Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#85134

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem fotografem, prócz sesji indywidualnych czasem wykonuję też małe zlecenia na chrzty. I własnie o takiej imprezie będzie krótka historia.

Klienci zamawiający zdjęcia byli spoko, cała uroczystość, kościół i sala również - ujęcia wyszły doskonale. Wkurzyła mnie rodzina klientów.
Staram się na takich uroczystościach zrobić zdjęcia wszystkim gościom. Tak by była pamiątka dla każdego. Jak w kościele mogą nastąpić z tym problemy to na sali problemów nie ma. Tu wykonałem zdjęcia wszystkim gościom.

Już dwa dni po uroczystości siostra klientki wyskoczyła z telefonem do mnie pytając kiedy będą zdjęcia. Odpowiedziałem grzecznie, że to musi potrwać bo jeszcze do tych zdjęć nie usiadłem a sama obróbka też potrwa i dodałem, że i tak zdjęć nie mogę jej wysłać bo nie z nią podpisywałem umowę. Zrozumiała, ale nie na długo, następnego dnia "nawrzucała" mi wysyłając dwa SMS-y pisząc w nich, że ona jest na tych zdjęciach i mam obowiązek jej wysłać kopie. Odpowiedziałem, że nie ma takiego obowiązku i zdjęcia otrzyma od swojej siostry później.
Był spokój do czasu przekazania zdjęć zamawiającym. Dzień później telefonowały do mnie zarówno wspomniana wcześniej siostra klientki jak i jedna z babć ochrzczonej. Obu paniom ponownie tłumaczyłem, że nie z nimi podpisywałem umowę na wykonanie zdjęć i nie wyślę im zdjęć. Po zdjęcia muszą zgłosić się do rodziców dziecka czyli formalnie do zamawiających usługę.
Babcia powiedziała, że ciężko jej będzie czekać aż oni ją odwiedzą, ale zrozumiała. Natomiast siostra klientki już miła nie była, zażądała wydania kopii zdjęć bo ma prawo do wizerunku i nie życzy sobie bym miał jej zdjęcia w domu. Dopowiedziałem jej tylko, że jak już posługuje się pojęciem prawa do wizerunku to niech poczyta ustawę w całości ...i zgłosi się po zdjęcia do klientki.

Ja wiem, że goście są niecierpliwi, ale fotograf nie może przekazywać osobom trzecim utworów fotograficznych wbrew zapisom umowy z klientami.
Takich historii penie każdy fotograf będzie mógł przytoczyć na pęczki.

uslugi

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 41 (43)
poczekalnia
Opowieści z recepcji - część piąta i ta będzie już na pewno przedostatnia.

O bardzo dziwnym kurierze i groźbach karalnych.

Przyjeżdżał do nas do budynku kurier cwaniak. Janusz.
Janusz lubił się chwalić ile to on nie zarabia, bo jakby pracował w zawodzie to by tyle nie zarobił, a jako kurier to on ma 10tyś na rękę i nawet się nie męczy. Każdej nowej dziewczynie na recepcji wkręcał że jego się wpuszcza do budynku bez legitymowania (oczywiście dziewczyny były uprzedzane, ale czasami mu się udało). Opowiadał też wiecznie innym kurierom, że on to reszty nie wydaje, jak ktoś ma zapłacić 17 zł a daje mu banknot 50 zł to on sobie zabiera całość jako napiwek.
Dlaczego on tam jeszcze pracował nie wiem.

Do nas miał bardzo dużo problemów - a to że musi się legitymować, że dostawy w ilości hurtowej musi windą towarową dostarczyć (a mimo to się wylegitymować - ZGROZA!)

Niedługo przed końcem mojej pracy tam zmienił się zarząd budynku. Zarząd ten sobie nagle postanowił, że kurierom i dostawcom w godzinach ogólnie przyjętych jako godziny pracy (9-18) nie mogą podjeżdżać przed budynek, tylko muszę stanąć za budynkiem i z paczkami na piechotkę do wejścia.
Zanim się wszyscy nauczyli to były spięcia, kurierzy się buntowali, ale postanowienie zarządu nowym prawem, w końcu wszyscy się przyzwyczaili, ale nie Janusz.

Bo on nie będzie chodził!
Po kilku przypadkach że został odesłany do samochodu zaraz po wejściu zaczął rozdawać paczki z samochodu. Kilka skarg od pracowników (środek zimy, ktoś schodzi po paczkę na dół, więc jest wciąż w budynku, a nagle się dowiaduje, że musi obejść budynek), znowu wchodził do środka, ale parkował przed budynkiem bo:
- on ma ciężkie rzeczy (bo żaden inny kurier nie ma)
- wózka zapomniał (możemy pożyczyć, wystarczy poprosić)
- on tylko na 2 minuty (ta jaaaaaaaaasne)
- bo on ma nowego człowieka i musi go nauczyć
- miejsca dla kurierów są zajęte a on na parking podziemny nie będzie wjeżdżał.

Po kilku takich sytuacjach w ciągu dwóch tygodni, kiedy nie reagował na prośby ze strony ochrony żeby przed budynkiem nie parkować nasz szef się zdenerwował i złożył na niego skargę do jego firmy.
Po południu Janusz wraca na budynek i podchodzi mega wściekły do mnie siedzącej na recepcji i z tekstem:
"Ten twój szef to lubi swój nos? Niech się nie wtrąca do mojej pracy, bo niedługo może mieć krzywy nos"
I zanim zdążyłam zareagować to wyszedł.
Sprawa zgłoszona do naszej firmy, do jego firmy - w końcu grozi kwalifikowanemu pracownikowi ochrony na służbie.

Na chwilę go przenieśli, ale później wrócił. Jeszcze bardziej cwany niż wcześniej.
A wystarczyło posłuchać ochrony, lub być kulturalnym czasami.

ochrona usługi kurierzy

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 24 (34)
poczekalnia

#85131

~Keiko83 ·
| było | Do ulubionych
Historia #85066 przypomniała mi inna , podobną.

Mieszkam obecnie na Wyspach razem z synem. Jego ojciec mieszka w Polsce i zadeklarował chęć zabrania go na okres wakacji. I pojawił się problem, on pracuje, urlop trzyma na przyjazd syna, ja sytuacja podobna a urlop dopiero mam na wrzesień. Nikt mi teraz wolnego nie da- pracuję w hotelarstwie- roboty od groma. A praca ok, rzucać nie będę.
Ponieważ dziecko ma 12 lat sam lecieć nie może, więc pomyślałam, ze kupię komuś bilet w zamian za lot z moim dzieckiem. Można dokupić opiekę w samolocie, jednak cena ta sama, więc pomyślałam, że komuś się przysłużę do odwiedzenia ojczyzny.
Wrzuciłam zapytanko na jedną z FB grup i się zaczeło.
Jestem najgorszą matką na świecie, w życiu nikt nie puścił by dziecka samego, mam rzucić pracę i lecieć z nim i w ten deseń. Ale mistrzyni była jedna- pewnie chcę dziecko wysłać samo bo mam nadzieję ze się samolot rozbije i będę miała bachora z głowy.
Popłakałam się.
Na szczęście sporo osób zadeklarowało pomoc, niektórzy okazywali zrozumienie.

Nie wiem co w ludzich siedzi,ze zamiast pomóc dowalą bardziej, jakby sytuacja nie była już mało komfortowa. Bo tak, nie chciałam by leciał sam, bałąm się o niego, jak poleciał to były najdłuższe 3 godziny w moim życiu, tak się martwiłam.

Co najlepsze, nie raz widze podobne do mojego ogłoszenia, sporo ludzi szuka kogoś kto z dzieciem przez bramki przejdzie.
I podobne, krytyczne lub wręcz chamskie komentarze.
I po co?

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 39 (61)
poczekalnia

#85129

~Takasobiesar ·
| było | Do ulubionych
Na wstępie muszę zaznaczyć, że mieszkam w Azji Wschodniej i nie spotkałam się ze zjawiskiem, które opiszę poza Azją.
Jedną z największych piekielności wg mnie są tzw. begpackerzy.

Begpackerzy to najczęściej zachodni podróżnicy, którzy proszą o daniny na dalsza podróż.
Często maja kartki wykonane w lokalnym języku proszące o wsparcie - nie raz, nie dwa mówili wyprost, że nie mają nawet na bilet powrotny. Niekiedy żebrają z dziećmi.
Pół biedy, jeśli spędzają zdjęcia, które zrobili czy grają na gitarze w zamian za pieniądze - mimo, ze jest to złamanie zasad ich pobytu, gdyż nie maja prawa zarabiać w jakikolwiek sposób.

Jednak to co doprowadza mnie do szewskiej pasji, to widok młodych zdrowych chłopaczków siedzących na tyłkach, proszących o pieniądze na dalsza podróż podczas gdy starsza pani co wieczór w tym samym miejscu zbiera kartony po sklepach na sprzedaż do skupu.
Co innego jeździć bez planu, pracować gdzieś dorywczo i jechać dalej, a co innego oczekiwać od innych „finansowania marzeń” podczas, gdy lokalsi zapierniczają 12 godzin dziennie.

Dzięki ludziom tacy jak oni kraje takie jak Tajlandia wprowadziły konieczność posiadania określonej ilości gotówki, by pokazać że ma się na własne utrzymanie.

Wiem, ze historia nie jest najwyższych lotów, ale polecam poczytać o tym zjawisku, które mam nadzieje będzie powoli wymierać.

Podrozemaleiduze

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 62 (72)
poczekalnia

#85127

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Na Piekielnych trafiłam przypadniem i byłam biernym obserwatorem ale mam dość!
Od dziecka jestem osobą słabosłyszącą, powód -leki zastosowane w dzieciństwie przez nie nie słyszę i mam inne problemy zdrowotne , bez nich bym prawdopodobnie nie żyła.Wsciekam sie na sytuację w naszym kraju ! Super że dzieciaki i osoby uczące sie dostają dofinansowania 100% lub niewiele mniej na sprzęt rehabilitacyjny i wspomogający( np aparaty słuchowe) ale dlaczego dla osób w wieku plus 26 lat , które chcą pracować , szkolić się i uczyć , dofinansowania są tak śmieszne? NFZ daje okolo 20%, Można postarać sie o Pefron tez tyle samo lub ciut więcej , a resztę weź sobie zarób ... Zaznaczam ,że z takim niedosłuchem jaki mam ,ciężko znaleść pracę za większe stawki,na raty nikt nie da bo dochód za niski , życ też za coś trzeba a aparaty słuchowe które pozwalałyby, nie tylko ogladac ciszej telewizor w wytłumionym pomieszczeniu ,ale też funkcjonowac normalnie i pracowac w róznych warunkach mają ceny wysokie jak diabli....żyć ciężko , umierac też drogo

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 19 (43)
poczekalnia

#85130

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przeczytałam historię o robieniu zdjęć nad morzem i przypomniała mi się historia z zeszłego roku. Wyskoczyliśmy na kilka dni do Mrzeżyna. Przy wejściu do portu stały dmuchane zamki, trampoliny, obok knajpki i bary, oraz taka mała klitka pewnego pana, który oferował zdjęcia turystów na kubkach, kartkach i na innych pamiątkach. Pan ten robił również sam zdjęcia, jako, ze aparat miał przewieszony na szyi, nieśpiesznym krokiem przechadzał się po placu licząc, ze turysci go zauważą i zechcą wydać u niego kupę kasy. Ze starszym synem byłam akurat na trampolinie, natomiast mój siostrzeniec z moim młodszym synem w wózku spacerowali nieopodal. W pewnym momencie usłyszałam bardzo niecenzuralne słowa, sporo osób się zaciekawiło o co chodzi. Pan z aparatem bluzgał na mojego siostrzeńca, ponieważ ten szedł po chodniku na którym stała jego budka i zasłaniał reklamę. Kazał mu spier*lac z tym wózkiem jak najdalej. Pana serdecznie nie pozdrawiam, mieliśmy nieprzyjemna rozmowę do której włączył się mój mąż i było nie miło. Jak najdalej od takich ludzi.

Wakacje morze piekielni sprzedawcy

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 15 (37)
poczekalnia

#85128

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Znajomym zamarzyło się pobrać i mieć wesele jak z bajki. No tylko goście wiem że nie dopiszą. A czemu?

Data ślubu 31 sierpnia, a gro zaproszonych ma dzieci idące do szkoły. Także wydatki są na inne rzeczy niż koperta.

Przykład odległości ślub w Warszawie wesele w Łodzi. Transport oczywiście własnym wozem lub taxi, ale młodzi wymarzyli sobie pałacyk 53km od kościoła. Noclegu brak.
Od znajomych wiem że ugotowali się finansowo rezerwując pałacyk i planując wesele na około 150osób już ponad rok temu. A na chwilę obecną ludzie deklarują tylko na ślub chętnie wesele raczej nie.

Wesele

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 17 (53)
poczekalnia

#85126

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Właśnie wróciłem z zakupów w sklepie z nasłynniejszym płazem w nazwie.

Pani,która raczyła mnie obsługiwać była właścicielką owego przybytku (wiem o tym,kiedyś się orientowałem).Jej stosunek do mnie przerósł jakiekolwiek wyobrażenia na temat obsługi klienta.Ale do rzeczy: wziąłem ze sobą tylko 10 zł i kupiłem dwie paczki czipsów oraz napój.

K - kajserka
J - ja

K: To będzie 12 zł.
J: Ale czipsy są dwie paczki za 4 zł.
K: Ale to obowiązuje od jutra.Musisz dokładniej ceny sprawdzać.

Nie cierpię,gdy nagle przechodzi się ze mną na Ty,zwłaszcza,że mam obrączkę na palcu i aż tak młodo nie wyglądam.Mimo to kontynowałem:

J: To wezmę tylko jeden raz czipsy.
K: To po co przychodzisz na zakupy jak nie masz pieniędzy?!

O nie.Wpieniła mnie.Zanim odpowiedziałem,ona dodała:

K: Odnieś rzeczy,których nie kupujesz.

Po otrzymaniu reszty pożegnałem się,nie zabierając w/w rzeczy.Usłyszałem za sobą:

K: Miałeś odnieść to picie i czipsy!
J: Ja tu nie pracuję!

Kto był piekielny? Może ja tym,że nie odniosłem artykułów,z których zrezygnowałem,ale uwierzcie mi,kobieta mnie wkurzyła.

Pozdrawiam.

Płaz

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 57 (69)
poczekalnia

#85120

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ja już naprawdę nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak i to co mi się przytrafia jest powszechne i normalne, czy to ludzie wokół mnie powinni być na nowo wychowani.

Jestem w ciąży. 9 miesiąc, dwa tygodnie do terminu, najpierw idzie brzuch, potem ja, normalne w tym okresie. Mam akurat to szczęście, że znoszę to dosyć lekko i tylko czasem gdzieś poboli, zakłuje, żebym czasem nie zapomniała, że mam dziecko pod sercem. Stanie w długich kolejkach może nie należy do najprzyjemniejszych, bo obciążenie jest dosyć spore i po chwili nogi stają się obolałe i w głowie się trochę kręci, ale daję radę, jeszcze ani razu nie prosiłam o przepuszczenie. Jednak dobrze wiem, jak wiele jest kobiet, które nie dają rady i bardzo szybko robi im się słabo, kiedy postoją dłużej.

Z góry wszystkich bardzo proszę, żebyście nie pisali złośliwych komentarzy typu "jak się komuś robi słabo, to niech nie chodzi do sklepu, kto jej każe", albo "Karyna w ciąży to myśli, że jej wszystko wolno". W rzeczywistości, nie zawsze da się uniknąć wizyty w sklepie, a większość kobiet w ciąży, w tym ja, nie uważa się za pępek świata.

Przejdźmy w końcu do sedna. Napiszę tu o dwóch autentycznych sytuacjach, które wyprowadziły mnie całkowicie z równowagi. Wspomnę tylko, że strasznie mnie to śmieszy, kiedy staję w kolejce i wszyscy razem z kasjerką próbują ze wszystkich sił udawać, że mnie nie widzą :)

Pierwsza sytuacja w markecie. Kolejka spora, ale ludzie w kolejce, w tym ja, nie mają więcej niż 15 rzeczy, myślę sobie, szybko pójdzie. Za mną staje kobieta z córką, nie wydaje mi się, żeby którejś coś się działo złego, rozmawiają o swoich sprawach. Do moich uszu wpada jedno zdanie, brzmiące "ty idź jeszcze po wodę, a ja się postaram tu przejść na początek". Będzie ciekawie, pomyślałam. Sekundę po tym, poczułam rękę na ramieniu i słowa "ja mam TYLKO dwie rzeczy". No to ja patrzę na swoje mleko, bułki i czekoladę, z mindfuckiem na twarzy i jej odpowiadam "ja jestem TYLKO w ciąży i mam TYLKO trzy rzeczy". Kobieta stwierdziła chyba, że lepiej będzie to zignorować i pognała na początek kolejki. Ale jak lubię to nazywać, karma wraca, bo zaraz po tym otworzyli drugą kasę, do której dostałam się jako pierwsza, a jej córeczka z wodą musiała niestety stanąć za mną. Los chciał, że tak czy inaczej wyszłam wcześniej ze sklepu.

Druga sytuacja na poczcie. Miałam do odebrania awizo, w mojej placówce bierze się numerek i czeka z nim na swoją kolej. No to biorę numerek i czekam. Kolejka akurat na jedną osobę, więc pójdzie szybko. Aż tu wchodzi Pani Grażyna, która nie będzie brała numerka, bo ona ma do zapłacenia tylko wodę. Ona to szybko załatwi. Mówię do niej grzecznie, że awizo załatwia się jeszcze szybciej, a akurat dzisiaj nie czuję się zbyt dobrze i wolałabym Pani nie przypuszczać. Niby zrozumiała, ale efekt był taki, że swoim wielkim cielskiem utrudniała mi przejście do okienka, bo stanęła zaraz przede mną, a placówka jest dosyć ciasna przez multum regałów i półek z produktami. Na moje szczęście, Pani z poczty chyba usłyszała naszą krótką konwersację, bo kiedy Grażynka już biegła do okienka, ta kazała jej mnie przepuścić. Taka tam sprawiedliwość.

I teraz moje pytanie. W którym momencie prawo się zmieniło i teraz to kobiety w ciąży muszą przepuszczać innych ludzi w kolejce? I to ja jestem dziwna, czy ludzie wokół mnie?

Kolejki

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 70 (96)
poczekalnia

#85122

~Florystka ·
| było | Do ulubionych
Opowiem Wam historię o piekielnym rodzaju klienta "ja tylko to to licz. Natychmiast". Sytuacja z dnia dzisiejszego. Telepie mną do teraz. Po moim nicki można się domyślać gdzie pracuję. Jest to kwiaciarnia mała, lecz mocno oblegana. Na drugiej zmianie nas dwie. Obie uwalane w bukietach. Podchodzi kobieta, na oko lat ok 60. Chce zapłacić za jakiś tam kwiat doniczkowych. U nas brak wolnej ręki, więc proszę aby poczekała. Tym bardziej, że przed nią w kolejce czekało jeszcze ok 4 osób. Nagle jak nie grzmotnie. Pani rzuciła doniczką, ponieważ "gówniary" nie chcą jej obsłużyć natychmiast a ona tylko jeden kwiatek...
Brak słów.

uslugi

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 30 (56)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni