Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#78874

(PW) ·
| Do ulubionych
Koniec internetów na dziś.

Znacie te akcje na fejsie w stylu "nasz znajomy pilnie potrzebuje krwi, oddajcie krew z dopiskiem "Dla XYZ" i udostępnijcie ten post"?

Ostatnio krwi potrzebował jakiś chłopak z mojej rodzinnej miejscowości, więc przy każdym wejściu na fb widziałam, jak ktoś udostępnia ten post. Odezwała się do mnie [Z]najoma z czasów liceum.

[Z]- Hej, słyszałaś o wypadku XYZ? Wciąż zbieramy dla niego krew, ma grupę A RH+. Jaką masz grupę?

[J] No, słyszałam. 0+, ale oddawałam krew 2 tygodnie temu, poza tym nie ma mnie w Polsce, więc niestety nie pomogę.

[Z] Ale jak to? Przecież z 0 możesz mu oddać! Nie możesz przyjechać na 2 dni?

[J] Nie mogę, pracuję. A nawet, jeśli bym mogła, to i tak nie oddałabym krwi, bo dopiero co oddawałam.

Wtedy przestało być miło. Zostałam nazwana egoistką, która oddaje krew obcym, nawet nie ludziom ze swojego kraju (aha??), a koledze z miasta nie pomogę. Na do widzenia dostałam informację, że "ona wszystkim powie, jaka jestem" i... usunęła mnie ze znajomych.

Postanowione, już nie będę regularnie oddawać krwi - przecież jakiś znajomy znajomych może jej potrzebować... za rok, może dwa, ale po co ryzykować, że mogę znów wyjść na egoistkę. -.-

A tak na poważnie, to rozumiem, że ludzie biorą tę akcję bardzo na serio, bo chłopak potrzebuje krwi, mam nadzieję, że krew dostanie (choć nawet nie wiem, na co jest chory), ale bez przesady. Nie można ludzi zmusić do pomagania, zwłaszcza, gdy naprawdę pomóc nie mają jak.

Idę płakać, bo straciłam znajomą.

facebook

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 187 (191)

#78826

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam znajomą, która w naszym kręgu towarzyskim zawsze uchodziła za osobę oszczędną - zarabiała nieźle, ale była mocno zdyscyplinowana jeśli chodzi wydawanie pieniędzy. I fajnie, ja tam nawet podziwiam ludzi, którzy nie wydają kasy na bzdury i potrafią sobie pewnych rzeczy odmówić. U znajomej ta oszczędność ewoluowała w nienormalną chytrość, a potem w bezczelne sępienie, żydzenie i próby dosłownego okradania znajomych.

Ja osobiście ograniczyłam z nią kontakt, gdy próbowała wysępić ode mnie prawie nową lodówkę za darmo, tylko dlatego, że powiedziałam, że w nowym mieszkaniu mamy już lodówkę, którą zostawił nam poprzedni lokator za darmo.

Jakiś czas później ktoś tam z kręgu znajomych robił urodziny. Wiadomo, w takim wypadkach raczej zrzuca się w kilka osób na jeden, porządny prezent. X, wspomniana znajoma, twierdziła, że widziała super prezent, coś tam z elektroniki i może nawet kupić jak się zrzucimy wszyscy. Prośby o wysłanie jakichś informacji, o jaki sprzęt w ogóle chodzi, olewała, w końcu na odczepkę napisała, że chodzi o blender. No nie da się ukryć - solenizantka kilka razy wspominała, że przydałby się w kuchni, ale środków na lepszej klasy sprzęt brak. No dobra, to zrzucamy się w sumie w 5 razem z X, kasę dostała, miała pojechać i kupić.

Możecie wyobrazić sobie ten wstyd, gdy na imprezie solenizantka nie dostała od nas żadnego prezentu, bo X przez dwa tygodnie nie znalazła czasu, aby podjechać do sklepu nie dla idiotów? Kazałam jej oddać kasę i powiedziałam, że sama kupię, a co mi tam. Ale nie, X nie ma przy sobie, poza tym zaraz w poniedziałek pojedzie, kupi i dostarczy solenizantce.

Mijają kolejne dni, X milczy, koleżanka obchodząca urodziny nadal nic nie dostała. W końcu chwali się, że X przywiozła prezent, wysyła zdjęcia, aby się pochwalić. Szlag mnie trafił, bo zamiast luksusowego sprzętu na jaki się składaliśmy otrzymałam zdjęcie taniego blendera z supermarketu. Piszę do X, aby oddała resztę kasy, bo ten szmelc nawet 30% sumy, na jaką się składaliśmy nie kosztował. X najpierw wmawiała, że mi się coś pomyliło, potem bezczelnie stwierdziła, że ja jej nie udowodnię, że wydała mniej niż od nas wzięła, więc mogę się bujać. O ty małpo, dla mnie już nie istniejesz. Reszta znajomych jednak naciskała i końcem końców X, aby nie spalić wszystkich mostów, oddała kasę. Sądzę, że nie wszystko, ale ok, mało ważne. Ja tej osoby do kręgu moich znajomych już nie zaliczam.

Wielu znajomych przekonywało, że X może się pomyliła, że nie powinnam być taka cięta na nią, ale nie dałam się przekonać i kiedyś nawet powiedziałam w towarzystwie, że przez tą swoją chytrość wywinie taki numer, że straci wszystkich znajomych.

No cóż...

Ostatnio koleżanki umówiły się z X na kolację w restauracji, piją, jedzą, X wyjątkowo nie szczędzi sobie, i przystawkę wzięła i kolorowe drineczki i luksusowy deser. Pod koniec wieczoru kelner przyniósł rachunek, każda policzyła po łepkach ile ma do zapłacenia, jedna z nich miała tylko banknot 100 euro przy sobie (sama miała jakieś 30 euro do zapłaty), więc zaproponowała, że zapłaci, a dziewczyny oddadzą, ile tam każda miała do zapłaty. Dwie koleżanki oddały z górką, aby było na napiwek, X wygrzebała 3 euro z kieszeni i mówi, że resztę odda później, bo nie chce jej się portfela szukać. Y, koleżanka, która zapłaciła jeszcze kilkakrotnie prosiła o zwrot pieniędzy, jeszcze przy stole, przy wyjściu, w drodze na przystanek. X marudziła tylko:

- No zaraz, chwila, coś ty taka małostkowa...

Podjechało metro. Dziewczyny wsiadają, idą zająć miejsca, a X... wyskakuje w ostatniej chwili w pociągu!

Dziewczyny dzwonią, pytają, X, no co ty, czemu uciekłaś? Odpowiedzi brak. Dopiero po kilku dniach X napisała do jednej z koleżanek:

- Wysiadłam, bo już mnie Y wk...rwiała tym marudzeniem o kasę, wiadomo, że dobrze zarabia, nie mogła sobie tych głupich 40 Euro odpuścić??

A nie mówiłam...?

ludzie

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 204 (214)

#78828

(PW) ·
| Do ulubionych
Szefowa wysłała mnie po nowego laptopa dla "dochodzącej" dyrektorki - pani na stałe mieszka na Teneryfie, u nas pojawia się raz na kilka miesięcy na dwa tygodnie. Stary laptop skonał.
Zarezerwowałam sprzęt online (do zapłaty przy odbiorze) i zaopatrzona w firmową kartę podreptałam do PC World (na wyspach wielka sieciówka z elektroniką). Podchodzę do pana konsultanta, okazuję potwierdzenie rezerwacji, pan przynosi, idziemy do kasy. Cud, miód i orzeszki.
K - konsultant
J - Ja

K: To będzie £349 plus £79 za uruchomienie, zainstalowanie systemu i przygotowanie laptopa do pracy.

Myślę sobie, chwila moment. Nikt mnie przy rezerwacji o czymś takim nie uprzedzał.

J: Nie ma takiej potrzeby, mamy w firmie informatyka, poradzimy sobie.
K: E, samemu to się nie da, to trzeba w sklepie.
J: Jest do tego potrzebny jakiś numer konsultanta ze sklepu? Bo przy rezerwacji online nie zostałam uprzedzona o dodatkowych kosztach przy zakupie i chcę po prostu zapłacić za laptop i wracać do firmy, sami postawimy go na nogi.
K: Samemu się nie da, trzeba w sklepie, ja nic pani na to nie poradzę, że system rezerwacji online nie informuje o dodatkowych kosztach.
J: Wie pan co, to ja kupię gdzie indziej...

Pan konsultant bardzo niepocieszony. Poszłam do innego sklepu tej samej sieci, w drodze ponownie zrobiłam rezerwację sprzętu. Tym razem sprzedawca przyniósł mi laptopa, przyjął płatność, wydrukował fakturę i pożyczył miłego dnia. Czyli da się - potem mąż uświadomił mi, że sprzedawcy dostają prowizję od wciśniętym klientom dodatków. Więc na pierwszy ogień idą blondynki poniżej metra sześćdziesiąt, bo taka to pewnie nawet nie wie jak owego laptopa uruchomić.

sprzedawcy

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (150)

#78813

(PW) ·
| Do ulubionych
Prowadzę firmę korepetytorską. Studia skończyłam już dobrych kilka lat temu, a nauczanie jest dla mnie po prostu pełnoetatową pracą. Zadziwiająco spora część ludzi myśli, że to nie jest "prawdziwa" praca tylko... no właśnie, sama nie wiem co. Praca na niby? Taka rozrywka? Sposób na zabicie czasu?

Dostałam ostatnio na facebooku wiadomość od jakiegoś człowieka (zapewne znalazł moje ogłoszenie na którejś z grup o tej tematyce), że potrzebuje pomocy z fizyki. Odpisuję, że nie ma problemu, zapraszam na zajęcia, tutaj proszę mój terminarz, itp. Ale...

"A nie możesz mi po prostu pomóc? Dzisiaj już za wszystko trzeba płacić?"

Tłumaczę że US, ZUS i inne tego typu instytucje raczej się nie zgodzą, żebym ja im też płaciła samym uśmiechem, ale do gościa chyba nie dociera:

"jak komuś spadnie telefon i go podniesiesz, też chcesz żeby ci za to zapłacił?"

Nie wiem co jedno ma do drugiego, serio. Czy jak moi pracownicy przyjdą po wypłatę, to mam im powiedzieć to samo?

korepetycje

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (171)

#78757

(PW) ·
| Do ulubionych
Uderz w stół, a piekielni się odezwą, jak to mówią :)

Wracamy z lubym z długiego weekendu. Jechaliśmy właśnie przez niedużą miejscowość na Podlasiu. Trasa mało znana, toteż prędkość niewielka - na szczęście!

Wjeżdżaliśmy właśnie w zakręt w prawo,przy sporym budynku. Widoczność tego,co za zakrętem - żadna.

A dosłownie 5 metrów za wjazdem, na środku drogi leżą sobie wygodnie dwa rowery, a obok nich na chodniku bawi się dwójka dzieciaków w wieku ok. 12 lat.

Wyobraźcie sobie, co by było, gdybym znała teren i jechała nawet te 50km/h....

Czy naprawdę tak trudno uruchomić wyobraźnię nawet w tak młodym wieku?! Bezpieczeństwo na drodze nie kończy się na rozglądaniu na przejściu dla pieszych, ale o tym dorośli chyba zapominają powiedzieć....

drogi

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (117)

#78664

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie dosyć krótko, może nie dla wszystkich piekielnie, jednak mnie opisane poniżej zjawisko przeraża.

Mój ojciec od 10 lat (od nowości) serwisował samochód w jednym punkcie w stolicy. Wszystko było dokładnie sprawdzane, nie można było się do niczego przyczepić. Akurat zbliżał się termin przeglądu, a udaliśmy się na tydzień na działkę. Chcąc nie chcąc samochód trzeba było odstawić do najbliższej Stacji Kontroli Pojazdów.

Nastał ten dzień, w którym tata pojawił się przed w/w budynkiem wraz z autem. Przy rozmowie z "szefem" SKP tata stwierdził, że mu się spieszy i zapytał czy długo będzie musiał czekać. Pan zrobił maślane oczka i głosem pełnym zdziwienia powiedział: "Taaaaaak? To zapraszam do "biura".

Potem wszystko trwało 3(!) minuty. Ów pan pobrał opłatę 99 złotych (stała stawka za przegląd), wbił w dowód rejestracyjny pieczątkę i skończył swoją robotę. Jedyne co zrobił przy aucie to spisał stan licznika. Żadnego sprawdzania hamulców, płynów, korozji etc.

I wyobraźcie sobie - przyjeżdża 30-letni gruchot, który sypie się z każdej strony. Normalnie nie mógłby zostać dopuszczony do ruchu, lecz w tej, jakby nie patrzeć, "wiejskiej" SKP każde auto może pozytywnie przejść przegląd. Nieważne, że nie zdąży wyhamować albo rozpadnie się przy prędkości autostradowej. Ważne aby zarobić i się nie narobić.

Stacja Kontroli Pojazdów Radzymin

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (145)

#78650

(PW) ·
| Do ulubionych
Z tego co zauważyłam poziom empatii na piekielnych nie jest zbyt wysoki, ale trudno. Być może chociaż część osób skłonię do refleksji.

Jestem bardzo spokojną osobą, ale od dziecka mam jeden problem. Bardzo denerwują mnie dźwięki typu mlaskanie, siorbanie, itp. Denerwują to mało powiedziane - one wywołują u mnie furię! Te dźwięki sprawiają mi fizyczny i psychiczny ból. Gdy jednak w domu zwracałam na to uwagę, rodzice krzyczeli na mnie, więc z czasem przestałam o tym mówić. Jakiś czas temu dowiedziałam się, że nie jestem jedyną osobą z takim problemem i że nawet ma on nazwę - mizofonia.

Powiedziałam o tym w domu. Zero reakcji. Nic się nie zmieniło. Dalej sobie coś wymyślam. Dlatego zaczęłam posiłki jeść w samotności. Oczywiście pretensje, bo jak to tak? Stwierdziłam jednak, że nie mam zamiaru przechodzić przez mękę dla kogoś, kto nie jest w stanie na moją prośbę powstrzymać mlasków, cmokania i siorbań. Podejście niektórych znajomych jest identyczne. Albo z tego żartują albo ignorują problem.

Czy naprawdę zamykanie ust w czasie żucia to taki ogromny problem? Albo użycie nitki dentystycznej lub wykałaczki do wyjęcia resztek jedzenia spomiędzy zębów jest takie niewykonalne?

mizofonia

Skomentuj (66) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (209)

#78631

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak w historii #77932 wspominałem, szwagier buduje się na wsi.

Budowa od połowy maja prowadzona jest od wczesnych godzin porannych do wieczora.
Póki co siatka przestała być forsowana, może przez to, że słupki metalowe solidnie osadzone.

Jednak pewnego dnia przyszła do budowlańców delegacja pań spod kapliczki, które zażądały zaprzestania prac gdy one mają nabożeństwa majowe pod znajdującą się nieopodal kapliczką, bo im przeszkadzają stukania, pukania, brzęcząca betoniarka czy inne sprzęty.
Budowlańcy sprawę olali.

Panie miały się modlić o ich nawrócenie.

wiara

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (175)

#78627

(PW) ·
| Do ulubionych
Na fali otyłości to i ja dodam swoje trzy grosze.
Też jest mnie nieco za dużo. Wiem o tym, źle mi z tym. Na dwóch dietach, na których byłam... przytyłam...

Jestem leniwa... nie uprawiam sportu. No trudno, taka już jestem i muszę z tym żyć.

To, co jest piekielne w całej tej sytuacji to moja mama.
Mieszka za granicą, dzwoni zdecydowanie za często... a każda, dosłownie KAŻDA rozmowa, kończy się u mnie palpitacjami i chęcią mordu.

Bo każda rozmowa dotyczy mojej wagi....

.......

[J] Eh.. nie było taksówki idę pieszo...
[M] A do to dobrze! Schudniesz.. A kiedyś byłaś taka chuda... taka chuda...

....

[J] Idę z E. na pizzę.
[M] Coo?? Chyba E na pizzę... Ty to korzonki wdupiać, bo jesteś taka gruba... A kiedyś byłaś taka chuda...

.......

[J] Kurczę... muszę iść do sklepu, młyn w pracy, nic jeszcze dziś nie jadłam..
[M] Aaa nic ci nie będzie... miesiąc byś musiała nie jeść, aby było widać.

.......

[J] Nie, nie dzwoń wieczorem. Poznałam pewnego mężczyznę, idziemy na kaw
[M] A nie przeszkadza mu, że jesteś gruba?? On lubi takie ??

......

[J] Aaaa zła jestem, nie dostałam awansu...
[M] Nooo tak, tak, bo jesteś taka gruba. Jakbyś była chuda, to byś dostała, bo tylko chude dostają...

.......

[J] Słyszałaś o zamachach w Paryżu??
[M] Taaak, taak... bo ty jesteś taka gruba...

....

A po tym wszystkim, zdziwienie dlaczego ja nie chce z nią rozmawiać o PLANIE SCHUDNIĘCIA dla mnie. O tym dlaczego jestem gruba itd...

Nie, w taki sposób jak powyżej na pewno mnie nie zmobilizuje. Wręcz odwrotnie, powoduje BETON i chęć na pizzę i czekoladę.

Ach i zapomniałam wspomnieć... To są rozmowy z osobą, która sama przez całe życie jest otyła.

jestem_gruba

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (202)

#78623

~bm89 ·
| Do ulubionych
O królu Holandii, Grzegorzu Wielkim Cebuli.

Dawno temu, przez kilka miesięcy pracowałem w Holandii przez polską agencję. Mieszkaliśmy w hotelu pracowniczym, który przypominał obozowy barak, upchnięci w małych klitkach po 4 osoby, a rządził tam znajomy właściciela, Grzegorz. Skojarzenie z obozem nieprzypadkowe, bo Grzegorz był jak kapo - mały, niski, chudy, łysy, z zakazaną, bandycką i wiecznie rozdartą mordą. Wszyscy się go bali, bo wkurzenie Grzegorza oznaczało karny zjazd do Polski, a wielu ludzi jadących do takiej pracy miało nóż na gardle i nie mogli sobie pozwolić utratę tej pracy. Z tego powodu uznawali władzę Grzegorza w każdym aspekcie i pozwalali się traktować w sposób urągający godności człowieka.

Kilka historii o królu.

1. W pokojach nie wolno było słuchać muzyki.
- Dlaczego? - pytam zdziwiony.
- Bo Grzegorz.

Edyktem zakazał?


2. W obozowym baraku zabraniało się dorosłym ludziom spożywać alkohol. Nie mówię tu o nachlaniu się jak świnia i zarzyganiu korytarza, tylko o wypiciu piwa po pracy. Któregoś dnia siedzieliśmy w kilka osób w ogródku i piliśmy piwo. Na drugi dzień przychodzi do nas znajoma i mówi:
- Piliście piwo wczoraj?
- Tak.
- Arek was widział! - powiedziała z przejęciem w głosie, jakby stało się coś strasznego.
- Arek? Napraaaawdę? - zapytałem udając równie wielkie przejęcie, choć zwisało mi to i nie miałem pojęcia kim jest Arek. Zapewne jakiś pomagier króla Grzegorza.
- Tak, Arek! - mówi jeszcze bardziej wystraszona, po czym dodaje:
- Macie szczęście, że nie Grzegorz.

A sam chla...


3. W klitce mieliśmy łazienkę, a w niej prysznic, który tak naprawdę był szmatą wiszącą w kącie i kratką odpływową w podłodze. Nie było brodzika, a podłoga nie była wyprofilowana, więc po prysznicu woda była w całej łazience i trzeba ją było "pchać" do odpływu, po czym wycierać podłogę do sucha. Któregoś razu, po wyjściu z łazienki, mówię:
- Co za idiota ten prysznic robił?!
Na to współlokatorzy ze strachem:
- Ciiiiiicho! Nie mów tak!
- Dlaczego?
- Bo to Grzegorz budował!

No tak, o królu nie można mówić źle.

emigracja

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (176)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni