Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia
Przeczytałam #83773 i naszło mnie na osobiste refleksje związane z portalem OLX.

Od jakiegoś czasu za namową mojego lubego pozbywam się mojej długo gromadzonej kolekcji świec,wosków i samplerów Yankee Candle.

Świec i inszych zapachowych pierdół było Ci u mnie dostatek. W pewnym momencie miałam około 50-70 dużych świec i ponad 130 wosków.

Uznałam, że nie ma sensu dłużej ich trzymać, bo świecomania przestała mnie rajcować więc posadziłam chłopa przed komputer i dałam mu się wyżyć nad wstawianiem ogłoszeń.

W każdym jasno zaznaczył, że nie interesuje nas wymiana na insze dobra, cena nie podlega negocjacji a koszta ewentualnej wysyłki pokrywa kupujący.

Niektórzy użytkownicy tego portalu wyraźnie nie szanowali mojego czasu oraz nie wczytywali się w treść ogłoszeń.

Zdarzały się szanowne Grażyny z różnymi fochami i dziwacznymi propozycjami :

1) Któregoś pięknego dnia moją skrzynkę zalała fala wiadomości od jednej i tej samej osoby, dotyczących każdego ogłoszenia. Zerknęłam co się dzieje i zdębiałam. Wiadomości brzmiały "WITAM! CZY MOŻLIWA WYMIANA NA COŚ Z MOICH OGŁOSZEŃ?" (każda wiadomość pisana z caps lockiem). Nawet nie odpisywałam aby nie wdawać się w przepychankę słowną.

2) Hit nad hitami. Pani męczyła mnie pół wieczoru,że chce konkretną świecę, że na pewno jutro weźmie, ona kocha ten zapach itp słodkopierdzące peany nt. świecy. Dwie minuty przed umówionym odbiorem wycofała się z zamiarów i stwierdziła,że niepotrzebny jej ten śmierdziel.

3) "A opuści Pani 10-20 zł?". Pieniążki jakich sobie życzyłam za świece były i tak lepsze niż w sklepach stacjonarnych/internetowych. Nie zamierzałam ich oddawać za półdarmo, więc grzecznie odmawiałam. Spotykałam się z wielkimi fochami i pretensjami, że jestem nieuczynna.

4) Wszystkie samplery były wystawione w zestawie 24 sztuk. W ogłoszeniu jasno zaznaczyłam, że nie rozdrabniam zestawu i chcę się pozbyć całości za jednym zamachem. Jakby inaczej - fochy paniuś i obraza majestatu.

5) Szanowna z zamiarem kupna limitowanej świecy. Kiedy się dowiedziała, że musi pokryć koszta przesyłki, zablokowała mnie. Nie wiem, może myślała,że oddam jej ten egzemplarz za darmo.


Ludzie, na litość boską. Trochę szacunku do innych..

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 5 (5)
poczekalnia

#83774

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Regularnie czytam Piekielnych, więc dzisiaj coś ode mnie, inspirowane ogólnym przerażeniem kondycją umysłową ludzkości...

Będzie obrzydliwie i trochę strasznie.
Pewnie zauważyliście, że ludzie nie myją rąk wychodząc z toalety. Już powalający jest sam tok myślenia w stylu "ja mam czyste". No nawet jeśli ty masz czyste, to jednak roznosisz to, co tam zastałeś... Ale do brzegu. Ludzie również nie sprzątają po sobie w toaletach. Nalałeś na deskę? Spoko. Spadł ci papier - przecież ktoś posprząta.

Moja wczorajsza historia jest kombinacją przestawionego wyżej stanu umysłowego, tylko w wersji hard. Jadę sobie busem - trasa międzynarodowa, Polski przewoźnik. Z mojego przystanku do celu ok. 4 godziny drogi. Jadę, po jakimś czasie kibelek wzywa - wchodzę, czyściutko, pachnąco, fajnie.

Kolejny raz przyszło mi do głowy skorzystać ok godziny przed końce podróży. Wchodzę, zamykam drzwi, używam zgodnie z przeznaczeniem... w momencie wyrzucania papierka do śmietniczka, mój wzrok pada na zakrwawioną chusteczkę leżącą na stercie. Myślę, ojej, komuś coś się stało, bywa. Ale odwracam się, żeby wyjść z tej komórki pod schodami... i cofam rękę. Klamka od środka i zamek do drzi są wysmarowane krwią. Nie całkiem, widać, że ktoś może przetarł na szybko, może to roztarł po prostu jak wychodził, ale jednak bez problemu można tego dotknąć. Krew jest też na części drzwi. Panika, myję ręce jeszcze dwa razy oglądając wszystko wokół i robiąc rachunek sumienia, czy mogłam tego dotknąć. Potem jeszcze namęczyłam się, próbując wyjść i się nie pobrudzić.

I teraz moje pytanie, jakim trzeba być bucem, żeby coś takiego po sobie zostawić? Nie można tego wytrzeć, wymyć? Ten ktoś siedział dalej w autokarze, nie zgłosił problemu, nie pomyślał o innych. Dlaczego jesteśmy tacy anty-społeczni?

Co ciekawe, potem jeszcze kilka osób próbowało tam wejść, a ja dzielnie tłumaczyłam im w 3 językach dlaczego nie warto. Za to jeden pan olał moje tłumaczenia i szybko tam wskoczył... jak wychodził, nie spuścił wody i nie umył rąk (przy tych czynnościach rozlega się dźwięk na cały autokar). A mnie ciarki przeszły na myśl, że on będzie dotykał siedzeń itd.

Uważajcie na siebie!

autokar toaleta

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 16 (18)
poczekalnia

#83773

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ostatnio bardzo popularne jest wklejanie rozmów z aledrogo czy innej dawnej tablicy pt. "Janusze biznesu", "dejmamhoromcurke" itp.

Przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku lat, kiedy skorzystałem z serwisu aukcyjnego w celu sprzedania biletów na którąś-tam-z-kolei wielką galę MMA, bodaj z walką Pudziana albo Mameda.

Gwoli wyjaśnienia, byłem w tamtym czasie studentem i dwa bilety na galę dostałem w prezencie. Niestety gala odbywała się kilkaset km od mojego miasta, w weekend zjazdowy i "byłem studentem" czyli nie miałem kasy na podróż + hotel + żarcie. Ponieważ nie jestem Mirkiem Handlarzem, poinformowałem darczyńcę, że super prezent ale akurat nie mogę skorzystać, więc jeśli może bilety zwrócić/oddać/sprzedać to powinien to zrobić. Dostałem pozwolenie żeby samemu pozbyć się biletów wedle uznania.

Do gali było ok 5-6 dni więc wystawiłem bilety na alledrogo z podanym kontaktem w aukcji. Postarałem się, znalazłem "mapkę" z siedzeniami, zaznaczyłem których miejsc dotyczą bilety, zrobiłem fotkę bilecików, cenę ustawiłem na ok 60-65% wartości czyli prawie 2 w cenie 1.

W końcu zadzwonił ON. Po głosie słychać że facet w średnim wieku, zadał dwa, trzy pytania - pochodzenie biletów, czemu sprzedaję (było w aukcji, że nie mogę jechać...) i czy mogę wysłać kurierem. Na pytania odpowiedziałem, natomiast odnośnie kuriera mówię, żeby nacisnął "kup teraz" i jeśli zależy mu na czasie itp. to podam mu adres żeby sam wysłał do mnie gońca albo niech wybierze kuriera i za pobraniem, ale nie gwarantuję że dojdzie. No On by wolał bilety najpierw zobaczyć a potem płacić, więc żebym ja wysłał, a On zapłaci kurierowi, a na aukcji to On nie będzie klikał, bo i po co. A On te bilety kupi na pewno itp. itd.

No cóż, lampka ostrzegawcza się zapaliła, że facet albo nie jest zdecydowany albo coś kręci - w każdym wypadku wyślę bilety i zapłacę za przesyłkę a hajsu nie zobaczę. Bilety się "przeterminują" i będzie z tego tylko koszt.

Delikatnie poinformowałem, że sprzedaż poza platformą wchodzi w grę jedynie w przypadku sprzedaży osobistej, a jeśli wysyłka to "klik" i tyle. Z ciężkim sercem stwierdził że ok, to On bilety weźmie, tylko podzwoni i załatwi przewóz, może znajomy, a może kurier ekspresowo itp. więc prosi Onemu bilety zarezerwować, on do 17.00 czy 18.00 wszystko potwierdzi i jutro te bilety ktoś odbierze.

Znów informacja, że jedynym sposobem zapewnienia sobie "rezerwacji" jest zawarcie umowy przez allegro, że nie rezerwuję nic na gębę. Niech ustali z kurierem/znajomym/świętym mikołajem sposób odbioru, zadzwoni, kliknie "kup" i mamy z głowy.

Ok, Ok, On rozumie, tak zrobimy, On kupi, On uczciwy itp, czekać na informację maksymalnie do 18.00, powie kto odbierze.

Zadowolony czekam na telefon lub powiadomienie.. które oczywiście nie nadchodzi. Po godzinie 19 postanowiłem zadzwonić samemu i albo ustalić co i jak, albo podziękować za taką formę współpracy. Nie chciałem potem problemów, że on załatwił przewóz albo kupił i bilet nie zdążył dojechać czy coś. Dzwonię... sygnał, poczta głosowa. A potem 2 razy połączenie odrzucone. Ok, sytuacja jasna. A taki uczciwy ten Ony był, rezerwacji chciał...


Następnego dnia zadzwonił do mnie jakiś chłopak z ofertą, szybki deal, daje 50% wartości biletów i zabiera je za max 2h. Informuję go, że mam lepszą ofertę, ale jeśli wciągu 20 minut nie dostanę potwierdzenia od pierwszego kupującego, to on dostanie te bilety za te 50%.
Napisałem SMS do Onego, że ponieważ się nie odezwał we wskazanym przez siebie terminie, może już niczego nie załatwiać i niczego nie szukać - bilety sprzedane.

Po ok. 1.5h biletami cieszył się młody chłopak wraz ze swoją dziewczyną. Aukcja zakończona i...koniec?

Nie, nie koniec. Po dwóch dniach, na ok 24h przed galą odebrałem telefon od Onego, że tak to się nie robi! Bo ONY wczoraj wieczorem się dowiedział, że dzisiaj będzie w moim mieście i mógłby te bilety OBEJRZEĆ, a mnie brakuje SZACUNKU I UCZCIWOŚCI(w sumie miał rację, bo brakowało mi tego... z jego strony!).

Zwykle trzymam fason, ale tym razem wybuchłem śmiechem i wyrwało mi się coś, czego dziś odpowiednikiem byłoby "K..., jaki dzban".

Czy mogłem do Onego nie dzwonić, nie pisać i ogólnie mieć go w d..? Mogłem, nawet powinienem. Ale kiedy jesteś biednym studentem i masz na sprzedaż akcje z krótkim terminem ważności o wartości całkiem pokaźnego dwudniowego bajlando, to robisz wszystko żeby to sprzedać ;)

#januszeallegro #mma #bilety #wolnyrynek

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 48 (50)
poczekalnia

#83771

~pipipipipi ·
| było | Do ulubionych
Mam w pracy taką babkę. 40 lat, mentalność nastolatki, samotna, stała bywalczyni wszystkich klubów, w których to klubach co imprezę poznaje nowego faceta na jedną noc. Jak często bywa z takimi osobami, uważa się ona za autorytet i eksperta w dziedzinie związków i wszystkich dookoła chce pouczać. Nazwijmy ją, na potrzeby tej historii, S.

Przyszedł do nas nowy, chłopak 20 lat, student. Od razu wpadł w oko S i próbowała się wokół niego zakręcić, ale ten ją konsekwentnie choć niezwykle grzecznie spławiał. W końcu, pogodziwszy się z porażką, zaczęła mu na każdym kroku dogryzać.

Któregoś dnia podczas lunchu rozmawialiśmy ogólnie o związkach i ktoś zapytał nowego, czy kogoś ma. Odpowiedział, że od liceum jest z jedną kobietą, jest jego pierwszą i on jest jej pierwszym. Wtedy S aż zaświeciły się oczy i zaczęła swoje mądrości:
- Przecież cię zdradzi! Będzie chciała zobaczyć jak to jest z innym i cię zdradzi, albo nawet i zostawi, jak się okaże że tamten jest lepszy! Ja bym tak zrobiła!
Wiedząc, że nowy jest zbyt grzeczny i nieśmiały by jej odpowiedzieć na jej poziomie, chciałem interweniować, ale ubiegła mnie koleżanka, mówiąc:
- I dlatego normalni ludzie łączą się w pary i żyją razem szczęśliwi, a ty jesteś i już zawsze będziesz sama.
Wszyscy gruchnęli drwiącym śmiechem, a S zrobiła się tak czerwona, że było to widać nawet przez opaloną na solarium twarz. Wstała, prychnęła i wyszła.

Nie odzywa się do nas już od kilku dni, a jeść chodzi sama. I bardzo dobrze.

związki

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 66 (90)
poczekalnia

#83769

~Titanic2 ·
| było | Do ulubionych
Tak w nawiązaniu do historii o zastawianiu miejsca garażowego.

Było to około 10 lat temu, kiedy w naszym kraju były jeszcze prawdziwe, śnieżne zimy. Kilkanaście garaży ulokowanych wokół placu. Odśnieżając podjazd śnieg należy zwalać w takim miejscu, żeby nikomu nie przeszkadzał. Normalne, prawda?

Nie wiedział o tym najwidoczniej mój garażowy sąsiad, który śnieg ze swojego podjazdu zwalał na mój. Kilkukrotnie wywieszałem kartkę na drzwiach, by tego nie robił, ale nic to nie dało. Kartki były zrywane, a śnieg dalej był zwalany na mój podjazd. Któregoś dnia uznałem, że miarka się przebrała.

Poczekałem do wieczora i udałem się do garażu. Wziąłem łopatę do śniegu i odśnieżyłem podjazdy do wszystkich garaży oraz spory kawałek placu. Całość śniegu zwaliłem na podjazd sąsiada. Zaspa miała tak na oko dwa metry kwadratowe u podstawy i metr wysokości. Na bieżąco ubijałem ten śnieg, by zaspa była zbita i twarda. Na koniec obficie polałem całość wodą z kilku 5-litrowych baniaków, które zawczasu sobie przygotowałem, a nocny przymrozek dopełnił dzieła, tak że zaspa zmieniła się w istną górę lodową, właściwie nie do ruszenia łopatą.

Spodziewałem się, że to początek wojny, ale o dziwo nie. Sąsiad chyba zrozumiał, że jego zachowanie było niewłaściwe i nie zwalał mi więcej śniegu na podjazd.

garaż sąsiad

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 110 (112)
poczekalnia

#83765

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Taka drobna piekielnostka związana z organizacją taksówek.

Jak wiadomo student medycyny nie je ani nie śpi ino się uczy i zdaje koła (albo i nie). Oczywiście człowiek najlepiej myśli z rana, więc idąc tym torem myślenia drodzy profesorowie postanowili zorganizować nam kolokwium o szóstej rano. Na drugim końcu miasta. Gdzie kursuje jeden autobus na godzinę. Niby można nim jechać, ale na miejsce przyjeżdża na styk, a kawałek trzeba jeszcze dojść. Lepiej nie ryzykować. Zważywszy na fakt, że nie bardzo uśmiechało się wstawać jeszcze wcześniej, żeby czekać na miejscu od piątej, to Brzeginka jako sprytne i kasiaste stworzenie postanowiła wykosztować się na taksówkę. Jako istota przezorna dla pewności wykręciła odpowiedni numer i zaklepała przejazd dzień wcześniej. (Swoją drogą, pani dyspozytorka chyba miała aspiracje zatrudnić się w dziekanacie, bo podejście do petenta miała identyczne, co panie tam pracujące).

Nic to! Wybiła godzina zero i Brzeginka dostaje SMS-a, że rydwan już czeka. Dwie minuty później stoi przed bramą, patrzy w lewo, patrzy w prawo no i nie ma! Bierze poprawkę na to, że jest stworzeniem ślepym, co to nie widzi stojących prawie, że pod nosem rzeczy, więc się jeszcze raz rozgląda. Nadal niet. W takim razie sięgamy po telefon i dzwonimy!

- Taksówki - wymamrotane pod nosem tak, że ledwo można zrozumieć
- Dzień dobry, właśnie dostałam SMS-a, że czeka na mnie taksówka, ale jej nie widzę.
- Adres!
- Taki a taki
- Chwila! Sprawdzam!
(Brzeginka nerwowo drepta w miejscu i rozważa czy dopuszczą ją do poprawy jeśli się nie stawi na kole)
- No przecież pani jedzie tą taksówką! - oburzenie w głosie było wręcz namacalne
- Nie jadę? - Brzeginka nieśmiało wtrąca
- Ewentualnie mogę zamówić kolejną taksówkę
- Dobrze, a za ile będzie?
- Do ośmiu minut - i trzask słuchawki.

Po minutach sześciu faktycznie podjeżdża taksówka, a szczęśliwa Brzeginka dojeżdża szczęśliwie na kolokwium.

To jednak nie koniec!
Po wyjściu z sali Brzeginka włącza telefon i co widzi? Nieodebrane połączenie i SMS-a z pytaniem gdzież to ona zaginęła, bo taksówka na nią czeka...

uslugi

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 14 (60)
poczekalnia

#83770

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Sprawa dość nietypowa, a może się przyjmie...

Ostatnio miałem do przewiercenia otwór D12, w materiale twardszym niż standardowe 235 czy nawet 355 (dwa podstawowe gatunki stali konstrukcyjnej).

Poszedłem więc do sklepu po nowe wiertło, licząc, że fabryczne naostrzenie będzie tu strzałem w dziesiątkę. Dodatkowo wybrałem najdroższe wiertło, pięknie oznaczone lepszymi osiągami wyrażonymi w procentach...

Dotarłem do garażu, na wiertarkę i wiercimy... Przynajmniej próbuję, bo nic nie idzie... Cisnę, wiertło się grzeje, a nie idziemy do przodu. Na początku myślałem, ze materiał taki twardy, później zauważyłem, że wiertło lekko się stępiło... Moja szlifierka to jakaś kpina, ale jest, parę sekund, kątów nie zmieniałem i z powrotem w wiertarkę... Tym razem samo szło, aż ciężko było wiertarkę utrzymać...

Wniosek... Chyba kupiłem tępe wiertło. Problem w tym, że większość narzędzi w sklepach jakie oglądam są zwyczajnie tępe. Nie nadają się do pracy, a niektóre, zwłaszcza siekiery, wymagają naprawy...

narzędziowy

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 35 (61)
poczekalnia

#83767

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Na początku grudnia zaczął się armagedon. Zarząd dróg w moim mieście na cel wziął parking wzdłuż bloku, w którym mieszkam. Rozwalili go celem naprawy. W efekcie miejsca do parkowania stały się bezcenne. W ciągu dwóch tygodni miałem z tego powodu dwa zatargi.

Na czas remontu wypadło mi sporo delegacji i musiałem gdzieś zaparkować służbowe auto. Postanowiłem postawić go na placyku gdzie mam wykupiony garaż. Postawiłem go tak aby nikomu nie zastawić wjazdu do garażu. Przeszkadzało to Paniusi, właścicielce sąsiedniego garażu bo ona nie miała gdzie postawić swojego trzeciego auta. Pierwsze w garażu, drugim zastawiała wjazd do innego garażu na skraju placu. Karteczka za szybą. Ponieważ nie zamierzałem przestawiać auta to wezwała Straż Miejską. Przyjechali, pokiwali głowami, teren prywatny ja nie zastawiam nikomu wjazdu więc sobie poszli. Kobiecina więc kazała firmie ochroniarskiej zlokalizować właściciela auta i jak nie zgodzi się na przestawienie to odholowanie go. Nie wiem czy im w ogóle wolno i na jakiej podstawie ale problem sam się rozwiązał, bo pojechałem na delegację.
Karma jednak wraca. Byłem przekonany, że ta Pani ma zgodę właścicielki garażu, który zastawia, na codzienne zastawianie jej wjazdu. Okazało się, że nie. Właścicielka zastawionego garażu wywiesiła napis z prośbą aby nie zastawiać jej garażu ale Paniusia to olała. Więc Straż Miejska znowu się pojawiła.

Innego razu nie znalazłem miejsca nawet na tym placyku więc postanowiłem postawić auto w niedalekiej uliczce. Ulica ta jest otoczona domkami jednorodzinnymi. Postawiłem obok pięciu innych aut tak aby nikomu nie wadzić. O jakaż pomyłka. Rana przychodzę po auto, otwieram bagażnik i szukam w paczce kabla. W tym momencie słyszę jak jakiś dziadek leci wiązanką. Na prawdę ostrą. Rozejrzałem się, na kogo on tak się wydziera i z lekkim zdziwieniem zauważyłem, że to do mnie gość startuje. Nie chcąc się zniżyć do jego poziomu zapytałem o co mu chodzi. Otóż wg niego zatarasowałem mu wjazd. Patrzę na gościa, który dalej "miło" mnie linczuje, patrzę na jego dom stojący po przeciwnej stronie drogi, dwupasmowej, gdzie auta jadące z przeciwka nie muszą się zatrzymywać aby przepuścić, patrzę na moje auto częściowo na chodniku i nie ogarniam tej kuwety. Jakim to niby cudem temu dziadowi zastawiłem wjazd :) Widząc, że mnie nie przekonał to zaczął się odgrażać, że naśle policję. Złożyłem gratulację pomysłowi z nadzieją, że go ukarzą za nieuzasadnione wezwanie. Gdyż stałem z dala od skrzyżowania, w miejscu gdzie nie ma żadnego zakazu postoju, nie tarasując nikomu wjazdu. To wywołało w nim jeszcze większą frustrację i nadal szczekał na mnie zza swojego płotu. Przypominało to te małe pieski, które szczekają zza płotu ale przy zbliżeniu się tchórzliwie uciekają. Wiedząc, że za czasów komuny domy te były budowane przez partyjnych ważniaków, dla jaj radziłem dziadowi iść się wyspowiadać. Skończyło się tym, że dziad odkrzyknął abym go kościołem nie straszył i w końcu poszedł.

Wydawało mi się, że mogę spokojnie się spakować i odjechać gdy z drugiej strony ulicy przyszły posiłki. Drugi dziad pojawił się i kategorycznie zakazał mi parkowania przy jego posesji. Gdy zapytałem dlaczego nie mogę to usłyszałem, że zniszczyłem mu płot. Niby jak ? Przecież między moim autem a jego płotem jest ponad pół metra a parkując nawet nie dotknąłem jego płotu. Dziad stwierdził, że stojąc na chodniku powoduje osiadanie płotu. Nie bardzo wiem jakby to miało się objawiać ale tym cierpliwość mi się kończyła i odesłałem go do wykonawcy płotu lub chodnika bo to oni spartolili robotę.

Na szczęście jest koniec roku i delegacje się skończyły. Armagedon się rozkręca dalej. Po tym jak rozwalili parking to wpadli na pomysł, że rozwalą również ulicę. Więc będzie jeszcze mniej miejsc do parkowania. W styczniu zapewne będą kolejne wojny.

PS. Mogłem z garażu wyciągnąć swojej auto i wstawić służbowe, ale to niczego nie zmienia. Nadal jest jedno auto za dużo, które gdzieś muszę zaparkować.

ulica

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 30 (64)
poczekalnia

#83762

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Od kilku miesięcy jestem w Afganistanie i tak będzie do końca stycznia przyszłego roku. Akurat w połowie pobytu kończyła mi sie umowa z Play, więc przed wyjazdem zdecydowałem się na zmianę, chciałem ściągnąć łańcuchy i nie wiązać się więcej umową abonamentową, tym bardziej że te wcale nie są lepszą opcją niż umowy krótkoterminowe. Mój wybór padł na Nju.

Zanim się na niego zdecydowałem, dopytywałem kilkukrotnie przez infolinię, czy nie będzie problemów z uruchomieniem usługi, kiedy poprzedni operator wyłączy swoją, a nowy będzie musiał ją aktywować. Oczywiście, nie ma absolutnie żadnych przeciwwskazań, wielokrotnie już takie sytuacje mieli i nikt nie zgłaszał komplikacji.

Nie zgłaszał - nie znaczy, jak się okazało, że ich nie ma...

Numer, jak łatwo się domyślić, jest nieaktywny. Nie ma możliwości rejestracji w afgańskiej sieci, karta SIM nie pozwala na taką opcję. Ponieważ brak jest w Nju kontaktu drogą mailową, nieźle musziałem się napocić, żeby znaleźć sposób na kontakt telefoniczny. To nie taka prosta sprawa w bazie wojskowej, na terenie zamkniętym... Miejscowej karty sobie nie kupię.

W końcu się udało. Pomoc techniczna. Miła pani po drugiej stronie podpowiada, żebym zmienił IPv6 na IPv4 (wersja protokołu internetowego). Na moje pytanie, co ma wspólnego protokół internetowy z rejestracją w sieci pani uprzejmie odpowiada, że nie wie, ale warto spróbować... Ale skoro jest taki ustawiony, to może sprawdzenie karty w innym telefonie pomoże. No nie, nie pomoże, sprawdzałem. No to ona nie wie...

Aha.

Rozłączam się, próbuję się uspokoić, dzwonię raz jeszcze, może ktoś kompetentny tym razem odbierze. Odzywa się miły facet. Proponuje to samo ($&&@#^*(!%^!!!). Zaczynam unosić głos, bo robią ze mnie debila. To przekonuje pana, by przyjąć łaskawie zgłoszenie, pan informuje, że na zgłoszeniu widnieje dopisek "pilne", ja ładnie dziękuję i kończymy rozmowę.

Zmieniło się, póki co, tyle, że telefon komunikuje że kartę zarejestrowano w sieci, po czym natychmiast dostaję komunikat o ograniczonych usługach (połączenia alarmowe). Czyli - coś tam próbują, ale bez sukcesów.

W związku z powyższym nie mogę robić przelewów, bo na nieczynny w tej chwili numer są wysyłane kody operacji bankowych, nie wspominając o tym, że numer ten podałem też w CV, które rozesłałem w kilka miejsc i czekam na telefon w sprawie pracy...

A wystarczyło poinformować, że za granicą mogą wystąpić problemy z aktywacją numeru, poczekałbym te 3 miesiące ze zmianą operatora...

Warzone

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 48 (72)
poczekalnia
Powinny być osobne loty z gwarancją, że nie będzie na pokłądzie dzieci. Serio (_ _)


Wczoraj podczas lotu rodzice nie mogli uspokoić córki, na oko półrocznej. Wrzask, pisk, płacz, po prostu wycie. Nie słyszę nic poza tym wrzaskiem. Ani instrukcji bezpieczeństwa (demonstracje masek tlenowych i zapięcia pasów nie są bez powodu, wiem, że większość słyszała je już miliony razy), ani co mówi do mnie obsługa. Trzeba było sobie krzyczeć do uszu niczym na koncercie metalowym lub w klubie nocnym.

Rodzice też byli zmęczeni i widać że im głupio, ale wrzask jest wrzaskiem, więc w końcu ludzie zaczęli zwracać uwagę.

Wrzask i ryk był taki, że nawet pilot otworzył kabinę :) Nie wiem jak to możliwe, bo się nie znam, na ile kabina pilotów jest wygłuszona.

W końcu kierowniczka stewardess i stewardów postanowiła działać, bo nie byli w stanie podać nam jedzenia i picia, w końcu jednak wszyscy chcemy się słyszeć. Próbowała dogadać się z rodzicami w trzech językach, niestety bez skutku, oni tylko po polsku.

Pomijam już, że to nie było mówienie tylko krzyczenie do siebie. Nagle stewardessa dosłownie zabiera ojcu dzieciaka z rąk na siłę. Mężczyzna w szoku i zaczyna przeklinać. Tymczasem stewardessa "ucieka" z dziewczynką na początek samolotu i siada tam, gdzie zazwyczaj siedzi obsługa, czeka na ojca i zasłania znajdującą się tam kotarkę. Na szczęście tatuś się zamknął, a po jakichś 30stu sekundach uspokoiła się również dzidzia. Nie było ludzi ani światła (kotarka przyciemniła to miejsce) i dziecko zasnęło prawie od razu i spało do końca lotu. Stewardessa na migi dała po prostu znać mężczyźnie, że ma tu zostać i tu będzie lepiej.

Nie mniej jednak tatuś musiał powiedzieć swoje i po lądowaniu powiedział stewardessie, że jeszcze go popamięta za porwanie mu dziecka i on złoży skargę. Także po polsku a stewardessa ciągle tylko w trzech znanych sobie jezykach mówiła, że nie rozumie. W czterech chyba nawet jak pamiętam. Na prawdę próbowała i chciała dobrze.

Potem jeszcze kiedy czekaliśmy na odbiór bagażu cąły czas burczał na tę "k..ę", tak żeby wszyscy dookoła słyszeli.

Skomentuj (58) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 58 (118)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni