Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#75296

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w markecie budowlanym.

Wybraliśmy z klientką panele, czas na podkład. Podchodzimy do odpowiedniego regału.

Ja: Jaką grubość podkładu dajemy?
Klientka: A są inne kolory? Bo mi pasowałyby szare, a tu są tylko niebieskie i zielone.
Ja: Nie, proszę pani, niebieskie są 3 i 5 milimetrowe, a zielone 6 milimetrowe. Ale kolor nie ma znaczenia, ponieważ podkład kładziemy pod panele i go nie widać. Ważna jest grubość.
Klientka: Ale ja mam wszystko w domu zrobione w szarościach i szary pasowałby mi do wystroju.
Ja: Podkład będzie pod podłogą, nikt go nie zobaczy.
Klientka: Ale ja będę wiedziała jaki jest i będę się z tym źle czuła psychicznie.

Nie kupiła. Pojechała szukać szarych podkładów w innych sklepach.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 293 (Głosów: 319)

#75277

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja z dzisiaj, która prawie zepsuła mi przyjemność z piąteczku.
Historię dodaję za zgodą koleżanki, której dotyczy.

Pracuję w jednym pokoju ze świetną dziewczyną, która jednak jest bardzo nieśmiała i wstydliwa; nie znosi po prostu być w centrum uwagi, a kiedy musi publiczne wygłosić kilka zdań, jest to dla niej ogromna męka.
Ze względu na problemy zdrowotne, koleżanka musi zachowywać określony reżim sanitarny. Niestety nasza wypasiona łazienka jest koedukacyjna i niezamykana. Z tego powodu koleżanka zaopatrzyła się w nawilżany papier toaletowy.

Dzisiaj odwiedził firmę dawny współpracownik. Zakotwiczył w swoim dawnym pokoju - czyli u nas, a że jest osobą bardzo sympatyczną, a do tego zamieszkującą aktualnie w dość egzotycznym kraju, to co chwilę ktoś się u nas pojawiał w celu przywitania się lub zamienienia kilku słów.

Niestety przyżeglowała też pani Zdzisia z księgowości. Piszę niestety, bo mimo wpajanego mi przez rodziców szacunku dla starszych - nie znoszę baby. Jest to typowy komunistyczny beton, gloryfikujący czasy PRL, kiedy to wszystko było lepsze, zdrowsze i normalniejsze.

Pani Zdzisia przepychając się koło biurek, strąciła zadem nasze torebki. Trzeba było pecha, że shopper koleżanki był niezapięty na zatrzask i kilka rzeczy wysypało się na podłogę min. paczuszka tego nieszczęsnego papieru.

Pani Zdzisia rzuciła się właśnie na nie, zanim zdążyłyśmy je podnieść i zademonstrowawszy wszystkim charakterystyczne niebiesko-żółte opakowanie zaczęła głośno odczytywać:
- Alouette feuchtes Toilettenpapier Kamille.
Ponieważ czytała wszystko, tak jak się pisze, najwyraźniej treść do końca nie dotarła do niej, ale i tak wygłosiła tyradę o homoseksualizmie i innych nowomodnych perwersjach, przez które kobiety nie mogą zajść w ciążę (kilka osób wie, że moja koleżanka wraz z mężem stara się usilnie acz bezskutecznie o dziecko).

Na koniec przemowy wyciągnęła oskarżycielsko papier w naszą stronę i dramatycznym głosem, z wyrzutem zapytała:
- I do czego wam takie rzeczy dziewczęta? Do czego pytam się?

Widząc, że koleżance zbiera się już na płacz, zabrałam babie te pechowe chusteczki i wypaliłam dość grubiańsko, ale zgodnie z prawdą:
- Do dupy Pani Zdzisławo. Do dupy!

Pani Zdzisia zapowietrzyła się, zamachała rękami i z wyrazem skrzywdzonej niewinności podążyła do wyjścia.
Kolega dusząc się ze śmiechu, popluł się kawą i zderzył się z nią w drzwiach, prawie ją przewracając. Niestety tylko prawie...

nietaktowny wspólpracownik

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 271 (Głosów: 311)

#75300

(PW) ·
| Do ulubionych
Zaspamowali mnie znajomi z fejsbuka stronką jakiejś akcji dobroczynnej. Stronka proponuje bardzo proste działanie: Nie chcesz, by ludzie porzucali zwierzątka jak śmieci? Wpłać piniondz.

Zaczęłam się zastanawiać, jak mój piniondz mógłby się przełożyć na zmniejszenie ilości zwierzątek porzuconych jak śmieci oraz wywołać uśmiech na twarzy firmujacego akcję biednego szczeniaczka. Może to na billboardy, akcje uświadamiania, może na łapówkę dla posłów mogących przegłosować ustawę zaostrzającą kary dla porzucających zwierzęta właścicieli? Może na jakieś schronisko?

Okazało się, że organizacja za otrzymane bakszysze chce zabawić się w kopiuj-wklej i zebrać adresy istniejących hoteli dla zwierząt na jednej stronce. Po to, żeby osoba i tak planująca oddać zwierzaka do hotelu, nie musiała adresu tegoż hotelu szukać przez 90 sekund, a znalazła go dajmy na to w minutę.

Osobiście nie jestem sobie w stanie wyobrazić sytuacji, w której ktoś planuje hotelowanie zwierzaka, ale nie znalazłszy hotelu w pierwszych dwóch trafieniach z Google, postanawia pupila zamiast tego spuścić w toalecie albo przywiązać do drzewa w lesie. Nie umiem też sobie wyobrazić człowieka, który planuje przywiązać psa do drzewa w lesie, ale po drodze z nudów przegląda internet i trafiwszy przypadkiem na listę hoteli zmienia zdanie. Dla mnie zatem jest to zwykle wyłudzenie i żerowanie na emocjach (czyt. skretynieniu) fejsbuczkowych kocich i psich mam.

Parę dalekich znajomych jednak wpłaciło piniondz. Czemu? To proste. Bo nie chcą, żeby szczeniaczki cierpiały i były smutne.

Twarzoczaszka

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 185 (Głosów: 207)

#75286

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kasjerką w Biedronce. Pracuję od niedawna. Praca mi się podoba, co wywołuje szok i niedowierzanie wśród moich rozmówców. I o nich dzisiaj będzie.

Gdy powiedziałam jednej koleżance, że będę tam pracować, to powiedziała, że ona mi się dziwi, że chce mi się "szmacić" w takim miejscu, zamiast poszukać pracy na poziomie. Jesteście ciekawi jaka to praca na poziomie? W korporacji, w biurze. Gdzie można rozwijać się intelektualnie. Aha. Uznałam, że chyba mało ambitna jestem, ale wyszłam z założenia, że praca ma mi dawać przede wszystkim pieniądze, za które będę mogła wyżywić rodzinę. Poza tym rodzice zawsze mnie uczyli, że wstyd to kraść, a nie pracować gdziekolwiek.

Inny kolega stwierdził, że to wstyd pracować w supermarkecie, bo tam pracownicy są dziwni. Pytam w jakim sensie. Nie potrafi wyjaśnić.

Inna koleżanka mówi, że tam ponoć kasjerki w pampersach siedzą, bo podobno nie pozwalają im wyjść na przerwę z kasy. Pytam, od kogo to słyszała. Nie potrafiła powiedzieć.

Wraz z nową pracę zweryfikowałam moich znajomych, których szybko ubyło. Nie żałuję, a pracę lubię nadal.

uslugi

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 228 (Głosów: 252)

#75253

(PW) ·
| Do ulubionych
Wiedzieliście, że praca w dziale marketingowym w firmie, która oferuje:

"- pakiet szkoleń – nie wymagam doświadczenia w obszarze marketingu – nowa osoba przejdzie kilkudniowy etap szkoleniowy
- możliwość zdobycia doświadczenia w firmie z ponad 15-letnim doświadczeniem na rynku
- przyjazną atmosferę w biurze
- cykliczne szkolenia dotyczące umiejętności miękkich
- możliwość podróży krajowych i zagranicznych – współpracujemy z biurami z całej Polski"

...to chodzenie po domach i namawianie ludzi na wpłaty do WWF na podstawie umowy o dzieło?

Strata czasu jak się patrzy...

Gdynia

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (Głosów: 175)

#75189

(PW) ·
| Do ulubionych
http://piekielni.pl/75025 Przypomniała mi moją historię z PUP-em.

Z rok temu, może więcej trochę, chciałem sobie dorobić w mieście, w którym studiowałem. W pierwszej kolejności jednak szukałem pracy w moim zawodzie (nie śpieszyło mi się). Więc pomyślałem, z PUP-u prędzej zatrudnią, no i oni mają więcej ofert, może mi jakoś pomogą?

Jedynym moim problemem był brak prawa jazdy (o czym poinformowałem). Jednak PUP co chwilę wysyłał mnie do miejsc, w których wymagane było posiadanie samochodu (dojechać do i jakoś wrócić mogłem, tyle, to się nawet dojdzie, czy dojedzie autobusem, jeżdżenie nie wchodziło w grę.
Np. Praca na pełny etat w 2 różnych szkołach, wymagane jeżdżenie między nimi, bo 3 lekcje tu, 2 lekcje tam itp). Ostatnia z prac jaką dostałem od PUP-u była praca w szkole językowej. Pojechałem, po grzecznej rozmowie dyrektor niestety szukał kogoś do jeżdżenia do studentów na zajęcia indywidualne i musi mi odmówić. Wróciłem do PUP-u i mniej więcej taka rozmowa:

Pani z PUP-u: No i jak poszło?
Ja: No, niestety, odmowa.
PZP: A dlaczego?
Ja: Ponieważ nie mam prawka.

Co Pani z PUP-u inteligentnie mi doradziła?

PZP: Powinien był Pan powiedzieć, że ma pan prawo jazdy!

Aha. Miałem okłamać pracodawcę... Tak? A jakby przyszło co do czego i musiałbym jechać, to... co? Wtedy się wypisałem. Teraz już na szczęście nie muszę się z nimi użerać, bo pracę znalazłem. Sam.

PUP

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (Głosów: 196)

#75188

(PW) ·
| Do ulubionych
Przed chwilą korzystałem z kabiny w toalecie Galerii Rzeszów. Nagle zobaczyłem, że jakiś koleś próbuje zajrzeć do tejże kabiny od dołu, posługując się odbiciem w sprzączce od paska. Albo złodziej, albo jakiś zboczeniec. Niestety, nie zdążyłem go złapać. Ochrona już powiadomiona. Bądźcie czujni!

Galeria Rzeszów; miejsce gdzie nawet król piechotą chodzi

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (Głosów: 182)

#75183

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia mario4 http://piekielni.pl/75041 przypomniała mi historię sprzed kilku lat, która przydarzyła się mojej mamie.

Moja mama, jak sięgam pamięcią, ma problem z kręgosłupem. Wykonuje dosyć obciążającą plecy pracę i wszyscy u nas w rodzinie mają z nimi problem. Zdiagnozowali u niej dwie przepukliny przy rdzeniu kręgowym. Z pewnych istotnych względów, nie mogła podjąć się wtedy operacji i niestety stan jej zdrowia się nie poprawiał.

Pewnego dnia, kiedy byłam w szkole, dzwoni do mnie mama, że strasznie ją bolą plecy i ledwo chodzi. Nie był to pierwszy taki epizod. Wzięła jakieś silne proszki i się położyła. Wróciłam do domu, zajęłam się swoimi zajęciami. Przyszedł wieczór. Mama woła mnie do siebie prawie płacząc i mówi mi, że mrowią jej nogi.
Nie ukrywam, trochę się przestraszyłam. Mama wstać nie może, zatem dzwonię na [P]ogotowie.

[J]: Witam, chciałabym wezwać karetkę na ulicę Piekielną 12. Moja mama, lat 38, od rana skarży się na ból pleców. Mimo wziętych środków przeciwbólowych, ból bardzo się nasilił i doszło do tego odczuwanie mrowienia w nogach. Nie może chodzić, wstać, NIC.
[P]: Czy ból spowodowany jest urazem?
[J]: Na szczęście nie.
[P]: Zatem nie wyślemy zespołu. Proszę skontaktować się z Nocną i Świąteczną Opieką Zdrowotną.
[J]: (prawie płacząc) Ale moja mama naprawdę cierpi, więc chyba pogotowie powinno się nią zająć!
[P]: To już ode mnie zależy, gdzie wyślę zespół. DOBRANOC!

Byłam tak zdenerwowana, że nie chciałam rozmawiać już z [O]pieką Zdrowotną. Dałam telefon [M]amie:

[M]: (całe gadanie o plecach i lekach, które wzięła, bólu i mrowieniu).
[O]: Przykro mi, nie mogę wysłać lekarza do Pani. Proszę wziąć sobie APAP i rano zgłosić się do lekarza rodzinnego.
[M]: Wzięłam już (tutaj jakiś mega silny lek na receptę - nie ketonal), nic nie pomogło, a na dodatek JA NIE MOGĘ CHODZIĆ, BO NIE CZUJĘ NÓG!
[O]: Trudno. (!) Niech Panią ktoś zawiezie.

Rano mama jakimś cudem weszła do windy i wsiadła do taksówki. Pojechała do lekarza, a ten był w wielkim szoku, że pogotowia nie wezwała, bo w jej stanie nie powinna chodzić. Moja mama jest samotną matką. Jesteśmy tylko same we dwie. Pracuje ona uczciwie i utrzymuje cały dom. Opłaca składki, raczej na nic się nie skarży. Dlaczego nasza wspaniała Ochrona Zdrowia tak fantastycznie traktuje uczciwych ludzi, a menele jeżdżą sobie karetkami kilka razy w tygodniu, trafiają na Izbę Przyjęć, mają od ręki robioną tomografię ZA KAŻDYM RAZEM, bo przecież głowa rozwalona, więc trzeba uważać na roszczeniowych członków rodziny.
Nienawidzę tego systemu.

PS.
Pogotowie zostało wezwane z tego powodu, że mama przestawała czuć nogi. Sam ból nie był głównym powodem wezwania pogotowia.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (Głosów: 227)

#75173

(PW) ·
| Do ulubionych
Inspirowany historią aggoita http://piekielni.pl/75136, postanowiłem dodać coś od siebie.

X lat temu, kiedy byłem kierowcą dostałem kurs z Gdańska do Olsztyna. Dla nie znających geografii napisze, że pokonanie tej trasy zajmowało około 4 godziny.

Przez całą drogę na CB radiu co 2-3 minuty słyszałem głos pytający: "Czy są tu jakieś panie chętne na seks?". Non stop, bite 4 godziny w kółko to samo pytanie. Oczywiście nie doczekał się pozytywnej odpowiedzi.

Domyślam się, że nie był to pierwszy raz, kiedy o to pytał. Zastanawia mnie tylko czy kiedykolwiek dostał pozytywną odpowiedź, czy po prostu pytał o to z nudów?

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (Głosów: 174)

#75167

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie jestem wojującą ekolożką, która walczy o każdego kwiatka na łączce. Jednak to, czego byłam ostatnio świadkiem, przeraziło mnie.

Jest pewna duża, znana większości z Was korporacja.
Wielu ludzi robi zakupy w tym sklepie, który (przynajmniej na pokaz) wydaje się dbać o środowisko.
Co się jednak dzieje z produktami, które się nie sprzedają? Odsyła się je do producenta? Obniża drastycznie cenę (kilka rzeczy jest wręcz absurdalnie drogich, nie dziwie się, że nikt ich nie kupuje, chociaż są w świetnym stanie)? Zawsze można też dać taniej dla pracowników, na potrzeby sklepu lub zwyczajnie odsprzedać jakimś tanim dyskontom.

Niestety, to tylko piękna teoria. Wiele nowych, spełniających swoją funkcję produktów musi zostać zniszczonych. Czasami niektóre z nich są wykorzystywane "na sklepie", ale placówka posiada określony budżet, dlatego kupno drogich artykułów jest nieopłacalne. Lepiej je zniszczyć, chociaż mogłyby być jeszcze przydatne.

Nie rozumiem tego. Nie dość, że właściciele tracą pieniądze niszcząc rzeczy, to uniemożliwiają innym ich ponowne wykorzystanie, zanieczyszczając tym samym środowisko - nowymi, nigdy nie używanymi rzeczami.
Bo lepiej zniszczyć.
Mniej problemów.

korpo

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (Głosów: 170)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni