Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#68269

(PW) ·
| Do ulubionych
W mieście obok mojego od około dwóch dekad odbywa się festiwal muzyki dawnej. W pewnych kręgach jest to już dość znana impreza. Raczej w klimatach słuchaczy radia Dwójka niż Trójka.

Finałowy koncert miał formę nieszporów połączonych z przedstawieniem teatralnym, w którym wszystkie partie były śpiewane przez chór lub sekcje chóru. Działo się to we wnętrzu barokowego kościoła, gdzie w migoczącym świetle świecy wszystkie złocenia, rzeźby, ramy i detale nabrały nowego życia. Głuchy też by się dobrze bawił na tym koncercie - tylko i wyłącznie zachwycając się wnętrzem.

W każdym razie - po koncercie przewidziana była "biesiada" na tyłach urzędu miejskiego. Piwo, kiełbasa, bigos, pochodnie, muzyka grana na cytrach i innych takich, kobiety w długich spódnicach i długowłosi mężczyźni. Zapowiadało się fajnie.
Niestety Urząd Miejski jest przy Rynku. A na Rynku prezydent miasta zorganizował Miejskie Dni Kultury, najwyraźniej uważając, że nie będą kolidować z biesiadą kończąca Festiwal Muzyki Dawnej. Co ciekawsze, okazało się, że w Urzędzie Miasta jakaś grupa młodzieży właśnie pobija rekord Guinnessa w czytaniu ciurkiem. Byli więc tak jakby między młotem a kowadłem.

Żeby było tego mało: na Miejskich Dniach Kultury grały same zespoły Disco Polo. No i akustyk chyba zapomniał, że wszelkiego rodzaju place to tzw. "wnętrza urbanistyczne" czyli wszelka muzyka huczy w nich jak diabli, bo dźwięk odbija się od ścian pierzei.
Efektem tego była "biesiada" w dźwiękach nieśmiertelnego hitu pt. "Ogarnij się" (w wersji koncertowej jeszcze jest saksofon), wspomaganego przez pijackie śpiewy koneserów kultury miejskiej. Smętnie palące się pochodnie oświetlały smętnie jedzących muzyków czekających aż koncert się skończy. W łomoczącym bicie z syntetyzatora, długowłosi mężczyźni i kobiety w długich, lnianych spódnicach konsumowali bigos, a rozmawiać o (naprawdę pięknym) koncercie się nie dało, bo myśli zagłuszało pierdzenie saksofonu.

Brawo dla władz miasta za spójną politykę kulturalną i zorganizowanie trzech imprez o kompletnie różnych profilach w odległości 50 m od siebie.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 359 (Głosów: 411)

#68218

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia miała miejsce pół roku temu w centrum Krakowa.

Pracuję obecnie w miejscu gdzie organizowane są różne posiedzenia, rady lub szkolenia. Zdarza się, że takie szkolenie trwa 2 dni po 8 godzin. W tym czasie jest zapewniony catering. Bardzo często zdarza się, że zostaje mnóstwo jedzenia, które trzeba albo wyrzucić albo po prostu wziąć do domu - właśnie tak zdarzyło się w tym dniu. Wszystko pięknie spakowane do osobnych pudełeczek, zupa w słoiku i wio na autobus. Godzina 14, więc osób na przystanku dużo, tym bardziej że blisko miasteczko studenckie i uniwersytet.

Stoję sobie spokojnie, gdy nagle podchodzi do mnie mężczyzna w wieku około 50 lat, widać że biedny, ale na pewno nie pijany. I pyta się mnie po cichu czy nie mam kilku złotych na jedzenie, bo on bezdomny. Ja już radosna, że mogę komuś pomóc i z wielkim bananem na ryju odpowiadam, że właśnie tak się składa, że mam przy sobie jedzenie.[Bezdomny] opuszcza wzrok i do mnie rzecze:

[B]: Msbdjsakjdhfhdfd.
[J]: Przepraszam, ale mógłby Pan powtórzyć, bo nie słyszałam.
[B]: A co Pani ma?
[J]: (lekki zonk, ale myślę, że może uczulony czy coś) Zupę krem z pomidorów, makaron ze szpinakiem oraz rybę
[B]: A to nie...
I poszedł sobie kilka osób dalej, ze spojrzeniem jak kot z Shreka, pytając czy nie pomogą biednemu bezdomnemu...

komunikacja_miejska

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 412 (Głosów: 438)

#68056

(PW) ·
| Do ulubionych
Jechałem kiedyś do Lublińca pociągiem. Siedziała mama z trojgiem dzieci, obładowani rzeczami do pływania i jedną dużą torbą. Zapytała o coś osoby po przeciwnej stronie, wywiązała się rozmowa. Babeczka zaczęła narzekać, że mają dużo rzeczy, trudno się z nimi pomieścić, trzeba wszystko nosić, a zajmuje to miejsce.

Pasażerka spojrzała i zasugerowała, że następnym razem trzeba z tego dużego, walającego się po korytarzu materaca i kół dmuchanych wypuścić powietrze - PRZED WYJAZDEM, a nie wozić powietrze pociągiem.

PKP

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 410 (Głosów: 436)

#68049

(PW) ·
| Do ulubionych
Od jakiegoś czasu pewna kobieta lat ok. 40 dostała na naszym osiedlu prawo jazdy (coraz bardziej zaczynam sądzić, że od Ruskich na targu).
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zdawała je... ponad dwadzieścia razy.

Kupiła sobie czerwonego Peugeota 206 i od tamtego czasu znana jest na osiedlu jako Królowa Kazachstańskich Szos i sieje postrach wśród wszystkich jego mieszkańców.
Ponieważ zmienia biegi rzadko(albo wcale) silnik Peugeota rzęzi jakby był torturowany, a kierunkowskazy jak każdy wie, są tylko do ozdoby, więc nie wiadomo, w kogo przygrzeje. Wszyscy modlą się, by prędzej zdarzyła się awaria i auto jej padło, niż jakiś człowiek.

Osiedle jest w strefie zamieszkanej, a ta jeździ jak Czterej biblijni, co najmniej 50-ką, wiecznie przekonana o swoim pierwszeństwie.
Wymusza pierwszeństwo na skrzyżowaniu. Podchodzi ze swojego cudem zatrzymanego auta sąsiad[S]:

[S]-Co pani robi?
[KKS]-Co ja robię? CO PAN ROBI JA SIĘ PYTAM! JA MAM PIERWSZEŃSTWO A PAN MI WYJEŻDŻA!
[S]-Pani, jakie pierwszeństwo?
[KKS]-PAN MA MNIE PO PRAWEJ STRONIE, PAN MA MI USTĄPIĆ!
[S]-KOBIETO, CZY TY ŚLEPA JESTEŚ? WIDZISZ TEN ZNAK "USTĄP PIERWSZEŃSTWA"?(już nie wytrzymał, też zaczął krzyczeć)
[KKS]-BO TEN ZNAK JEST ŹLE POSTAWIONY, JA MAM PIERWSZEŃSTWO!
I pojechała. Skacząc na progach zwalniających, bo kto by się zawieszeniem auta przejmował, jak i ograniczeniem prędkości.

Idę wczoraj wieczorem z psem.
Naraz zza zakrętu wyjeżdża ona. Szybko przycisnąłem psa (i siebie) do ściany bloku, czym uniknęliśmy spotkania trzeciego stopnia z jej maską.
Zatrzymuje się z piskiem opon (no spacerkiem to ona nie jechała) i zaczyna się drzeć:
[KKS]-POYEBANY JESTEŚ? PO JEZDNI ŁAZISZ? POD MASKĘ MI SIĘ PCHASZ?
[J]-Kobieto! Czy ty się dobrze czujesz? Zapier*alasz jak szatan i jeszcze drzesz japę? Mogłaś mnie zabić!
[KKS]-BO PO JEZDNI ŁAZISZ! CHODNIK OD TEGO JEST!
[J]-Bo to jest STREFA ZAMIESZKANIA. Tu chodzi się wszędzie. A ty masz ograniczenie autem do 20 km/h!
[KKS]-CO? CO TO ZA PIERDOŁY? POKAŻ MI GDZIE TU PISZE MI OGRANICZENIE? POKAŻESZ? NIE POKAŻESZ! BO JAK NIE MA ZNAKÓW, TO NIE MA OGRANICZENIA PRĘDKOŚCI!
[J]-A znak strefy zamieszkania to co?
[KKS]-TO JEST ZNAK INFORMACYJNY, ŻE TU MIESZKAJĄ LUDZIE! NIE OGRANICZA PRĘDKOŚCI!
I pognała do wozu, po czym odjechała pod swój blok, skacząc na leżących policjantach.

Ktoś ma jakiś pomysł, co z tym zrobić?
Byliśmy u męża baby, powiedział nam tylko, że "On nie jest jej niańką, hehe" i zatrzasnął drzwi.
Ktoś przebił jej opony, ale ona na to nie zważa -mechanika ma po znajomości (jakiś tam krewny) i wszystko jej robi za ćwierć darmo.
Policja powiedziała, że "zajmie się sprawą", ale nie wygląda, aby podjęła jakiekolwiek środki.
A my czekamy, aż ktoś zareaguje, albo aż kogoś zabije.

osiedle

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 429 (Głosów: 463)

#68045

~wariatuncia ·
| Do ulubionych
Było o szpitalach? Było. A było o szpitalach dla nerwowo i psychicznie chorych? No to będzie!

Taak, mam za sobą pobyt w takim to właśnie miłym ośrodku wypoczynkowym. Choroba psychiczna niestety nie wybiera i może dopaść każdego. Ale nie o tym będzie, a o piekielnych zaniedbaniach, głównie kwestii bezpieczeństwa.

Na oddziale, na którym byłam, pacjenci byli przeróżni. Od nieszkodliwych, mamroczących do siebie staruszek, po ludzi przypiętych pasami z ciężką schizofrenią. No i depresje. A jak to w depresji niestety bywa, także i ludzie z myślami samobójczymi... Ale nic to, przecież szpital zapewni nam "bezpieczeństwo"!

Oddział składał się z parteru i piętra. Na parterze byli ludzie ciężko chorzy i na obserwacji, po paru dniach trafiało się na piętro. Gdzie, generalnie, panowała samowolka i nikt nikogo nie pilnował... Oczywiście ze względów "bezpieczeństwa" zabierano nam ładowarki i paski od spodni, ale co widniało na ścianach? A piękne tablice korkowe, z zachęcająco wbitymi w nie pinezkami!
Nikt się nawet nie dowiedział, że jednej z pacjentek udało się taką pinezką pociąć.

Prysznic damski i męski znajdowały się w jednym pomieszczeniu, oddzielone drzwiami bez zamków - "bezpieczeństwo". I tak, mimo że kobiety nie mogły wchodzić na sale męskie i odwrotnie, kąpać się razem już mogliśmy, bo nikt nas nie pilnował...

Zdarzył się gwałt - nikt się bliżej nie zainteresował. Zdarzyła się para, która delikatnie mówiąc, poczuła do siebie miętę, i uprawiała swobodny seks bez zabezpieczenia. Facet z problemami, kobieta ciężko chora, nie do końca zdająca sobie sprawę z tego, co się wokół niej dzieje. Ktoś się zainteresował, dowiedział? A gdzie tam.

"Opieka" psychologa. Na jednej z wizyt zaczęłam snuć opowieść o pewnym traumatycznym wydarzeniu z przeszłości, pani przerwała mi po paru minutach w pół zdania i powiedziała, że dokończymy rozmowę innym razem. Po czym wyszła do pielęgniarek na kawę, gdzie radośnie opowiadała o swoim niedawnym urlopie, zajadając ze smakiem ciasteczka.
Rozmowy dokończyć nie chciałam. Nie mogła zrozumieć, dlaczego...
(nie, ta pani nie potrzebowała przerwy w pracy - byłam pierwszą osobą, której miała "pomóc")

"Terapia zajęciowa". Pomieszczenie do naszej dyspozycji, gdzie mogliśmy robić, co chcieliśmy - szydełkować, decoupage, książki, gazety, druty, robienie biżuterii... teoretycznie pod opieką terapeutki. Teoretycznie, bo pani terapeutka przeważnie piła kawkę w kuchni, paliła papieroska na zewnątrz albo plotkowała z pielęgniarkami. Wiecie - bezpieczeństwo przede wszystkim!
Nie wiem, może i jestem przewrażliwiona, ale czy zostawilibyście w pomieszczeniu panią, która mówi na przykład, że dzisiaj w nocy nas wszystkich zgwałci albo że będzie nas golić? Z nożyczkami, ostrymi drutami i szydełkami?
Taką panią można zostawić w spokoju, bo nie przeszkadza personelowi - ale już kobietę, która wstaje do pielęgniarek i mówi, że się boi spać, trzeba przypiąć pasami. "Bezpieczeństwo". Sama widziałam, jakie miała potem żywe rany na nogach, od za ciasnych ucisków...

"Opieka" nad ciężko chorymi. Kogo obchodzi, że pan przypięty pasami ma niezmienionego, śmierdzącego pampersa, albo że nikt nie pofatygował się go umyć? Nie raz słyszałam teksty do starszych pań "Boże, a ty znowu nalałaś??".

Gdyby nie to, że trafiłam na cudownego lekarza i spotkałam parę naprawdę kochanych, chętnych do pomocy pielęgniarek, straciłabym całkowicie wiarę w ludzkość.

A piekielny personel zapewniam - wariaci też swój rozum mają i doskonale zdają sobie sprawę z tego, co się wokół nich dzieje! Bo mam wrażenie, że nie wszystkie pracujące tam osoby o tym pamiętały...

słuzba_zdrowia szpital szpital_psychiatryczny

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 461 (Głosów: 537)

#68042

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o Polskiej Cebulaczce... wróć... Calineczce z Radomia, na wakacjach na Teneryfie.

Dawno, dawno temu, za górami, za morzami, na pewnej wyspie... (no dobra, darujmy sobie.

Historia zaczęła się już na lotnisku w Warszawie. Królewna cala w różu, z tipsami w diamenciki i torebka „PRADO” uwieszona swojemu Misiowi na ramieniu grubości jej talii. Ogólny obraz dość standardowy, myślę ze każdy z was ma ich właśnie przed oczami wyobraźni.

Lot był opóźniony o parę godzin, a że Polaka na wczasach nic nie zrazi, a czas trzeba było jakoś produktywnie wypełnić, zaczęła się impreza przed terminalem 21, zakrapiana wódeczką z wolnocłowego.

Co jakiś czas słychać było westchnienia Księżniczki przed całym towarzystwem, jak to cudownie spędzi ona czas z Misiem w raju, w resorcie All inclusive z basenem, jacuzzi i palmami... Misio szpanował jak to zasponsorował wyjazd swojej Księżniczce i że dla niej wszystko. Wyznaniom miłości i czułościom nie było końca..

Godzina 4 nad ranem, po sporym opóźnieniu, długim locie docierają w końcu do Hotelu...

Scena jaka się tu rozegrała z Księżniczką i Misiem w roli głównej warta jest Oscara.

Otóż okazało się że Misia stać było na bungalowy w ogrodzie obok hotelu (dwugwiazdkowe) ze śniadaniem, a nie w głównym czterogwiazdkowym hotelu, z którego Księżniczka oglądała foldery. Nie wiem czy to dlatego, że księżniczka zaczęła trzeźwieć, czy już było po północy i Księżniczka zamieniła się w ropuchę, ale histeria w jaką wpadła i awantura jaką zrobiła Misiowi o 4 nad ranem w recepcji była imponująca.

(K): K** co to ma być???? Ja tu do wypasionego hotelu przyjechałam, a w jakimś baraku mam spać?? Co to za rudera! Nie zostanę tu!!!! Wracam do Radomia!!! (tut nastąpił teatralny wręcz płacz).

(M): Ale skarbie, uspokój się, zaraz coś załatwię, nie martw się.

(K): Zostaw mnie k**!! Nie dotykaj!! To jakaś dziura zabita dechami! W kiblu nie ma nawet bidetu!!! Pier**** skąpiec jesteś!!! Dzwonię do mamy!!!

Mamo, wiesz co on zrobił? Jakieś baraki wynajął! Ja tu nie zostaje. (do Misia, który ja próbuje uciszyć) Odp** się ode mnie, nie odzywaj się!!! Z nami koniec!!! Mamo, załatw mi samolot, ja wracam do Radomia!!! Nie obchodzi mnie jak!!! Nie chce go więcej widzieć na oczy!!!

(M): Skarbie, uspokój się, jutro ci coś kupię.

(K): Spier****!!! Gdzie to jacuzzi, jak ja zdjęcia na fejsa wrzucę! Wszystkie mi zazdrościły, jak ja się teraz w Radomiu pokażę!

(M): K***, jak się zaraz nie uspokoisz to tak ci przy****....

Ta urocza wymiana zdań przy widowni złożonej z gości hotelowych, obudzonych, przyglądających się z balkonów, trwała co najmniej godzinę aż do interwencji hotelowej ochrony koło 5tej nad ranem...

Historia mogłaby się skończyć tym że zostali wyrzuceni i słuch po nich zaginął ale jak na bajki przystało (choć ta niestety jest prawdziwa) mamy Happy End. Misio dogadał się z obsługą, Księżniczka dogadała się z Misiem i dzień później widziana była jak robi selfie z dzióbkiem przy basenie głównego hotelu, z którego pozwolono im korzystać.

zagranica

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 318 (Głosów: 402)

#68039

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka dni temu musiałem zarejestrować się do dentysty. Wściekłem się przy tym nielekko i muszę przyznać że piekielności sporo było po mojej stronie. Dlaczego?

Wchodzę z samego rana na stronę swojej przychodni, wybieram numer i dzwonię do rejestracji. Godziny rejestracji, co wyraźnie zaznaczone, to 7-14. Wykonuję połączenia co 10-15 minut, zero odzewu. No cóż, trzeba się więc wybrać osobiście.
Przybywam punkt 12 do przychodni. Ludzi zero. Panie za ladą popijają kawkę śmiejąc się w najlepsze. No nic, podejmę ostatnią próbę, może telefon im padł. Biorę telefon w dłoń, wybieram numer i dzwonię. Urządzenie za ladą odzywa się natychmiast, reakcja pań zerowa. Czyli pora wkroczyć do akcji.
Podchodzę do lady, z telefonem przy uchu, aparat za ladą nadal wyje jak opętany.
[J]- Ja [PR]- Pani z Rejestracji.

[J]- Proszę odebrać telefon.
[PR]- (patrzy na mnie ze szczerym zdumieniem) CO PROSZĘ?
[J]- Nie, to ja proszę. O podniesienie słuchawki.
Pani niechętnie podnosi słuchawkę i przykłada ją do ucha.
[J]- A teraz mnie pani bardzo wyraźnie posłucha. W czasie gdy panie się opier***ały za ladą, ja dzwoniłem jak poje***y aby się zarejestrować do dentysty. Przez pań lenistwo, musiałem tłuc się przez pół miasta aby zrobić to, co powinienem móc zrobić siedząc w domu i robiąc to, co panie robią teraz, czyli opie**alając się w najlepsze. Powinienem w tej chwili udać się do dyrekcji tego przybytku i zapytać co się tu do cholery dzieje. Ale to za chwilę. Teraz zrobimy tak: Proszę mi znaleźć termin do dentysty.
[PR]- Na kiedy?
[J]- Na wczoraj.
[PR]- (cała spocona, sapiąc jak parowóz szpera w systemie) Za tydzień najbliższy termin.
[J]- To ja poproszę na jutro.
[PR]- Ale najbliższy termin...
[J]- Powiem wprost. W nosie to mam, tak jak pani, przez pół dnia miała w nosie mnie. Proszę mnie zarejestrować na jutro do dentysty.
Chwilę szpera w systemie, alleluja! Nagle znalazł się termin, dzień następny, 9 rano. Pani zbiera dane, wrzuca do systemu i po robocie.
[J]- Widzi pani? Trudno było? I pomyśleć że byłoby o wiele szybciej i przyjemniej gdyby tylko podniosła pani tę cholerną słuchawkę. To wcale nie jest takie trudne. Do widzenia.
[PR]- Do widzenia.

Wiem że ujawniłem sporą dawkę wrodzonej piekielności, ale od czego one do cholery są za tą ladą?

słuzba_zdrowia

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 627 (Głosów: 701)

#68040

(PW) ·
| Do ulubionych
Zawsze wydawało mi się, że dowcipy i narzekania na teściową są przesadzone. Do czasu, aż dorobiłam się własnej...

Jak zostać Teściową Roku? Oto kilka podstawowych porad:

- Zacznij znajomość z synową od kłamstwa. Nie byle jakiego! Na dylemat młodych co do swojej przyszłości, zmuś synową do porzucenia dobrzej płatnej pracy na rzecz przygarnięcia ich pod swój dach. Oportunistyczne uwagi, że nie lubi gospodarstwa i nie jest to jej wymarzony raj.

- Kłam, że sprzedasz krowy, roztaczaj wizję spokojnego domku na wsi z ogrodem, byle tylko przyszła. Buntuj syna, niech ją naciska. Potem przez 2 lata podpisuj po kryjomu dotacje na krowy, a na wytknięcie ci tego urządzaj dziką awanturę pełną wyzwisk i upokorzeń, nie zapomnij o wulgaryzmach!

- Kiedy wreszcie się złamie, możesz przystąpić do dzieła. Wchodź do przydzielonego im pokoju kiedy ci się podoba, nieważne czy w dzień czy w środku nocy. Po szafkach grzeb tylko kiedy nie ma synowej w pobliżu, więcej pooglądasz! Na zwrócenie uwagi zareaguj dziką awanturą, że to twój dom i masz prawo grzebać gdzie chcesz, przecież to twoje szafki. Na propozycję wstawienia dodatkowych szafek i przeniesienia rzeczy stanowczo odmów - ty decydujesz co stoi w twoim domu i nikt nie będzie niczego przed tobą chował.

- Gotuj obiadki codziennie, w końcu młodzi pracują. Pamiętaj tylko, aby skrupulatnie i systematycznie pomijać porcję dla synowej. Zostawiaj jej resztki albo puste garnki. Jak będzie próbowała oponować i zdecyduje się na samodzielne gotowanie, karm synka przed jej przyjściem swoim obiadem, niech swoje wyrzuca.

- Wszystkie rzeczy pozostawione przez nią w lodówce wyrzucaj po jednym dniu. Nigdy nie wiadomo kiedy coś się zepsuje. Nawet zamknięty jogurt. Tłumacz się obawą przed zakażeniem zepsuciem swojej kiełbasy, nie zapomnij o wrzasku.

- Wtrącaj się w gotowanie swojej synowej, pouczaj co jak ma zrobić, jak ty to robisz, wszak jesteś mistrzynią spalonych schabowych. To nic, że nie masz pojęcia o daniach takich jak spaghetti, risotto czy lasagne, i tak to umiesz! Jeśli cię nie słucha - poczekaj aż wyjdzie, wyłącz jej gaz pod naczyniami, zgaś piekarnik i dalej rób po swojemu. Na koniec absolutnie tego nie jedz, przecież masz swój honor i nie tkniesz jedzenia zrobionego przez NIĄ... Jak cię wygodni z kuchni, siądź w pokoju obok, otwórz drzwi i wyśmiewaj ją nie przebierając w słowach. Niech wie, że jest pogruchotana, żałosna, głupia i niedostukana.

- Każdy dzień rozpoczynaj od godzinnego wyśmiewania swojej synowej przy porannej kawie. Nazywaj ją darmozjadem, pasożytem, psią samicą, ścierką, damą lekkich obyczajów. Im więcej wyzwisk, tym lepszy efekt. Pamiętaj wytknąć jej lenistwo i nieudolność, bo nie dość, że nie potrafi wydoić krowy to jeszcze nie pójdzie w pole. Co z tego, że nie chciała od początku i pracuje zawodowo? Przecież priorytety są tylko jedne!

- Wtrącaj się we wszystko, dyktuj jak należy coś zrobić, jak sobie życzysz, żeby było zrobione, kiedy młodzi mogą iść spać, wyjść na spacer, dowiaduj się wszystkiego. Nic nie może cię zaskoczyć. Przy każdej możliwej okazji spotkania rodzinnego podkreślaj swój dystans i wolną wolę młodych, niech nikt nie wie, że działasz z ukrycia.

- Bądź prawdziwą panią domu. Tylko ty potrafisz sprzątać i robisz to najlepiej. Bierz co tydzień brudną szmatę z podłogi, w którą wycierane są kalosze ze stajni, nadziej na miotłę, opłucz tak w wannie i przeleć tym białe płytki w łazience. Każdy lubi nowoczesny design. Sedes również obleć w ten sposób. Po skończonej pracy rzuć szmatę w to samo miejsce i za tydzień powtórz cykl. Śmiej się z synowej, że kąpie się w japonkach i siada na papierze do załatwienia potrzeby, paniusia jedna z miasta. Jak zacznie sprzątać, wpadnij w histerię, wrzeszcz głośno do tego stopnia, że nie idzie cię zrozumieć. Nikt cię tyle lat nie poprawiał, trafiła się flądra!

- Rób awanturę za każdym razem, gdy jej pies wejdzie do domu. Przecież to bydle tak śmierdzi, brudzi dopiero co sprzątniętą przez ciebie podłogę i paskudzi ściany. Stanowczo nie życz sobie psa w twoim domu, jak wejdzie, wal go miotłą aż potrzebna będzie wizyta u weterynarza i gips. Za to twój kotek jest taki uroczy i kochany, że nawet załatwianie większej potrzeby na środku kuchni jest idealną okazją do celebrowania tego przez cały dzień. Sika jej do butów i łazi nawet po talerzach z jedzeniem? Słodziak, nie daj go ruszyć!

- Na widok jej umierającego Ojca na wózku inwalidzkim w ostatnim stadium nowotworu, który przyjechał się pożegnać, unieś wysoko głowę, omiń go w progu bez słowa i wyjdź z domu. Przecież dziad nie przywiózł wódki! Nie będziesz rozmawiać z kimś takim? Że się rozpłakał? Pewnie zrozumiał swój nietakt...Po jego pogrzebie, wróć do domu, zaproś swoją rodzinę i zrób imprezę przy wódce, pełną śmiechów, radości i wesołej skocznej muzyki. Ściągnij synka do siebie, niech ta pinda sama siedzi na górze, wszak ponurak nie umie się bawić, a tu taka okazja do napicia się...

- Na każdej rodzinnej imprezie podkreślaj jak to dużo potrafisz wypić. Nieważne czyja strona rodziny. Każdy będzie ci zazdrościł talentu. Opowiadaj jak to piłaś w pracy, ile potrafisz wypić i wsiąść na rower. Hit o upadku po pijaku z roweru w 7 miesiącu ciąży do rowu zostaw na koniec. Dopiero się zdziwią!

- Dramatyzuj przy każdej próbie zwrócenia ci uwagi. Przecież jesteś chora, nie wolno cię denerwować, w dodatku masz rację! Nie szkodzi, że choroba bliżej nie zdiagnozowana, a ty nie masz pojęcia o czym mówisz. Wrzeszcz, wyzywaj, poniżaj, jak nie zadziała, rozpłacz się i wrzeszcz jeszcze głośniej. Kiedyś się poddadzą. Po zwycięstwie chodź 2 tygodnie obrażona i ostentacyjnie trzaskaj drzwiami na jej widok. Niech zna swoje miejsce.

- Na wiadomość że twoja synowa nie wytrzymała i właśnie
się wyprowadza rozpocznij tyradę do synka jak to ta baba nic nie warta, głupia i bezczelna. Przedstaw się jako ofiara całego zamieszania, wypomnij swoje dobre chęci i uchylone jej niebo, wyrzuć całe dobro jakim ją oblałaś przez te dwa lata. Niewdzięczna gęś!

Pewnie zapytacie co mój mąż na to? Ano dałam mu wybór. Albo wyprowadza się ze mną albo zostaje z mamusią. Coż...za miesiąc rozprawa rozwodowa :)

Skomentuj (83) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 547 (Głosów: 699)

#68038

(PW) ·
| Do ulubionych
Krótkie zdarzenie z dzisiaj:

Jadę autem, widzę staruszkę, która właśnie dochodzi do pasów z wózkiem na zakupy i patrzy na lewo i prawo czy coś jedzie, więc się zatrzymuję.

Ona patrzy na mnie, ja na nią, ona nadal patrzy...
Więc pokazuję jej dłonią "proszę przejść" i uśmiecham się.
Nie powiem, zaskoczyła mnie:

"Ja nie wiem! Jedzie czy nie jedzie!? Co za jełopy jeżdżo!"...

Ruszyłam dalej, a w lusterku widzę jak wtarabaniła się na pasy między mną, a kolejnym autem. :)

pasy seniorzy

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 217 (Głosów: 253)

#68037

(PW) ·
| Do ulubionych
Pewna pani prowadzi własną działalność. Ma spory sklepik. Tak się złożyło że urząd skarbowy rozpoczął u niej kontrolę.
Wiecie czego się urzędasy przyczepili?
Że właścicielka robi wpłaty do banku wyższe niż ma utargi.
Nieważne, że wpłaty są co 2-3 dni, czyli normalne że skumulowane. Wg nich w danym dniu nie wolno wpłacać więcej niż się utargowało.

Oni to chyba w innej rzeczywistości żyją...

logika urzędnika

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 364 (Głosów: 390)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni