Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81112

~tututututtrrut ·
| Do ulubionych
"Jest, w końcu" - pomyślałam triumfalnie, otwierając drzwi do bloku. Padał lekko deszcz, a zima jeszcze nie przyszła, mimo że już dobrze po świętach. Przez 4 godziny siedziałam w ciasnym przedziale najnowszego cudu PKP, który mógłby być równolatkiem moich rodziców. W perspektywie miałam jedno- położyć się spać.

Wtoczyłam się z walizką do windy. "Dobry wieczór" powiedziałam sąsiadowi, który zdążył dopaść zamykających się drzwi. Padają słowa o pogodzie. Tradycyjny windowy temat. "Piętro szóste" pada komunikat. Życzę dobrej nocy i kieruję się do mojego mieszkania. A właściwie pokoju, bo mieszkanie wspólne, studencko-pracujące.

Przekręcam zamek, otwieram drzwi. Uderza mnie ciepło oraz odruch wymiotny. Ktoś musiał nam podłożyć trupa. Albo szczury przeprowadziły zmasowany atak i urządziły sobie u nas kuwetę połączoną z cmentarzem. Zaświecam światło. Patrzę się na wspólną kuchnię, która przeżywa syndrom poimprezowy. Musiała dużo przeżyć i wypić dużo alkoholu, gdyż w rogu znalazły się wymiociny. W zlewie mięso, które chyba zdążyło już samo się przetrawić. Butelki, szklani wypełnione napojami. Albo czymś co kiedyś nimi było. Paczki po chipsach walają się po ziemi. I do tego smród. Niczym skrzyżowanie wysypiska, publicznej toalety, a także wszelkich innych zapachów, przy których zapach obórki jest jak perfum od Armaniego. Wszystkie publiczne grzejniki rozkręcone na maksa i szczelnie zamknięte okna. Pięknie.

Wyciągam telefon. Na szczęście koleżanka wróciła już do miasta. Wycofuję się. Zakluczam drzwi. Po klatce roznosi się dźwięk moich kroków oraz "trytytyty" kółek walizki.

Bezpieczna u koleżanki rozpoczynam dochodzenie. Ja wyjeżdżałam prawie ostatnia - pozostała w naszym gniazdku jedynie Patrycja. Studentka politechniki, która już kilka razy zdążyła narobić w naszym raju bałaganu. Ale cóż, nie oceniam pochopnie. Dzwonię do pozostałej dwójki lokatorów. Jeszcze nie dotarli. Poradziłam im, aby kupili maski przeciwgazowe, bo w mieszkaniu jest tragedia. Wracają za tydzień. Szczęściarze. Następny telefon wykonałam do Patrycji. Ta odebrała zaspana, a nawet nie było 21.

- Cześć Pati, ty wyjeżdżałaś ostatnia, tak?
- No tak, 20. A czemu się pytasz?
- Bo przed wyjazdem trzeba było posprzątać po twojej wigilii dla znajomych, szczególnie, że jest tam jak na śmietniku".
- Nie rób tragedii, ogarnę po powrocie.
- Zapłacisz za firmę sprzątającą, a nie posprzątasz, bo do mieszkania nie można wejść.

Pominę dalszą część konwersacji, bo nie warto przytaczać tak emocjonalnych zdań. Szczególnie z dużą ilością agresji. Na czwartek zamówione sprzątanie. Może jednak wrócę do pokoju do końca tygodnia, zamiast spać w wannie u koleżanki.

pokój smród

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (214)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…