Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#76718

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mamy listę kilku osób podających fałszywe dane lub korzystających z nieswoich dowodów. Jest to raptem 13 osób także mniej więcej nazwiska kojarzymy, ale mamy ściągi jak coś nam mówi, że trafiliśmy na te osobę. No i partner trafił. W takim wypadku należy wzywać bezwględnie policję nawet jak ktoś płaci karę od razu.
No i wezwaliśmy. Pasażer zatrzymany w pojeździe i czekamy na krańcówce. W końcu są. I finał spisali tylko daną osobę z dokumentu, nie sprawdzając jej w systemie. A na naszą informację, że ten dokument figuruje w naszych do wezwania policji zacytuję " On widzi, że to ta sama osoba na zdjęciu" chcieli nam wlepić jeszcze mandat za bezpodstawne wezwanie. Cóż wystawiliśmy wezwanie na dany dokument z adnotacją potwierdzenie policji patrol nr Fxxx. Ciekawe jak się wytłumaczą.

komunikacja_miejska

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 35 (Głosów: 39)
poczekalnia

#76715

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Witajcie, drodzy czytelnicy Piekielnych!
Może ktoś z Was będzie potrafił coś doradzić. Prababcia mojego chłopaka jest pochowana w jego rodzinnym mieście, a grobem opiekuje się jego mama.Zaraz za grobem wspomnianej prababci znajduje się kolejny, tak, ze obie płyty są odwrócone do siebie "plecami". Teściowa zauważyła, iż tamta rodzina często wrzuca zużyte znicze, kwiaty itp. w szparę pomiędzy obiema płytami-najwidoczniej do śmietnika im za daleko. Zwracała uwagę, prosiła-nic się nie zmieniło.
Niestety jakiś czas temu spostrzegła, że płyta tego drugiego nagrobka zaczęła się pochylać. Tym razem również poprosiła o zrobienie coś z tym-bezskutecznie. Jak nietrudno się domyślić płyta upadla niszcząc nagrobek prababci Lubego (zniszczona płyta, cały nagrobek osiadł). Teściowa zrobiła zdjęcia całego majdanu i próbowała dochodzić czegokolwiek od tamtej rodziny. I tu zaczęła się spychologia-jedni bliscy odsyłają do innych, żadne z dzieci czy wnuków nie przyznaje się do żadnej odpowiedzialności za pomnik, mówiąc, że owszem nawet ich (nieżyjąca) babcia odłożyła pieniądze na pomnik i opiekę nad nim, ale już dawno się rozeszły...
Zarządca cmentarza twierdzi, że jemu nic do tego.
Dokąd można to zgłosić? Od kogo domagać się czegokolwiek? Doradzicie? Nowy nagrobek jednak tani nie jest...

cmentarz

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 19 (Głosów: 59)
poczekalnia

#76714

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Zdaję sobie sprawę z tego, że nigdzie w regulaminie basenowym nie ma informacji o górnej granicy wieku, w jakim chłopcy mogą chodzić do przebieralni z mamusiami, ale czy 12 lat to nie jest jednak lekka przesada...?

Basen

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (Głosów: 123)
poczekalnia

#76713

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Robiliśmy wczoraj pogrzeb w mieście, oddalonym o 130 km od naszego. Ja to na parafialkach bywa - lokalsi kopią, my rozkładamy tylko nasze klamoty, ceremonia, składamy się, oni zakopują.

Działąnia zakończone i pakujemy się do aut, czyli karawanu oraz busa technicznego, by do dom śmignąć, bo zady wymarznięte niemiłosiernie.

Po drodze stop na obiad w przydrożnej knajpie.

Wleźli, płaszcze zdjęli, ostał się entourage w stylu Man in Black.

Nawet nie zdązyliśmy zamówić, gdy państwo od stołu obok wstali, w przestrzeń rzucili: "w takim towarzystwie my nie będziemy jedli" i wyszli...

Kurtyna.

knajpka

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (Głosów: 123)
poczekalnia

#76712

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dużo się przewija o dzieciach. O sposobie ich wychowania. Ja się nie wtrącam w to w jaki sposób i jakie wartości człowiek przekazuje swojemu dziecku. Osobiście ich nie posiadam jednak to co przydarzyło mi się wczoraj sprawia, że ciągle mam w jakimś sensie „wyrzuty sumienia”, że nie zareagowałam.

Wieczorem, robiąc zakupy w markecie z owadem w kropki byłam trochę rozkojarzona przez ciągłe telefony. Kiedy w końcu stanęłam w kolejce do kasy sytuacja przedstawiała się tak : przede mną starsza Pani – za mną matka z dzieciakiem, który na oko mógł mieć 10-12 lat.

W chwili gdy Pani przede mną wyjęła portfel wypadło jej kilka drobnych. Nie o wielkich nominałach, rzuciły mi się w oczy monety 5 gr, 50 gr i chyba 2x 2 gr. Suma niewielka ale jednak.. Pani przede mną miała już nabijane produkty na paragon i nie zauważyła, że coś tam jej wypadło. Już chciałam się schylić, żeby podać Pani własność, kiedy poczułam,że między mną a taśmą – po podłodze – czołga się dzieciak, który stał za mną. No nic, pomyślałam, że za chwilę odda Pani zgubę i będzie po sprawie. Zadzwonił mi akurat telefon w chwili gdy dzieciak zebrał wszystkie pieniądze i jak gdyby nigdy nic wrócił do matki. Słowa znajomej przez telefon wcale do mnie nie dotarły w chwili gdy usłyszałam słowa matki do dzieciaka :
M: Co tam masz ? - dzieciak posłusznie pokazał na dłoni zebrane wcześniej monety. Spojrzałam w ich kierunku a matka do bachora – SCHOWAJ SZYBKO DO KIESZENI.
Stałam jak wryta i nie dowierzałam. Kiedy spojrzałam w ich kierunku baba posłała mi wredny uśmieszek typu „ co się gówniaro gapisz?”. W głowie pojawiło mi się, że powinnam zareagować, złapać bachora i powiedzieć, że to raczej nie jest jego własność tylko kobiety przede mną. Niestety nie zrobiłam nic ponieważ sama już musiałam zapłacić za produkty, dodatkowo w ręku miałam wciąż telefon, a Pani, która była przede mną nie było już w sklepie..

Mam do siebie wyrzuty od momentu tej sytuacji. Mogłam zrobić cokolwiek, a stałam z tym telefonem jak ciele bo nigdy nie spotkałam się z takim Skurxxxstwem.. Jaką matką trzeba być, żeby uczyć dzieciaka kraść ? To nie była duża kwota ale jeśli 10-12 latek jest w stanie podebrać obcej kobiecie pieniądze, nie chcę wiedzieć na kogo wyrośnie..

dzieci wychowanie

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 62 (Głosów: 104)
poczekalnia

#76711

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Sytuacja miała miejsce około roku temu. Dzień był mroźny, choć słoneczny, a ja zapomniałam kupić rajstop, ot proza życia. W miejscu, gdzie wówczas mieszkałam (przy jednej z większych ulic we Wrocławiu) znajduje się targ. Nie jest duży, jednak w żadnym sklepie znaleźć rajstop nie mogłam, więc stwierdziłam, że a nuż znajdę je tam. Bingo.

Przy stoisku rajstopy kupowała akurat starsza Pani. Widać, że drobnych w portfelu miała niewiele, ale w zimie w czymś trzeba mimo wszystko chodzić. Sprzedawczyni obsłużyła staruszkę, odwróciła się do mnie, pokazała karton z rajstopami i kazała się zastanowić. W tym momencie staruszka zapytała jeszcze o podkolanówki. Sprzedawczyni pokazała, pomogła dobrać, dwie pary miały kosztować 12 zł. I tu zaczęła się piekielność, ponieważ starszej Pani zabrakło dosłownie kilku groszy - miała te 11 i drobniaki, wygrzebać z tego 12 nijak się nie dało.

S - sprzedawczyni, B - staruszka, J - ja.

S: O nie, to ja Pani sprzedać nie mogę, jak Pani brakuje!
B: Ale to tylko parę groszy, ja Pani doniosę, obiecuję. - staruszka była naprawdę zawstydzona, zwłaszcza, że sprzedawczyni mówiła bardzo głośno.
S: Nie, nie sprzedam! Każdy mi mówi, że doniesie, a jakbym ja za wszystkich zakładać miała to bym nic nie zarobiła! Jedną parę niech Pani weźmie!
Tu postanowiłam się wtrącić.
J: Niech mi Pani doliczy tę złotówkę, dopłacę starszej Pani. - dla mnie to nie był żaden problem, nie zbiedniałabym, a sprzedawczyni wyszłaby na swoje. Starsza Pani nie chciała, żebym dopłacała, ale wytłumaczyłam jej jak powyżej, że to nic wielkiego i dobry uczynek. Nie dla sprzedawczyni.
S: Nie, nie będzie Pani dopłacać! - jakby co najmniej mogła rozporządzać moimi pieniędzmi - A Pani niech już weźmie te podkolanówki, później mi Pani doniesie! - zabrała staruszce drobniaki i machnęła na nią ręką.

Jeszcze przez chwilę naciskałam, żeby wzięła moją dopłatę, ale kopać się z koniem nie będę. Mam tylko nadzieję, że po prostu zrobiło jej się głupio przez moje wtrącenie. Przynajmniej powinno.

Ja sobie doskonale zdaję sprawę, że rajstopy czy podkolanówki to nie chleb, nie jest to artykuł pierwszej potrzeby. Pomyślałam jednak, że to mogła być moja babcia, której zabrakłoby kilku groszy do zakupów - wtedy też bym chciała, żeby ktoś zaoferował jej pomoc. Rozumiem też sprzedawczynię, jestem wychowywana w sklepie i wiem jak takie pobłażanie wygląda, ale raz od wielkiego dzwonu korona z głowy nie spadnie, jak dorzucimy te grosze ze swoich. Chodzi tylko o mały gest, który komuś poprawi humor, a przecież, jak wiadomo od dawna - karma wraca :)

#targ #sprzedawcy #usługi

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 38 (Głosów: 80)
poczekalnia

#76709

~idk ·
| było | Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/76706 przypomniała mi moją, gdy kupowałam telefon. Byłam wtedy jeszcze tak troszkę berbeciem, no - na pewno mniej zorientowanym w świecie, niż teraz. Generalnie jestem ciapą i prędzej czy później moje telefony kończą zalaniem albo potłuczeniem. Zachęcona pancernością iPhone mojego chłopaka, postanowiłam, że i sama sobie takiego zafunduje. Pieniądze odłożone, no to do sklepu.

Zdecydowałam się na X-Koma. Sprawdzona, dobra firma, do której wpadam stale z przyjemnością a to by o coś podpytać, a by się zorientować. Panowie, ponieważ już dobrze mnie kojarzą, od razu zaproponowali swego rodzaju, dodatkową gwarancję - uCare. Pan mi przedstawia: że jak się zaleje to można wymienić, że jakbym szybke zbiła to wystarczy z papierkiem od nich przynieść i zrobią to albo znacznie taniej, albo całkiem za darmo, jeśli w jakimś tam okresie. Zachwycona jestem, no wreszcie coś dla takich jak ja! Pytam czy nie ma kruczków, proszę o umowę - po przeczytaniu jej dokładnie w domu przychodzę kolejnego dnia zdecydowana na zakup usługi. Nie było w niej żadnej informacji o dodatkowych kosztach, było, jasne, kilka wyjątków, ale wszystko pokrywało się z tym, co nakreślił pracownik sklepu.

Minęły dwa miesiące i telefon i poleciał na przedłużać. Wbił się szybką dosłownie w centrum. Dotyk jakiś-tam był, ale - marny, więc pora skorzystać z mojej gwarancji! Pudełko w rękę, umowa i wszelkie kwity i mach do X-Koma. Przedstawiam sytuację, pan przytakuje, mówi mi, że ja to muszę sobie sama zrobić w domu, pokazuje mi dokładnie na jakiej stronie, co mam kliknąć - dobrze, proszę pana. Wracam do domu zaraz i siadam do komputera zrealizować wszystko jak trzeba. Wysłałam zgłoszenie usterki i czekam na odpowiedź. Stało się to w poniedziałek.

Pomijam, że odpowiedź dostałam w piątek. Ale dostałam. Negatywną. Nie przyjmą, bo uszkodzenie własne... Co proszę?
Raz jeszcze umowa z x-komem, czytam, sprawdzam, no jak nic, moje uszkodzenie się pisze. Sprawdzam umowę na stronie uCare i... Zaraz, zaraz - jednak są jakieś różnice. uCare w umowie na ich stronie ewidentnie podkreśla wszelkie wyjątki. I w tym było właśnie tego typu zbicie ekranu polegające na niedopatrzeniu. Wydrukowałam tę umowę i raz jeszcze do x-koma. Wyraźnie zła natłuszczam sytuację. Sprzedawca, rozumiem, wiele zrobić nie może - podałam więc mój numer telefonu i poprosiłam o szybki kontakt.

Odpowiedź dostałam prędko. Okazało się, że... uCare nie zaktualizował swoich umów w x-komie. Racja, na początku była taka umowa, jaką ja dostałam, lecz po kilku miesiącach wprowadzili te wyjątki, o których sklepu z elektroniką nie poinformowali.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 21 (Głosów: 57)
poczekalnia

#76700

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Piszę hobbystycznie różne rzeczy, zdarza mi się te twory wysyłać na konkursy literackie, gdzie często spotykam się z uznaniem, a to się wiąże z przyznaniem nagrody. Nagrodę trzeba jednak odebrać i tu zaczynają się, potocznie mówiąc, jaja. O kwiatkach spowodowanych kompletnym brakiem organizacji, mogłabym mówić godzinami, ale teraz bedzie tylko o jednej sytuacji.

Był sobie konkurs ogólnopolski dla młodzieży, organizowany przez jakieś ważne instytucje historyczne, pod patronatem TVP. Moja twórczość przypadła komisji do gustu, więc zostałam zaproszona na rozdanie nagród do Warszawy. Nie za bardzo miałam ochotę fatygować się przez pół Polski, by uścisnąć rękę kilku Bardzo Ważnym Ludziom oraz dostać dyplom i pewnie niezbyt oszałamiającą nagrodę, dlatego moja nauczycielka zadzwoniła do organizatorów. Dwa pierwsze telefony zostały odebrane przez panie, które nie czuły się kompetentne, aby zdecydować, czy dyplom można pocztą nadać. Przy kolejnej próbie udało się - jakaś starsza i miła pani poprosiła o adres i obiecała wysłanie. Minął miesiąc. Nic. Minął drugi. Nic. Kolejne telefony do ludzi, którzy nic nie wiedzą, by trafić na kogoś poinformowanego. Oni wyślą. No dobra. Nic. Minął kolejny miesiąc i tak - nadal nic. Mnie tam na tym nie zależy na tym jakoś bardzo, ale wydaje mi się, że gdy jakaś instytucja bierze się za organizowanie konkursu, warto byłoby zadbać o tak nieistotną sprawę, jak nagrodzenie laureatów.

organizacja konkursy

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 66 (Głosów: 98)
poczekalnia

#76701

(PW) ·
| było | Do ulubionych
W Irlandii mieszkam prawie 11 lat, jednak taka historia przytrafiła mi się po raz pierwszy.

Siedzę sobie na na przystanku i czekam na autobus. Podkreślić trzeba że siedzę na metalowej puszce (takiej od prądu), na mojej torebce bo mokro. Nikomu nie wadze i spokojnie czekam na autobus. Podchodzi starsza pani i pyta czy jej ustąpie. Że serce mam raczej bardziej mietkie niż twarde to wstaje i łapie za torebkę... Ale chwila... zanim zdążyłam nawet wyciągnąć rękę po torebkę, żwawa starowinka już siedzi. Na mojej torebce.

Ja lekka konserwacja i mówię
- Przepraszam Panią bardzo ale siedzi pani na mojej torebce...
No i tym zdaniem otworzyły się wrota piekieł...

Dowiedziałam się iż jestem bez serca bo każe jej siedzieć na mokrym, w dupie mi się poprzewracało. Poznałam zawód mojej matki, babki, ciotki i prababki.
Z lekkim face palm'em na twarzy chwytem niczym Pudzian staram się wyrwać jej torebkę spod dupy. A ta w krzyk! Złodziej! Okradaja!
Na moje (nie)szczęście akurat szedł patrol tutejszej policji...
-Co tu się dzieje?
-Pani siedzi na mojej torebce i nie chce oddać..
- Młoda pinda próbuje mnie okraść, panowie pomocy! Co tu się dzieje! Ratunku!

Ja już lekko wkurzona, proszę patrol o sprawdzenie dokumentów w portfelu w torebce. W końcu nie po to noszę 5 różnych form identyfikacji żeby ktoś mi teraz wmawiał kradzież.
Panowie sprawdzili, torebkę oddali, starowinke pouczyli i poszli.

Koniec historii? A gdzie tam! Nadjechał autobus.

Nie wiem czy wiedzie ale z powodu choroby mam kartę uprawniająca mnie do jazdy za darmo.
Wchodzę okazuje kartę, siadam, starowinka płaci i się zaczyna....
A czemu ja za darmo, ona musi płacić, ja taka młoda, w dupie mi się poprzewracało, okradam biednych ludzi, przecież widać żem nie chora... I dalej stęka i kwęka.

No tego już nie wytrzymałam.

Odwracam się do kobiety z piekie
lnym wzrokiem i mówię na cały autobus

- K*rwa mam guza mózgu. Jak chcesz to ci oddam może wtedy się przymkniesz.

Kierowca nie klaskał. Ludzie nie klaskali. Starowinka co prawda dalej sapała ale już pod nosem.

A ja się zastanawiam skąd ja przywiało to arktyczne powietrze...

komunikacja_miejska

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (Głosów: 146)
poczekalnia

#76705

~hubi2000 ·
| było | Do ulubionych
Jestem ministrantem i jak to na początku roku chodziłem po kolędzie. Sytuacja taka, że wchodzimy z kolegą do domu, z wytrzepanymi od śniegu butami, a przemiła starsza osoba drze się na nas , że gdzie się pchacie gówniarze, buty byście otrzepali. Niby nic w tym dziwnego ale na widok księdza otrzepującego buty, z anielską uprzejmością oznajmiła: ,, A nie kochany proboszczu, niech ksiądz wchodzi, zaraz zamiotę, nic się nie stanie".
A co to, ksiądz przefrunie, czy zbiorą śnieg z jego butów jako relikwie? Lepszy sort? Wg. mnie buty mieliśmy czyste

ksieza

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 43 (Głosów: 105)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni