Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#77232

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mam koleżanki. Uczyłyśmy się w jednej szkole. Zawsze trzymałam się na uboczu, bo uważałam, że nikomu nie muszę niczego udowadniać bo znam swoją wartość. U nich co tydzień imprezki, alkohol, narkotyki, tuzin chłopaków wymienianych co piątek i różne figury geometryczne. Nieodpowiedzialność i względne poczucie "bycia elitą i kimś fajnym". Stało się, jedna zaszła w ciążę, zaraz następna i tak zostały gangiem młodych mam. Patrnerzy nawet nie koniecznie adekwatni do oczekiwań swoich partnerek ale to nie ważne. No i zaczęło się prowadzenie blogów parentingowych. W nich milion rad i oczywiście na każdym kroku podkreślanie swojej wyższości. Przykład? "Dziecko nie chce ubrać bluzy? Niech jej nie ubiera, może nie jest jej zimno. Ono wie lepiej czego potrzebuje" (córka 2 lata, na zewnątrz 4 stopnie),"jestem mamą idealną a nie terrorystką jak inne". Olałabym to gdyby nie ciągłe najazdy na moją osobę. Jestesmy w tym samym wieku (22 lata), nie mam gromady dzieci. Zawsze chciałam mieć to wszystko poukładane, wykształcenie, mąż, praca i wtedy dziecko, tak po prostu mam i w takich wartościach mnie wychowano. Aby w przyszłości było nam łatwiej, aby naszemu dziecku niczego nie zabrakło i abyśmy mogli wszystko mu zapewnić, ale teksty typu: "na co z B(mój narzeczony) czekacie?" "Nie znacie życia bo nie macie dzieci", "nie wiesz jak to jest bo nie masz dziecka" chyba nigdy sie nie skończą. Eh...

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -1 (Głosów: 5)
poczekalnia

#77231

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jest mi cholernie smutno.
Piękno natury jest kojące. Łąki, jeziora, drzewa...

Dopiero co weszła ustawa o możliwości wycinki bez pozwolenia, a sąsiedzi już rżną wszystko w pi*du, jakby ich nagle Duch Święty natchnął.

Nie, te drzewa nie zagrażają. Nie rzucają cienia na ogrody, czy coś. Chore nie są. Po prostu rosną.

Czasem mam wrażenie, że to wszystko się dzieje w imię maksymy "chłop potęgą jest i basta, żywemu nie przepuści".

Dobrze, że jeziora nie mogą wysuszyć...

Ach ;(

sąsiedzi

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 8 (Głosów: 24)
poczekalnia

#77230

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Czy was też nękają operatorzy sieci?

Od jakiegoś tygodnia dzwoni sieć fioletowa, w której mam numer. O przeróżnych porach. Do 5 razy w ciągu dnia. Siedzę na fotelu i ginekologa- oni, z rozdziawioną paszczą u dentysty- oni. Oszaleć można.
Uparcie odrzucałam połączenia, bo taka strategia kiedyś zadziałała, po kilku dniach się odczepili.
Ale nie.
Dziś dzwoni pani, standardowa rozmowa czy jestem właścicielem numeru.
Mówię od razu, że nie interesują mnie żadne oferty.
Pani kłamie w żywe oczy, że żadnej oferty nie ma. Dzwoni z troski ( hahahah).
Po czym proponuje abonament.
Żądam zaprzestania dzwonienia, pani obiecuje zaznaczyć coś w systemie.

Zaznaczyła. Tak, że jeszcze emocje nie opadły po rozmowie, a zadzwonili znowu. Przed chwilą również. Odebrałam, cisza, pisk ( nie wiem co to sygnał rozłączania, nagrywania?).

Numeru w moim tel nie zablokuję, pozostaje wizyta w salonie i cofnięcie zgód marketingowych.
I pocieszenie się pączkiem.

PS. Pojawiają się rady typu- odmów zgody na nagrywanie itp.
Otóż NIE MOGĘ. Ponieważ całą interakcja wygląda tak, że po odebraniu telefonu jest sekunda ciszy, piknięcie i cisza cisza cisza. Nikt się nie odzywa.
Nie mam możliwości się na cokolwiek nie zgodzić.
Od rozmowy z przemiłą panią ( ok. 11) miałam już 3 takie głuche telefony.

nękanie operator oferta

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 3 (Głosów: 21)
poczekalnia

#77229

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jak to mam w zwyczaju, będzie długo, bo nie lubię się rozdrabniać ;).
Tak się fajnie złożyło, że dzięki szybko zdanym egzaminom, udało mi się mieć nieco ponad dwa tygodnie wolnego. Pomyślałam, że dobrze byłoby przez ten czas zarobić trochę grosza.
Ale nie. Zadzwoniła ciocia, czy nie chciałabym "przygarnąć" do siebie jej ukochanego synka Michasia na ferie. W sumie młodszy ode mnie niedużo (ma 18 lat), dodatkowo podobno chciał lepiej poznać Wrocław bo zamierza tu studiować. Mieszkam z dwoma kuzynami (21,22 lata) i narzeczoną jednego z nich, więc fajnie bo sama rodzinka.
Z Michasiem jedyny kontakt jaki mamy (ze względu na odległość), to portale społecznościowe i ewentualnie telefon. Ale to nic, niech chłopak przyjedzie.

I tak oto w niecałe dwa tygodnie, poznałam największego maminsynka i jedną z piekielniejszych matek w swoim życiu. Ostatni raz w cztery oczy widzieliśmy się z Michasiem jak miałam jakieś 10 lat i miło to wspominam, ale teraz było dokładnie odwrotnie. No i już nie jestem cudowną siostrzenicą ani kuzynką.

1.DWORZEC
Już na PKP były problemy, choć może to jeszcze nie było takie piekielne; po prostu w dzień przyjazdu Michała miałam ostatni egzamin, a wydział mam na drugim końcu miasta. (Inni domownicy byli również na uczelni/w pracy). Powiedziałam o tym ciotce i ustaliliśmy, że zamówię Michałowi taksówkę prosto pod nasz dom. Adres wysłałam SMSem i do niego i do niej. Taksę zamówiłam i wio na egzamin.
2 godziny później byłam już na PKP, bo on ZGUBIŁ SMS z adresem, a nie widział nigdzie taksówki z napisem XYZ i numerem przewozu, który również mu wysłałam. No trudno, jedziemy do domu tramwajem. Może faktycznie trochę moja wina, bo mogłam podać przewoźnikowi jego numer, ale nie sądziłam, że tak prostą sytuację jak przejazd z punktu A do B można spi*przyć. Nawet jeśli to obce miasto.

2.GOTÓWKA
Dla mnie osobiście Wrocław nie należy do nazbyt tanich miast, ale nigdy niczego mi nie brakowało; korzystam ze wszelkich zniżek dla studentów, nie wydaję pieniędzy na "pierdoły", a jeśli wiem, że szykuje się na przykład jakaś większa impreza, to po prostu oszczędzam. Michałek nigdy w życiu nie pracował. Bo po co, skoro mama mu daje? Jego budżet na 11 dni wynosił... 120 złotych. Z tego jeszcze miał kupić bilet powrotny. Oczywiście mogliśmy "postawić" kilka atrakcji za swoje, ale jako studenci fortuny nie mamy, a dodatkowo trzeba jeszcze opłacić sporą kwotę za mieszkanie no i coś jeść. Michał koniecznie musiał jadać w drogich lokalach, a kawa tylko ze Starbucksa czy innego tym podobnego. Kiedy zrobiłam schabowe na obiad, nie tknął, bo to "tandeta dla Polaczków, a poza tym kaloryczna" :D To sobie nie jedz, nikt cię nie zmusza.
Nie chciałam dzwonić od razu w pierwszy dzień do ciotki, żeby nie wyszło żem sknera. Zrobiłam to dzień później, bo ciśnienie mi skoczyło na widok...

...3.LISTA ATRAKCJI
Michaś przyniósł wydrukowaną kartkę A4 z notkami, gdzie chce iść. Było tam kilka podstawowych muzeów, Sky Tower,teatr,aquapark itp. Ale...duża część z nich w okresie ferii, miała już zarezerwowane miejsca tudzież wyprzedane bilety. A jeśli chodzi o bilety- 120 zł zwyczajnie nie wystarczyłoby na to wszystko. Dzwonię do cioci i delikatnie sugeruję, że może przelałaby Michałowi na konto jeszcze XXXzł, bo tyle może mu nie wystarczyć, a poza tym chcielibyśmy wyskoczyć na kilka imprez na miasto z okazji moich urodzin.
(Kwestia imprez została przemilczana, ale do tego wrócę :D). Otóż dowiedziałam się, że ona myślała, że skoro my ZAPRASZAMY do siebie jej syna, to jesteśmy finansowo w stanie zapewnić mu bilety i karnety na wszystko. No nie, ciociu, musimy opłacić mieszkanie, a nie zarabiamy milionów. Z wielkim fochem dosłała dwa dni później 80zł... .

4.SPOWIEDŹ
Telefon do/od mamusi. 10 razy dziennie. Poza tym 5 telefonów od ciotki do mnie. Co je? A dobrze mu tam? Ale nie sprowadzacie żadnych dziewuch? (wtf?!) a kurtkę i czapkę nosi?
Wytrzymałam aż trzy dni, potem wyłączyłam telefon i powiedziałam, że musiałam oddać do naprawy. Zamiast tego narzeczony pożyczył mi swój stary telefon, żebym mogła kontaktować się z innymi ludźmi ;)
Ponadto rozmowa Michasia z mamą wyglądała mniej więcej tak: "No mamuś wstałem o 9, potem POSZŁEM do łazienki, zjadłem dwa tosty i jajko...". Jeszcze brakowało opisu czy dwójkę robi na miękko czy twardo.

4.CWANIACTWO
Ja wiem, że faceci później dorastają, ale... Michał okazał się (jak zgodnie między sobą stwierdziliśmy) mentalnym 13-latkiem w ciele 18-letniego chłopa. Na dodatek takim spuszczonym ze smyczy. Cwaniakował, "chwalił się"(?) paleniem papierosów (u nas w domu czasami jeden z kuzynów popala, wychodzi wówczas na balkon i nie zdarza to się często). Michaś natomiast przyjechał zaopatrzony w cztery "wagony", a palił zawsze tylko jak gdzieś wychodziliśmy (wcześniej próbował w toalecie, ale jeden z kuzynów dał mu do zrozumienia żeby lepiej tego nie powtarzał). Robił to z wielkim namaszczeniem, tak by wszyscy widzieli i czuli smród cienkiego mentola.
Spytałam co ciocia na to, że tak dużo pali. Coś tam wymamrotał, że nic i żeby mamie nie mówić bo mu łeb urwie :D Całkowite obnoszenie skończyło się, gdy dostał mandat za palenie na przystanku. Przyznam, że widziałam jak niebiescy idą w naszą stronę, było ciemno, on był odwrócony przodem do mnie a tyłem do nich. Ale nie zareagowałam. Mandat- 50zł, mina przerażonego Michała- bezcenna. Próbował z początku namówić mnie, bym wzięła jego winę na siebie. Już pędzę.

5.SNOWBOARD
Jako, że moje rodzinne miasto położone jest w górzystym terenie, a ja dość długo w przeszłości dorabiałam sobie jako instruktorka snowboardu, postanowiliśmy na dwa dni wrócić (ja z Michasiem) do mojego narzeczonego i wybrać się na narty/deskę. Michał wielce podekscytowany, bo on na youtubie oglądał "jak oni zaje*iście skaczą!" i też tak będzie. Miałam co do tego wątpliwości, bo pierwsze dni nauki są trudne i dość dużo osób się zniechęca, ale nic nie mówiłam. Oczywiście po wskazówkach życiowych od cioci, że Michaś ma mieć kask, rękawiczki i wszystko i najlepiej ochraniacze (najlepiej NOWE ZE SKLEPU!!), żeby nic mu się nie stało, pojechaliśmy. Dałam mu jedną ze swoich desek, z resztą też nie było problemu. Jakby rzuciła dwa tysiaki, to kupilibyśmy mu w miarę dobry sprzęt, ale nie rzuciła, więc biedaczek musiał mieć po kimś.
Odziany od stóp do głów, uczy się wjeżdżać orczykiem. Po setnym razie, z moją pomocą, udało się wjechać. Po kilku upadkach na tyłek, odpiął deskę z nóg, rzucił ją w zaspę (prawie w drzewo) i powiedział, że "on to pie*doli". Resztę dnia spędził w barze na stoku, potem jeszcze wyszedł, żeby strzelić sobie kilka fotek z dechą i wrzucić na fejsa czy inne badziewie, chwaląc się jak to cudownie się śmiga na stoku.

6.IMPREZKI
Mieliśmy w planach przeznaczyć dwa wieczory na kluby.
Wieczór pierwszy- razem z jednym z kuzynów [D], umówiliśmy się z naszymi wspólnymi znajomymi najpierw do jakiejś klimatycznej knajpki na piwo, a potem kluby.
Oczywiście telefon do mamusi. Akurat stałam obok, gdy tylko z ust Michała padły słowa "impreza", z głośnika usłyszałam okropny wrzask. Chłopak się prawie rozpłakał, więc poprosiłam ciotkę do telefonu. Po ciężkich negocjacjach, udało mi się zapewnić, że jej synkowi nic się nie stanie i nikt go nie będzie do niczego zmuszał. Cóż, Michał jest przecież za młody na jakikolwiek alkohol, ma pić tylko soki, a jeśli widziałabym przy nim jakieś OBCE WYTAPETOWANE PINDY, mam natychmiast je odgonić :D. Oczywiście nie zamierzałam się obchodzić z nim jak z jajkiem. Ma 18 lat, wie co robi. Przynajmniej powinien.
W pierwszym barze- jedno małe piwo. Potem drugie małe piwo. Do klubu wszedł wstawiony. Starałam się jednocześnie bawić i mieć go na oku. Oczywiście się nie udało.
Około godziny 2, gdy impreza się rozkręcała, zalanego w trupa Michasia wyniosła ochrona. Nie wiem czym i kiedy się tak załatwił. Cóż, z ciężkim sercem zamawiam taksę i jedziem do domu.
Wieczór drugi, czyli moje urodziny. Michaś nadal na kacu, ale on koniecznie chce iść z nami, bo jak nie to ZADZWONI DO MAMY I SIĘ POSKARŻY. A dzwoń, powiem jej jak wczoraj jej synek się zachowywał. Może i byłam piekielna, zostawiając go z przyszłą szwagierką, która jutro miała iść do pracy, ale nie chciałam zniszczyć sobie imprezy. I chyba na dobre mi to wyszło.

7.DZIEWCZĘTA
Nie mam pojęcia, dlaczego ciotka miała takie podejście do dziewczyn. Michaś raz powiedział, że miał dwie dziewczyny, ale przez to, że musiał trzymać w tajemnicy przed mamą, to nic z tego nie wyszło. "Bo mama powiedziała, że ona mi sama poradzi i teraz nie mam się czym przejmować bo za młody jestem". No cóż... ich sprawa. Telefon do Michała- ciotka chce ze mną natychmiast rozmawiać. Wściekła jakbym nie wiem co zrobiła jej dziecku. Mam NATYCHMIAST USUNĄĆ TO ZDJĘCIE, bo ona sobie NIE ŻYCZY żeby jej syn pokazywał się z takiej strony i to z TAKIMI dziewczynami. Ja z miną wtf, pytam się ciotki o co chodzi. Na prawdę nie miałam pojęcia o czym ona mówi. Potem się okazało- jak byliśmy dzień wcześniej w barze, Michał zrobił nam wszystkim zdjęcie (nie zwróciłam nawet uwagi na to) i wrzucił to na SWOJEGO facebooka. Cóż, nasze koleżanki może nie są przeciętnymi dziewczynami (włącznie ze mną- trzy czerwono/rudo włose, jedna z tatuażem na dekolcie, a trzecia w dredach), ale nie widzę powodu siania paniki. Powiedziałam mu, żeby wyjaśnił wszystko matce, a czy to zrobił to nie wiem.

8.PRZEDWCZESNY WYJAZD
Nie daliśmy rady. Kroplą przelewającą czarę było to, że Michał na owej imprezie przepuścił całe pieniądze (jak się okazało, miał jeszcze ok.400zł na karcie, o czym łaskawie nas poinformował podczas imprezy, gdy zwróciłam mu uwagę, że drink za 32zł to niedobry pomysł). Zadzwoniłam do ciotki, że plany mi się zmieniły i że semestr zaczynam wcześniej. Na szczęście uwierzyła.

Zapłaciłam mu za ten bilet, ale nigdy więcej nie dopuszczę do takiej sytuacji. Może i powinnam powiedzieć ciotce o zachowaniu Michała (który NIE JEST JEDYNAKIEM wbrew pozorom; ja jestem i nigdy w życiu tak się nie zachowywałam), ale jak sobie wychowała, tak teraz ma.
I będzie mieć, synka, który w przyszłości będzie miał dwie lewe ręce do wszystkiego poza przepuszczaniem ciężko zarobionych pieniędzy rodziców w myśl, że mu się NALEŻY. A na starość nie będzie kto miał podać jej szklanki wody. Jakoś nie szkoda mi takich ludzi. Rodziny się nie wybiera, ale wstyd mi za takie osoby.

rodzina ferie rozpuszczone dzieciaki Wrocław

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 58 (Głosów: 68)
poczekalnia
Dziś dowiedziałam się, że jestem skrajnie nieodpowiedzialna i robię mojemu dziecku krzywdę.

Zadzwoniła do mnie znajoma, z którą nie rozmawiałam dłuższy czas. Rozmowa przebiegała całkiem przyjemnie, sporo pytała o młodego, opowiadała o swoim, cud, miód, orzeszki. Zaproponowała videorozmowę, zgodziłam się.
Siedziałam na narożniku, maluch przypięty do swojego leżaka obok mnie. Znajoma patrzy, zachwyca się dzieckiem, pokazuje swojego i nagle... pies. Mój pies, przerośnięty jamnik wskoczył na siedzenie obok mnie i kieruje pysk w stronę dziecka. Dla mnie sytuacja normalna - pies przyszedł do mojego syna, syn zachwycony i próbuje łapać zwierza za futro. Koleżanka w krzyk - jak ja mogę pozwalać zbliżać się kundlowi do dziecka! Przecież jeszcze krzywdę dziecku zrobi! Zarazi czymś! To kundel! Ona swojemu psu nie pozwala się zbliżać do dziecka a przecież ma yorka! Zdziwiłam się i tłumaczę, że pies czysty, zadbany, zawsze pod moim okiem bawi się z młodym, uwielbiają siebie nawzajem; poza tym oboje z mężem wychowywaliśmy się ze zwierzętami i żyjemy. Na ten argument oburzyła się, nazwała nieodpowiedzialną gówniarą niemającą pojęcia o wychowywaniu dzieci i się rozłączyła.

Nie uważam, żeby kontakt dziecka z psem był czymś strasznym i jakoś mi nie jest przykro z powodu zakończenia tej znajomości.

Zwierzęta i dzieci

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 49 (Głosów: 57)
poczekalnia

#77225

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wsiadł do autobusu człowiek z liściem na głowie...Uprzedzam, będzie obrzydliwie.

Czekam wczoraj na przystanku. Podjeżdża autobus pełny do połowy, tzn przód cały zajęty, z tyłu pustki, jedynie dwie czy trzy osoby. Ocho, myślę, trafił mi się żulobus. I rzeczywiście, z tyłu rozsiadł się pan żul w pozycji spoczynkowej z piwerkiem w dłoni. No cóż, bywa, nie pierwszy, nie ostatni raz. Niestety, niedaleko pana żula spoczywała również zawartość jego żołądka w postaci malowniczego bełta na cały tylny rząd siedzeń. Nie śmierdziało jakoś straszliwie, ale atmosfera też nie była zbyt przyjemna, więc postawnowiłam dołączyć do reszty ludzi z przodu pojazdu, jak najdalej od nieprzyjemnego widoku.

Kiedy wysiadałam na pętli, spojrzałam na tył autobusu i zobaczyłam, że ktoś się podnosi z tych zarzyganych siedzeń. Pierwsza myśl: WTF? Ślepy czy co?

Tak, niestety zgadłam. Po chwili dopiero zauważyłam białą laskę. Ten biedny człowiek nie wiedział, że całą podroż przesiedział na rzygach jakiegoś żula. Najwyraźniej też nie czuł specyficznego zapaszku.

Nikt z ludzi jadących z tyłu nie uprzedził go, żeby tam nie siadał...Nie widzieli? Może, ale jakoś trudno mi w to uwierzyć.

komunikacja_miejska

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 47 (Głosów: 51)
poczekalnia

#77224

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Na naukach przedmałżeńskich pani prowadząca opowiedziała nam historię, która w jej zamyśle miała uświadomić nam powagę sakramentu małżeństwa, mnie natomiast skłoniła do refleksji, jak sztywny i pozbawiony miłosierdzia jest czasem kościół katolicki w swoich zasadach.

Był sobie pan, którego zostawiła żona. Wyjechała za granicę z nowym partnerem. Pan po jakimś czasie poznał nową kobietę, państwo się pokochali, ale niestety zmuszeni są żyć w grzechu. Ze względu na małżeństwo pana nie mogą brać udziału w komunii świętej, ponieważ żyją w grzechu ciężkim, a oboje są ludźmi głęboko wierzącymi i sytuacja ta sprawia im ból. Małżeństwa nie da się unieważnić, ponieważ nie został spełniony żaden z warunków, który pozwala stwierdzić, że nie zostało ono zawarte w sposób wiążący.

Według nauk kościoła osoby takie jak ten pan, które przecież w niczym nie zawiniły, do końca życia powinny żyć w separacji ze swoim małżonkiem i nie powinny układać sobie życia na nowo z kimś innym, jeśli chcą w pełni uczestniczyć w obrzędach mszy świętej. I gdzie w tej sytuacji miłosierdzie i wybaczenie, tak przecież ważne w wierze katolickiej?

zasady kościoła katolickiego

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 48 (Głosów: 72)
poczekalnia

#77223

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Chciałabym podzielić się z Wami historią o Piekielnej Koleżance (PK).
Uczę się w technikum z rozszerzeniem z konkretnego przedmiotu. Co ważne dla opowieści, nauczycielka z tego przedmiotu jest bardzo wymagająca i notatki z zajęć są ważne.
Pewnego pięknego dnia w którym mieliśmy mieć ową lekcje (na ostatniej) podeszła do mnie PK i poprosiła o zeszyt ponieważ nie uzupełniła notatek z poprzedniej lekcji i chciałaby się pouczyć.
OK,nie miałam z tym problemu. Pożyczyłam.
I tak w spokoju mijały kolejne lekcje... Do czasu. Przed TĄ ważną lekcją podeszłam do PK i poprosiłam o zwrot zeszytu. W odpowiedzi usłyszałam:"No przecież Ci oddałam już. Nie mam go." Ja lekki zonk bo nic mi nie oddawała no ale ok lekcja się zaczyna więc wyjaśnię to później. Skutek: 1 za brak zeszytu i 1 za brak zadania. Eh..no cóż.
Po lekcji:
Ja (J) : PK,nie oddałaś mi zeszytu.
PK: No jak nie, na francuskim Ci oddałam.
Yyy... tzn no komuś oddałam żeby Ci dał.
J:No ale konkretnie komu?
PK: Yyy nie pamiętam komuś dałam. Może ktoś Ci ukradł? Albo zobacz w francuskim,może tam został.
aha.

Jako że zależało mi na tym zeszycie poszłam do tej klasy gdzie akurat obok sprzątała Pani woźna i poprosiłam o otwarcie klasy. Zeszytu brak.
No to sms do PK że zeszytu nie ma bo byłam w klasie nr 300. A ona na to że jej chodziło i klase nr 200. Ja już wkurzona mówię że jutro rano chce mieć zeszyt spowrotem. Dobrze,ona pójdzie.

Następnego dnia podchodzi do mnie koleżanka z innej klasy i mówi że widziała mój zeszyt w klasie nr 200. No to ja idę do PK i pytam czy była po zeszyt. W odpowiedzi usłyszałam :
PK- "No właśnie byłam ale nie było... ktoś Ci chyba po złości zabrał.."
J- a to dziwne, bo przed chwilą koleżanka mi mówiła że tam jest.
PK- No to jak jest to idź po niego???(z pretensją w głosie)

Tak mnie zatkało że nic nie powiedziałam. Jako że zależało mi na tym żeby nie uzupełniać notatek z 4 lat poszłam i szczęśliwie odzyskałam zeszyt.

I weź tu człowieku bądź miły i pożycz komuś...

Szkoła

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 54 (Głosów: 84)
poczekalnia

#77222

(PW) ·
| było | Do ulubionych
W jednej z moich szpitalnych historii wspomniałam mamę VIP na „pocesarkowej” sali pooperacyjnej. Wyjaśniam, czym sprowokowała u mnie taki pseudonim.

Po pierwsze: operacje cesarskiego cięcia zaplanowane były na konkretne godziny, trzeba było przyjść odpowiednio wcześniej, aby pielęgniarki mogły pacjentkę przygotować. W takiej sali przygotowań spotkałam mamę bliźniąt, która miała mieć operację zaraz po mnie. Na sali pooperacyjnej po mnie pojawiła się jednak najpierw ona - mama VIP. Pierwsza piekielność - przesunięcie „kolejki”. Mama bliźniąt powiedziała mi potem, że nikt jej nie mówił z czego wynika opóźnienie, po prostu kazali jej czekać w sali przygotowań.

Po drugie: mama VIP została umieszczona na sali pooperacyjnej na łóżku zaraz obok mojego, przez co mimo woli widziałam i słyszałam, co tam się u niej dzieje. Była ona jedyną mamą (z około 6), którą odwiedziła pani doktor przeprowadzająca w tym dniu operacje, ot tak, na „pogaduchy” i by pogratulować narodzin dziecka. Nie chodzi mi o to, że też bym sobie chciała pogadać, ale zarówno u mnie jak i u mamy bliźniąt operacje nie przebiegały do końca standardowo, więc miałyśmy nadzieję na jakieś dodatkowe informacje. Prawdopodobnie obie panie były znajomymi i stąd też przesunięcie z punktu powyżej.

Po trzecie: na to akurat zwróciły uwagę pielęgniarki i prosiły, żeby młoda mama jak najszybciej zrobiła z tym porządek. Otóż mama VIP, która teoretycznie miała zajmować się niemowlęciem, które przecież trzeba karmić, ubierać, przewijać, kąpać - ogólnie dużo się je dotyka – miała tipsy wystające tak spokojnie z pół centymetra poza palec.

Po czwarte i już ostatnie: mama VIP przybyła na salę pooperacyjną w asyście dojrzałej kobiety i młodzieńca w swoim wieku. Pielęgniarki nie pozwoliły im na jednoczesne przebywanie przy łóżku (dozwolony był maksymalnie jeden „gość” przy łóżku każdej mamy), więc wymieniali się na tym stanowisku. Ich głównym zajęciem było robienie zdjęć dziecku, które spało sobie w łóżeczku noworodkowym (taka plastikowa szpitalna rynienka na kółkach) tuż obok łóżka mamy. Kiedy pielęgniarki wyprosiły gości, głównym zajęciem mamy VIP było rozmawianie przez komórkę oraz oglądanie własnego dziecka, nawet z upodobaniem, z tym że na ekranie telefonu, na zrobionych właśnie zdjęciach...

Dodam, że pod względem zdrowotnym wszystko było z mamą VIP i jej dzieckiem w porządku. Była ona jedyną mamą na sali, która nie poprosiła pielęgniarek o podanie dziecka na ręce (my nie bardzo mogłyśmy wyjąć dzieci z łóżeczek ze względu na świeże szwy), dopiero same pielęgniarki podały jej dziecko, aby zostało nakarmione. Przez moment zastanawiałam się nad depresją poporodową, ale dziecko na zdjęciach naprawdę jej się podobało.

nowoczesne macierzyństwo

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 9 (Głosów: 91)
poczekalnia

#77219

~sarenka123 ·
| było | Do ulubionych
Kochana służba zdrowia...

Mój syn w przedszkolu zaraził się ospą wietrzną. W dniu, kiedy zaczęły pojawiać się wypryski na skórze, próbowałam zarejestrować się do pediatry. Od pani w rejestracji usłyszałam, że w tym dniu już się nie dostaniemy, bo mają komplet pacjentów, a na informację, o tym iż syn ma ospę i gorączkuje dosyć wysoko (prawie 39 stopni), usłyszałam, że mam podać przeciwgorączkowe leki i czekać na wizytę do jutra.

Dzień wizyty. Idę do rejestracji, informuję że syn ma ospę i pytam gdzie mamy iść, żeby nie zarażać innych małych pacjentów. W odpowiedzi usłyszałam, że mamy poczekać w poczekalni, bo to choroba jak każda inna. W poczekalni 7 dzieci w różnym wieku i tylko my z ospą. Byliśmy umówieni na konkretną godzinę, a weszliśmy 1,5 godziny później. Przy czym za nami kolejnych 7 dzieci czekało na wizytę. I w ten sposób rozprzestrzenia się choroby zakaźne w naszym kochanym kraju.

lekarz_dziecięcy

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 42 (Głosów: 68)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni