Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
zarchiwizowany
Witam wszystkich. Dziś będzie o bezdomnych przy sklepach. Nieopodal mojego bloku znajduje się sklep. Często do niego chodzę po jakieś drobne zakupy, to i wszystkie panie kasjerki mnie znają, nawet się czasem pogawędzić Nam uda. Równie częstym gościem jest pewien jak mniemam, bezdomny, siedzący przy drzwiach i proszący o jedzenie. Dobre serce mam, to raz mu coś tam kupiłam, ale jak zaczęłam go widywać z browarem w ręku w towarzystwie równie imponująco wyglądających i zachowujących się "Sebków", to dzień dobroci dla zwierząt z mojej strony się skończył.
Przejdźmy do sedna sprawy. Podczas jednej z wizyt w sklepie, stojąc już przy kasie i rozmawiając o pogodzie z kasjerką, wchodzi sobie klient i od razu pretensje do pani zza lady, że jak to tak, że bezdomny siedzi i ludzi przy wejściu zaczepia, że ona MA COŚ Z TYM ZROBIĆ, po czym ruszył między regały. Wtedy nieco zasmucona pani (nazwijmy ją roboczo) Kasia takim oto monologiem zarzuciła: "Pani Rakietko, my już nie wiemy co w tej sytuacji robić. Proszę się nie nabierać, że on o jedzenie prosi, bo nie raz któraś z Nas widziała jak wyrzuca w krzaki obok dopiero co podarowaną przez kogoś bułkę czy sałatkę. On już sobie taki system wyrobił, że niby o jedzenie prosi, a ludzie zabiegani to częściej pieniążkiem zarzucą. Jednym klientom to lata, a innym przeszkadza i nam robią awantury, że oni sobie nie życzą, żeby jakiś menel pod Naszymi drzwiami ich zaczepiał. Raz mu wyszłam zwrócić uwagę to mnie zwyzywał. I co by człowiek nie zrobił, to ten wraca jak bumerang".
Żal mi pani Kasi i innych pań ze sklepu. Przecież to nie ich wina, że przyjdzie taki i się pod nogami plącze. Jak dla mnie cała sytuacja jest piekielna, a kto po ile od siebie dokłada, oceńcie sami.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (35)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…