Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#80742

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Odkąd mieszkam we Wrocku, czyli dwa lata- zwyczajnie "uodporniłam" się na teksty typu "kierowniczko, poratuj, mi tylko 2 złote brakuje do piwka, a poza tym w domu cinżko".
Od razu wyjaśniam, że jeśli podchodzi faktycznie trzeźwy człowiek i nie prosi o pieniądze, a o coś do jedzenia- od razu (oczywiście jeśli mam pieniądze) idę do sklepu, kupuję i mam pewność, że ta osoba nie wyrzuci jedzenia- ja kupuję, osoba po wyjściu ze sklepu konsumuje i dziękuje, czasem proponuje podniesienie moich zakupów/torby pod dom.
Wracam dziś autkiem, coś się "stanęło" z linką od gazu, dzwonię do P. a że ma do mnie ok.48km... czekam sobie w aucie. Obok miejsca w którym zdążyłam stanąć (zdążyłam, bo bez możliwości użycia gazu raczej zbyt daleko się nie poruszę) był przystanek autobusowy. Na początku sama zaglądam pod maskę, bo coś tam jednak ogarniam. Podchodzi do mnie pan Żul. Oczywiście z klasycznym pytaniem czy nie mam dwójki do winka. Byłam bardzo zdenerwowana faktem, że coś mi się w aucie spie**oliło, dodatkowo robi się ciemno, co dla mnie jest dużym problemem, wracałam po porannych zajęciach, byłam bardzo zmęczona i wszystko się "nawarstwiło".
Odpowiedziałam, żeby poszukał jakiejś pracy.

Oburzenie ludzi na przystanku > ja.

żule

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (0)
poczekalnia

#80740

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Nie wyjaśniłem czemu mam takie, niechcenie od pożyczenia domku rodzinie, cóż wyjaśnię, ale powiem może wcześniej o moim przyjacielu Marcinie. Co rok oddaje mu domek na wakacje.
Jedzie on z żoną i dwójką dzieci na około 20 dni, ale domek mam zwracany po prostu czysty. Ba ma tam do dyspozycji np mój stary laptop z AERO2 czy jakieś tam ciuchy itd.
Po jego wyjeździe domek po prostu lśni i zawsze zostawi 200-500zł i butelkę dobrego alkoholu, np jak rok temu " Dużo chodziła klima masz na prąd"

A kuzyni? Ojciec pożyczył raz im narzędzia. Wróciły w stanie.... kiepskim.
Drugi raz pożyczył pilarkę, to ok wróciła, ale łańcuch tępy.
Słowa wujka " No zużyło się"

Takie jest ich podejście.

rodzina

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 22 (26)
poczekalnia

#80738

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dzisiaj w Daleszycach niedaleko Kielc miał miejsce wypadek. Prawdopodobnie pijany 60-latek wpadł pod autobus, który zmiażdżył mu głowę - śmierć na miejscu. Nie minęło dużo czasu, jak w sieci pojawiło się zdjęcie z ciałem denata z wypływającą z głowy zawartością.

Co piekielnego? Przesłane zdjęcie to selfie. Jakiś chłopak zrobił sobie selfie ze zwłokami leżącymi na ulicy...

Daleszyce Idiota

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 63 (69)
poczekalnia

#80737

~qweta ·
| było | Do ulubionych
Na pierwsze danie historia tramwajowa z dziś, która mi poprawiła humor po ciężkim dniu w pracy z towarzyszącym przeziębieniem. Na deser, rodzynek z popularnego portalu społecznościowego.

Jako, że stworzenie ze mnie raczej nocne, toteż tydzień chodzenia na zmiany na 6 rano to dla mnie koszmar. No trudno, płacą, to się człowiek przemęczy.

Po pracy - jest. Nadjeżdża moja ukochana żółto-zielona śmierć na torach. Wsiadam, wolne miejsce i to jakie! Pojedyncze, no raj dla mego zaspanego umysłu, gdyż odchodzi ryzyko mimowolnego współdzielenia miejsca z rozpychającymi się współpasażerami. Zasadniczy minus - położone przy drzwiach.

Siedzę z wzrokiem wlepionym w telefon, aby odmóżdżyć się po 8h pracy umysłowej. Zaczynam odczuwać, coraz powszechniejsze wśród społeczności pasażerskiej, poczucie winy, że nie rozglądam się w poszukiwaniu staruszek wymagających ustąpienia miejsca. Z drugiej strony głos w głowie podpowiada mi "zapłaciłeś, masz prawo korzystać w pełni jak inni z dobrodziejstw komunikacji miejskiej" i zamyka mi mimowolnie oczy. To był błąd.

- Młody człowiek taki biedny, zmęczony i sobie śpi, a starzy muszą stać - słyszę silny, zgorzkniały emerycki głos.
- Słucham? - odpowiadam, odwracając się do wnętrza tramwaju i strasząc współpasażerów moim zaspanym, męczeńskim ryjem.
- Dobrze słyszałeś.
- Ale nie słyszałem, żeby ktoś prosił o ustąpienie miejsca.
- No jasne, jeszcze czego - następuje święte oburzenie.
- Pani, z takimi się nie dyskutuje, ja to po kostkach kopie - wtóruje kolejny babciny głos.
- I wtedy stoi się dalej - odparłem, stwierdzając, że zostaje mi jedynie zaśmiać się pod nosem.

No cóż, gawiedź ucichła, młoda kobieta chciała ustąpić miejsca prukwom, które postanowiły udowodnić nie wiadomo co i odpierały jedynie "Dziękuję, POSTOJĘ:. No cóż, ich strata.

Nie, nie wysiadłem na najbliższym przystanku i tak, nie znoszę chamstwa i rozszczeniowości oraz nie, moja postawa nie jest dla mnie powodem do dumy, ale i też nie jest powodem do wstydu. Każdy ma swoją historię z babciami w tramwaju, sam ustępuję, jeśli widzę uśmiechniętą lub ledwo stojącą staruszkę. Nie rozumiem natomiast, skąd się bierze wpędzanie ludzi w jakieś poczucie winy, nerwowość - ile razy widzę zapchany tramwaj z połową miejsc wolnych, bo "a nuż jakaś staruszka wejdzie, nie zauważę i nie ustąpię, ktoś zrobi mi zdjęcie albo opisze na Spotted: MPK i będzie fala hejtu"...

Rośnie potem w ludziach rozszczeniowość i poczucie uprzywilejowania "bo ja stara/bo ja w ciąży w 4. tygodniu/bo ja odprowadzam większe podatki". Hitem była kobieta, która wrzuciła na spotted: MPK półnagie zdjęcie wykadrowanego brzuszka (tak, miała na sobie jedynie cyckonosz) z opisem pełnym rozgoryczenia, ponieważ nikt jej nie ustąpił miejsca, podczas gdy ona jest w zagrożonej ciąży i musiała O ZGROZO! poprosić o ustąpienie miejsca. Tym, którzy odpowiedzieli jej adekwatnie w komentarzach, wysyłała swoją dokumentację medyczną z opisem jej nowotworu... Oczywiście nawet osoby wypowiadające się z kulturą nie uniknęły linczu ze strony wtórujących autorce "madek". Dziesiątki tysięcy lat ewolucji, tysiąclecia rozwoju kultury i języka, by na koniec deewoluować do plucia jadem i żalenia się w internecie, bądź dawania się zaszczuć z powodu takich pierdół. Za mało nam większych problemów?

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (84)
poczekalnia

#80736

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem dumnym właścicielem krzyżówki agroturystyki z pensjonatem i hotelem dla koni.

Rezerwacje przyjmujemy telefonicznie lub poprzez stronę i wpisujemy w stosowny program, przyjęcia gości dokonuje ta osoba, która aktualnie szwęda się w okolicach "recepcji", za którą służy bar. Przeważnie jest to moja Żona, jednak, jak pisałem powyżej, nie ma monopolu na ich witanie.

I cóż, dzisiaj rano, do głównego budynku, a dokładnie do jadalni, zwabiły mnie w trybie ekspresowym dzikie wrzaski i łomotania.

Włażę i widzę naszych stałych gości - Panią Iksińską oraz Pana Iksińskiego, którzy zioną w siebie nawzajem huraganowym ogniem.

Gdzie palec diabła?

Każde z nich, niezależnie od siebie i w tajemnicy przed drugim, przyjechało z "osobą towarzyszącą"...

za linią przed którą zawracają bociany

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 67 (85)
poczekalnia

#80735

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Pracuję w punkcie przyjmowania płatności. Jestem jedynym pracownikiem tej placówki, nie ma nikogo na zastępstwo, zatem kiedy potrzebuję wolnego albo chwili przerwy np. na skorzystanie z toalety, to punkt jest zamknięty.

Teoretycznie według regulaminu firmy przysługuje mi półgodzinna przerwa w ciągu dnia pracy, podczas której powinnam zamknąć punkt i na spokojnie zjeść drugie śniadanie czy zrobić cokolwiek innego. W praktyce ten punkt regulaminu nigdy nie był przestrzegany. Regularnej przerwy nie było, a ja jadłam na szybko pomiędzy jednym a drugim klientem.

W firmie zmienił się koordynator i zarządził, że od tej chwili półgodzinne przerwy mają być przestrzegane. Dostałam firmową naklejkę na drzwi z godzinami otwarcia i przerwy, wszystko fajnie, wreszcie będę jadła w spokoju.

No niestety. Klientom wyraźnie nie spodobała się nowa polityka, bo w godzinach przerwy wyzywają mnie pod zamkniętymi drzwiami od punktu, szarpią za klamkę, walą w drzwi pięściami. Każdego dnia po ponownym otwarciu słyszę kilka wiązanek, wylewa się na mnie fala oburzenia i wielkiej urazy, że śmiałam zrobić sobie przerwę.

Jeść już mi się odechciało. Ale nadal nie mogę uwierzyć w ludzką bezczelność i totalny brak szacunku dla potrzeb drugiego człowieka.

klienci

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 76 (86)
poczekalnia

#80731

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mieszkam na drugim piętrze w przedwojennej kamienicy.
Pod nami wprowadził się sąsiad, który przejął mieszkanie po kimś z rodziny. Kiedyś tu mieszkał, potem długo go nie było i wrócił.
Na początku był spokój, sąsiada czasami trafiałam na klatce.
Uprzejmości wymieniane, czasami pogadaliśmy bo i ja mam psa i oni mają dwa więc można było podyskutować, która bestia ma gorsze nawyki i jak z nimi walczyć :)

Ostatnio jednak sąsiad znalazł sobie kompanów do picia.
Od szóstej rano codziennie szczeka pies. Sama mam psa wiem, że po to jest pies żeby czasami szczekał ale ona (bo to sunia) ujada pół dnia. Drugie pół dnia oni drą się jak diabli w stanie upojenia. Czasami przeplata się to ze szczekaniem i muzyką. Nikomu nie otwierają drzwi.
Trafić sąsiada już na klatce nie idzie ale to może lepiej go nie oglądać.

Parę dni temu jednak przegięli.
Siedziałam koło północy grając na komputerze jak poczułam smród spalenizny. Myślałam z początku, że to mój laptop bo gra bardzo dużo pamięci potrzebuje. Ale śmierdzi coraz gorzej. Myślę sobie - może listwa się fajczy albo coś nie tak z kontaktami. Po sprawdzeniu domu lecę do okna bo już podejrzewam co jest. Otwieram je i ciach czarny dym w twarz. Krew w żyłach jak lód, poleciałam obudzić rodzicielkę, kapcie na nogi i lecę na dół. Już nie raz w kamienicy było pełno dymu, a jedno mieszkanie z kamienicy frontowej sąsiadka spaliła. Pamiętam tamten strach oraz ten huk ognia i cholernie mi nie pasowało, że pod nami się kopci. Bynajmniej nie był to zapach spalonego garnka tylko plastiku.

Łomoczę do ich drzwi, zero reakcji. Pies ujada jak wariat myślę sobie - cholera jak ich nie ma to trzeba chociaż psa uratować. Próbowałam siłą "otworzyć" drzwi ale nie udało się. Straż wezwana przez sąsiadkę, jak słyszę, że rodzicielka z podwórka woła, że oni są w środku i chyba już ugasili bo światło się pali w pokoju gdzie się unosił dym.

Nie otworzyli drzwi do przyjazdu straży pożarnej. Przecież łatwiej głupa palić, że nic się nie stało. Osobiście wystartowałabym z gębą jakby mi ktoś drzwi próbował wyrwać ale oni twardo udawali, że ich nie ma. Strażaków po dłuższej chwili wpuścili. Jakieś zaprószenie ognia. Pewnie z papierosem usnęli i coś się podjarało.
Prawie cała kamienica na nogach ale na szczęście na strachu się skończyło.

Gdy już wróciłam do mieszkania naszła mnie taka refleksja:
Przyjechały do nas na sygnale dwa wozy straży pożarnej.
Przyjechali bo durny sąsiad nie otwiera drzwi.
A oni mogli być gdzieś naprawdę potrzebni.

Najgorsze jest to, że choćbym chciała ich gdzieś zgłosić to sąsiedzi mnie nie poprą. Każdy będzie marudzić ale spytany przez administrację czy sprawiają problemy to odpowie "nie"
Dlaczego? "Bo nie wypada" "Po co się czepiać" "Bo co mnie to obchodzi" - to jest najlepsze zwłaszcza jak dwie minuty wcześniej od tej samej sąsiadki leciała litania jakie to z nimi problemy.

Albo ja się robię moherem za młodu albo coś jest nie tak z niektórymi ludźmi.

Sąsiedzi

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 97 (103)
poczekalnia

#80730

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Co trzeba mieć w głowie żeby jadąc autostradą, z prędkością (na oko) 120-130 wjechać przed ciężarówkę, nacisnąć hamulec, wytracić prędkość do około 70km/h po czym zjechać na kończący się już pas do zjazdu i zjechać z autostrady ?
Ciężarówka cały czas jechała prawym pasem, więc to raczej nie była "kara" za zajechanie czy długie wyprzedzanie.


Dla mnie piekielni też byli niespieszący się kierowcy osobówek których nie dało się wyprzedzić przez zakaz wyprzedzania dla ciężarówek. Dzięki ich wolnej jeździe, dotrę do domu ponad 11 godzin później niż planowałem. Bo brakło mi nastu minut czasu jazdy.

autostrada

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 19 (59)
poczekalnia

#80729

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jadąc, a w zasadzie stojąc w ogromnym korku w Warszawie w pewnej chwili trzeba było zrobić miejsce by Straż Pożarna jadąca alarmowo mogła przejechać, jak to na naszych drogach, jedni zrobili to sprawnie, inni mniej sprawnie, ale wóz strażacki w miarę sprawnie przeciskał się przez ten zator.
Piekielność po stronie "cfaniaka" w audi A8 siedzącego na zderzaku wozu strażackiego i radośnie omijającego cały zator.
Na CB kierowcy radośnie "pozdrawiali". Możliwe, że ktoś zgłosił to Policji, bo radiowóz kilka minut później przeciskał się tą samą trasą co wcześniej strażacy.

kierowcy

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 57 (77)
poczekalnia

#80728

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Krótko i na temat. Pracuję w kawiarni o czym już pewnie pamiętacie. Pewna pani po tym jak złożyła u mnie zamówienie, dostała je i wypiła kawkę ze smakiem, złożyła skargę że to jest niemoralne i nieetyczne aby w miejscach publicznych pracowały osoby z piercingiem i tatuażami na wierzchu, bo pobożne osoby i dzieci na to patrzą.

Jeśli chodzi o mój piercing, posiadam kolczyk w wardze i w nosie, nie żeby cała twarz. Tatuaże... mamy firmowe koszulki polo, co za tym idzie mój tatuaż na przedramieniu siłą rzeczy jest na widoku.
Pani nie wyglądała na zniesmaczoną czy urażoną, jeśli to się kłóciło z jej poczuciem estetyki i przekonaniami religijnymi mogła po prostu wyjść, i tak byłam sama na zmianie, nie było szansy aby obsłużyła ją "normalna" osoba.
Ale nie, lepiej szukać w dupie smaku i problemów tam gdzie ich nie ma. A kawę jeszcze na pożegnanie zachwalała...

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 68 (116)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni