Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#91453

przez ~starababa ·
| było | Do ulubionych
Dziś usłyszałam od znajomej coś przerażającego.
Szłam sobie z kilkoma koleżankami przez jedną z głównych ulic w centrum miasta.
Skierowałyśmy się do jednej z knajpek przy głównym deptaku. Gdy rozglądałyśmy się odpowiednim stolikiem, zauważyłyśmy, że przy jednym ze stolików siedziała grupka mężczyzn, zdecydowanie pod wpływem alkoholu. Młoda kelnerka właśnie przyniosła im rachunek i czekała na płatność, panowie zagadywali ją dość niewybrednymi tekstami, a jeden z nich najpierw położył jej rękę na dolnej części pleców i zaczął tam masować, a potem przesuwał rękę w dół. Dziewczyna odsuwała się, ale facet nie dawał za wygraną i usiłował znów przysunąć ją do siebie. Dziewczyna głośno zaprotestowała i poprosiła o jak najszybsze uregulowanie rachunku i wyjście. Faceci żartowali sobie z jej zdecydowanej reakcji. Nie chciałam na to patrzeć bezczynnie, więc podeszłam z jedną z koleżanek i zapytałam o wolny stolik stając między nią a facetem. Dziewczyna powiedziała, że zaraz nam pokaże stolik, a my zostałyśmy z nią przy stoliku czekając, aż faceci zapłacą.
Sytuacja taka sobie - niby nic takiego się nie stało, ale ja byłam tym wszystkim trochę poruszona.
Usiadłyśmy i zamówiłyśmy drinki, a następnie komentowałyśmy zainstniałą sytuację. Tylko jedna z koleżanek zaprezentowała inne stanowisko.
- A ja to nie rozumiem, czym wy się tak ekscytujecie. Przecież nic się nie stało. Zachowujecie się, jakby tę babkę tam gwałcili na tym stoliku. To kelnerka, na pewno spotyka się z tym na co dzień i nie robi to na niej wrażenia. Jakie molestowanie? Już bez przesady, facet ją lekko dotknął, a wy już molestowanie! Boże, no normalne, że faceci jak się nawalą to, no zachowują się tak czasem, ale czy coś się stało?
- Ale przecież było widać, że dziewcyzna nie czuje się z tym komfortowo!
- Ojej, jaka wrażliwa, niech pracę zmieni!
Jeśli samo to jest mało przerażające, to dodam, że znajoma ma nastoletnią siostrzenicę, z którą, jak twierdzi, ma świetny kontakt i po pytaniu czy gdyby chodziło o jej siostrzenicę to też by tak mówiła, stwierdziła, że jej siostrzenica nie jest takim snowflakiem, żeby płakać, bo jej facet dotknął.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (62)
poczekalnia

#91452

przez ~gostek ·
| było | Do ulubionych
Mam coś do napisania o odlocie niektórzych właścicieli psów. Dodam, że rozmawiałem na temat z paroma znajomymi, którzy sami mają psy i oni potwierdzają moje obserwacje.
Pamiętam, że jakieś 5-10 lat temu był spory problem z tym, że ludzie bez pozwolenia dotykali obcych psów, sam wtedy nie raz wyrażałem swoje oburzenie tym, jak można ot tak głaskać obcego psa. Było tak, bo moja ówczesna parterka miała psa, który był agresywny i doskonale pamiętam sytuację, gdy jakaś starsza kobieta usiłowała bez pytania wygłaskać pieska, a gdy pies został odciągnięty, a pani opieprzona, usłyszeliśmy od niej okropne inwektywy.
Natomiast ostatnio mam inne obserwacje.
Po pierwsze do pracy chodzę przez park. W parku, wiadomo, często kręcą się ludzie z psami. Wczoraj po raz kolejny miałem tę samą dyskusję z pewną panią z psem.
Chodzę szybkim krokiem, jak do pracy. Pierwszy raz na panią trafiłem parę tygodni temu. Pies ni z tego ni z owego podbiegł do mnie, ale był przyjazny, więc jako zwierzolub wyciągnąłem do niego rękę do powąchania (nie wiem czemu, gdzieś kiedyś słyszałem, że tak się robi, aby dać się psu poznać).
Za chwilę zmaterializowała się pani właścicielka i zaczęła na mnie krzyczeć, żebym nie dotykał jej psa. Powiedziałem, że przecież nie dotykam tylko daję rękę do powąchania i powinna się cieszyć, bo nie każdy zareagowałby tak jak ja, gdy podbiega do niego obcy, duży pies.
Kolejnym razem spotkałem psa gdy jego pani była w pobliżu, idę sobie normalnie, popatrzyłem na psa i się do niego uśmiechnąłem (odruch), pies zaczął machać ogonem i podszedł do mnie. Już nie wyciągnąłem ręki, ale zacząłem coś do niego mówić, typu "cześć, co tam, kolego" i dopiero tu pani zareagowała znowu krzycząc, że mam zostawić jej psa. Popukałem się tylko znacząco w czoło i poszedłem dalej.
A wczoraj znów. Tym razem minąłem się z panią, gdy prowadziła psa na smyczy. Pies znów zamachał ogonem i ewidnetnie ciągnął w moją stronę, ale postanowiłem nie reagować.A mimo to pani znowu miała coś do powiedzenia, mianowicie, żebym przestał tak szybko chodzić, a wręcz biec, bo to budzi ciekawość jej psa i ją ciągnie. Ludzie...
Inna obserwacja. Byliśmy z żoną na piwku w mieście. Siedzeliśmy w ogródku piwnym. Siedziała też para z psem i parę innych osób. Siedziała też starsza para, która podziwiała psa, komentowała wygląd, zgadywali co to za rasa. W pewnym momencie kobieta od psa odezwała się do nich, aby już przestali rozmawiać o jej psie. Para zareagowała zdziwieniem, czy to już porozmawiać nie można. A pani od psa wybuchnęła, że gadają o tym psie, jakby jej tam nie było, a zaraz pewnie będą łapy pchać, a ona sobie nie życzy.
I historia opowiedziana mi przez żonę. Żona pracowała w takim trochę januszexie, gdzie szef i jego żona zgrywali wielkich państwa, właścicieli niewolników. Żona szefa przychodziła do firmy nie wiadomo właściwie po co, nie pełniła tam żadnej funkcji, przychodziła chyba się pokazać, jaką jest wielką damą. Wielka dama zawsze chodziła z pieskiem pod pachą (jakaś mała rasa, chyba york). Kiedyś gdy żona szefa była na wizytacji, do jednej z pracownic przyszedł syn, bodajże 10-letni, bo zapomniał kluczy do domu.
Młody wziął klucze i zauważył szefową z pieskiem, nie wiedząc, że dama nie życzy sobie, aby poddani się do niej odzywali, powiedział coś w stylu "ojej, ale ma pani ładnego pieska". Na co szefowa "A co cię obchodzi mój pies, żebyś mi go przypadkiem nie dotykał, ręcę masz pewnie brudne". To był chyba jedyny raz, kiedy żona widziała, że ktoś wielkiej damie powiedział swoje zdanie, bo matka chłopca skomentowała, żeby pani jednak odnosiła się do jej dziecka grzeczniej. Wielka dama usiłowała potem przymusić męża do zwolnienia tej pracownicy, ale chyba janusz miał jednak jakiś swój rozsądek, bo tak się nie stało.
To tyle ode mnie, jestem ciekaw, czy macie podobne obserwacje?

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 43 (45)
poczekalnia

#91450

przez ~ipon ·
| było | Do ulubionych
Czasem w życiu spotykają nas sytuacje, które są tak absurdalne, że nadają się na scenariusz filmu klasy B.
Mamy parę dobrych znajomych, Monikę i Jacka. Wszyscy znamy się jeszcze z czasów liceum.
Kilka lat temu urodziło im się dziecko, a jestem obecnie w ciąży.
Generalnie w tym związku spory problem stanowiła zazdrość Moniki, która zawsze wobec Jacka była podejrzeliwa i trochę zaborcza. Trzymało się to jednak w granicach przyzwoitości, a nawet po urodzeniu dziecka Monika zdawała się być nieco bardziej odprężona w tym temacie.
Kiedy ostatnio się z nimi widzieliśmy, Jacek zaproponował, że mogą nam oddać wózek po swoim dziecku. Wózek dość drogi, więc zaproponowaliśmy, że odkupimy, ale Jacek upierał się, że nie ma potrzeby. Monika jednak trochę się wkurzyła, bo jak się okazało Jacek z nią tego nie uzgodnił, a ona wózka oddawać nie chce. Trochę się przy nas posprzeczali, Monika mówiła,że przecież mogą mieć drugie dziecko, poza tym to jakiś rodzaj pamiątki itd
Potem z Jackiem wyszli do kuchnii, a my usłyszeliśmy strzępki rozmowy, że w sumie Monika miała bardziej za złe, że chciał oddać za darmo, dlaczego i co się tak na mnie ciągle gapi.
Ponieważ zrobiło się dziwnie wyszliśmy niewiele później.
Ku mojemu zdziwieniu Monika kilka dni później napisała do mnie, że przeprasza i chętnie odda wózek za darmo. Odpisałam, że ok, ale nalegam jednak na odkupienie lub przynajmniej możliwość odwdzięczenia się.
Monika zaproponowała, aby wpadła na kawę i dotrzymała jej towarzystwa i to wystarczy za zapłatę. Wpadłam więc po pracy, ale Monika zmieniła zdanie, że nie ma ochoty na plotki, ale jak już jestem to żebym wzięła wózek, bo w sumie tylko im zalega w piwnicy.
Zabrałam więc wózek, podziękowałam i poprosiłam, aby dała znać, kiedy ta kawka.
A dwie godziny mam wizytę niebieskich panów. Podejrzenie kradzieży. Monika oskarżyła mnie, że ukradłam jej wózek. Wersja, którą opisała była mniej więcej taka, że miałyśmy się umówić na kawę, podczas spotkania poprosiłam o możliwość obejrzenia wózka, aby wypróbować, czy warto kupować taki sam, a gdy zeszłyśmy do piwnicy popchnęłam ją i uciekłam z wózkiem.
Wystarczyło pokazanie panom wiadomości od Moniki. Panowie wymienili się spojrzeniami i powiedzieli, że ewentualnie dostanę wezwanie na komendę. Razem z mężem od razu zaczęliśmy dzwonić do Moniki i Jacka. On potem oddzwonił i zaczął przepraszać i ogólnie chyba sam był w szoku, ale ogólnie Monika odwaliła to, bo była przekonana, że chęć oddania nam wózka za darmo to dowód na to, że Jacek ją ze mną zdradza i to jego dziecko noszę.
Brak słów.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 43 (47)
poczekalnia

#91438

przez ~Kot7 ·
| było | Do ulubionych
Rok temu komunikacja miejska w Krakowie rozwiązała umowę z firmą kontrolerska. Było sporo ataków fizycznych na ich pracowników. Oni sami też nie byli bez winy, bo czytałam o sytuacji, gdy szarpali niepełnosprawna kobietę, bo nie zdążyła skasować biletu.
Od paru miesięcy kontrolę robią jacyś wewnętrzni pracownicy komunikacji.
I tak. Z jednej strony panu kontrolerowi brakło jaj żeby poprosić o bilet Azjatke, która widząc kontrolę stanęła przy drzwiach, tyłem do ludzi i bo za moment był przystanek. A z drugiej strony kobieta doczepila się, że moja teściowa po wejściu do autobusu i kupieniu biletu nie skasowała go od razu tylko zawahała się parę sekund, bo je (kontrolerki) widziała z tyłu autobusu

Autobus tramwaj

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 22 (40)
poczekalnia

#91449

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia będzie opowiadać o, moim zdaniem, niesprawiedliwym incydencie z moich szkolnych lat. Sytuacja działa się około 11 lat temu na lekcji biologii w gimnazjum. Akurat ja i mój brat bliźniak nie byliśmy obecni przez chorobę. Kiedy wróciliśmy do szkoły, kolega powiedział nam, że z biologii jest projekt do zrobienia ale mamy się zapytać nauczycielki, bo są jakieś wytyczne i ona lepiej nam przekaże. Udaliśmy się więc, do nauczycielki. Okazało się, że jest do zrobienia zielnik. Nauczycielce się spieszyło i powiedziała nam tylko, że interesują ją tylko drzewa liściaste i im więcej ich będzie tym lepsza ocena. Nic więcej, nic mniej. Czas- 2 tygodnie. Ucieszyłem się, bo mieszkamy w mieście gdzie jest duży park, lasy wszędzie wokół, a rodzina ma u siebie całkiem zadbane ogrody. Tak więc nazbieraliśmy z bratem liści z przeszło 30 różnych drzew. Szczęście nam dopisało, bo w parku było dużo drzew przywiezionych z zagranicy, a nasza ciocia na dodatek przywiozła nam liście drzew egzotycznych z jej wyjazdu w ciepłe kraje. Łącznie mieliśmy około 36 różnych gatunków drzew liściastych w zielniku. Oprawiliśmy je, dodaliśmy podpisy, krótką charakterystykę gatunku i takie zanieśliśmy do szkoły. Ocena? 3-. Dlaczego? Widziałem, że zrobione przez inne osoby zielniki "na odwal" dostawały 5-ki, a nawet 6-ki. I wtedy wyszło, że nauczycielka nie przekazała nam wszystkiego co powinna. Obchodziły ją tylko "polskie" drzewa. Żadnych owocowych, zagranicznych i "nietutejszych". Próbowałem się kłócić ale nauczycielka uznała, że ocenia tylko za ilość tego co ja interesuje i jak mi nie pasuje to mogę dostać 1-kę. W wielkim poczuciu niesprawieliwości zrobiliśmy z bratem po jeszcze jednym zielniku. Wkleiliśmy tylko "polskie" liście z opisami. Żadnej charakterystyki, oprawy. Dostaliśmy po 6. Czyli dało nam to średnią 4+. Moim zdaniem jest to idiotyczne, że dziecko, które się postarało zrobić coś zdecydowanie więcej dostało niższą ocenę, bo według "klucza" coś było nie tak. I druga sprawa, że nauczycielka nie przekazała nm dokładnie czego oczekuje.

Ps: na "6" potrzeba było 16 drzew polskich. Ja miałem 12, dlatego 3- (taki system oceniania sobie wymysliła). I miałem też 24 drzewa, które jej nie pasowały, więc ich nie liczyła.

Szkoła

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 41 (51)
poczekalnia

#91447

przez ~trujaca ·
| było | Do ulubionych
Jakim trzeba być dzbanem, aby
1. Na stronie, której nazwa jednoznacznie wskazuje, że jest to content przeznaczony dla osób, które starają się o dziecko i mają problem z poczęciem lub osób po poronieniach dodać pod postem komentarz o tym, jak bardzo jest się szczęśliwym, że nie ma się dzieci, bo dzieci to tylko problem i kula u nogi
2. Po zwróceniu uwagi (w grzeczny i nieofensywny sposób), że jest to strona mająca na celu wspieranie osób, które myślą wręcz przeciwnie i bezdzietność jest dla nich bolesna, wręcz uprasza się o niekomentowanie w sposób mogący ranić te osoby, zacząć intensywnie pisać komentarze, że jest się wolnym człowiekiem i można sobie pisać co się chce i gdzie chce
3. Po otrzymaniu na stronie bana podlinkować gdzieś tę stronę z prośbą o negatywne komentarze za banowanie "niewygodnych" opinii.

facebook

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 54 (66)
poczekalnia

#91440

przez ~przeprowadzkowicze ·
| było | Do ulubionych
Śmiejemy się z moim partnerem że za dzieciaka przeklęła mnie cyganka klątwą wiecznego remontu. Albo to może on jest przeklęty ;p

Zamieszkaliśmy razem jakieś 8 lat temu i z różnych powodów wielokrotnie zmienialiśmy lokum (a to nowa praca, a to podwyżka czynszu, a to chęć poprawienia sobie standardu).
Pierwsze mieszkanie: kawalerka w bloku obok starego zadaszonego targowiska z lat 90. Tuż po zamieszkaniu burzą targowisko i w jego miejscu stawiają bloczur.
Drugie mieszkanie, dwie ulice dalej. Tydzień po wprowadzce rzeczona ulica zostaje zamknięta i remontowana (a mowa o jednej z głównych arterii dzielnicy).
Kolejne w tej samej dzielnicy, ale ciut dalej. Po kilku miesiącach działka obok zostaje sprzedana pod budowę bloku a nasz widok z okna na drzewka owocowe zmienia się na dziurę w ziemi i dźwigi. Po dziś dzień się zastanawiamy jakim cudem deweloper zmieścił tam tak duży budynek.
Kolejna zmiana mieszkania: kilkuletnie osiedle już w innej dzielnicy, przyjaciółka blok obok. Usłyszeliśmy od niej że "odkąd skończyli ostatni etap budowy to jest super, lokale się pootwierały, do trasy daleko, dużo terenów spacerowych.". Nie minął miesiąc jak rozpoczęła się pod naszymi oknami budowa dwupasmówki i przygotowywanie terenu pod kolejny etap rozbudowy osiedla. Tutaj oczywiście nasz fakap, bo pewnie informacje były dostępne publicznie ale nie przyszło nam do głowy żeby to zweryfikować.
Na tym etapie zdecydowaliśmy że jak nie teraz to nigdy: kredyt i idziemy na swoje. Nieruchomość wybrana, na obrzeżach miasta w okolicy lasów. Plan zagospodarowania sprawdzony, okolica obejrzana. Żaden blok ani dwupasmówka się w pobliżu nie zmieści ;) Na czas budowy zdecydowaliśmy się na jakiś czas zatrzymać w mieszkaniu znajomej a potem trochę pojeździć po kraju.
Już pierwszego dnia okazało się że piętro wyżej trwa remont i prędko się nie skończy. Kiedy najgłośniejsze prace trochę ucichły sąsiad z naprzeciwka zainspirował się i też rozpoczął kucie kafelek i burzenie ścian. A kiedy obaj panowie po jakichś 3 miesiącach skończyli miasto wzięło się za remont drogi pod naszymi oknami. (swoją drogą słusznie, dramatyczny był już ten asfalt)
Po paru miesiącach wdrożyliśmy plan podróżowania. I tutaj już w skrócie: pierwsze lokum było w pakiecie z remontem głównej drogi przy której stał blok, drugie z identyczną atrakcją, trzecie powitało nas remontem kawalerki obok. Potem już się poddaliśmy i stwierdziliśmy że idziemy na swoje, najwyżej będziemy spać na podłodze bo mebli brak.
Wprowadziliśmy się we wrześniu. W październiku rozpoczęła się budowa domu działkę za nami a na wiosnę działkę przed nami.

Wiadomo, duże miasto remontami stoi, ale nie spotkaliśmy się jeszcze z sytuacją by ktoś miał aż takiego pecha ;)

remont

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 44 (58)
poczekalnia

#91441

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Paragon grozy...

Wladyslawowo.

Obiad zupa plus 2 danie 38zł x 4 152zł

Dostaje rachunek dostaje 279zł.

K... WTF.


Okazało się obiad plus 2 danie za 38zl to 250ml zupy plus ryba 190gr frytki 200gr surówka 200gr. A było zupa 300ml ryba 230 frytki 270 surówka 300.


Np co. Brał pan dania ale nie mówił ile chce trzeba było mówić. I tak danie cennikowe zamiast 38 zł wyniosło prawie 70

Restauracja morze

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 26 (58)
poczekalnia

#91436

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Nie wiem, czy obserwujecie, co się dzieje za Odrą? Rządzi sobie piekielna koalicja trzech partii, z ciągle zapominalskim kanclerzem na czele, który, będąc jeszcze nadburmistrzem Hamburga, zezwolił na wielomiliardowe oszustwa podatkowe, a przed sądem ponoć nie przypomina sobie nic, bo wszystko zapomniał. Z partii ZIELONYCH jest ministrem gospodarki niefachowy pisarz książek dla dzieci, który podejmował wielce nierozsądne decyzje dotyczące wyłączenia ostatnich trzech elektrowni jądrowych, oraz wprowadził prawo, zabraniające obywatelom ogrzewać gazem i olejem.To samo spowodowało niesłychane podwyżki cen za prąd, oraz reaktywacje elektrowni węglowych, a wszystko, w celu zaoszczędzenie dwutlenku węgla, przy czym Niemcy odpowiadają za tylko mniej niż 2% jego światowej emisji. Cały świat stawia na czysty atom, tanio produkujący prąd, a tu koalicja nie chce tego u siebie, woli kupować francuską elektryczność jądrową dużo drożej, oraz m.in. rosyjski gaz z Indii, tyle, że za dużo wyższą
cenę. Podatki, oraz ceny energii są tutaj najwyższe w Europie, chociaż fiskus ściąga z obywateli MILIARD € rocznie. Ale koalicją woli wydawać forsę na uchodżców, często gwałcących i mordujących, najczęściej nożami, tubylców, horaz idiotyczne projekty socjalne i pomoc dla krajów trzeciego świata, m.in. kilkaset milionów na n.p. ścieżki rowerowe w Peru, albo toalety w czarnej Afryce.
Ta pomoc zagraniczna znika najczęściej w ciemnych kanałach korupcyjnych. Tymczasem gospodarka krajowa, jako jedyna w Europie, rozwija się negatywnie, a firmy podupadają i wywędrowują za granicę /n.p. BASF/. Przy czym, politycy przy władzy korzystają samoobsługowo z ogromnych przywilejow, dopuszczając do koryta swoich krewnych i bliskich w sposób niesłychanie bezczelny, wiedzą, że są bezkarni, bo mają prawo i sądy, oraz instytucje rządowe i wywiad w kieszeni. Minister praw zagranicznych, też z ZIELONYCH, jest najbezczelniejsza, bo wydaje na wizażystke 132000 € rocznie i rozbija się samolotem rządowym niepotrzebnie po całym świecie, nawet krótkie, troche ponad 100km loty. Równocześnie wymagają ZIELONI od społeczeństwa, aby nie jeżdziło samochodami, ani nie latało, przynajmniej w kraju na krótkie odcinki, tylko jedziło rowerami, albo przynajmniej elektrykami z małym zasięgiem kilometrowym. Bo co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie! Milcz, płać i wykonuj rozkazy, bo car zadecydował. Obecny rząd jest niewątpliwie najgorszy, najpodlejszy i najbezkarniejszy, jaki kiedykolwiek istniał w powojennych Niemczech i nienawidzi swoich wyborców, którzy im zwisają cieżkim kalafiorem. Bo są pewni bezkarności i nikt nie może zmusić ich do rezgnacji z zajętych stanowisk, a sami nie wycofają, się bo nie mają za grosz przyzwoitości i honoru. Jednocześnie uciskają legalną opozycję, nie argumentując przeciw jej programom, tylko
określając każdą sensowną krytykę jako nazizm i faszyzm. Rząd ma obecnie minimalne poparcie tylko u mniej niż 1/3 wyborców i jest najmniej lubiany y wszystkich dotychczasowych. Ale do nowych wyborów jeszcze daleko i chcą się trzymać przy władzy do końca, mimo skandalicznych oszustw i idiotyzmów, bo przeważająca większość z nich, to niedouki bez skończonego wykształcenia, ale z perwersyjną ideologią na koszta niepytanego o zdanie narodu.
Piekielne, ale nieunicestwialne do czasu. Takie jest życie, ale
wyborca sam tego chciał, to ma. Kto głupi, ten umiera wcześniej.

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (87)
poczekalnia

#91432

przez ~NIELUBIEKOTOW90 ·
| było | Do ulubionych
Moja dziewczyna ma kota. Kot jest stary, jak usłyszałem, że ma 18 lat i niewydolność nerek to uznałem, że dziada przeczekam. To było dwa lata temu. Dziad to jakiś medyczny ewenement, z niewydolnością podobno koty żyją pół roku a ten już w sumie 5 lat. Pewnie dlatego, że jak ludzie się orientują ile leczenie takiego kota kosztuje, to od razu usypiają.
Dziad bierze leki dwa razy dziennie i kroplówkę co drugi dzień. Brzuch go boli od leków, więc mu robi siemię lniane. Każdy wyjazd jest uzależniony od tego, czy ktoś tego dziada weźmie i będzie mu te leki podawał (skurczybyk nie współpracuje).
Brzydki jest strasznie, żre tylko specjalistyczna karmę i ma specjalna fontannę, która trzeba zakraplać kroplami z walerianą, bo inaczej dziad nie chce pić (a ma chore nerki). Przez te 5 lat tyle kasy w niego poszło, że mogłaby nowe auto kupić, a jeździ trupem.
Dziad jest zazdrosny, to chyba syndrom sztokholmski. Co ona usiądzie to przyłazi i pcha się na ręce. Co przytulę, to się ładuje między nas. Syczy na mnie bezzębną paszczą i patrzy z nienawiścią. Jak śpię, to stoi nade mną i parzy się z nienawiścią z mordą 1.5 cm od mojej twarzy. Futro z niego jest wszędzie. W jedzeniu też. Nie mogę nosić czarnych rzeczy. Ani granatowych. Próbował mnie pogryźć, ale nie ma czym, więc mnie tylko oślinił.Pytałem się weta, ile to jeszcze będzie żyło, to mi powiedział że już powinien dawno zejść. Więc czekam.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 25 (101)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni