Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#80734

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam w charakterystycznych blokach w stolicy Śląska. Mieszkania na pierwszym piętrze mają osobne wejścia "z zewnątrz", z własnymi schodami, nie przez środek budynku. W większości z nich zwyczajnie mieszkają ludzie, ale kilka jest przerobionych na lokale usługowe - i w ten sposób moim najbliższym sąsiadem jest studio tatuażu.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie dziwne zamiłowanie jego pracowników do pracy po nocach. Kilka razy interweniowałam w sprawie głośnej muzyki na przykład o pierwszej w nocy. Ale to nic w porównaniu do tego, co było ostatnio...

To była noc z soboty na niedzielę.
W środku nocy ze snu wyrwał mnie stukot. Początkowo byłam przekonana, że stukanie wydarzyło się we śnie i usiłowałam wrócić do krainy marzeń... Jednak po dłuższej chwili dźwięk ponowił się, nawet głośniejszy. Zerknęłam na zegarek - 4.00, a tu ktoś wyraźnie rąbie mi młotkiem w ścianę. Po chwili do młotka doszła wiertarka. Kosmos.

W takich warunkach nie dało się spać, wobec tego wstałam, na piżamę założyłam ciepłą kurtkę, wdziałam czapę i człapię w grobowym nastroju do drzwi sąsiadów.
Dłuższą chwilę stałam na dworze pod drzwiami, zawzięcie pukając. Niełatwo było przebić się przez odgłos wiertarki, która nadal pracowała. W końcu gdzieś w korytarzu pojawiła się kobieta - która widząc mnie zrobiła przestraszoną minę i czmychnęła w głąb mieszkania. Nadal bębniłam w drzwi, zapewniając ją, że to nie senny koszmar. Po chwili wróciła z brodatym grubaskiem z naburmuszoną miną. Podeszli do drzwi, otworzyli i gapią się na mnie jak sroka w gnat.
Zagajam więc:

- Przepraszam, ale poważnie? Remont? O czwartej nad ranem? W niedzielę?...
Brodacz skrzyżował ramiona na klatce, zrobił minę obrażonego dziecka i odburknął z naciskiem:
- W sobotę.
- W niedzielę - Odrzekłam z równie dużym naciskiem.

Na to włączyła się kobieta, chyba widząc, że szef tego cyrku raczej nie zmierza w dobrą stronę. Przeprosiła i zapewniła że już nie będą, łagodząc sytuację. Wróciłam więc do siebie, zmarznięta i zła.

Efekt był taki, że cały dzień chodziłam niewyspana. A jeśli pan brodacz jeszcze raz zechce robić remont o czwartej w nocy (bez znaczenia czy w sobotę czy w niedzielę), chyba po prostu wezwę Policję, zamiast się fatygować i widzieć takie reakcje. Nie wiem co trzeba mieć w głowie?

sąsiedzi

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 76 (82)

#80691

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia mojego kuzyna, dodana za jego zgodą.

Kuzyn miał dziewczynę. Super się dogadywali, sprawiali wrażenie wręcz pary idealnej.

Ostatnio dziewczyna zerwała z nim i śmiertelnie się na niego obraziła.
Dlaczego? Bo nie chciał iść z nią w przyszłym roku na koncert Guns N' Roses.
A to, że w dniu koncertu wypada pierwsza rocznica śmierci ojca i siostry kuzyna, było dla niej najwyraźniej niezbyt poważnym powodem.

Jak na to patrzę, to może nawet dla niego lepiej, że się rozstali.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 143 (203)

#80688

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o tym że ostatnio nie mam szczęścia do zakupów internetowych. Wszystko dzieje się w przeciągu ostatnich dwóch tygodni.

1. Krzesła.
Jako, że jesteśmy z mężem w trakcie urządzania salonu, zakupiłam krzesła do stołu, który na dniach ma powstać. Komplet 4 krzeseł + fotel bujany. Przesyłka szybciutka, dobrze zapakowana ale krzeseł jakby mało... dotarło jedno krzesło + jeden porysowany fotel bujany (plastikowe siedzisko). Szybki telefon i muszę pisać mail z reklamacją. Jutro mają dotrzeć brakujące krzesła + nowe siedzisko do fotela. Krzesła będę mieć z tygodniowym opóźnieniem.

2. Mikser.
Obczajony najlepszy z najlepszych na znanej stronie z porównaniem cen. Padło na kupno w wysyłkowym sklepie pewnego stacjonarnego sklepu, w którym nie raz kupowaliśmy. Jako że zakupy robię głowie w biegu, przez telefon i w ciągłej asyście 1,5 rocznej córki, to szybki przelew i nic tylko czekać na nowe cacko. Fajnie by było. W kolejnym mailu dowiaduje się że chwilowy brak w magazynie, Pani czeka 14 dni roboczych a my sprowadzimy. Po 14 dniach Pani czeka nadal. W końcu zrezygnowałam, kasa wróci po weekendzie podobno.

3. Pudełeczka.
Potrzebowałam małych pudełek z 'okienkiem', alledrogo obczajone i wybrana najlepsza oferta. Wysyłka co prawda strasznie droga, bo prawie tyle co za pudełka, no ale może trzeba wysłać jako 'ostrożnie'. No ale w końcu kurierem to szybko przyjdzie. Po paru dniach zaczęło mnie niepokoić, że paczki brak, więc dzwonię. Byli na urlopie, widniała informacja na alledrogo. Coś mi świta więc się nie kłócę, Pani informuje że paczka w poniedziałek będzie szykowana do wysyłki (był piątek). Paczka wysłana w końcu w kolejny piątek zamiast w poniedziałek, jutro może dotrze. Wspominałam że płaciłam prawie 20 zł za kuriera i nie było innej formy dostawy?

4. Wisienka na torcie. Mój upragniony steper.
Lata lecą, trzeba brać się za siebie więc steper zamówiony. Znów wysyłka kurierem z alledrogo. Firma kurierska GEIS. Zamówione w zeszły czwartek, w piątek nadana paczka więc w poniedziałek u mnie. Koło środy zaniepokoił mnie jej brak, więc dzwonię do sprzedającego, który sprawdza śledzenie paczki i mówi że była jedna próba dostarczenia paczki (podobno mnie nie było, choć cały dzień siedziałam w domu), a drugiego dnia nie udało się dostarczyć paczki w godzinach pracy. Telefon na infolinię Geis, oni połączą z kurierem który nie odebrał. Napisali notkę.

W środę status na przesyłce wskazuje, że kurier miał dużo pracy i nie udało mu się dostarczyć mojej paczki w godzinach pracy. W czwartek kolejne interwencje i nagle cud - dzwoni Pan z oddziału w moim mieście czy jestem dziś w domu i czy kurier może przywieźć paczkę.
Jasne! Czekam na niego od poniedziałku.

Wieczorem status paczki daje mi do zrozumienia że musiało nie być mnie w domu, bo kurier mnie nie zastał.
W piątek telefon bezpośrednio do oddziału, pan zapewnia że biegnie dać kurierowi paczkę do rąk, by tego samego dnia była u mnie. Jednak nie było. Na infolinii zgłosiłam, że to już jakieś żarty, a wieczorem znów status wskazuje na przepracowanie kuriera i brak czasu na dostarczenie mojej paczki.

Planuje wybrać się jutro do oddziału Geis i wymyślić jakąś bajeczkę, że mam brata/wujka/szwagra pracującego w telewizji i jak zaraz nie otrzymam paczki to nagłaśniam sprawę i ich niekompetencję.
Choć myślę, że paczka albo uległa zniszczeniu, albo ktoś ją sobie przywłaszczył, skoro jeszcze do mnie nie trafiła.

W najbliższym czasie odechciewa mi się internetowych zakupów.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 103 (139)

#80687

(PW) ·
| Do ulubionych
DO WSZYSTKICH PODRÓŻUJĄCYCH PKP.

Za opóźnienie pociągu przysługują zwroty! Obowiązuje to dla opóźnień większych niż 60 min.

Reklamacje można składać przez internet:
https://www.intercity.pl/pl/site/dla-pasazera/informacje/reklamacje-i-skargi/

Składajcie za każdym razem, kiedy wasz pociąg spóźni się ponad godzinę.

W imię zasad :-)

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (141)

#80681

~kassie ·
| Do ulubionych
Mam ja siostrę. Dwunastolatkę, dokładnie mówiąc. Dzielę z nią - niestety - pokój. Czemu niestety? O tym właśnie historia.

Moja [S]iostra okropnie bałagani. Nie mam tu na myśli kilku papierków na biurku, to jest przy niej zaliczne jako niesamowity porządek. [S] potrafi na biurku trzymać z 5 kubków minimum, kilka talerzy z jedzeniem (no bo po co wynieść po jedzeniu, skoro można zostawić, a ktoś kiedyś za nią może posprząta?), rozwalone po całym biurku książki, papierki (i te większe, i te bardzo drobne, pocięte nożyczkami na malutkie kawałeczki), okruszki. Podłoga wygląda nie lepiej - wszędzie brudne ciuchy (jeśli kogoś zniesmaczę, to przepraszam, ale też ma tam brudną bieliznę), papiery, czasem i jedzenie się znajdzie, plecak, torebki. W skrócie - do pokoju często nie da się wejść. Oczywiście, smród tam nie lepszy - [S] nie otworzy okna, bo za zimno. W pokoju wiele nie przesiaduję, głównie dlatego, że razi mnie bałagan (a także to, że wiecznie jest puszczony bardzo głośno telewizor, nawet jeśli siostra nie ogląda, a wyłączyć nie wolno), ale kiedy już tam wchodzę, od razu okno otwieram. Gdy tylko wychodzę, [S] zamyka. Bo zimno.

Nie możemy sobie poradzić z bałaganiarstwem siostry. Ani ja, ani rodzice. Siedzenie w takim pokoju to mordęga, tak samo jak spanie. Nie dotarło do niej, że kot (który uwielbia zjadać coś, co zostaje na talerzach) może zjeść kilkudniowe jedzenie i to może spowodować jego śmierć. Opublikowanie zdjęć bałaganu na Facebooku, gdzie pełno jej znajomych, też nie dało, oprócz ochrzanu od mamy. Skarga do babć też nie pomogła.

Dlatego mam pytanie do Was, drodzy piekielni - co zrobić, żeby w końcu pyskata dziewczynka zaczęła sprzątać? Póki co każde jej zwrócenie uwagi, nieważne przez kogo, kończy się na "zamknij mordę". Już nie wiem, co robić, bo nie mam zazwyczaj czasu ani chęci na sprzątanie za nią, zresztą jako 12-letnie dziecko powinna sama to robić. Jakieś pomysły?

dom

Skomentuj (48) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (152)

#80673

~ArtystkaAutystka ·
| Do ulubionych
Jestem na ostatnim roku szkoły plastycznej. W związku z tym, oprócz napisania matury, muszę wykonać pracę dyplomową i, w miarę możliwości, także aneks do niej - może nim być rzeźba, seria fotografii... Cokolwiek, w czym uczeń czuje się dobrze i co może podwyższyć ocenę na dyplomie ukończenia szkoły. W moim przypadku, padło na portrety podróżnych - w końcu dojeżdżam do szkoły pociągiem, a moim ulubionym motywem rysunkowym są twarze. To tyle tytułem wstępu.

Dwa dni temu, zauważyłam w pociągu ciemnoskórego mężczyznę. Miał bardzo charakterystyczny typ urody, taki, jakiego prawie nigdy nie malowałam. Poprosiłam go o zgodę na sportretowanie, a gdy ją wyraził, usiadłam i zaczęłam pracować nad szkicem. Po paru minutach, pociąg zatrzymał się na stacji, i do wagonu wsiadła kobieta z... "lekką" nadwagą. Popatrzyła do mojego szkicownika tak nachalnie, jakby była krytykiem egzaminującym dzieło sztuki, rozejrzała się, po czym ustawiła się tak, żeby dokładnie zasłonić mi widok na "modela". Wszystkie okoliczne miejsca siedzące wokół były już zajęte, więc nie mogłam się przesiąść, pozostała zatem tylko jedna opcja.

- Proszę panią, czy mogłaby pani się przesu... - zaczęłam, ale ona zmiażdżyła mnie spojrzeniem, od którego uschłaby roślina:
- NIE.
- Ale pani zasłania mi...
- CZY JESTEŚ GŁUCHA, TĘPA WARIATKO?! - wybuchła - Mam PRAWO stać, gdzie chcę!

Jestem bardzo odporna na buractwo. Naprawdę. Ale jak ktoś mnie wyzywa, w dodatku bez powodu, to tego już nie potrafię znieść. Wstałam z siedzenia, przecisnęłam się obok babsztyla (co nie było łatwe, ze względu na jej gabaryty), po czym usiadłam przed nią na podłodze i ponowiłam pracę. Nie była ona łatwa, ze względu na inny punkt patrzenia, ale na szczęście miałam już mniej więcej rozrysowaną twarz i zostało mi tylko pocieniowanie (nie mogłam tego zrobić z pamięci, ponieważ kolor skóry mężczyzny był naprawdę ciemny i nie mam zbyt wiele doświadczenia z rysowaniem osób o jego karnacji). Po chwili jednak baba dosyć mocno trąciła mnie stopą.
- Posuń się. Nie widzisz, że blokujesz innym przejście?!
- Mam prawo siedzieć, gdzie chcę - oświadczyłam - A skoro osoba tak... szeroka jak pani może blokować przejście, to czemu nie ja? W końcu obok mnie jest się dużo łatwiej przecisnąć.

Kobieta poczerwieniała ze złości, spróbowała chwycić (!) mnie za włosy, ale w tym momencie, mężczyzna, którego próbowałam narysować, wstał i dosyć stanowczo kazał babsztylowi mnie zostawić i przestać prowokować awanturę. Poparła go studentka, która siedziała obok niego i do tej pory była wpatrzona w swój telefon. Napastniczka, rozwścieczona do granic możliwości, poczłapała do konduktora tak szybko, jak tylko pozwalały jej tłuste nogi, wywrzaskując o brudnych imigrantach i pannach lekkich obyczaju udających artystki. Gdy wrócili i poproszono nas o opowiedzenie dlaczego się kłócimy, babsztyl spróbował skłamać, że specjalnie nie daję jej przejść i ją wyzywam od grubasów (???). Nikt jednak nie kwapił się do potwierdzenia jej słów. O dziwo, kazano jej też wysiąść na następnej stacji.

Ja zaś do tej pory zastanawiam się. Po co to było? Dlaczego ta wredna baba próbowała przeszkodzić mi w rysowaniu? Czy była aż tak zazdrosna? Miała okres? Co prawda, rysunek mam i wszystko dobrze się skończyło, jednak co się przez nią nadenerwowałam, to jej...

pociąg

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (195)

#80685

(PW) ·
| Do ulubionych
O szkole.
2 lata temu z różnych przyczyn musiałam się przenieść z jednego z lepszych techników w mieście wojewódzkim do zwykłego LO w moich rodzinnych stronach. Wiadomo, że w prowincjonalnym liceum poziom był dużo niższy, ale jednak byłam w ogromnym szoku. Piszę to okiem obserwatora, sama afery nie robiłam dlatego, że z problematycznymi przedmiotami sobie radziłam (angielskiego uczę się od czwartego roku życia, a materiał z zakresu wiedzy o społeczeństwie zawsze mnie interesował). Byłam na profilu typowo humanistycznym, acz moim wyborem nie kierowało, jak mogłoby się zdawać, lenistwo. Moja klasa przez zdecydowaną większość nauczycieli była traktowana lekceważąco. Ot, banda dzieciaków, która wybrała 'łatwe' przedmioty, bo nie chce im się uczyć. I tu jest źródło piekielności.

1. Rozszerzenia.
- Polski.
Dostaliśmy taka 'dobrą ciocię'. Z jej lekcji zapamiętałam tylko całkiem smaczna herbatkę i długie rozmowy o horrorach. Dekorowaliśmy też jej klasę w okresie świątecznym. W ramach lekcji. Przez tydzień. Klasie się to podobało, mi niekoniecznie, ale tutaj nie było sensu interweniować, bo problem miał się rozwiązać po pierwszym semestrze, kiedy przechodziła na macierzyński. Myślałam, że to przez ciążę, ale nie. Siostra mi mówiła, że 10 lat temu też taka była. W zastępstwie dostaliśmy nauczycielkę z innej szkoły, która doskonale nas przygotowała do matury.

- Historia i WOS.
Wyobraźcie sobie jak mógłby wyglądać żółw w roli nauczyciela... Ja nie muszę. Uczył mnie człowiek o mniej więcej takim temperamencie. No chyba, że zaczął się temat alkoholu. Wtedy był w swoim żywiole. Był to lokalny polityk, czyli, jak miałam nadzieję, można by się czegoś ciekawego z tego zakresu od niego nauczyć. W życiu. Przez 2 lata z zajęć z tym panem wyniosłam masę przeczytanych powieści, poznałam najbardziej bezczelne metody ściągania na historii (facet bardzo rzadko sprawdzał prace, najodważniejsi pisali przepisy na naleśniki...). Było też dużo jadu na lokalnych działaczy i uczniów o poglądach nieco odbiegających od tych, które wyznawał nauczycieli. Ach! I już wiem czym zagryzać wódkę, żeby uniknąć kaca. Taka historia. Całe szczęście, że do WOSu uczyłam się pod maturę, a nie na sprawdziany.
Tutaj podobno były skargi. Najzabawniejsze jest to, że druga nauczycielka wyżej wymienionych przedmiotów (złota kobieta, prowadziła fakultety dla mojej klasy) narzekała na brak godzin i uczyła jakiegoś hisu czy innego uzupełniającego tworu.

2. Języki.
Zarówno niemiecki jak i angielski miałam na podstawie. Niemiecki był prowadzony w sposób, który byłby w porządku w podstawówce. Aczkolwiek kto chciał mógł się dużo nauczyć.
Prawdziwym dramatem w moim liceum był angielski. Do dziś się wzdrygam na samą myśl o tym przedmiocie.
Angielskiego uczył pan Witold. Człowiek starej gwardii (zdaje się, że uczył wyżej wspomniana polonistkę). Postać trochę legendarna, od sióstr i kuzyna słyszałam, że to dobry acz surowy nauczyciel. Aktualnie tylko surowy. Krzyczał, wyzywał i właściwie robił wszystko poza nauczaniem. Widziałam jak dwie bardzo wrażliwe uczennice regularnie brały 'melisanki' przed angielskim. Ja sama często płakałam po lekcjach. Ze złości ;)

Ulubioną metodą Witolda było zadawanie kilku stron ćwiczeń, z których później wybierał kilka i sprawdzał czy uczniowie umieją je... Na pamięć! Znaczy odpytywał ze swojego pustego egzemplarza zbioru zadań. Niby jakiś tam sposób był, ale gość niewiele tłumaczył, jeśli cokolwiek. Tłumaczył się brakiem czasu, co nie przeszkadzało mu w maglowaniu każdego z osobna przy każdej okazji, bo nie chciało mu się sprawdzać kartkówek. Przeważnie ja tłumaczyłam koleżankom i kolegom na przerwach dlaczego tu wstawiamy taką a nie inną konstrukcję.

Dla mnie najgorszym aspektem Witolda było to, że miał pupilków. Znaczy piątki mieli ci, którym udzielał korepetycji. Nie mówię tego z zazdrości, bo nie potrzebuję oceny na potwierdzenie moich zdolności lingwistycznych.
Smuci mnie natomiast, że przez 3 lata grupa prawie dorosłych osób dawała się terroryzować i, co wynikło z rozmowy przy piwie, ze strachu, przed reakcją szkoły nie robiło nic absolutnie, żeby cokolwiek zmienić. Jestem w stanie zrozumieć sprawę z historykiem, sama korzystałam z możliwości ściągania i lubiłam uciąć sobie drzemkę, przynajmniej na przedmiocie, z którego matury zdawać nie planowałam. Ale angielski... Osobiście nic nie robiłam, bo materiał z podstawy miałam w małym palcu (rozszerzenia uczyłam się na własną rękę, gdyż to nie był obowiązek nauczyciela) a jeśli chodzi o zaczepki słowne w moim kierunku, to cóż... Nigdy nie pozostawałam dłużna.

Liceum

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (149)

#80675

(PW) ·
| Do ulubionych
Dnia dnia jedenastego listopada, musiałem być w Warszawie, pechowo bo w samym centrum.

Pojechałem firmowym autem, zaparkowałem przy ulicy Pięknej, nieopodal placu Konstytucji. Żeby nie było – auto zaparkowane prawidłowo w przeznaczonym do tego miejscu. Poszedłem załatwiać swoje sprawy i po powrocie zastałem urwane oba lusterka i połamane tylne światło. Na aucie było też kilka "wlepek" promujących patriotyzm i "narodowościową postawę", oraz kilka z panami Dmowskim i Piłsudskim okraszone cytatami.

Tak więc dziękuję "patryjotyczna" HOŁOTO za zniszczenie auta.

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 143 (233)

#80721

(PW) ·
| Do ulubionych
Planuj ślub i wesele około półtora roku. Trąb o nim po znajomych. Przyjdź do koleżanki dwa tygodnie przed uroczystością i zaproś na ślub i wesele oraz jednocześnie poproś o świadkowanie. Zdziw się, a potem obraź, jak koleżanka najpierw zbaranieje, a potem podziękuje za zaproszenie, ale odmówi udziału, o byciu świadkową nie wspominając. Oburz się, że ktoś ze znajomych śmiał planować sobie wyjazd zagraniczny na dzień twojego ślubu.

Cóż, straciłam koleżankę, wyjazd się udał. Żeby było weselej, wiem, że byłam jej pierwszym, jedynym i (jej zdaniem) pewnym typem na świadkową. Nie rozumiem tylko, co jej do głowy przyszło zapraszać na ślub i prosić o świadkowanie w tak krótkim terminie przed ceremonią?
Nawet jakbym nie wyjeżdżała, to i tak ani bym na wesele nie poszła, ani za świadka nie robiła. Spodziewałam się najwyżej ustnego powiadomienia o ślubie, chciałam wysłać młodym kartkę z życzeniami, skoro wiedziałam, że mi ceremonia koliduje z planami.

Ostatecznie świadkiem panny młodej był jakiś daleki pociotek, bo inni się wypięli.

Bycie świadkiem

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 82 (94)

#80666

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem behapowcem w pewnej firmie. Nadzoruję ponad 200 pracowników. Powiem tak. Kierowcy ciężarówek to są największe matoły z jakimi w życiu pracowałem. Większość z tych ludzi ma problem z pisaniem i czytaniem a ja muszę ich uczyć zasad BHP i bezpiecznej jazdy. Nie da się! Chociaż bym wychodził z siebie i stawał obok, to się nic nie da. Im się mózgi resetują metr za progiem sali szkoleniowej. Codziennością jest, że oni nie zdają prostych testów po szkoleniu. Nawet jak im dyktuję odpowiedzi, to źle zaznaczają i nie zdają!

Wszystkie szkolenia jak krew w piach. Oni k*rwa nie są w stanie przyswoić żadnych zasad BHP. Mają zdrowie i życie innych ludzi kompletnie za nic. Tłukę im do tych zakutych łbów, że zdrowie i życie człowieka jest bezcenne i że muszą uważać na innych na drodze bo nie mają z nimi szans. Myślicie, że to coś daje? Mamy 40 wypadków przy pracy rocznie...

Najgłupszy wypadek przy pracy kierowcy w mojej historii? Facet olał zalecenia ze szkolenia, nie stosował się do instrukcji producenta pasów do mocowania ładunków "on wie lepiej bo pracuje 10 lat". Tak k*rwa, naciągnął pas rurką, że jak go odpinał to pas wystrzelił jak kusza i mu uciął palec...

Nie jestem w stanie nauczyć tych durni do zapiania pasów! Oni uważają, że nie trzeba zapinać pasów jadąc ciężarówką. Facet zjechał z drogi do rowu. Wyj*bało go z siedzenia i tak przypi*rdolił głową w podsufitkę, że połamał kręgi...

Najtrudniejsza branża świata. Ludzie trzymajcie mnie, bo mi rozwali bebech ze śmiechu. Kierowcą tira nie zostaje się jak masz skończoną astronomię na Uniwersytecie Jagielońskim. Kierowcą tira zostaje się jak nie potrafi się robić w życiu k*rwa NIC. Ci goście byli w stanie przyswoić tylko umiejętność kręcenia kółkiem. 80% kierowców ma szkołę podstawową!

A co robią kierowcy ciężarówek każdy kto jeździ widzi. Mają w dupie wszystkich. Zajeżdżanie drogi na autostradach, bo sobie robią wyprzedzanie - wyścigi słoni na tempomatach bo jeden ma 89,5 a drugi 89,7 km/h, więc go wyprzedza bo policzył, że na 10000 km zaoszczędzi cztery minuty. Szeryfowanie na zwężkach i utrudnianie jazdy innym. Opona mu pęknie, to ją pi*rdolnie do lasu w krzaki albo zostawi na środku autostrady, żeby się ktoś na niej r*zj*bał.

Włączcie sobie CB i posłuchajcie rozmów kierowców ciężarówek. To jest taki rynsztok, że warszawski furman dostaje opadu szczęki.

Do tego dochodzą kradzieże paliwa. Każdy kierowca tira kradnie paliwo ze swojego samochodu. U nas montuje się dziesiątki zabezpieczeń na auta, żeby nie kradli, ale zawsze jesteśmy krok za nimi! Zawsze znajdą sposób, żeby spuścić. Jak wam tirowiec powie, że nie kradnie to go zapytajcie po ch*j mu plastikowe bańki na pace.

Kolejna rzecz - alkohol. Codziennie rano dymam przez firmę z alkomatem. Muszę k*rwa, nie mam wyjścia! Ci ludzie są nieodpowiedzialni. Jak się zapomnę i ich nie sprawdzę to się napi*rdolą po pracy jak stonka po opryskach. Nie piją w pracy, ale przychodzą w takim stanie, że ja biorę gościa na dmuchawkę o 12 w południe wychodzi wynik złoty dziewięćdziesiąt. Pytam się o co chodzi. On nie pił alkoholu! Gniotę go to mówi - wypił wczoraj 6 mocnych piw. Litrowych. Ale przecież piwo to nie alkohol!
Nie ma tygodnia, żeby nie złapać kierowcy, który przyszedł napi*rdolony do pracy.

U nas tego nie ma bo nasza branża cechuje się tym, że nie śpią w trasie, bo objeżdżają wszystko w jeden dzień pracy, ale co jeszcze robią tirowcy w innych firmach? Zgadzają się na każde zbydlęcenie jakie zaserwuje im pracodawca.

Wymyślono prawo o czasie pracy kierowców, które ma chronić innych przed nich zmęczeniem oraz ich samych przed nimi samymi, a to bydło to prawo łamie, grzebią przy tachografach, kombinują z kartami kierowcy.
Śpią na pakach, leją na koło, srają w krzakach jak zwierzęta, myją się pod kranami na stacjach benzynowych i wpi*rdalają karmę dla psów.
Nie ma takie upodlenia jakiego nie zniosą bo to są po prosty takie prymitywy.

Kierowca to nie jest najcięższy zawód. Kierowca to jest stan umysłu. Oni sami utrudniają sobie ten zawód, bo sami zgadzają się na takie traktowanie!

Na koniec dodam, żeby być sprawiedliwym - znam paru kierowców swoich pracowników, którzy na szczęście są wyjątkami od tego co napisałem. Ale niestety tych prawdziwych fachowców na poziomie można policzyć na palcach może dwóch rąk!

Firma_Transportowa

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 156 (250)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni