Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#82224

~kobietawpracy00 ·
| Do ulubionych
Jestem młodą matką i właśnie dowiedziałam się o swojej drugiej ciąży, niestety zagrożonej (muszę leżeć). Przypomniało mi to historię mojego poszukiwania pracy sprzed paru lat.

Byłam już wtedy w ciąży - zaczynałam trzeci miesiąc, nie ukrywałam tego - czułam się dobrze i szukałam pracy tymczasowej - na te jeszcze około trzy miesiące. Byłam po studiach pedagogicznych, więc szukałam głównie jako pomoc przedszkolanki lub w punkcie opieki - na zastępstwo, ponieważ dużo przedszkolanek też ma małe dzieci, zachodzi w ciążę lub ich dzieci chorują.

Tak się złożyło, że niedaleko w przedszkolu pani dyrektorka chciała skupić się bardziej na administracji niż nauczaniu, więc szukała nauczycielki. Poszłam, spróbowałam i pracę dostałam. Oczywiście wiedziała o ciąży i powiedziała, że przez ten czas jak będę na macierzyńskim i wychowawczym, ona wciąż będzie prowadzić swoją/moją grupę, ale już teraz mnie zatrudni, bo chce sprawdzić jak wszystko będzie się układało jeśli później zrezygnuje z nauczania.

To wspaniale, że zatrudniają kobietę w ciąży, nie boją się, że "będą płacić, a pracować nie będzie komu", prawda?

Po co w ogóle to piszę?

Piekielność pokazały dopiero polskie zakłady ubezpieczeń. Pisma, wywiady, wezwania "na dywanik" - dlaczego szefowa mnie zatrudniła skoro wiedziała, że za parę miesięcy rodzę. To na pewno wymuszenie socjalu, przecież nie przepracowałam nawet roku. Sprawdzanie wśród rodziców dzieci z przedszkola - czy na pewno mnie widzieli - czy pracowałam. Przepytywania, pisma, wezwania - mnie i szefowej (głównie to szefowa musiała się tłumaczyć).

W każdym razie - nie zatrudniasz kobiet, bo mogą zajść w ciążę? Źle!
Zatrudniasz kobietę w ciąży? - jeszcze gorzej.

zus praca ciąża

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 178 (202)

#82161

(PW) ·
| Do ulubionych
Miesiąc temu brałem ślub. Mam kochaną żonę, która wspierała mnie i robi to dalej. Ja wyciągnąłem ją z depresji. Wszyscy nasi znajomi wiedzą, że nie chcemy mieć dzieci. Wszyscy też wiedzą, że zostało mi około 4-5 lat życia (rak). Jednak nie ma dnia by ktoś z naszych weselnych gości lub dalszych znajomych, nie pytał o to kiedy sobie zrobimy dzieci!

To, że ktoś ma dzieci lub chce je posiadać, nie przeszkadza nam. Jednak wciskanie nam na siłę, dziecka uważam za obraźliwe.

rak ciąża ślub

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (205)

#82154

~Pasazer ·
| Do ulubionych
O ludziach puszczających w autobusie muzykę z telefonu powiedziano już wiele. Natomiast nie wiem co powiedzieć o człowieku, który do tego celu użył głośnika zewnętrznego wielkości starego magnetofonu.

Autobus kzkgop

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 76 (94)

#82155

~RatLady ·
| Do ulubionych
Ciekawostki z pracy.

Pracuję na magazynie. Jako zastępca kierownika. Kilka absurdalnych jak dla mnie sytuacji z ostatniego czasu.

Firma bardzo duża, posiadająca wiele hurtowni i mniejszych pod firm, centrów dystrybucyjnych, menadżerów, kierowników, specjalistów i działów.

Zadaniem moim i kierownika jest zamawianie towaru z centrum dystrybucyjnego. "Góra" kładzie ogromny nacisk na dostępność każdego towaru na półkach. Dosłownie każdego. Brakuje ci jednego indeksu na stanie? Natychmiast wytłumacz się dlaczego! I wszystko byłoby pięknie... Gdyby nie to, że my zamawiamy ten towar. Ale co zrobić, jeżeli wysyłka zamówionego towaru oscyluje w granicach 38%? Czyli na chłopski rozum. Ja zamawiam towar (z wyprzedzeniem), centrum nam go nie wysyła pomimo próśb i wielokrotnego ponawiania zamówienia, ale winny jest oczywiście kierownik magazynu. I cyk! Zabierają nam premię za dostępność. Sytuacja wielokrotnie zgłaszana, przesyłane zdjęcia, screeny zamówień, dostarczonych specyfikacji - jak kamień w wodę.

Inna sytuacja. System nie pozwala nam zamówić takiej ilości towaru, jaką potrzebujemy faktycznie na daną promocję. Nie i już. Potrzebujesz 5 palet wody? O, a my wyślemy ci pół palety. Przecież więcej i tak nie sprzedasz. A później pretensje dlaczego nie masz towaru? Albo co lepsze, dlaczego nie wykonujesz codziennego planu obrotowego? Pewnie dlatego, że nie masz towaru! Nie zamówiłeś! Haha! Nie dostaniesz premii!

Ten sam system potrafi wrzucić ci do sprzedaży paletę wafelków, które na twojej hurtowni nie schodzą w ilości większej niż 50 sztuk tygodniowo. A termin kończy się za 3 miesiące. Przeterminowały się? Ojej, naprawdę? Dlaczego nie starałeś się bardziej ich sprzedać? Twoja wina! Utniemy ci premię za wysokie straty w towarze!

Dodatkowo czasem wysyłana jest zewnętrzna firma, której zadanie polega na kontrolowaniu dostępności produktów. Żeby taki audyt zaliczyć pozytywnie należy mieć jakieś 97% produktów znajdujących się na liście w listingu. Myślicie, że ich obchodzi, że towar jest zamówiony ale nie dojeżdża? Albo, że centrum dystrybucyjne nie ma go u siebie i nie jest w stanie nam go wysłać? Że dostawa właśnie wjechała i trzeba ją jedynie rozładować? Hahaha. Dobre sobie. A wiecie co robią jak taki audyt nie jest zaliczony? Kara. Odciągana z premii oczywiście. W wysokości 2-4 tysięcy. Czyli premii nie zobaczę dopóki kara nie zostanie spłacona w całości. Karę dostaje jedynie kierownictwo. Obecnie moja pensja bez jakiejkolwiek premii jest o sto złotych wyższa niż zwykłego pracownika z pełną premią.

Podczas wyjazdu integracyjnego poznałem paru ludzi z centrum dystrybucyjnego. Nikogo wyższego szczebla, same osoby pakujące towar. Co się dowiedziałem? Czasem nie pakują na paletę wszystkich produktów, bo są daleko na magazynie i im się nie chce iść. W dodatku mają płacone na akord od palety, więc też się nie opłaca. (Stąd też ten zabójczy procent wysyłanych towarów między innymi).

Kiedy jednak z kolei tir jest zbyt mało wyładowany, wrzucają nam w prezencie pełne palety innego towaru. Na przykład 3 palety kawy, która u nas nie schodzi. Albo mleka z krótką datą. Paletę żel-fixu. Normalnie cuda na kiju. Oczywiście mogliby w to miejsce wysłać produkty, które potrzebujemy i zamawiamy. To byłoby jednak zbyt proste i mało oryginalne.

Niestety to nie wszystkie kwiatki z którymi się użeramy, a ja poważnie zastanawiam się nad zmianą pracy.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (138)
Bank Credit Agricole.

Miałam tam konto. Konto było przez większość czasu puste. Jeden duży wpływ w listopadzie, jeden w kwietniu, przy czym gotówka była od razu pobierana w całości.

W kwietniu udałam się do owada na zakupy, kwota do 50 zł, zapłacone, niby ok. Na drugi dzień idę znowu do owada, i przy próbie płatności kartą (tą którą płaciłam poprzedniego dnia), następuje odmowa, oraz pokazuje się komunikat "Zatrzymaj kartę". Zrobiło mi się gorąco, bo komisariat blisko, a ja nie mam ochoty tłumaczyć się, że nie ukradłam swojej karty.

Na szczęście miałam portfel z dokumentami, więc mogłam udowodnić, że to moja karta. Pozostaje kwestia wyjaśnić co takiego się stało w ciągu nocy, że moja karta jest bezużyteczna. Pani na infolinii poinformowała mnie, że karta została ZASTRZEŻONA 11.02.2018. Ale dlaczego?

Rzekomo ja zastrzegałam. Bzdura. Nie miałam powodu żeby blokować kartę do pustego konta, tym bardziej, że cały czas spoczywa u mnie w portfelu, nie zniknęła mi nawet na chwilę, bo jej zwyczajnie nie używam. Tłumaczę, że wczoraj płaciłam tą kartą, a pani na infolinii uparcie twierdzi, że to niemożliwe. Żyłka mi zaczęła drgać.

Jeszcze tego samego dnia pojechałam do banku, wycofałam środki, konto zamknęłam. Zwróciłam uwagę na to co się u nich dzieje, i papa. Dwa dni później dostaję sms, że na moim zamkniętym koncie jest przekroczony dopuszczalny limit o 49,95. Noż kurka, przecież to niemożliwe żebym zapłaciła tą kartą, tak pani mówiła, więc jak?

Byłam ciekawa co mi bank na to powie, więc dzwonię zapytać skąd ten minus. Pani mówi że została dokonana płatność kartą w dniu 26.04 na kwotę taką i taką. Więc pytam, tą zastrzeżoną w lutym kartą dokonałam płatności? Przecież jedna pani na infolinii twierdziła, że to niemożliwe. I tu pani zniknęła na dobre 10 minut, aby wszystko dokładnie sprawdzić.

I wiecie co, jakoś mnie nie przekonuje tłumaczenie, że transakcja została rozliczona w trybie offline, bez komunikacji z bankiem. Karta po zastrzeżeniu powinna stać się bezużytecznym kawałkiem plastiku. A co jakbym faktycznie ją zgubiła, zastrzegła, a ktoś wyczyściłby mi konto płatnościami zbliżeniowymi? Reklamacja poszła, ciekawe co powiedzą.

Credit Agricole

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (133)

#73226

(PW) ·
| Do ulubionych
25 lat temu rodzice brali ślub. Głównym fotografem był brat mojej mamy. Po jakimś czasie mama chciała otrzymać od brata zdjęcia.
[M]: Brat, kiedy dostanę zdjęcia ze ślubu?
[B]: Słuchaj, bo jest pewien problem...
[M]: Mianowicie?
[B]: Zapomniałem włożyć kliszy do aparatu...

Na szczęście ktoś inny zrobił kilka zdjęć i rodzice mają ze ślubu pamiątkę w postaci 4 zdjęć.

rodzina

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (246)

#82210

~parszywek10203 ·
| Do ulubionych
Rodzina mojego narzeczonego jest straszna.

W tym momencie pewnie pomyślicie, że jestem przewrażliwiona, ale nie. Sam narzeczony chce się od nich jak najdalej trzymać. Ojciec? Ukryty alkoholik. Od piątku wieczora do niedzieli rano upity. Po pracy w normalny dzień piwko. Matka? Wie wszystko najlepiej, a ty jesteś głupi, bo chcesz żyć po swojemu. Starszy brat? Dorosły dzieciak, który chciałby dostawać minimum 5k za zerową pracę. Wykształcenie? Zawodowe. O wszystkim co się dzieje w rodzinie wiemy od dziadków, którzy chyba jako jedyni, mają trzeźwy umysł.

Narzeczony się wyrwał. Nie bez małych problemów, bo pierwszy rok na studiach musiał prosić rodziców o pomoc w utrzymaniu, bo mieszkanie i studia zaoczne kosztowały tak, że zostawało mu 200 zł na życie. Potem poznał mnie i koszty się zmniejszyły, bo zamieszkaliśmy razem. Kontakt z rodziną ograniczał się do telefonów na święta i okazyjnego wpadnięcia, bo więcej byśmy nie znieśli - pouczano nas jak żyć, do mnie mówiono, że powinnam to, to i to, a najlepiej już brać ślub i zrobić dziecko, bo mam pracę. Jedynie dbaliśmy o relacje z dziadkami. Obecnie nie stoimy na super poziomie finansowym, ale nie jest źle. I właśnie stąd historia.

Starszy Brat [SB] chodził z 19-latką. Dziewczę raczej spokojne i miłe. Przynajmniej na tyle ile ją znam. Stało się tak, że w ich związku ma się pojawić dziecko. Co robią więc rodzice dziewczyny? Chcą wesele, skromne małe. Co na to rodzice mojego narzeczonego?
- W żadnym razie, nasz syn nie jest dziadem, żeby w remizie wesele robić.
SB dochodów w tamtym momencie nie miał prawie wcale. Łapał fuchy. Rodzice więc zaciągnęli kredyt i zaczęli rozsyłać zaproszenia. I my również je dostaliśmy. Pocztą.

Narzeczony zadzwonił do SB, że raczej się nie pojawimy, bo termin nam nie odpowiadał, a sama relacja narzeczonego z SB była, delikatnie mówiąc, niepoprawna. SB odpowiedział, cenzurując, że nasza obecność nic go nie obchodzi, bo to rodzice robili listę gości i on ma to gdzieś kto będzie, a kto nie. On się żenić nie miał zamiaru, a więc niech robią sobie co chcą. Ale nie obrazi się jak podeślemy coś na dziecko, skoro jesteśmy teraz z Wielkiego Miasta, hehe.

Narzeczony powiedział, że rozważy. Następny telefon to był do rodziców, których również informujemy, że nas nie będzie. Tu już prosto nie było.
- Narzeczony jest do pośladków bratem, skoro nie chce być na weselu.
- Oni specjalnie kredyt wzięli i wesele ma być duże i wszyscy mają być.
- Nawet Ciotka Klotka przyjeżdża z Reichu, to narzeczony tym bardziej musi być.
- Zaplanowany od 1,5 roku wyjazd na inny kontynent nie jest ważnym powodem.
- Liczą na naszą obecność i na to, że koperta zwróci koszty (tak, powiedzieli to wprost).

Koperta się nie zwróciła, nas na weselu nie było. Gdy było blisko narodzin Młodego, zadzwoniłam do (już wtedy) żony SB z pytaniem co im kupić. Zwyczajnie bałam się, że jak wyślę pieniądze to one gdzieś znikną i ani dziecko, ani matka nic nie skorzystają. Dziewczyna wysłała mi na FB wózek dziecięcy. Kwota była duża, ale wózek miał być na więcej czasu niż okres niemowlęcy, bo z możliwością przerobienia na spacerówkę. Zamówiliśmy, zamówienie dotarło. Dziewczę podziękowało, a SB? Przedzwonił do nas z pretensjami, że on wózek może sam sobie kupić, a jemu jest potrzebny hajs, bo zadłużył się u Zdziśka, a z roboty go wywalili. Narzeczony powiedział, że jego to nie obchodzi, bo to miał być prezent dla dziecka, a nie dla niego.

Dziadkowie wyjaśnili czemu SB został zwolniony. Otóż SB idzie w ślady ojca, ale już nie ma oporów przed piwkiem przed pracą, w trakcie, czy po. Dostał dyscyplinarkę, a moja przyszła teściowa poszła do pracodawcy, bo jak on śmiał jej syna zwolnić. Podobno z awantury jaką nakręciła, radość miała cała wioska.

Dziewczę SB poinformowane, że jeśli by czegoś potrzebowała - pieluchy itd, to ma pisać do nas. Nie pisała, bo jak się okazało wkrótce - rozwód.

Rodzice narzeczonego przedzwonili, że, cytując, ta wredna mała prostytutka, naciągnęła biednego SB na dziecko, a teraz się rozwodzi i alimenty chce. Zażądali, abyśmy znaleźli prawnika w Dużym Mieście, żeby to SB wygrał sprawę i żadnych alimentów małolata nie zobaczyła.

Narzeczony, mając już dość rodziców i SB, jasno powiedział, że na żadną pomoc od nas nie mogą liczyć. Mamy swoje życie, swoje potrzeby, a oni interesują się nami tylko gdy potrzebują pieniędzy. Rodzice zagrozili, że go wydziedziczą i że już nigdy ma się do nich nie odzywać.

My trwamy w tej prośbie, ale wczoraj rodzice zmienili zdanie. Zadzwonili. Zgadnijcie dlaczego?

Potrzebują pieniędzy.

rodzinka

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 184 (198)

#82181

(PW) ·
| Do ulubionych
Duża ogólnokrajowa firma hostingowa. Jedna z najlepiej rozpoznawalnych na rynku. Hostingi, ssl-e, VPS-y, logowanie tylko z hasłem o odpowiedniej sile. Nowoczesność i bezpieczeństwo pełną gębą.

Mam (jeszcze) u nich domenę. Wykupiona jakieś 8 lat temu i pomimo, że aktywnie eksploatowana, nie przeniesiona na serwer gdzie leżą pozostałe domeny. Ot, przeoczenie. Ale ponieważ od 3 lat, gdy zmieniły się dane mojej firmy, nie potrafią poprawnie wystawić faktury, zdecydowałem się przenieść usługę. Sprawa banalnie prosta. Potrzebuję kod authinfo, aby "zaparkować" domenę u innego operatora.
Dzisiaj mało nie umarłem ze śmiechu. Aby uzyskać ten kod muszę:

- zalogować się do swojego panelu klienta (normalne),
- wygenerować wniosek o kod (logiczne),
- wydrukować ten wygenerowany wniosek (zastanawiające),
- i uwaga! uwaga! - podpisany wniosek wysłać POCZTĄ. Tradycyjną Pocztą Polską.

Upewniałem się kilkukrotnie czy nie mają na myśli maila. Nie. Ma być wysłany papier.

Czy tylko mi się wydaje, że papier łatwiej sfałszować niż włamać się do skrzynki? Tym bardziej, że podpisów na papierze nie ma z czym porównać. Umowa na zakup domeny zawarta w sieci, nie wymagała żadnego zbędnego papieru...

Ot postęp, ot nowoczesność.

internet

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (159)

#82167

~dally ·
| Do ulubionych
Mam w grupie na studiach dziewczynę, roboczo nazwijmy ją Asia, która przez większość wolnego czasu szuka nowych domów dla kotów. Byłoby to całkiem sympatyczne i pożyteczne hobby, gdyby Asia nie była tak nachalna.

Na początku się polubiłyśmy, Asia wydawała się miła i życzliwa do czasu, kiedy przyznałam się że w moim domu rodzinnym zawsze były zwierzęta, ale na stancji nie mam żadnego. Od razu pokazała mi mnóstwo zdjęć kociaków, które czekają właśnie na mnie. Uprzejmie i zgodnie z prawdą wyjaśniłam, że wynajmuję mieszkanie razem z dwiema dziewczynami, które nie zgadzają się na zwierzęta. Asia nie przyjęła tego wytłumaczenia i autorytarnie kazała mi przenieść się do jakiejś kawalerki.

Mojego tłumaczenia, że nie stać mnie na kawalerkę i że pasuje mi aktualna lokalizacja nie przyjęła, zaczęła wysyłać mi oferty mieszkań do wynajęcia (przekraczających mój budżet) i codziennie pytać czy już zmieniłam mieszkanie, bo kotki czekają. Kilka razy próbowałam jej wytłumaczyć swoją sytuację, ale jak grochem o ścianę. W końcu przestałam odczytywać jej wiadomości, Asia się obraziła i dała mi na jakiś czas spokój.

Żeby nie było wątpliwości: Asia męczy nie tylko mnie. Codziennie wrzuca posty o kotach szukających domu na naszą grupę na twarzoksiążce, chociaż oba grupa ma służyć do przesyłania notatek i wiadomości stricte związanych z naszym kierunkiem studiów (nie jest to weterynaria, ani nic związanego ze zwierzętami albo przyrodą). Połowa grupy ma jej już dość. Do jednej z naszych koleżanek nawet pojechała bez uprzedzenia do domu, mając ze sobą kota w transporterze, bo była pewna, że kiedy koleżanka zobaczy zwierzaka na żywo zgodzi się go wziąć (oczywiście Asia się myliła).

PS. Na początku rozważałam, czy nie wziąć jednego z Asi kotów do domu rodziców, ale później zniechęciła mnie do tego swoją nachalnością.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (147)

#82163

(PW) ·
| Do ulubionych
Kiedy zaczynałam moją drugą "poważną" pracę, byłam młoda, głupia i naiwna, a do tego baaardzo zapalona do pracy. To wszystko w połączeniu z faktem, że na mojej trasie
do pracy raz były korki na 20-30 minut, a raz nie było ich wcale, sprawiało, że najczęściej byłam w pracy pierwsza. Dodatkowo najczęściej wychodziłam ostatnia, co oznaczało, że spędzałam w pracy o nawet półtora godziny dłużej (nadgodziny bezpłatne, ale o tym innym razem). Tak było przez pierwszych 15 miesięcy mojej pracy w tej firmie.

Później firma przeprowadziła się w miejsce, do którego czas dojazdu miałam znacznie stabilniejszy i zaczęłam dojeżdżać do pracy z kimś (dojeżdżałam po ok 50km w jedną stronę, więc bardzo mi się to opłacało). Ta osoba nie mogła zostawać dłużej z powodów osobistych, a ja stwierdziłam, że nie muszę już tyle wysiłku wkładać w zdobywanie nowych klientów co na początku, więc mogę zrezygnować z nadgodzin. Wiązało się to z tym, że zaczynałam i kończyłam pracę 5-10 minut wcześniej/później zamiast kilkudziesięciu minut.

Po dwóch miesiącach moja przełożona na zebraniu całego mojego działu, na którym był też prezes, oświadczyła ostro, że nie podoba jej się zmiana mojego stosunku do pracy i martwi ją to, że do niedawna byłam "jedną z osób, która przychodzi do pracy jako jedna z pierwszych i wychodzi jako jedna z ostatnich", a teraz tylko patrzę, żeby czmychnąć jak tylko wybije godz. 16. Piekielnie się wkurzyłam, bo po pierwsze w swojej wypowiedzi starała się jak najbardziej umniejszyć to, co robiłam wcześniej, a po drugie mój stosunek do pracy się nie zmienił - nadal byłam zaangażowana i starałam się jak mogłam (co było widać po wynikach finansowych - w tym czasie wyrabiałam ok 110% mojego planu sprzedaży), po prostu przestałam odwalać wolontariat i za to dostałam publicznie reprymendę.

Nie piszę tego, żeby się poskarżyć, że robiłam nadgodziny za darmo, bo sama sobie jestem winna. Chodzi mi tylko o to, że inni pracowali w normalnym trybie cały czas i nikt nie miał do nich żalu, natomiast kiedy ja przestałam dawać od siebie więcej nie otrzymując nic w zamian i zaczęłam pracować normalnie, musiałam wysłuchiwać pretensji.

praca

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (195)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni