Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77462

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia Ivette4 (#77452) przypomniała mi jak ja z gipsem poruszałam się komunikacją miejską. Z racji tego, że złamałam nogę w kostce (z przemieszczeniem), to gips był niemal pod samą pupę, z okienkiem na palce. Jako że nie chciałam opuszczać zajęć w szkole, radośnie co dwa tygodnie jeździłam na zajęcia. I być może nie byłoby w tym nic aż tak piekielnego (poza oczywistym faktem zagipsowania na 6 tygodni), gdyby nie fakt, że za każdym razem gdy jechałam do/ze szkoły musiałam STAĆ. Ani razu NIKT nie ustąpił mi miejsca. Co prawda było to "tylko" dwanaście przejazdów, ale sam fakt jest mocno smutny. Przecież na pierwszy rzut oka widać było, że manewrowanie dwiema kulami, z jedną nogą w powietrzu i ogarnianie stania w autobusie jest naprawdę sporym wysiłkiem. Ale, kto by się przejmował. Fejsbuki ważniejsze.

Pomoc przy wsiadaniu? Wysiadaniu? A gdzie tam. I tutaj najbardziej przykro, bo ja zawsze jak widzę panią z wózkiem albo staruszkę, która ma kłopot, to zawsze zagajam czy przez przypadek mogłabym pomóc. Dobro powraca podobno ;).

I jasne, ktoś powie "tyłek cię swędział, w domu trzeba było siedzieć". Pewnie. Sześć tygodni w czterech ścianach. Każdy o tym marzy. ;)

Ps. Nie miałam możliwości jeździć z kimś autem, ponieważ chyba musiałabym sobie za głowę nogę z gipsem założyć, żeby się w miarę wygodnie umieścić. Siedzenie z tyłu też średnio wchodziło w grę, bo spróbujcie z takiej wielkości gipsem wsiąść w trzy-dzwiowego Seata Ibizę. Choć nie wątpię, że "Polak potrafi". Ja wolałam nie próbować z obawy, że utknę i się nie wydostanę. Poza tym proces wysiadania wyobrażam sobie jako mocno żenujący dla kogoś, kto całe życie hasa jak pasikonik.

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 153 (203)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…