Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84450

~Borat ·
| Do ulubionych
Jak się załatwiało kiedyś problemy w szkole.

Część mojej rodziny, ta od strony ojca, pochodzi z dalekiego wschodu Europy, a konkretnie z kraju, którego tylko mała część leży w Europie, a reszta w Azji i nie mówię o Rosji - niech mój nick wam podpowie. ;)

Z tego względu mam nieco azjatyckie rysy twarzy, co było szczególnie widoczne, gdy byłem dzieckiem i nie wszystkim to się podobało.

Było to w gimnazjum, pierwsza w klasa, około 2002 roku. Uczepił się mnie jeden taki patus. Kurdupel, w walce nie miałby szans (a bić się musiałem często, zazwyczaj dostawałem w dziób), więc męczył mnie inaczej. To mnie opluł, to czymś rzucił we mnie, to zwyzywał. Robił to z bezpiecznej odległości, a gdy zaczynałem go gonić, to biegł zawsze do najbliższego nauczyciela (gdyż ci zawsze patrolowali korytarze, a wtedy kamer w szkołach nie było) i skarżył się, że go chcę pobić. Oczywiście dostawałem reprymendę i na nic zdały się moje tłumaczenia, że to on regularnie mnie zaczepia, obrzuca wyzwiskami i różnymi przedmiotami, pluje na mnie itd. Tego nauczyciele nigdy nie widzieli lub nie chcieli widzieć, widzieli jedynie, że go gonię.

Któregoś dnia szczęście się do mnie uśmiechnęło.

Jadę sobie rowerem i widzę, jak po chodniku z naprzeciwka idzie ta menda. Korzystając z tego, że mnie nie zauważył, zeskoczyłem z rowera, podbiegłem i sprzedałem mu trzy szybkie luty w cymbał, po czym wsiadłem na rower i odjechałem.

Nazajutrz w szkole aż się zdziwiłem, bo nie biłem wcale mocno, a miał podbite oko i przeciętą wargę. Przestał mnie zaczepiać i do końca szkoły już nie miałem z nim problemów.

szkoła przemoc

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 118 (176)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…