Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#79559

~ChupaChups ·
| Do ulubionych
W temacie szpitala i porodów. Temat rzeka, na który zapewne niejedna świeżo upieczona mama, mogłaby książkę wielorozdziałową napisać.

Poród ma się odbyć za pomocą CC
(ze wskazań medycznych ustalony już na początku ciąży z lekarzem prowadzącym). Ja, przygotowana, ogolona tam gdzie potrzeba, leże sobie grzecznie w pokoju w którym zamierzają mnie cewnikować i nawadniać kroplówkami przed porodem, słyszę tuż za głową:
- Rozkraczy się i pokaże cip*ę!
Serio??? Jezu, co to za słownictwo?!?

Jako, ze dochodzę do siebie po tym co usłyszałam, położna bez pardonu zadziera moją koszulę nocną i ogląda co ma obejrzeć.
Ponieważ CC było planowane, to pole operacyjne przygotowane na perfect w warunkach domowych zostało, odkłaczone na blachę do absolutnego zera.

Jednak babsztylowi sam widok nie wystarczył, to wzięła w łapę leżącego obok polsilvera i sru mnie po mym łonie. Wzdrygnełam się z lekka i stanowczo mówię, że sobie nie życzę golenia, na co położna, zupełnie mnie ignorując, krzyczy do położnej obok w pokoju zabiegowym:

- "Hanka? Jak goliłaś Kowalską to chyba stępiłaś maszynke!
Ale że jak to? To na oddziałach położniczych, sprzęt jednorazowego użytku, używa się do golenia takiej ilości wzgórków łonowych lub okolic krocza, dopóki się sprzęt nie stępi? Mamy XXI wiek do cholery!

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 159 (179)

#79612

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z dnia wczorajszego. Piekielny gość no i niestety ja, czyli jak utracić pracę animatora

Pracuję, jak już mówiłem, jako animator czasu wolnego w Greckim hotelu.
Mam na prawdę wiele obowiązków, praca wyczerpująca mentalnie i fizycznie. Wielu gości tylko na mnie czeka od rana i spędza ze mną wiele czasu. Kiedy przychodzi czas mojej przerwy i chcę udać się na odpoczynek, zdecydowana większość wręcz mnie pogania żebym poszedł odpocząć.
Większość, ale nie wszyscy...

Wracam do pokoju, godzina 19, nogi pulsują z bólu, koszulka w stanie ciekłym od potu, twarz bordowa od upału (Prawie 40° na zewnątrz).

Nagle za ramię łapie mnie jeden z gości i pociąga do siebie. Ja w szoku, ale utrzymuję równowagę. Uśmiecham się uznając to za żarcik. On jednak nie wyglądał na dowcipnisia.
Chudy i wytatuowany chojrak w stylu "dres".
Za nim żona i 5 dzieci. Zaczyna gadać po rumuńsku jednak ja nie rozumiem więc po minucie mojego milczenia i kręceniu głową odzywa się żona (po angielsku):
-Musi się Pan zająć naszymi dziećmi bo my idziemy do restauracji a la carte w hotelu!
-Bardzo przepraszam jednak teraz mam przerwę i dodatkowo moja umowa zabrania mi opieki nad dziećmi poza "świetlicą" hotelową i poza godzinami pracy.
-Ja Pana nie prosiłam, ja kazałam. (Ton głosu już włączył mi kontrolkę "Uwaga,paniusia")
-Z całym szacunkiem (dalej z uśmiechem), ale jestem już po 8 godzinach pracy a jeszcze czeka mnie 2 godziny podczas przedstawienia wieczornego.
Żona przetłumaczyła wszystko mężusiowi, on tylko zapowietrzony i miną rozwścieczonego pitbulla popatrzył na mnie.
I tu się zaczęło:
-TY ŚMIECIU (?????), TY JESTEŚ SŁUGĄ HOTELOWYM I MASZ ROBIĆ TO CO CI KAŻĘ, NIE OBCHODZI MNIE ILE PRACUJESZ! PŁACĘ, WYMAGAM.
Dzwięk jej głosu wyobraźcie sobie jak wydzierającą się papugę na ekstazy i jednoczesne drapanie widelcem po talerzu...
-Przepraszam (już bez uśmiechu) zażalenia i skargi, biuro menagera koło recepcji. Do widzenia..

Odwrót na pięcie, przeszedłem 5m i znów ktoś mnie łapie tym razem za koszulkę i pociąga do siebie. Usłyszałem tylko dźwięk rozpruwanej koszulki.
Kolejny szok, łapanie równowagi i szukanie "pociągającego" gościa.
Znów ten sam facet (Nadmienię, że może miał 1,75m wzrostu i drobną budowę lecz jak na takiego, siły to miał.)
Stoję jak wryty bo moja cierpliwość już się skończyła i nie wiem co zrobić. Z nerwów ręce już zaczęły chodzić ale samokontrola powstrzymała.

Od mamy słyszę tylko:
- DZECI CZEKAJĄ!
- To niech czekają.
I poszedłem dalej oglądając się za siebie, jednak odpuścili więc nikt mnie znów nie zatrzymywał. Widziałem jednak, że są nieźle wkurzeni.

Aleeeee to jeszcze nie koniec. To początek końca.

Po godzinnej drzemce, ubieram się w strój animacji wieczornej i dreptam do restauracji witać gości. Taka codzienna rutyna.

Wszystko leci fajnie, śmiechy, żarty, dobry wieczór i smacznego.
Nagle mój radar wykrywa Pana pociągającego z rodzinką. Alarm rozbrzmiewa w głowie o zachowaniu spokoju. Uśmiech trzymam dalej i witam jak każdego innego. On tylko chrząknął i stanął obok mnie i pani rejestrującej gości wchodzących.

Tylko nadmienię, że mamy tak zwany Dresscode czyli wymagana odzież wieczorna.
Mężczyźni długie spodnie, pełne buty, koszula lub T-shirt.
Kobiety to samo lub sukienki do kolan lub lekko ponad.

Jak oni byli ubrani pytacie?
Facet shorty, japonki, koszulka jak sieć rybacka na ramiączkach i tona żelastwa w postaci naszyjników, pierścieni itd.
Kobieta spodnie mini lekko poniżej tyłka, bluzka ucięta do brzucha.

Grzecznie mówię Państwu, że mamy zasady ubioru i czy byli by łaskawi wrócić do pokoju i się przebrać. Takie zasady, nie ja decyduję, przepraszam.

W tym momencie nie wiem czy kobieta zrobiła się czerwona na twarzy gdyż ilość tapety przeważała ilość betonu użytego do budowy Pałacu Kultury, jednak po mowie ciała zrozumiałem, że w niej kipi.
Zaczęła wrzeszczeć na całe gardło i wymachiwać mi przed twarzą tipsami. Facet tylko się kiwał kozacko i patrzył tylko na mnie jak na ofiarę.

Moment kulminacyjny.

Facet wyciąga rękę, chce mnie popchać do środka, ja się opieram, lekko odsuwam jego rękę i zaraz po tym stało się coś co mnie upokorzyło i wnerwiło jak nic innego w moim życiu:
Gość charknął ostro i splunął mi prosto na twarz...

Nie wytrzymałem...Sprzedałem mu bombę prosto w pysk.
Poleciał na ziemię, krew z nosa, krzyk żony, zdumienie gości restauracji.

Teraz krótko:
Zwalniają mnie za napaść na gościa hotelu, chamstwo, agresję, obrażanie gości i wulgarne słowa.
(W życiu nie podniosłem głosu na gościa, mam wzorowe opinie w internecie, a goście zawsze dziękują za dobrą zabawę, opiekę nad dziećmi i animację. Często też tipami).

Jestem bardzo tolerancyjnym człowiekiem, spokojnym i uśmiechniętym, ale to przeszło wszelkie granice.
Może przesadziłem, może nie, sami oceńcie.

Zawsze byłem przeciwnikiem zdania "klient ma zawsze rację", upokarzania i traktowania ludzi pracujących w turystyce i hotelarstwie jak sług. To także ludzie.

Jeżeli się spodobało, dajcie znać, mam znacznie więcej i piekielniej (już nie z mojej strony).
Nazbierało się przez sezon :)

Płoń piekle piekielny! :D

zagranica animacja hotel goście

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (210)

#79570

~rdr10 ·
| Do ulubionych
Jestem kobietą i gram w piłkę nożną. Poza tym jestem kierownikiem działu zajmującego się sportami zespołowymi w dużym sklepie sportowym.

Wczoraj nasz sklep odwiedził bardzo ciekawy klient: widząc, że wraz z synem chodzi między półkami, zapytałam, czy mogę w czymś pomóc. Otrzymałam odpowiedź, że "Szukam korków dla syna, więc chcę rozmawiać z facetem!". Wyjaśniłam mu grzecznie, że w tym momencie nie ma takiej możliwości, ponieważ ja zajmuję się tym działem i w związku z tym mam odpowiednie kwalifikacje, aby udzielić mu pomocy.

Pan nadal się upierał, a kiedy powiedziałam, że jedynym dostępnym w tej chwili mężczyzną jest kolega z działu wędkarsko-trekkingowego, otrzymałam odpowiedź "zawsze to facet, niech przyjdzie". Zawołałam więc kolegę, który od razu potwierdził, że nie jest w stanie pomóc, po czym został wyśmiany tekstem w stylu "co to za mężczyzna, co się na piłce nie zna".

Wyraźnie już poirytowany Pan Piekielny poprosił w takim razie o zawołanie kierownika. Kiedy pokazałam mu swoją plakietkę potwierdzającą moje stanowisko, w gardle urosła mu taka gula, że myślałam, że zaraz się udusi, ale ostentacyjnie zgodził się przyjąć moją pomoc. Zaczęłam więc pytać o rodzaj nawierzchni, wymagania i upodobania syna itp, na co pan stwierdził, że "co to za różnica, proszę nam dać jakieś najdroższe".

Kiedy próbowałam wytłumaczyć, że nie zawsze najdroższe znaczy najlepsze, a na pewno nie dla każdego, pan Piekielny odburknął tylko "Pewnie chce mi pani wcisnąć jakieś chińskie gówno", odwrócił się na pięcie, szarpnął synalka i wyszedł.

sklepy

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 119 (123)

#79552

(PW) ·
| Do ulubionych
Mięło trochę czasu odkąd pracowałam w sklepie, zwykły monopolowy, z klientami kupującymi głównie piwa. Jedna sytuacja na zawsze zapadnie mi w pamięć.

Klienci prawie zawsze stali, niektóre produkty znało się na pamięć. W tym jeden facet, zawsze ta sama marka papierosów, lighty. Aż raz zabrakło i nie było kilka dni. To poleciłam mu inne lighty, w tej samej cenie, podobne jakościowo. I wiecie co? Wrócił po kilku dniach.

- A tymi papierosami pani chciała mnie zabić! Ja czekam na przeszczep płuc, a one są za mocne!

Także człowiek wypalał dwie paczki dziennie, ale to ja jestem winna tego, że umrze na płuca, bo sprzedałam mu inne papierosy.

Puenty brak.

sklepy

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 89 (121)

#79576

~LDopa ·
| Do ulubionych
Opowieść z cyklu zmagania młodej doktorantki w otchłaniach dziekanatu.

Mam to szczęście (lub nieszczęście), że mój promotor jest równocześnie kierownikiem całych studiów doktoranckich.

Pewnego razu chciałam ubiegać się o rok urlopu, w końcu po tylu latach na uczelni przydałby mi się odpoczynek.

Idę więc do dziekanatu z eleganckim podaniem, napisanym według uczelnianego wzoru. Podanie skierowane jest do nikogo innego, jak do dyrektora studiów (a równocześnie mojego promotora, przypominam)... Równocześnie podpisane jest przez nikogo innego, jak mojego promotora, który na piśmie zaświadcza, że moja praca idzie zgodnie z planem i że popiera moje podanie. He, he.

- Ale ja tego podania od Pani nie przyjmę - mówi Pani z Dziekanatu przez zaciśnięte usta.

- Ale dlaczego? Przecież wszystko jest zgodne ze wzorem - odpowiadam zaskoczona.

- Nie, nie, nie. - odpowiada Pani z Dziekanatu - To nie może tak być, żeby Profesor pisał podanie do samego siebie!

- No cóż... Profesor jest moim promotorem. Do podania muszę dołączyć opinię promotora. Nie dało się tego zrobić inaczej.

- Takiego podania nie przyjmę.

- Rozumiem więc, że jeśli ktoś wybiera sobie za promotora osobę, która równocześnie jest kierownikiem studiów, to nie może przez to składań żadnych podań? - pytam z niedowierzaniem i nadzieją, że Pani z Dziekanatu dostrzeże absurd tej sytuacji.

- Dokładnie tak. Nie może.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (121)

#79568

(PW) ·
| Do ulubionych
Przez kilka lat pracowałam jako sekretarka i tak sobie myślę, że w temacie kurierów był to mój parasol ochronny.
Parasol, który kilka miesięcy temu złożył się z hukiem.

Do wszystkich kurierów zawsze podchodziłam z szacunkiem i uśmiechem. Zdawałam sobie sprawę jak ciężką mają pracę, czasami wręcz nierealne zadania i tereny do rozwiezienia paczek, dlatego starałam się jak mogłam im tą pracę umilić.
Jak wpadali do moich firm, zawsze miałam dla nich uśmiech, dobre słowo a czasami jakiś gadżet czy coś słodkiego.
Oni w zamian za to, odpłacali mi się zawsze terminową dostawą a czasami ustalaniem mnie jako klienta priorytetowego "A spojrzałem, że dzisiaj w końcu paczka dla Pani a nie na firmę to myślę przyjadę rano żeby Pani nie czekała".

Zachciało mi się jednak awansów, zmiany firmy i stanowiska.
I się zaczęło.
Zamawiam paczki od firmy X, mniej więcej 2 w miesiącu. Dodam, że nic dużego ani ciężkiego. Na stronie firmy mam założone konto do którego przypisany jest adres dostawy. Od kilku miesięcy jeden i ten sam.

Ok 3 tygodnie temu dostałam sms z InPostu, że kurier już do mnie jedzie. Bosko. Kurier jedzie a ja czekam, godzinę, dwie, trzy, pięć?! W pracy byłam do 18, o 17 Pana kuriera ni huhu no to dzwonimy.

Wita mnie przeciągłe "A to nie może Pani sobie po paczkę przyjechać bo ja jestem tu i tu (kilka ulic dalej od mojej firmy). No tak się składa, że nie mogę bo jestem w pracy a nawet jakbym mogła to Pana pracą jest dostarczenie mi tej paczki. Czekam na Pana maksymalnie do 18. Pan pod firmę przyjechał ale znowu wjechać windą na 6 piętro już się nie chciało więc był telefon czy mogłabym. Akurat tak wyszło z pracą, że nie mogłam. Gdyby przyjechał wcześniej zapewne zeszłabym bo jak pisałam wyżej zawsze miałam dużo empatii i zrozumienia dla ludzi pracujących w tym zawodzie.

Kiedy Pan jechał windą ja w pocie czoła pisałam skargę. Kiedy jednak zobaczyłam Pana kuriera serce mi zmiękło. Z paczką dreptał do mnie starszy Pan, który zapewne dorabia sobie do emerytury. Widać było, że kompletnie "nie ogarnia", nie jest wielozadaniowy a i siły już nie te. Zamieniłam z Panem kilka słów i z uśmiechem pożegnaliśmy się. Skarga poleciała do kosza. I to był BŁĄD.

W poniedziałek zamówiłam kolejna paczkę z firmy X.
Powinna dojść w środę/czwartek. W środę co prawda miałam wolne ale paczka też na firmowy adres a koleżanki z recepcji zawsze wszystko odbierają bez problemu. Standardowego smsa "Leci do Ciebie paczka!" jednak niet zatem byłam pewna, że dostane ją w moje ręce dzisiaj.

Zamiast paczki dostałam jednak maila z jakże treściwym info "Paczka zwrócona do nadawcy".

Jak? Kiedy? Dlaczego? Na jakiej podstawie?
Tyle pytań bez odpowiedzi.

Szybki mail do inpostu. Cisza. Kolejny mail. Cisza. Reklamacja. Cisza.

W końcu po dłuuugim czasie dostałam jakże treściwa odpowiedź:
"Paczka zwrócona do nadawcy. Błędny adres"
Krew mnie lekko zalała nie powiem. Stwierdziłam, ze z takim zawrotnym tempem wymiany korespondencji do Bożego Narodzenia może czegoś się dowiem, dlatego chwyciłam za telefon i dzwonię.

Skrócony przebieg rozmowy:

Tak zwrócona bo błędny adres. Tak w sumie to Pani widzi, że adres od miesięcy bez zmian i zawsze był poprawny a paczki dostarczane. Pani nie wie co z tym zrobić. Mogę złożyć reklamację. Czas odpowiedzi 30 dni (hahaha). Nie niestety paczki nie da się już cofnąć. Można wysłać raz jeszcze. Pani nie wie co zrobić jak kurier znowu stwierdzi, że nie chce mu się wchodzić do biurowca, wjeżdżać na górę i stwierdzi, że adres jest niepoprawny. Tak mogę złożyć skargę na kuriera. Nie Pani nie wie czy będą jakieś konsekwencje. Pani nic więcej nie może mi pomóc.

Podsumowując: samowolka bez konsekwencji, a Ty szary klienciku płać i módl się coby kurier był w nastroju paczkę ci dostarczyć.

kurierzy kurier inpost paczki dostawa

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (115)

#79634

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytając historię #79630, przypomniałam sobie wizytę na pokazie wojskowym. W sumie było to takie pomieszanie z poplątaniem, na środku placyk, gdzie prezentowano różne historyczne bronie i formacje wojskowe, a dookoła trochę stoisk z wystawami lub kramów z demobilem.

Było tam też stoisko, gdzie na kawałku ogrodzonego placu można było strzelić parę razy z łuku. Zrobiłam swoje, Chłop pstryknął parę fotek dla potomności i też poszedł postrzelać. Stoję z boku obok stojaka z łukami, poza zasięgiem strzał i pstrykam.

Nagle na chama przepchnął się obok mnie jakiś burak, porwał odłożony do stojaka łuk, przelazł mi przed aparatem, wyjął instruktorowi strzałę z kołczanu i zaczął się wydurniać. Machnął strzałą parę razy, włażąc mi w kadr i omal nie wydłubując oka, po czym próbował strzelać przed siebie. Na szczęście udało się debila powstrzymać, ale co się strachu i nerwów najadłam, to moje.

A chama widziałam potem jeszcze dwa razy - najpierw wyrzucił tackę po jedzeniu obok kosza (trafić do środka to trudne zadanie ;)), a potem oddającego mocz obok toi toi'a...

P.S. Instruktor nie był sam, inni członkowie drużyny natychmiast zerwali się, żeby chama uspokajać, ale troszkę im zeszło.

Festyny i debile

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 71 (77)

#79587

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia sprzed kilku lat. W rolach głównych: PKP + Piekielny Tatuś. Dialogi nie będą przytoczone w skali 1:1, ale dość dobrze pamiętam całą historię.

Zebrało mi się na odwiedziny rodziny w stolicy. Samochodu nie posiadałam, busów i autobusów nie było zbyt wiele, więc jazda na pociąg. Kasa, bilet ze wskazanym konkretnie miejscem siedzącym i do pociągu. Była to jeszcze era sprzed Pendolino i supernowoczesnych pociągów bezprzedziałowych. Ot, zwykły stary osobowy. Warunki atmosferyczne: środek lipca, +30 stopni Celsjusza.

Odnajduję swój wagon, przedział, miejsce. Moim oczom ukazuje się widok następujący: dwoje znudzonych, zmęczonych dzieciaków, na oko poniżej dziesiątego roku życia; kobieta w widocznej, aczkolwiek jeszcze nie zaawansowanej ciąży, leżąca na trzech siedzeniach; Piekielny Tatuś w tzw. koszulce do bicia żony, czerwony na twarzy z gorąca; pan przy oknie czytający gazetę, na jednym z siedzeń bagaże. Sprawdzam numer miejsca na bilecie - zajęte przez Piekielnego Tatusia. Spogląda na mnie z otwartą wrogością:

[PT]: Czego pani tu szuka?

Klasyczny karpik, czego mogę szukać w przedziale z biletem w ręce?

[Ja]: Tutaj mam wykupione miejsce siedzące. Pan je zajmuje, proszę o ustąpienie.
[PT]: Znajdź sobie inne. (Oho, żarty się skończyły. To prawda, byłam sporo młodsza od owego pana, jednak nie na tyle, żeby bez brudzia przechodzić na "ty"). Byłem w innych wagonach, tam są całe przedziały puste, znajdziesz wolne miejsce.

[Ja]: Nie chcę szukać wolnego miejsca, ponieważ mam wykupione akurat tutaj. To nie moja wina, że takie wylosował system. Zajmę miejsce komuś innemu i na następnej stacji okaże się, że będę musiała stać w przejściu przez trzy godziny podróży. Proszę o ustąpienie mi mojego miejsca.
[PT]: Ku**a, nie słyszysz co mówię?! Idź szukać miejsca gdzie indziej, ten przedział jest już zajęty! - 5 osób, miejsc 8. Chyba jednak wolne się znajdzie? Pani chyba zmęczona wrzaskami męża podniosła się i wskazuje mi miejsce obok siebie. Ignoruję Piekielnego, zajmuję miejsce.
[PT]: Przecież powiedziałem, że ten przedział jest zajęty! Nie widzisz, że my tu jesteśmy całą rodziną? My mamy bilet rodzinny i należy nam się cały przedział! (WTF?) Już i tak pozwoliliśmy temu panu tutaj siedzieć, nie ma więcej miejsca! - Wskazuje na pana z gazetą napisaną cyrylicą, więc prawdopodobnie pan w ogóle nie rozumiał rozmowy / rozumiał, ale nie chciał się w nią włączać, nie jego problem.
[Ja]: Proszę przestać na mnie krzyczeć. Mam bilet i wykupione miejsce. Niech pan idzie na skargę do konduktora.

Po jakimś czasie pojawił się Konduktor. Od wejścia został zaatakowany przez Piekielnego, że jak to możliwe, oni mają bilet rodzinny, im się należy cały przedział, a już dwie osoby dołączyły, nie mają miejsca itp, itd. Konduktor zaskoczony, próbuje go uspokoić. Okazuje się, że pozostałe wagony są równie nabite i żadnych wolnych miejsc tam nie ma. Po kilkunastu minutach rozmowy z Konduktorem, kilku groźbach i wyzwiskach, obrażony Piekielny daje za wygraną.

Kilka stacji dalej dosiada się jeszcze jedna pani.

Podróż upływa w akompaniamencie nieustannego mamrotania Piekielnego o pisaniu skarg, olewaniu potrzeb dużych rodzin, niesprawiedliwości i niewychowaniu innych ludzi. Oczywiście okraszone dużą dawką rzucania mięsem.

Rozumiem wysoką temperaturę. Rozumiem troskę o rodzinę, kobietę w ciąży i dzieci. I ustąpiłabym miejsca, gdyby ktoś mnie o to jak człowiek poprosił, ale na chamstwo i agresję reaguję uporem i chamstwem.
I tylko tych maluchów mi było szkoda, że uczą się od taty jak załatwiać podobne problemy. Bez choćby jednego słowa ze strony mamy.

Pociąg

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (124)

#79621

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzisiaj krótko.

Zrobiłem sobie na obiad spaghetti bolognesse. Troche za dużo zrobiłem, więc zostały mi resztki makaronu i sosu, wystarczające na około 1 porcję.

Więc i miałem obiad na kolejny dzień... znaczy się miałbym, gdyby genialny współlokator nie postanowił bez pytania powiększyć zapasy sosu... wlewając do niego stary rosół bo przecież "Trzeba zjeść wszystko, by się nie marnowało".

Nie muszę mówić że otrzymaną miksturę jedynie mógł kibel przełknąć. A MEH sobie zje na cudzy koszt.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 74 (112)

#79582

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolejne wspomnienia z pracy na infolinii.

1. Osoby, które mówią za dużo.
Kilka razy dziennie zdarzają się rozmowy, które zaczynają się tak:

[Ja] - Dzień dobry, imię i nazwisko, w czym mogę pomóc?
[Klient] - Dzień dobry, ja nie wiem czy się dobrze dodzwoniłam, ale... [i tu następuje cała opowieść życia, oczywiście nie można przerwać tego monologu].
[Ja] - Niestety, nie zajmuję się tym, połączę panią do odpowiedniego działu.
[Klient] - Och! I co?! Mam to opowiadać drugi raz?!

Nie musiałabyś, gdybyś pozwoliła mi przerwać w odpowiednim momencie.

2. Osoby, które mówią za mało.

[Ja] - Dzień dobry, imię i nazwisko, w czym mogę pomóc?
[K.] - Dzień dobry, nie wiem czy się dobrze połączyłem. Czy dobrze się połączyłem?
(hmm...jeszcze nie czytam w myślach)
[J.] - Niestety nie wiem, może pan powiedzieć o co chodzi?
[K.] - A bo ja chciałem pomocy. Może mi pani pomóc?
(I już wiem, że będzie ciężko).
[J.] - Trudno mi powiedzieć, w jakiej pan dzwoni sprawie?
[K.] - Dostałem takie pismo. Co ono oznacza?
[J.] - Niestety nie wiem jakie otrzymał pan pismo. Jakie ma pan ubezpieczenie?
[K.] - Takie zwykłe. Płacę 55 zł na kwartał.
[J.] - Ale to jest ubezpieczenie na życie, mieszkania, samochodu? Co pan ubezpieczał?
[K.] - A...ja nie wiem.

Bądźcie wyrozumiali. Po kilku takich rozmowach mózg nie chce współpracować. :)

call_center

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (151)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni