Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#78069

(PW) ·
| było | Do ulubionych
UWAGA, KIEROWCA ROKU :D

Normalnie typowa BABA ZA KIEROWNICĄ. (Nie ubliżając Wam Panie, sama jestem kobietą, taki żarcik tylko ;)).
Dzisiaj po zakupach na majóweczkę, wjeżdżamy z Lubym na rondo. Na szczęście dzisiaj moim 22-letnim złomem, który i tak rozpadał się w oczach, więc mam teraz pretekst by zmienić na nowy. Będąc już na rondzie, nagle J*B, w prawy bok. Nie jakoś mocno, tylko lekki wstrząs autem. Z Renaulta wychodzi kobitka. Jakoś w wieku mojego faceta. I zanim jeszcze wyszliśmy z auta (i z lekkiego szoku), ona już drze koparę.
Nie będę Was wdrażać w szczegóły, mamy szczęście, że wszystko przebiegło sprawnie i że w moim gracie mamy kamerkę. Wyglądało to tak, że szanowna pani wjechała na rondo, nie próbując nawet hamować (nie jechała na szczęście szybko) mimo, że byliśmy już przednimi drzwiami auta tuż na jej wysokości.
Będzie odszkodowanie, jest orzeczenie o jej winie itp., ogólnie nic wielkiego. Ale najlepsze jest jej tłumaczenie na początku. Uwaga...
"TY PIE******* *********! CO Z CIEBIE ZA FACET? PI*DA JESTEŚ A NIE FACET! NIE WIESZ ŻE KOBIETOM SIĘ USTĘPUJE?!"

Panowie, pamiętajcie że jak jesteście na rondzie to żeby ustąpić nadjeżdżającym kobietom ;)

rondo stłuczki

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 21 (Głosów: 21)
poczekalnia

#78068

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mamy ostatnio wysyp historii o rozpieszczaniu dzieci przez dziadków. Nie będę gorsza, też dodam swoją. Otóż zdaniem moich rodziców dręczę moją córkę. W jaki sposób? Ano zmuszając ją do mycia zębów. Mała strasznie tego nie lubi, mimo że kupiłam jej najbardziej bajerancką szczoteczkę do zębów, jaką udało mi się znaleźć, a do tego kubeczek z motywem z jej ulubionej bajki. W domu myje zęby bez większych awantur, bo wie, że w tej kwestii nie ma ze mną ani z mężem dyskusji. Ale u dziadków jest płacz, bo wie, że znajdzie "obrońców". Za każdym razem słyszę "daj dziecku spokój. To tylko mleczaki. I tak wypadną. Po co maltretujesz to dziecko? Ona tak płacze, aż się serce kraje."
Żałuję, że mnie tak nie maltretowano. Zaoszczędziłabym w dorosłym życiu kilka tysięcy na dentystach.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (Głosów: 97)
poczekalnia

#78066

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Skoro już o rozpieszczaniu dzieci mowa, dodam coś od siebie.

Byłam wczoraj w sklepie, taki osiedlowy market, ale z tych mniejszych, raptem 3 alejki ułożone w literę L. Z tego względu miałam niezły widok na matkę z dzieckiem, dziewczynka miała tak "na oko" 2-3 lata.
Dzieciak spasiony, naprawdę. Mama szczupła,bardzo ładna, zadbana.

Z działu mięsnego przechodzą na drugą stronę, gdzie są chipsy i przyprawy. Młoda bierze sobie chrupki, jakieś cheetosy, mama pozwala jej wybrać.
Od chrupków przechodzą dalej na słodycze, mama wkłada do koszyka coś typu "malinki" czy inne żelki/pianki, które mają w sobie tablicę mendelejewa.
Mama odeszła kilka kroków, minęła mnie, a dzieciak podbiega, czy też raczej drepta do niej z kinderkami w dłoni, mówiąc "mama ja chce". Mama się zgadza.
Wszystko to okraszone złością Mamy i tekstami "nie tego nie! a dobra weź sobie", "z tobą się nie da robić zakupów" i tak za każdym razem.

Na koniec przeszły jeszcze przy dziale z napojami, ja byłam przy makaronach - czyli ta sama alejka, po prawej makaron, po lewej napoje.
Młoda bierze colę i idzie zadowolona, mówiąc "mama! chce!" Mama bierze.

Może i nie jest to moja sprawa, jak kobieta wychowuje dziecko, ale żal mi dzieciaka. Nie dość, że je sam syf, to jeszcze dostaje wszystko co tylko zechce, bez np. próby wytłumaczenia typu "tego już nie dostaniesz,bo w koszyku mamy to i to"

madka?

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 66 (Głosów: 116)
poczekalnia

#78063

~mniamm ·
| było | Do ulubionych
Jakiś czas temu pracowałam w jednym z urzędów jako stażystka. Zostałam przydzielona do biura, w którym zajmowano się m.in. ewidencją ludności. Miałam pracować z kolegą (pełnoetatowym pracownikiem), a w razie jego nieobecności POMAGAĆ koledze z biura obok, który pełni zastępstwo. Oczywiście sprawy bieżące musiałam załatwiać sama, a "zastępce" prosić tylko w ekstremalnych sytuacjach, ale to już inna historia.

Po jakimś tam czasie kolega z biura wybrał się na tygodniowy urlop. Jakoś mnie to nie przerażało, bo większość rzeczy miałam opanowane, a jeżeli czegoś naprawdę nie będę wiedzieć, poproszę kolegę zastępcę. Poza tym, to tylko tydzień, który szybko minie. A zresztą, ile ciężkich sytuacji może się zdarzyć w ciągu marnych 5 dni??

Dzień I:
Wpada Pani i Pan. Przedłużenie zameldowania czasowego dla Pana. Ok, podaje wniosek, proszę o wypełnienie i ponowne pojawienie się w towarzystwie właściciela, który ten wniosek podpisze wyrażając tym samym zgodę na meldunek. Co się okazuje? Właścicielem jest wuj Pani, który nie chce już więcej Pana meldować. To nic, ja mam Pana zameldować, bo jest on mężem Pani, a małżeństwo przecież musi mieszkać razem pod jednym adresem. Proszę o pomoc w wytłumaczeniu Państwu sprawy swojego kolegę zastępcę. Nie pomaga. Trzask drzwi i wyzwiska.

Dzień II:
Wraca para z dnia I. Tym razem mam im wyjaśnić dlaczego właściciel nie chce ich zameldować(??). Informuję grzecznie, że powinni o to zapytać właśnie jego. Po kilku minutowych tłumaczeniach, powtórka z dnia poprzedniego - krzyk i wyzwiska.

Dzień III:
Dwie starsze Panie, sprawa: ściągnięcie zwłok z Niemiec (oprócz ewidencji ludności kolega prowadził też USC). Uprzejmie proszę Panie o chwile cierpliwości, wyjaśniając że już proszę kolegę, bo ja jestem od niedawna na stażu i takiego przypadku jeszcze w pracy nie miałam, więc nie wiem co im powiedzieć. Reakcja? Krzyk i nieuprzejme uwagi, że taka młoda to też powinna się znać na takich sprawach, że po to tu jestem itd.

Dzień IV:
Ruch niesamowity, kolejka pod drzwiami. Obsługuję właśnie Panią, kiedy nagle do biura wpada facet, i oto nawiązał się taki dialog:

Facet(F): można??
ja(J): chwileczkę, trzeba zaczekać.
F: ale ja tylko chciałem przedłużyć czasówkę
J: przykro mi, musi Pan poczekać aż obsłużę tą Panią
F: no to nie może mi Pani czasówki tak na szybko przedłużyć?
J: nie proszę Pana, nie mogę, musiałabym skończyć z Panią i Wprowadzić Pana dane w system. Jak obsłużę Panią, to zajmę się Pana czasówką.
F: K..wa, ja p....le, jakby nie można było meldunku przedłużyć....

no właśnie nie można, bo żeby to zrobić trzeba odszukać dziada w systemie, a żeby to z kolei zrobić musiałabym przerwać wydawanie zaświadczenia Pani, która siedziała w biurze.

Dzień V
No i w końcu piątek. Myślę sobie, dziś już mnie chyba nic parszywego nie spotka. Ale nie, nagle pojawia się Ona, kobieta ok. 50 lat i mówi:
K: Proszę mi wystawić zaświadczenie, że ja od 10-tego do 16-tego przebywałam pod adresem Piekło 66
Ja (oczy w słup): Przykro mi, ale z tego co wiem, to nie wystawiamy takich zaświadczeń
K: Jak to?? Przecież musi mi Pani takie zaświadczenie wystawić!!
Ja: Przykro mi, ale ja nie wiem czy Pani faktycznie w tym czasie przebywałam pod tym adresem
K: No to siostra potwierdzi!!

Ostatecznie, sprawa trafiła do góry, gdzie szefostwo odmówiło wystawienia takiego zaświadczenia. Dowiedziałam się jeszcze, że ponoć byłam nieuprzejma i nie traktowałam Pani poważnie. Na szczęście szef nie dał wiary jej słowom.

Pragnę tylko zwrócić uwagę, że często narzekamy na urzędników i jest w tym trochę racji, ale ludzie, czasami problemy tworzymy sami. To nie urzędnik ustala przepisy, on ich tylko musi przestrzegać, bo podczas pierwszej lepszej kontroli poleci. Zrozum człowieka, a i on Ciebie zrozumie...

praca z petentami

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (Głosów: 133)
poczekalnia

#78064

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Czytam Wasze historie i rozpieszczanie dzieciaka przez dziadków to chyba jakaś norma.
Moja córka może u dziadków zrobić wszystko. Nie jest za nic strofowana, przywoływana do porządku. Wszystko co mówi i robi jest genialne.
Córa je to co chce - jeśli na obiad (który jedzą pozostali) nie ma ochoty, babcia zrobi jej inny - "co tylko chcesz kochanie".
Bawi się czym chce - nawet gdy jest to porcelanowy aniołek czy kryształowa, 100 letnia waza (kilka aniołków dokonało już żywota - oczko w głowie mojej mamy).
Zawsze wygrywa w każdą grę - w Chińczyka jej nie zbijają (ona oczywiście może zbijać), w grzybobranie wymienia koszyczki kiedy chce, podpowiadają gdzie jest Piotruś itp. Córka jeszcze nigdy w domu dziadków w nic nie przegrała.
Do tego może sobie zabrać do domu co tylko zechce, jak jej się coś spodoba z dziadkowych zbiorów.

Na początku próbowałam oponować, ale to tylko wywołuje atak ze strony dziadków, że się czepiam i mam dać się dziecku cieszyć. Więc daje.(Córka jest u nich na weekend raz na miesiąc-dwa, więc nie ma to konsekwencji w jej zachowaniu w naszym "prawdziwym życiu". W domu zachowuje się normalnie). Ich dom, ich aniołki - niech będzie jak chcą.

Historia właściwa.
Dziecko podrosło - szkolne, duże, wie czego chce. Może już nie takie słodkie i urocze?
W każdym razie dziadkowie uznali, że nadszedł ten czas i że fajnie by było wygrać w końcu w jakąś planszówkę. Ale dzieciak przyzwyczajony do czegoś innego na takie zmiany się nie zgadza. I była afera, histeria, że się dziadek na koszyczek zamienić nie chce. Płaczu może nie było (nie ten typ dzieciaka), ale za to foch na dziadków i owszem, i zabawa zakończona przed czasem.

Jak zareagowali dziadkowie? Czy zrozumieli swój błąd, porozmawiali z dzieckiem, że jest już duża? Że takie są zasady? Że gramy "po dorosłemu"? A skąd. Za to poprosili mnie na rozmowę (gdy przyjechałam po telefonie córki, że mam ją już zabrać do domu), żebym coś z tym zrobiła, bo Młoda będzie miała z tego tytułu problemy, że przegrywać nie potrafi. Bo jak np. będzie grać z innymi dziećmi?
Nie docierało w ogóle to nich, że córka przegrywać jak najbardziej umie, że nie kantuje podczas planszówek. Że jest tak tylko i wyłącznie u nich. Że gra z nami i nie ma awantur kiedy przegrywa. Że gra z koleżankami i nikt planszą nie rzuca.
Nie rozumieją, że stworzyli swojego własnego potwora i niestety ja ich z tego nie wyciągnę. To ich dom i ich aniołki.

dziadkowie

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 219 (Głosów: 225)
poczekalnia
Mam ok 8 letnią siostrzenicę (Młoda). Jest jedynaczką i w sumie jedynym dzieckiem w tej części rodziny, więc "normalne" jest że wszyscy, czyli dziadkowie oraz ciotki ją faworyzują i ustępują w różnych sytuacjach. Jedyni, którzy widzą rozbrykane zwierzę to rodzice Młodej, oraz ja z żoną.

Młoda ma niesamowite poczucie że wszystko jej się należy, i bez jej zgody (której prawie nigdy nie udziela) nie masz szans wziąć jej rzeczy do ręki bez jej histerii. Widzę, że Siostra czasami nie daje sobie z nią rady, oraz widzę jak zachowanie reszty rodziny źle wpływa na zachowanie siostrzenicy. Próbowałem przekonywać rodzinę do większej asertywności, ale praktycznie zostałem przegadany.

Piekielna Młoda:
Bawiłem się z młodą, ona siedziała w jakimś takim namiocie/domku, ja na zewnątrz, i udawałem że chcę wejść do środka. Młoda wpadła w histerię i przez materiał tak mnie brzdęknęła w łeb że aż pociemniało mi przed oczami. Dałbym głowę ze zobaczyłem tez gwiazdki. Babcia, która przy tym była obecna, wzięła Młodą na kolana i zaczęła ją uspokajać. Powiedziałem co się stało, Młoda w płacz bo niesłusznie ją obwiniam za swoją krzywdę, a babcia jej mówi że wujek sam sobie jest winien i sam się puknął w łeb. No serio? To był moment, w którym postanowiłem przestać Młodej pobłażać.

Piekielny Wujek #1
Młoda zasadniczo ma "swój pokój" w moim dawnym pokoju. Więc jej meble to moje meble. W jednym meblu są jeszcze jakieś moje rzeczy. Młoda się mnie pyta kiedy zabiorę te rzeczy. Droczę się że zasadniczo to są moje meble i mogę w nich trzymać co chcę i ile czasu chcę. Włącza się Babcia, informując mnie że zasadniczo to ich (moich rodziców, Dziadków) pokój, ich meble i przekazują je Młodej. Więc idę do tego pokoju, i przekładam moje graty do jednej szuflady w jedynej, najmniejszej szafce, którą kupiłem osobiście za swoje pieniądze. Wracam, i informuję o stanie rzeczy, że zajmuję jedynie jedną szufladę w JEDYNEJ MOJEJ szafce. Młoda się denerwuje, bo ta szafka jest najfajniejsza (chyba dlatego że taka mała) i domaga się opróżnienia jej z moich rzeczy. Informuję ją że zajmuję tylko jedną szufladę w MOJEJ szafce, i że może korzystać z pozostałych dwóch szuflad, ale jeśli będzie tak marudzić, to zabiorę całą szafkę i tyle. Młoda strzela focha, ale wyjątkowo nie ma histerii i płaczu. Za każdą kolejną wizytą u dziadków, Młoda zawraca mi gitarę pytaniem, kiedy zabiorę rzeczy z tej szuflady...

Piekielny Wujek #2
Ja, Dziadek i Młoda graliśmy w domino. Każdy gracz ma kilka klocków, zakrytych, obok jest kupka klocków do dobrania gdy nie ma się pasującego klocka. Chyba standardowe zasady gry. Przez to jak Młoda grała (oszukiwała, próbowała dokładać złe klocki) po chwili wiedziałem już jakie klocki ma Młoda, więc nie chcąc by za szybko wygrała (dopiero zaczęliśmy) zacząłem dokładać takie klocki, by musiała dobierać. Młoda zaczęła się dość szybko irytować (czyli po dwóch dobraniach), i postanowiła kontrolować jakie klocki dobierają pozostali uczestnicy gry. Po kolejnej rundzie, gdzie jej plan nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, postanowiła mi zajrzeć w klocki, na co się nie zgodziłem. Stanęliśmy w sytuacji gdzie nie mogę grać, bo Młoda nie chce wydać mi klocka. Ostrzegłem ją, że skoro nie widzi nic złego w oszukiwaniu, i nie pozwala mi w spokoju grać zgodnie z zasadami, to ja również będę oszukiwał. Ponieważ nadal nie dostałem klocka, wymieniłem klocek już leżący na mój. Nagle Młoda sobie przypomniała że tak nie można. Postawiłem jej ultimatum, albo wyda mi nowy klocek, albo tak będziemy teraz grać. Histeria. Płacz. Rozsypanie klocków po okolicy. Opieprz od ciotek, że nie mogę tak postępować z Młodą. Matka Młodej popiera moje działania.

Piekielny Wujek #3
Zjazd rodzinny u mnie w domu. Kot za wolno uciekał/słabo się ukrywał, więc Młoda cały czas nosiła go na rękach i robiła mu inne rzeczy, które nie szkodziły by pluszakom, ale żywym zwierzętom już tak. Co 5 minut mówimy Młodej żeby dała spokój kotu. Młoda ma nas w głębokim i męczy kota (nie znęcała się, ale przewalanie kota może poskutkować wysunięciem pazurów). Zamknęliśmy kota w sypialni, Młoda znalazła go po 10 minutach, i wygrzebała spod łóżka. W końcu mam dosyć, i mówię do Młodej że jeśli zaraz się nie uspokoi, to ją wezmę na ręce i też ją tak potrzymam, wbrew jej woli. Jedno zerknięcie na Matkę Młodej, i widzę nieme przyzwolenie. Młoda dalej męczy kota, więc ją złapałem i usadziłem sobie na kolanach. Młoda się cieszy jakąś minutę. Po minucie się jej znudziło i próbowała zejść (zdaje się że miała celownik na kota, który właśnie przechodził). O, co to? Wujek ją nie puścił? Zaczęła się wyrywać, szarpać, ja delikatnie acz stanowczo przytrzymywałem ją na kolanach. Zaczęła mnie kopać, gryźć. No takie małe, wściekłe zwierzę. Trzymam dalej, i mówię żeby się uspokoiła, bo będę ją tak trzymał aż jej przejdzie. Ciotki stosują ustną reprymendę pod moim adresem, ale co one sobie mogą? Też je olewam. Dopiero gdy Matka Młodej powiedziała że już dość, puściłem Młodą. Zapłakaną i rozhisteryzowaną. Kot miał umiarkowanie spokojniejszy wieczór.

Edit:
Młoda pomieszkuje przez ferie, święta, czasami niektóre weekendy, u Dziadków. Do dziadków przyjeżdżają Ciotki. Zarówno Babcia (Dziadek w mniejszym stopniu) jak i Ciotki rozpieszczają Młodą. Pozwalają jej na wszystko. Niszczą wszystko co rodzice wypracują...

rodzina siostrzenica

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 179 (Głosów: 207)
poczekalnia

#78060

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Miałam kilka lat temu "wielbiciela", chociaż bardziej pasowałoby określenie "śledzącego mnie psychola". Znajomy znajomych, z którym czasami widywałam się na wspólnych imprezach, stwierdził, że jestem dla niego idealna i koniecznie musi ze mną być. Kamil, bo tak mu na imię, okazał się być osobą niestabilną psychicznie i, jak później się dowiedziałam, wcześniej przez dobrych kilka miesięcy śledził swoją byłą. Ale historia nie będzie o nim, ale o reakcjach znajomych, kiedy dowiedzieli się, że sprawa została zgłoszona na policję, a potem skończyło się w sądzie.

Zaczęło się od niewinnego wypytywanie znajomych o mnie - kim jestem, co robię, co lubię. Ot, nic strasznego. Potem Kamil do mnie zaczął pisać, jednak szybko dałam mu do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana. Zresztą wtedy byłam już od kilku lat z moim obecnym mężem, a on doskonale o tym wiedział. Próbował kontaktować się ze mną kilkukrotnie, ale za każdym razem szybko go zbywałam.

Następnym krokiem było "przypadkowe" wpadanie na mnie w sklepach. Tłumaczyłam sobie to tym, że zawsze jeżdżę o podobnych godzinach do tych samych sklepów, więc może się zdarzyć, że on właśnie np. wraca z pracy. Zaczęłam się niepokoić, całkiem słusznie, bo potem zaczęło być naprawdę dziwnie.

Dla lepszego zobrazowania sytuacji dodam, że dom mój położony jest w dużym ogrodzie, z tyłu znajduje się stary sad, wszystko oddalone od sąsiadów i głównej drogi. Jak to na wsi, w ogrodzie jest sporo różnych budynków - garaż, drewutnia, kurnik, koziarnia, wiata itp. Od zawsze miałam bardzo ustalony tryb dnia, a w tamtym czasie mój chłopak jeszcze pracował od 9 do 17.

Czasami, kiedy byłam w domu sama, miałam wrażenie, że ktoś chodził po ogrodzie, bo wydawało mi się, że kątem oka zauważałam jakiś ruch. Zawsze jednak tłumaczyłam sobie, że to może pies sąsiada, dzik albo pasące się w ogrodzie kozy. Z czasem zaczęłam też zauważać inne rzeczy. Mój chłopak z domu wychodził po 8, ja o 6. Wieczorem on o 20 zazwyczaj już jadł kolację i szykował się do snu, a ja często do 21 jeszcze kręciłam się, żeby nakarmić na noc zwierzęta i wszystko pozamykać - więc jeśli coś zostawiłam wieczorem, to rano powinno być na miejscu. Zdarzało się, że rano znajdowałam w koziarni zapalone światło, chociaż byłam pewna, że w nocy je zgasiłam. Czasami bramka była zamknięta tylko na jedną zasuwę, a nie dwie, albo wiaderko które wieczorem postawiłam do góry nogami, leżało gdzieś dalej przewrócone. Czasami kozy też darły się jak na obcego, ale często tak samo się odzywały na wiejskie psy. Streszczając - pewnego dnia zaspaliśmy z chłopakiem, z domu wynurzyliśmy się dopiero grubo po 9, a mój ukochany w drodze do samochodu przyłapał Kamila, kiedy to chodził on po naszym ogrodzie z aparatem fotograficznym w ręku. Potem okazało się, że przez kilka tygodni odwiedzał nas w ciągu dnia i w nocy, robił mi zdjęcia, filmy...

Część znajomych na taką wiadomość zareagowała szokiem i współczuciem, chociaż jak się okazało niektórzy dobrze wiedzieli, że czasami nieźle mu odbijało... Za to część, teraz już byłych znajomych, postanowiła zrobić ze mnie winną wszystkiego. Najczęstsze ich argumenty:

- To moja wina, bo nie zauważyłam wcześniej - oczywiście powinnam od razu, kiedy tylko Kamil pokazał, że jest mną zainteresowany, zacząć sprawdzać, czy mnie nie próbuje śledzić. Jest jak bowiem najbardziej normalny sposób postępowania w sytuacji, kiedy ktoś wpadł Ci w oko.

- Zmarnowałam mu życie - ten argument jest moim ulubionym ;) Biedny, na pewno potem przez długich kilka miesięcy nie mógł spać w nocy i miał stany lękowe, kiedy zostawał sam.

- To zupełnie moja wina, bo interesuję się męskimi rzeczami, mogłam się tak z tym nie panoszyć, to bym nie miała problemów - tak usłyszałam od dwóch koleżanek. Ma to związek z imprezą, na której się poznaliśmy. Nigdy jakoś szczególnie nie ukrywałam, że jestem fanką komiksów Marvela, lubię kino akcji, słucham cięższych brzmień (bo właśnie to według tych dziewczyn były to "męskie rzeczy"), ale też nigdy się z tym nie obnosiłam. Na imprezie, na której wpadłam mu w oko, śpiewaliśmy karaoke i chłopak namówił mnie, żebym zaśpiewała (a w moim wydaniu raczej zaskrzeczała) Toxicity grupy System Of A Down, bo cały album znam na pamięć. Według tych dziewczyn sama się pcham w męskie rzeczy, doskonale wiedziałam, że Kamil jest wielkim fanem zespołu (nie wiedziałam) i w ten sposób z nim świadomie filtrowałam. Krótko mówiąc - pchałam mu się w ramiona.

- Na pewno nie było tak jak mówię, tylko miałam z nim romans i nie chciałam, żeby mój chłopak się dowiedział - i właśnie dlatego namówiłam Kamila, żeby dał się przyłapać, a te wszystkie filmy i zdjęcia to specjalnie przygotowaliśmy razem.

- Mogłam się z nim umówić i na pewno sytuacja wyglądałaby inaczej, bo Kamil by się nie denerwował i nie dostałby obsesji na moim punkcie - oczywiście jako kobieta mam obowiązek umawiać się z każdym, kto wyrazi taką chęć, tylko żeby go nie denerwować.

Takie podejście byłych znajomych sprawiło, że naprawdę przez długi czas nie mogłam wyjść z szoku. Do dzisiaj w ich gronie mam łatkę tej złej i niedobrej.

piekielni znajomi

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 217 (Głosów: 229)
poczekalnia

#78058

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Byłam dzisiaj w odwiedzinach u rodziców. Tak się złożyło, że odwiedziła nas matka mojej dobrej koleżanki z liceum i jednocześnie moja była nauczycielka historii z podstawówki.
Obecnie jest dyrektorką tej podstawówki. Klasyczna rozmowa co tam, jak tam w szkole... .
Otóż od poniedziałku wielkie poruszenie (i słuszne moim zdaniem).
Dwójka uczniów, klasa druga, w niedzielę została "przyłapana" na... zrzucaniu bezpańskich kotów z mostu do rzeki. Przyłapała ich jakaś starsza kobieta z wioski w której mieszkają, mieszka po sąsiedzku z jedną z rodzin z której jest jeden z gnojków.
Oczywiście rodzice wezwani i na pewno nie skończy się to na "uwadze" w dzienniku. Obaj chłopcy nie pochodzą z żadnych "patologicznych" rodzin, wręcz przeciwnie.
Nic więcej nie mam do napisania.

podstawówka

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (Głosów: 153)
poczekalnia

#78056

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Moja córka miała w dzieciństwie ukochaną plastikową żabę, własnoręcznie ozdobioną rysunkami zrobionymi niezmywalnym pisakiem. Niestety żaba została zgubiona podczas rodzinnego wypadu do lasu i pomimo długotrwałych poszukiwań nie udało się nam jej znaleźć. Rozpacz sześcioletniej wówczas córki była ogromna, ale cóż było zrobić.

Teraz część niewiarygodna. Jakieś 15 lat później całkiem dorosła już córka była w tym samym lesie na wycieczce rowerowej z przyjaciółmi i swoją żabę znalazła. Jakim cudem - nikt nie wie, ale żaba jest na 100% ta sama. Nawet przetrwała w całkiem niezłym stanie, wymagała tylko drobnych napraw i odświeżenia rysunków wykonanych pisakiem, które nieco przez ten czas wyblakły. Po doczyszczeniu/naprawieniu żaba znalazła honorowe miejsce na komodzie w mieszkaniu córki i stała tam jako przypomnienie, że wszystko w życiu jest możliwe.

A piszę tu o tym, bo wczoraj znalazłam córkę i jej chłopaka w śmietniku obok ich bloku, gdzie grzebali w pojemnikach i zaglądali do worków, oboje tak wściekli, że się iskry sypały. Otóż nieco wcześniej odwiedziła ich przyszła teściowa córki, kobieta straszliwa, stanowiąca dowód na prawdziwość wszelkich dowcipów o teściowych. Zastawszy w domu tylko swojego syna, wysłała go pod jakimś pretekstem do sklepu, a podczas jego (bardzo krótkiej) nieobecności wrzuciła żabę do worka i wyniosła na śmietnik. Syn wrócił, od razu zauważył brak żaby, więc mamusia mu wytłumaczyła, że przecież to był taki paskudny stary grat, tylko mieszkanie zaśmiecał i zakłócał feng shui, a jego dziewczyna głupia nie pozwalała wyrzucić...
Chłopak się wkurzył, pogonił mamusię i poleciał grzebać w śmietniku, moja córka akurat wracająca do domu natychmiast się do niego przyłączyła, szczęśliwie żabę i tym razem udało się odnaleźć.

W życiu nie zrozumiem takich mamusiek wtrącających się na siłę w życie dorosłych dzieci. Znam takich kilka i żadna na tym dobrze nie wychodzi, a mimo to nadal postępują tak samo. No nie ogarniam...

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 229 (Głosów: 243)
poczekalnia
Skoro już o tych kulturach w grach video, to zainwestowałem parę miesięcy temu w konsole, żeby wspólnie z synem móc ogrywać różnorakie tytuły ekskluzywne. Jednym z nich jest Bloodborne, gra posiadająca opcje pojedynkowania się z innymi graczami.

Po połowie tych pojedynków otrzymuję na PW jakieś pisane łamaną angielszczyzną wyzwiska, oskarżenia o oszustwa czy groźby bana. Nie żeby mi to jakoś przeszkadzało, właściwie to fakt, że oskarża się mnie o oszustwo jest dowodem moich umiejętności, ale co takiemu człowiekowi siedzi w głowie, kiedy wypisuje te bzdety? Dlaczego niektórzy tak bardzo nie mogą pogodzić się z przegraną w grze, (grze!), że muszą pisać do obcego faceta? Nie wiem, może po prostu jestem stary.

gry video

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 67 (Głosów: 117)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni