Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#51526

(PW) ·
| Do ulubionych
Znów mi się zebrało na podzielenie się kilkoma sytuacjami z mojej pracy, w sklepie monopolowym piekielności jest na pęczki i dzień w dzień ;)

1. Grupka młodzieży (sztuk trzy, płci brzydszej) w wieku ok. 15 - 17 lat chce nabyć ustnik szklany, potocznie nazywany lufką. Lufka kosztuje 50 groszy, młodzieńcy po przeszukaniu kieszeni wysupłali 30. Czy mogą 20 groszy za chwilkę donieść? Skoro za chwilkę, to sprzedam jak doniosą. A może mogę im te 20 groszy odpuścić? Nie. Czemu od razu nie, pani jest niemiła. A może pani za te 20 groszy kupi od nas wodę (butelka półlitrowa, napoczęta...)? Niestety, nie skusiłam się na tak intratną propozycję, co ma chyba jakiś związek z moim prowadzeniem się, bo zostałam nazwana "damą lekkich obyczajów".

2. Przyszło dwóch panów(razem), jeden kompletuje zakupy, a drugi stoi obok i czyni uwagi na temat mojego biustu. Za panami stoi jeszcze kilka osób w kolejce. Ignoruję erotyczne uwagi i propozycje, robię swoje (obsługuję tego, który kupuje). Proces dokonywania zakupów dobiega końca, pan od biustu nagle zmienia zdanie, bo rzecze: "I nawet się nie uśmiechnie, też bym się nie uśmiechał, jakbym miał takie paskudne cycki!" i wychodzi ze sklepu. Ja, wydając jeszcze resztę, mówię do pana kupującego tak: "Przekaże pan koledze, że ja rozumiem, że dla kogoś kawałek kobiecej piersi na żywo to może być niecodzienny widok, ale nie trzeba się od razu tak ekscytować." Obsługując resztę kolejki słyszałam kilka wybuchów śmiechu dochodzących z zewnątrz, a i ci, co stali w kolejce też się jakoś tak pod nosem uśmiechali ;)

3. Pan robi zakupy. Zakupy nabite, czas zapłacić.
Ja - 25 złotych 96 groszy.
Pan - A ja nie mam pieniędzy, haha i co teraz?
J - Albo pan zapłaci i zabierze zakupy, albo pan nie zapłaci i nie zabierze zakupów.
P - Haha, a jak nie zapłacę i zabiorę zakupy? (wyciąga łapy w stronę reklamówki na ladzie, ja byłam szybsza).
J - Może pan co najwyżej dostać gazem pieprzowym po oczach. (łapię za puszkę gazu).
P - (wyciągając portfel) Ale pani to w ogóle nie ma poczucia humoru, przecież żartowałem. Wszystko zawsze na poważnie, uśmiechnij się kobieto!
J - Pan wybaczy, ale ja w kradzieży nic śmiesznego nie widzę.
P - O matko, tylko żartowałem.

Z wielkim fochem zapłacił za zakupy i poszedł.
Po jakiejś godzince wrócił, akurat obsługiwałam grupkę stałych klientów - studentów. Stanął za nimi i zaczyna się żalić, że obsługa niemiła, nie można pożartować, na żartach się nie znają, nawet się uśmiechnąć nie chce, jak człowiek żartuje i tak w ten deseń. Poszłam do lodówki po piwo dla studentów, wracam, słyszę że dalej tłumaczy studentom, jakim smutnym człowiekiem jestem. W końcu nie wytrzymuję i zwracam się do niego:
- Przepraszam pana bardzo, czy pan jest może spokrewniony z Karolem Strasburgerem?" Na chwilę zapada cisza, po czym studenci wybuchają śmiechem.
Pan chyba mojego żartu nie złapał, bo ma minę, jakby nie wiedział o co chodzi, zmieszany opuszcza sklep.

Wystarczy, idę pracować ;)

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 560 (Głosów: 744)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…