Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#77167

(PW) ·
| Do ulubionych
Wprawdzie mamy dopiero luty, ale już bym chciał zgłosić kandydatkę na Matkę Roku.

Wracam ja sobie do domu ze spaceru z (a jakże) Dieslem na smyczy.
po drodze przechodziłem koło "Stonki" i lekko się zawahałem. Przydałoby się parę podstawowych produktów do domu, bo coś przeciąg po szafkach i lodówce. Jednak jak zobaczyłem ogrom błocka w miejscu gdzie normalnie psa parkuję szybko wybiłem sobie pomysł z głowy.

Ale dzięki temu przypadkowemu przystankowi miałem "przyjemność" zapoznać bohaterkę tej historii.
Otóż ze sklepu wytarabania się Dziewoja w wieku 20-40 lat (spod szpachli ciężko było stwierdzić) z nosidełkiem i zakupami w obu rękach. Kompletnie się na tym nie znam, ale chodzi o górną część wózka dziecęcego, takiego z pałąkiem, które można odpiąć od podwozia i nosić ze sobą jeśli ktoś ma na tyle siły. Pierwsza yśl to jakk dziewczę uradziło robienie zakupów z taką niemałą "torbą" w ręce, ale przecież rozprawki z tego pisał nie będę.

Ruszam po przekątnej przez parking i kątem oka widzę jak mamusia dociera do kilkunastoletniego Scenica (taki Megane, co udaje vana), otwiera z pilota (taki wypas wersja) i... ładuje zakupy na tylne siedzenie, a dziecko na dach. WTF? Chyba powinno być odwrotnie tym bardziej, że pada deszcz.

Ale piekielność dopiero miała nastąpić. Mamusi zadzwonił telefon. Nie przerywając procedury ewakuacyjnej zaczęła paplać, wsiadła do samochodu, uruchomiła silnik i ruszyła.
Zrobiłem dwa kroki do przodu zaczynając machać łapami i wrzeszcząc żeby pani jednak się zatrzymała i zabrała zgubę z dachu samochodu. Ja drę ryja, pies szczeka, pani trąbi i kłapie paszczą wykrzywioną w moją stronę (dźwięku z wewnątrz auta nie miałem).
Jako że nie miałem zamiaru zejść jej z drogi, żeby mnie nie potrącić łaskawie nacisnęła na hamulec. Jak łatwo się domyślić dzieciątko z gracją zjechało po przedniej szybie, masce i wylądowało u mnie na rękach, zamiast w kałuży.

Tu chyba dotarło do Matki Roku, że stan posiadania się jej trochę nie zgadza, bo wysiadła z samochodu ze słowami: "Zabierz łapy od mojego dziecka pedofilu, bo wezwę policję!!!"
Tak mnie zatkało, że nosidełko oddałem bez słowa, z dziewoja zapakowała je do bolida i odjechała w sobie tylko znanym kierunku.
Brak słów.

parking

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 259 (Głosów: 337)

#77144

(PW) ·
| Do ulubionych
Poprzednia moja historia, przypomniała mi inną.

Przed świętami moja koleżanka urodziła dziecko. Dziecko wyczekane, wystarane i wymodlone. Z tej okazji zrobiła przyjęcie dla swoich koleżanek. Byłam tam i ja.

Nie ma nic lepszego na świecie niż koleżanki!
Młoda mama dowiedziała się, że:
- teraz to już nie ma życia, tylko pieluchy, gotowanie i sprzątanie.
- teraz to już życie bez seksu. Bo kto by chciał się kochać z kimś z rozstępami i obwisłym brzuchem?
- teraz to się nie wyśpisz! I tak do końca życia...
- mąż to wcale nie pomaga przy dziecku. Tylko patrzy, żeby zwiać z domu.
- pomaga? Pewnie podrywa młodsze metodą "na wózek".
- nie wolno dziecku dawać czekolady.
- trzeba dziecku dawać coś słodkiego.
- dziecko nie może spać z rodzicami
- dziecko MUSI spać z rodzicami

A gdy jedna z mam dowiedziała się, że zapłodnienie nie przebiegło "po bożemu", wykrzyknęła tylko:
To Oliś jest nieprawdziwy?!

Moja koleżanka i jej nieprawdziwe dziecko mają się dobrze. Mimo wszystko.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (Głosów: 238)

#77168

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja z dzisiejszego wieczoru, może nie piekielna ale absurdalna.
Niestety, ale dzisiejszego wieczoru "moja największa miłość", czyli mój samochód ucierpiał. Zacznijmy jednak od początku. Mój samochodzik stał sobie grzecznie prawidłowo zaparkowany na parkingu pod moim blokiem i niestety pewna pani w niego wjechała. W sumie nic strasznego się nie stało, ale zderzak się połamał. Pani przynajmniej była uczciwa bo poszła do pokoju ochrony żeby to zgłosić, a ochrona zadzwoniła domofonem do mnie. Od tego momentu zaczyna się absurdalność sytuacji.

Pani, która wjechała w moje autko wezwała policję, ponieważ uznała, że to nie była jej wina. Policja na szczęście przyjechała dosyć szybko. Pani zaczęła tłumaczyć policjantom, że kolizja nie była z jej winy. Kiedy policjant wyjaśnił jej, że jeśli uderzyła w zaparkowany samochód to jej wina jest ewidentna, pani zmieniła strategię. Stwierdziła bowiem, że ona mojego samochodu "nie uderzyła a jedynie dotknęła", więc ona nie wierzy, że od tego połamała mi zderzak. Na szczęście policjanci byli większej wiary i uznali, że pani ponosi wyłączną winę. Niestety, ale parking to teren prywatny, więc skończyło się dla pani jedynie na pouczeniu. Mnie natomiast czeka przygoda z "mobilnym likwidatorem szkód"... Trzymajcie kciuki... :)

Parking

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (Głosów: 133)

#77138

(PW) ·
| Do ulubionych
Wysyłałam paczkę. Jako, że na koszt odbiorcy, to on zadecydował o wyborze kuriera. I wybrał. Dpd... zasugerowałam, że może inna firma, bo o ile w Polsce (na naszym rejonie jest bardzo uprzejmy kurier) nigdy się na nich nie zawiodłam, to tutaj (uk) zawsze. Ale skoro odbiorca płaci, to niech będzie.

Usługa zamówiona, zapłacona, kurier szybciutko odebrał i za 3-5 dni paczka ma być na miejscu. Po 3 dniach do mych drzwi puka kurier. Z paczką, którą wysłałam do Polski... partner mówi mu, że chyba coś się nie zgadza, żeby sprawdził w systemie o co chodzi. Kurier się zgadza, idzie sprawdzić do samochodu i... odjeżdża. Podpisu nie wziął...

Na paczce jako adres odbiorcy widnieje adres nadawcy, na moim świstku wszystko się zgadza. Wg systemu paczka jest w drodze do Polski.
I szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy nie zgłosić zaginięcia paczki. Może to ich czegoś nauczy...

zagranica

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (Głosów: 148)

#77124

(PW) ·
| Do ulubionych
Zachciało mi się związać z chłopakiem z konserwatywnej rodziny. Znamy się 3 lata, parą jesteśmy od ponad roku. N miał mocne opory przed powiedzeniem rodzicom, że jestem jego dziewczyną, a nie najlepszą przyjaciółką. W końcu jednak zaprosił mnie na święta Bożego Narodzenia i zrobił wielki come out :)

Wspomnę tylko, że zawsze byłam w jego domu ciepło przyjmowana, jego rodzina mnie lubiła (czy raczej takie sprawiali wrażenie), jego młodszy brat nazywał mnie 'siostrą z innej matki', a sama rodzicielka lubiła posiedzieć ze mną przy kawie i pośmiać się z sarkastycznych żartów.

Wszystko to skończyło się po ujawnieniu, że jesteśmy parą. Głównie problemy sprawia właśnie jego matka.
Najpierw usłyszeliśmy, że jest za młody na dziewczynę (facet 21 lat), nie skończył nawet studiów, a ja jestem 2 lata od niego starsza, więc się nie nadaję.

Na początku zaczęło się powiedzmy niewinnie. Rozmowy ze mną ograniczyła do burczenia 'dzień dobry' i 'do widzenia'. Nie wystawiała dla mnie kubka na kawę, co zawsze robiła. Nie pozwalała nam zamykać drzwi do pokoju, w którym siedzieliśmy.

Potem jazdy przybierały na sile. Nie nazywa mnie już po imieniu i mówi o mnie per 'ta dziewczyna', nawet jeśli stoję tuż obok. Robi dzikie awantury, kiedy N rozmawia ze mną przez telefon czy chce ze mną wyjść. Jeśli mamy czelność się przytulić mówi, że to co robimy jest ZŁE, a my nie szanujemy żadnego z domowników.

Dodatkowo uznała, że bliźniaki (chłopy po 18 lat) nie powinny oglądać w domu takich rzeczy, bo to będzie miało na nich zły wpływ. Tu już nie wytrzymałam i odszczeknęłam, że skoro mogą kopcić jak kominy i zalewać się w trupa na całonocnych imprezach (byłam, widziałam) to chyba widok przytulonej pary nie zrobi im wiele krzywdy. Dostała takiego szału, że teściu delikatnie oddelegował mnie z kuchni. :))

Nie chce już przytulać mojego N, jego z nią rozmowy ograniczają się do wrzasków, a ostatnio powiedziała, że on tym związkiem ją skrzywdził i ZDRADZIŁ.
Panie premierze, jak żyć. :)

piekielna teściowa

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (Głosów: 193)

#77118

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam na Wyspach.

Przyjechaliśmy do Londynu w 2007 roku, wynajmowaliśmy pokój od walniętej polki, córki imigrantów wojennych. Mieszkała w niesamowicie zapuszczonym domu, który poniekąd wart był około 3 mln funtów. Jej jedynym źródłem utrzymania był wynajem pokojów w owym domu. Jednym z jej lokatorów był chronicznie bezdomny pan o francuskim imieniu, któremu miasto opłacało tam mieszkanie. Bagatela 800 funtów. Dla porównania my, za 2-osobowy pokój z widokiem na ścianę domu obok płaciliśmy jej 400 funtów. Więc jej oczywiście się opłacało i patrzyła na jego wybryki przez palce.

A facet był piekielny. Jak cholera. Walił pod siebie jedynki regularnie, a jak popił, to i dwójkę w gacie zrobił. Nawalony chodził codziennie, nie lekko pijany tylko do porzygu. Muszę dodawać, że spał tam gdzie padł?

Dla nas to była nowość, nowy kraj, nowe zasady, nie mieliśmy może trochę porównania, więc wytrzymaliśmy tam aż 2 miesiące. A wyprowadziliśmy się kilka dni po jego ostatnim wybryku. Dziewczyna właśnie skończyła myć nasze naczynia (każdy miał swoje) i umyła zlew.

Nagle w drzwiach pojawił się francuz. Spojrzał na nas mętnymi zapijaczonymi oczkami, bez słowa podszedł do zlewu, wyjął sprzęta i się odlał. Błogo przy tym popierdując. Kuchnia miała około 10m2. Ja wtedy jadłem obiad.

Tydzień później mieszkaliśmy gdzie indziej.

zagranica

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 154 (Głosów: 180)

#77109

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam dwa koty. Jestem ich opiekunem, to o nie dbam.
Karmię, gotuję (wywar z kurczaka, dodaję żelatynę i robię galaretkę), wymieniam kuwetę, czeszę, prowadzam do weterynarza i kupuję zabawki. Dodam też nieśmiało, że lubię z nimi spędzać czas.

Ostatnio dowiedziałam się od moich znajomych, że jestem fanatyczką. I żebym coś lepiej dzieciom kupiła, a nie tym zwierzętom, bo szkoda kasy.

"Koleżanka" raczyła mnie ostatnio opowieściami, że U NICH to DZIECI są najważniejsze, że U NICH to kot by nie siedział na kanapie, że u NICH to najważniejsze jest zdrowie, a koty to źródło bakterii, zarazków i chorób. I że, to mój osobisty faworyt, jak ktoś KOCHA dzieci to rozumie, że zrobi się dla nich wszystko, a nie przerzuca miłość na innych.

Czyli, że nie kocham swoich dzieci? Bo nie rozumiem.

Znajomych sobie chyba zmienię, a przed następnym najazdem gości łyknę hydroksyzynę.

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (Głosów: 223)

#77204

~mamuska39 ·
| Do ulubionych
Mam syna w 4 klasie podstawówki.

Na początku roku spytano się, czy chcemy aby dzieci uczestniczyły w WDŻ. Mając dobre wspomnienia z tego przedmiotu i myśląc, że będzie go nauczała ta sama nauczycielka co mnie, zapisałam syna na te lekcje.
Okazało się, że w tym roku nauczała go katechetka. Nie, nikt wcześniej nas o tym nie informował. Wiedziałam, że syn nie może liczyć na rzetelną wiedzę, ale w domu staraliśmy się go uświadamiać - np. przy okazji Czarnego Protestu wytłumaczyłam mu o co chodzi z aborcją - oczywiście odpowiednio do jego wieku.

I tak uzbrojony w swoją wiedzę, syn musiał chodzić na WDŻ, bo zgoda podpisana. Słuchał więc o tym, że seks to zło i nie należy go uprawiać w żadnym innym przypadku, jak chęć posiadania dzieci. Słuchał, że kobieta, która się zabezpiecza, będzie zdradzała, a mężczyzna kupujący prezerwatywy narusza przykazania. Masturbacja spowoduje to, że pójdzie do piekła, a okres jest karą za grzechy kobiet. Gdy to słyszałam, czułam się jakby lekcji nauczała Szalona Matka Carrie z powieści Kinga.
Sprawa się skomplikowała, gdy poszłam na rozmowę z nauczycielką i powiedziałam, że jako osoba niewierząca (syn nie chodzi na religię) nie życzę sobie takich treści na lekcjach WDŻ.

Kompletnie nic to nie dało. I cóż, chyba trzeba iść z tym wyżej i ponownie stać się czarną owcą, bo mam swoje zdanie.

szkoła

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 242 (Głosów: 284)

#77179

(PW) ·
| Do ulubionych
Służba zdrowia taka piękna.

2009: trenuję jakiś tam sport, nagle zaczyna mnie boleć kolano i mam problemy z chodzeniem. Idę do lekarza, diagnoza to delikatnie wyschnięta chrząstka stawowa. Dostaję zastrzyki, powinno przejść. No dobra, przeszło.

Marzec 2015: dwa lata wcześniej wróciłem do sportu, tym razem innego. Nagle ból w kolanie jeszcze gorszy niż był kiedykolwiek, z treningu wracam na czworaka praktycznie. Pora na wizytę.

3 dni później idę prywatnie i pozbywam się 120zł. Dostaję znów zastrzyki, jako że opisałem wcześniejsze perypetie z kolanem. Ale gdzieś tam coś tam lekarz wymacał w nodze i kazał zrobić rezonans. Tylko, że z przychodni prywatnej nie może dać skierowania, więc muszę iść do niego państwowo.

Grudzień 2015: dostałem się na wizytę państwową. Dostałem skierowanie na rezonans. Dzwonię, umawiam się. W mojej miejscowości najszybciej to listopad 2016. Więc dzwonię po województwie; 105km ode mnie, ale na lipiec. No dobra...

Lipiec 2016: robię rezonans, dostaję wynik. W kwietniu zapisałem się na wizytę do lekarza państwowo; wizyta na listopad 2016.

Listopad 2016: wizyta... lekarzowi opada kopara. Przedawniony uraz, uszkodzona łąkotka, zerwane więzadło, ale te jakieś nie że kolano niestabilne, tylko te co przy zginaniu nogi jest dziwne uczucie. No i fakt, jest dziwne, w sumie zawsze było, ale myślałem że już taki mój urok po poprzedniej kuracji sprzed 7 lat. Lekarz się złapał za głowę, że zastrzyki te za 80zł nie były mi wcale potrzebne, wystarczyły przeciwzapalne. 7 lat chodzę z rozpieprzonym kolanem bo jakiś poprzedni Wacław nie zrobił podstawowych badań. No cóż, dostałem skierowanie na operację. Ogólnie to czekają mnie dwie; jedna na "uporządkowanie" stanu kolana, a druga na rekonstrukcję więzadła. Termin na drugą dostanę po odbyciu pierwszej.

Na kiedy mam pierwszą? Marzec 2018...

słuzba_zdrowia

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 208 (Głosów: 214)

#77194

(PW) ·
| Do ulubionych
Złamałam rękę. Cóż, mało przyjemne, trochę problematyczne, ale niezbyt piekielne. Dlaczego więc o tym wspominam? Bo irlandzkie dzieciaki...

Z zagipsowaną ręką udałam się zgłosić wypadek do tutejszego "ZUSu". Przed wejściem do budynku stała matka - Irlandka z rozbrykanym ośmiolatkiem. Gips nie jest duży, więc częściowo ukrywam go pod płaszczem, ale dłoń w opatrunku widać. Co wiec zrobił chłopak? Z wrzaskiem podbiegł do mnie i uwiesił się mi na na ręce.

Krzyknęłam, przestraszona niespodziewanym atakiem i odepchnęłam urwisa, aż upadł na tylną część ciała. Mamuśka wrzasnęła na mnie, na co pojawił się ochroniarz i spytał, co się dzieje. Matka zaczęła lamentować, że się znęcam nad jej synem. Na szczęście ochroniarz był w porządku i zapytał mnie, o co chodzi, wiec wyjaśniłam. Okazało się, ze ten duet jest tam znany, a ochroniarz obserwował piekielną rodzinkę od dłuższej chwili. Dostali wiec uczciwy opr, zabrano nas do biura, nakazano matce podać dane i poinformowano Gardai (tutejsza policja).

Na wszelki wypadek wszyscy złożyli zeznania, więc w razie co, mamiszon będzie miał problem, jeśli coś mi bachor uszkodził. Tyle dobrego...

zagranica dzieci i mamuśki

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 189 (Głosów: 203)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni