Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#81282

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Rodzina rodzina...
Sytuacja ze świąt, jednak skutki odczuwam do dziś.
Rodzice po rozwodzie, siostra mieszka w innym mieście,ojciec na drugim końcu Polski. Ja jako osoba (skutek takiego nie innego dzieciństwa) mocno antyrodzinna. Zadowolona jak mało kiedy z choroby,która dopadła mnie tydzień przed świętami oznajmiam wszem i wobec,że kolacje robię TYLKO dla siebie i dzieci. Wszyscy ok! Juhuuuu ja szczęśliwa ! Ale gdyby to było takie piękne nie pisała bym o tym...
Otóż tato jedzie do mnie, skoro już w drodze no nie odmówię. Święta z mamą miała spędzać siostra,która w ostatniej chwili odwołała wszystko. Więc mamusia też do mnie (jakbym nie mowiła, że nie). Poinformowałam jż, że tato bżdzie i tu się zaczyna historia właściwa! Rodzice sie nienawidzą co za tym idzie razem w jednym pomieszczeniu być nie będą... Wyzwisk w moją stronę co niemiara,obraza majestatu z każdej strony (ojciec,matka,siostra) a ja zostałam sama, czarna owca w rodzinie. I mogł by to być koniec jednak to, co stało sie później przeszlo samo siebie... Dzwoni mamusia ,przeprasza rozumie itp ale przyjdź córuś Internet mi napraw. To ide ja zadowolona, że w końcu jednak mnie nie wykleli (w sumie nie bylo za co) i naprawiam. Po naprawie wyzwiska pod moim adresem i słowa,które zapamiętam do konca życia "nie chce juz miec z Toba kontaktu"


Dzieci na dzień babci też widzieć nie chciała...

???

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 10 (26)
poczekalnia

#81281

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mam dziwne przeczucie, że nawet wczorajsza lekcja pokory nie nauczy przepisowej jazdy samochodem mojego znajomego z pracy.

Od rana był jak wściekły pies. Strach podejść, żeby nie pogryzł. Popytałem z ciekawości kilku osób, które są z nim w lepszej komitywie niż ja i dowiedziałem się, że dostał wczoraj mandat za szybką jazdę. W zasadzie to nie jeden, tylko trzy. Na odcinku półtora kilometra. Teren zabudowany, długa prosta z jednym, dość lekkim zakrętem.

Ale, mrucząc pod nosem, nie omieszkał dać innym do zrozumienia, co "myśli" o policjantach, tak samo, jak porównać ich do panien lekkich obyczajów i męskich członków...

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 23 (31)
poczekalnia

#81280

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem cierpliwym kierowcą. Naprawdę. Gdy ktoś zablokuje mi dróżkę bo np. zawraca czy wyjeżdża z pomiędzy zaparkowanych samochodów to mogę poczekać, nie trąbię, nie denerwuję się. Sam też kiedyś zaczynałem jeździć. Co najwyżej z nudów podkręcam radio i radośnie się wydzieram razem z wokalistą aktualnie lecącego kawałka albo po raz setny klikam sobie w komputerze po licznik kilometrów i spalania.

To dla zobrazowania mojej cierpliwości.

Dziś jadąc do pracy robiłem standardowe kółko po osiedlowych uliczkach szukając miejsca. Miało być bezproblemowo, ot, jak nic nie ma jadę dalej aż w końcu znajdę miejsce.

Ale nie pojechałem dalej. Duży dostawczak poczty polskiej stanął w małej uliczce tak, że nie ominiesz. Nie wycofasz, bo z tyłu kolejne auta. PP stoi sobie na awaryjnych, kierowcy nie ma a wszyscy trąbią i czekają.

Czy naprawdę policja, straż miejska albo ktokolwiek nie mogą zacząć wlepiać mandatów za nadużywanie awaryjnych? Czy awaryjne przestały już oznaczać awarię a znaczą "zaraz wracam, czekajcie jelenie"? Przegapiłem nowelizację kodeksu czy co?

kierowcy

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (35)
poczekalnia

#81279

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Może to i mało piekielne i na główną nie trafi, ale w sumie się wkurzyłam.

Co jakiś czas przeglądam ogłoszenia o pracę i kiedy trafi się coś ciekawego, opowiadam. Przez ostatni miesiąc nie robiłam tego systematycznie z powodu innych obowiązków i okazało się, że przegapiłam świetną ofertę bardzo pasującą do moich kwalifikacji. W dodatku w znanej firmie, o której każdy słyszał. Na portalu ogłoszeniowym wisiała już ponad miesiąc, ale była tak zachęcająca, że z nadzieją sprawdziłam zakładkę "Kariera" na stronie firmy, a tam... jest! Wisi! Z dopiskiem "Wszystkie ogłoszenia na naszej stronie są aktualne".

Zatarłam ręce, zrobiłam małą powtórkę do testu kompetencji. Narozkminiałam się zdrowo nad tym, co mnie na nim czeka, skoro nikt przez miesiąc nie jest w stanie go zdać? Ale może a nuż test łatwy, tylko płaca nieatrakcyjna albo co innego? Co się nastresowałam, to moje.

Zwolniłam się z obecnej pracy, żeby zmieścić się w ustalonych w ogłoszeniu godzinach. Obryta, zwarta i gotowa stawiłam się napisać test. I wiecie co? Portier popatrzył na mnie jak na zielonego kota, bo ogłoszenie podobno było aktualne 2 miesiące temu.

Także ten... dobrze, że daleko nie miałam. Ciekawe ilu było takich jak ja - oferta dość atrakcyjna, informacja na stronie wypisana wołami. Jeśli oni mają taki sam zapłon przy wypłacaniu pensji, jak przy aktualizowaniu swojej strony, to może ja dziękuję :)

praca

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 15 (41)
poczekalnia

#81277

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jak się pozbyć żony z domu - level expert.

Pracuję jako opiekunka osób starszych w domu opieki. Lubię swoją pracę, lubię naszych podopiecznych (chociaż czasem zachowują się tak, że wszystkie historie o moherowych babciach w autobusie to przy nich pikuś), ale czasem zdarza się coś takiego, że karabin maszynowy sam się w kieszeni odbezpiecza (no co, nie mogę mieć dużych kieszeni?).

Jakiś czas temu dostałyśmy informację z biura, że będzie do przyjęcia małżeństwo i w związku z tym należy przygotować podwójny pokój. No cudem akurat był - to nie takie łatwe, bo większość pokoi mamy pojedynczych. Pokój wysprzątany, zaścieliłyśmy łóżka, jedno z nich wyposażyłyśmy w materac przeciwodleżynowy (pani leżąca, pan chodzący i w pełni sprawny), czekamy na ich przybycie.

Przyjechali. Nie było mnie akurat na dniówce, więc relacja z drugiej ręki. Pani faktycznie leżąca i wymagająca kompleksowej opieki, po wylewie, z trudem i przy pomocy innych osób może ewentualnie przemieścić się z łóżka na wózek inwalidzki, na którym zbyt długo jednak nie wysiedzi. Psychicznie w pełni sprawna, jednak kontakt z nią mocno utrudniony z uwagi na bardzo niewyraźną, bełkotliwą mowę. Pan - mężczyzna niewiele po 70-ce, elegancki, zadbany, typ Don Juana. Już od wejścia zaczął sypać żartami i komplementami o erotycznym podtekście, na przemian z rzewnymi opowiastkami jak to on kocha żonę, że tylko dla niej zdecydował się na zamieszkanie w domu opieki, no bo on to przecież mężczyzna w pełni sił w każdym tego słowa znaczeniu, he, he, he. No ale żona leżąca, opiekunki z MOPS-u no cóż, co to jest te parę godzin dziennie, no umyją, przebiorą, pampersa zmienią, ale z nią trzeba siedzieć non stop, on już nie ma siły (hmm, jeszcze dwa zdania wcześniej te siły miał niespożyte...), lepiej im będzie w domu opieki, on tak żonę kocha, dla niej to zrobił, jej tu będzie lepiej, tu panie opiekunki takie miłe i pomocne, on już to widzi, a jakie ładne w dodatku.

Słowotok został mu grzecznie przerwany, zaprezentowano mu pokój, pan zachwycony, ojej, no żonie, to znaczy nam, będzie tu cudownie, to może żona już się położy bo zmęczona, a my tu załatwimy formalności. Troskliwie, aczkolwiek z dużą pomocą opiekunek, ulokował żonę w łóżku, po czym zszedł do biura. OK, skierowanie z MOPS-u jest,zarówno dla niego, jak i dla żony, można wracać do pokoju i się "zadomawiać".

Pan się lekko zmieszał, ale rezonu nie stracił, wpadł w następny słowotok. Bo on jeszcze dzisiaj to by tu nie został, on ma ważne sprawy urzędowe nie podakańczane, bo tu mieszkanie, tu konto w banku, jeszcze na poczcie przekierowanie adresu, on nie wiedział że to tak szybko, on to musi pozałatwiać, no parę dni i będzie z powrotem. Został uświadomiony, że to dom opieki, a nie zakład karny o zaostrzonym rygorze, a on jako osoba w pełni sprawna i odpowiadająca za siebie może wyjść i wrócić, kiedy tylko chce, jedynym wymogiem jest poinformowanie o tym personelu. Natomiast jeśli chce opuścić dom na kilka dni, też nie ma problemu, tylko ponieważ został już przyjęty, zostanie mu wypisana przepustka. A w ogóle to może by został dzień-dwa, zanim zacznie załatwiać te Szalenie Ważne Sprawy, żeby jego żona łatwiej się zaaklimatyzowała? Nie, nie, on nie może, bo mieszkanie, bo konto, bo listonosz, a i jeszcze ta kopalnia diamentów w Zimbabwe...

No dobra, z tą kopalnią diamentów to mnie poniosło, ale podobno mniej więcej tak brzmiały jego wyjaśnienia - świat się zawali, jeśli on tego nie załatwi teraz, zaraz, natychmiast! OK, przepustka wypisana, pan pożegnał serdecznie żonę, obiecał, że za kilka dni wróci i wybył.

Wczoraj miałam dniówkę, około południa telefon z biura: "Pani Xynthio, proszę przenieść panią X do pojedynczego pokoju, mąż dzwonił, że on rezygnuje z pobytu u nas". Noż kur..!!! Poszłyśmy, przeniosłyśmy, z całych sił starając się nie patrzeć na czerwone i zapuchnięte od płaczu oczy tej pani... Chyba ją poinformował wcześniej telefonicznie, bo jak weszłyśmy do jej pokoju, to już wiedziała. Jak to było? "W bogactwie i w biedzie, w zdrowiu i w chorobie... dopóki śmierć nas nie rozłączy"... Ech...

dom_opieki

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 59 (77)
poczekalnia

#81267

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Są ferie, więc koleżanka małżonka, ja i dwa wnuczki hajda w góry. Samolocik do Wrocka, na lotnisku autko z wypożyczalni, hotel czeka - miód i orzeszki. Pan w wypożyczalni sympatyczny, prowadzi do Nissana (suv). Pan widzi, że z dziećmi i wie, że jedziemy w góry w styczniu.Na miejscu, hotel OK, jedzonko dobre, śnieg na stoku jest, ale asfalt czarny. To ważne, bo podjazd do aparthotelu ostro pod górę. Następnego dnia, gdy byliśmy na stoku sypnęło i to całkiem konkretnie. Wracamy, a tu zonk! Autko ślizga się jak na masełku. Dojechaliśmy rozpędem do połowy górki, za nami inne samochody, a Nissan z uporem maniaka jedzie na boki, a głównie w dół. W aucie panika, Sajgon i przerażenie, jakiś gość z wypożyczalni nart (wielkie dzięki!) sypie nam piasek pod koła. Wyskakuję i próbuję popchnąć ale dziadek z suvem ma małe szanse. Dolatują obcojęzyczne babeczki (bol'szoje spasiba) i jacyś przechodnie i wspólnymi siłami zapychamy autko na najbliższy parking. Czy już wiesz szanowny czytelniku co się stało? Dokładnie tak. Pan location manager z wypożyczalni Global na lotnisku we Wrocławiu, w styczniu, do jazdy z dziećmi w górach podstawił nam autko na LETNICH KAPCIACH!!!(Pobierająć zresztą winterization fee - choć być może płyn do spryskiwacza był zimowy).
Co robimy - oczywiście dryńdamy do Pana location managera. W ramach dobrej rady dostajemy podpowiedź, że tym może się zająć techniczny assistance o numerze... (jest przy kluczykach). Ani przepraszam, ani pocałuj się w rewers. Assistance nie odbiera. Pan manager też wyłączył telefon, albo widząc nasz numer stosuje unik strategiczny. Na szczęście udaje się dodzwonić do assistance, a tam inny świat. Samochód zastępczy możemy podstawić dziś wieczorem, po Nissana przyjedzie laweta, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie zgodzi się jechać na letnich oponach po górach. Następnego dnia dostajemy wypasione BMW X3 4x4 (z całkiem innej wypożyczalni - dzięki Volvia!) i wypychamy Nissana z parkingu, bo panu od lawety nie udaje się samodzielnie opuścić miejsca parkingowego. I już znowu niezmącony spokój.
A teraz na zakończenie, bo ktoś może zrobić shitstorma, że przecież dostaliśmy autko zastępcze i to wyższej klasy, więc o co biega. W razie przypadkowej awarii wypożyczonego samochodu jest to tak zwana dobra praktyka handlowa na przeprosiny. A to, co się stało, to świadome narażenie życia i zdrowia czterech osób, w tym dwójki dzieci i kwalifikuje się do prokuratury.
Mili czytelnicy! Jeśli bierzecie w zimie autko z wypożyczalni to przyjrzyjcie się kapciom. Coś tam na nich powinno być - winter albo rysunki płatków śniegu. A jeżeli bierzecie autko z Globalu to przyjrzyjcie się szczególnie dokładnie!
PS. Podaję szczegóły, bo wszystko jest udokumentowane na papierze, zdjęciach i filmach.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 46 (82)
poczekalnia

#81264

~pracownica123456780 ·
| było | Do ulubionych
Jak wiadomo przyszła zima. Wraz z nią spadek temperatury, co oznaczało, że drogi potrafiły zmienić się w ślizgawkę. Dojście do mojego garażu graniczyło z trudem, bo łatwo można było się pośliznąć na zamarzniętej tafli. Ale nie na to narzekam, bo trudno aby ktoś o 5 rano solił praktycznie polną drogę (nie licząc 6 garaży).
Powodem mojego wpisu jest koleżanka, która również ma garaż obok mnie. Oto kilka sytuacji z przeciągu tego okresu, kiedy zawitała do nas zima:
Gdy nasypało śniegu poszłam poodśnieżać mój wjazd.
Koleżanka nie mogła, bo musiała zająć się dzieckiem. Dziecko ma 2,5 roku i chyba bez matki by zginęło. Z ojcem nie chce siedzieć, tylko mama.
Poprosiła mnie, żebym też jej odśnieżyła podjazd. Odpowiedziałam, że ma faceta w domu, a ja sama dam radę odśnieżyć tylko swój, niech więc go zagoni do roboty. Otrzymałam odpowiedź, że jej facet jest zmęczony po pracy. Spytałam, że myśli, że ja w mojej pracy nic nie robię? Wstałam o 5 rano, jak zawsze, aby dojechać do niej i dopiero przed chwilą wróciłam. "No ale co mi zależy jeszcze jeden podjazd zrobić skoro w domu nie mam obowiązków, bo mój chłopak jest w Niemczech". Nawet tego nie skomentowałam tylko kazałam jej iść, żeby mnie nie denerwowała.

Wspominałam, że droga nasza zmieniła się w lodowisko. Gdy wracałam z pracy zobaczyłam faceta koleżanki, który w końcu zmienił jej opony w aucie na zimowe. Jednak opony te nie miały prawie żadnego bieżnika. A parę dni wcześniej koleżanka chwaliła się, że jej mąż załatwił super tanie zimówki i ja przepłaciłam za mój komplet, bo jej kosztował tylko 100 zł.
I stało się tak, że koleżanka wracała z dzieckiem i zamiast na drodze, wylądowała w polu, kiedy wieczorem sadzawki zamarzły. Sąsiedzi poszli zobaczyć co się dzieje i w razie czego pomóc. Na szczęście ani jej ani dziecku nic się nie stało. Tylko podobno facet był zły, bo koleżanka nie umie prowadzić.

Z niecierpliwością czekam na kolejne epizody koleżanka vs. zima.

zima

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 76 (80)
poczekalnia

#81276

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Do jasnej chol... co jest z tymi ludźmi, ale może zacznijmy od początku.


Pracuje w środku lasu jakieś 5km od najbliższej miejscowości i około 0,5km od głównej drogi. Jakoś około tygodnia po świętach przybłąkała się nam do pracy kotka. Zwierzę raczej młode niespełna roczne. Od razu widać było, że nie jest to dziki kot. Kotka była bardzo ufna i spragniona ludzkiego towarzystwa, do tego jak się później okazało nauczona korzystania z kuwety.
Dla wszystkich jasne było że sama bez "pomocy" raczej nie wybrała by się na taki spacerek o tej porze roku ale geniusza nie ma jak znaleźć, wiec postanowiliśmy ja przygarnąć (typ pracy 24/7 więc zawsze ktoś jest w budynku, a i ze zwierzakiem przyjemniej posiedzieć na nocce). Koniec końców okazało się jednak że kotka trafi do domu kolegi bo i tak zastanawiał się nad przygarnięciem jakiegoś zwierzaka. Ok tu historia mogła by się zakończyć puentą o "nietrafionych prezentach gwiazdkowych", ale ...
Z racji na chorobę dziecka przez około tydzień nie było mnie w pracy, ale dziś po powrocie czekała na mnie niespodzianka. Okazało się bowiem że mamy jednak nowy nabytek w firmie: suczkę. Tak jakiś geniusz zbrodni wywalił psa zimą (jakoś po tym załamaniu pogody) w środku lasu. No tak przecież piętnastego zaczęły się ferie.

Dlatego życzę naszym geniuszom aby następnym razem jak będą tędy jechali. Najpierw padły im komórki, potem samochody szlak trafił, a na koniec musieli się przejść w zadymce te 5km do najbliższej miejscowości żeby prosić o pomoc, może wtedy debile zrozumieją co zrobili.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 69 (79)
poczekalnia

#81274

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Bardzo lubię karaoke.
To w końcu świetna zabawa, wyjść gdzieś i pośpiewać w dobrym towarzystwie.
Ostatnio jednak, coraz mniej chce mi się chodzić do ulubionej knajpy. Dlaczego? Ludzie.
Sytuacja pierwsza.
Poszłam razem z koleżanką, świetnie się bawiłyśmy i nagle przysiadł się do nas pewien jegomość, grzeczny był, pochwalił jak śpiewamy, pośmialiśmy się i wrócił do swojego stolika. Niby wszystko wydawało się w porządku, do chwili aż nie zaczął się tak dosiadać średnio co minutę i nachalnie obejmować mnie ramieniem. Gdy stałam przy barze, to zaszedł mnie od tyłu i złapał za biodra. Niewiele brakowało żeby zgubił zęby po tym wyczynie. Po prostu się przestraszyłam, bo raczej nie często ktoś na mnie wykonuje takie manewry.
Później zaczął mi się wcinać w piosenki i próbował całować, nalegał że postawi drinka - nie wytrzymałam w końcu i powiedziałam mu już mało kulturalnie, żeby dał mi święty spokój. Udało się - resztę wieczoru buczał przy moich piosenkach. Dodam jeszcze, że mimo iż był tam ochroniarz i stał na tyle blisko, by słyszeć te zajścia - 0 reakcji.
Sytuacja numer dwa.
Tym razem koleżanka(na potrzeby historii nazwijmy ją Zuzia), mój luby i jego brat.
A więc Zuzia jest po szkole muzycznej. Pięknie śpiewa i zawsze miło się jej słucha, ale pobawić poszliśmy się wszyscy. Gdy tylko Zuzia schodziła ze sceny, a wchodził ktoś inny, z jednego ze stoliczków rozbrzmiewało się "darcie japy" na cały lokal "BUUUU ZŁAŹ ZE SCENY! MY CHCEMY ZUZIE!" I tak pół wieczoru :) Rozważam znalezienie innego lokalu.

karaoke

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 36 (58)
poczekalnia

#81272

(PW) ·
| było | Do ulubionych
No chyba w PUP naprawdę pracują !@!#^*, że się tak wyrażę.

1.
Praca na produkcji. Wymagane zdolności manualne oraz zaznaczone normalna sprawność fizyczna w celu wejścia do punktów obsługowych maszyn.
No i przychodzi Ona. Nie mam nic do otyłych, ale masa tej Pani w przestrzeni kosmicznej grawitacyjnie zaczęła by przyciągać pobliskie asteroidy patrz Krzykacz ze złomowiska. W każdym razie powiedziałem wprost iż pomimo chęci z jej strony, jej fizyczność nie pozwoli jej tu pracować.
OSKARŻĘ PANA O DYSKRYMINACJĘ!!!
Zapraszam Panią na linię na test, proszę wejść tu i tu. Nie dała rady. A dodam, że to były standardowe wejścia do podajników, czy przejścia linii produkcyjnej.

2.
Pomocnik działu handlowego. I PUP przysłał dziewczynę świeżo po liceum, ok wykształcenie średnie. Ale info było " sporadyczne ciężary 40-50kg"
Dziewczyna ważyła chyba koło 60kg. I cóż Inga została pomocnicą w marketingu i ciągle śmieje się z jej "przydziału"

PUP

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 45 (67)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni