Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#84777

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie krótko i treściwie.

Środa, trasa w okolicach wiejskich, teren zabudowany ale tylko z nazwy- wszyscy jadą 80-90. Z naprzeciwka jadący samochód wrzuca lewy kierunkowskaz, będzie zjeżdżał z drogi przecinając przeciwny pas ruchu. Zatrzymuje się i czeka na wolne, przejeżdżam obok niego ja i kilka innych samochodów.
Wtem słyszę mały huk po czym większy huk i jeszcze kilka mniejszych.
Co się okazuje- Pan skręcający stał na już skręconych do zjazdu kołach. Jadący za nim nie ogarnął swojej prędkości czy przysnął- tak czy inaczej lekko go puknął w tył. Ale to lekko wystarczyło, żeby samochód potoczył się 2-3 metry do przodu. Idealnie pod zestaw ciężarowy. Pana skręcającego rzuciło na pobocze, dachował i skończył na drzewie. Trup jeden bo jechał sam, tyle szczęścia w tym wszystkim.

Sobota, ta sama trasa, miejsce trochę inne. Scenariusz ten sam. Kubek w kubek to samo. Z jedną różnicą- z naprzeciwka nic nie jechało. Ale mogło jechać. Gdyby jechało byłby kolejny trup.

I w związku z tym mój mały apel: koła skręcajcie dopiero jak już zaczniecie skręcać. Nie wcześniej. I nie ważne czy na trasie, w mieście, na zwrotce czy gdziekolwiek. Jeśli się da stójcie na prostych. Bo wtedy cierpi kufer i duma, ale życie zachowane. Przypadków wjechania w tyłek są tysiące, zdarza się, każdy rozumie. Ale nie ma potrzeby robić z tego wypadków śmiertelnych- naprawdę.

droga krajowa

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 5 (7)
poczekalnia

#84774

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Programy antyplagiatowe

Przez kilka lat byłam związana z uczelnią. Nie tylko jako studentka. Kilka lat temu wszedł obowiązek wrzucania prac licencjackich i magisterskich w program antyplagiatowy. Na jednej z rad wydziału tłumaczono wszystkim wykładowcom, którzy będą promotorami, jak należy interpretować wyniki otrzymane z programu.

Jasno i, moim zdaniem, logicznie, wyjaśniono, że będzie tak, że np. program wyrzuci nam 80% podobieństwa (szczególnie przy licencjacie, który jest zazwyczaj odtwórczy) do innych opracowań, ale... jeżeli student będzie mieć przypisy, to nie ma mowy o żadnym plagiacie i rolą promotora jest oświadczyć, że w pracy znajdują się stosowne odwołania i podstaw do odrzucenia licencjatu nie ma.

Czerwiec. Szał obron. Koleżanka pisze licencjat i panikuje, bo na jej uczelni nie "przechodzą" prace, które będą mieć 35% lub więcej podobieństwa do jakichś innych opracowań. To, że w jej pracy znajdują się odpowiednie przypisy do każdej przytaczanej definicji czy cytowanych słów badaczy, pana promotora nie obchodzi. Wiec teraz cała grupa siedzi i zamiast szlifować prace, by były lepsze merytorycznie, dziubie białe kropeczki (czcionka 1) co czwarty wyraz, by oszukać system.

uczelnia

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 56 (58)
poczekalnia

#84773

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira".


Przybyła do nas Wiosna, na ulicach pojawili się rowerzyści i tzw. "pedalarze". Przedstawiać ich nie trzeba, każdy wie co ich różni.


1. Wałcz, droga krajowa nr 24. Przejeżdżam przez miasto, jadę w stronę Szczecina. Wykonuję manewr skrętu w lewo na skrzyżowaniu 4-wlotowym z łamanym pierwszeństwem. Po wykonaniu manewru, zatrzymałem się przed przejściem, chwilowo blokując naczepą część skrzyżowania, żeby przepuścić pieszych, którzy mają pierwszeństwo. Piesi sobie przeszli, ja ruszam i pojawia się on- "pedalarz", któremu nie pasuje oczekiwanie i postanawia mnie ominąć z prawej strony (!!!). Nawet nie widziałem go w lusterku, bo prawdopodobnie wyjechał z podporządkowanej. Po prostu znalazł się przede mną, kiedy wjeżdżałem już na przejście. Na użyty przeze mnie sygnał dźwiękowy, odpowiedział pokazując środkowy palec.

2. Świnoujście, dojeżdżam z ładunkiem do portu. Muszę skręcić w niewielką uliczkę dojazdową do portu, która biegnie chwilę równolegle do głównej (dla ciekawskich, obie ulice noszą nazwę "Norberta Barlickiego", ja skręcałem w kierunku ulicy "Nowoartyleryjskiej". Możecie sobie wyobrazić jak trzeba się złamać) więc włączam prawy kierunkowskaz. Widzę, że z tej ulicy chce wyjechać inny zestaw, dlatego błyskam mu drogowymi, bo obaj się nie zmieścimy. Kierowca wyjechał, a ja dla ułatwienia manewru postanowiłem zjechać połową zestawu na przeciwny pas ruchu. Rozpoczynam manewr i wtedy przed maska pojazdu przejeżdża mi rozpędzony rowerzysta, któremu oczywiście nie w smak jest zwalnianie i ustępowanie pierwszeństwa, bo ktoś skręca w prawo.

3. Maków Mazowiecki, droga krajowa nr 60, jadę w kierunku Ciechanowa. Pokonałem rondo i rozpędzam ciągnik do ok. 30 km/h. Widzę na chodniku starszą panią jadącą rowerem, z doczepionym po lewej stronie lusterkiem wstecznym. Mam czasami taki moment, kiedy wiem, że ktoś mi wymusi lub coś odwali. Nie inaczej było tym razem. Zbliżam się do rowerzystki. Kiedy dzieliło nas ok. 5 metrów, pani postanowiła bez żadnej sygnalizacji wjechać na jezdnię!. Od razu wcisnąłem hamulec i klakson, bo do kolizji dzieliły nas centymetry. jaka była reakcja rowerzystki? Nawet się nie obejrzała co zrobiła (ciekawe czy w lusterku widziała, pod co się pcha), machnęła tylko ręką w geście przeproszenia. Tylko co by mi dały jej przeprosiny, gdyby w tym momencie leżała pod ciągnikiem?

Drodzy rowerzyści. Nikt na drodze nie jest alfą i omegą. Szanujcie przepisy, miejcie świadomość, że to Wy jesteście poszkodowaną stroną w każdym zdarzeniu. Jak oglądam filmiki z Waszymi wyczynami, jestem za wprowadzeniem obowiązku rejestracji rowerów i ubezpieczenia OC.

Wałcz Świnoujście Maków Mazowiecki DK10 DK60

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 35 (43)
poczekalnia

#84770

~Zerme ·
| było | Do ulubionych
Historia dziewczyny, która w ciemności wpadła na rower, przypomniała mi sytuację, która zdarzyła się, gdy chodziłam do liceum. Jeździłam wówczas na rowerze praktycznie cały rok. Większość trasy do szkoły przebiegała po wałach nad rzeką, które nijak nie były oświetlone, ja jednak miałam solidną lampkę rowerową, więc wszystkie przeszkody bez problemu omijałam.

Jednego dnia kończyłam o 17:30, jak to w zimie, było już zupełnie ciemno. Jechałam szybko (ok. 25 km/h), spragniona obiadu. Nagle widzę, że po jednej stronie ścieżki stoi facet, po drugiej pies. Zwolniłam, nie chcąc sprowokować zwierzaka (bardzo się boję goniących mnie psów niezależnie od gabarytów). Dosłownie ma 5 metrów od gościa zauważyłam, że pies jest na smyczy. Tak, była to absolutnie czarna smycz, bez żadnych elementów odblaskowych. Zresztą ani pies, ani jego wlasciciel też odblasków nie posiadali.

Na szczęście mam hamulce tarczowe, zareagowałam natychmiast, praktycznie usadziłam rower w miejscu, smycz się tylko lekko wygięła. Byłam tak zszokowana, że nawet nie pomyślałam, żeby ochrzanić tego półgłówka. Boję się myśleć, co by się stało, gdybym jej nie zauważyła albo gdybym miała słabsze hamulce. Pewnie utrata zębów by była najłagodniejszą rzeczą...

rower pies

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 47 (63)
poczekalnia

#84769

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Bareja wiecznie żywy.

Na okoliczność pożarcia zapiekanki w bistro, na jednym z dworców miast jeszcze niedawno wojewódzkich, musiałem pilnie zwiedzić toaletę. Ba, nie tyle "musiałem", co MUSIAŁEM.

Wpadam do przybytku, gdzie panie na lewo, panowie na prawo, na wprost okienko od biura siły fachowej, tzw. pisuardessy, która to sama, wychodziła akurat z części męskiej, dzierżąc w dłoni mop.

Już witam się z gąską prawie, a tu toaletowa siła fachowa do mnie: "Najpierw płacimy, potem korzystamy"! AAAAAAAAA, pomoooooocy!!! Portfel, dycha i chcę przejść, a tu Cerber do mnie: "Reszta będzie"!!! Ratuuuuuuunkuuuuuuu!!! I gmera i dłubie i szuka zawzięcie, a ja zastanawiam, czy mam w bagażu zapasowe portki. Wydała, prawie ją rozdeptałem, ufff zdążyłem.

I nagle, puk puk do drzwi kabiny i głos: "Papier przyniosłam"...

Eeeee? To znaczy jak, miałem drzwi otworzyć i podziękować, czy jak?

Opuściłem ten przybytek, nie wierząc, czy to co przeżyłem, wydażyłosię naprawdę, czy też od upału dostałem fiksum dyrdum...

toaleta dworcowa

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 28 (88)
poczekalnia

#84768

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Siedzę sobie na ławeczce wpatrując się w wodę na naszym lokalnym zalewie. Idą dwie dziewczynki, jedną kojarzę, ma 12, najwyżej 14 lat. Drugiej nie znam, ale z wyglądu na starszą nie wygląda. I ta druga właśnie, zachowuje się co najmniej niestosownie co do swojego wieku. Ubrana jest tak kuso jak to możliwe, top w sumie wyglądający jak sportowy stanik, i spodenki zmierzające już w majtki, także sporo pośladka na wierzchu. Kręci tyłkiem w sposób jednoznaczny, uaktywnia wdzięczenie się gdy mija jakiegoś chłopaka. Przechodząc koło mnie przejeżdża językiem po wargach w sposób nie pozostawiający złudzeń. Tak mnie zamurowało że nawet nie byłem w stanie zwrócić jej uwagi. Przepraszam za stwierdzenie, ale wyglądała jak typowa Karyna szukająca bolca. Przypominam , że miała nie więcej jak 14 lat.


Co się dzieje z dzisiejszym światem? Ja rozumiem że dzieci szybciej dorastają, ale żeby aż tak? Gdzie byli rodzice, wypuszczając i być może nawet kupując jej takie ciuchy? Do tej pory jestem zszokowany.

Ławka Zalew Miejsce Publiczne

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 57 (105)
poczekalnia

#84766

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Bardzo Was proszę o radę, bo mi już ręce opadają. Mieszkam w miejscowości X. Numer mojego domu to 12 y, sąsiada, który mieszka na przeciwko 12. Od ponad 2 miesięcy nowy listonosz nagminnie wrzuca listy do sąsiada z numerem 12 do mojej skrzynki. Były próby rozmowy z listonoszem, sąsiad jeździł na pocztę i tłumaczył, aby listy wrzucać do jego skrzynki. Dla mnie nie problem odnieść listy do sąsiada, ale jednak nie jest to moja praca, mi za to nie płacą. Najlepsze w tej historii jest to że dzisiaj były dwa listy do sąsiada, i jeden do mojej Mamy (oczywiście w mojej skrzynce) i tak się zastanawiam, czy listonosz jest aż takim debilem żeby nie zauważyć, że adres do sąsiada jest inny? Bardzo proszę o rady co można jeszcze z tym zrobić, bo mi powoli nerwy już się kończą

Listonosz w małej miejscowości

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 37 (61)
poczekalnia

#84761

~1311m ·
| było | Do ulubionych
Czytałam piekielne historię jakiś czas, w końcu stwierdziłam, że sama swoją opiszę.

Mieszkam w bloku, w pewnym większym mieście. Mieszkam na parterze, przed moim oknem znajduję się plac zabaw i ławki (które są okupowane przez madki i emerytki przez 16h dziennie) całe blokowisko jest monitorowane (ważna informacja, sami zobaczycie czemu).

Pewnego słonecznego dnia, tuż przed godziną 14 wyszłam z moim psem na szybki spacer, przed pracą.
Ławki i plac zabaw okupowany od godziny 8 rano. Nie ważne, że w samym cieniu temperatura kosmicznie wysoka.
Idę z psem jak zwykle na krótkiej smyczy (pies 15kg, sięgający do kolan, kundelek ale dość silny) czemu na krótkiej? Bo dzieci grają w piłkę, mój pies również lubi piłki i wszelkiego rodzaju zabawę więc mógłby skoczyć na dziecko robiąc mu krzywdę, jak wspominałam ma trochę siły. Przechodzimy, idziemy w na teren z trawą, pies się załatwia i szybki powrót do domu ( co ważne dla historii wychodząc ode mnie z bloku jest chodnik, za nim ławki i plac zabaw, z prawej strony ok. 8m dalej schody i kolejny przecinający chodnik, kawałek zieleni okupowany przez psy i ich właścicieli a wychodząc w lewą stronę od klatki jakieś max 3m parking, ulica i śmietniki). Więc wracam sobie z moim psem i co widzę? W moją stronę leci niespełna dwu letnie dziecko (skąd to wiem? Jego wspaniała madka jest jedną z najgłośniejszych na ławce, a z racji mieszkania na parterze wszystko doskonale w mieszkaniu słychać) leci z wystawionymi rękoma do mojego psa leci to zbyt duże słowo, próbuje biec. Ustałam, mój pies usiadł obok, trzymałam go praktycznie na swojej nodze i czekam na reakcje madki. Dzieciak przebiegł dobre 5 metrów, madka razem z koleżankami nawet nie zwróciły na niego uwagi (zaznaczam, że gdyby pobiegł w drugą stronę mógłby zostać potrącony bo przez smietniki jest słaba widoczność). Stwierdziłam, biegnie jak na dwulatka przystało, ominę go. Szarpnęłam psa w drugą stronę, zwiększyłam dystans i przyśpieszyłam kroku, co zrobiło dziecko mijając go chciał złapać mojego psa, szarpnęłam psa dzieciak poleciał na glebe i co? Madka się zorientowała, że jej dziecko leży i płaczę. Zwróciłam uwagę, żeby lepiej pilnowały swoich dzieci bo gdyby pobiegło w przeciwnym kierunku np za kotem ( dużo wolnożyjących w budkach obok bloków) to mogłoby w najlepszym przypadku jechać do szpitala, a zresztą o to czy psa można pogłaskać trzeba spytać a nie pozwalać dziecku dotykać każdego psa. Co usłyszałam? JAK CI SIĘ NIE PODOBA NIE WYCHODŹ Z PSEM. No szlag mnie jasny trafił. Opisałam sytuacje na forum miasta i wiecie co odpisała mi w.w madka? Mój pies waży 60kg i szczerzy kły na każde dziecko i chce je gryźć, ja i mój narzeczony z racji tatuaży jesteśmy z więzienia, że nie sprzątam po psie, że ona idzie na policje bo mój pies nie ma kagańca (w naszym mieście wymagany jest kaganiec lub smycz, dla ras agresywnych dwupak).
Myślę, nie ma co dyskutować z taką osobą, przestałam odpisywać.
Dzień kolejny, ławki i plac znowu okupowany. Jest też i madka. Idę z psem, przechodzę na plac zieleni a za mna BIEGNIE madka z wózkiem i drugim dzieckiem (wiek szkolny 7-8 lat).
Mój pies zaczyna robić dwójeczkę co robi madka, wyciąga telefon zaczyna kręcić filmik i krzyczeć na całe osiedle, że nie sprzątam i ona dzwoni na policje. Z racji, że jestem spokojną osobą, ciężko mnie wyprowadzić z równowagi odpowiedziałam tylko NIE WYRAŻAM ZGODNY NA PUBLIKOWANIE MOJEGO WIZERUNKU, wyjęłam woreczek i sprzątnęłam kupkę ku rozbawieniu przechodzących osób które słyszały krzyki i udałam się w stronę domu. Nagle dostaję wiadomość od administratora grupy na której wczoraj wstawiłam post, że kobieta mu to wysłała i nalega na wstawienie filmiku z WIDOCZNĄ moją twarzą, aha okej.
Podziękowałam za informacje, gościu wiedział, że kiedy to zrobi może mieć problemy bo nagrała się część z moim wywodem.

Myślicie, że to koniec? Chodziła za mną przez miesiąc codziennie dokumentując kupy mojego psa, pisała na forach o moim wyglądzie, tatuażach a nawet o moich butach. Pisała o moich "układach" z administratorem strony itd. Zaczęło mnie to męczyć, pojechałam na policje ( jednak miesiąc nagrywania jest męczący). Policjant pojechał wytłumaczyć szanownej pani błąd i co zrobiła? Psioczyła na ławce, że w dupie ma policje a ja mam tam układy!
Koniec końców, już tam nie mieszka. Mąż ją zostawił, karma wróciła po kilku miesiącach ale za to jaka piękna :)

PS. Co do kamer, szanowna madka pozwala załatwiać się swoim dzieciom pod choinką, zaraz obok placu zabaw, drogi, parkingu i kamer skierowanych prosto na plac i również choinkę...

blok_placzabaw

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (88)
poczekalnia

#84763

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Miał być komentarz do historii (i dyskusji pod nią) o wychowywaniu dzieci - dawać klapsy czy nie? - ale wyszło za długie, więc niech będzie historia.

Tytułem wstępu - nie jestem zwolenniczka kar cielesnych, ale to nie oznacza, że nie wychowuję swojego dziecka i na wszystko mu pozwalam. Raczej staram się, aby kara była adekwatna do przewinienia, a raczej aby była nie tyle karą, co konsekwencją (niewłaściwego) zachowania dziecka.

Tak było i w tej historii. Młoda, wówczas bardzo młoda (przedział wiekowy 4-5 lat, dokładnie już nie pamiętam), "zbiesiła się" i nie chciała posprzątać bałaganu po swojej zabawie. Upomniana raz i drugi nic sobie z tego nie robiła, więc uprzedziłam, że owszem, ja posprzątam, ale zabawek posprzątanych przeze mnie długo nie zobaczy. Nadal bez reakcji, więc aby uświadomić jej, że nie żartuję, wzięłam jedna z jej ulubionych zabawek i odłożyłam wysoko na szafę, informując jednocześnie, że za chwilę wyląduje tam cała reszta nieposprzątanych zabawek. Wyszłam na chwilę z pokoju, a po powrocie zastałam widok jak z kreskówki...

Kojarzycie taki śmieszny widoczek, kiedy bohater kreskówki stoi na piramidce różnych sprzętów, sięgając (najczęściej bezskutecznie) po coś, co znajduje się bardzo wysoko? Piramidka chwieje się, wygina na wszystkie strony, a bohater najczęściej ląduje efektownie na ziemi z różnymi komicznymi efektami. Otóż mnie wcale nie było do śmiechu, kiedy zastałam Młodą na piramidce krzesło-stołek-stołeczek-cośtam, z bardzo zaciętą miną, wspinającą się na palce i usiłującą sięgnąć tę nieszczęsną zabawkę z szafy.

Skoro już jesteśmy w temacie kreskówek, to prędkości i refleksu mógł mi w tym momencie pozazdrościć sam Struś Pędziwiatr, w momencie byłam przy niej i zgarnęłam ją z tej piramidki (a w sumie to chyba złapałam, bo ma wrażenie, że ona już spadała), usiadłam z nią w ramionach byle gdzie, przełożyłam przez kolano i wlepiłam dwa-trzy solidne klapsy. Młoda w ryk, bo pierwszy (i ostatni) raz dostała klapsa, z oburzeniem krzyczy: "to boli!!!". No cóż, ja byłam tylko w stanie ją poinformować, ze złamana ręka czy noga boli bardziej...

Nie, nie uważam że postąpiłam właściwie. Te klapsy to był wyraz mojej bezradności i strachu, ja po prostu w ten sposób odreagowałam mocno stresującą sytuację - uwierzcie mi, widok dziecka będącego sekundy od potłuczenia/połamania się to "niezapomniane" przeżycie, ale wracając czasem pamięcią do tej sytuacji, nadal nie wiem, co właściwie miałabym zrobić, jak zareagować po ściągnięciu jej z tej piramidki...

dom

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 61 (109)
poczekalnia

#84758

~Roweremponocy ·
| było | Do ulubionych
Wybrałem się wczoraj wieczorem na wyprawę rowerową po mieście z moją koleżanką. W drodze powrotnej jechaliśmy ścieżką rowerową obok której był chodnik. Nagle na naszej drodze spotykamy 6 dziewczyn w wieku ok. 15 lat. 4 z nich idzie ścieżką, a dwie nieco w tyle po chodniku. Omijam pierwsze cztery i jadę chodnikiem, po czym te dwie dziewczyny się zatrzymują, łapią za ręce i je rozciągają mówiąc, że jedzie się po ścieżce rowerowej, a nie po chodniku. Odległość między dwiema rozbitymi grupkami była na tyle mała, że nie zdążyłem odpowiednio wymanewrować i najzwyczajniej w świecie wjechałem do rowu. Na szczęście nie przewróciłem się, tylko pedał nieco skaleczył mi nogę. Dziewczyny odeszły roześmiane.

rower ulica

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 42 (80)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni