Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#76719

(PW) ·
| Do ulubionych
UWAGA! Ostatnio na grupach pojawiło się mnóstwo "interesujących" ofert pracy, co to możesz spokojnie zarobić w domu, nie narobić się i po miesiącu willę z basenem kupić. Otóż nie hejtuję wszystkich tego typu ogłoszeń, tylko prawdziwych oszustów.

Dwa przykłady:
- Pani proponuje wypełnianie ankiet, rejestrację w różnych miejscach jako tester, by "sprawdzić działanie formularzy". Nie brzmi źle, prosi o maila, więc wysyłam. Pani profesjonalnie opisuje, co można robić, za co i jakie konkretnie sumy się dostaje, podkreśla, że wszystko jest w 100% legalne i że podatki ślicznie opłacane. Cud, miód i orzeszki. Co zrobić, by zacząć? Ano trzeba zrobić zadanie testowe, by sprawdzić, czy nam taka praca odpowiada. Do autoryzacji, by "boty potem nie brały pod uwagę przy rejestracjach" trzeba podać swój numer telefonu. Już od progu zaznaczony ptaszek o akceptacji regulaminu. Wchodzę w regulamin, a tam... "Twoje centrum rozrywki"! Tapety, horoskopy, co ci wróżka wywróży, wpisz numer telefonu, a jak chcesz sprawdzić regulamin, to jest ich... sześć. Nawet nie chciało mi się szukać, ile musiałabym zapłacić, gdybym ten numer podała.

- zupełnie inna propozycja pracy na grupie w znanym portalu społecznościowym - poszukują do zdalnej obsługi zamówień. Pięknie brzmi, znów wszystko pięknie i legalnie, przenosi na fałszywą stronę internetową, wyglądającą jak domena jednej z tych z ogłoszeniami o pracę. Pierwsza żarówka: w takiej domenie mam konto, a tutaj nic - trzeba zarejestrować. No to klikam rejestrację i co? Podaj swój numer telefonu - regulamin oczywiście przekierowuje na tę samą stronę z tapetami i wróżkami...

Do ludzi, którzy tak działają i mają prowizję od liczby oszukanych, mam tylko jedno do przekazania: karma wraca. Pamiętajcie o tym.

Drodzy moi, uważajmy!! Łatwo się nabrać na tych piekielnych oszustów, nie tylko ludzie na co dzień nie poruszający się w sieci mogą być potencjalnymi ofiarami...

oszuści poszukiwanie_pracy sms_premium

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (Głosów: 168)

#76718

(PW) ·
| Do ulubionych
Mamy listę kilku osób podających fałszywe dane lub korzystających z nie swoich dowodów. Jest to raptem 13 osób, tak że mniej więcej nazwiska kojarzymy, ale mamy ściągi jak coś nam mówi, że trafiliśmy na tę osobę.

No i partner trafił. W takim wypadku należy wzywać bezwzględnie policję nawet jak ktoś płaci karę od razu.
No i wezwaliśmy. Pasażer zatrzymany w pojeździe i czekamy na krańcówce. W końcu są. I finał: spisali tylko daną osobę z dokumentu, nie sprawdzając jej w systemie. A na naszą informację, że ten dokument figuruje w naszych do wezwania policji, zacytuję "On widzi, że to ta sama osoba na zdjęciu" chcieli nam wlepić jeszcze mandat za bezpodstawne wezwanie.

Cóż, wystawiliśmy wezwanie na dany dokument z adnotacją "potwierdzenie policji patrol nr Fxxx". Ciekawe jak się wytłumaczą.

komunikacja_miejska

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 189 (Głosów: 205)

#76714

(PW) ·
| Do ulubionych
Zdaję sobie sprawę z tego, że nigdzie w regulaminie basenowym nie ma informacji o górnej granicy wieku, w jakim chłopcy mogą chodzić do przebieralni z mamusiami, ale czy 12 lat to nie jest jednak lekka przesada...?

Basen

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 217 (Głosów: 237)

#76713

(PW) ·
| Do ulubionych
Robiliśmy wczoraj pogrzeb w mieście oddalonym o 130 km od naszego. Ja to na parafialkach bywa - lokalsi kopią, my rozkładamy tylko nasze klamoty, ceremonia, składamy się, oni zakopują.

Działania zakończone i pakujemy się do aut, czyli karawanu oraz busa technicznego, by do dom śmignąć, bo zady wymarznięte niemiłosiernie.

Po drodze stop na obiad w przydrożnej knajpie.

Wleźli, płaszcze zdjęli, ostał się entourage w stylu Man in Black.

Nawet nie zdążyliśmy zamówić, gdy państwo od stołu obok wstali, w przestrzeń rzucili: "w takim towarzystwie my nie będziemy jedli" i wyszli...

knajpka

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (Głosów: 210)

#76712

(PW) ·
| Do ulubionych
Dużo się przewija o dzieciach. O sposobie ich wychowania. Ja się nie wtrącam w to w jaki sposób i jakie wartości człowiek przekazuje swojemu dziecku. Osobiście ich nie posiadam, jednak to co przydarzyło mi się wczoraj sprawia, że ciągle mam w jakimś sensie „wyrzuty sumienia”, że nie zareagowałam.

Wieczorem, robiąc zakupy w markecie z owadem w kropki, byłam trochę rozkojarzona przez ciągłe telefony. Kiedy w końcu stanęłam w kolejce do kasy, sytuacja przedstawiała się tak: przede mną starsza pani – za mną matka z dzieciakiem, który na oko mógł mieć 10-12 lat.

W chwili gdy pani przede mną wyjęła portfel, wypadło jej kilka drobnych. Nie o wielkich nominałach, rzuciły mi się w oczy monety 5 gr, 50 gr i chyba 2 razy 2 gr. Suma niewielka, ale jednak.. Pani przede mną miała już nabijane produkty na paragon i nie zauważyła, że coś tam jej wypadło. Już chciałam się schylić, żeby podać pani własność, kiedy poczułam, że między mną a taśmą – po podłodze – czołga się dzieciak, który stał za mną. No nic, pomyślałam, że za chwilę odda pani zgubę i będzie po sprawie. Zadzwonił mi akurat telefon w chwili gdy dzieciak zebrał wszystkie pieniądze i jak gdyby nigdy nic wrócił do matki. Słowa znajomej przez telefon wcale do mnie nie dotarły, gdy usłyszałam słowa matki do dzieciaka:
- Co tam masz? - dzieciak posłusznie pokazał na dłoni zebrane wcześniej monety. Spojrzałam w ich kierunku, a matka do bachora:
– SCHOWAJ SZYBKO DO KIESZENI.

Stałam jak wryta i nie dowierzałam. Kiedy spojrzałam w ich kierunku, baba posłała mi wredny uśmieszek typu „co się gówniaro gapisz?”. W głowie pojawiło mi się, że powinnam zareagować, złapać bachora i powiedzieć, że to raczej nie jest jego własność, tylko kobiety przede mną. Niestety nie zrobiłam nic, ponieważ sama już musiałam zapłacić za produkty, dodatkowo w ręku miałam wciąż telefon, a pani, która była przede mną nie było już w sklepie..

Mam do siebie wyrzuty od momentu tej sytuacji. Mogłam zrobić cokolwiek, a stałam z tym telefonem jak cielę, bo nigdy nie spotkałam się z takim skurxxxstwem. Jaką matką trzeba być, żeby uczyć dzieciaka kraść? To nie była duża kwota, ale jeśli 10-12-latek jest w stanie podebrać obcej kobiecie pieniądze, nie chcę wiedzieć na kogo wyrośnie.

dzieci wychowanie

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (Głosów: 182)

#76700

(PW) ·
| Do ulubionych
Piszę hobbystycznie różne rzeczy, zdarza mi się te twory wysyłać na konkursy literackie, gdzie często spotykam się z uznaniem, a to się wiąże z przyznaniem nagrody. Nagrodę trzeba jednak odebrać i tu zaczynają się, potocznie mówiąc, jaja. O kwiatkach spowodowanych kompletnym brakiem organizacji, mogłabym mówić godzinami, ale teraz będzie tylko o jednej sytuacji.

Był sobie konkurs ogólnopolski dla młodzieży, organizowany przez jakieś ważne instytucje historyczne, pod patronatem TVP. Moja twórczość przypadła komisji do gustu, więc zostałam zaproszona na rozdanie nagród do Warszawy. Nie za bardzo miałam ochotę fatygować się przez pół Polski, by uścisnąć rękę kilku Bardzo Ważnym Ludziom oraz dostać dyplom i pewnie niezbyt oszałamiającą nagrodę, dlatego moja nauczycielka zadzwoniła do organizatorów. Dwa pierwsze telefony zostały odebrane przez panie, które nie czuły się kompetentne, aby zdecydować, czy dyplom można pocztą nadać. Przy kolejnej próbie udało się - jakaś starsza i miła pani poprosiła o adres i obiecała wysłanie.

Minął miesiąc. Nic. Minął drugi. Nic. Kolejne telefony do ludzi, którzy nic nie wiedzą, by trafić na kogoś poinformowanego. Oni wyślą. No dobra. Nic. Minął kolejny miesiąc i tak - nadal nic. Mnie tam na tym nie zależy na tym jakoś bardzo, ale wydaje mi się, że gdy jakaś instytucja bierze się za organizowanie konkursu, warto byłoby zadbać o tak nieistotną sprawę, jak nagrodzenie laureatów.

organizacja konkursy

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (Głosów: 145)

#76701

(PW) ·
| Do ulubionych
W Irlandii mieszkam prawie 11 lat, jednak taka historia przytrafiła mi się po raz pierwszy.

Siedzę sobie na na przystanku i czekam na autobus. Podkreślić trzeba, że siedzę na metalowej puszce (takiej od prądu), na mojej torebce, bo mokro. Nikomu nie wadzę i spokojnie czekam na autobus. Podchodzi starsza pani i pyta, czy jej ustąpię. Że serce mam raczej bardziej miętkie niż twarde, to wstaję i łapię za torebkę... Ale chwila... zanim zdążyłam nawet wyciągnąć rękę po torebkę, żwawa starowinka już siedzi. Na mojej torebce.

Ja lekka konsternacja i mówię:
- Przepraszam panią bardzo, ale siedzi pani na mojej torebce...
No i tym zdaniem otworzyły się wrota piekieł...

Dowiedziałam się, iż jestem bez serca, bo każę jej siedzieć na mokrym, w dupie mi się poprzewracało. Poznałam zawód mojej matki, babki, ciotki i prababki.
Z lekkim face palmem na twarzy chwytem niczym Pudzian staram się wyrwać jej torebkę spod dupy. A ta w krzyk! Złodziej! Okradają!
Na moje (nie)szczęście akurat szedł patrol tutejszej policji...
- Co tu się dzieje?
- Pani siedzi na mojej torebce i nie chce oddać..
- Młoda pinda próbuje mnie okraść, panowie, pomocy! Co tu się dzieje! Ratunku!

Ja już lekko wkurzona, proszę patrol o sprawdzenie dokumentów w portfelu w torebce. W końcu nie po to noszę 5 różnych form identyfikacji, żeby ktoś mi teraz wmawiał kradzież.
Panowie sprawdzili, torebkę oddali, starowinke pouczyli i poszli.

Koniec historii? A gdzie tam! Nadjechał autobus.

Nie wiem, czy wiecie, ale z powodu choroby mam kartę uprawniająca mnie do jazdy za darmo.
Wchodzę, okazuję kartę, siadam, starowinka płaci i się zaczyna....
A czemu ja za darmo, ona musi płacić, ja taka młoda, w dupie mi się poprzewracało, okradam biednych ludzi, przecież widać, żem nie chora... I dalej stęka i kwęka.

No tego już nie wytrzymałam.

Odwracam się do kobiety z piekielnym wzrokiem i mówię na cały autobus:

- K*rwa, mam guza mózgu. Jak chcesz, to ci oddam, może wtedy się przymkniesz.

Kierowca nie klaskał. Ludzie nie klaskali. Starowinka co prawda dalej sapała, ale już pod nosem.

A ja się zastanawiam skąd ją przywiało to arktyczne powietrze...

komunikacja_miejska

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 221 (Głosów: 243)

#76732

(PW) ·
| Do ulubionych
Zima atakuje i wie o tym każdy, kto ma okno. Z racji nawału śniegu, deszczu, mrozu i chwilowego ocieplenia zaczął się sezon na złamania, zwichnięcia grypę i niestety - Znieczulicę.

W moim rodzinnym mieście przysypało wczoraj tak, że co chwila trzeba było łapać za łopatę i czyścić chodniki, żeby w ogóle można było po nich chodzić. Wysłałam więc męża, by po odśnieżeniu naszej posesji poszedł i pomógł sąsiadowi. Starszy Pan, o lasce, ostatnio w kiepskiej formie, bo miesiąc temu stracił żonę. Mąż poszedł, wysłał sąsiada do domu i odgarnął śnieg ze wszystkiego w okolicy. W nagrodę dostał czekoladę bo "Taki dobry chłopak" (próbowaliście kiedyś wykręcić się, że nie trzeba czekolady bo to obowiązek/sąsiedzka przysługa? Na starszych ludzi to nie działa). Sąsiad podzielił się też historią sprzed kilku dni:

Mamy na osiedlu sklep samoobsługowy. Po drodze do sklepu hałdy śniegu i błota. Sąsiad idąc powoli o lasce poślizgnął się i zaliczył upadek. I NIKT, nawet ludzie którzy widzieli jak się wywraca, nie pomógł. Wszyscy odwracali głowy i omijali go szerokim łukiem. Wszyscy się znają, bo to osiedle domków, a sąsiad jest człowiekiem, że póki mógł, to pomagał wszystkim.
Wstał sam po dość długim czasie. Na szczęście nic nie złamał, ale dość mocno się poobijał.

Czy ludzie nie mają babć/dziadków/starszych rodziców? Czy pomoc to jest teraz wpis do akt sądowych albo plama na honorze?

Życzę wam całych kończyn i ludzkiego zainteresowania, bo zima jeszcze długa.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 203 (Głosów: 219)

#76730

(PW) ·
| Do ulubionych
Może nie piekielne w założeniu, ale piekielna głupota i bezmyślność.

Dawno temu mieszkałam jeszcze z byłym narzeczonym, mieszkał u nas też kumpel. Pewnego dnia odwiedziła go koleżanka. Rano współlokator wychodził do pracy, koleżanka zaś miała samolot koło południa. Przykazaliśmy zamknąć mieszkanie i wrzucić klucze do skrzynki na listy. Zapomniała.

Jakiś czas później przyszły do nas te klucze. Listem ZWYKŁYM (czyli nierejestrowanym), w cienkiej papierowej kopercie (każdy mógł wymacać zawartość), zaadresowanej oczywiście do mieszkania, którego drzwi te klucze otwierały.

Sama się zdziwiłam, że raz - w ogóle doszły wysłane w ten sposób, dwa - nikt nam domu nie obrobił po tym wydarzeniu.

klucze list głupota

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (Głosów: 174)

#76721

~delicjowy ·
| Do ulubionych
Jestem konsultantem w pewnym korpo który obsługuje znaną firmę sprzętu elektronicznego na cztery litery. Historia może nie piekielna ale daje do myślenia, że czasem nic się da zrobić.

Zajmuje się przyjmowaniem zgłoszeń od klientów indywidualnych jak i biznesowych w razie jakichkolwiek usterek, mamy możliwość wysłania serwisanta na miejsce lub kuriera po sprzęt. Ewentualnie jest również możliwość wysłania samej części do klienta.

Od czasu do czasu zadzwoni jegomość ZGREDEK. Otóż ZGREDEK zamówił sobie poprzez firmę, którą obsługujemy, po kilka sztuk baterii do laptopów, klawiatur bezprzewodowych, myszek. Zaznaczę że wyżej wymienione elementy są bezzwrotne, czyli jak my wyślemy tą część klientowi, on nie musi jej odsyłać, a jedynie "zutylizować we własnym zakresie". Jak domyślacie się Pan ZGREDEK dzwoni raz na jakiś czas z innym numerem zamówienia i zgłasza problem z właśnie baterią czy klawiaturą. My wysyłamy mu baterię, a ta leci od razu na allegro i jest sprzedawana dalej.

Piekielności dodaje fakt, że nic z tym zrobić nie można. Kiedyś starsi agenci czy osoby z L2 próbowały eskalować te sprawę do głównych zarządców firmy którą obsługujemy ale jedyną odpowiedzią były zdania: "wystawcie i zamknijcie zgłoszenie". Z tego co udało mi się ustalić Pan ZGREDEK ma bardzo dobre znajomości w głównej siedzibie firmy w Warszawie (brata) i ten podsyła mu co jakiś czas nowe numery zamówień, dzięki którym może czynić takie wały.

Dodam iż na allegro Pan ZGREDEK prosperuje całkiem dobrze, masę baterii, klawiatur i zadowolonych klientów, a to wszystko czysty zysk.

Na koniec dodam że Pan ZGREDEK przeszedł na lepszy etap swojej działalności, kiedy podaje dane (zawsze te same) od razu podaje adres do klienta, któremu dany element sprzedaje. Także on oszczędza na kurierze i zysk jeszcze lepszy :)

call_center

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (Głosów: 194)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni