Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#82204

~BoJestemKobieta ·
| Do ulubionych
Krótko i zwięźle.

Pracowałam w pewnej firmie około 2 lat. Zbliżył się czas, gdy kończyła się stara umowa i mogłabym podpisać nową. Umowę na stałe.

Nie mogłam zastać ani kierowniczki działu, ani vice-szefa, ani szefowej. Na telefony lub przez osoby z działu "menadżerskiego", słyszałam tylko odpowiedź "porozmawiamy później".

Tydzień do końca, a ja sobie myślę "czas poszukać innej pracy".

I co? Miałam rację.

Powód nieprzedłużenia umowy?

"Bo będziesz miała kiedyś dzieci".

Żałuję tylko, że tego nie nagrałam. Rozmowa odbyła się bez świadków (zaproszono mnie na rozmowę do biura). Chcę mieć dzieci, ale musi mnie być na nie stać. Nie stać mnie na nie, więc nie mam. Ale jak mam je mieć, skoro powodem nieprzedłużenia umowy jest fakt, że właśnie chcę je mieć...?

dzieci praca firma sklepy sklep biuro 500 Polska umowa

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (156)

#82141

(PW) ·
| Do ulubionych
Pod koniec ubiegłego roku jeden z moich zębów bardzo dał mi się we znaki. Poszedłem więc prywatnie do popularnej sieci placówek opieki zdrowotnej. Do tamtego momentu nie miałem większych zastrzeżeń do jakości usług tej firmy. Standardowa długość wizyty stomatologicznej, to 30 minut w tej firmie.

Wizyta 1: Stomatolog nr 1. Konieczne leczenie kanałowe. Spiłowanie części korony zęba i odbudowanie jej. Zapisać się na godzinną wizytę, podczas której wszystko powinno być zakończone (trucie zęba nie było konieczne, bo zdążył umrzeć przed wizytą). Podpisałem dokument, że zgadzam się na leczenie kanałowe, którego koszt może wynieść X (dokładnej treści dokumentu nie pamiętam, nie otrzymałem kopii).

Po wizycie zapisałem się do innego stomatologa w tej samej placówce, gdyż do pierwszego nie było terminów. Według rejestratorki było bez znaczenia, kto mi będzie kontynuował leczenie.

Wizyta 2: Stomatolog nr 2. Zapisać się na kolejną, półgodzinną wizytę, która powinna być ostatnią.

Wizyta 3: Stomatolog nr 2. Zdjęcie RTG. Zapisać się na kolejną, półgodzinną wizytę, która powinna być ostatnią (dokończenie wypełniania zęba). Wspomniany wyżej koszt X został minimalnie przekroczony.

Ponieważ możliwy termin zapisu na kolejną wizytę do jakiegokolwiek stomatologa w tej placówce był bardzo odległy, zapisałem się do innej placówki tej firmy w tym samym mieście.

Wizyta 4: Stomatolog nr 3. Nie podjął się zakończenia leczenia bez wglądu w zdjęcie RTG. Zdjęcia nie mam ja, bo go nie dostałem. Zdjęcie poszło do systemu elektronicznego (widziałem na komputerze stomatologa nr 2). Stomatolog nr 3 twierdzi, że nie ma dostępu do tego zdjęcia.

Wizyta 5: Stomatolog nr 2. Zakończenie leczenia. Brak jakichkolwiek zaleceń czy przeciwwskazań. Mogłem od razu po wizycie przyjmować pokarmy i napoje. Pomimo przekroczenia kosztu X na wcześniejszej wizycie, ta również była płatna.

Dwie godziny po wizycie zjadłem lekkie danie z kuchni chińskiej (ryż, warzywa, ryba). Po posiłku się zorientowałem, że nie mam części właśnie wyleczonego zęba (w przybliżeniu 1/3 widocznej części korony) - tej części, która została spiłowana, następnie odbudowana i wypełniona. Zadzwoniłem na infolinię sieci placówek medycznych (nie ma nigdzie numerów do poszczególnych placówek). Zostałem umówiony na wizytę jeszcze tego samego dnia do stomatologa, nr 3 w innej placówce, u którego byłem na czwartej wizycie. Powiedziałem konsultantce, że ten stomatolog nie chciał się uprzednio podjąć leczenia, gdyż rzekomo nie ma wglądu do zdjęć RTG. Zostałem zapewniony przez konsultantkę, że pracownicy wszystkich placówek tej firmy mają wgląd do pełnej dokumentacji elektronicznej i że na pewno zostanę przyjęty przez stomatologa nr 3.

Wizyta 6: Stomatolog nr 3. Nie zrobi nic z tym zębem, bo nie on go leczył. Mam się udać do placówki, w której mi leczono ten ząb.

Udałem się więc jeszcze tego samego dnia do tamtej placówki i opisałem całą sytuację rejestratorce. Kobieta dwoiła się i troiła, żeby mi pomóc, ale ponieważ był już wieczór, "moich" stomatologów już nie było i przez najbliższy tydzień miało nie być, a obecny jeszcze inny stomatolog stwierdził, że on zaraz wychodzi i mnie nie przyjmie, ostatecznie żadnej pomocy nie otrzymałem.

Zostałem więc z wyleczonym, aczkolwiek niekompletnym zębem, a dziura w zębie zamieniła się w dziurę w portfelu większą od tej, na którą podpisałem papier. Reklamacja w toku.

PS: Zanim rozpocząłem leczenie, próbowałem się dowiedzieć, jakich kosztów mogę się spodziewać. Konsultanci infolinii i rejestratorzy we właściwej placówce powtarzali jak mantrę, że o kosztach leczenia poinformuje mnie lekarz.

Dentysta

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 71 (85)
Piekielności z forum motoryzacyjnego.

Jeden z użytkowników zadał pytanie odnośnie niezbyt popularnego, aczkolwiek ciekawego samochodu jakim jest Audi A2. Można by rzec, że samochód w momencie produkcji nieco wyprzedził swoją epokę i nie wbił się w rynek tak jak to planowano.

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że faktycznie auto charakterystyczne, ma pewne udziwnienia - jeżeli chcesz coś zrobić w silniku zdejmujesz całą maskę, zaś jak chcesz dolać płynu do spryskiwaczy czy sprawdzić stan oleju wystarczy otworzyć "grill" :)

Wracając jednak do tematu samochodu. Większość komentarzy pod opublikowanym postem była następująca: "nie kupuj tego gów** / jak chcesz się wstydzić za kółkiem to proszę bardzo / najbrzydsze auto świata, już multipla jest lepsza" itp itd. Oczywiście komentarze te były wypowiadane przez osoby, które ledwo co zdały "prawko", ewentualnie dopiero zdają i jedynym słusznym wyborem jest BMW/VW i poszczególne modele AUDI, gdzie reszta marek to złom. Dominują również określenia typu "Nie kupuje się samochodów na "F"- FIAT, FORD i FRANCUSKIE", a Opel to gnije w momencie produkcji.

Tylko kilka komentarzy było konkretnych, z których można było się czegoś dowiedzieć.

Czytając te wypowiedzi czułem się jakbym był w przedszkolu. Co drugi to większy znawca samochodów i przekrzykują się w tym. Od pewnego czasu reprezentowany poziom rozmów staje się tragiczny.

Teraz pytanie do was: Po co wypowiadać się na tematy, o których nie ma się bladego pojęcia?

FB- forum motoznaFcy.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 89 (121)

#73115

(PW) ·
| Do ulubionych
Dwa dni temu, w piątek, wybrałam się do kina. Po tego typu filmach (Marvelowskie, konkretnie) zazwyczaj są sceny po napisach, które zapowiadają kolejny film z serii.

Film się skończył, ze znajomymi grzecznie czekamy aż miną napisy. Rozumiem, że nie każdemu się chce czytać o makijażyście kucharki numer dwa i innych członkach ekipy, dlatego pewien chłopak podszedł do pracownika (stał już przy drzwiach) i zapytał, czy po tym filmie na pewno jest taka scena. Pracownik powiedział, że nie, chłopak powtórzył informację reszcie towarzyszy i wyszli. Około dziesięciu osób.

Ja i znajomi jednak poczekaliśmy. Scena była. Na dodatek bardzo ciekawa.

I wiem, że dla niektórych jest to piekielność bardzo drobna, ale fani naprawdę długo czekają na takie filmy, są miłośnikami całych serii, dlatego takie sceny to genialna sprawa. Nie rozumiem podejścia pracownika, być może chciał szybciej wygonić ludzi i skończyć pracę, a może po prostu nie wiedział czy scena jest, bo filmu sam jeszcze nie widział, ale chyba w takim razie powinien powiedzieć, że nie wie.

Uwagi nie zwróciłam, bo widząc, że my nadal siedzimy, wyszedł i pewnie wrócił później.

Kino

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 179 (217)

#73163

~Cysia ·
| Do ulubionych
Historia z autobusu...

Jechałam do miasta załatwić kilka spraw, było około godziny 10 rano.
Na następnym przystanku wsiadła starsza pani. Nie zwróciłam na nią zbytniej uwagi, przez moment pomyślałam tylko czy będzie miała gdzie usiąść, ale niedaleko mnie były jeszcze wolne dwa siedziska. Niczego się nie spodziewając z jej strony zapatrzyłam się w okno. Po chwili z zamyślenia wyrywa mnie owa staruszka z pretensjami:

- Młoda damo, dlaczego nie ustąpisz mi miejsca?
Zbita z tropu, grzecznie jej odpowiedziałam:
- Za panią są jeszcze trzy wolne miejsca.
- Jak śmiesz. Jestem starszą, schorowaną kobietą, a ty nie chcesz ustąpić mi miejsca?
Usłyszawszy to wybałuszyłam oczy i powtórzyłam:
- Proszę pani za panią są wolne siedziska. Może tam pani usiąść.

Oczywiście nie poskutkowało. Ta z wyglądu potulna babunia swoim wzrokiem mogłaby zamieniać w kamień jak bazyliszek. Takich wyzwisk nie usłyszałam jeszcze od ani jednej osoby, a co dopiero w takim wieku. Próbowałam ją uspokoić i wytłumaczyć, ale nie dało jej się przegadać. Krzyczała na cały autobus tak, że już każdy pasażer skupiał się na niej i na mnie.

Straciłam cierpliwość. Wstałam i powiedziałam:
- Dobrze, niech pani usiądzie skoro tamto siedzenie panią uwiera.

Po czym usiadłam po drugiej stronie, a starucha się przymknęła i zajęła moje miejsce. Najzabawniejsze jest to, że przez całe to naskakiwanie na mnie i obrażanie zajęło jej całą drogę i ledwo zdążyła zagrzać krzesło, a już musiała wysiadać.

Czasami myślę, że na starość się głupieje i przewraca w głowie.

komunikacja_miejska

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 171 (231)

#78319

(PW) ·
| Do ulubionych
Krótko i na temat. Nie wiem czy Wy również się z tym spotykacie i czy Was to drażni, ale... Dlaczego k***a minimum 5 osób dziennie w mojej kawiarni po skorzystaniu z łazienki nie gasi za sobą światła i zostawia otwarte drzwi na oścież? Te drzwi przeszkadzają generalnie w poruszaniu się i klientom i pracownikom, bo kawiarenka mała, a prąd nie działa na powietrze.

Dodatkowo z tych 5 osób przynajmniej 2 nie spuszczają za sobą wody. Co jest nie tak z tym społeczeństwem?

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (194)

#82205

(PW) ·
| Do ulubionych
Tyle się człowiek naczytał o piekielnych madkach, a mimo to pierwsze zderzenie z takim osobnikiem wywołało niemały szok.

Sytuacja z dzisiaj.
Firmowy wyjazd integracyjny zakończony grillem z dodatkowymi atrakcjami. Jedną z takich specjalnie wykupionych przez nas zabaw był taki a'la dmuchany zamek, a właściwie placyk. Na tym placyku dwa kwadratowe dość miękkie podesty. Zabawa jest prosta: dwie osoby stają na podestach i gąbczastymi długimi pałkami próbują zrzucić tę drugą osobę.

Po kilku godzinach wszyscy zmęczeni całym dniem, rozłożyli się wygodnie z piwkiem w ręku na placyku i wchłaniali zadowoleni witaminę D. Sielanka.

Oczywiście do czasu kiedy na nasz placyk nie wpadło Wredne Babsko [WB] z dwoma dziewczynkami lat ok 4.
Dziewczynki wskoczyły na placyk i zaczęły szarżować jak małe dziki. Kto bawił się na dmuchanych atrakcjach ten wie, że raczej ciężko utrzymać w takiej sytuacji piwo w ręku, a w sumie nawet ciężko się zwyczajnie zrelaksować jak co 3 sekundy miota człowiekiem na wszystkie strony.

Jako, że byłam organizatorem imprezy zaczęłam obserwować [WB] i jej pociechy mając nadzieję, że dziewczynki poskaczą 10 minut i się znudzą. O słodka naiwności.
Po dłuższej chwili moi kpledzy zaczęli wstawać i oddalać się w spokojniejsze miejsce. Dziewczynki swoim zachowaniem zmiotły z atrakcji 3/4 odpoczywających czyli jakieś 15 osób.

Krew mnie zalała nie powiem, bo czas leciał, a końca zabawy nie widać. Wstałam więc i najgrzeczniej jak potrafiłam starałam się wytłumaczyć kobiecie (kto wie może faktycznie nie wiedziała, że to atrakcja płatna przygotowana specjalnie pod wykupioną imprezę?), że dziewczynki nam jednak już przeszkadzają, a zapłaciliśmy za korzystanie z placyku.

[WB] potraktowała mnie rykiem na pół wsi, że to są dzieci i czy mi nie wstyd je wyrzucać? Czy mi nie wstyd zabraniać małym dzieciom zabawy? Piwo niech sobie dorośli piją na ławkach! Dmuchane atrakcje są dla dzieci nie dla dorosłych.

Rozmowa ze słupem. Na nic argumenty. Poszłam więc do obsługi i grzecznie poprosiłam o wyproszenie [WB] razem z pociechami z wykupionej przez nas atrakcji. Na taki rozwój wypadków w [WB] wstąpił szał, bo zaczęła biegać od jednej osoby z naszej imprezy do drugiej wrzeszcząc:
- I co ci te biedne dzieci przeszkadzają! Sam sobie siedź na ławce! Co wam te dzieci zrobiły? Nie wstyd wam? Niech wszyscy patrzą jacy jesteście! Dzieciom zabraniacie!!!

Przyznam, że mnie osobiście zamurowało. Obsługa też nie bardzo mogła sobie poradzić z [WB]. Koniec końców sytuację uratował kolega, który spokojnie sącząc piwo na placyku do podchodzącej z wrzaskiem [WB] okrzyknął:
- Idź stąd! Słyszysz? Idź stąd!
Podziałało jak magiczne zaklęcie.
Niby internet. Niby człowiek czyta o takich sytuacjach, a kiedy sam się w nich znajdzie to i tak szok, niedowierzanie.

I na koniec mała uwaga: gdyby dziewczynki bawiły się grzeczniej, a [WB] zareagowała normalnie/kulturalnie na moje zwrócenie uwagi, to pewnie ludzie przesunęliby się tak żeby dziewczynki mogły sobie poskakać w jednym rogu placyku.
Niestety jednak życie wtedy byłoby zbyt piękne.

madka dziecko integracja

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (143)

#82128

(PW) ·
| Do ulubionych
3 maja pożegnałam mojego kochanego kocura. Był to kot z problemami, nazwijmy go nawet kotem specjalnej troski. Wiązało się to ze sporymi nakładami finansowymi, ale to był nasz przyjaciel. Warto było dla niego robić wszystko.

Rodzina oraz znajomi wiedzieli, że nasz Gruby jest specjalny. Początkowo nie komentowali zbyt naszych decyzji - kot musiał dostawać leki wspomagające wydalanie; trzeba było go myć, gdyż przez wady w budowie kręgosłupa nie mógł zrobić tego sam. Oczywiście był też wyprowadzany na smyczy, co niektórych ludzi szokowało. Uwielbiałam słyszeć pytania od przyjezdnych:
1) To kotek na smyczy może chodzić?
2) A to ona w ciąży jest?
A Gruby po prostu był Gruby i bez smyczy nie ruszał się z domu. Ot co, mieli nas za lekkich wariatów.

W grudniu zdiagnozowaliśmy u niego cukrzycę. Zdziwiliśmy się, bo we wrześniu na badaniach kontrolnych nie było żadnych odchyłów. Rozpoczęliśmy leczenie. Gdy powiedziałam mojej przyjaciółce, że wyjazd sylwestrowy sobie odpuszczę, bo moje fundusze obecnie pochłania kot, zrozumiała. Jednak nasi dalsi znajomi zaczęli się śmiać, że tyle pieniędzy na durnego kota idzie. Sama karma dla cukrzyków była droga, nie mówiąc już o insulinie, czy glukometrze. Jak na jeden raz było to dużo dla mojego portfela, ale według nich te pieniądze mogłam przeznaczyć na wyjazd.

Pod koniec kwietnia Gruby zapadł na tajemniczą chorobę. Możliwe iż było to zatrucie opryskami, które osiadły na trawie, bo mieszkamy zaraz przy polach. Zaczęliśmy walkę o jego życie. Sąsiedzi, jak to w bloku, widzieli, że bierzemy kota do auta, pytali się co z nim jest. My ze szczerością mówiliśmy, że wycieczka do weterynarza, bo Gruby jest chory.
Reakcja ludzi - to uśpijcie, weźmiecie sobie kolejnego.
Walczę o życie kochanego zwierzaka, więc takie teksty bardzo wkurzały.
Jeszcze bardziej wkurzyło nas, gdy przedzwoniło wujostwo - typowi Janusze. Zapraszali nas na wycieczkę na działkę do Bydgoszczy. My uświadomiliśmy ich, że nasz kot jest w stanie prawie agonalnym i go ratujemy. "Oj tam, pojedziecie, odpoczniecie sobie to mu przejdzie, a jak nie to najwyżej zdechnie. Przecież to żadna rasówka, że tak o niego latacie".

Ostatnie dni kocura wymagały od nas dużo wyrzeczeń i wysiłku. Kroplówki, leki, insulina, sprzątanie po nim, bo nie zdążył czasem do kuwety. Wyjścia na spacer, bo mimo swojego stanu chciał pójść na dwór. Finanse się uszczupliły o blisko 400 zł w ciągu tygodnia. Jednak nasze wysiłki nie przyniosły skutku i Gruby odszedł.

Spotkaliśmy się zarówno ze współczuciem, jak i tekstami o zabarwieniu podobnym do powyższych - a że za durnym kotem płaczę, a przecież mamy następne 3 w zapasie (opiekujemy się bezdomniakami) i mamy jeszcze przecież jednego w domu, to skąd ta tragedia. Jedna sąsiadka, widząc, że na spacer idziemy tylko z jednym kotem, dodała dwa do dwóch i z uśmiechem na twarzy spytała "o to co, zdechł ten stary?".

Chciałam jakoś go uhonorować. Pokazać, że dalej będzie przy mnie obecny. Wrzuciłam nasze ostatnie, wykonane na parę godzin przed śmiercią, zdjęcie na instagrama (wiem, że niektórzy tego nie pochwalą, ale dla mnie to było trochę jak oczyszczenie). Mają go tylko moi znajomi. Napisałam, że mój przyjaciel zmarł. Poza słowami współczucia dostałam komentarz, że zwierzęta ZDYCHAJĄ, a UMIERAJĄ ludzie.

I może nie są to mega duże piekielności, ale w tych dniach szczególnie we mnie uderzyły.

kot i ludzie

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 153 (223)

#82113

(PW) ·
| Do ulubionych
Market budowlany. Punkt cięcia.

Klient podszedł z gotowymi półkami, które można dostać na dziale.

[P]ilarz: Dzień dobry, słucham.
[K]lient: Za te półki trzeba zapłacić, żeby pociąć?
[P]: Nie.
[K]: Tak?
[P]: Nie.
[K]: To najpierw do kasy?
[P]: Nie.

Klient poszedł do kasy.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (175)

#73105

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie dziś o pracy i rekrutacji:)

Pisałam, iż byłam kierownikiem recepcji.

Mam 10 lat doświadczenia w branży, w tym 4-letnie na kierowniczym.

W piątek byłam na rozmowie na takie samo stanowisko, tylko w dużo mniejszym hotelu.

W- właściciel
J- Ja

W- Wie Pani, ogólnie proponujemy na kierowniczym 1300 zł, aczkolwiek po Pani doświadczeniu mogę zaproponować 1500 zł.

J- Wie Pan, to ja się zastanowię.

Brać czy nie brać? :)

hotel

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (180)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni