Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#82563

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam w Anglii.

Ponadto jestem strasznie roztargniona, zwłaszcza jak mi się spieszy, to potrafię zapomnieć o własnej głowie :-)

No i niestety, taką trochę chaotyczną sytuację miałam w piątek.

Pojechałam do Aldi na zakupy, dosyć duże, tygodniowe.
Później ustawiłam się w kolejce, sporej, martwiąc się, czy mi się mrożonki nie rozmrożą albo czy zdążę na pociąg, by spotkać się ze znajomymi (wyprawa do escape room, czyli trzeba być punktualnie).

Za mną w kolejce ustawił się pan z dwoma parami krótkich spodenek, a za nim pani z wypchanym wózkiem. Myślałam, że są razem więc nie proponowałam przepuszczenia.
Rachunek wyniósł ponad £40, a więc transakcji kartą musiałam dokonać wkładając kartę do czytnika i  wpisując pin (limit transakcji bezdotykowych to £30).

Zestresowana upałem, kolejką, pośpiechem nie zabrałam karty. Sprzedawca wyjątkowo nie przypomniał, bo zaczął mi wkładać zakupy do wózka, żeby było szybciej.

Już po skończeniu stałam jeszcze przy kasie z wózkiem, układając wszystko po swojemu, pan z szortami skończył zakupy i szybko wyszedł.

Dopiero po jakiejś godzinie, w pociągu zorientowałam się,  że nie mam karty. Szybkie spojrzenie na bankowość internetową - transakcja bezdotykowa na 15.98, której ja na pewno nie zrobiłam.

Z ciekawości weszłam na stronę Aldi - szorty męskie 7.99. Innymi słowy - pan w kolejce za mną uznał, że moja karta w czytniku to dla niego możliwość zrobienia darmowych zakupów.

Oczywiście, wszystko zgłoszone na infolinię banku (policję powiadomi też bank).

Moja wiara w ludzi została podkopana. Zostać złodziejem dla dwóch par gaci z Aldi... żenada...

I smutne, bo ja jak zauważyłam w przeszłości podobną sytuację: czyjś portfel, kartę czy telefon, to zawsze wołałam za taką gapą ...

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (148)

#82549

(PW) ·
| Do ulubionych
Od dzisiaj poza byciem leniwym grubasem, jestem też chamką i wieśniaczką :)

Dlaczego?

Otóż po śmierci mojej babci dziadek został całkiem sam, jej dobra koleżanka (a teściowa mojej siostry) postanowiła na siłę próbować babcię zastąpić.

Non stop przychodziła i truła mojemu dziadkowi dupę, że jest taki i owaki, że burdel w domu, że dziadostwo, że łamaga itp. itd. (Mimo, że w domu jest porządek).

Wczoraj pierwszy raz spróbowała rzucić kilka epitetów przy mnie. Grzecznie więc jej odpowiedziałam, że jeśli jej coś nie pasuje, to może nie powinna więcej przychodzić, bo jej zachowanie jest nie na miejscu.

Odwróciła się napięcie i wyszła. Rewelacje przekazała mi siostra.

Jestem chamką i wieśniaczką? :)

ludzie bez wyczucia

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (104)

#82571

(PW) ·
| Do ulubionych
Witam wszystkich Piekielnych.

Portal poczytuje regularnie, kiedyś dodałem jedną historię, która zginęła w czeluściach Piekielnych.

Dziś opowiem wam historię, która przydarzyła mi się trzy dni temu. Będzie ona o „Madce”, ruchu drogowym i jak że popularnym „bo mi wolno bo mam dziecko”. Ubolewam niestety nad tym, iż ta historia przydarzyła się właśnie mojej osobie.

Piątkowe południe. Pomijając perypetie dotychczasowe feralnego piątku, zmuszony byłem pojechać do siedziby firmy, którą mam zaszczyt godnie (jak mniemam) reprezentować. Sytuacja wymagała abyśmy udali się tam razem z moim współpracownikiem dwoma różnymi samochodami, co zostało nam obwieszczone dwie minuty przed wyjazdem. Mus to mus. Jedziemy.

Kolega troszeczkę odskoczył do przodu, gdyż planował jeszcze zatankować na trasie, nie tracąc czasu. Będąc prawie u celu naszej wyprawy, ostatnie skrzyżowanie z ostatnią prostą prowadzącą do siedziby prezesa. Niestety, czerwone światło.
Szybki rzut sytuacyjny.

Droga którą dojechałem zjazd z trasy szybkiego ruchu do ronda ze światłami, dwa pasy. Prawy na którym stoję ja moim Lupo bolidem, z którego, jaśnie wielmożny ustawo dawca (świeć Panie nad tym umysłem), przewidział możliwość jazdy na wprost, skrętu w lewo i zjazdu na stację benzynową po prawej stronie. Obok mnie pas lewy, dla którego przewidziano jedynie skręt w lewo lub objechanie ronda.

W tej samej aorcie dolotowej na godzinie ósmej znajduje się jeszcze dojazd do tych dwóch pasów, obarczony znakiem STOP oraz nakazem skrętu w lewo.

A więc stoję na tych światłach na pasie prawym, obok mnie na lewym jakiś samochód. Jeden, drugi, za mną tak samo. Jak to na drodze w południe w okolicach dzielnicy przemysłowej. Widzę, że ze wspomnianego bocznego dojazdu, wykorzystując czerwone światło i pozostawione miejsce, wjeżdża samochód ciężarowy tak zwana „solówka”. Ma miejsce proszę bardzo zwłaszcza że stoję.

Po chwili zapala się upragnione zielone światło. Rusza ciężarówka ja za nią w jej tempie. Koncentrując swoją uwagę na pojeździe poprzedzającym, pamiętając że w połowie ronda są następne światła które lubią złapać w pół manewru. Solówka skręca w lewo, tak jak ja.

Skręciła za tuż za nią…. I miało być pięknie. Ale wtem jak z lewej mi nie (bardzo dynamicznie nawiąże kontakt bezpośredni) auto jadące w tym momencie lewym pasem. Kierownica wyrwana z rąk, bo już skręcałem i dostałem w koło, głową w boczną lewą szybę, dym, smród poduszki. (panna lekkich obyczajów), ktoś mi (bardzo dynamicznie nawiązał kontakt bezpośredni).

Zza oparów poduszek widzę, zielona strzała zza zachodniej granicy koncernu dla ludu. Wysiadam z auta, żeby zobaczyć czy drugiemu uczestnikowi nic nie jest i czy moje auto nadaje się do zjechania w miejsce nie tamujące ruchu. Drugi kierowca (DK) macha rękoma, coś wykrzykuje, przez uchylone okno w jej samochodzie mówię jej tylko że zjedziemy na bok i tam porozmawiamy. Jak powiedziałem tak zrobiliśmy.

Po zjechaniu wysiadam po raz kolejny z mojego bolidu i pierwsze moje pytanie. Jak pani to zrobiła? I to był mój BŁĄD.

(DK) – Jak co ja k***a zrobiłam? Ja? Ty żeś mi p*******ł i co ja zrobiłam? Nie widzisz j******o kierunkowskazu?

Szybka konsternacja. Będzie kolorowo. Zaparło mi dech w płucach, co zdarza się rzadko.

(DK) – Ja jechałam tam z dołu jeden mnie wpuścił, a Ty jak k***a, jak taki burak na drodze. Nie widzisz, że z chorym dzieckiem jadę.

Tu już przerażenie, dziecko. Może faktycznie coś się stało, jedzie z dzieckiem do szpitala kobieta, a tu jeszcze coś takiego. Ale patrzę do auta siedzi, około trzynastoletnia dziewczynka, jak na moje okaz zdrowia.

(Ja) – może wezwać karetkę, jak Pani z dzieckiem i to chorym to może będzie potrzebna.
(DK) – Karetka to chyba tobie potrzebna, nie widzisz ze ona ma 37 stopni gorączki?
(Ja) – Nie, nie widzę. Piszemy oświadczenie czy wzywamy policję?
(DK) – Bierz kartkę i k***a pisz, że nie ustąpiłeś mi pierwszeństwa.
(Ja) – Ja?!?!
(DK) – A kto k***a? Ja wjeżdżałam za tą dużą ciężarówką co jechała przed tobą.

Przypominam ciężarówka wyjechała z pod znaku Stop i nakazu skrętu w lewo wykorzystując pozostawione miejsce.

(DK) – Poza tym ja miałam pierwszeństwo, ja jestem kobietą, matką chorego dziecka i miałam włączony kierunkowskaz w prawo.
Teraz moje o (panno lekkich obyczajów)
(Ja) – moim zdaniem to jest pani ewidentna wina. Jechała pani pasem na którym jest nakaz skrętu w lewo. Pani chciała jechać na wprost, powinna pani okrążyć rondo i wtedy jechać w wybranym kierunku.
(DK) – Ciebie chyba p******o, ja mam 10 lat prawo jazdy, ja wiem co mogę na drodze. Kim ty jesteś, żeby mnie uczyć.
(Ja) – Ja mam prawo jazdy 9 lat i nikogo nie mam zamiaru uczyć. Wzywam policję.

Wsiadłem do samochodu, zamknąłem drzwi, 112, szybkie zgłoszenie i czekamy. Naglę patrzę po kieszeniach, nie mam portfela. Dokumenty. Trudno będzie i 150 dla mnie, ale z babą się nie dogadam. Ciąg dalszy feralnego piątku w całej okazałości.

Pamiętacie, że mój kolega odskoczył do przodu tankować, a po prawej od ronda była stacja? Wybrał właśnie tą stację. Słyszał, widział moment uderzenia. On jak i kamery na stacji. Słyszał również drącą się kobietę. Podszedł i udał postronnego świadka zdarzenia.

Kobieta pobladła, myślałem przez chwilę, że zemdleje. Wysiadłem, a ona zaczęła odciągać kolegę na bok. Z jego późniejszych opowieści wiem, że proponowała mu ze trzy różne formy korupcyjne, żeby tylko powiedział, że ja zrobiłem to specjalnie. Bo, UWAGA, ona straci zniżki i nie będzie jej stać na utrzymanie samochodu. Kolega w dalszym ciągu się nie ujawniał że się znamy, ale nie uległ propozycjom.

Po około trzydziestu minutach przyjechał patrol drogówki.

Nasza druga bohaterka zaczyna zgrywać pokrzywdzoną i opowiada wersję jak powyżej, ja natomiast swoją jak powyżej. Kiedy policja wypytywała kobietę jak normalnie rozmawiałem z kolegą o pracy, nie ukrywając, że się znamy.

W pewnym momencie jeden z policjantów zapytał się o naszą znajomość. Zgodnie z prawdą odpowiedzieliśmy, że się znamy i pracujemy razem w jednej firmie. Kolega potwierdził, że widział całe zdarzenie bo tankował swój samochód na stacji obok. Kobieta jak to usłyszała wybuchła.

(DK) – A wiec to tak… Oni są mafią wyłudzającą państwowe pieniądze z ubezpieczeń. Do tego jeszcze je****mi zboczeńcami. Ten drugi proponował mi sex i obiecywał, że zezna że to wina tego drugiego…

Policjanci powstrzymywali się od śmiechu, zachowali się profesjonalnie starali się uspokoić kobietę. Ustalili moje dane, bo jak pisałem wcześniej ruszyłem bez dokumentów, poinformowali o mandacie dla mnie za brak dokumentów 50 PLN za każdy dokument (tj. prawo jazdy, dowód rejestracyjny i polisa OC) razem 150 nie moje. Mandat przyjąłem. Teraz czas na jurną panią.

Policjanci poinformowali ją, że widzą jej pełną winę. Nie zastosowała się do znaków nakazu skrętu w lewo jadąc prosto, chora córka i kierunkowskaz nie daje jej pierwszeństwa na drodze. Zaproponował jej 300 PLN mandatu i 6 pkt karnych.
I nastał Armagedon.

(DK) – P*******e psy co wy wiecie o przepisach? Ja mam was wszystkich w d***e. Ja wiem co mogę nic nie podpisuje…

I tak dalej na tej nucie.

Pojawił się w między czasie pracownik wspomnianej stacji benzynowej. Poinformował policjantów, że całe zdarzenie idealnie widać na ich kamerach i jeśli zachodzi potrzeba to zapraszają na seans.

Jeden z policjantów poszedł na dziesięć minut z pracownikiem stacji. Pod jego nieobecność kobieta cały czas się nakręcała. Ubliżając mi, mojemu koledze, pozostałemu policjantowi.

Po powrocie policjanta, panowie mundurowi (PP) chwilę porozmawiali w radiowozie. Po chwili zawołali mnie i panią bliżej radiowozu i oznajmili.

(PP) – Proszę państwa są ślady na ulicy, samochodach, wasze zeznania o dziwo dość spójne, zeznania świadków i nagranie z kamer. Wszystko to daje nam jednoznaczny obraz pani winy w tym zdarzeniu. Jeszcze raz pytam panią czy przyjmuje pani mandat 300 PLN i 6 pkt karnych.

(DK) – Was chyba po****ło, ja miałam pierwszeństwo! Czy wy tego nie rozumiecie ja z chorą córką jadę...

Pan policjant stwierdził, że kieruje wniosek do sądu o rozpatrzenie zaistniałej sytuacji. Dołącza zeznania świadka materiał z kamer i dokumentację zdjęciową. Ode mnie panowie wzięli numer telefonu do mandatu dołączyli wezwanie na komisariat, koledze wręczyli pakiet gratisowy w postaci samego wezwania. I polecili organizować sobie transport samochodu, bo do jazdy się nie kwalifikował.

Jako smaczek dodam tylko, że pani zostało również zatrzymane prawo jazdy za (jak to powiedział policjant) „brak fundamentalnej znajomości przepisów ruchu drogowego”. Podobno uprawnienia też będzie rozstrzygał sąd.

Przykre jest tylko to, że nie mam AC i do czasu rozstrzygnięcia przez sąd nie bardzo mogę naprawić swoje auto. Stare, bo stare, ale przydatne.

A w sądzie jeszcze może być ciekawiej.

ulica madka

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 87 (143)
Cholera, jak mi wstyd za rodaków czasami. Tacy mocni w gębie, ale tylko, jak ich nikt nie rozumie.

Przerwa w pracy, papieros. Na palarni cała paląca część załogi wypuszcza sobie dymek - od pracowników najniższego szczebla po kierownictwo. Dwóch białych chłopaków z magazynu rozmawia sobie z czarnoskórym chłopakiem z kierownictwa tego magazynu.

Tu rozmawiają o mistrzostwach świata, tam o jakichś zmianach w firmie, trochę o upale, po czym czarnoskóry chłopak mówi że mu się przerwa kończy i musi wracać, ale życzy miłego dnia. Jak ten już poszedł, jego "koledzy" przeszli na płynną polszczyznę i kontynuowali rozmowę w ten deseń:

"Je..any brudas", "małpy kur.a zatrudniają tutaj", "niech do Afryki spie.dala", "wszędzie tutaj ku.wa brudasy", "rzygać się chce, mnożą się i produkują bachory tylko", "zaraz cały kraj będzie pełny brudasów a ja będę ich kur.a utrzymywać", "to wszystko trzeba odstrzelić ku.wa".

Wiecie co, chyba go znajdę i powiem mu, jak ładnie koledzy o nim mówili. Szkoda mi go, bo wygląda na to, że nie ma zielonego pojęcia o tym, z jakimi skończonymi tchórzami i śmieciami się zadaje.

zagranica

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 83 (131)

#82559

(PW) ·
| Do ulubionych
Rys sytuacyjny- [K]oleżanka jakiś rok temu wyniosła się od [P]ana [M]ęża po tym, jak olał jej stan zdrowia (wyrywanie 8-mek z korzeniami zagłębionymi w zatoce) i wolał z piwkiem siedzieć przed telewizorem niż zastąpić żonę np. w odprowadzaniu niepełnosprawnego dziecka na rehabilitację.

Dodam, że skutki uboczne takiej ekstrakcji to np. niekontrolowane omdlenia, możliwość krwotoku - zarówno do zatoki, jak i do ust.

K zabrała manatki i wraz z dziećmi przeprowadziła się do maciupeńkiej kawalerki (mniej niż 20 metrów) i tam sobie przez ten rok mieszkają.

Młody jest niepełnosprawny, ma wadę genetyczną, wymaga niemal codziennej rehabilitacji oraz specjalistycznej diety.

PM w wydatkach na dziecko ograniczył się do kupienia mu kurteczki wiosennej (na jesieni, gdy przyszła wiosna, kurtka była już za mała) oraz "zrzutki" na prezent urodzinowy.

Niedawno spotkali się w jakiejś sprawie formalnej i PM spytał nieśmiało, czy K zamierza składać sprawę o separację?
K stwierdziła, że nie o separację, a o rozwód z zabezpieczeniem alimentacyjnym dla młodego.

Tu nastąpiło niebotyczne zdziwienie i święte oburzenie PM, bo
- Przecież DOSTAJESZ pieniądze na dziecko (w sensie zasiłek od państwa i 500+)! I jakoś sobie do tej pory radziliście!

ojciec alimenty

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 103 (123)

#82683

(PW) ·
| Do ulubionych
Ochrona danych w praktyce.

Szpital, przyjęcie (P)acjenta na oddział.
Starszy człowiek na wózku, siedzi poniżej blatu konsoli (R)ejestratorki.
Mówi cicho i raczej niedosłyszy.

R - (głośno i wyraźnie) Czy pan nazywa się Jan Kowalski?
P - Tak nazywam się ... (Raczej cicho)
R - Wpisuje Jan Kowalski, czy adres zamieszkania to...?
P - Tak, to mój adres (cichutko).
R - Wpisuje, adres zamieszkania... (powtarza)...

Czyli następuje cała seria pytań, głośno i wyraźnie, potem cichutkie odpowiedzi od pacjenta, następnie powtórzenie głośno i wyraźnie przez rejestratorkę. Wszystkie pytania obejmują adres, numer telefonu, nazwisko, łącznie z pytaniem czy pacjent mieszka sam czy z kimś. Następnie pytanie o osobę kontaktową łącznie z numerem telefonu, a potem następuje wywiad na temat stanu zdrowia czy przebyte choroby. itd.

Wszystko głośno i wyraźnie, stojąc obok i słuchając można się dowiedzieć o człowieku prawie wszystkiego.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (154)

#82680

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielny taksówkarz?

Pisząc poprzednią historię o ostrym dyżurze, przypomniałam sobie, że nie tylko pacjentka była piekielna tamtego dnia. Wiadomo przecież, że jak coś idzie źle, to po całości.

Kolka nerkowa pojawiła się nad ranem i w ciągu kilku godzin przybrała na sile, dlatego postanowiłyśmy z mamą jechać na ostry dyżur. Mama zadzwoniła po taksówkę jednej z najbardziej znanych (i najdroższych) warszawskich korporacji, która nie cieszy się najlepszą opinią, ale ma za to łatwy do zapamiętania numer.

Czarny, wypucowany mercedes podjechał. Kierowca słowem się nie odezwał. Wsiadłyśmy, podałyśmy cel naszej podróży - Szpital Praski - i ruszyliśmy. Ja zielona z bólu, mama zaniepokojona moim stanem.
Podróż spod mojego domu do szpitala trwa zazwyczaj 10-15 minut. Chyba, że wpadnie się w korek...

Nie wiem czy kierowca nie znał zbyt dobrze Warszawy (nie miał GPS), czy kurs okazał się dla niego na tyle nieatrakcyjny, że postanowił sobie na nim dorobić najwięcej jak się da (a może taka jest polityka firmy?). W każdym razie, postanowił pojechać przez ulicę Radzymińską, która w porannych godzinach szczytu była wtedy koszmarem każdego kierowcy, mimo że miał do wyboru dwie inne, dużo lepiej przejezdne trasy dojazdowe.
Wtedy, bo było to 10 lat temu, przed przebudową trasy W-Z (pomnik Czterech Śpiących, Trzech Pijanych stał jeszcze na swoim miejscu), kiedy skrzyżowanie przy Dworcu Wileńskim było jednym z najgorszych w Warszawie, a stacja drugiej linii metra w tamtym miejscu była dopiero w planach.

Jak możecie się domyślić, utknęliśmy w korku. Mimo próśb by skręcić w inną ulicę i ominąć korek, bo w końcu nie jechaliśmy na wycieczkę, a do szpitala, kierowca nadal pchał się w tą nieszczęsną Radzymińską. Czas mijał. Ja, coraz bardziej zielona z bólu, poczułam, że robi mi się niedobrze. Opcje były dwie: albo mój pusty żołądek miał dość ciągłego ruszania i hamowania, albo ból był tak silny, że przyprawiał mnie o mdłości. W tym drugim przypadku, zazwyczaj kończyło się to pawiem. Powiedziałam wtedy do mamy: "Zaraz się porzygam".

I nie musiałam dwa razy powtarzać. Kierowca chyba wyobraził sobie armagedon jaki mogłabym spowodować na jego skórzanych tapicerkach. Nagle jakoś udało mu się wybrnąć z korku i dowieźć mnie pod szpital w ekspresowym tempie. A mógł tak od razu... Być może już kwadrans wcześniej złapałby bardziej lukratywny kurs, bo przed szpitalem chętnych nie brakowało...

taksówkarz

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (137)

#82543

~Myinniludzie ·
| Do ulubionych
Jadę samochodem przez centrum miasta, wolniutko bo ograniczenie do 40. Na pasach stoją ludzie z rowerami, więc się zatrzymuję, a oni zamiast przejść na drugą stronę, wsiadają i jadą drogą przede mną tempem mocno spacerowym.

Po chwili takiej jazdy chcę ich wyprzedzić, kierunek, druga wolna to jadę. Kiedy jestem już równo z ostatnim Panem, ten zaczyna wyprzedzać panie przed nim. Nie rozejrzał się i nie wiem co miał w głowie. Wjechał mi w drzwi pasażera choć byłam na drugim pasie. Odbił się od samochodu i się przewrócił.

Zatrzymałam się, by sprawdzić czy nic mu się nie stało. Podniósł się i wyskoczył do mnie z modą. Krzyczał i w pewnym momencie złapał mnie za ramię i zaczął mną potrząsać. Nie myślałam, wywinęłam się i uderzyłam go w twarz. Stracił trochę rezonu, a ja wsiadłam do samochodu i odjechałam.

Rowerzysci tfu! Jego mać !

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (175)

#82538

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w punkcie ksero. Punkt jak punkt, każdy kiedyś jakiś odwiedził - kolejki, duży ruch, szybkie kopie, sporo ludzi... właśnie ludzi. Kto pracował w usługach ten wie, a kto nie, to powinien spróbować chociaż przez miesiąc.

Do rzeczy.
Historii nazbierało się już sporo, jak kiedyś znowu mi ciśnienie skoczy to dodam więcej.

Przyszedł Pan "artysta", kserować jakieś stare ilustracje z książki, zwykłe czarno-białe ksero:
"a to nie ma głębi";
"tu za ciemne";
"tu za jasne";
"kontrast się rozmył";
"tutaj normalnie jest pociągnięcie pędzlem, czemu go już nie widać na kopii";
"da się coś z tym zrobić?";
"ja wiem że to jest kopia kopii, ale co można zrobić żeby przybliżyć to do oryginału?".

Gadka w tym stylu trwała już 15 minut, a w międzyczasie maile/telefony/ inni klienci (tak jestem w punkcie sama)
"jak Pani sądzi, które lepsze?".
W tym momencie nie wytrzymałam i powiedziałam, że nie mam zdania w tej kwestii.

- TO PO CO PANI TU SIEDZI!? JAK TO NIE MA PANI ZDANIA!? PO TO PANI TU JEST ŻEBY TO ZROBIĆ DOBRZE TAK JAK TRZEBA, PANI JEST BEZCZELNA, TOŻ TO SKANDAL" - i w ten ton kolejne kilka minut.

Wyszedł ode mnie po pół godzinie, zostawiając zawrotną kwotę 1,20 zł.

Dodam tylko, że ten Pan już u nas był i już robiłam mu kiedyś podobne ilustracje... wtedy też wszystko ładnie wytłumaczyłam co jak i dlaczego...

uslugi

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 82 (98)

#82536

(PW) ·
| Do ulubionych
Stojąc wczoraj w metrze i czekając na wagonik, mimochodem zerknąłem na pewną uradowaną niewiastę wpisującą w telefonie status na FB. Niby nic i w sumie nieładnie tak komuś zaglądać przez ramię do prywatnych telefonów, no ale stało się.

Uradowana rozpoczęła wpis od słów:
"Potwierdzone jestem "Panią licentjatkom". Po czym skasowała i wpisała kolejne:
"Potwierdzone jestem Panią licencjatką".
"Potwierdzone jestem Panią licencjat".
"Potwierdzone jestem Pani licencjat".
Gdy wagoniki wtaczały się na stację skasowała szybko całość i wpisała"
"OBRONIŁAM xD".

komunikacja_miejska

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (205)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni