Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#82425

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z siostrą i kuzynką (https://piekielni.pl/82408) przypomniała mi krótką opowieść z mojej rodziny. Osoby dramatu te same co wyżej.

Miesiąc temu do mojej siostry dzwoni nasza kuzynka, że jej córka jest zagrożona z jednego ważnego przedmiotu, nie zda, łojezu, lament. I moja siostra MUSI udzielić jej korepetycji. Siostra owszem korepetycji udzielała, ale na studiach - teraz pracuje zawodowo, ma swoją rodzinę, no po prostu korków dawno nie daje, bo zwyczajnie nie ma na to czasu. A więc kuzynce grzecznie odmówiła, informując, że może dać namiar na swoją koleżankę - nauczycielkę.

Obraza, foch, szantaże emocjonalne - no po prostu zrywamy kontakty rodzinne.

Pech (mój w tej całej sytuacji) polega na tym, że kuzynka pożyczyła ode mnie jakiś czas temu taki mały sprzęt agd. Potrzebuję go, więc dzwonię (jakieś dwa tygodnie po akcji "korepetycje"). Nie odbiera. Jej mąż nie odbiera. Dzwoni do niej moja mama - nie odbiera. W końcu piszę smsa:
Ja: Hej, czy możesz mi podrzucić, co moje - potrzebuję.
Kuzynka: Nie utrzymuję z wami kontaktu.
Ja: Ale proszę mi oddać moją własność.
Kuzynka: Biorę na poczet szkód moralnych, które wyrządziła mojej rodzinie twoja wspaniała siostra.

No nie będę się sądzić o wyciskarkę do soku, bez przesady. Kupię sobie nową, siostra zadeklarowała, że się dołoży.

Kuzynce natomiast życzę zadławienia się sokiem. I pały z matematyki, sesesese.

korepetycje rodzina

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 185 (195)

#82413

(PW) ·
| Do ulubionych
Ludzka znieczulica, temat piękny i wałkowany tutaj wielokrotnie. Zawsze się znajdzie coś piekielnego, nieważne czy jesteś lekarzem, ratownikiem, policjantem, pielęgniarką, salową, przedszkolanką czy spawaczem.. Na końcu każdej historii pojawia się pytanie, skąd ta znieczulica.

Odpowiedź jest prosta, cześć ludzi to debile, część nie wie jak udzielić pomocy i boi się uszkodzić kogoś. Inni myślą, że ktoś z tłumu to zrobi (patrz https://pl.wikipedia.org/wiki/Psychologia_t%C5%82umu). Dla leniwych, szybka informacja, jeśli jesteś ofiarą wypadku lub ratującym, musisz wskazać konkretną osobę do wykonania konkretnego zadania. Wrzeszczenie pomocy lub „wezwijcie karetkę”, nic nie da.

Jest też jeszcze jedna bardzo ważna kwestia, odpowiedzialność prawna. Polsce (nie wiem jak w innych krajach), po pierwsze masz obowiązek chronić swoje życie i zdrowie. Co jest zrozumiałe i sensowne. Jednak Często udzielenie pomocy kończy się wezwaniami na policję lub do prokuratury.

Nikt z nas nie lubi odwiedza tych przybytków.
Kilka lat temu, ja i kolega byliśmy świadkami wypadku drogowego. Pani wraz z koleżanką wyszły z miejsca pracy. Wsiadły do swojego bolidu. Zagadane były tak, że kierująca nawet nie spojrzała na drogę zjeżdżając z parkingu (chodnik). Wbiła się pod koła taksówki.

Straty:
Taxi trochę poobijane, kierowca tylko delikatnie przekroczył prędkość. Kierowca i pasażer cali.
Cienkosz szanownej gaduły skasowany, gdyby nie słupki to by dachował. Kierująca nieprzytomna, pasażerka wykazuje oznaki życia, jednak krew wszędzie, dała nam sygnał do tego by interweniować.
Ja za telefon 112 opis sytuacji, miejsca i, wiek poszkodowanych i ogólne obrażenia. Kolega pobiegł do miejsca pracy Pań, wyjaśnił, co się stało oraz że potrzebna apteczka (byliśmy pieszo, mało, kto nosi ze sobą apteczkę). Dostaliśmy rolkę ręczników papierowych… wspomnę tylko, że był to wydział mechaniczny Szczecińskiej Polibudy.

Opatrzyć Pań się nie dało jedyne, co mogliśmy zrobić to zetrzeć trochę krwi i siedzieć przy nich. Pani od krwi miała powbijane w potylice kawałki szkła. By się ktoś nie czepiał kierowca taxi był w szoku i nie można było się z nim komunikować i poprosić o apteczkę.

Przyjechała karetka oraz policja. Panie opatrzyli zabrali do szpitala, taksiarza zbadali, wszystko ok lekki szok. Nam podziękowali za szybką reakcję i spisali dane.
Poszliśmy w siną dal.

Po trzech miesiącach, wezwanie do prokuratury. Złożyłem zeznania, co i jak. Myślę jest ok. Niestety minęły kolejne 3 miesiące wezwanie na rozprawę, Stawiłem się. Potem były jeszcze 2 rozprawy. Poprosiłem taksiarza by dał mi znać, jaki wyrok zapadł (świadkowie nie dostają takiej informacji). Facet przegrał w sądzie, okazało się, że Pani ma jakieś znajomości.

Więc odwołanie, teraz wygrał taksiarz, już o zachowaniu oskarżonej nie będę pisał, powiem tyle, że sędzina groziła jej obrazą sądu. Teraz wygrał taksiarz.
Mija kilka miesięcy kolejne wezwanie na rozprawę, okazało się, że Pani przy pomocy swoich znajomości wyciągnęła około 100 000 odszkodowania, jeszcze przed pierwszym wyrokiem. Więc rozprawa o malwersacje finansowe.

Sprawy ciągnęły się 4 lata, a mogłem przejść obojętnie obok.
To, niestety nie jest jedyna taka sytuacja w moim życiu.
Jeśli się spodoba to mogę opisać rozprawy, tylko to nie będzie piekielne, a śmieszne.

PS. Przepraszam za błędy, mam zapalenie rogówki i nie do końca widzę.

policja ratownictwo pierwsza pomoc sąd

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 143 (171)

#82414

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie krótko.

Zmarła mi babcia.
Dlaczego? Błędna diagnoza, niewłaściwe leczenie.
O własnych nogach weszła do szpitala, wyszła nogami do przodu z sepsą.

Co najbardziej mnie uderzyło w całej sytuacji? Lekarka, która po śmierci babci pretensjonalnie oznajmiła (bo jakim prawem jesteśmy niezadowoleni?!), że nie podłączali respiratora, bo pacjentom w takim wieku się nie podłącza.

Babcia miała 77 lat.

szpital zakaźny

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (171)

#82347

(PW) ·
| Do ulubionych
Rzecz działa się jakoś na początku lat 90-tych ubiegłego wieku.

Basen. Pierwsze zajęcia z nauki pływania dla dzieci.
Pan instruktor najpierw zagonił dzieciaki pod prysznice. Następnie posadził całą grupę na ławeczkach dookoła basenu i rozpoczął wykład na temat tego, co wolno a czego nie. Półgodzinny wykład. Do mokrych dzieciaków w wilgotnym, niezbyt ciepłym pomieszczeniu z przeciągami.

Na kilka następnych zajęć ponad połowa chętnych nie przyszła z powodu choroby. Grupa została rozwiązana, bo brak chętnych.

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (170)

#82371

(PW) ·
| Do ulubionych
Kontrola bezpieczeństwa na lotnisku Kraków - Balice. Przede mną w kolejce do "prześwietlenia" starsze (50 - 60 lat) małżeństwo. Sądząc po języku, w którym ze sobą rozmawiali, pochodzili ze Skandynawii. Ich bagaże podręczne zostały skierowane do dodatkowej kontroli - ot, coś wzbudziło podejrzenia celnika obsługującego skaner.

No cóż, pan Starszy Viking zapomniał wyciągnąć z plecaka laptop (obowiązkowo sprzęty elektroniczne mają być skanowane osobno), miał też w plecaku butelkę soku. A to wszystko pomimo, że przed kontrolą celnik wyraźnie poinformował ich po angielsku o konieczności wyrzucenia płynów i okazania elektroniki, a Pan Viking potwierdził że zrozumiał, i zaprzeczył, jakoby takie artykuły posiadał.

Cóż, do tej pory historia jakich wiele, prawie za każdym razem na lotnisku taką widzę. Ale Pan Viking postanowił głośno wyrazić swoje oburzenie tą sytuacją. Oczywiście nie wprost do celnika. Pewnie nie chciał zadzierać z "władzą". Zwrócił się, i to bardzo donośnie, do swojej żony:

- Traktują nas tu jak Żydów w nazistowskich obozach!

+50 punktów za poprawne wskazanie sprawców holokaustu. Jednak co ciekawe, kwestię wygłosił po angielsku, a nie w języku, w którym chwilę wcześniej komunikował się z małżonką. Czyli po pierwsze, doskonale zna angielski i musiał zrozumieć pouczenia celnika przed kontrolą, po wtóre - udając rozmowę z żoną chciał, aby wszyscy wokół usłyszeli i zrozumieli jego wywody.

Oczywiście i celnik na służbie i pozostali pasażerowie w kolejce wywrócili oczami przytłoczeni siłą argumentu. Mi to nie wystarczyło, wdałem się z Panem Vikingiem w krótką i zupełnie niekonstruktywną dyskusję, jak bardzo niestosowne było jego porównanie. Oczywiście nie przekonałem go do swoich racji. Podejrzewam, że gdy machnąłem ręką i odszedłem, Pan Viking był bardzo zawiedziony, że nie może kontynuować swojego przedstawienia.

Lotnisko

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (162)

#67197

Konto usunięte ·
| Do ulubionych
O piekielnych kryteriach oceniania, ile osoba ma pieniędzy w portfelu… Na podstawie jej ubrania.

Działo się to jakieś cztery miesiące temu, wybrałam się do pewnej galerii.

Zaszłam do perfumerii. Chciałam sobie kupić perfumy, bo luby był zabiegany i zamiast prezentu wręczył mi na Walentego 300 zł. Weszłam, rozglądnęłam się i zastanawiałam się, które perfumy sobie wybrać. Zachciało mi się Davidoff Cool Water, a nie zauważyłam ich nigdzie na półce. Podeszłam więc do pani Nadętej Sprzedawczyni, stojącej na sali sprzedaży i zapytałam grzecznie, w jakiej cenie są te perfumy, oraz czy są dostępne.

Jej odpowiedź zwaliła mnie lekko z nóg.

Cytując: „199 zł. Może jednak wybierze sobie pani coś tańszego?" (tu przesłodzony, ironiczny głos + wredne łypanie na moje ciuchy).

No cóż, nie wiedziałam, że wybierając się na zakupy do galerii, trzeba odwalić się niczym milion dolców, bo inaczej mają cię za nic.

Wyszłam bez słowa, a perfumy zamówiłam sobie w necie. Jak widać, zwykłe dżinsy i płaszczyk to wyznacznik biedy. :P

Skomentuj (92) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (313)

#82440

(PW) ·
| Do ulubionych
Pozdrawiam Panią, która jechała na rowerze po drodze osiedlowej, jednocześnie rozmawiając przez telefon.

Przechylona głowa (trzymała ten telefon barkiem) jednak nie szła w parze z utrzymywaniem kierunku jazdy, bo Pani w pewnym momencie spektakularnie się przewróciła, lądując na drugiej stronie jezdni. Życia przy tym nie straciła tylko dzięki sprawnym hamulcom kierowcy samochodu jadącego z naprzeciwka.

rowerzysta niebezpieczeństwo_drogowe

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (115)

#67146

(PW) ·
| Do ulubionych
Byłem kiedyś u brata na Śląsku, poszliśmy z bratową i bratanicą (5 lat) do parku, na plac zabaw. Plac był dosyć bogaty w atrakcje dla dzieci, zaś prawdziwą furorę robiła ogromna huśtawka w kształcie łodzi (była tak wielka, że musiała ją obsługiwać osoba dorosła).

Oprócz naszej trójki (brat był w pracy), na jednej z ławek usiadły dwie dziewczyny, na oko po dwudziestce, z córeczką w wieku mojej bratanicy. Ponieważ siedziały blisko, widziałem i słyszałem wszystko, co tam się działo.

Paniusie się rozsiadły i praktycznie od razu wyciągnęły piwa w puszce. Zaczęła się popijawa (w miejscu publicznym!), której towarzyszyły plotki, połączone z solidną dawką wulgaryzmów ("A ten mój, k...a...", "A słyszałaś, k...a, że ta j...ęta Zośka..." i tak dalej).

Nie to okazało się najbardziej piekielne. Dziewczynka, która była z nimi (z rozmowy wyszło, że córka jednej z nich), cały czas próbowała nakłonić je do zabawy, lecz panienki nawet nie drgnęły (ciągle słyszałem: "Nie przeszkadzaj!”).

W końcu dziewczynka "podczepiła się" pod nas i bawiliśmy się razem. Widać było, że jest szczęśliwa i jak bardzo tego potrzebowała.

Jaką trzeba być matką, żeby tak olewać własne dziecko, które chce się po prostu pobawić? Byliśmy na placu zabaw, panienki jednak uznały go za doskonałe miejsce na libację. Ta dziewczynka była naprawdę grzeczna, wręcz stanowiła przeciwieństwo swojej matki i (powiedzmy) ciotki.

Nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Trwało to dosyć długo, po skończeniu piwa „damy" wyrzuciły puszki za siebie (koszy było mnóstwo dookoła) i wyciągnęły z torebki kolejne 2 Żubry.

Ja sam nie mam dzieci, ale nie wyobrażam sobie, żebym wyciągnął w parku flaszkę i zaczął ją żłopać do spółki z moją bratową. :(

Park z placem zabaw

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 232 (384)

#82424

(PW) ·
| Do ulubionych
Chciałam sprzedać rower przez OLX. Wczoraj się to wreszcie udało, ale po drodze kilka wesołych kwiatków:

Kupująca 1:
Przyjechała, obejrzała, ale musi się jeszcze zastanowić. Rozumiem, w końcu to kilka stówek. "Proszę mi zarezerwować". Ok, na dwa dni mogę w sumie przytrzymać. Następnego dnia dzwoni ktoś inny, więc mówię, że rezerwacja. I oddzwaniam do Kupującej 1, żeby zapytać, jakie decyzje, bo są inni zainteresowani. 3 telefony, kilka sms-ów - cisza, więc umawiam drugą oglądającą.

Kupująca 2:
"Ja biorę na pewno, będę dziś po 20". 20 minęła, 21, 21:30... Piszę do kobity, co jest... "A nie-nie, jednak jutro będę, bo dziś to nie będę". No dobra. Następny dzień, to samo. Odpuściłam upominanie się. Dzwoni po 3 dniach - ona by jednak dziś przyszła. Mija umówiona godzina, baby nie ma... Do tej pory się nie odezwała. O kij chodzi?

Kupująca 3:
Rozmowę telefoniczną zaczęła od negocjacji ceny (bez obejrzenia roweru). Ok, schodzę te 50, niech jej będzie. Ale ona ma do mnie nie po drodze, może ja podjadę tym rowerem w wyznaczone miejsce i może ona się zdecyduje. Hmm. Ok, ale wracamy do ceny podstawowej, bo muszę na to pół dnia poświęcić. A to nie, to ona jednak weźmie z opuszczoną ceną, to przyjedzie do mnie. Dobrze. Umówiłyśmy się. Przyjeżdża, chce brać rower. Będzie jeszcze negocjacja. O 150 w dół (poza 50 już spuszczonymi). Nie zgadzam się, kłótnia, pretensje. Rozmowa zakończona jej słowami, na które nie znalazłam dobrej riposty poza zamknięciem drzwi od klatki: "W zasadzie to teraz powinna mi pani dać te 50 złotych, które pani niby spuściła ceny, bo ja roweru nie kupiłam, a koszty paliwa poniosłam!”.

Pomijam jeszcze kilka propozycji typu "za 100 biorę od ręki" (rower za 500 złotych), bo szkoda tracić nerwów. Rower sprzedał się za cenę wyjściową. Kupiła dziewczyna z bloku obok, bez marudzenia, bez zbędnych przepychanek.

Ta historia ma jeszcze epilog w formie telefonu od Kupującej 1, która zadzwoniła do mnie dokładnie 25 dni, odkąd była oglądać rower, że się zdecydowała i bierze. Mówię jej, że przecież dzwoniłam do niej, pisałam, nie odzywała się... Rower już dawno sprzedany. "Przecież prosiłam, żeby zarezerwować!!! Pani jest niepoważna!”.

rower olx sprzedaż

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (139)
Wczoraj na sam koniec pracy trafili mi się Ukraińcy ze śmietaną za 1,50. Walnęli mi za nią 100 zł na ladę i mieli wielkie pretensje, że wydałam im resztę nie tak, jak by sobie życzyli.

Dałam im 80 zł w banknotach (dysponowałam tylko jedną 50, jedną 20 i dychą), a resztę w bilonie. Zaczęły się krzyki, że mam wydać normalnie, co to za chłam.

Żądali oddania 100 zł, wrzeszczeli, że chcą zwrócić towar. Przyszedł kierownik dyżurny, zapoznał się z sytuacją, stwierdził, że zwrot towaru jest niemożliwy, bo śmietana jest z dobrą datą i nie ma co przesadzać, bo gdybym wydała im w samym bilonie, dopiero wtedy mogliby się czepiać.

Zmyli się jak niepyszni, a z oddali dochodziły obietnice napisania skargi.

Od koleżanek pracujących dłużej dowiedziałam się, że z tą konkretną parą to tak zawsze. Przy każdych zakupach owi państwo mają jakieś pretensje.

Kierownik dyżurny po zapoznaniu się z zawartością mojej kasetki obiecał, że w razie gdyby owy czepialski duet dalej szukał dziury w całym, wybroni mnie przed menagerem sklepu.

Całe zdarzenie było komentowane nawet w kasie centralnej i wszyscy pracownicy jak jeden mąż stali po mojej stronie.

Rozliczająca stwierdziła, że takie przyłażenie ze stówą po śmietanę i wszczynanie afery jest czystą bezczelnością.

Czekam z niecierpliwością na skargę. Ciekawe, co napiszą.

Skomentuj (56) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 44 (140)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni