Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Wściekłam się.
Bardzo się wściekłam na ludzką znieczulicę i będę się jeszcze długo wściekać.

Godzina niemalże wpół do pierwszej w nocy, dzwoni przyjaciółka, dajmy na to Ala, czy nie odbiorę jej z przystanku, bo po tramwaju kręci się jakiś dziwny koleś. Zaczepia ją i ona się boi. Ochroniarz ze mnie żaden, ale w potrzebie się nie zostawia przyjaciół. Wszyscy domownicy śpią już jak zabici,a poza tym dziadkowie, moja mama i dziewięcioletni brat nie nadają się na obrońców w takim samym stopniu co ja. Tata, który jako jedyny mógłby pomóc jest w pracy, więc biorę moją Morię i pod pretekstem nocnego spaceru idę. Ustaliśmy z Alą na szybko przez sms-y, że powinna dojechać za 10 minut.
Czekam 10 minut. 15. 20.

Zaczynam dzwonić coraz bardziej nerwowo i kiedy na nic nie ma odpowiedzi podejmuję decyzję i ruszam przed siebie. Trasa idealna do zilustrowania "Fear of the dark", stare ogródki działkowe, lamp brak, naokoło w kółko coś chrobocze. Świecę latarką w telefonie i co chwila wołam Alę. Uszłam tak dwa przystanki i tu następuje zwrot akcji i wyjaśnienie czemu jestem taka cholernie wściekła.

Z drugiego tramwaju na pełnym biegu wysiada, a raczej wyskakuje Ala i biegnie w stronę ulicy. Krzyczę i Ala zawraca w moją stronę, a przy tym zaczyna zbliżać się do niej wysoka męska sylwetka. Znowu szybka decyzja, podbiegam do niej - wsiadamy. Delikwent w ostatniej chwili wepchnął stopę w drzwi i zbliża się do nas.

Ciarki mnie przeszły, jak go zobaczyłam. Wieki, gruby facet. Do tego jego wyraz twarzy, spojrzenie. Jeśli kiedykolwiek poczuliście się brudni, kiedy ktoś na was patrzył w obleśny sposób to pewnie rozumiecie o czym mówię.
Tramwaj pusty, tylko on, ja, Ala... i Moria, która jak się może domyślaliście jest psem. Mieszanka mastiffa z owczarkiem australijskim. Imię zawdzięcza czarnemu umaszczeniu i niebieskim oczom. Jest pięknym, puchatym, ale także wielkim i silnym zwierzakiem, który w tym momencie chyba wyczuł moje przerażenie i wyrwała do przodu.

Zaskoczyła mnie, puściłam smycz. Niedoszły gwałciciel zaczął się cofać. Podeszłam do mojej czarnej bestyjki, złapałam za obrożę i kazałam Panu Oblechowi wysiadać jak najprędzej. Ujadająca Moria i to, że sytuacją zainteresował się motorniczy, podziałały gdyż wysiadł na kolejnym przystanku.

Odetchnęłyśmy z ulgą i zaczęłam wypytywać Alę, co się działo. Z każdym słowem szlag trafiał mnie coraz bardziej. Pan Oblech dosiadł się do niej, i złapał za kolano. W pierwszej chwili Ala myślała, że może zrobił to niechcący, ale potem złapał ją znowu i zaczął sunąć ręką wyżej. Wydarła się na niego. Zero reakcji. Walnęła go telefonem w rękę, efekt podobny. Wstała i przesiadła się bliżej grupki ludzi. Od nowa. Błagalne spojrzenia w stronę innych pasażerów nie pomagały. Wszyscy tylko z niesmakiem się na nią patrzyli. Wtedy zadzwoniła do mnie. W końcu wstała i pisząc sms-a podeszła do drzwi. Poszedł za nią i złapał od tyłu. Zarobił soczystego liścia z odlewem.

Tramwaj się zatrzymał i Ala w panice wysiadła. Widziała przez szybę, że ludzie pokazują ją palcami. Uciekła w stronę ulicy, szedł za nią, nie śpieszył się. NA nieszczęście dla Ali o tej porze na przedmieściach ludzi praktycznie nie ma. Zatoczyła koło i miała szczęście trafić na spóźnione tramwaje, które zablokowało źle zaparkowane auto na jakiejś wąskiej ulicy (wręcz jestem temu burakowi wdzięczna). Wsiadła, on za nią. Praktycznie nie było tam ludzi, więc Ala postanowiła zdezerterować na kolejnym przystanku i wiać do domu na piechotę - może po drodze trafiłaby się pomoc. Resztę historii znacie.

Nie mam słów na tych ludzi. Nikt nie mógł podejść i kazać mu się odp..lić? A gdybym nie zdążyła? Gdyby Morii nie było? Nie chcę o tym myśleć. Tyle się gada o wypadkach, o pomocy i wrażliwości na cudzą krzywdę. Powtarza się w kółko, że gwałt jest zawsze gwałtem, że nie należy robić winnego z ofiary... A jak przyjdzie co do czego, to taki ch*j. Nikt się nie będzie angażował, a potem wszyscy płaczą, bo stała się tragedia.

P.S. Uprzedzając pytania, Ala wracała z pracy, była ubrana w dżinsy i koszulę. Zdecydowanie nie wyglądała na typowy obiekt seksualnych marzeń. Co do Morii, nie jest agresywna, ani nigdy nie była szkolona na psa obronnego. To domowy pieszczoch, którego nie potrafiliśmy oddać, pomimo, że mamy małe mieszkanie. Stanęła po prostu w mojej obronie, z czego jestem bardzo dumna. Okazała się mieć więcej ludzkich odruchów niż co poniektórzy.
Wciąż jestem wściekła... Ech...

ludzie

Skomentuj (55) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 199 (257)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…