Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#65070

(PW) ·
| Do ulubionych
Po tym jak rozstaliśmy się wraz z moją Lubą, pozostałem w przydużym domku, który dotychczas wynajmowaliśmy: zgrabne dwie sypialnie, spory salon, całkiem przyjemny ogródek (z którego to żyjątka lubiły często odwiedzać nas w środku...). Jako że było to zdecydowanie za dużo (i co ważniejsze za drogo) dla mnie samego, postanowiłem poszukać współlokatora - oczywiście najpierw wśród znajomych. I tak to trafił mi się Dylan - 21 letni syn dobrej znajomej, który to również parał się studiowaniem (domek był tuż przy uniwerku, na który to również w owym czasie uczęszczałem jednocześnie pracując).
Warunki omówione - chłopak płaci NZD$100 za tydzień, ja pozostałe NZD$150 +światło i internet. Wszyscy wydają się szczęśliwi.

Dylan był chłopakiem dość nieśmiałym - dziennie zamienialiśmy dosłownie dwa słowa, cały czas siedział w swoim pokoju, raz czy dwa miał jakiś gości, co mi niespecjalnie przeszkadzało.Potem zaczęły się schody - Dylan płacił bowiem czynsz z zasiłku socjalnego dla studentów, a żeby takowy dostawać trzeba... chodzić na studia, a z tym mój sublokator miał problem - jak się gra do szóstej rano (mówię serio, bo nie raz słyszałem odgłosy komputera jak w nocy wstawałem), to ciężko wstać na ósmą na uniwerek. Tak więc Dylan pożegnał się z instytucją oświaty, a tym samym ze źródłem pieniążków. Próba rozmowy z nim o zaległym czynszu przebiegała w ten sposób, że ja kulturalnie pytałem "Kiedy jest w stanie zapłacić" a on (patrząc na ziemię) mamrotał pod nosem coś w stylu "...jutro.. wkrótce... tak, na pewno pojutrze".

Normalnie bym go już wtedy wyrzucił, ale w końcu to syn dobrej znajomej... więc powiedziałem jej o tym problemie - rozwiązała go rejestrując Dylana jako bezrobotnego na zasiłku. Tak, Ona musiała go zarejestrować, bo chłopakowi się nie chciało...

No nic, nie mój cyrk, ważne że chłopak płaci - wszystko wróciło do normy na najbliższe dwa miesiące - Dylan spędzał całe dnie zamknięty w pokoju, nie wychodząc nawet do kibelka, otwierając drzwi jedynie gdy z jakiegoś powodu psuło się Wi-Fi (miałem ciut popsuty router, trzeba było go restartować przynajmniej raz dziennie). Po dwóch miesiącach Dylan znowu przestał płacić: otóż żeby dostać zasiłek dla bezrobotnych, trzeba co jakiś czas stawić się w urzędzie, podpisać listę czy nawet (o zgrozo!) zobaczyć półgodzinną prezentację w stylu "jak pisać CV". Dylan na takowe spotkania (raz na miesiąc) nie uczęszczał, więc zasiłek został obcięty.

O ile dotychczas go jakoś czasem widywałem, teraz kompletnie mnie unikał - potrafił przesiedzieć cały dzień w swoim pokoju, nawet odcięcie internetu nie wywoływało reakcji, próby komunikacji kończyły się na tym, że mówiłem do zamkniętych drzwi... Raz zdarzyło się, że wcześniej wróciłem z pracy - Dylan był w kuchni i żeby dostać się do pokoju musiałby przejść koło mnie - zamiast tego... wyskoczył kuchennym oknem i wszedł ponownie oknem do swojego pokoju.

Matce było chyba wstyd, zaczęła mi płacić z własnej kieszeni, Dylan natomiast zaczął dostawać minimalny zasiłek zdrowotny jako "osoba z problemami emocjonalnymi", co pozwalało mu regularnie zamawiać pizzę na wynos i jakoś unormować jego zachowanie.

Pewnej niedzieli, udało mi się go jakimś cudem zobaczyć stojącego w kuchni - tutaj trzeba zaznaczyć, że Dylan nie był czyścioszkiem - gdy przechodził koło mnie lepiej było wstrzymać oddech - zapytałem więc czy może by tak wyrzucił coś z tego jedzenia, które to powoli się psuje w lodówce, nim rozwijające się na nim życie utworzy cywilizacje. Odparł że wyrzuci jak będzie robić porządek, bo on się wyprowadza. Kiedy? Wkrótce.

Noooo dobra... Jeden problem z głowy, choć to sprawia że znowu będę mieć problemy finansowe. Wyszedłem na parę godzin, gdy wróciłem już go nie było, została tylko kolekcja brudnych talerzy w jego pokoju, spora porcja pizzy "brie" w lodówce i plastikowy miecz świetlny.

Dobra, mam dość sublokatorów: wynoszę się na mniejsze. Doprowadziłem mieszkanie do połysku i powiadomiłem właściciela że za 3 tygodnie (tyle wypowiedzenia miałem dać zgodnie z umową) się wyprowadzę. Teraz problem zaczął sprawiać właściciel - że jak to, że brudno, że kaucji nie odda, że jak wynajmowałem to w ogródku były zielone liście na drzewach a teraz jakieś brązowe (była kurde bele jesień!), że krzaki się rozrosły itp. No to dawaj, biegam z grabiami i łopatą, przycinam kopię, wywożę...
W międzyczasie znalazłem fajne, małe mieszkanko blisko mojego miejsca pracy.

Wreszcie nadchodzi dzień oddania starego mieszkanka - właściciel się krzywi, biega z paluchem po parapetach, zagląda pod piec - czysto psiakrew! Wreszcie z tryumfem gdzieś, na najwyższej, nigdy nie używanej półce dopatrzył się śladów kurzu i z tryumfem w oczach pokazuje mi maleńki kłaczek - będąc na to przygotowanym wyciągnąłem z kieszeni paczkę chusteczek antybakteryjnych i wytarłem to siedlisko brudu i zarazy.
Właściciel się skrzywił, kaucję zwrócił i zapytał się wrednie "ciekawe gdzie ja teraz tak dobre mieszkanie znajdę?" Odparłem że już od tygodnia mieszkam w całkiem ładnym miejscu, dziękuję bardzo. Po tym nawet się nie pożegnał, po prostu wziął klucze i wyszedł.

Później dowiedziałem się, że gdy moja obecna landlady dzwoniła do niego po moje referencje, opowiedział jej niestworzone historie o moim niedbalstwie, pijaństwie, burdach i że generalnie to nawet w chlewie mieszkać nie powinienem.
Na szczęście nie uwierzyła.

zagranica współlokator mieszkanie

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 475 (541)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…