Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#80107

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie krótko, bo zaraz idę do pracy na kolejną 11h zmianę.
Sąsiedzi z góry od chyba tygodnia czy dwóch (wedle relacji brata) cały dzień, tydzień czy weekend coś wiercą - wniosek: pewnie nowi sąsiedzi. Ok, przychodzę styrana z pracy. Śmichy chichy i rozmowy słyszę już wjeżdżając windą, ale jest przed 19, spoko, wolno im.
Godzina po 22. Śmiechy, rozmowy i ktoś jeszcze próbuje puszczać muzykę. Na szczęście na tyle cicho, że nie byłam najpierw pewna co to za szum, ale sufit mi wibruje nad głową. Ciśnienie mi rośnie, ale ok. Nowi są, poczekamy do północy.
Po północy ubieram się i idę. Dzwonię, otwiera mi dziwnie znajomo wyglądająca kobieta.
- Przepraszam, państwo nowi?
- Nie, czemu?
- A to tym lepiej. Czy będzie cisza, czy mam państwa rozmowy nagrać i przekazać policji?
- Ale dlaczego tak negatywnie?!
- Bo jest środek tygodnia, po 22, a to nie pierwszy raz, jak przychodzę zwracać uwagę.
- Ale czy zwracała pani uwagę DZISIAJ?

No nie powiem, zagotowało się we mnie. Dla wyjaśnienia. Lokal notorycznie wynajmowany studentom, walka o cisze trwa od 20 lat, z każdym nowym lokatorem od początku (większość sąsiadów z tego względu się poddała i ich olewa). Ci mieszkają od roku i chyba reguły współżycia powinni znać. Zwłaszcza, że to kolejny taki wybryk w środku tygodnia, nie wspominając o ich pijackim śpiewaniu Krawczyka na balkonie sprzed bodajże paru miesięcy.
Zamierzam napisać im list a propo kolejnych takich przyjęć, bo blok to do diabła nie klub nocny, a ja obowiązku ich uciszać nie mac. Od tej pory mogą spodziewać się nagrania imprez i policji, bo do diabła, chce chodzić do roboty wyspana.

Edit:
Nie wiedziałam czy to muzyka, bo co prawda byla cicho, ale po pierwsze bardziej przypominała rytmiczne walenie młotkiem lub stukanie meblami (nie byłby to pierwszy raz, gdy robią coś tak absurdalnego) niż cokolwiek innego, a po drugie zważywszy na wibracje dopiero po chwili zorientowałam się, że ktoś po prostu podkręcił bas w swoim techno.
Odpowiadajac na pytanie o częstość interwencji. Ostatnio była cisza, nie wiem, może studenci wyjechali na wakacje iu dopiero wrócili. Nie obchodzi mnie to. Nie zamierzam od nowa sluchać o 4 nad ranem pijackich śpiewów, imprez do białego rana, bo szlachta nie pracuje czy dyskusji kto z kim i w jakich pozycjach się przespał, alvo kto kogo i za co zajebie (a wszystko to doskonale słyszę nawet z głową pod poduszką) jak miało to miejsce w zeszlym roku akademickim. Mam dość.

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 3 (9)
poczekalnia
Kilka słów o kibolach.

Całe to bezimienne bydło które rozpuściło się ze stadionów po osiedlach i klatkach schodowych. Nie mam pojęcia jak ich nazwać, nie będę ubliżał zwierzętom a i do ścierwa mam jakiś szacunek.

Ich życie upływa na katowaniu ludzi w czterdziestu na jednego, dilerce, darciu tej cholernej japy o 2 w nocy pod oknami ciężko pracujących ludzi którzy rano wstają do pracy..

Zapier*alasz jak wół na truskawkach w Holandii... Odmawiasz sobie wszystkiego, po to żeby kupić sobie swój wymarzony samochód. Parkujesz go pod blokiem. I przechodzi to zakapturzone gnojarstwo i wali ci w lusterko albo wybija szybę. W tym czasie kiedy z ciebie lał się pot żebyś na to zarobił, ten śmieć walił śliwowicę pod sklepem.

Nie było tego zjawiska tak spopularyzowanego kilka lat temu. Dresy były zawsze ale to były małe, marginalne środowiska. Obecnie widać na to po prostu MODĘ-- widzę 8 letnie dzieci w czapkach wpier#olkach, dresach, i tych innych cholernych ubrankach patologii. To jest patologia najgorszego sortu, bo co innego patusy które wyrosły na takich bo nie było jedzenia w lodówce i starzy chlali- a to jest patologia z wyboru, z normalnych rodzin, którzy mogli być normalnymi ludźmi a wybrali bycie odpadkiem- czyli największe ku#estwo dzisiejszych czasów.

Dla wszystkich JP-Wyznawców- nagrywajcie nadal te filmiki z policją gdzie tępicie ich za to że żyją- ,,JA PANU OKAZUJE JA PANU OKAZUJE", ,,a dostane PROTOKUL S BADANIA TRZESWOSCI" ##!!!!!wa. Obyscie wrocili do domu i pod klatką zostali zaczepieni przez taką grupą, którzy pożyczą sobie wasz telefon i zmienią facjatę, a będziecie dalej psioczyć na ludzi którzy tych zaj#nych Sebixów się nie boją, którzy ich wypier#olą na glebę i przycisną mordę do błota.

Gaz łzawiący na stadiony? Nie widzę przeciwskazań, byle na odpowiednie sektory. Ciągłe kontrole, utrudnianie życie, wsadzanie do kryminału za każde złamanie prawa- dawajcie im kur#a dalej zawiasy i jakieś je#ane prace społeczne i nazywajcie ich ,,chuliganami" albo "kibolełobronią_ojczyzne przed islamską dzicza" hahaha ale kto nas obroni przed nimi), zamiast nazywać ich po prostu bandytami którymi są.

Jak ja was wszystkich łysych parchów nienawidzę.. i życzę wszystkiego co najgorsze w życiu, ameby.

policja

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 15 (83)
poczekalnia

#80104

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jak szybko wzbić się w łaski (na szczęście niedoszłej) teściowej i z nich spaść na brudną ziemię potępienia? Bądź uczciwą, prawdomówną i szczerą jednostką. Wystarczy.

Spotykałam się z chłopakiem na tyle długo, że nastał moment, w którym powinnam poznać jego rodziców. O ojcu mówić nie będę, bo jego postać dla tej historii jest bez znaczenia, ale matka... O, matka to zupełnie inna para kaloszy. Mężczyzna mój uprzedzał mnie, że mamusia ma bardzo trudny charakter. Uwierzyłam, ale nie sądziłam, że to określenie okaże się daleko idącym eufemizmem.

W czasie kolacji zapoznawczej mamusia przesłuchała mnie na okoliczność pochodzenia, rodziców, rodziny, poglądów politycznych, obyczajowych, rozmiaru noszonej bielizny i preferencji smakowych przyprawy do omułków. Każda kolejna informacja wywoływała coraz większą dezaprobatę. Informację o tym, że pracuję w laboratorium przyjęła skrzywieniem twarzy, bo ona zawsze marzyła o tym, że jej syn zrobi dobrą partię, o, taką lekarkę mógłby sobie znaleźć.

Ja w śmiech i mówię, że w zasadzie jej marzenia się spełniają, bo właśnie skończyłam ostatni rok medycyny. Od tego momentu nastawienie Jaśnie Mamusi zmieniło się o 180 stopni, zrobiła się słodkopierdząca, ponarzekała, że kolejki teraz długie, leki drogie, na badania nie można się dostać, a tu ją strzyka, tam ją rwie, tutaj pypeć wyskoczył, pani, zdrowie już nie te.

Sielanka trwała jakieś pół godziny. Przy deserze wystrzeliła z pytaniem, jaką specjalizację mam zamiar wybrać, bo ONA najbardziej chciałaby kardiologię. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że żadną, bo mam zamiar pracować w pierwszym wyuczonym zawodzie, który daje mi i pieniądze, i samorealizację, i perspektywy rozwoju - i jeszcze parę rzeczy.

Zostałam wyproszona z kolacji, nazwana zakałą ludzkości, złodziejką, co się wyuczyła z podatków, a oddawać nie chce, to przeze mnie ten kraj tak wygląda i powinnam się wstydzić, bo tyle ludzi marzy o medycynie, a ja miejsce zabrałam i pasożytuję.

Jakoś mi nie wstyd. A z chłopakiem znajomość kontynuuję mimo braku błogosławieństwa jego rodzicielki.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 34 (54)
poczekalnia

#80101

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem dumnym posiadaczem czegoś z pogranicza pensjonatu i agroturystyki, połączonego z hotelem dla koni.

Cisza, głusza, do cywilizacji daleko, wkoło lasy i jeziora. Sielanka.

Jak to w podobnych przybytkach bywa, zwierzaków mnóstwo - konie (tak własne, jak i klientów), lamy, kura, kaczka, drób (mimo że do szosy na Ostrołękę daleko) i oczywiście psy.

Psy duże, zsocjalizowane, w stosunku do ludzi bardzo przyjazne, jednak słabo tolerujące obce, poza naprawdę małymi pieskami. Dlatego zasada jest prosta - goście, jeśli chcą przyjechać z psami, to wyłącznie szczekusie, typu końcówka od mopa i inne chachichuhaha. Info wisi na stronie.

Dzwonią Państwo. Z pieskami? Tak. Państwo wiedzą, że tylko małe? Tak.

Zaliczka wpłacona, oznaczonego dnia przyjeżdżają Państwo busem, z którego radośnie wyładowują z dwoma... wilczarzami irlandzkimi.

gdzie bociany zawracają.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 69 (73)
poczekalnia

#80100

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Hobbystycznie robię biżuterię. Głównie dla siebie. Kiedyś robiłam też dla znajomych, ale po trzech ostatnich akcjach już tego nie robię.

Akcja nr 1:
Koleżanka z którą kontakt urwał się po studiach cudownym zrządzeniem losu odnalazła mnie na portalu społecznościowym dla profesjonalistów. Pogadałyśmy trochę i nagle propozycja: "A może byśmy się na kawę spotkały?". W sumie czemu nie, to był moment w którym poruszałam się głównie na trasie dom-praca-dom-praca-praca-dom. Warto zatem wyjść do ludzi, zobaczyć że tam też istnieje życie.

Umówiłyśmy się w Złotych Tarasach, bo to w sumie samo centrum miasta, nawet średnio rozgarnięta, orientująca się na Pałac Kultury, osoba znajdzie. Trochę poplotkowałyśmy, powspominałyśmy wspólnych znajomych i nagle koleżanka pyta:
- A skąd masz takie ładne kolczyki?
Zgodnie z prawdą odpowiadam, że sama sobie robię.
- O, to może i mi zrobisz?
- Jasne, tylko musisz elementy wybrać, ja je potem kupię i oddasz mi kasę.
- Ale jak to?
- Normalnie, będę zamawiać za dwa dni różne rzeczy dla siebie, ty sobie wybierzesz jakie te kolczyki chcesz to dołożę do zamówienia.
- Ale to ja myślałam, że to będzie za darmo.
- Ok, wtedy możesz kupić wszystko sama i przynieść do mnie.

EFEKT: Foch nieziemskich rozmiarów i obraza na cały świat. Bo nasza wspólna koleżanka Anna jej powiedziała, że będzie za darmo. Tylko jakoś moja cudownie odnaleziona przyjaciółka wygodnie przemilczała fakt, że Anna dała mi całą siatkę naszyjników, bransoletek i innego "śmiecia", który u nich w sklepie nie schodził a ja go sobie mogłam rozmontować na elementy.

Akcja nr 2:
Młoda matka, z rodziny, chciałaby sobie dorobić w czasie kiedy będzie siedzieć w domu. Cel chwalebny. Tylko nie rozumiem dlaczego to dorabianie sobie to miało być robienie bransoletek z wykorzystaniem moich materiałów i narzędzi.

EFEKT: Nie zgodziłam się i przez jej część rodziny zostałam wyklęta.

Akcja nr 3:
Dziewczyna która napisała do mnie na FB po tym jak wstawiłam zdjęcia. Znajoma znajomego, ja osobiście jej nie znałam.

Dziewczę napisało, że bardzo ładny komplet (bransoletka+zawieszka na łańcuszek+kolczyki) i że ona by chciała.
- Nie ma problemu, mogę sprzedać ten który wystawiłam.
- A nie, bo ja bym chciała w innych kolorach.
- Ok, nie ma problemu, jakich?
- No, żeby było bardziej niebieskie.

Tu już mi trochę ciśnienie skoczyło. Wykorzystane koraliki były niebieskie, w tym ich typie nie ma koloru bardziej niebieskiego.

- W tym typie koralików nie ma bardziej niebieskiego odcienia.
- Ale ja widziałam.

I dostaję na messengerze zdjęcie zupełnie innego typu koralików.

- Ok, mogę takie zamówić. Czas oczekiwania to 3-4 dni. Przed zamówieniem poproszę o dokonanie wpłaty połowy wartości zamówienia na moje konto w jednym z systemów transakcyjnych.
- Ale ja teraz nie mam pieniędzy.
- To proszę do mnie napisać jak pani będzie miała.

I tutaj usłyszałam jaka to jestem zła i niedobra, bo nie chcę jej pomóc. Ona nie ma pieniędzy a chciałaby mieć coś ładnego. Z ciekawości zajrzałam gdzie pracuje, ale dowiedziałam się tylko, że "Szlachta nie pracuje".

hobby

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (98)
poczekalnia

#80093

~swierzakiichorecorki ·
| było | Do ulubionych
Myślałam, że historyjki o Świeżakach to w głównej mierze przesadzone, częściowo zmyślone historyjki. A jednak i mnie dopadło ich fatum.

Klientem owada jestem bardzo często. Podobnie jak lwia część rodziny mego mężczyzny. I tak oto postanowiliśmy zrobić coś miłego dla jego bratanka i takiego Świeżaka do domu mu przynieść, bo miał ich już dwa, czy trzy. Jak się okazało-Młody miał już borówkę, którą my również wynaleźliśmy. No trudno, ja nie on to inne dziecko.

Borówkę wystawiłam na oxl i na grupie sprzedażowo-wymianowej z mojej miejscowości. Nie chciałam za nią pieniędzy, a tylko albo książkę "To" albo "Harrego Pottera". Nie nówkę, używkę ale w dobrym stanie. Napisałam również, że w grę wchodzi wymiana na inną maskotkę, której Młody nie posiadał.

I się odezwały hore madki z horymi curkami. Na oxl otrzymałam kilka wiadomości, napisanych mniej lub bardziej po ojczystemu, że one przyjmą zabawkę w zamian za ciepłe słowo albo czekoladę. Jedna kobieta wysmarowała wiadomość na pół strony, w której opisywała jej ciężkie życie (bez domu, bez pracy, dziecko jedno lat 4, drugie 2, a i kolejne w drodze, chłop ją zostawił, no i żywią się tylko tym co im ludzie dadzą). Wiadomość zignorowałam, więc wysłała kolejną, że jestem bezduszna i samotnej matce nie chcę pomóc.

Na grupie trafiła się kobieta, która miała na wymianę "Harrego", jednak stan książki, no cóż, delikatnie mówiąc, pozostawiał wiele do życzenia. Podziękowałam, bo nie będę czytała książki, która ma połowę okładki i luźne strony pomazane długopisem. Zrobiłam błąd, bo całą konwersację prowadziłam "na forum" i pojawili się obrońcy, że jak "chcem wymienić książkę na nówkę ze sklepu to niech se kupię".

W wiadomości prywatnej odezwała się w końcu do mnie kobieta, która oferowała wymianę, bo tak się złożyło, że rodzina również przyniosła jej dubla. Dzwonię do rodziców Młodego- nie ma tego pluszaka. Umawiam się w konkretnym miejscu i czasie. I czekam, czekam i czekam. Dzwonię do kobiety-ignoruje. Wróciwszy do domu napisałam do niej wiadomość. I co się dowiedziałam? Kobieta liczyła, że ja przyniosę tę maskotkę do niej do domu jednak, bo ona musiała zostać z dzieckiem. Okej, zwróciłam jej uwagę, że mogła mi napisać wiadomość. Jej odpowiedzią było, że mogłam się domyślić, że skoro nie przychodzi to mam przyjść do domu. Z wymiany zrezygnowałam.

Ostatecznie na oxl odezwała się starsza kobieta z sąsiedniej miejscowości. Ona miała "To", ja maskotkę dla jej wnuczki. Wymiana bez problemu i jeszcze mnie przeprosiła za wiadomości bez polskich znaków, bo nie umiała ich zrobić.

hora curka świeżaki

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 84 (88)
poczekalnia

#80086

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dzień dobry, piekielni!

Czytam sobie tę stronę od dłuższego czasu i pomimo, że piekielne sytuacje mi się przytrafiają, to nigdy nie poczułam by historia była na tyle wyjątkowa (tj. psująca mi krew), żeby ją tu zamieścić.

Aż się stało....
Wiecie co ostatnio robiłam?
Siedziałam w szpitalu przy akompaniamencie krzyków i gróźb moich rodziców i pracodawcy...

A czemu?
Bo spotkałam debila... ale po kolei. W każdym razie tak jak umiem, bo wciąż mną miota.

Jestem studentem konserwacji i w ramach potrzeby zarabiania pieniążków znalazłam sobie pracę przy odnowie starego budynku ceglanego pod pewnym dużym polskim miastem.
Robota żmudna, męcząca, fizyczna, ale i bardzo saysfakcjonująca, w każdym razie dla mnie.

Przechodząc do właściwej akcji:
Przyszło mi zaspoinować i pomalować najniższe glify, co w tłumaczeniu na ludzki język oznacza, że musiałam stanąć na zewnętrzym parapecie, zasłonić szyby i sam parapet folią i powypełniać dziury w zaprawie, a tam gdzie już jest to zrobione pomalować spoiny farbą. Co ważne, budynek ma około półtora-metrowy cokół więc najniższy rząd okien znajduje się dość wysoko.
Jesteśmy uprzedzeni, że w bydunku pracują i mieszkają ludzie, więc staramy się im nie przeszkadzać, a poza tym malowanie na wysokości, na parapecie pokrytym folią nie jest sytuacją komfortową, więc ostrożnie i starannie, ale się uwijam.

Widocznie jednak musiałam komuś cholernie przeszkadzać, bo w trakcie gimnastyki z farbką i pędzlem około 3 metry nad ziemią okno nagle się otworzyło i nastoletni chłopaczek gwałtownie się przez nie wychylił i wrzasnął BUM MADAFAKA!!!!!
Jak łatwo przewidzieć, odruchowo się cofnęłami i poślizgnęłam na folii. Udało mi się złapać rusztowania, ale nie byłam w stanie powstrzymać uderzenia w nie czołem.
Krew się leje, koleżanka, która mnie asekurowała w krzyk. Zbiega się ekipa, ściągają mnie na parter. Ostatni przybiega szef, a że ja z szoku się rozpłakałam, usłyszał historię od koleżanki. Poczerwieniał, dopytał, o które dokładnie okno chodziło i poleciał "wytłumaczyć" chłopakowi, czemu nigdy więcej nie powinien tak robić.
Tymczasem, koledzy zatelefonowali po karetkę, która odwiozła mnie na SOR a tam od dziesiątej rano sprawdzali, czy nie mam przypadkiem wstrząsu mózgu. Jakby problemów było nie dość, moi rodzice wpadli do szitala jak huragan i nie do końca zorientowani w sytuacji zaczęli drzeć się na mojego szefa, który dołączył do mnie, jak tylko stało się jasne, że nikt mu nie otworzy. Zostałam na noc na obserwację, ale miałam jeszcze gości w osobach dwóch policjantów.

Wróciłam do domu jakieś czery godziny temu i... myślę.
Nie mogę przestać myśleć o tym, że miałam niesamowite szczęście w tysiącach aspektów.
A gdybym się nie złapała i polecała z trzech metrów na twarz? Albo jeszcze po drodze rąbnęła w ścianę? Walnęła głową w skrzynkę na narzędzia, która była na ziemi? A co gdybym nabiła się okiem na drut wystająca z rusztowania (a brakowało centymetrów... a tak mam "tylko" rozciętą skroń)?
Mogłam się zabić, bo jakiś idiota stwierdził, że jego idiotyczny pomysł jest zabawny?

Jutro tam wracam i będę dobijać się do tych drzwi, aż mi ktoś otworzy.

praca

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 72 (86)
poczekalnia

#80082

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Słowem wstępu: udzielam korepetycji z języków obcych. Piekielnych sytuacji z tym związanych nazbierało się mnóstwo, do tego stopnia, że myślałam, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Do dziś.

Napisałam do ucznia z zamiarem umówienia się na kolejną lekcję. Spytałam , czy widzimy się w tym tygodniu, odpisał, że nie da rady. Dobrze, myślę sobie, to ja w międzyczasie poszukam jakichś ćwiczeń, które będzie mógł zrobić sam. Dodałam załącznik i kliknęłam "wyślij", a u klops w postaci komunikatu, że moja wiadomość nie może zostać wysłana.

Tak, zablokował mnie na messengerze.

A wystarczyło napisać dwa zdania, że zmienił zdanie i nie jest już zainteresowany.

korepetycje uczniowie

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 49 (53)
poczekalnia

#80081

~tentego ·
| było | Do ulubionych
Parada absurdu.

Pracowałem w fabryce w Anglii. Pomimo monitoringu były kradzieże, więc kierownictwo pomyślało swoimi tęgimi głowami jak ten problem rozwiązać i wymyślili.

Otóż zakazali pracownikom wychodzić podczas przerw do sklepu, który jest oddalony o 20 metrów od fabryki. Przez całe 10 godzin pracy nie wolno było opuścić terenu zakładu.

Uznałem to za żart i poszedłem, jak codziennie, kupić sobie coś do jedzenia. Na drugi dzień podszedł do mnie kierownik i wręczył mi list. Jak się okazało, otrzymałem oficjalne ostrzeżenie dyscyplinarne, na papierze firmowym, podpisane i podbite przez dyrektora, mówiące o tym, że BEZ POZWOLENIA - ojej, to straszne - POSZEDŁEM DO SKLEPU, że oczekują ode mnie wyjaśnień i następnym razem zostaną wyciągnięte konsekwencje. O mało się nie udusiłem oparami absurdu i o mało nie prychnąłem śmiechem, słysząc na późniejszej rozmowie z dyrektorem, że przez takie wychodzenie do sklepu mogę zostać oskarżony o wszystkie kradzieże do jakich dotychczas doszło. Tak - dyrektor i kierownicy, Brytyjczycy, uznali kierując się tylko sobie znaną logiką, że istnieje związek między kradzieżami, a wychodzeniem do sklepu.

Okazało się, że byłem pierwszym takim niesubordynowanym pracownikiem i posłużyłem za przykład. O mojej godnej potępienia samowoli dowiedzieli się wszyscy. Od tamtego dnia już nikt nie wychodził do sklepu bez pozwolenia. By takowe otrzymać, trzeba było się o nie zwrócić na piśmie i dostać podpis kierownika. Każdego dnia, na przerwie, 30 osób jednocześnie wyciągało kartki i pisało, po czym ustawiało się w kolejce do kierownika po podpisy. Oczywiście stracony na to czas z przerwy to problem pracownika.

Sprawa kradzieży rozwiązała się kilka miesięcy później. Kradł jeden z kierowników.

praca absurd emigracja anglia

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 40 (64)
poczekalnia

#80080

~NieWiemCoTuWpisac ·
| było | Do ulubionych
Mój ojciec zawsze był typowym Januszem, który po pracy przychodził, siadał przed telewizorem / komputerem i oczekiwał, że się będzie koło niego skakać, BO ON PO PRACY ZMĘCZONY JEST. Wszystkie obowiązki domowe były na głowie mamy, która, z powodów zdrowotnych, miała problemy ze znalezieniem pracy. Mama cały dzień sprzątała, gotowała, chodziła na zakupy, prała, prasowała itp., jak ojciec wracał z pracy to musiała mu podgrzać i podać obiad, sztućce... i nawet sól i pieprz, które stały na drugim końcu stołu, bo przecież ojciec sam sobie nie sięgnie, bo on PRACUJE I JEST ZMĘCZONY. Oczywiście brudnych naczyń też sam nigdy nie zaniósł do zlewu, nie wspominając o umyciu.

Kilka lat temu mama zmarła. No to ojciec przerzucił jej obowiązki na mnie. Ja już wtedy studiowałam, też mnie nieraz nie było całe dnie w domu. Ale on nic nie pomógł, bo ON PRACUJE.

W końcu sama też dostałam pracę. Kilka miesięcy odkładałam na dobry start i wyprowadziłam się od ojca - razem z chłopakiem wynajęliśmy mieszkanie. Z chłopakiem obowiązkami się dzielimy, a nie ja muszę odwalać wszystko.

Na weekend pojechałam ojca odwiedzić. Po kilku godzinach stwierdził, że skoro już tu jestem to mam mu odkurzyć. Wróciłam do domu wcześniej niż planowałam.

Dom

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 72 (82)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni