Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#81995

~AguBuszmenka ·
| było | Do ulubionych
O komentowaniu wyglądu innych przez starsze osoby. Mam 24 lata, nie jestem może szczupła (typowa gruszka), ale też sumo nie jestem, ot-baba z większym biodrem, zdarza się. W każdym razie pewnego zimowego dnia czekałam sobie na pociąg ze studiów, blisko mnie stała sobie jakaś starsza, też nie najszczuplejsza zresztą, starsza pani i o coś zagadnęła. Jestem raczej typem towarzyskim, podjęłam dyskusję, dowiedziałam się, że pani wraca z sanatorium, ze względu na to, iż studiuję fizjoterapię, dopytałam z ciekawości, jakie miała zabiegi, ćwiczenia, czy pomogły itd.

Pani vel Piekielna [P] zrobiła nagle oczy jak pięć złotych i rzece do mnie:
P: Oooo, widzę, że pani wie coś o tych sanatoriach, jak tam leczą. A to była pani tam czy cooo?
Ja: Teraz studiuję kierunek związany z tymi rzeczami, ale tak, jako dziecko bywałam z siostrą w sanatoriach.
P: Naprawdę? A pani taka spasioooooona, nie to, co moja Karolinka, drobinka, nie powiedziałabym, że coś pani jest.

Nie powiem, zatkało mnie w pierwszym momencie i zrobiło mi się przykro. I widziałam, że baba to zauważyła, bo tak jakby złośliwie i z satysfakcją się uśmiechnęła. Nie byłam dłużna, przetaksowałam jej figurę wzrokiem i odparłam, że jej też nic nie brakuje, kawał baby z niej, ale widocznie jednak na coś choruje, skoro wraca z turnusu.

Babka nic nie powiedziała, tylko się zaczerwieniła, natomiast obie postanowiłyśmy siedzieć jak najdalej od siebie.
Pewnie byłam piekielna w stosunku do starszej osoby, ale mimo wszystko nie żałuję-takie osoby też czasem za dużo sobie pozwalają, a niektórym takie docięcie sprawia jak widać przyjemność.

komunikacja_miejska

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 17 (27)
poczekalnia

#82008

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Córka wygadała się żonie o tym co usłyszała u ginekologa.
Otóż po badaniu przeszedł na temat antykoncepcji i powiedział iż oficjalnie w przychodni nie może wypisać jej pigułek anty bez zgody rodziców z uwagi że ma 16 lat, ale przyjmuje prywatnie i tam może to bez zgody rodziców przepisać.
Gdzie pytam się jest ich etyka zawodowa???
Przepisy zabraniają, ale zapłać to obejdziemy.

A dodam córka nie rozpoczęła tematu inicjatywa lekarza.

lekarze

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 6 (14)
poczekalnia

#82005

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Chciałabym Wam opowiedzieć moją historię związaną z zatrudnieniem w jednej z sieci sklepów ze zwierzakiem w logu.

Z braku doświadczenia po zakończeniu nauki w liceum poszłam o zatrudnienie do owego sklepu. Właścicielka, czy tez bardziej osoba zarządzająca i zatrudniająca w tym sklepie wydawała się być przemiłą osobą. Powtarzała mi, że mam się u nich czuć jak członek rodziny. Na początku rzeczywiście tak było. Do czasu...

Zaczynały się bzdurne wymysły jak tu zarobić na osobie, która i tak pracuje za śmieszne kwoty, na zleceniu.

Np. takie jak:

Płacenie za czteropak który pomyliłam i niechcący rozpakowałam na osobne puszki, na półkę. (Dla niej problem bo w inwenturze ma być osobno czteropak, osobno puszki. A co to za problem wpisać osobne puszki jako czteropak?. Wtedy informowałam, że spoko, zapłacę i ten czteropak będzie dla mnie. Oczywiście odbiło się to odmową, że nie mam do niego prawa. Więc nie dałam się wykorzystać i nie płaciłam za coś takiego. I tu zaczęła na mnie się za to wyżywać.

NAKAZ sprzedaży 5 produktów po terminie na jedną zmianę. Miałam wciskać mniej ogarniętym osobom i zapisywać na kartcę ile to ja sprzedałam.

Przede wszystkim, darmowe siedzenie cały dzień od godz. 14 do 12 w nocy około na inwenturze i liczenie asortymentu z całą ekipą.

I inne ciekawe sytuacje. Lecz najbardziej nakłoniły mnie do napisania dwie historie, po której zdecydowałam się stamtąd wywinąć.

1.
Przyszłam odwiedzić koleżankę na zmianie, patrzę, a ona przyszła w gipsie do pracy. Miała prawą rękę całą w nim. Wywróciła się tego samego dnia kilka godzin wcześniej w domu, podczas sprzątania okien. Przykry przypadek losowy.
Pytam się jej dlaczego przyszła w tym stanie:
- A bo szefowa stwierdziła, że nie jej problem, że nie umiem sprzątać i ona za mnie nie przyjdzie robić, więc muszę dziś siedzieć na kasie mimo bólu.


2.
Siedzę sobie na zmianie, przyjeżdża do mnie szanowna szefowa ponarzekać jaką to jestem najgorszą kasjerką, że nigdzie się nie nadaje do roboty itp. Oczywiście po mnie to spływa, znam swoją wartość. Wtem patrzę, w drzwiach ukazała się dziewczyna w zaawansowanej ciąży. Podeszła do mnie się przywitać, przedstawić i poinformowała mnie, iż wcześniej też tu pracowała. Wtedy wtrąciła się szefowa, że wywaliła ją, bo była głupia i wpadła. Ja już miałam szeroko oczy otwarte ze zdziwienia. Wtedy koleżanka przeszła samą siebie.
Przy mnie przepraszała szefową za tą wpadkę, że słusznie się jej pozbyła,bo tak się nie robi. Szefowa uśmiechnięta stwierdziła mi:
- Widzisz, u mnie się robi, a nie zachodzi w ciąże, żeby mi problemy robić.

Ot takie pracowanie u niektórych polskich pracodawców.

Oczywiście, gdy się zwalniałam, to czcigodna szefowa stwierdziła, że zrobi mi syf na mieście, abym nie mogła nigdzie pracować.
Odpowiedziałam jej, że nie ma sprawy, ja również mam znajomości i też może kiedyś przestać zarabiać na nas.
Ostatnimi dniami się dowiedziałam, że parę lat później po moim odejściu straciła posadę i tyle z tego miała.

Karma wraca.

sklepy

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (18)
poczekalnia

#82007

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

Sytuacja dość absurdalna. Przez kilka dni byłem na szkoleniu w naszym sklepie w Katowicach i tam dzieje się akcja. Rozmowa [P]ilarza z [K]lientką, która złożyła zamówienie.

[P] Zapraszam po odbiór za pół godziny.

I klientka się zdenerwowała.

[K] To nie będzie już?!
[P] Nie, proszę pani. Wycięcie i oklejenie trochę trwa, poza tym mam jeszcze dwa zamówienia przed panią, pół godziny to i tak szybki termin.
[K] Ale ja jestem z Częstochowy!
[P] A ja z Poznania.
[K] A co mnie obchodzi, skąd pan jest?!
[P] A co mnie obchodzi, skąd pani jest?

Klientka strzeliła focha i poszła.

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 47 (51)
poczekalnia

#82006

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Achtung, historia porusza tematy kobiece.

Mam zamontowaną wkładkę wewnątrzmaciczną. Zabiegu dokonywał rzeźnik, który (sam będąc przerażony swoją fuszerką) zmotywował mnie nieświadomie do błagania na kolanach następnego gina, żeby dał mi narkozę, gdy spirala będzie wyciągana. Nigdy wcześniej nie bałam się badań, a teraz podczas głupiej cytologii wpadam w panikę, oblewa mnie zimny pot i proszę doktora o litość. Co się nasłucham przy tym docinek, to moje. Za poród naturalny już też podziękuję.

Ze spiralką u nieródki wiąże się cały wachlarz piekielności. Pierwszą z nich opisałam powyżej - stary lekarz - sadysta, który chyba nigdy nie słyszał o znieczuleniach (nieródki rozchylanie szyjki boli bardziej) i badaniach przed montażem antykoncepcyjnego sprzętu. Serio, żadnych badań przed. I nie - to nie ja od wujka google mam się dowiadywać jakie są procedury, tylko lekarz, któremu płacę niemałe pieniądze ma wiedzieć co robi i udzielić mi informacji.

Ale pana rzeźnika zostawmy, miło było, teraz przejdźmy do drugiej części.

Ginekolog nr 2 - dobry, kumaty, mądry, gadatliwy, delikatny... jak na księdza. Okej, naprawdę nie mam się do czego przyczepić w kwestii fachowej. Tylko te poglądy i... żarty.

Znalazłam się u niego przez powikłania po zabiegu. No i dostałam łatkę czarownicy, która nie wiadomo jak omamiła pierwszego gina, żeby założył spiralę nieródce. Tego się nie robi. Kobiety są od rodzenia! Pewnie nigdy już nie będę mogła mieć dzieci (tak sobie mnie straszył, a co).

Mimo wszystko, przełknęłam zniewagi i u pana zostałam na dłużej, bo jednak dobry fachowiec, pomógł mi.

Chodzi do niego też znajoma - Ania. Ania stara się o dziecko. Miałyśmy kiedyś to samo badanie krwi. Nakreślę różnicę w podejściu pana doktora do takich wyzwolonych kobiet jak ja i do starających się o dzidziusia.

W przypadku Ani:
- No to jeszcze pani wypiszę skierowanie na badanie, tutaj zaraz jest laboratorium, jak pani ode mnie wyjdzie, to niech pani tam pójdzie i zrobią na miejscu.
- Dzięki.

W moim przypadku:
- No tu trzeba będzie zrobić badanie. Ale to nie jest tak hop-siup. Ja pani wypiszę skierowanie, ono ma ważność jeden miesiąc. Przed badaniem nie wolno uprawiać seksu przez co najmniej tydzień...
- Chodzi o każdy rodzaj seksu, że tak zapytam?
- Proszę pani, pani nawet sutków nie powinna dotykać przez ten czas, nie podniecać się, najlepiej wysłać męża na urlop. I nie obżerać się. Dodatkowo być na czczo przynajmniej 14 godzin...
- O.o No dobrze, skoro tak trzeba.
- Oczywiście że trzeba, chyba że pani chce, żeby wyniki były przekłamane.
- No nie...

Cieszę się, że nie napomknął nic o czarnej kurze, czarnym kogucie i jajach bazyliszka.

Badania wtedy nie zrobiłam, bo nie zmieściłam się w miesiącu, zakazany owoc za bardzo wisiał nad głową - powszechnie wiadomo, że jak nie można, to się 666 razy bardziej chce. Zrobiłam dopiero po jakimś czasie, prywatnie, po tym jak pani pielęgniarka uświadomiła mi, że pan doktor nieładnie mnie wkręcał.

I jak tu mieć zaufanie do lekarzy...

W ten sposób wujek google zyskał u mnie najwyższy autorytet w dziedzinie medycyny.

ginekolodzy

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 14 (52)
poczekalnia

#82004

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Trzymajcie, bo zabiję. A krwi użyję jako farby, miło będzie wrócić do malowania. Nie umiem, ale lubię.

Zapewne wielu z was, jeśli nie każdy, ma jakieś preferencje dotyczące ubioru. Jedni chodzą w dresach, inni zawsze mają jeansy i T-shirt, dodatkowo zimą bluzę, niektóre kobiety uwielbiają sukienki, inne ich nie znoszą.

Ja również mam w tej kwestii upodobania: uwielbiam chodzić w białych ubraniach. Ot, lubię ten kolor, ewentualnie może być ecru.

Nie jestem na kierunku związanym bardzo mocno ze sztuką, jednak pracownię naszych kolegów od pędzli czasami odwiedzamy, żeby skorzystać ze stojącego tam urządzenia, które u nas się nie zmieściło.

Dziś było ciepło, postanowiłam założyć więc sukienkę. Oczywiście białą, kupiłam ją dwa lata temu wraz z jej bliźniaczą siostrą podczas wyprzedaży.

Podczas jednej z lekcji odwiedziliśmy wspomnianą już pracownię, coby sobie popracować na rzadko używanych urządzeniach. I właśnie w trakcie przyjemnej dla mnie pracy poczułam coś mokrego na plecach. Odwróciłam się.

Za mną stało dwóch chłopaków. Z puszkami po farbie. W sumie powinni dziękować moim koleżankom, że mnie przytrzymały i na wrzaskach zdenerwowanej Ami się skończyło. Potem mi przeszło, usiadłam tylko i się rozpłakałam.

Teraz się cieszę, że kupiłam dwie takie same sukienki. I żałuję, że nie pomyślałam o ubraniu jakiegoś kombinezonu ochronnego, czy czegoś w tym stylu, jednak chyba mogłam liczyć na to, że nie będę narażona na atak DZIESIĘĆ METRÓW od stołów, przy których pracowali dowcipnisie. Bo tak się tłumaczyli wychowawczyni, że to był dowcip.

Ciekawe, jak zareagują, gdy w poniedziałek zażądam od nich zwrotu pieniędzy za zniszczoną sukienkę - plamy się nie doprały. Wiem, mam drugą, której NIGDY nie włożę do szkoły, ale dla zasady...

szkolna_pracownia_artystyczna

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (68)
poczekalnia

#81999

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Coś mi zaczęła szarpać skrzynia CVT w moim mietku na zimnym silniku.

Nic nie jest wieczne, a, jako były posiadacz dumnej syrenki 105LUX, za bardzo się nie znam na niczym, czego nie można naprawić kluczem 13 i młotkiem. Zaczęło się poszukiwanie tzw. skrzyniarza.

O, mam! Blisko domu.

Pan mówi tak: "CVT? Pozbądź się pan tego złomu jak najprędzej. Nowa skrzynia 48k, a ja panu mogę wymienić płyn i filtr oraz wyregulować to truchło”. Potrwa trzy dni i cena od 2 kafli w górę.

Już prawie byłem zdecydowany, bo jednak dyskomfort, ale popytałem po znajomych i znajomych znajomych. Jest inny warsztat! Daleko od chałupy, ale dzwonię.

Obejrzymy i zdecydujemy. Wymiana oleju, filtr i uszczelka plus robota 500 złotych, czas pracy do dwóch godzin. Można się umówić, przyjechać i poczekać. Jadę.

Na miejscu:

Olej w skrzyni OK, ale jest go o półtora litra za mało. Dolewka.

Regulacja? Bez wymontowania skrzyni niemożliwe, zresztą nie ma tu czego regulować. Przy okazji dolewka oleju do silnika, wymiana płynu hamulcowego (bo stary), wymiana filtra klimatyzacji, bo rocznik 2014 to jakby już nie to.

Chcę zapłacić - nie, teraz jazda próbna. Autko jak nowe. Wracamy, chcę zapłacić - nie, teraz na komputer. Dwadzieścia minut i same fajeczki na displaju.

Płacę 300 złotych. Autko dziarskie, sama przyjemność z prowadzenia. Oddech ulgi. Prawie dałem się naładować "fachowcowi" blisko domu.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (116)
poczekalnia

#81997

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Zdarzały się i w istocie zapewne nadal się zdarzają oszustwa polegające na wrzuceniu do skrzynek pocztowych w bloku, na ulicy czy całym osiedlu, informacji o zmianie numeru konta spółdzielni mieszkaniowej, na które należy wpłacać czynsz. Czasem mają postać dość prymitywną, a czasem są na tyle dobrze przygotowane, że zgadzają się nie tylko nazwiska członków Zarządu Spółdzielni, ale nawet podrobione podpisy są podobne do oryginałów.

Moi znajomi mieli do czynienia niestety z tym przypadkiem numer 2.

Koleżanka odziedziczyła po babci mieszkanie w Polsce, a na co dzień mieszkają z mężem w Niemczech. Nie wynajmują tego mieszkania, bo na chwilę wolną planują zrobić w nim gruntowny remont (stary blok). Co miesiąc uiszczają za nie czynsz i co 3-4 miesiące będąc w Polsce sprawdzają skrzynkę pocztową. W taki właśnie sposób weszli w posiadanie informacji ze spółdzielni, iż zmienia się numer konta, na który należy dokonywać wpłat czynszu. Jako, że spółdzielnia bardzo często zostawia informacje w skrzynkach, jak też pismo wyglądało identycznie jak poprzednie (w sensie - grafika, układ, podpisy, nazwiska itd.), nie wzbudziło to ich podejrzeń i tam uiszczali czynsz. I tak poszła kasa w grudniu, poszła w styczniu i kolejny przelew w lutym.

Właśnie w lutym skontaktował się z koleżanką pracownik banku, który powiedział, że coś jest nie tak z kontem, na które wysyła przelewy, bo nie dość, że nie jest to rachunek spółdzielni, to jeszcze zostało teraz najprawdopodobniej zablokowane.

Po telefonie z banku koleżanka niezwłocznie skontaktowała się ze spółdzielnią:

K. - chciałam się dowiedzieć, czy spółdzielnia wie o tym, że lokatorzy dostali informację o zmianie numeru konta wykonaną przez jakiegoś oszusta?

P (pani ze spółdzielni). Wiemy, wiemy, został złapany jakiś chłopak na wrzucaniu do skrzynek.

K. To dlaczego my jako właściciele nie zostaliśmy poinformowani o tym?

P. Przecież były informacje na klatkach rozwieszone!

K. Ale ja mieszkam za granicą, tu mam adres do doręczeń i jakoś nic do mnie nie dotarło.

P. Ale proszę pani, my to zgłosiliśmy na policję i to już nie jest sprawa spółdzielni (sic!).

Po przyjeździe do Polski i wizycie w spółdzielni i na policji okazało się, że chłopak został złapany na gorącym uczynku w jednym z bloków w okolicy, bo kogoś zaniepokoiło jego nerwowe zachowanie (a numer rachunku na spreparowanym zawiadomieniu był ten sam). Zaraz potem sprawą zajęła się policja, a spółdzielnia porozwieszała kartki z informacją i uznała sprawę za załatwioną. Nikogo nie zainteresowało to, czy informacja dotrze do wszystkich uiszczających czynsz.

A koleżanka z mężem teraz występują w charakterze pokrzywdzonych w sprawie karnej i po zgłoszeniu wniosku o naprawienie szkody mogą liczyć tylko na to, że oszust będzie wypłacalny. Fałszywy rachunek spółdzielni został wyczyszczony z pieniędzy i jak został zablokowany to nie za wiele na nim było, niby kwota niewielka, ale zawsze strata.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 59 (89)
poczekalnia

#81994

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Byłem z moją Żoną, Ojcem i Znajomymi w restauracji, Generalnie przybytek nie najwyższych lotów. Jednak znośny. Piękna słoneczna ciepła niedziela, 50 metrów od nas wody zalewu Szczecińskiego. Postanowiliśmy, że coś zjemy, znajomi wracają do Wrocławia, my mamy jakieś 60 km do domu. Wszyscy głodni jak kot, który zjadł 5 minut temu. Siedzieliśmy w gródku, obok nas usadowiło się małżeństwo z dzieckiem. Nie mam nic przeciwko temu, o ile dzieciak nie krzyczy 24/7. Niestety nagle do naszych nozdrzy dotarł zapach niezmienianego od epoki lodowcowej, pampersa.
Jeszcze nie zaczęliśmy jeść wiec, zapach, pomimo, że nieprzyjemny to aż tak bardzo nie wpływał na nasze żołądki.
Państwo zjedli i poszli, kamień z serca, bo zaraz mają podać nasze obiady. A tu kolejna rodzina z dzieckiem, niestety znowu ten charakterystyczny nieprzyjemny zapach.
Jakoś zjedliśmy, co nasze i szybko się ulotniliśmy.
Nie mam pretensji do dzieci, to nie ich wina. Jednak rodzice, poza rozczulaniem się jak to Krystianek się uśmiecha i jak Moniczka ślicznie siedzi. Powinni zadbać o higienę swoich pociech. Oraz zapewnienie spokoju, innym współistniejących na tym padoku ludzi.
Boje się, co będzie jak temperatury osiągną powyżej 20 C.
PS. W restauracji była toaleta z przewijakiem.

gastronomia dzieci rodzice smród

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 60 (118)
poczekalnia

#81992

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wiem, że nie uwierzycie, ale mam historię z pierwszej ręki o robieniu sobie "prywatnego folwarku" ze szpitala specjalistycznego.

Moja znajoma dostała wypowiedzenie. Była ona Oddziałową, wygrała konkurs za kadencji poprzedniego dyrektora i pracowała, raz lepiej raz gorzej, jak każdy. Ogólnie była dobra dla personelu i starała się walczyć o swoje pielęgniarki jak i o porządek na oddziale.
A teraz skrócona historia.
Dyrektor placówki zrobił przyjęcie wielkanocne. Kto mógł i chciał przyszedł, kto nie mógł (ciężki dyżur, osobiste sprawy, po prostu święta etc.). Na blisko 35 osób 14 nie przyszło. 14 osób, wraz z moją znajomą dostało wypowiedzenie z 3 miesięcznym okresem.

Teraz wisienka na torcie. Wieść się rozeszła, ktoś się wygadał i od słowa do słowa wszystko ułożyło się w jedną, spójną całość. Personel poleciał bo nie był na imprezie DOBROWOLNEJ kreowanej przez dyrektora placówki, mimo że wystarczyła degradacja ze stanowiska nawet, gdyby faktycznie coś się stało, jakieś mega ważne zebranie było. Osoby zwolnione mimo niesmaku, przyjęły zwolnienie z godnością, a co dyrektor placówki? Cóż... były już 2 konkursy i żadna pielęgniarka do konkursu się nie zgłosiła, solidarnie.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 53 (95)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni