Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#88648

~Driverka ·
| było | Do ulubionych
Piekielni właściciele pieseczków.

Jako, że przyszło mi spowrotem wsiąść za kółko, wykupiłam parę godzin dodatkowych, żeby sobie co nieco przypomnieć.
Pewnego wieczora jeździliśmy z instruktorem po małym osiedlu na rogatkach miasta (co ważne, nie była to strefa zamieszkania oznaczona znakiem D-40, tylko zwykłe osiedle z ograniczeniem do 50, jedynie rzadziej uczęszczane z racji lokalizacji). Było już ciemno, większości spacerowiczów towarzyszyły czworogonogi, większość z odblaskami, na chodnikach, przy nodze, cud miód, orzeszki. Oczywiście do czasu.
Podjeżdżam do jednego z przejść dla pieszych, odpowiednio zwalniam i zatrzymuję się, ponieważ widzę, że przy wejściu na przejście stoi sobie Pani, plecami do mnie i ma na automatycznej smyczy pieseczka, który to radośnie medra ogonem na środku pasów. Kobieta sprawiała wrażenie, jakby miała za pieskiem iść, a przepisy są bezlitosne, stoimy więc karnie. I tak sobie stoimy, stoimy i stoimy. Pieseczek merda ogonkiem, Pani sobie nawija dalej przez telefon, pieseczek zaczyna chodzić sobie po jezdni, pani nawija i nawija.
Instruktor polecił "mrugnąć" światłami, bo może kobita o czymś ważnym mówi, tak, że o świecie zapomniała. "Mrugnięcie" poskutkowało tym, że pieseczek wrócił na środek pasów i zamerdał mocniej ogonkiem.
W końcu, zniecierpliwiona nieco, pytam Instrkutora, co robić, bo czas leci, godzina opłacona, a tutaj sytuacja patowa, bo ani cofać, ani zakręcić ani nic. Drzeć się do babska przez okno nie miałam ochoty.
Facet chrząknął i rzucił:
- Walić przepisy, trąbi Pani.
Coż było robić, nacisnęłam klakson, babsko podskoczyło, obejrzało się i pociągnęło pieseczka tak, że myślałam, że udusi to zwierzę. Natomiast kiedy przejeżdżałam obok, pozdrowiła mnie środkowym palcem. Odmachałam adekwatnie i po chwili spojrzałam we wsteczne lusterko, i cóż, pieseczek znów stał na środku przejscia.

Psiarze przepisy

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1 (1)
poczekalnia

#88646

~Anonimowo ·
| było | Do ulubionych
Mam narzeczonego. Mój narzeczony nie pochodzi z jakiejś dobrze sytuowanej rodziny, wychował się w dwupokojowym mieszkaniu w bloku, a i dzieciństwa zbyt szczęśliwego nie miał.

Gdy się poznaliśmy opowiadaliśmy sobie różne historie z naszego życia, wiadomo.
Narzeczony opowiedział mi o takiej sytuacji:
Gdy miał nascie-dwadzieścia lat (nie pamiętam dokładnie) rzuciła go dziewczyna. Przyjął to raczej z ulgą, bo panna próbowała mu dyktować np. jak ma się ubierać, strzelała fochy o nie wiadomo co i ogółem sam miał zamiar ten związek zakończyć, bo miał tego dość. Niedługo po rozstaniu odezwała się do niego "przyjaciółka" tej dziewczyny, wyrażając współczucie, że pewnie mu smutno, że pewnie przybity i że ona go może pocieszyć sam na sam, zaprasza do siebie, winko się chłodzi w lodówce.
Mój narzeczony tej propozycji stanowczo odmówił.

Ja zaś opowieść uznałam za być może coś źle zapamiętane, może przekręcone, a może troszkę podkolorowane, nie drążyłam tematu, w końcu dawne dzieje, bohaterek opowiastki raczej już nie spotkam...

W zeszłym roku byliśmy na weselu brata mojego chłopa. Ślub brał z "pocieszycielką"...

I może nadal bym do końca nie wierzyła w taką opowieść z młodości mojego faceta, gdyby panna młoda, podczas składania życzeń, przy mnie i przy swoim świeżo upieczonym małżonku, nie wypaliła do mojego: Widzisz? I tak mi się udało wejść do tej rodziny, haha.

Truuuudne sprawyyyy...

Sama bym w to nie uwierzyła, gdybym nie słyszała tego osobiście.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (2)
poczekalnia

#88650

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kto był piekielny w tej sytuacji? Ja, czy może potencjalni wynajmujący, bo tak mnie dziś naszło na refleksje w tej starej sprawie i chętnie poznałbym Wasze zdanie na ten temat.

Rzecz się działa już ładnych kilka lat temu. Firma, w której pracowałem chyliła się ku upadkowi i trzeba było pomału rozejrzeć się za nową robotą. Tak się złożyło, że dostałem od znajomego ofertę pewnej pracy poza granicami kraju. Oczywiście skorzystałem i postanowiłem zarazem swoje mieszkanie wynająć na czas nieobecności. Zamieściłem zatem ogłoszenie na portalu reklamowanym przez pana J. Chabiora. Zaznaczam, iż Facebooka nie używałem i do dziś z tego portalu nie korzystam, więc OLX był jedynym sensownym serwisem dla tego ogłoszenia. W opisie podałem dokładną lokalizację mojej 45-metrowej willi mieszczącej się w bloku, oraz zamieściłem zdjęcia tak, aby jak najlepiej oddawały charakter tego penthouse'u.

I zaczęły się telefony. Tak zbluzgany jeszcze nigdy chyba nie zostałem. A dlaczego? Już wyjaśniam.
Ponieważ śmiałem mieć jakiekolwiek wymagania w stosunku do potencjalnego najemcy. Owszem, wyraźnie zaznaczyłem w ogłoszeniu, iż interesuje mnie tylko legalny wynajem na podstawie spisanej umowy. Do tego chciałem, aby zamieszkały tutaj osoby bezdzietne. Poza tym nie zgadzam się na psa lub kota w moim domu. Chomik, czy królik może być :) Oraz, że Ukraińcom również dziękuję.

Zanim przejdę do sedna, wyjaśnię skąd moje wymagania... Otóż uznałem, że 45-metrowa, dwupokojowa klitka to raczej nie jest dobry lokal dla rodziny z dziećmi, Ukraińcy już niejedno mieszkanie zdemolowali i nie da się nic z tym zrobić, także nie chciałem ryzykować. A tych przybyszów w moim mieście jest naprawdę sporo, bo znajduje się tu mnóstwo zakładów produkcyjnych. Zwierząt sobie nie życzyłem także.
A dlaczego? Ponieważ oddawałem na wynajem mieszkanie świeżo po remoncie z pełnym wyposażeniem, łącznie z TV 43" oraz WiFi. Tego akurat do rachunku nie doliczałem, bo nie tyle zależało mi na zarabianiu na tym lokalu, raczej bardziej chodziło o to, abym nie musiał utrzymywać go pustego.
Dzwoniły maDki, które chciałyby bardzo wynająć, bo dzieci będą miały blisko do szkoły/przedszkola. (Fakt, mieszkanie w centrum i wszędzie blisko, albo bardzo dobry dojazd komunikacją). A ile dzieci? Średnia wynosiła od 3 do 7 i na pewno bardzo "komfortowo" by im się mieszkało w tej klitce, przepraszam - penthousie. Super... A potem takiej się nie da wywalić "w razie w" Smutna prawda, ale tak niestety to działa w tym kraju. Dzwonili kilka razy też Ukraińcy, a po odmowie usłyszałem, że jestem rasistą i suką bladź i ich koledzy mnie w lesie zakopią. Więc powiedziałem, że zapraszam. Jak widać jestem jeszcze na powierzchni:) Tak samo jedna kobieta mnie opierniczyła za to, że nie życzę sobie psa. Bo co mi pies przeszkadza? Ano może to, że ja nie znam psa i nie chciałbym, aby świeżo położone panele zostały zasikane, albo meble pogryzione, które też były dopiero co kupione.

Rozwiązanie przyszło szybko. Podzwoniłem trochę po znajomych i znalazła się para studentów, która uczy się w pobliskim mieście. Im pasowało, dojazd dobry na uczelnię, bo pociągiem raptem 25 min do celu. Umowa podpisana. Nawet kaucji nie wziąłem. Płatności były zawsze na czas i po moim powrocie mieszkanie zastałem w stanie dosłownie idealnym. Wyglądało tak, jakbym wczoraj z niego wyszedł.
I teraz pytanie? Czy ja postawiłem jakieś chore wymagania w stosunku do swojej tak naprawdę własności, czy ludzie dzwonili po to, aby tylko mnie opier***ić lub zwyczajnie nie potrafili czytać ze zrozumieniem?

Zdaję sobie sprawę, że część osób po tym wpisie może uznać mnie za osobę arogancką. Nie będę negować, ani potwierdzać, bo ciężko tak to wszystko opowiedzieć za pomocą klawiatury, ale bardzo chętnie poznam Wasze zdanie na ten temat.

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 6 (6)
poczekalnia

#88649

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Niejako rozwinięcie historii https://piekielni.pl/87530

Tytułem szybkiego przypomnienia - mi się udało - w wyniku mojego odwołania od decyzji ZUS, ktoś tam pomyślał, ponownie przeliczył moje składki i przysłał pismo, w którym ta instytucja przyznała się do błędu, przeprosiła, wypłaciła zasiłek.

Znajomy miał mniej szczęścia. Ta historia jest zamieszczona za jego zgodą.

Początek jego historii wygląda niemal identycznie, jak moja. Też zapłacił składkę za marzec, też jej nie wycofał, też mu powiedzieli, że zaliczyli mu ją na rzecz kwietnia.
Ponieważ wiedział, że ja już takie odwołania pisałem, poprosił mnie o kopię - pozmieniał daty, moje dane kontaktowe zastąpił swoimi - wysłał.
Też mu niby przyznali zwolnienie za kwiecień.

No i też mu przyszło składać wniosek o zasiłek chorobowy (kwarantanna w klasie dziecka, całą rodziną musieli spędzić ją w domu).

I tu się zaczyna szopka! I jazda bez trzymanki!
Oczywiście - odpowiedź z ZUS jak i u mnie - nie należy się, bo brakuje ciągłości ubezpieczenia chorobowego.
Ponownie podesłałem mu swoje odwołanie. Znowu pozmieniał dane na właściwe jego sprawie, załączył masę dokumentów (w trzech kopiach, i owszem) i odwołał się od decyzji.

ZUS podtrzymał swoje stanowisko - zasiłek się nie należy, bo nie ma ciągłości płacenia składek.

I sprawa trafiła na wokandę.
Na szczęście zdrowy rozsądek i logiczne myślenie wciąż są w cenie - sędzia na jednej rozprawie w całości odrzucił argumentację ZUS (a właściwie jej brak - bo ZUS poza twierdzeniem, że nie ma ciągłości, nie podał żadnych szczegółów). Przyznał rację znajomemu, zasądził wypłacenie zasiłku - w uzasadnieniu wskazując, że znajomy działał prawidłowo, miał prawo zakładać, że nadpłata będzie zaksięgowana na rzecz czerwca, złożył w terminie odpowiednie dokumenty i ogólnie to ZUS nie dołożył należytych starań, aby to wszystko prawidłowo zaksięgować.

To gdzie tu piekielność?
Na rozprawie nie pojawił się nikt z ZUS! Był znajomy, sędzia z protokolantem. Z ZUS, który to powinien jakoś bronić swojej odmownej decyzji - nikogo. Ta sprawa w ogóle nie powinna trafić na wokandę, ale zabrakło w ZUS kogoś z dobrą wolą, albo po prostu logicznie myślącego.

Znajomy jest moralnym zwycięzcą - przynajmniej na razie, bo teraz ZUS może się odwołać i zabawa się będzie ciągnęła dalej.
Jak sam stwierdził znajomy - ta rozprawa, mimo, że wiedział, że logika jest po jego stronie, kosztowała go tyle nerwów, co dawno temu egzamin magisterski :)
A za wszystko płacimy my ze swoich podatków.

ZUS zasiłek chorobowy tarcza covid rozprawa sąd wyrok

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 5 (7)
poczekalnia

#88647

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Nasz " kochana" poczta polska.
Kupiłem coś na allegro, wysyłka np 10.09. czas dostawy 3 dni.
Czekam, mijają dwa tygodnie i nic. Więc piszę na formularzu kontaktowym co jest grane?
" ... mamy 4 dni robocze na dostawę"( minęły dwa tygodnie).
Więc odpisuję, że te 2 tygodnie minęły i żądam konkretnej odpowiedzi.
Więc ją dostaję " realny termin dostawy wg regulaminu... 30 dni".

3miasto

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 29 (57)
poczekalnia

#88645

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia Szaramucha o problemach z bankiem przypomniała mi moją sprzed kilku lat.
Nie mieszkam w Polsce już kilka lat, ale konto bankowe nadal tu posiadam.

Pewnego roku mój Zielony Bank przeszedł fuzję i stał się Czerwonym Bankiem.
Co chwilę dostawałam przypomnienia aby udać się do placówki w celu ustawienia od nowa bankowości internetowej, stare loginy nie będą działać. Będąc za granicą i nie planując przyjazdu do Polski, po prostu się nie da tego załatwić. Próbowałam kilka razy przez telefon, nie miałam wówczas profilu zaufanego czy epodpisu (może teraz to by coś pomogło).

W bankowości internetowej miałam też dostęp do konta przypisanego do karty kredytowej którą opłacalna co miesiąc rachunek.
Po kilku miesiącach niespłaconej karty zadzwonił do mnie Pan z Czerwonego Banku z działu windykacji. Wytłumaczyłam mu sytuację i poprosiłam o podanie mojego numeru rachunku, zrobię przelew z innego konta aby spłacić należności. Niestety on nie może podać, kwestia ochrony danych czy coś. dokumenty bankowego zostały w domu w Polsce, szczerze mówiąc "gdzieś w którymś pudle". I tak rozmawiałam sobie z windykacja przez kilka miesięcy aż w końcu sprawa trafiła do zewnętrznej firmy windykacyjnej.
Pani z nowej windykacji po przedstawieniu mojego problemu z Czerwonym Bankiem bez problemu podała mi numer konta spłaciłam należności, zrobiłam nadpłatę a nowe logowanie zrobiłam dopiero pół roku później przy okazji wizyty w Polsce.
Moja wina że nie pomyślałam o tym rozwiązaniu przed zablokowaniem dostępu.
Uciążliwe jest to bardzo, sama jestem sobie winna nie zapisując swojego numeru konta itd. ale w kraju w którym mieszkam 70% spraw bankowych załatwiam sama, 20% przez telefon lub email a resztę w placówce banku. Te 70% dotyczy również aplikacji o karty kredytowe, otworzenie nowego konta czy zmianę danych osobowych typu adres.
Co śmieszniejsze posiadam konto tutaj w Czerwonym Banku. Czasami mnie zastanawia co sprawia że każdy oddział krajowy ma inną politykę, aż tak bardzo różną.

Bank kiedyś zielony teraz czerwony

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 10 (32)
poczekalnia

#88644

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mieszkam w Szwajcarii, ale cały czas mam konto i pieniądze na nim w Polskim Banku.

Tydzień temu dostałam SMS z informacją, że moja bankowość internetowa i karty zostały zablokowane i prośba o kontakt telefoniczny.

Ze Szwajcarkiego numeru nie szło się dodzwonić, z polskiego koszta są dość spore, ale jak trzeba to trzeba.

Oczywiście najpierw nastąpiła weryfikacja czy ja to ja (no dobra najsampierw to było 10 minut czekania). Po kilkustopniowym upewnieniu się przez konsultantkę, że rozmawia z właściwą osobą przeszłyśmy do konkretów.

Karta została zablokowana w wyniku "podejrzanych transakcji", którą okazała się subskrybcja na youtube, czyli prościej: zaczęłam wspierać pewnego polskiego youtubera i ta transakcja (któraś już z kolei, nie pierwsza) została przez "dział bezpieczeństwa" uznana za podejrzaną. Potwierdziłam tę transakcję. Żeby była jasność: moje "tak" w słuchawce było wystarczające, aby odblokować karty.

Bankowości internetowej nie udało mi się jednak odblokować, bo chodziło o "podejrzane logowanie z Rosji". Upewniłam się, że nie chodzi o Szwajcarię. Nie potwierdziłam tego, nigdy w Rosji nie byłam. W związku z tym trzeba wyrobić mi nowy login do bankowości internetowej, a można to zrobić TYLKO w oddziale banku.

Żebyście dobrze mnie zrozumieli: Bank miał próbę podejrzanego i ewidentnie nielegalnego logowania na moje konto z Rosji i to jest nagle mój problem. Pani nie interesował fakt, że jestem za granicą. Niestety mój pełnomocnik mógłby się pojawić w banku tylko i wyłącznie z "pełnomocnictwem szczegółowym" w którym dokładnie byłoby napisane, że może dla mnie wyrobić nowy login. Wyśmiałam Panią od góry do dołu, że jest chyba niepoważna, skąd miałabym niby przewidzieć, że moje konto w ich banku jest zagrożone atakiem hakerskim?

Krótko mówiąc, gdybym wiedziała, że się przewrócę, to bym sobie wcześniej usiadła chociaż.

Koniec końców, pełnomocnictwo ogólne zostało w oddziale banku skserowane, oddane do konsultacji do radcy prawnego banku i na szczęście zaakceptowane. A jest to pełnomocnictwo ogólne. Czyli, że pełnomocnik może w banku wszystko, na takich samych prawach jak ja.

Fakt, że bank zareagował na podejrzane ich zdaniem rzeczy na koncie to akurat spoko, ale zablokowanie mi bankowości na kilka dni utrudniło mi życie. Niektóre rzeczy szybciej i łatwiej jest robić używając polskiego konta.

Czy są tu eksperci, którzy mogą mi wyjaśnić fakt, dlaczego cały czas niektóre rzeczy można załatwić tylko w oddziale osobiście, a nie przez telefon?

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (53)
poczekalnia

#88643

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wraz z początkiem pandemii przestałem uczęszczać z wiadomych względów na saunę. Po 1,5 roku przerwy postanowiłem wznowić dawny zwyczaj. Wcześniej chodziłem na saunę w miejskim ośrodku sportowym, ale ponieważ ten dalej jest zamknięty - wybór padł na saunę w pobliskim hotelu.

O ile na tej pierwszej zdarzały się co najwyżej głośne rozmowy w saunie obok, o tyle teraz po 2 wizytach w tej drugiej mam mieszane uczucia co do jej klienteli.

Na saunie tej głośne rozmowy są niestety standardem. Za pierwszym razem trafiłem na grupę, jak się potem okazało, antyszczepionkowców. Jeden facet zaczął wypytywać wszystkich w saunie o to, czy są zaszczepieni. Myślałem, że chodzi im o względy zdrowotne, więc przyznałem, że owszem, jestem i to 2 dawkami.

Okazało się, że byłem jedynym zaszczepionym "na sali", co pozostałym ewidentnie przeszkadzało. Po kilku wręcz foliarskich uwagach o byciu zmanipulowaną owcą etc. summa summarum opuściłem tę konkretną saunę (przeszedłem do innej obok). Mogę zrozumieć niechęć do zaszczepienia się, ale już hejt wobec zaszczepionych to dla mnie kuriozum - niestety obsługa nie zareagowała.

Za drugim razem było "ciekawiej". Poszliśmy wraz z partnerką na tzw. rytuał w saunie fińskiej. Z początku wszyscy zachowywali ciszę, ale pani prowadząca rytuał zachęcała wszystkich do rozmowy. Po jakimś czasie ta "rozmowa" zaczęła przypominać bardziej sesję BDSM: Zachęceni przez panią młodzi panowie ("byczki") zaczęli rzucać tekstami początkowo podchodzącymi pod molestowanie seksualne, a po czasie wprost nim będącymi.

"Rozmowa" zakończyła się po tekście jednego z "byczków", który zapytał się prowadzącej, czy "pokaże mu, jak jęczy prawdziwa kobieta". Pani zdała sobie chyba sprawę, ze idzie to nieco za daleko - i później zapanowała już cisza. Proszę sobie jednak wyobrazić, jak czuła się moja partnerka w sytuacji, gdy będąc otoczona przez grupę nagich mężczyzn słuchała takiej "rozmowy"... Moja prośba o zachowanie ciszy jeszcze przed rozkręceniem się "rozmowy" została niestety zignorowana.

Boję się nieco 3. wizyty - a to niestety chyba jedna otwarta sauna w mieście na ten moment.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 29 (59)
poczekalnia

#88637

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Natchniony historią z wdrożenia jakiegoś tam systemu i prościutkiego błędu:

Historyjka o głupocie, piekielności i "instant karmie".

Głupota:
Firma zmieniała/rozbudowywała system rozliczeń z klientami oraz podatkowych.
Wynikła konieczność przechowywania pewnych dodatkowych danych w bazie. Przeżyłem przypadek typu "nie, to pole na pewno nie jest wykorzystywane, można go użyć" powiedziane ... 2 różnym dostawcom w 2 różnych projektach.
Były porządne środowiska testowe będące wierną kopią produkcji, pełne UAT-y, testy bezpieczeństwa. Tylko ... osobne;) dla każdego projektu. A wdrożenie obu w ten sam weekend. Wszystko przeszło gładko...
Po zakończeniu miesiąca i rozliczeniu faktur/zamknięciu miesiąca dane z obu modułów "spotkały się" w systemie księgowym :D:D.
Znalezienie przyczyny błędu ok. 2 tyg. (niespecyficznie się dodawały/odejmowały/modulo inne pole). Naprawa jeszcze dłuższa (przebudowa architektury jednego z projektów, rozszerzenie bazy itp.).

Piekielność: próba zrzucenia odpowiedzialności na dostawców.
Po szybkich procesach sądowych: wina po stronie
zlecającego (na szczęście pierwotne zalecenie było pisemne !!).

Karma: Błąd wytknięty w wyniku kontroli skarbowej:) Sam koszt kar dla zlecającego (ze strony klientów i podatkowego) - wyższy niż płatność za oba projekty.

Smutna rzeczywistość: winnego po stronie zlecającego oczywiście brak ;)

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 20 (48)
poczekalnia

#88636

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia https://piekielni.pl/88630 przypomniała mi:

Pracowałem kiedyś w firmie robiącej oprogramowanie wewnętrzne dla dostawcy usług internetowych. Program ten odpowiadał (między innymi) za włączanie i wyłączanie usług klientom.

W nowym wdrożeniu miał być bajer, że jeśli ktoś ma w systemie ustawioną datę wygaśnięcia umowy - system automatycznie zdezaktywuje mu usługę (wcześniej wszystko było ręcznie).

Wszystko przeszło przez testy wewnętrzne, klienckie - nadeszła noc wdrożenia. O godzinie 1 w nocy kolega odpowiedzialny za ten system dostał sygnał od adminów, że włączają nową wersję, patrzy więc w logi...

System zdezaktywował usługę jednemu użytkownikowi, drugiemu, trzeciemu... Zanim został awaryjnie wyłączony poszło około 300 dezaktywacji.

Okazało się, że system nie sprawdzał, czy data wyłączenia usługi nadeszła, tylko czy jest ustawiona w ogóle. Zaczął więc wyłączać usługi wszystkim, którzy mieli umowy terminowe.

Niestety tutaj nie wystarczyło przywrócić bazy danych. Wyłączenie i włączenie usługi polega na wysłaniu odpowiedniego sygnału do fizycznego urządzenia. Tyle dobrze, że system wypisywał co i komu faktycznie wyłącza. Ręczne przywracanie usług zajęło (już całemu zespołowi) resztę nocy.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 64 (68)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni