Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#73786

(PW) ·
| Do ulubionych
Miejsce zbrodni: Piwnica i suszarnia w piwnicy przeznaczona dla wszystkich mieszkańców...

Tymczasem przychodzę zebrać swoje pranie a tu niespodzianka... Moja suszarka z praniem stoi w piwnicznym korytarzu, suszarnia zamknięta na kłódkę i czyjeś pranie się tam suszy...

Chamstwa nie cierpię. Mam alergię. A że kobieta mściwa...
Kłódkę rozwaliłam, pranie jeszcze wilgotne skotłowałam i rzuciłam na podłogę w korytarzu w miejscu, gdzie wystawiono moją suszarkę z praniem. Rozwalona kłódka na szczycie tej góry i kartka z informacją, że suszarnia jest dla WSZYSTKICH mieszkańców.

Obecne straty to bielizna do ponownego prania i kłódka. Do tego ostrzeżenie, że następnym razem wyląduje wszystko w śmietniku jeśli jeszcze raz sytuacja się powtórzy.

Skomentuj (50) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 219 (Głosów: 257)

#73763

(PW) ·
| Do ulubionych
W zeszłym roku moja kuzynka brała ślub, a że zawsze byłyśmy ze sobą blisko, poprosiła mnie o bycie jej świadkiem. Jestem dość obowiązkową osobą, więc bardzo wzięłam sobie do serca wszystkie zadania, jakie świadek ma do zrealizowania i kilka dni przed weselem pomagałam młodym w dopięciu wszystkiego na ostatni guzik. W dniu wesela zostałam przez młodych poproszona o wykonanie tablicy z rozmieszczeniem stolików na sali weselnej. Swoim autem nie dysponuję, a młodzi byli w rozjazdach (fryzjer, kosmetyczka, ostatnie załatwienia), więc wujek pana młodego zaproponował, że mnie odwiezie. W trakcie jazdy ucięliśmy sobie krótką pogawędkę, ogólnie pomyślałam sobie, że sympatyczny człowiek.

Ponieważ "obowiązki" świadka nie kończą się na podpisie na papierach, to i na weselu starałam się jak najbardziej dbać o gości i rozkręcać imprezę. W pewnym momencie zobaczyłam, że wujaszek siedzi sam przy stoliku, bo jego żona wybrała się na parkiet z kimś innym, podeszłam więc i zagadałam, że za dzisiejszą podwózkę jestem mu winna taniec. Zgodził się i poszliśmy na parkiet, umilając sobie taniec rozmową, kiedy nagle rzecze do mnie w te słowa:

[W]: Lubisz seks ze starszymi facetami?
W pierwszej chwili myślałam, że się przesłyszałam, wiecie, głośna muzyka, no i też już niejednego za zdrowie młodych wypiłam, więc pytam wujaszka:
[J]: Słucham?
[W]: Lubisz seks ze starszymi facetami?
[J]: (W tym momencie mnie zamurowało) Nie wiem...
[W]: Nigdy nie próbowałaś? No to czas spróbować (powiedziane z obleśnym uśmieszkiem).

Poczułam wtedy, że muszę się szybko ewakuować, więc powiedziałam tylko, że muszę iść do stolika i uciekłam. Byłam zażenowała, ale stwierdziłam, że nic nie będę o tym mówiła kuzynce, po co ma wiedzieć, że jej nowo poślubiony mąż ma wujka zboczeńca.

Kilka tygodni po weselu razem z kuzynka oglądałyśmy zdjęcia i kiedy na jednym zobaczyła wujaszka, powiedziała, że ten gość to jakiś zboczek. Zaciekawiona zapytałam skąd ta opinia. Wtedy ona opowiedziała mi, że na weselu poprosił ją do tańca, kiedy z nim tańczyła zaglądał jej cały czas niedyskretnie w dekolt, a potem zaproponował jej seks (na jej własnym weselu!). Kiedy odmówiła i zostawiła go na parkiecie, z tym samym tekstem podbił jeszcze do obu jej druhen.

Nie wiem jaką świnią trzeba być, żeby na weselu siostrzeńca proponować seks czterem dziewczynom w wieku jego córki, w tym pannie młodej, gdy na tej samej imprezie bawi się też jego żona i rzeczona córka.

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 227 (Głosów: 241)

#73770

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka ładnych lat temu, zaraz po maturze podjęłam pracę jako barmanka.

Pewnego dnia bar odwiedziło czterech ochroniarzy z agencji ochrony na S****. Owi panowie byli pokaźnej postury, kolokwialnie mówiąc tzw. łyse karki. Towarzystwo pod wpływem alkoholu, agresywnie nastawione. Na dzień dobry wyrzucili wszystkich klientów.

Jeden klient nawet próbował się stawiać, że kupił piwo i ma prawo je wypić. Też wyleciał z zakrwawionym nosem i kopniakiem na drogę. Ujęli to tak „teraz oni tu rządzą” a ja jak im nie poleję piwa to sami się obsłużą. Wszystkie moje koleżanki, które były ze mną na zmianie schowały się na zapleczu gotowe do ewentualnej ucieczki wyjściem ewakuacyjnym. Zostałam sama na „polu walki”. Wielokrotnie próbowałam przywołać panów do porządku i prosić aby opuścili bar. Niestety nie wzbudzałam żadnego respektu, zostałam wyśmiana. Byli bardzo wulgarni, chamskie teksty i próby sadzania mnie sobie na kolanach. Trzęsłam się jak galareta.

W między czasie do kawiarni przyszła, zaalarmowana przez koleżanki, szefowa. Powiedziałam jej, że się ich boję i, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest wezwanie policji. Na co ona kategorycznie zabroniła mi tak postąpić. Stwierdziła, że jak będą częste interwencje policji to cofną jej zezwolenie na sprzedaż alkoholu. Po czym zabrała z kasy cały utarg i powiedziała, że mam im wyprosić, tylko mam poczekać aż sama wyjdzie z baru!!! No i wyszła. Strach, który mnie paraliżował przerodził się w niesamowitą złość. Jak ona mogła mnie tak zostawić?

Po tym jak wyszła wpadłam na pewien pomysł. Na służbowym samochodzie, którym przyjechali ochroniarze, znajdował się numer telefonu na infolinię do agencji ochrony, w której pracowali. Zadzwoniłam i poinformowałam dyspozytora o całym zdarzeniu. Powiedziałam mu, że ochroniarze afiszując się służbowymi uniformami i służbowym samochodem robią antyreklamę firmie, w której są zatrudnieni oraz, że firma która zajmuję się ochroną sama zatrudnia bandytów. Podałam numer rejestracyjny samochodu, którym przyjechali i poinformowałam również, że zadzwoniłam już po policję i zaraz zrobią z nimi porządek. Minęła dosłownie chwila i jeden z panów otrzymał telefon, po czym pośpiesznie odjechali.

A teraz chyba najbardziej piekielna rzecz w tej historii, owa była już szefowa to moja ciotka, tak, młodsza siostra mojej mamy.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 213 (Głosów: 251)

#73785

(PW) ·
| Do ulubionych
Będąc służbowo w Warszawie byliśmy zmuszeni zostawić służbowego dostawczaka na parkingu przy ulicy.

Rano okazało się, że ktoś włamał nam się na pakę i przywłaszczył sobie parę rzeczy. Każda kradzież jest piekielna, ale ta konkretna była tak absurdalna, że ciężko nam było w nią uwierzyć. I w sumie bardziej nas rozbawiła niż zezłościła.

Otóż łupem włamywaczy padła:
- skrzynka bananów
- skrzynka jabłek
- worek ogórków (drugi nam zostawili :P)
- rolkę worków na śmieci
- mały ale cholernie ciężki rozkładany stolik z szufladami

Jak widać ktoś w nocy kogoś naszła ochota na sałatkę owocową.
Żeby było ciekawiej na samochodzie znajdowało się kilka zdecydowanie bardziej „chodliwych” towarów jak choćby walizka z wkrętarką akumulatorowa, duży i względnie lekki składany stół cateringowy, czy pewne metalowe urządzenie robione na zamówienie.

Warszawa - piękne miasto

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 189 (Głosów: 191)

#73778

(PW) ·
| Do ulubionych
Siedziałam ze znajomymi na tarasie rozkoszując się zimnym powietrzem przed burzą, gdy pojawił się ON. Jeż. Chcieli zabrać go, bo coś mu się stanie.

Z jeżykiem znamy się dość dobrze, mieszka u Nas. Pokazuję się wieczorami i nie jest wstydliwy.

Próbowałam im to wytłumaczyć, ale uparli się, że kot zje i zaczęli radzić się jakiś grup na Facebooku. Większość ludzi radziła, aby złapać go i zabrać do ośrodka dla jeży, bo za wcześnie na jeżowe spacery(18.00, ciemno przed burzą). W końcu podziękowałam za gościnę, a znajomi uznali iż nie mam serca dla zwierząt.

Sprawdziłam(bez dotykania) swojego dzikiego lokatora i nic mu nie było tzn. nie krwawił, nie miał dziwnych narośli itp.

Co to za moda na łapanie zdrowych jeży, ptaków oraz innych zwierząt i wywożenie ich do różnych ośrodków?

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 179 (Głosów: 203)

#73781

~Marcelina1992 ·
| Do ulubionych
Moją paczkę wiózł kurier firmy GLS z Polski za granicę do mnie.

Czas oczekiwania 2 tygodnie. Ok, jestem w stanie to przeżyć.. Ale ludzie! Przy pierwszym doręczeniu na stronie internetowej firmy pojawiła się jedynie informacja, że odbiorca nieobecny, gdzie jestem w domu cały czas, ponieważ mam chorobowe.. Ani telefonu od kuriera że jedzie, ani awizo! Żadnego numeru przesyłki, żeby chociaż odebrać ją osobiście w jakimś punkcie paczek. W końcu udało mi się paczkę ponownie przekierować na mój adres i... kolejny szok!! Jestem w domu i czekam na tego pajaca, oczywiście nikt do mnie nie przyjechał, nikt nie dzwonił... patrzę na stronę internetową i widzę tym razem "paczka doręczona". Baaa.. nawet ktoś ją za mnie podpisał. Tyle, że ja paczki fizycznie nie posiadam!

Byłam u jednego z sąsiadów i przesyłka nie została pozostawiona u niego. Dzwoniłam na infolinię GLS, ale tam nawet nie mają numeru do mojego kuriera. Gdzie mam teraz szukać mojej przesyłki?! Cholera! Tam są moje leki!!

Nie polecam nikomu tej firmy, a mojego kuriera najchętniej bym rozszarpała na kawałki za takie zachowanie!

kurierzy

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (Głosów: 131)

#73753

(PW) ·
| Do ulubionych
Krótko: 10 ubogaconych kulturowo postanowiło przedostać się z Francji do UK na pace tira, którego kierowcą jest mój brat.

Plus jest taki, że nocował na parkingu z kamerami oraz to, że widać ślady włamania. Skontrolowali go 20 km przed promem.

Mam tylko nadzieję, że wyjdzie z tego bez większych problemów...

zagranica

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 173 (Głosów: 189)

#73774

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w kancelarii komorniczej.

Perełka sprzed chwili - dwie piekielności w ciągu 5 minut.

1. Przychodzi dłużnik - pan po 50-tce, zapuszczony, eau de menel. Z synkiem. Bo oni by chcieli porozmawiać o długu (prawie 30.000,00 zł - kredyt 7.000,00 zł + kary umowne i odsetki tak wysokie, że słowo "nadużycie" ciśnie się na usta. Moim zdaniem takie działanie to oszustwo/wyłudzenie. Z drugiej strony - nikt nie zmusza do wzięcia pożyczki w parabanku - Twój wybór-> Ty ponosisz konsekwencje).

Temat przewodni wizyty - Jakim prawem pracownik firmy udzielił kredytu osobie, która nie pracuje, nie ma renty/emerytury ani innych dochodów? Jakim prawem? "Co za debile pracują w tych bankach?" Przecież po co oni mu ten kredyt dali? Jak i z czego on ma to spłacić? Itd.

2. Spisujemy protokół. Pomiędzy uwagami o wątpliwej inteligencji pracowników banków i firm pożyczkowych dłużnik wyznał, że ma udział w nieruchomości. Poinformowałem, że wierzyciel może złożyć wniosek o zajęcie i licytację udziału. Reakcja syna - "Spokojnie, nic nie zrobią, bo najpierw MUSZĄ dać lokal zastępczy".

Nie zdążyłem dopytać, co za Oni i skąd on wie, że na pewno zawsze muszą, bo odezwał się dłużnik. Ewidentnie nie spodobała mu się wizja lokalu zastępczego - A kto DA na czynsz? A kto DA na rachunki? A kto DA na jedzenie.

komornik prawo trudne sprawy

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 156 (Głosów: 168)

#73784

(PW) ·
| Do ulubionych
Właśnie próbowałam wrócić do mieszkania. Okazało się że winda się zablokowała, a w moim stanie po schodach na 8 piętro niewskazane.

W dodatku w windzie ktoś był, co najmniej 2 osoby, zaczęły krzyczeć i stukać. Zadzwoniłam na pogotowie dźwigowe z informacją że winda się zacięła i ktoś jest w środku.
Sama poszłam pod blok mając nadzieję że naprawią szybko.
Po 10 minutach pojawili się 2 panowie.
Weszli do bloku i zaraz wyszli złorzecząc, że muszą zapisać sobie numer osoby która dzwoniła (czyli mój), bo ich oszukałam i winda działa...

Nie wiem co się stało. Może ktoś zresetował ją (o ile tak się da) zdalnie albo się samo odblokowało...Nie znam się.
Dopiero co winda w czwartek dokładnie w ten sam sposób się zacięła, tym razem bez ludzi w środku. Dopiero w piątek ją odblokowali, bo to nie była praca dla pogotowia dźwigowego tylko spółdzielni.

Od kiedy tutaj mieszkamy, czyli przeszło rok, winda zacinała się już kilkanaście razy! Mimo to co roku w listopadzie jakiś przegląd przechodzi. Podobno problemy się zaczęły jak zmienili w niej jakieś mechanizmy na nowe.

Nie mam pomysłu już co z tym zrobić. Komu to zgłosić? Do Urzędu Dozoru Technicznego? Mam dość stresowania się za każdym razem jak do niej wsiadam.

Ktoś ma jakiś pomysł albo doświadczenie z windami?

spółdzielnia

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (Głosów: 117)

#73789

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem spokojną osobą, piekielności omijają mnie szerokim łukiem, albo po prostu jestem na tyle tępa dzida, że ich nie zauważam... Są jednak rzeczy, przy których mam ochotę wyjść z siebie, stanąć obok i pomachać.

Krótki wstęp. Mieszkam na wsi z mężem i przychówkiem w postaci dzieci sztuk 3, obok mieszka szwagierka z mężem oraz dzieci sztuk 2. Zapewne większości wiadomo jak to jest mieszkać obok rodziny.

I o co się rozchodzi...może bardzo piekielne nie jest ale czasami doprowadza mnie do ku.wicy...

Jest sobie szwagierka, siedząca z dziećmi w domu, pani bez większych ambicji, czyli dom, dzieci...nie mi oceniać, każdy robi to co lubi (nie chodzi o brak pracy tylko o brak jakiegokolwiek hobby bo nie chce się nic oprócz seriali)... Jej starsza córka jest w wieku jednego z moich dzieciaków i tu właśnie zaczynają się piekielności. Dzieciaki mieszkają obok siebie więc raczej bawią się ze sobą (raczej bo zabawą nie zawsze to można nazwać). Jestem albo staram się być normalną matką, dzieci bawią się na zewnątrz = będą zapewne brudne. Niby oczywiste? Jednak nie.

1. Szwagierce przeszkadza gdy moje maluchy chodzą bez butów bo jej też będzie chciała bez chodzić a nie może bo jak to bez butów ma chodzić?! (Dziecko 4 lata) Moje dzieciaki mogły, mogą i będą mogły chodzić bez... co nie podoba się szwagierce a mnie to rybka...

2. Zabawki. Co twoje to moje a co moje to pdpie.dol się. Taka zasada według szanownego szwagierstwa... Basia (ich starsza córka) niech najlepiej bawi się tylko zabawkami moich kaktusików (pieszczotliwie o dzieciach) a swoje ma pochowane na okazję gdy jest sama bo jeszcze jej popsują...skąd wiem? Bo Basia sama mi powiedziała, że jej mama tak mówi. Zresztą, gdy Basia przyjdzie z wózkiem z lalką, rowerem, czy czymkolwiek, zaraz jeden wielki spazm, że Karola (moja córka) dotknęła jej zabawkę palcem.
Histeria w najlepszym wydaniu z leżeniem na ziemi ;-) co na to rodzice owej pani? - No bo to przecież jej! A co na to ja? - to niech idzie do domu i tam się bawi. Co na to moje dzieci? (głównie Karola) rzuca fochem, że skoro Basia nie pozwoliła się jej pobawić to ona też nie musi dawać swoich zabawek i Basia dostaje spazmów z leżeniem na ziemi, kopaniem i rzucaniem się jak pchła na nitce. Taka scena jest średnio 3 x w tygodniu...

Rodzice Basi twierdzą, że ma idealny, mocny charakter przywódcy i jest... cudowna - nie mi to oceniać, czy cudowna czy nie, ale te napady wściekłości zaczynają mnie doprowadzać do permanentnego wkur.ienia gdy tylko Basię zobaczę.

PS. Prośby, groźby i błagania by jednak nie przychodziła skoro nie chce się bawić skutkują tym, że wyjec stoi i wyje pod płotem, że słychać w domu przy zamkniętych oknach.

3. Bo moja Basia jest naj... Taaak, znany pewnie większości rodziców temat przechwalania się, kto ma dziecko zdolniejsze, ładniejsze, mądrzejsze... Tutaj tym bardziej to działa ponieważ nasze córy to ten sam rocznik. Do niedawna nie wiedziałam, że można przechwalać się tym, że Basia potrafi chodzić jak modelka, bo już przestała nosić pampery (4 lata!!!), bo sama potrafi pomalować sobie paznokcie... Na takie rewelacje odpowiadam tylko, że ja za to mam dzieci normalne.

4. Bo wymyślam brudne zabawy a Basia NIE BĘDZIE chodzić brudna. Staram się wymyślać ciekawe zabawy np.: za pomocą węża ogrodowego robimy rzekę na piachu, piekarnię z ciastkami z błota itp. Dzięki temu często dzieciaki moje są uwalone po łokcie w piachu, błocie czy kredzie gdy malujemy na asfalcie pod domem. Mój standardowy tekst: Nie podoba się? Wio do domu.

5. Najjaśniejsza panienka ma 8 miesięcznego brata, którego leje to mało powiedziane. Przy mnie przywaliła mu z liścia bo wziął jej lalkę.. Reakcja rodziców? Bo to przecież jej lalka.. Basia tłucze małego często, gęsto, rodzice są twierdzenia, że to ja dramatyzuję. Aczkolwiek podduszanie z łokcia o podłogę to chyba nie jest "tylko zabawa". Nie mój cyrk, ale zaczynam się obawiać czasami o przyszłe losy małego.

6. Bicie się. Moje dzieci do najświętszych nie należą, ale za każdym razem to wina Karoli, Grześka czy 1,5 rocznej Gaby. Bo to niemożliwe, że Basia zaczęła, a że w garści ma pół kilo włosów Gaby? No cóż...napewno się zaczęła Gaba.. Po kolejnej takiej akcji kulturalnie wystawiłam Basie z mamą za bramę tzn. Basie pod pachę a mama sama poszła ;-)

To tylko kilka ogólniejszych akcji (jest duuużo więcej), które mnie denerwują. Tylko sama nie wiem czy bardziej denerwuje mnie głupota rodziców Basi czy bardziej mi jej szkoda bo kiedyś odkryje, że nie jest centrum wszechświata i dopiero wtedy będzie dramat dla Basi

Dzieci_rodzina

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 214 (Głosów: 262)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni