Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

xMiuSx

Zamieszcza historie od: 19 czerwca 2013 - 15:14
Ostatnio: 12 sierpnia 2022 - 12:13
  • Historii na głównej: 7 z 7
  • Punktów za historie: 745
  • Komentarzy: 39
  • Punktów za komentarze: 150
 

#89527

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Podczas przeglądania fejsa zauważyłam kilka artykułów odnośnie zwierząt. Przyznaję, obecnie boję się dużych psów luzem, a jeśli jakiś jest na tyle słodki, zaczepia mnie sam i chciałabym go pogłaskać to zawsze pytam właściciela czy mogę i czy ewentualnie czegoś nie lubi by go nie zirytować.

Dzieciakiem będąc miałam na jednym podwórku sąsiada, który miał Rotwailera (jak źle napisałam to wybaczcie) i nieduży ogródek w którym psi potwór siedział.

Wielokrotnie pies przeskakiwał przez płotek i atakował bawiące się dzieci. Na szczęście od ogródka do naszego placyku było na tyle daleko, że w sumie zawsze udawało się nam wskoczyć na tyle wysoko by być bezpiecznymi bądź uciec do klatki. Po kilku takich incydentach potwór miał założony kaganiec jak siedział w ogródku. Jednak i tak musiało się w końcu trafić. Nie wiem kiedy, nie wiem jak potwór przeskoczył przez płotek i rzucił mi się prosto na plecy, bezpośrednio do karku. Chwała, że miał ten kaganiec.

Drugą sytuację miałam niedawno. Wychodzę z klatki i idzie sobie (P)aniusia z jakimś kundlem który od razu podlatuje i obnaża zęby.
Ja - zabierze go pani.
P - wola go i pies odchodzi
Ruszam do samochodu a pies znowu zęby i cały nastroszony. Znowu proszę by go zabrała, pies już tym razem nic.
Ja - rusz kobieto ten tyłek i zapnij tego psa na smycz bo sprzedam kopniaka najpierw jemu, a potem Tobie byś rozum znalazła.

Da się? Da.
Nienawidzę psów chodzących bez smyczy, gadania że nie zaatakuje. To TYLKO zwierzę, które różnie może zareagować na różne bodźce.

Chociażby psu sąsiada załącza się mały agresor jak ktoś ma szczotkę do zamiatania w rękach.

Psy

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 71 (101)

#89523

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniał mi się cyrk w mojej poprzedniej pracy i co spowodowało, że odeszłam. Jednocześnie studiowałam, a były też weekendy pracujące i zdawałam sobie sprawę, że życie osobiste trochę się utopi, ale żeby aż tak?

W tygodniu praca, w weekendy na zmianę praca i studia plus niektóre święta. Ok, nie było problemu gdy sesja i tak dalej więc dwa lata było miodzio, ale potem zmienił się mój kierownik.

Jak podliczyłam wyszło mi, że pracowałam wszystkie święta, gdzie było nas 4 osoby - bo Ty studiujesz. No fajnie, ale to dlatego pracuje wszystkie weekendy nie zjazdowe, święta to co innego.

Oczekiwanie, że nie pójdę na zajęcia. Pani Kierowniczka na pytanie czy w takim razie napisze za mnie prace zaliczeniowe za nieobecność w końcu odpuściła.

Jeden z managerów miał awansować i dostałam propozycję awansu na jego stanowisko, ze stopniowym poznawaniem obowiązków. Pracowałam można powiedzieć na dwóch stanowiskach dobre 3 miesiące i dowiedziałam się, że nie awansuję bo jednak manager zostaje na swojej posadzie. Cóż, idiotki robić że mnie nie będą, pracować na kilku stanowiskach za dziękuję nie będę, więc praktycznie z dnia na dzień złożyłam wypowiedzenie, ogarniając sobie inną pracę. Pani kierownik była na tyle bezczelna, że mojemu nowemu pracodawcy powiedziała "i tak chcieliśmy ją zwolnić".

To ciekawe, skoro dwa tygodnie po odejściu miałam telefon by wrócić.

Praca

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 110 (110)

#89471

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Teściowa powraca...

Pisałam już w poprzedniej historii jaka mam cudowną teściową. Pora na kolejne wymysły, a raczej coś, że tym razem to chyba i ja byłam tą wredną i trochę piekielną.

Zaprosiłam ją na swoje urodziny. Wszystko było idealnie do czasu, aż poszła do WC. Oczywiście przypadkiem pomyliła drzwi do WC, a łazienki, a potem jakby nigdy nic ona idzie obejrzeć resztę mieszkania. Hola Hola, oglądała już, jak kupiliśmy, z dodatkowego pokoju zrobiliśmy obecnie magazyn i nie mam chęci by tam właził ktokolwiek.

Na mój wyraźny sprzeciw, że proszę aby nie zaglądała po kątach i pokażemy jak wykończymy włazi do tego pokoju. Nagle odwrót i łapa na drzwiach do sypialni. Te na szczęście ciężko się otwierają, więc zapytała czy zamknięte. Dzięki Bogu mąż był na tyle lojalny, że potwierdził. Po czym w ciągu kilku minut się zmyła.

Czy to ja jestem podła, że wyraźnie zrobiłam dym, że nie życzę sobie zaglądania w kąty naszego mieszkania, a jeśli zrobimy kolejne pomieszczenie to chętnie pokażemy, ale pokażemy gdy MY będziemy tego chcieli, czy jednak tylko ona bo włazi gdzie jej nie chcą?

Dom teściowa

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (167)

#89451

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Kredyt uwiera, remontować się trzeba to postanowiłam i ja pójść sobie dorobić mając swoją podstawową pracę.

W uzgodnieniach z Szefową:
- Praca weekendami, ale także nie każdy. Daje znać, które dni/czasami godziny mogę i dostaje info w jakich godzinach/dniach praca.

- W tygodniu po 16:00 w okresach świątecznych, gdy podstawowa obsada się nie wyrabia.

- Wypłaty ostatniego pracującego dnia danego miesiąca.

- Podwyżka po 3 miesiącach.

Cud, miód, orzeszki i kiepska stawka, ale jak to mawiam, na ulicy się nie znajdzie, wstyd to kraść, a parę stów zawsze na coś będzie.

W rzeczywistości?

- Informacja o pracy na przykład w środę lub czwartek przed danym weekendem. Niestety, gdy informacja była dopiero w piątek czasami musiałam odmówić lub zweryfikować godziny dostępności.

- Raz wpisała wcześniej na weekend, który zgłaszałam, że NIE MA SZANS bo zaczynam urlop, dobrze, że zobaczyłam bo załoga miałaby braki, a tak mieli tydzień na ogarnięcie innej osoby. Szefowa nawet nie poinformowała o wpisaniu na dany weekend.

- Wypłaty po kilkukrotnym upominaniu się. Czasami nawet opróżnienie kasy tego samego dnia gdy miałam odebrać wypłatę. Z pustego i Salomon nie naleje.

- Koszmarny kontakt z szefową, nie odbiera telefonów, rzadko odpisuje.

- Po wysyłce informacji na lipiec, gdy powinna być podwyżka szefowa zapada się pod ziemie i zero kontaktu...

Cóż, chyba trzeba poszukać innej pracy.

praca

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (93)

#89273

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jak rodzice nie uczą swoich dzieci szacunku do rzeczy/zabawek innych.

- Jako dziecko ukrywałam większość zabawek po szafkach i skrytkach gdy mieli przyjechać kuzyni z dziećmi.
Powód? Byli jak szarańcza! Niszczyli wszystko co wpadło im w ręce.

Byłam za mała, by dopominać się o zapłacenie, zwrot nowej, a niestety moi rodzice tego nie robili, co im zresztą wypomniałam jako starsza. Zostało ukrywanie 99% zabawek, zwłaszcza że je szanowałam i byłam nauczona, że jak popsuję drugiej nie dostanę.

- Kuzyn przyszedł z synem, dojrzał moją małą kolekcję. Bawił się całkiem sympatycznie, ale w momencie jak zobaczyłam, że rzucił samochodzikiem, który miał plastikowe lusterka zabawkę zabrałam wyjaśniając dlaczego. Boże, ależ był ryk. Lusterka nie znalazłam :(

- Syn koleżanki miał fazę na wszystkie samochodziki z syrenami. Ok, pobaw się, ale gdy się zbierali chciał je zabrać. Oczywiście ryk, krzyk, nawet próba potraktowania mnie z małej 2 letniej pięści, za odmowę oddania. Uszkodził plafon z syreną.

W drugim i trzecim przypadku rodzice przeprosili? Cokolwiek? Chciałabym. Za to ja się nauczyłam i "daj/mogę autko" kończy się definitywną odmową udostępnienia zabawki.

dom kuzyni

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (172)

#89046

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Znaleziona historia o teściowej zainspirowała mnie do opisania mojej.

1. Podczas planowania ślubu powiedziała, że dołoży nam do własnego M konkretną kwotę po ślubie. Dla nas super, ale... po ślubie migała się jak mogła, dopytywała czy i ile moi rodzice dołożą (jakby miała prawo w ogóle o to pytać, skoro wcześniej sama się zobowiązała bez warunków), aż usłyszeliśmy, że "ja nie będę was sponsorować". Nie, to nie, poradziliśmy sobie...
Do tego pretensję, że próbowała wcisnąć nam znajomego doradcę kredytowego (którego niewiele wcześniej krytykowała i to mocno za brak kompetencji), a go nie chcieliśmy.

2. Co do samego ślubu. Braliśmy go podczas pandemii, gdy na Sali Ślubów mogły być tylko 4 osoby - młodzi i świadkowie. Chcieliśmy by świadkowali nam rodzice, mój ojciec i jego matka, żeby w ogóle mieli możliwość uczestniczyć w tym ważnym dla nas momencie, ale... teściowa uznała, że wiedząc wcześniej o dacie ślubu ona nie wróci do zimnej Polski z wypoczynku za granicą (nie płatny wyjazd z biura podróży, ma dom poza Polską) na ślub swojego syna...

3. Zażądała zdjęcia aktu ślubu bo nie wierzyła, że taki wzięliśmy. Nie, nie wysłaliśmy, wyśmiałam.

4. Wróciła do kraju w okolicy dnia matki więc pojechaliśmy wręczyć jej prezent. Powiedziane, że od Nas obojga. Synowi podziękowała, wyściskała, a mnie potraktowała jak powietrze... No cóż, synowa to nie córka, a teściowa to nie matka więc nadal jest per pani.

5. Mieliśmy swoje plany na sobotę, zadzwoniła żeby jej coś pomóc. Nie ma problemu, ale w niedziele bo na sobotę mamy plany. Reakcja? "Ja wam tyyyyyyyle pomogłam, że moglibyście mnie uwzględnić". Możemy pomóc, ale wtedy kiedy MY mamy wolne i możemy jechać, a nie wtedy kiedy ona chce. Zwłaszcza jeśli może to poczekać dzień, a nawet tydzień. Sytuacja wielokrotnie powtarzająca się. Żale i pretensje, że nie chcemy się do niej dostosować.

6. Coś co chyba mnie najbardziej drażni zwłaszcza ze względu na męża. Nie potrafi zadzwonić do niego ot tak, z pytaniem co słychać. Numer syna zna tylko i wyłącznie wtedy gdy potrzebuje, aby coś zrobił u niej w domu. Przykre.

P.S. Nie wspominam nigdzie o teściu bo niestety nie żyje.

teściowa

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (181)

#85043

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ach ci lekarze...
Sytuacja: Pewnego miesiąca całkowity brak miesiączki. Bezczelna zatrzymała się na kilka miesięcy. Test ciążowy negatywny, z krwi nie wskazuje na ciążę to szukamy dalej.

Lekarz nr 1-3: Badają, badają, niby wszystko ok. Oni nie wiedzą co może być nie tak, a miesiączki dalej brak.

Lekarz nr 4: Rzucił, że może to być ciąża pozamaciczna. Badania z krwi i testy ciążowe powtórzone, dalej bez zmian. On nie wie.

Dopiero lekarz nr 5 drążyła, drążyła, aż wysłała na rezonans. Dopiero ta p. doktor dała odpowiedź. Mały, na szczęście niezłośliwy guz w głowie, który uciska akurat nieodpowiednie rzeczy.

Całość zajęła mi około 10 miesięcy, i prywatnie, i na NFZ, aż się boję myśleć co by było przez tyle miesięcy, gdyby to było złośliwe...

słuzba_zdrowia

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (142)

1