Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#81261

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniały mi się czasy przedszkola. Dla większości dzieci były to fajne czasy, ale ja niestety miałam według jednej z opiekunek straszną wadę.

Mianowicie jestem mańkutem. Takim zatwardziałym i niepodatnym na zmiany :-)

Opiekunka ta uwzięła się żeby wszystkie dzieci przerobić na istoty praworęczne.
Uwidaczniało się to zwłaszcza podczas posiłków, kiedy to stała nad problematycznymi dzieciakami i biła nas po rękach za łyżkę czy nóż w złej ręce. Za próbę wzięcia w lewą rączkę kubka z kompotem, był on bezpowrotnie zabierany.
Za jej "rządów" chyba nie skończyłam żadnego posiłku bez czerwonej pręgi na ręce lub rękach.

Jeszcze gorzej było podczas zabaw, a przede wszystkim rysowania. Uwielbiałam rysować i byłam niezła w te klocki, niestety, zmuszanie mnie do trzymania kredek w prawej rączce powodowało, że nie dawałam rady narysować żadnego kwiatka, szlaczka, czy co tam akurat rysowaliśmy.
Jeden z moich rysunków podarła, jak się zorientowała, że używałam lewej ręki, a mnie, zaryczaną, odesłała do kąta. Babsztyl skutecznie obrzydził mi rysowanie na wiele lat.

Ani ja, ani inne prześladowane mańkutki nie poskarżyły się nigdy rodzicom.
To były inne czasy: jak pani coś mówiła, to tak miało być.

Na szczęście mama zauważyła u mnie pogorszenie zdolności motorycznych (nagle przestałam sobie radzić ze sznurówkami, wypadały mi rzeczy, a zwłaszcza sztućce z łapek) i zabrała mnie do psychologa dziecięcego, skąd wyszłam z zaświadczeniem o bardzo silnej lewostronności i zakazie przestawiania mnie. Papierek ten zapewnił mi spokój do końca przedszkola, ale pozostałe mańkutki miały jeszcze bardziej przekichane, bo było o jedno mniej do pilnowania, więc reszta miała cerbera cały czas nad sobą.

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 80 (94)

#81224

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak stracić dobrego pracownika? Przykład z pewnej firmy w Niemczech, w której pracuje mój brat (publikowane za jego zgodą).

Na równorzędnych stanowiskach pracują dwie dziewczyny. Obie po podobnych kierunkach studiów. Jedna (1) bardzo zaangażowana w firmie, próbująca się rozwijać i robiąca wszystko dokładnie. Druga (2), która robi niezbędne minimum, nie udzielająca się i jeszcze trzeba wszystko po niej poprawiać.

Obie mają kontrakty na czas określony, które się kończą w podobnym czasie (najpierw się kończy jednej, a po kilku tygodniach drugiej). Standardową praktyką w firmie do tego momentu było to, że po pierwszym kontrakcie na czas określony, drugi jest już na stałe. Pierwsza dziewczyna dostała jednak nowy kontrakt na 2 lata, druga natomiast na czas nieokreślony. Po rozmowie z szefem pierwsza dowiaduje się, że na razie dostała tak, a po jakimś czasie dadzą jej na stałe. Bezpośredni przełożony dziewczyny mógł tylko rozkładać bezradnie ręce, bo sam zabiegał o to by dali dziewczynie stały kontrakt.

Rozczarowana pracuje dalej, jednak postanowiła szukać pracy gdzie indziej. Po jakimś czasie znajduje zatrudnienie w większej firmie na lepszym stanowisku i z większą pensją. Momentalnie odchodzi, a jej zadania przejmuje druga dziewczyna. Zaczyna się robić bałagan, bo nie daje sobie rady, a o nową pracownicę trudno. Szef błaga by wróciła ale ona odmawia. Nikogo z pozostałych pracowników to nie dziwi.

praca

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 110 (130)

#81222

(PW) ·
| Do ulubionych
Przyjdź do biznesowej kawiarni z dzieckiem, wywal cyca do karmienia, i miej pretensję do obsługi, że ludzie (klienci) są nietolerancyjni i przeprowadzając spotkania biznesowe niekoniecznie chcą patrzeć na twoje nabrzmiałe od mleka cycki. Awanturuj się że jesteś "matką" i masz przywilej, i prawo karmić gdzie i kiedy chcesz, olej fakt, że łazienka jest na tyle obszerna i przystosowana, że tam na spokojnie można karmić.

Ps. W miarę stała klientka, pielęgnująca na siłę wśród personelu i ludzi kult "madki polki karmiącej". Jezu.. nie polecam.

ps2. Jak się dziecku "ulało" na tapicerkę, to oczywiście winnych nie było. Niech się bariści z mlecznym rzygiem zmagają...

Skomentuj (124) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (229)

#81221

(PW) ·
| Do ulubionych
W nawiązaniu do pracy w agencji pocztowej.

Urzędy statystyczne. Na umowie o pracę (pełen etat) jest wpisane 1800 z groszami brutto. Reszta (do 2100) jest uzupełniana premią. Ankieterowi terenowemu (bo o takim stanowisku piszę) ta minimalna krajowa wpłynąć musi. I niewiele więcej. Ankieter pracuje w terenie (jeździ za swoje, kilka lat temu cofnięto dofinansowanie do biletów czy paliwa) w upały, w mrozy, w śniegi i w deszcze (w normalną pogodę też), w świątek, piątek i niedziele, bo bywa, że respondent nie ma czasu w tygodniu, ale w niedziele może.

By złapać coś z premii, jedzie się i w niedzielę do takiego delikwenta. Pół biedy jeśli terenem ankietera jest miasto. Jeśli ma jeździć po powiecie, to jak raz kogoś nie zastanie, to raczej nie będzie się drugi raz fatygował 40 km, więc i premii nie będzie. Nic dziwnego, że po kilku miesiącach pracy ludzie rzucają "wypki" albo zwolnienia.

A panie Haliny, które nigdy w terenie nie były, a zza biurka ruszają się co najwyżej do stolika, na którym stoi czajnik elektryczny, biadolą, że ludziom się w duuupachh poprzewracało, pracować im się nie chce, zgroza. Bywa, że czasem, z niedoboru ankieterów, takiej Halinie trafi się teczka adresów i Hala ma ruszyć w teren. Ale jak to, onaaa? Przecież na dworze jest -4! Ona nie ma samochodu i nie będzie po ludziach autobusem jeździć, i zresztą ona z JEJ STAŻEM to nie wypada, żeby za jakiegoś ankietera odwalała robotę. I nie jej wina, że młodzi dzisiaj tacy leniwi i im się robić nie chce.

Urzędy statystyczne

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (109)

#81219

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytając historię http://piekielni.pl/81216 przypomniałem sobie...

Gdy moja dziewczyna skończyła studia okazało się dosyć szybko, że nie ma pracy dla ludzi z jej wykształceniem. Żeby nie siedzieć bezczynnie na tyłku czekając, aż praca takowa się pojawi, imała się różnych zajęć.
Jednym z nich była praca w agencji pocztowej.

Praca na dwie zmiany. W całej agencji jest jedna osoba, która ma ogarnąć wszystko. A więc obsługiwać klientów, wpisywać awiza do systemu na zacinającym się starożytnym komputerze, przyjmować dostarczone przesyłki, wydawać przesyłki listonoszowi, odbierać od niego przesyłki awizowane...

Trafił jej się akurat listonosz, któremu się nie chciało - awizował wszystko jak leci. Ludzie wkurzeni, że siedzą cały dzień w domu po czym znajdują awizo w skrzynce opieprzają oczywiście nie listonosza, tylko osobę w agencji. Osoba w agencji na pracę listonosza nie ma wpływu, ale jest na widoku.

Zasada pracy w agencji była taka, że obsługa listonosza bądź dostawy przesyłek ma priorytet. Nieważne, że masz kolejkę 20 osób. Masz rzucić wszystko i obsłużyć listonosza bo on czekać nie może. A to trwa kilkanaście minut. Na kim się skupi jad czekających w kolejce?

System informatyczny był piekielnością samą w sobie. Ciężko powiedzieć, czy winny był sam program czy przedpotopowy sprzęt. Zbyt szybkie wpisywanie numerków powodowało połykanie cyferek. Każde przejście do kolejnego pola to parę sekund oczekiwania. Wpisywanie jednej przesyłki to ponad minuta. Razy kilkanaście / kilkadziesiąt przesyłek... W dodatku jeśli przyjdzie ci w międzyczasie klient dzierżący awizo na przesyłkę jeszcze nie wprowadzoną do systemu jako awizowana - nie możesz mu jej wydać zanim nie wklepiesz.

W końcu dzień pracy się kończy, możesz zamknąć cały kram i iść do domu... A wcale bo nie. Jeśli masz zmianę popołudniową kończącą się o 19 - musisz załadować wszystkie przesyłki nadane w twojej agencji do twojego prywatnego samochodu i zawieźć je na pocztę. Po czym odczekać z pół godziny na ich przyjęcie. Za co już nikt ci nie zapłaci.

A wszystkie te "przyjemności" za najniższą krajową, na umowę zlecenie.

Dziewczyna wytrzymała miesiąc. Właścicielka agencji strasznie się zmartwiła, bo "przecież pani tak ładnie ogarniała, ciężko kogokolwiek teraz znaleźć". No ciekawe czemu.

poczta

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (112)

#81227

(PW) ·
| Do ulubionych
Tyle się klepie w mediach o wypadkach na kolei. Nie przechodź przez tory w nieodpowiednich miejscach. Nie przejeżdżaj, gdy pulsują światła i wiadomo, że szlaban zaraz opadnie itp., itd.

Historia właściwa.

Dzień wczorajszy, godziny popołudniowe. Stoję grzecznie w ogonku aut przed przejazdem kolejowym w Czerwieńsku. Niby wszystko ok.

Grupka młodzieży i ludków już o wiele starszych stoi przed szlabanem i nagle jakiemuś typowi widocznie znużyło się czekanie. Podnosi szlaban i zasuwa przez tory. Reszta, jak te przysłowiowe owce, rusza za baranem.

Po jakichś 15 sekundach przejeżdża skład.

To nic, że kurna śnieg naparza jak szalony, ślisko, widoczność słaba. Trzeba przecież zaoszczędzić te parę sekund, minut.

Boję się nawet sobie wyobrazić, co by się stało, jakby któryś z tych ludków pośliznął się i zaliczył glebę na torach.

Dochodzę do smutnego wniosku, że ludziom (przynajmniej niektórym) brak instynktu samozachowawczego.

P.S. Czerwieńsk to jeden z większych węzłów kolejowych i ruch pociągów jest tam spory.

kolej ludzie

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 89 (93)

#81231

(PW) ·
| Do ulubionych
Spieszmy się kochać rowerzystów, tak szybko odchodzą.

Jedzie sobie mój luby samochodem dostawczym, wyładowanym towarem. Mokro, ślisko, szaro, buro, wcześnie rano (bo 6), ciemno, toteż luby jedzie powoli, wytężając wzrok.

Jakie było jego zdziwienie, gdy nagle znikąd pojawił się rowerzysta. Wspomniałam już, że było ciemno? Pan jechał na czarnym rowerze, w czarnej kurtce, czarnych spodniach, z czarną smyczą, na której biegł czarny pies, oczywiście bez odblasków.

W konsekwencji luby wdepnął hamulec i wpadł w poślizg. Szczęśliwie rowerzysta dostał tylko lusterkiem po plecach. Kierowca przerażony wyskoczył z samochodu, aby obadać sytuację i przekonać się, czy przypadkiem gościa nie zabił, usłyszał tylko: "Jak zniszczyłeś mi rower, to cię zabiję!”.

Następnie rowerzysta machnął ręką i kazał jechać dalej. Lubego zatkało na tyle, że nic nie odpowiedział i po prostu pojechał, a powinien gościa opieprzyć od góry do dołu za brak odblasku/kamizelki.

Ludzie, włączcie myślenie, szczególnie na drodze.

P.S. Lusterko do wymiany. A najbardziej w tej historii żal jest psa, który mógł zginąć przez głupotę właściciela.

w drodze

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 81 (101)

#81206

~kasjerka ·
| Do ulubionych
Pracowałam w dużym sklepie budowlanym na kasie. Dziwnych historii było mnóstwo. Opiszę tylko jedną.

Razu pewnego otrzymałam zwykłe polecenie od kierowniczki: umyj kasy. Dostałam od niej ściereczkę i nieznany mi środek. Opisy na butelce tylko po rosyjsku, ale 2 lata nauki w podstawówce wystarczyły, żebym zrozumiała, że to silny detergent, którego można używać wyłącznie mając założoną odzież ochronną (rękawiczki, maseczka). Zapytałam więc kierowniczkę o tę odzież, ale "nie potrzeba".

Dyskusja mogłaby być długa, a ja nie zamierzałam ryzykować. Powołałam się na BHP. W końcu kierowniczka naburmuszyła się, obraziła i odstawiła butelkę do szafki.

Dwa dni później dowiedziałam się, że ta sama kierowniczka wydała to samo polecenie innej kasjerce. Dziewczynie jeszcze tego samego dnia skóra zaczęła schodzić płatami. Musiała iść na chorobowe...

Widząc u sprzątaczki ten sam środek, zapytałam, co to.

"Nie wiem, ale nam tym każą kible czyścić”.

Aha...

sieć sklep bhp czystość sprzątanie bezpieczeństwo

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (117)

#81210

(PW) ·
| Do ulubionych
5 lat temu zostałem napadnięty. Straty: portfel i telefon.

Telefon zablokowany (SIM i urządzenie z aplikacji), karty niby na PIN, ale też blokada. No i na policji dowód osobisty, a dodam wpis z protokołu: "utracony w wyniku napaści z kradzieżą... itd. itd.”.

3 miesiące później znajdują telefon u jakiegoś pasera. Nie odzyskuję, czeka w policyjnym depozycie 3 lata jako "dowód w sprawie”.

9 miesięcy po zdarzeniu komornik, w sprawie pożyczki, jaką wziąłem - a wziąłem na dowód 4 dni po jego utraceniu. Bagatela 25 tys. E-sąd klepnął i jest wyrok.

Idę do sądu i pokazuję pismo z policji... Cóż, problem jest, ale musi pan płacić, bo jest wyrok (wyraz na twarzy urzędniczki - :-) ). Prawnik zaskarżył wyrok i udało się.

Ale pytanie, jakim cudem nikt nie widział, że DO jest z dniem tym i tym skradziony.

policja

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 81 (103)

#81204

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie długo - weźcie chrupki!

Jestem klientem Pomarańczowej Sieci od wielu lat. Korzystam z usług mobilnych (telefon i internet) oraz stacjonarnych (internet i telewizja). W połowie grudnia 2017 wykonałem telefon na infolinię w celu przedłużenia umowy i skorzystania z pewnej atrakcyjnej oferty. Ustalona została oferta z konkretnym telefonem. Konsultantka, z którą rozmawiałem, zapewniła mnie, że kuriera mogę spodziewać się za jakieś 2-3 dni. Niestety konsultantka błędnie wprowadziła do systemu nasze ustalenia – zaznaczyła telefon zupełnie innej firmy! O pomyłce dowiedziałem się już następnego dnia, gdy zadzwoniłem na infolinię z prośbą o podanie numeru przesyłki kurierskiej. Natychmiast próbowałem wyprostować ten błąd, lecz dowiedziałem się, że niestety jedyna droga to oczekiwać na kuriera z przesyłką, odmówić jej odbioru oraz czekać, aż wróci ona do Pomarańczowych i całość zamówienia zostanie anulowana. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że nawet nie próbuję zrozumieć tej idiotycznej procedury, ponieważ zakładam, że nad wymyśleniem tak niezwykłej głupoty musiał siedzieć człowiek o szczególnym talencie.

Po kilku dniach ponownie skontaktowałem się z infolinią. Tym razem połączyłem się z panem Grzegorzem. Człowiek ten, jako jedyny spośród tych, z którymi miałem przyjemność rozmawiać wcześniej, zadał sobie trud, odszukał i odsłuchał nagranie mojej rozmowy z tamtą konsultantką i poinformował mnie, że z ogromnym żalem potwierdza winę firmy, przyznaje mi rację i rozumie moje zdenerwowanie, ponieważ z nagrania bardzo jasno wynikało, jak miała wyglądać oferta i jaki miał być dołączony telefon.
Za „haniebne” uznał również to, że zapewniano mnie o dostarczeniu przesyłki jeszcze w tym samym tygodniu, podczas gdy już w momencie tej rozmowy było kilka dni po terminie. Pan konsultant zapewnił mnie, że osobiście zajmie się moją sprawą. Uznał, że w związku z tak rażącymi błędami leżącymi po stronie firmy postara się dla mnie o odpowiednią rekompensatę i obiecał, że skontaktuje się ze mną konkretnego dnia o konkretnej godzinie. Ustawił sobie nawet przy moim numerze status "pilne" - tak mówił. Pomyślałem wówczas, że firmie faktycznie zależy na opinii klientów i ewentualne błędy stara się naprawić tak, by klienci czuli się usatysfakcjonowani. Niestety, ani umówionego dnia, ani w żadnym innym późniejszym terminie pan Grzegorz już się nie odezwał.

Ja, pozostając w dalszym ciągu ze starym i szwankującym telefonem, wykonywałem niemal codziennie kolejne połączenia na infolinię z pytaniami i prośbami o anulowanie tego pierwszego błędnego zamówienia. Za każdym razem byłem odsyłany z działu do działu i wciąż słyszałem zapewnienia, że w ciągu 48 godzin na pewno moja sprawa zostanie całkowicie zamknięta. Jak się za chwilę okaże, za każdym razem byłem bezczelnie okłamywany przez pracowników infolinii.

Przy którymś z kolei połączeniu usłyszałem, że oto mój problem został zlikwidowany i mogę przystąpić do złożenia nowego zamówienia. Nie chcąc ryzykować, że znowu infolinia spieprzy sprawę, udałem się do salonu stacjonarnego w dużym centrum handlowym celem dopełnienia formalności i wzięcia nowego aparatu. Na miejscu spędziłem ponad 3 godziny, ponieważ tam akurat wystąpił jakiś błąd techniczny i konieczne było czekanie na usunięcie awarii. W końcu doczekałem się czynności związanych z podpisaniem dokumentów i przedłużeniem umowy. I tu – ku mojemu ogromnemu zdenerwowaniu – okazało się, że owszem – moje grudniowe zamówienie zostało anulowane, ale tylko przy usługach mobilnych, zaś przy stacjonarnych w dalszym ciągu „wisi” to błędne i wszelkie działania są zablokowane.

Moja wizyta w salonie miała miejsce ponad 3 tygodnie od dnia feralnej pomyłki pierwszej konsultantki. Wtedy także napisałem oficjalne pismo z prośbą o całkowite rozwiązanie problemu. Tam również usłyszałem zapewnienie, że w ciągu 48 godzin sprawa zostanie załatwiona. Mało tego, pracownik salonu dumnie oświadczył mi, że jest ekspertem i jego zgłoszenia są traktowane priorytetowo. Wow! Byłem naprawdę pod dużym wrażeniem obcowania z człowiekiem tak wielkiej rangi, lecz oczywiście nie musiałem zbyt długo czekać na to, by przekonać się, jaki to z niego ekspert, gdyż jego zapewnienia znowu okazały się kłamliwą chęcią zepchnięcia mojej sprawy gdzieś „dalej”, byleby tylko się mnie pozbyć, bo problem jak był, tak jest nadal.

Wczoraj (4 tygodnie od początku tych przepychanek) zadzwoniła do mnie jakaś zupełnie nowa konsultantka z propozycją przedłużenia oferty. Ucieszyłem się – warunki ustalone, telefon wybrany, kobieta zaczęła odczytywać mi zgody, które miałem potwierdzić. I już pod koniec naszej rozmowy wyskoczył w systemie błąd – moje zamówienie w dalszym ciągu nie jest anulowane na usługach stacjonarnych! Po tym telefonie wykonałem kolejne połączenie na infolinię i kolejny raz spotkałem się z tym samym – zapewnieniem, że sprawa jest przekierowana do odpowiedniego działu, że ktoś się tym zajmie i w ciągu 48 godzin na pewno problem zniknie. Z tego co wiem, jeszcze nie zniknął. I to było kolejne 48 godzin!

Za chwilę minie miesiąc, odkąd wskutek jednego głupiego błędu popełnionego przez pierwszą konsultantkę mam zablokowaną możliwość podpisania nowej oferty i przedłużenia umowy, korzystam ze starego telefonu, który nie jest już w stanie sprostać moim potrzebom i jestem notorycznie lekceważony przez kolejnych pracowników infolinii.

Gdyby tego całego syfu było mało, to dzisiaj, dla umilenia mi współpracy z Pomarańczowymi, otrzymałem rachunek za usługi mobilne. Moje połączenia z infolinią w ostatnim okresie rozliczeniowym kosztują mnie ekstra ponad 50 PLN! Szlag mnie trafił!

Zastanawiam się tylko, jaką rekompensatę przewiduje "Sieć Numer 1" za stracony czas, pieniądze, nerwy i bezczelne olewanie klientów. Kto wie, może dostanę smycz do kluczy z napisem "I love Pomarańczowych"? - jeśli tak będzie, to zapewniam - nie poczuję się usatysfakcjonowany.

call_center

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 54 (76)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni