Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#64637

(PW) ·
| Do ulubionych
Z racji, iż ostatnio jest głośna sprawa z komornikiem i nielegalnym zajęciem traktora, to opowiem inna historię.

W sylwestra wracam do domu po pracy. Widzę awizo z poczty, nawet się nie zdziwiłem, bo ostatnio dosyć intensywnie wymieniam pisma z paroma urzędami. Ok, po nowym roku idę odebrać.

Niespodzianka nr 1: to nie polecony, a przesyłka.

Niespodzianka nr 2: to przesyłka z W-wy od KRUK Windykacja (duży czerwony napis) w formie dużej, wypchanej koperty. Niespodzianka tym większa, iż pracuję zawodowo od kilkunastu lat, na zarobki nie narzekam, kredytu nigdy nie brałem, telefonu na umowę/abonament też, posiadam oszczędności. Jedyna zaległość jaką miałem w ciągu ostatnich lat to 1,54PLN za przetrzymanie książki w bibliotece (podczas porządków przed świątecznych znalazłem potwierdzenie zapłaty z 2007).
No dobra myślę, zobaczymy co to jest i sięgam po przesyłkę,

Niespodzianka nr 3: Pani z okienka: Przesyłka płatna: 130zł.
Przyznam się, zatkało mnie. Pani widząc moje osłupienie mówi: 130 zł. Tu pisze na dole DOKUM. Może jakiś mandat?
Kręcę głową: Mandaty przychodzą z SM, ITD lub jeżeli nie przyjmę to wyrok zaoczny z Sądu. Ale Kruk nie.
- Zawsze można nie przyjąć.
- I chyba, tak zrobię.

I teraz mam problem, jak właściwie całą sytuację mam oceniać. Czy to była próba oszustwa? Wyłudzenia pieniędzy?
Próba potwierdzenia jakiegoś nieistniejącego długu? Skąd mają moje dane? Albo zapłacę i w środku okaże się, że odebrałem usługę płatną tzn. dokument potwierdzający iż nic im nie zalegam. Może by ich pozwać o naruszenie dóbr osobistych? Bo sytuacja nie należała do przyjemnych.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 496 (Głosów: 528)

#64155

(PW) ·
| Do ulubionych
W opolskiej telewizji i prasie policja organizuje akcję uświadamiania kierowców, aby przepuszczać pieszych na pasach, wręcz wykłady prowadzą na tej wizji.

Godziny popołudniowe, ulica Ozimska przy Tesco, jest przejście dla pieszych na dwupasmowej drodze, jeden samochód (duży bus) stoi na pasie bliżej chodnika. Ja sobie przechodzę, już prawie na drugim pasie, a tu na pełnym gazie przecina mi drogę radiowóz. Panowie widocznie bardzo się spieszyli, że nawet syrenę zapomnieli włączyć i nawet o dziwo zdążyli mnie zauważyć i jeszcze przyspieszyć. Dobrze, że zdążyłam się cofnąć, bo tak to bym sobie pewnie pofrunęła, a na drugi dzień było by w gazecie jak to nierozgarnięte studenty pakują się policji na maskę.

A ten pierwszy samochód tak o, dla własnej przyjemności sobie stał i nie raczyli się panowie policjanci domyśleć dlaczego.
Hipokryzja pełną gębą.

policja Opole

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 512 (Głosów: 554)

#64114

(PW) ·
| Do ulubionych
Póki moja mama nie zaczęła pracować w pogotowiu (N), nie wyobrażałam sobie, że ludzie mają czelność wzywać pogotowie do takich bzdur.

(Historia opowiedziana mamie przez koleżanki z "eSki").

30-letni mężczyzna wzywa karetkę. Dyspozytorce opisuje wypadek - krwawienie z narządów płciowych (jego), nie może go zatamować od kilku minut. Dyspozytorka od razu daje sygnał załodze, a pacjentowi mówi, co może zrobić do czasu przyjazdu karetki.

Załoga dojeżdża po 5 minutach, żona mężczyzny wskazuje, że mąż jest w łazience. Biegną więc do łazienki, a tam w wannie pełnej bardzo ciepłej, wręcz gorącej wody, siedzi mężczyzna - oczywiście nago, bez skrępowania. Woda nawet odrobinę nie zabarwiona krwią. Otóż małżonkowie postanowili spełniać obowiązek małżeński, jednak przed tym mężczyzna musiał się wydepilować i zdezynfekować "miejsce intymne", gdyż małżonka urodziła 2 tygodnie wcześniej (czy już tak szybko można?) i obawiali się o zakażenie jej dróg rodnych. Podczas depilacji maszynką mężczyzna się delikatnie zaciął i bał się, że się wkrwawi, dlatego wezwał pogotowie.

A ja miałam wyrzuty sumienia dzwoniąc po karetkę, gdy mój narzeczony poślizgnął się na schodach (takich, które zakręcają), spadł z samej góry (ponad 20 stopni), głową uderzył w ścianę, stracił przytomność i po chwili zaczął mieć nudności.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 597 (Głosów: 667)

#64113

(PW) ·
| Do ulubionych
Idę sobie z psiakami na spacer. Staruszek jak zwykle się wlecze łapa za łapą. Spacerek popołudniowy, więc "krótki", taki na pół godziny zaledwie. Ale do przejścia ulica. Taka zwykła, po jednym pasie bez wysepek.
Mając na uwadze tempo poruszania się staruszka zawsze czekam, aż nic nie będzie jechać, lub ktoś się zatrzyma umożliwiając przejście.
Z prawej sznureczek aut, z lewej gościu mi się zatrzymuje. Z prawej też się zatrzymał, więc idę.
Dochodzę do połowy, a typek z prawej rusza i przejeżdża mi przed nosem o mało nie rozjeżdżając drugiego psiaka.
No do cholery... przejście dobrze oświetlone, na smyczach odblaski, ja duży, psy również duże, a baran jeden tłumaczy, że nie zauważył...

Powtórka przedwczoraj.
To samo przejście, ale tym razem w dwie osoby idziemy.
Z lewej pusto, z prawej jakieś auto w odległości ponad 300 metrów. Czyli spokojnie zdążymy przejść (teoretycznie jakieś 18 - 20 sekund). Jesteśmy na drugiej połowie jezdni, a burak w białym "terenowym" BMW z rejestracją zaczynającą się na WL nawet nie zamierza zwolnić...
Wyminął nas, zatrzymał się jakieś 30 metrów za przejściem i z mordą, jak chodzimy...
Niestety, przez psy nie mogłem podbiec i ręcznie burakowi wytłumaczyć, że przepisów nie zna.
Ciekawe, jak się będzie przed policją tłumaczył...

burak z Legionowa

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 362 (Głosów: 430)

#64105

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia świeżutka jak bułeczka.

Organizacja wesela: rzecz niełatwa i dla cierpliwych, ale jak większości dziewczyn marzy mi się ta sukienka, kościół i rodzinny spęd (wbrew pozorom zawsze miło je wspominam!)

Z kilku sal wybraliśmy jedną, ze względu na lokalizację i miejsca noclegowe. Kontakt telefoniczny: właścicielka potwierdza, termin jest, wszystko cacy, zapraszamy.

Rodzice pojechali, obejrzeli, chcą. Właścicielka zmienia zdanie: w lecie na taką ilość osób jej się nie opłaca. Jednak nie, sorry.

Na następny dzień dzwoni: no jednak może być, ale jak podniesiemy liczbę gości.

Przemyśleliśmy dość szybko: miejsce ok, wszytko jak chcemy, najwyżej zaprosimy dalszą rodzinę. Niech będzie. Właścicielka zaprasza na następny dzień na podpisanie umowy.

Rodzice koperta w dłoń, jadą na miejsce, ale właścicielka jednak zmienia zdanie. Bo kalkulowała, no i nie opłaca się. Dopytujemy czy pewna, bo umowa przygotowana, długopis w dłoni, koperta na stole, wesele dwudniowe, skoro to nie odpowiada, to czego jeszcze żąda?

No nie da rady. Ona na brak gości nie narzeka, a nuż trafi jej się większe wesele. Ale proponuje nam piątek, tylko trzeba by szybciutko uciekać w sobotę, bo ona zapisze kogoś następnego. Albo zadzwoni za kilka miesięcy, jak nikt jej się nie trafi, to nas zapisze.

Podziękowaliśmy, powiedzieliśmy, że szkoda, bo wszyscy goście chcą zostać, połowa zza granicy, więc wynajmują na ponad tydzień. Ale skoro w dworze taki ruch, to nie będziemy przeszkadzać.

Właścicielce mina zrzedła, ale nie odezwała się ani słowem, więc rodzice zabrali manatki i wyszli.

Dziś telefon: właścicielka przemyślała. Lipiec chciałaby sobie zatrzymać, ale co powiemy na grudzień?

Nic nie powiedzieliśmy.

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 603 (Głosów: 651)

#64102

(PW) ·
| Do ulubionych
To może taka historia koleżanki i piekielnego, dajmy na to Grzesia. Wspominałem o tym w innej historii.

Koleżanka poznała Grzesia na jakimś spotkaniu w kościele (oaza, czy coś podobnego).

Koleje życia Grzesia były różne: od podobno lubiącego luksusy i szemrane interesy biznesmena, który po wypadku zaczął szukać innej drogi w życiu, przez zafascynowanie islamem, po nagłe nawrócenie. Grześ poczuł na sobie rękę Bożą i dziś udziela się w różnych katolickich kręgach, wygłasza świadectwa nawrócenia po kościołach itp. Wydaje się interesującą osobą: przystojny, obdarzony radiowym głosem, uduchowiony.

Koleżankę, która czuła potrzebę pogłębienia życia duchowego zafascynowała jego osoba i historia nawrócenia. Wielokrotnie rozmawiali telefonicznie i przez Internet na tematy wiary (Grześ przebywa od kilku lat na stałe we Francji, a do Polski rzadko zagląda). Koleżanka zaczęła go traktować jak dobrego znajomego, a nawet przyjaciela. Jak to często jednak w życiu bywa Grześ poczuł coś więcej (nie zbrodnia). Doszedł do przekonania, że Bóg daje mu ją w nagrodę za jego nawrócenie. Zaczął o tym przebąkiwać w różnych rozmowach. Znajomej, jak to rasowej kobiecie, pewnie nawet to się podobało i schlebiało, ale jako, że nie czuła tego samego do niego, zaczęła go stopować. Grześ robił się jednak coraz bardziej nachalny. Zaczął uważać, że ma wobec niej jakieś prawa. Robił jej wyrzuty za sposób prowadzenia się, czy kontakty z innymi facetami. Postanowiła postawić sprawę jasno i wyraźnie powiedziała mu, że nie interesuje jej związek z nim, że nic do niego nie czuje i nie życzy sobie, by jej dyktował co może robić, a czego nie. I zaczęło się!

Gdy do Grzesia dotarło, że koleżanki nie interesuje rola, w której ją widział, dostał szału. Stwierdził, że w takim razie obraził się na Boga, który nie dał mu tego, czego pragnie i teraz będzie sikał na wszystkie świętości, w tym Biblię. Zaczął wydzwaniać, smsować i pisać pełne pretensji komentarze na facebooku. Żadne rozmowy nie przynosiły efektu. Groził zemstą, problemami w pracy. Potem zaczął jej wygrażać kolegami z Legii Cudzoziemskiej. Przy okazji subtelnie zagroził i jej matce, jak również księdzu, który był ich wspólnym znajomym, a który zaniepokoił się jego reakcją na otrzymanego kosza.

Oczywiście wszystko robił tak sprytnie, że nie używał wprost słów, które byłyby groźbą karalną, ale sens jego wypowiedzi był jednoznaczny. Przerażona koleżanka po jednym z jego telefonów, nagrała jego wypowiedź i poprosiła mnie, abym ją zawiózł na policję (była ta już późna wieczorna pora). Mieliśmy pecha. Panowie policjanci oglądali akurat mecz Brazylia-Niemcy i nie byli zadowoleni, że ktoś im przeszkadza. Dyżurny wprost zapowiedział, że sprawy nie przyjmą, jeżeli w rozmowie nie padły słowa typu: zabiję, pobiję itp.. Odmówił nawet przesłuchania nagranych pogróżek celem ich oceny. Pojechaliśmy na inną komendę i tam dopiero trafił się policjant, który sprawę przyjął nie jako groźby karalne, ale nękanie (ale i tak musiała trafić na tą pierwszą komendę, bo to oni się takimi sprawami zajmują dla miejsca zamieszkania koleżanki) i poradził jak postępować.

Sprawa po ponad tygodniu trafiła do właściwej komendy. Prowadząca policjantka w pierwszej rozmowie nawet wydawała się w porządku, ale z każdą kolejną rozmową (koleżanka chciała wiedzieć co się dzieje w sprawie i przekazać informacje o nowych pogróżkach i telefonach) stawała się mniej miła. Nie było jej to na rękę. Co prawda Grześ przebywał we Francji, ale w wakacje miał przyjechać na parę dni do Polski, więc koleżanka przekazała policji dokładne informacje, gdzie i kiedy będzie go można zastać (wiedziała o tym, bo jeszcze zanim sprawa się zaczęła mieli się spotkać w Polsce, a nawet on ją gdzieś tam zapraszał). Niestety policja wkrótce umorzyła sprawę z powodu braku możliwości skontaktowania się z Grzesiem. Pytaniem bez odpowiedzi jest, czy w ogóle taką próbę podjęła?

Grześ nie przestał jednak nękać znajomej. Za nic nie mógł zrozumieć, że koleżanka zwyczajnie zaczęła się go bać i o żadnym kontakcie nie mogło być już mowy. Każdego dnia (czasem po kilka razy) próbował dzwonić. Nie odbierała telefonów od niego, musiała zlikwidować konto na facebooku. Zaczął się nagrywać na pocztę głosową. W tych wiadomościach na przemian błagał, prosił, groził, obrażał, wyznawał miłość i manipulował byle tylko skłonić ją do odebrania od niego telefonu i rozmowy. On, człowiek nawrócony, którego ponoć sam Bóg dotknął, groził np. rzuceniem klątwy. Groził, że popełni samobójstwo w urodziny koleżanki, by zawsze ten dzień kojarzył jej się z jego śmiercią, a jego krew miała znaleźć się na jej rękach. Wielokrotnie informował w nagraniach jak przygotowuje się do popełnienia tego samobójstwa, jak wynosi leki ze szpitala, w którym pracuje, że ostatni raz widzi się żywy z rodziną. Wysyłał listy, żeby koleżanka dobrze wiedziała co planuje zrobić i że to jej wina. Znajoma miała nadzieję, że po jej urodzinach (we wrześniu) będzie mu głupio i więcej się nie odezwie, ale cudownie zmarwychwstały dalej próbował do niej dzwonić.

Raz nie wiedząc, że to on (zadzwonił na domowy) przypadkiem odebrała. Wykrzyczała mu wszystko co o tym sądzi, zapowiedziała, że nie życzy sobie z nim kontaktu, że się go boi. Nie podziałało, dalej dzwonił, dalej gdy próbowała reaktywować konto na facebooku, wypisywał pełne pretensji komentarze. Zdarzało się, że wykorzystywał również swoich znajomych, by próbowali ją skłonić do oddzwonienia do niego. Kiedyś zaesemesowała kobieta prosząc, by znajoma skontaktowała się z Grzesiem, bo od tego on uzależnia pozostawienie tej kobiety wśród znajomych na fejsie, a jej na nim zależy. Dacie wiarę? Przecież to totalnie chore! Koleżanka ostatecznie musiała zmienić numer telefonu.

Znajoma dowiedziała się w międzyczasie, że miał on już w swojej przeszłości podobną sprawę we Francji. I ma tam nad sobą ustanowioną z tego powodu jakąś prawną kuratelę, czy zawiasy. Niestety z Polski nic mu nie można zrobić. Wprawdzie koleżanka poodcinała wszystkie drogi kontaktu, którymi mógł ją nękać, ale wciąż się boi. Nie wie co będzie, gdy on przyjedzie do Polski, a zna jej adres. Gdy jeszcze nie wiedziała co to za typ człowieka podała mu go, bo coś religijnego jej tam przysyłał.

A Grześ? A Grześ nadal zgrywa świętoszka i jest wielbiony w sieci przez grono osób zafascynowanych jego nawróceniem. Co jakiś czas próbuje oczerniać koleżankę. Ostrzega przed nią różne osoby, podaje za przykład złego prowadzenia się itp.

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 307 (Głosów: 449)

#64071

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o bajzlu w PGE.

Dziś w skrzynce na listy znalazło się zawiadomienie, że mojemu licznikowi skończyła się/ wygasła licencja i trzeba zadzwonić do PGE umówić się na wymianę tego licznika. OK, w sumie nic piekielnego. Natomiast zastanowiło mnie jedno- w lipcu ubiegłego roku był pan z PGE i licznik wymieniał. Nie zostało nic innego do zrobienia jak zadzwonić i zapytać co jest nie tak z moim półrocznym licznikiem.

Okazało się, iż według systemu licznik ostatnio był wymieniany w dwutysięcznym-którymś-tam (10 czy 14 lat temu). Po sprawdzeniu numery zgłoszenia i numeru licznika wyszło na to, że "mój" licznik przypisany jest do pana X, mieszkającego w miejscowości Y - jakieś 10 km ode mnie.

Biedny Pan z PGE aż zaniemówił z wrażenia.

Ciekawe co powiedzą w piątek jak przyjadą na wymianę licznika.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 260 (Głosów: 304)

#64482

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolejna ciekawa podróż pociągiem.

Jechałam nocnym pociągiem z Warszawy do Bydgoszczy. Niektórzy ludzie można powiedzieć że byli wychowani na ulicy:/ Zero kultury, normalnie dno i wodorosty...

Jechało dwóch typowych dresów, oczywiście piwo w ręku, ledwo trzymali się na nogach... Ale na głupoty siły oczywiście mieli. Idą przez wagony i drą się na cały regulator - Legia!!!! Nie patrząc na to, że w przedziałach są też dzieci, które śpią... Kiedy to im się znudziło zaczęli zaczepiać ludzi, np. krzycząc:
- Ale masz cycki... Ale fajna dupa!!
Jednak brak reakcji pasażerów ich zdenerwował i zaczęli walić pięściami w szklane drzwi przedziałów krzycząc:
- Ku*** kontrola biletów!!! Wstawać, nie spać k***a!!!

Jeden z nich podszedł do jakiegoś pasażera i chcąc chyba być zabawny, zataczając się, zapytał:
- EJ gdzie jest tualet do h***?
Nie uzyskując odpowiedzi załatwił potrzebę we własne spodnie:/ Na sam koniec wysiedli na stacji i ukradli gaśnicę z pociągu, po czym zeszli do tunelu i użyli jej tam... Gaśnica była proszkowa więc z tunelu wydobyła się chmura dymu, która aż dusiła... Ludzie nie mogli wejść do tunelu, bo nie było tam jak oddychać. Wezwano służby porządkowe jednak dalszego przebiegu zdarzenia nie udało mi się zaobserwować. To jest istny cyrk na kółkach!!!!

PKP

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 207 (Głosów: 389)

#64610

(PW) ·
| Do ulubionych
Od czasu do czasu nachodzi mnie ochota na kupno czegoś, co nie jest niezbędne do życia. Właśnie ostatnio na koncie nazbierało się parę stówek, więc pobuszowałam w sieci i skusiłam się na: kosmetyki pielęgnujące twarz, jakieś wyjściowe desusy i perfumy z feromonami. Szczególnie tych ostatnich byłam ciekawa - JAK i w ogóle CZY działają.

Popsikałam się nimi zaraz po odebraniu przesyłki, zapach ładny, ale to chyba raczej wyjściowe desusy wieczorem uwiodły mego męża (bo kurier je dostarczył pół godziny po odebraniu perfum). Następnego dnia pojechałam kontrolnie na działkę, bo zima tego roku w Szczecinie dziwna, ciągle ciepło, ale za to mokro, roślin nie trzeba okrywać, ale domek wietrzyć wskazane. Popsikałam się nowymi perfumami. Wysiadłam z autobusu i maszeruję w stronę mojej działki, po 5 minutach dołączył do mnie ON. Sierść skołtuniona, bok wytarty i jakiś poharatany, kły żółtawe. Dzik. Chrumkał i cmokał, normalnie obstawa. Położył się przed bramką ogródka, zaczekał, aż skończę prace gospodarcze i odprowadził prawie na przystanek.

Ze strachu szłam naprawdę szybko, w głowie kołatało: te kły, te kły, jak przy kostce w nogę wbije, to na gardle skończy... Ale nic złego się nie stało. Za 3 dni znowu pojechałam na działkę i dzik kolejny raz pojawił się znikąd, zmaterializował się po prostu z mgły. Popsikana byłam, bo mężowi zapach feromonów przypadł do gustu i codziennie używałam. I znów dzik zaprowadził, odprowadził. I nie zaczepiał, kultura.

W weekend razem z mężem pojechaliśmy na działkę, bo wspomniałam o dziku i małżonek chciał to zobaczyć. Nie popsikałam się, dzika nie było, mąż się uśmiał. Ale ja perfumy miałam ze sobą i psiknęłam po drodze. Dzik wylazł z jakichś berberysów i chrumkając dźgał męża ryjem po piętach. No i tak zadziałały u mnie słynne perfumy LOVE&DESIRE:):);)

Skomentuj (47) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 472 (Głosów: 752)

#64466

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnia historia, bo na szczęście to już właściciel byłego mieszkania które wynajmowaliśmy.

Kilka punktów z umowy najmu:
1. bez naszej obecności nie wolno wchodzić właścicielowi do mieszkania. Można jedynie po wcześniejszym kontakcie i wyłącznie w naszej, jako wynajmujących, obecności.
2. termin płatności za czynsz do 15 dnia każdego miesiąca
3. okres wypowiedzenia ze wzg na niewywiązanie się z treści umowy to jeden miesiąc
4. wypowiedzenie umowy drogą mailowo oraz pisemnie na adres najmu pod rygorem nieważności

Właściciel na co dzień mieszka poza Polską. Przyjeżdża okazjonalnie.

12 dzień ostatniego miesiące naszego najmu. Właściciel przyjeżdża obejrzeć mieszkanie. Chodzi, szuka i zagląda. Stwierdza ostatecznie że on coś musi jeszcze na nas zarobić (dokładnie to jego słowa!) i że będzie musiał coś z kaucji odliczyć. Na nasze stwierdzeni że nic nie jest uszkodzone ani zniszczona nie reaguje.

Po przeanalizowaniu zawartości forów internetowych stwierdzamy, że odzyskanie kaucji przez nas od niego po okresie najmu to kilka lat w sądach plus to my musimy udowodnić że ją niesłusznie zabrał.

Podejmujemy decyzję, że nie płacimy za ostatni miesiąc i że uregulowany zostanie z kaucji.

28 dnia przewozimy większość rzeczy do nowego mieszkania. Pierwszy raz nocujemy już w nowym mieszkaniu. Tego samego dnia późnym wieczorem otrzymujemy sms od właściciela o treści: "Nasze imiona i nazwiska oraz informacja że z dniem 28 wypowiada nam umowę najmu". No trudno i tak do 31 mamy więc co nam za różnica.

Na drugi dzień jedziemy po resztę naszych rzeczy. Otwieram drzwi kluczem na górze, ale na dole nie mogę przekręcić klucza. Ktoś otwiera drzwi z drugiej strony a naszym oczom ukazuje się nie w pełni odziany właściciel mieszkania.

Co się okazało? Miał głęboko gdzieś cała umowę i wysłał nam sms-a z wypowiedzeniem i natychmiast sobie je zrealizował. Tzn. mimo że umowa obowiązywała do końca miesiąca wszedł do mieszkania i tam nocował. Na nasze pytania co on tu robi i że jeśli nie opuści mieszkania to wezwiemy policję poleciały tylko Panie lekkiego obyczaju w ilości zatrważającej. Ostatecznie udało nam się przez pośrednika od tego mieszkania dogadać że zabierzemy swoje rzeczy i jeszcze wieczorem tego samego dnia się rozliczymy.

Ale to już osobna piekielna historia.

wynajmowane mieszkanie

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 155 (Głosów: 295)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni