatnio, że ja się na ojca nie nadaję. To po co jej 4 dzieci? Po co ze mną 15 lat siedzi? Dla kasy ku**a! Pewnie gumki celowo dziurawiła. Przecież nie jestem głupi!"

Rozkleił się. I wcale się nie dziwię.

Dziecko urodziło się pod koniec maja, tydzień przed moim wyjazdem do Niemiec, na który mogłam zabrać tatę. Ponoć macocha chce, żebym była matką chrzestną. Ciekawe czy ma to coś wspólnego z tym, że zarabiam za granicą...

macocha

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (211)

#81649

(PW) ·
| Do ulubionych
Jadę ja sobie z Niemiec do domku. Wjeżdżam na A4, mijam znak informujący, że jestem u siebie i... zauważam przede mną autko. Tzn. autko samo w sobie ok. Ale sposób, w jaki się poruszało odbiegał od norm. Od krawędzi do krawędzi. Raz pobocze, raz drugi pas. I to wcale nie delikatnie, a slalom niczym zimowe igrzyska olimpijskie. Prędkość jak to na autostradzie +/- 100km/h.
Telefon na policję. Dyspozytor mówi, że były już zgłoszenia (chlysler voyager na lubelskich tablicach), ale nie mają wolnego patrolu, żeby delikwenta ściągnąć. No nic, jedziemy za nim, obserwujemy.
Chrysler w końcu zjeżdża w zjazd, staje na środku drogi, biorąc podwójną ciągłą między koła. Po chwili wraca na prawy pas. Kombinuje. A my go śledzimy z telefonem w ręce.

I teraz szybka akcja. Pacjent zatrzymuje się na jakimś wjeździe (Nowa wieś legnicka, koło Orlenu), zajeżdżamy mu drogę, ukochany wyciąga go z auta, ja dzwonię na policję po raz drugi. Policja przyjeżdża w kilka minut, pacjent w kajdanki. Dziękuję, do widzenia.

Gdzie piekielność? A no w pacjencie. Typ po wydarciu z auta nie mógł ustać na nogach. Oparty o auto kiwał się na boki. Pijany w gwizdu. Bełkotał tylko, żebyśmy go puścili, on sobie dojedzie. A najgorsze dla mnie jest to, że w aucie miał dwa różowe foteliki...

Dobrze, że nie spowodował żadnego nieszczęścia. I że jechał sam. Nie rozumiem tylko tych ludzi. Jak można tak narażać innych? Bo siebie to zabij sam. Ale autostrada to nie pustynia.
Brak mi słów.

P.S. Było to w nocy z 22 na 23 luty, później pod Krakowem najechaliśmy na płonącego tira (trąbili o tym w RMF), także noc pełna wrażeń.

pijani nieodpowiedzialni kierowcy

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (166)