Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

mrkjad

Zamieszcza historie od: 30 marca 2011 - 0:47
Ostatnio: 19 kwietnia 2018 - 10:08
  • Historii na głównej: 4 z 5
  • Punktów za historie: 556
  • Komentarzy: 275
  • Punktów za komentarze: 1630
 

#81170

(PW) ·
| Do ulubionych
Moi sąsiedzi z góry mają paskudny zwyczaj wyrzucania niedopałków papierosów przez balkon.

Pety spadają pod blok albo na mój balkon, co oczywiście jest dość kłopotliwe i okropnie wygląda. Nie wiem, może spodziewają się, że jak je wyrzucą, to znikną w limbo?

Poza tym wielu mieszkańców, szczególnie starszych, wyrzuca przez balkon chleb, prawdopodobnie chcąc dokarmić ptaki. Niejedno już znalazłam na balkonie, niejedną kartkę powiesiłam na klatce.

Dzisiaj, poza obowiązkową porcją niedopałków, znalazłam na balkonie sushi.

Dzięki?

sąsiedzi

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (104)

#80598

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka tygodni temu zarezerwowałam pokój w hotelu w niewielkim miasteczku. Zameldowałam się, zapłaciłam, poszłam do pokoju. Warunki były przyzwoite, choć bez rewelacji. Za tę cenę spodziewałam się nieco więcej, ale rezerwacja była robiona na ostatnią chwilę, a i w okolicy nie było specjalnie wyboru, więc niespecjalnie się tym przejęłam. W pokoju spędziłam jakąś godzinę, wyszłam i wróciłam późno w nocy. Jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że w hotelu nie ma wody i prądu. Poszłam na recepcję dowiedzieć się co i jak, niestety, na mój widok recepcjonistka... uciekła rzucając w biegu, "Nie ma prądu, nie wiem kiedy będzie!".

Pozostało mi więc wrócić do pokoju. Zmywanie wyjściowego makijażu po ciemku i z użyciem gazowanej wody, którą wcześniej kupiłam nie należało do przyjemnych, ale nie miałam innej możliwości.
Następnego dnia rano poszłam spokojnie wyjaśnić sytuację i ubiegać się o zwrot części kosztów pobytu.

Płaciłam za hotel z dostępem do mediów, usługa nie została więc zrealizowana. :) Dodam tutaj, że w takich sytuacjach staram się być szczególnie uprzejma i spokojna - nie mam zwyczaju robić awantur, tak też było tym razem. Na moją spokojną próbę wyjaśnienia sytuacji recepcjonistka - ta sama co w nocy - zareagowałam niezwykle ofensywnie. Kazała mi przestać krzyczeć, co nieco zbiło mnie z tropu, bo ton mojego głosu nawet nie był podniesiony. Recepcjonistka wezwała kierowniczkę, która potraktowała mnie podobnie. Ponadto dowiedziałam się, że nie mam prawa do jakichkolwiek roszczeń, bo awaria to nie była ich wina a poza tym: "Kto normalny potrzebuje wody i prądu o 3 w nocy?!".

Cóż, wiedząc, że nic w ten sposób nie osiągnę pożegnałam się dodając, że powinni popracować nad podejściem do gości, na co dowiedziałam się, że jestem "najgorszym klientem". :)
Pani kierowniczka nie zdawała sobie sprawy z tego, że za pokój płaciłam kartą. W moim banku istnieje możliwość zareklamowania transakcji, jeśli usługa nie została wykonana, a że dysponuję nagraniem z pokoju bez prądu i wody to nie omieszkałam skorzystać z możliwości zwrotu pieniędzy*.

Gdyby obsługa była uprzejma, gdyby zaproponowano mi chociaż butelkę wody, gdyby ktoś przynajmniej mnie przeprosił, to dałabym sobie spokój. Skoro jednak jestem "najgorszym klientem" to nie pozostało mi nic innego jak zapracować na ten tytuł.

*Nie otrzymałam też paragonu, czyżby ktoś nie płacił podatków?

hotel

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (190)

#79743

(PW) ·
| Do ulubionych
Uroki życia doktoranta.

Od miesiąca próbuję załatwić podpis dziekana na fakturze za opłatę konferencyjną, której dokonano na wniosek podpisany przez dziekana. Muszę zdobyć podpis dziekana, bo inaczej dziekan nie da mi podpisu pod sprawozdaniem z grantu.

uniwersytet

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (142)

#77053

(PW) ·
| Do ulubionych
Historyjki o szkolnych konkursach.

Jako dziecko często brałam udział w konkursach plastycznych. W jednym z nich, na temat twórczości Mickiewicza, zajęłam pierwsze lub drugie miejsce. Bardzo podekscytowana udałam się z rodzicami na galę wręczenia nagród w lokalnym Domu Kultury. Wszystko pięknie, zostaję wezwana na scenę, oklaski, wieczna sława i reklamówka z nagrodami. A w niej: kalendarz ścienny na bieżący rok (był październik) oraz książka "Utopić Solorza". Dla jedenastolatki.

Nieco później zostałam zgłoszona do konkursu wiedzy o pszczołach (serio!). Nie był to najbardziej porywający temat świata, ale dzięki sporemu wkładowi pracy znów zajęłam dość wysokie miejsce. Kolejna gala wręczania nagród, tym razem podczas gminnego festynu. Otrzymałam cztery bardzo fachowe książki na temat hodowli pszczół oraz... odznakę Honorowego Członka Związku Pszczelarstwa Polskiego. Ciekawe czy mogę to wpisywać w CV?

W liceum byłam mniej chętna do startowania w konkursach, ale za to zostałam wytypowana do prowadzenia festiwalu szkolnych teatrów. Poziom był zaskakująco wysoki jak na amatorów i wszystko toczyło się dobrze, dopóki na samym końcu nie dostałam tabelki z listą zwycięzców, nagród, które otrzymują, oraz znamienitych sponsorów, którzy te nagrody ufundowali. Tabelkę tę miałam uroczyście odczytać zgromadzonej publiczności. Nigdy już nie prowadziłam żadnej imprezy w szkole, bo nie udało mi się zachować powagi podczas czytania: "Grupa Teatralna Z Drugiego Końca Polski za zajęcie pierwszego miejsca otrzymuje telefon stacjonarny od Hojnego Sponsora."

Nie wysyłajcie dzieci na konkursy, nie warto. :)

konkursy szkolne

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 165 (253)

1