Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77858

~CrazyLazy ·
| Do ulubionych
Mówi się sporo o gnębieniu w gimnazjum, a co z gnębieniem... na studiach?

Tak, na studia licencjackie wybrałam kierunek, na który dostać by się mógł średnio rozgarnięty szympans (europeistyka). Tak wiem, nie świadczy to o mnie najlepiej, ale wtedy był to nowy i mało znany kierunek, w dodatku pięknie opisany z masą perspektyw po nim. Byłam z siebie dumna, bo nie dość, że poszłam na studia dzienne, do jednego z lepszych mniejszych i w dobrej lokalizacji) akademików, to w dodatku politechnika.
Szybko zawarłam znajomości z sąsiadami, zwykle starszymi rocznikowo studentami informatyki.

O mojej grupie kierunkowej nie miałam jakiegoś dobrego zdania. Ot wyrwali się ze smyczy, ich głównym zajęciem było na*ebanie się i chwalenie tym wszem i wobec. Takie cwaniaczki z dużym ego. Nie przeszkadzaliśmy sobie nawzajem, oni trzymali się w swojej grupie, mi wystarczały znajomości akademikowe. Oczywiście miałam kilku bliższych znajomych z euro, ale nasza znajomość ograniczała się do dzielenia notatkami i wspólnych projektów.

Pewnego razu dostałam wiadomość na gg, "elita" z europeistyki zaprasza mnie do akademika obok na picie. Nie miałam najmniejszej ochoty upadlać się z nimi, poza tym w ten właśnie wieczór koleżanka miała urodziny i szykowałyśmy się do klubu. Na kulturalne wyjaśnienie dlaczego nie, dostałam odpowiedź "no chodź, nie masz przecież żadnych znajomych a z nami chociaż czas miło spędzisz." Nie powiem, gul mi skoczył.

Odpowiedziałam że sama dobieram znajomych i ci z akademika mi wystarczą, bo wywołało falę kociokwiku. Jaki ze mnie forever alone, w dodatku brzydka i nielubiana na kierunku i ogólnie zdechnę jako dziewica. To pisali ludzie w wieku 22 lat, po maturze i szykujący się do obrony pracy licencjackiej. Olałam, zablokowałam.

Później przez ponad pół roku ktoś dzwonił do mnie o różnych wesołych porach. Najpierw z numeru zastrzeżonego ( trzecia nad ranem, piąta, czasem jedenasta w nocy). Później kiedy zablokowałam możliwość połączeń zastrzeżonych, z trzydzieści różnych numerów w pewnych odstępach czasowych również służyło jako "rozweselacz".

Byłam z tym dwa razy na komisariacie, powiedziałam że moja skrzynka blokowania jest pełna, że nie mogę teraz zmienić numeru, raz koszta, dwa że od dłuższego czasu szukam pracy i większość moich CV ma obecny numer. Oba razy panowie policjanci wzruszyli ramionami, jeden kazał mi iść do mojego operatora po wydruk połączeń, ale dodał że niewiele to da.

Acha, mieliśmy wspólne forum kierunkowe. Nic tam nie pisałam, od kiedy nasz cudowny starosta przełożył koło, co było nie na rękę większości grupy. Napisałam co o tym sądzę, a on z resztą dobrze znanych mi ziomków zaczęli mi odgrażać, że jestem taka cwana w sieci to zobaczymy co im powiem na zajęciach. Oczywiście przed, w trakcie i po zajęciach żaden do mnie nie podszedł, tacy bohaterowie.

Na magisterce zmieniłam kierunek i uczelnię, załapałam się na staż i bardzo polubiłam ludzi stamtąd. Wyjechałam do większego miasta, załapałam się na etat w prywatnej firmie.
Po dłuuugim czasie zaproszenie na facebooka wysłał mi "były kolega", w sumie głowa tej grupki alkusów. Okazało się że obronił licencjat i magisterkę z tego samego kierunku, nie miał żadnych dokonań ponad podstawę.

Ciężko mu było znaleźć jakąkolwiek pracę, wyjechał na jakiś czas do Anglii a teraz chce czegoś poszukać w Polsce. I czy bym go nie zameldowała na rok, bo chce się zarejestrować w Urzędzie Pracy.

Oczywiście kopsnie mi za to jakiś lepszy alkohol za pomoc. Odpisałam tylko "Miłego pobytu na bezrobociu, wszo ;)".

studia

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (208)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…