Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77906

(PW) ·
| Do ulubionych
Zawsze zastanawiało mnie, skąd biorą się historie o mamusiach z tak zwanym pieluszkowym zapaleniem mózgu.

Podejrzewałam nawet, że niektórzy zmyślają lub koloryzują historie związane z matkami, bo ciężko w niektóre było uwierzyć. Niestety, ostatnio dane było mi stanąć oko w oko z właśnie taką mamuśką.

Pracuję w dość drogim i ekskluzywnym sklepie odzieżowym w galerii handlowej. Była sobota, godzina 12, może 13 - idealny czas na zakupy. Był u nas dość spory ruch, ja akurat stałam nieopodal wejścia, by witać klientów i proponować pomoc.

W pewnym momencie wchodzi kobieta ze sporych rozmiarów wózkiem dziecięcym. Już na wejściu strąciła kilka pudełek z butami, których oczywiście nie podniosła. Naturalnie, myślałam, że pani ma zamiar wejść i chociaż pooglądać ciuchy, ale ona - nie zwracając uwagi na asortyment - powędrowała do mini kanapy dla osób mierzących buty, wyciągnęła dziecko z wózka, podciągnęła bluzkę i zaczęła karmić niemowlę.

Zdziwiłam się, bo przed samym sklepem stały dwie całkowicie wolne ławki. Mam niestety taki charakter, że zawsze wszystkich usprawiedliwiam, więc pomyślałam, że może pani chciała jednak pooglądać ubrania (choć nic na to nie wskazywało), dziecko było głodne (choć nie płakało), a matka nie chciała z wózkiem przepychać się z powrotem do wyjścia.

Poczułam się niezręcznie, bo klienci zaczęli posyłać kobiecie pełne oburzenia spojrzenia, niektórzy odsuwali się, bądź w ogóle wychodzili ze sklepu. Koleżanka stojąca przy ladzie posłała mi znaczące spojrzenie, wskazując dyskretnie na karmiącą kobietę. Nie miałam wyboru - musiałam interweniować.

Podchodzę więc i grzecznie mówię:
- Dzień dobry, przepraszam, ale jeśli nie mierzy pani butów, muszę panią poprosić o zwolnienie miejsca dla klientów - obok mnie stała inna kobieta z pudełkiem butów w ręku, więc miałam jak się bronić.

Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Mamusia na mnie nawet nie spojrzała, tylko rzuciła pod nosem:
- Dziecko karmię. Nie przeszkadzaj.
Aha, więc przeszłyśmy na ty. Wciąż grzecznie, lecz bardziej stanowczo tłumaczę:
- Na zewnątrz są ławki, a piętro wyżej może pani nakarmić dziecko w pokoju dla matek z dziećmi.
- Powiedziałam, że karmię, tak? - wreszcie spojrzała na mnie wrogo. Zaczynałam powoli tracić cierpliwość.
- Proszę pani, to jest sklep. Jeśli nie ma pani zamiaru nic kupić, muszę panią wyprosić.
- A może ja chcę karmić tutaj, co? - zapytała z uśmieszkiem.

W tym momencie włączyła się klientka z butami, która nie owijała w bawełnę i wprost powiedziała, że chce przymierzyć buty i nie ma zamiaru tańczyć w powietrzu, bo baba przyszła nakarmić dziecko.

Mamusia w końcu zebrała się urażona i rzuciła na odchodne:
- Zgorzkniałe baby, pewnie same dzieci nie macie i zachowujecie się jak pępki świata. Moja noga więcej tu nie postanie!

I nie postała.
W sumie to nawet dobrze.

mamusie dzieci matki

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 297 (335)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…