Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#74727

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia http://piekielni.pl/72981 przypomniała mi akcję sprzed kilku lat.
Na naszym domowym podjeździe też zaparkował jakiś ograniczony jegomość nie było go dość długo. Postanowiliśmy zadzwonić na Straż Miejską.

Oni nie mogą bo:
a. odholować może tylko policja
b. to w sumie nie są już granice miasta (tutaj racja, mieszkam jakieś 50m za rogatkami)

To dzwonimy na policję.
Ci zaś nie mogą nic zrobić bo podjazd to nie ulica czyli nie pas uliczny.
Na hasło czy w takim razie możemy sami przesunąć auto jak to zrobił kolega z opowieści wyżej dostałem info, że nie bo za to jest mandat i gość może mnie do sądu podać.
Co więcej oni mandatu za nieprawidłowe parkowanie też nie mogą mu dać, bo patrz wyżej, nie jest to pas uliczny tylko prywatna część posesji.

Nam się na szczęście nie spieszyło nigdzie i mamy drugą awaryjną bramę dla maszyn rolniczych, ale czy to naprawdę oznacza że możemy parkować gdzie popadnie?

kozia wolka

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 254 (Głosów: 260)

#74717

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w ogrodzie zoologicznym, zanim jednak do niego trafiłam na stałe, to odbyłam kilka staży i praktyk w innych ogrodach (także tych zagranicznych) i to tych właśnie miejsc będą dotyczyć historie.

Opiszę kilka głównych piekielności ze strony zwiedzających.

Dzisiaj czas na DOKARMIANIE ZWIERZĄT.

Nie wiem skąd w ludziach taka mania karmienia wszystkiego co się rusza. W zoo zwierzaki naprawdę nie głodują, każdy ma ustaloną określoną dietę odpowiednią dla gatunku, wieku a nawet płci i temperamentu osobnika.

A co robią zwiedzający? Mimo tabliczek zakazu, próśb i gróźb pracowników muszą przecież nakarmić. I w ruch idą bułki, czipsy, frytki, batoniki i inne artykułu spożywcze, które mogą spowodować nawet śmierć zwierzaków! Oto kilka ofiar głupoty ludzi z którymi miałam bezpośrednio kontakt:

1. Zmarła lama, zwierzak nie był ani stary ani schorowany więc zrobiono sekcję i co? W żołądku znaleziono zbitą masę składającą się z gum do żucia, sznurków, opakowania po czipsach i innych bliżej nieokreślonych produktach. Człowiek dawał, łakomy zwierzak zjadał i przypłacił to życiem. Później zmarły jeszcze dwie kolejne lamy, zawartość żołądków bardzo podobna.

2. Rozchorował się makak. Zwierzak dosłownie słabł w oczach. Badania RTG wykazały, że coś zalega w przewodzie pokarmowym. Podjęto decyzję o operacji, okazało się że były tam papierki po cukierkach i batonach, patyczki po lodach, a nawet korek od butelki. Ściany żołądka były tak zmienione nowotworowo od trawienia śmieci, że podjęto decyzję aby zwierzaka już nie wybudzać.

3. Nawet zwykła bułka może doprowadzić do śmierci. Tak było w przypadku jednego kucyka. Ulubieniec dzieciaków, bardzo kontaktowy zwierzak. Jednak ktoś go nakarmił świeżym pieczywem a świeże pieczywo jest bardzo dla koni szkodliwe. Doprowadziło do kolki i w konsekwencji kucyka nie udało się już uratować.

Są to dla mnie szczególnie smutne historie, bo znałam te zwierzęta osobiście, a ktoś je po prostu zabił. Celowo bądź nie, skutek jest taki, że głupota spowodowała ich śmierć.

Jeżeli jesteście w zoo i widzicie, że ktoś karmi zwierzaki to albo zwróćcie mu uwagę albo poinformujcie pracownika. Nawet gdy jest to tylko gałązka z pobliskiego krzaka. Wiele roślin jest trujących i można nawet w ten sposób zaszkodzić zwierzakowi. Poza tym wiele zwierząt jest przyzwyczajonych do małej ilości kiepskiego jedzenia, tak je natura wymyśliła i tak jest. Opiekunowie muszą wiedzieć ile zwierzak zjadł i ile mu dać, dokarmianie powoduje, że zbilansowana dieta w ogóle nie istnieje. Co z tego, ze zwierzak dostał wiadro odpowiedniego pokarmu skoro dwa razy tyle jeszcze dostanie od ludzi.

Dodam też, że podawanie zwierzakom jedzenia jest niebezpieczne też dla ludzi. Podajesz małpie batona przez kraty? Jak cię złapie za palca, to jest duża szansa, że wyrwie go ze stawu!

Piekielni są wszyscy ci co idą do zoo i karmią zwierzaki. Nie można mówić o niewiedzy bo na każdym kroku są tabliczki o zakazie, jest to także w regulaminie zoo. Kiedyś jeden gościu co dosłownie wisiał przez barierkę i starał się wcisnąć żubrowi kanapkę na moją dość dosadnie wypowiedzianą kwestię o zakazie karmienia powiedział: "ale ja myślałem, że nikt nie patrzy!"

ogród zoologiczny

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 313 (Głosów: 327)

#74601

~ehtezycie ·
| Do ulubionych
Od kilku dni sprzedaje różne przedmioty po córce (m.in. zabawki i ubranka) może nie jest to jakaś duża piekielność, ale pisze to ku przestrodze.

Zgłosiła się do mnie kobieta, umówiliśmy się na spotkanie, miała obejrzeć zabawki.
Już od początku wydawała mi się trochę dziwna, bo od progu powitała mnie (nie pamiętam dokładnie, ale sens zachowałem) zdaniem w stylu "jaka to ja jestem biedna, mówiła coś o dobrych ludziach, pani wybrała najdroższą z zabawek (cena rzędu 120 zł - w oryginalnym opakowaniu, nieużywana).

Pani dziękuje i próbuje wyjść, dobiegła prawie do auta, i próbuje wsiąść, na pytanie, czy zamierza za zabawkę zapłacić, wykrzykuje coś niezrozumiałego... i rzuca zabawką o ścianę domu, cała połamana, gdy ja pobiegłem zbierać zabawkę, pani się ulotniła.

Wiecie co mogę z tym zrobić? Mam tylko jej konto na olx i jej nazwisko...

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 204 (Głosów: 220)

#74367

(PW) ·
| Do ulubionych
We wrześniu wychodzę za mąż. Jak ślub, to i wesele. Postanowiliśmy zapraszać tylko dorosłych, bez dzieci. Nawet nasze dziecko ten dzień spędzi w domu z opiekunką.

Wysłaliśmy zaproszenia i tylko jedna osoba zrobiła problem, że bez dzieci. A to dlatego, że ma syna który ma lat 20 i córkę lat 10.

Syn dostał zaproszenie z osobą towarzyszącą. Co powiedziała ciotka?
W takim razie osobą towarzyszącą jej syna, będzie 10 letnia siostra.

Nie wiem co mam powiedzieć. Mają z kim zostawić małą.

Wesele

Skomentuj (117) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 192 (Głosów: 274)

#74711

(PW) ·
| Do ulubionych
Wakacje, dzieciaki szwagra są u nas. Żona prosi ich by wyskoczyli na pobliski ryneczek po kilka ogórków i pomidorów. Chłopaki płacą 100 złotowym banknotem. Pani wydaje resztę. Ale chłopakom się nie zgadza.

- Chyba się pani pomyliła z wydaniem reszty... - i nie zdążył dokończy, bo został zakrzyczany.
- Co ty smarkaczu sobie myślisz, nie oszukasz mnie, ja umiem liczyć! - pani wpadła w szał i pożegnała ich - Idźta mi stąd!!!

Gdzie piekielność? Do zapłaty było 10 zł, czyli reszty powinno być 90 a pani wydała 110.
Chcieli być uczciwi, nie wyszło.

uslugi

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 258 (Głosów: 270)

#74439

(PW) ·
| Do ulubionych
DPD. Ostrzegam, będzie długo.

Raz na jakiś czas zdarza mi się zamawiać kuriera przez jedną z platform wysyłkowych. Dopóki się nie przeprowadziłam nie mogłam narzekać na DPD, ale w miejscu, w którym obecnie mieszkam, "usługi" tej firmy to niekończąca się kpina.

Sytuacja I
Zamówiłam kuriera na piątek. W mailu potwierdzającym zamówienie usługi podane są widełki godzinowe, w których powinien zjawić się kurier. Nie zjawił się, więc zadzwoniłam do biura obsługi klienta - powiedzieli, że nie mają informacji o opóźnieniu, ani nie mogą dodzwonić się do kuriera. Po moim drugim telefonie jakiś czas później - to samo. Po kolejnym, już po osiemnastej - kurier skończył już pracę i ma wyłączony telefon, ale w systemie wpisał, że o godzinie 15:40 był u mnie, ale nie miałam dla niego paczki. Aha.
W weekend nie pracują, w poniedziałek nie miałam możliwości czekać pół dnia na kuriera, ostatecznie udało mi się nadać paczkę we wtorek.
Skarga na kuriera i reklamacja wysłane, odzyskałam te zawrotne 14 zł z groszami w związku ze źle wykonaną usługą.

Sytuacja II
Ponieważ, jak wspomniałam, wcześniej nie miałam z DPD problemów, poprzednią sytuację uznałam za niechlubny wyjątek, a nie regułę. Cóż, mój błąd :/

W każdym razie nadałam kolejną paczkę. 2 dni później skontaktowała się ze mną [Z]najoma, do której paczkę wysłałam, że dotarła, jej i moje dane się zgadzają, tyle że paczka nie ta... Okazało się, że kurier zamienił etykiety i Z dostała cudzą przesyłkę (z nowymi sukienkami zamiast niedrogich opakowań jubilerskich - to będzie ważne później).
Zaczęło się codzienne wydzwanianie do ichniego działu interwencji, żeby namierzyli moją paczkę. Każdy telefon wyglądał mniej więcej tak:

[J]a - Dzień dobry, dzwonię w sprawie zamienionej paczki X.
[C]złek po drugiej stronie - Dzień dobry, w systemie mam odnotowane pani zgłoszenie, ale wciąż nie dostaliśmy zwrotnej informacji z oddziału obsługującego pani rejon. Wyślę ponaglenie z oznaczeniem, że to pilne.

I tak przez dwa tygodnie...

Po tym czasie miałam dość i złożyłam reklamację, żądając zwrotu zawrotnej kwoty 90 zł (siedemdziesiąt kilka były warte wysłane opakowania + koszt usługi kurierskiej).
W odpowiedzi dostałam informację, że muszę im najpierw przesłać fakturę potwierdzającą wartość towaru (co samo w sobie jest piekielne, bo co gdybym wysłała nie świeżutki zakup, a coś kupionego dawno temu? Nie masz łos... kliencie faktury, więc guzik możesz jak zgubimy twoją paczkę?). Ale nic to, poprosiłam w sklepie, w którym zamawiałam opakowania o kopię faktury, wysłałam platformie wysyłkowej (okazało się, że jeśli kuriera zamawiałam przez ich stronę to nie mogę złożyć reklamacji bezpośrednio, tylko przez nich) i czekałam. DPD zastrzega sobie miesiąc na ustosunkowanie się do reklamacji i faktycznie, dokładnie ostatniego dnia przed upływem terminu raczyli odpisywać.

W każdym razie odpisali - odmownie. Cóż, naskrobałam odwołanie i zaczekałam kolejny miesiąc na odpowiedź - również odmowną. W uzasadnieniu stało m.in. że osoba X odebrała paczkę (no pewnie, co z tego że czyjąś...), więc nie widzą podstaw do zmiany decyzji, i że mogę jeszcze wstąpić na drogę sądową.

W tym momencie uznałam, że mam dosyć. Sukienki z tej obcej paczki są warte znacznie więcej niż te szalone, wnioskowane przeze mnie 90 zł, więc znajoma odsprzeda je na jakimś portalu i jeszcze na tym zarobi, mam tylko nadzieję, że tamta paczka była ubezpieczona i osoba, do której nie dotarła, wydrze od DPD kilkaset złotych odszkodowania.
A ja żałuję tylko, że w odmowie reklamacji nie było podanych żadnych danych kontaktowych, bo chętnie napisałabym im, co myślę o takim traktowaniu klienta.

A kuriera zamawiam teraz z UPS, całe 3 zł drożej i mam pewność, że wszystko będzie w porządku.

kurierzy DPD

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (Głosów: 124)

#74452

(PW) ·
| Do ulubionych
Krótka notka biograficzna - pracuję jako automatyk, często dostaję praktykantów/stażystów, żeby ich czegoś nauczyć. W zależności od ich stopnia wiedzy i zaangażowania dostają różne zadania. Im bardziej ambitni - tym mniej zadań klasy "przynieś, zanieś, posprzątaj, pozamiataj" dostają.

Główny bohater: Adam - przyjęty na staż student. Dosyć inteligentny, jednak koszmarnie leniwy, wszystko by odłożył na jutro.

Co się stało: Niefortunnie się złożyło, że musiałem wyjechać na montaż. Zostawiłem mu kilka zadań, jakie miał zrobić przez czas mojej nieobecności (nic specjalnie trudnego).
Miało mnie nie być tydzień, udało się skończyć wcześniej i w sobotę już wróciłem do siebie. Po krótkiej rozmowie ze stażystą dowiedziałem się, że niewiele z postawionych zleceń zostało wykonanych (nie, żebym był specjalnie tym zdziwiony, chociaż należy mu się pochwała - to co zrobił było zrobione naprawdę profesjonalnie).

Siadłem za swoim biurkiem i już poczułem, że coś jest nie tak - krzesło było za wysoko. Możecie się śmiać, że coś takiego wyczułem, jednak jak człowiek dzień w dzień pracuje przy pewnym ułożeniu, to potem wyczuwa, że coś jest nie tak. Szybko jednak o tym zapomniałem, tłumacząc, że pewnie chłopak sobie pożyczył.

Skończyłem pracę, jak zawsze odpaliłem program do wyczyszczenia śmieci. Przeczucie, że coś jest nie tak pojawiło się drugi raz i bezwiednie rzuciłem okiem na wyniki analizy - historia przeglądarki była zdecydowanie zbyt duża, jak na jeden dzień pracy. Odpaliłem ją i sprawdzam - Facebook, Kwejk, Demotywatory... W dużej ilości, przez 5 dni.

Nie zamierzam go karać za to, że to robił - trudno, w takim społeczeństwie przyszło mi żyć. Zostanie ukarany za to, że dał się na tym złapać. A kara będzie taka, że nie będzie miał kiedy do kibla pójść przed skończeniem pracy.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 213 (Głosów: 235)

#74443

(PW) ·
| Do ulubionych
Nawiązując do mojej tygodniowej pracy w sklepie http://piekielni.pl/74438
Przypomniało mi się jeszcze jedna ciekawa sytuacja.

Wtorek 6:30 w sklepie kolejka na 3 osoby. Przyjeżdża panienka na modnym hipsterskim rowerku. Nie zsiadając z pojazdu woła przez drzwi:

- Przepraszam! Przepraszam bardzo chciałabym zaparkować rower ale tam jest bardzo brudno. Czy można prosić kogoś żeby to ogarnął?

Ja i 3 klientów aż wyjrzeliśmy co tam za straszny bałagan przy stojaku z rowerami no i... nic nie widać. Wszystko ok.

- Ale gdzie są te śmieci, bo ja nic nie widzę?
- No jak to pani nie widzi? A ten PAPIER?! (wskazała na chusteczkę higieniczną, której nie widziałam, bo była po drugiej stronie stojaka)
- Przepraszam ale teraz mam kolejkę, a jestem sama. Zrobię to jak wszystkich obsłużę. Proszę zaparkować na miejscu obok (stojak ma 5 stanowisk).

Skończyłam obsługiwać klientów, w tym Piekielną, wychodzę żeby posprzątać ten straszny papier i co widzę? Panienka zaparkowała na drugim końcu placu. Chyba bała się że ta chusteczka jest jakaś radioaktywna czy coś. A może to ze mną jest coś nie tak?

sklep spożywczy

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 221 (Głosów: 229)

#74421

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję jako kolektorka w popularnym "Lotku". Praca fajna, większość ludzi sympatyczna, stali klienci ale bez piekielności się nie obejdzie.

1. Przez okres wakacji można wziąć udział w loterii, do wygrania są samochody, drobna elektronika. Wiadomo, że jako sprzedawcy jesteśmy zobowiązani do proponowania tego klientom, ale nigdy na siłę tego nie robimy. I o ile rozumiem, że kogoś może to drażnić to teksty (najczęściej od osób 50+) powalają na łopatki. Często słyszę, że mam sobie to wsadzić w tylną część ciała, mam z tym spie*dalać bo to gówno.

2. Podstawowe zwroty typu "dzień dobry/dziękuję/do widzenia"
Moja kolektura mieści się w centrum handlowym, które stoi na granicy dwóch osiedli. Jest tu niezliczona ilość pijaczków, typowych dresów. I to od nich zawsze usłyszę "dzień dobry/życzę miłego dnia". Spora cześć "normalnych" ludzi nie zniża się do tego poziomu, aby odpowiedzieć sprzedawcy dzień dobry.

3. Domyślanie się
Przychodzi klient, kładzie pieniądze, stoi i patrzy. Pytam zatem w co dziś zagra. Częsta odpowiedź? "Pracujesz tu i nie wiesz w co gram?" "Pani jest niekompenetna skoro nie wie co ja chcę!" "Boże co za obsługa, to w co zawsze gram w punkcie na ulicy X". Nie jestem wróżką, czy na prawdę tak trudno powiedzieć w co chciałoby się zagrać?

4. Zdrapki
Każdy kolektor ma swoje zdrapki, otwiera całą paczkę i sukcesywnie ją sprzedaje. Często ludzie proszą o pokazanie numerków zdrapki bo maja swoje ulubione, chcą którąś tam z kolei-żaden problem. Ale często zdarzają się awantury, bo zostaje mi 20 sztuk zdrapek i klient żąda otwarcia nowej paczki bo te, które mi zostały na pewno są puste, on to wie! Otóż nie, nie otworzę nowej paczki ponieważ system automatycznie doliczy sprzedaż tych 20sztuk, które mi zostały do rachunku w danym dniu. I awantura nic nie pomoże.

5.Regulamin
Osoby poniżej 18 roku życia nie mogą kupić losu, zdrapki, nie mogą też wyciągnąć z wachlarza produktu zdrapki nawet w obecności osoby dorosłej. Takie przepisy, jeżeli sprzedam coś osobie poniżej 18 roku życia grozi mi spora grzywna i utrata pracy. Większość ludzi to rozumie ale są osoby, które robią mi awanturę bo "Co Pani szkodzi, jak dziecko wybierze". A no szkodzi mi to tym, że ja ryzykuje utratę pracy i nie zrobię wyjątku dla klienta. I krzyk nie pomoże, wrażenia na mnie też nie zrobi.

6. Ja rozumiem, że lato, słońce świeci w oczy, okulary to podstawa. Ale nie rozumiem chodzenia w nich po galerii. Jeżeli ktoś ma wadę wzroku, ma okulary, które same się przyciemniają to ok. Ale często klienci przychodzą w takich okularach, w których odbija się całe otoczenia, tzw. lustrzanki. Na prawdę nie jest to komfortowe, kiedy tłumaczę coś klientowi nie widząc jego oczu, tylko samą siebie i wszystko inne co odbija się w tych szkłach. Mój hit to facet w kasku motocyklowym i okularach.

7. Od klienta oddziela mnie lada, na której są stojaki ze zdrapkami, ulotki. Większość klientów staje przed ladą i normalnie coś kupuje. Ale są wyjątki, osoby, które kładą się na tej ladzie, wychylają się tak mocno że są parę centymetrów ode mnie. Zero komfortu, od razu czuć brak higieny bo nie wszyscy wiedzą co do pasta i szczoteczka do zębów albo guma do żucia, ja nie mam ochoty czuć tak blisko czegoś takiego. Nierzadko po prostu robi mi się niedobrze. Trochę kultury.

8. Kolektor nie ma czegoś takiego jak przerwa i zamknięcie kolektury. Może to zrobić, bo musi wyjść do toalety, ale jest to czasem graniczące z cudem. Ja pracuje albo na zmiany czyli 6h dziennie lub cały dzień czyli 12h (weekend i 1 dzień w ciągu tygodnia). Zjeść mogę tylko miedzy klientami, czasem jest tak że przez 8h nie mam na to czasu. Nie wspomnę o wyjściu do toalety. Nie ma akurat nikogo, więc klucze w dłoń, zamykam roletę kiedy wbiega mi pod nią na chama ktoś i triumfalnie krzyczy "No musi mnie Pani obsłużyć" i głupi, cwany uśmieszek. Pytam grzecznie czy może poczekać dosłownie 1 minutę, ja tylko pójdę do łazienki bo nie byłam od dobrych paru godzin. Co często taki ktoś odpowiada? "Nie bo ja chcę zagrać przed pójściem na zakupy/Załóż sobie pampersa/Przecież Pani nie ma tutaj nigdzie wpisanej przerwy to dlaczego Pani bezprawnie zamyka?".

Niestety, zwracanie uwagi to śliski grunt. Są osoby, które zrozumieją uwagę, przeproszą i się dostosują. Ale są i tacy, którzy tylko szukają powodu do awantury i napisania skargi. A my pracujemy na swoja ocenę w centrali firmy. Uwierzcie, tam nie ma dnia bez 1 piekielnej sytuacji.

Kolektura

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (Głosów: 160)

#74431

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka lat temu, w pewien upalny dzień wybraliśmy się z rodzinką na basen. Lata świetności ów ośrodek wypoczynkowy miał dawno za sobą (czyt. mleczno - zielonkawa woda przypominająca zupę). Dla dzieci woda to woda. Na terenie znajduje się, również mniejszy brodzik dla dzieciaszków, taki o wymiarach ok. 20x15 metrów ogrodzony siatką.

Woda w najgłębszym miejscu sięgała tak gdzieś do uda. Dzieci własnych nie posiadam, posiadam za to w pełni wybujałą wyobraźnię. Więc tak stałam w pośrodku tego brodzika, jak nadopiekuńcza matka czuwając nad moją siostrzenicą i siostrzeńcem (moja siostra schroniła się w cieniu drzew nieopodal). W zasięgu wzroku banda dzieciaków, rodzice a jakże opalanko na kocach. Więc tak łypię na swoich, na lewo, na prawo, za siebie. Dostaję nieomal rozdwojenia jaźni od pisków, krzyków i śmiechu rozbrykanej dzieciarni.

Znacie to uczucie kiedy czas spowalnia, bo wasz mózg próbuje przetworzyć to, co zobaczył. Mniej więcej ciąg myślowy wyglądał tak:

1) O, ale ta mała pływa na plecach
2) Ku..a czy 1,5 roczne dzieci potrafią pływać na plecach? Odwróciłam się jeszcze raz i zobaczyłam jak mała co chwilę zanurza się pod taflą wody i usilnie próbuje nabrać powietrza. Doskoczyłam i ją wzięłam na ręce. Przez chwilę myślałam, że dostanę zawału. Mała zaczęła popłakiwać, a mnie puściło już wszystko i się wydarłam. Czyje to dziecko?.

Podniosła się matka roku. Zdołałam tylko wydukać - Dziecko by się pani utopiło. Popatrzyła na mnie jak na wariata i mi odpowiedziała - No przecie Piotruś pilnuje. No i zobaczyłam, 6-letniego Piotrusia jak biegnie przywołany z drugiego końca brodzika, gdzie jeszcze przed chwila beztrosko się bawił z kolegami.

Cycki mi opadły, szczęka również i poczłapałam sobie zapalić, próbując ogarnąć to wszystko moim małym rozumkiem.

matka_roku

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 219 (Głosów: 245)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni