Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

wifi

Zamieszcza historie od: 11 czerwca 2014 - 11:05
Ostatnio: 13 lipca 2018 - 11:30
  • Historii na głównej: 17 z 17
  • Punktów za historie: 2659
  • Komentarzy: 96
  • Punktów za komentarze: 458
 

#82629

(PW) ·
| Do ulubionych
Już kilka razy opisywałam tutaj moją macochę. Tu ciąg dalszy historii sprzed roku http://piekielni.pl/79462

Tato wrócił we wrześniu zadowolony do Polski. Jakoś tam czas mija, znalazł pracę. Dzwoni do mnie w grudniu, żebym mu pomogła z autem bo uderzył w sarnę, a przy okazji chciałby pogadać. Spotkałam się z nim. I ze spotkania tego wracałam w wielkim szoku...

"Wifi, pożyczysz nam z 1000 zł? Żona rozwaliła już całą kasę co z Niemiec przywiozłem, a nie mam za co chłodnicy kupić, święta zaraz, a i na wyprawkę trzeba i lekarzy bo żona w ciąży".
Yyyy... O_o
"(...) Aj Wifi, wprost mi ta baba powiedziała, że złapała mnie na dziecko, żebym za rok do Niemiec z Tobą nie pojechał. A że się wymeldowałaś, to zasiłki pozabierali, a ona głupia zamiast iść do pracy to by dzieci robiła. Ja tego dziecka nie chciałem! Ja mam 50 lat! Wifi, co ja mam zrobić?"
Z każdym zdaniem taty moje oczy robią się większe...
"(...) A bije jej na dekiel ta ciąża... powiedziała mi ostatnio, że ja się na ojca nie nadaję. To po co jej 4 dzieci? Po co ze mną 15 lat siedzi? Dla kasy ku**a! Pewnie gumki celowo dziurawiła. Przecież nie jestem głupi!"

Rozkleił się. I wcale się nie dziwię.

Dziecko urodziło się pod koniec maja, tydzień przed moim wyjazdem do Niemiec, na który mogłam zabrać tatę. Ponoć macocha chce, żebym była matką chrzestną. Ciekawe czy ma to coś wspólnego z tym, że zarabiam za granicą...

macocha

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 179 (193)

#81649

(PW) ·
| Do ulubionych
Jadę ja sobie z Niemiec do domku. Wjeżdżam na A4, mijam znak informujący, że jestem u siebie i... zauważam przede mną autko. Tzn. autko samo w sobie ok. Ale sposób, w jaki się poruszało odbiegał od norm. Od krawędzi do krawędzi. Raz pobocze, raz drugi pas. I to wcale nie delikatnie, a slalom niczym zimowe igrzyska olimpijskie. Prędkość jak to na autostradzie +/- 100km/h.
Telefon na policję. Dyspozytor mówi, że były już zgłoszenia (chlysler voyager na lubelskich tablicach), ale nie mają wolnego patrolu, żeby delikwenta ściągnąć. No nic, jedziemy za nim, obserwujemy.
Chrysler w końcu zjeżdża w zjazd, staje na środku drogi, biorąc podwójną ciągłą między koła. Po chwili wraca na prawy pas. Kombinuje. A my go śledzimy z telefonem w ręce.

I teraz szybka akcja. Pacjent zatrzymuje się na jakimś wjeździe (Nowa wieś legnicka, koło Orlenu), zajeżdżamy mu drogę, ukochany wyciąga go z auta, ja dzwonię na policję po raz drugi. Policja przyjeżdża w kilka minut, pacjent w kajdanki. Dziękuję, do widzenia.

Gdzie piekielność? A no w pacjencie. Typ po wydarciu z auta nie mógł ustać na nogach. Oparty o auto kiwał się na boki. Pijany w gwizdu. Bełkotał tylko, żebyśmy go puścili, on sobie dojedzie. A najgorsze dla mnie jest to, że w aucie miał dwa różowe foteliki...

Dobrze, że nie spowodował żadnego nieszczęścia. I że jechał sam. Nie rozumiem tylko tych ludzi. Jak można tak narażać innych? Bo siebie to zabij sam. Ale autostrada to nie pustynia.
Brak mi słów.

P.S. Było to w nocy z 22 na 23 luty, później pod Krakowem najechaliśmy na płonącego tira (trąbili o tym w RMF), także noc pełna wrażeń.

pijani nieodpowiedzialni kierowcy

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (160)

#81154

(PW) ·
| Do ulubionych
Niepełnosprawni - pełnosprawni w pracy.

Popieram.

O ile nie przekracza się pewnych granic.

Będąc z ukochańcem w trasie, wstąpiliśmy do jednej z opolskich restauracji McDonald's na szybkie jedzenie. Godziny nocne.

Jak obsługa w takich lokalach wygląda - każdy wie. Do tego kuchnia, jak i jej pracownicy, są widoczne dla klientów. Wszyscy się uwijają, jak mogą, bo, mimo późnej godziny, ruch był spory.

Jednym z pracowników był niepełnosprawny chłopak w wieku około 19-21 lat maksymalnie. Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, to była ciągnąca się ślina. Chłopak miał cały czas otwarte usta, z których ślina sączyła się bez przerwy do tego stopnia, że zahaczała o koszulkę na wysokości mostka. Pracownicy krzyczeli do niego jedynie: ''podaj brązową torebkę przez okno'' (wydaj zamówienie na McDrive) czy ''nalej colę do dużego kubka''. W międzyczasie chłopak (z wiszącą śliną) plątał się wolnym krokiem po kuchni, w której, jak wiadomo, jest gorący olej do frytek.

Jestem za zatrudnianiem osób niepełnosprawnych, ponieważ niesie to dla nich ogromne korzyści: uczą się samodzielności, wartości pieniądza, pracy w zespole i wielu innych...

Ale pracę powinno się odpowiednio dobierać. Zatrudnienie osoby, która nie panuje nad swoimi wydzielinami w miejscu, w którym na oczach klientów przyrządza się jedzenie jest nie na miejscu. Mógłby pracować w wielu innych zakładach, w których nie ma bezpośredniej styczności z żywnością.

gastronomia

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (151)

#80279

(PW) ·
| Do ulubionych
Stoję w kolejce do rejestracji Medycyny Pracy. Kolejka podwójna, bo w okienku przyjmują dwie panie. Pan Piekielny miał swoją kolej, więc pani [R]ejestratorka podaje mu ankietę do wypełnienia, ponieważ Pan był tu po raz pierwszy.

[PP]: Czego mi pani to teraz daje? Stoję dwie godziny w kolejce, żeby ankiety wypełniać? Nie mogła pani dać mi jej wcześniej? Przez ten czas, co zmarnowałem w kolejce, wypełniłbym tę zasraną ankietę! (Pan coraz bardziej się wkurzał i podnosił głos).
[R]: Bardzo pana przepraszam za niedogodność, ale patrząc na 200 osób w kolejce dziennie, nie jestem w stanie ocenić, kto jest tu po raz pierwszy, a kto po raz kolejny. Proszę wypełnić ankietę.

Pan Piekielny bierze ankietę do ręki, spogląda powierzchownie na pytania i zaczyna znowu: Nie będę tego wypełniał! Tu są moje dane osobiste! Ja nie będę podawał obcym ludziom moich prywatnych danych!!
[R]: A cóż to za dane pana tak bolą?
[PP]: PESEL!!!!
[R]: A jak chciał się pan zarejestrować na badania? Anonimowo?

Kolejka pacjentów wybuchła cichym śmiechem.
"Niestety" w międzyczasie zostałam obsłużona przez drugą rejestratorkę i wyszłam, więc nie wiem, jak się dalej potoczyła ta sytuacja :D

*A cóż to za ankieta pana bolała? Miał podać oczywiście swoje dane, na podstawie których zostanie założona karta pacjenta, oraz odpowiedzieć na kilka ogólnych pytań odnośnie stanu zdrowia, np. czy nosi okulary, czy w ciągu ostatnich 12 miesięcy przebywał w szpitalu, jakie przeszedł operacje... Ankietę otrzymują tylko osoby rejestrujące się po raz pierwszy.

Medycyna Pracy i Anonimowy pacjent

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 82 (120)

#80282

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracowałam 3 miesiące w Holandii przy obróbce surowego kurczaka. Na prawdę cud, że tyle tam wytrzymałam.

Najbardziej bolało mnie mycie rękawic. Tak, rękawice się myło! Nie wymieniało! I to jak myło! Na 40 pracowników hali było około 8 blaszanych zlewów i 6 niebieskich szczotek. Tymi szczotkami każdy z nas szorował rękawice, później podeszwy butów i podawał szczotkę kolejnej osobie, aby umyła sobie rękawice. Schodziło się na przerwę, ściągało mokre rękawice, rzucało na krzesło, wychodziło się na fajkę. A po powrocie zakładało się rękawice i wracało kroić/układać filety. Nie było obowiązku mycia rąk.

Drugi mój ból to traktowanie mięsa. Jeśli filet spadł, to trzeba było go podnieść i puścić dalej w obróbkę. Żadne mycie, odłożenie na bok. A że tempo było spore, to ten filet leżał sobie na podłodze do przerwy, bo nie było czasu go podnieść. Zwykle jak się go na przerwie podnosiło, to był już zdeptany. Liczyła się waga sprzedanego mięsa, więc nic nie mogło pójść w straty.

Ja na tej hali wytrzymałam miesiąc i awansowano mnie na inny dział za wyższą stawkę, gdzie wytrzymałam kolejne 2 miesiące. Rekordziści rzucali robotę po pierwszej przerwie, czyli o 8 rano pierwszego dnia pracy.

Zoetermeer koło Hagi

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (112)

#80214

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój tato przez ponad 20 lat pracował w sklepie spożywczym. To, że ludzie kradną - to wiadomo. Ale to, co zrobiła jedna kobieta, zdziwiło tatę bardziej niż gdyby zobaczył latającą świnię.

Sklep ten jest prywatny, a i ochroniarz nie jest z agencji ochrony. Chodzi w cywilnym ubraniu po sklepie.
Wbija elegancko ubrana damulka, w płaszczyku, botkach na obcasie i kapelusiku, nie gorzej ubrana niż sama angielska królowa. Trzyma w ręku koszyk, i na tej samej ręce wisi jej torebka. Chyba już znany jest dalszy rozwój sytuacji. Przy kasie wyciąga zakupy z koszyka i płaci. Coś około 8zł. Na szczęście ochroniarz ją przyuważył, choć ona ochroniarza już nie, i poprosił na bok. Kobiecina oczywiście szok i odmowa, bo ona niewinna. Po chwili rozmowy z ochroniarzem wyciągnęła z torebki: sałatę lodową(!!), mięso (ważone na osobnym stoisku mięsnym), jogurty i inne zakupy na łączną kwotę ponad 40 zł.

Jeszcze bezdomnego/biednego człowieka bym może jakoś zrozumiała, gdyby zajumał jakieś żarcie (choć samego faktu kradzieży nie znoszę, cokolwiek to jest, ale jak bieda...).
Ale złodzieje najczęściej ze sklepu wynoszą piwo. Gówniarze pod kurtkami wynoszą czteropaki harnasia. Jednych się złapie, innych nie.
Jednego kolesia złapano jak wynosił kawę i karmę dla kota w spodniach.

Chytry dwa razy traci

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 85 (109)

#80209

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam 6-letnią siostrę przyrodnią (od tej macochy co ją już opisywałam). Siostra jest za chuda i nie je. Przynajmniej tak uważa macocha. A jak to wygląda w rzeczywistości?
A no tak:

Śniadanie.
Macocha mówi: - Zjedz płatki z mlekiem/kanapkę/parówki/cokolwiek.
Siostra mówi, że nie chce teraz bo się bawi konikami.
To macocha mówi: - Jak zjesz połóweczkę kromeczki z szyneczką, to dostaniesz batonika.
Siostra zjada połóweczkę kromki i zagryza dużą princessą.

Obiad.
M: - Chodź jeść obiad.
S: - Nie chcę bo maluję kotka.
M: - Jak zjesz tyle łyżeczek zupki ile masz latek, to dostaniesz żelki.
Siostra zjada 5/6 łyżek samej wody z zupy i zagryza całą paczką żelków.
M: - Chodź zjesz pierożki.
S: - Nie chcę teraz pierożków, bo ubieram lalki.
M: - Jak zjesz całego jednego pierożka, to dostaniesz coś tam...
Kolacja i inne posiłki analogicznie.

I w ten sposób codziennie karmi córkę. A później dzwoni do wszystkich w rodzinie i płacze, bo mała pewnie choruje na coś, bo nic nie je. I chuda taka...

Niejadek

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (122)

#80124

(PW) ·
| Do ulubionych
Przyjechał do mnie w odwiedziny wujek ze Śląska. Opowiedział kilka piekielnych historii. Oto jedna z nich.

Wujkowi zepsuł się odkurzacz, wiec zaszedł do sklepu z żółtym kolorem w logo, aby wybrać nową maszynę. Wybrał, kupił, zaniósł do domu.

Otwiera... i tu mu szczęka opadła.

W pudle z odkurzaczem znalazł paragon z naprawy. Wkur**ł się niesamowicie, bo nie dość, że odkurzacz używany i naprawiany, to jeszcze nikt nie raczył tej naprawy wbić w kartę gwarancyjną. Do tego odkurzacz był sprzedany jako NOWY.

Spakował to tak, jak było, paragon w rękę i wio do sklepu robić raban.

Dopadł najpierw sprzedawcę, który sprzedał mu sprzęt. On udawał zdziwionego, więc wujkowi ciśnienie skoczyło o kilka poziomów w górę i kazał zawołać kierowniczkę.

Ta przyszła, na szybko przeprosiła wujka, oddała pieniądze i wujek wybrał inny odkurzacz, oczywiście sprawdzając, czy jest nowy.

Ciekawi nas tylko, czy odkurzacz trafił znowu na wystawę do sprzedaży, bo kierowniczce ani brewka nie drgnęła podczas całego zamieszania.

A znając wujka temperament, akcję zrobił tam potężną.

sklepy

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (128)

#80126

(PW) ·
| Do ulubionych
Głupota ludzi nie zna granic. Sytuacja z dzisiejszego poranka.

Przebywam z moim facetem u rodziny na urlopie. Jest tutaj spore osiedle domów jednorodzinnych, między którymi są jeszcze pola uprawne. Niestety pogoda jest jaka jest. Leje i lać nie chce przestać, a i ukształtowanie terenu takie, że osiedle we wgłębieniu stoi... i rzeka nieopodal spora. No i stało się. Zalewa nas i sąsiadów. Powoli na szczęście. Choć niektórzy mają już wodę w piwnicy.

Sołtys zadzwonił po OSP. Chłopaki przyjechali szybko, rozciągnęli węże, podpięli dwie pompy. Węże musiały przejść w poprzek ulicy, więc ruch został wstrzymany i wyznaczono objazd (żeby auta nie przejeżdżały po wężach pełnych wody pod ciśnieniem).

Powiedzcie mi więc, co trzeba mieć we łbach, żeby pchać się na zamkniętą ulicę widząc, że straż zagrodziła przejazd? Żeby to chociaż nie było widoczne. Ale jest oznaczone! Z jednaj strony wozy strażackie, z drugiej biało czerwone taśmy, 6 strażaków się kręci... a ludzie ślepi wpier****ją się na zablokowana ulicę i jeszcze pretensje mają.

Najlepsza była sąsiadka, która chciała wyjechać ze swojego podwórka. Zamiast pojechać w lewo, czyli w stronę objazdu, to kazała przestawić wóz strażacki, bo ona do miasta jedzie.

I tu wisienka na torcie: jadąc objazdem nadkłada się 500 m (METRÓW) drogi. Objazd jest po prostu następną dróżką osiedla.

Oświęcimskie osiedle

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (127)

#79462

(PW) ·
| Do ulubionych
W jednej z poprzednich historii pisałam, że mam macochę.
Macocha ta w swoim 40-letnim życiu przepracowała AŻ 6 miesięcy, bo urząd pracy wysłał ją na staż. Z racji tej, aby nie kusić losu, macocha więcej nie pojawiła się w UP. (Dla ciekawskich: ubezpieczona jest u taty w zakładzie pracy jako członek rodziny pracownika).

W domu jest "nas" 5 a tata zarabia 1380 na rękę czyli najniższą możliwą stawkę. W tej sytuacji dochód na osobę jest tak niski, że dostają (tata, macocha i ich dzieci) wszystkie możliwe zasiłki z mops-u, 500+ i jakieś tam jeszcze dodatki dla najbiedniejszych, łącznie ze stypendiami socjalnymi i darmowymi książkami do szkoły. Suma summarum od państwa dostają 3 razy tyle, co tata zarabia. Ja utrzymuję się sama.

Rodzinka żyje więc sobie na dość wysokim poziomie.
Jako że do ojca mam szacunek, choć macochy nie cierpię, zaproponowałam im pomoc materialną - wezmę tatę do siebie za granicę na kilka tygodni, żeby troszkę zarobił. Tata oczywiście bardzo się ucieszył, macocha w panikę.
Tata pyta.
Żona mówi: NIE!
Tata prosi.
Żona mówi: NIE!
Tata błaga.
Żona mówi: NIE!
Tata i reszta rodziny tłumaczy jak krowie na miedzy.
Macocha mówi: NIE!
Pytamy dlaczego.
Macocha mówi: bo jak on zarobi, to wzrośnie nam dochód i stracimy zasiłki i 500+.

Nosz...

Tata w końcu pojechał, przepracował już niemal dwa miesiące. Za pierwsze 4 tygodnie dostał wypłatę niemal 9 tys. zł. Dzwoni do żony szczęśliwy, bo raty popłacą, córce rowerek kupi, piecyk gazowy wymienią, bo szwankuje itp. itd.
Myślicie, że się ucieszyła, bo mąż zarobił pieniądze dla rodziny?

POWIEDZIAŁA, ŻE ZA MAŁO!!!

I tylko taty mi szkoda.

Skomentuj (51) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 185 (225)