Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#87171

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Patrząc wstecz, nie mam pojęcia czym kierowałem się w przeszłości wybierając swoje partnerki.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje tu, nazwijmy ją Sonia.
Ze Sonia poznaliśmy się jeszcze na disco w czasach technikum. Kilka randek, wyglądało na to, że zaczyna robić się coś więcej aż tu nagle Sonia twierdzi, że to nie jest to czego szuka. Z asertywnością było u mnie wtedy kiepsko, więc zgodziłem się na friendzone. Wiem...
Sonia później kogoś poznała, nic z tego nie wyszło a ja ciągle z nadzieją i ciągle we friendzonie.
Życie tak mi się potoczyło, że wyjechałem do Anglii, jednak bardzo zależało mi na utrzymaniu kontaktów że znajomymi więc odwiedziłem Polskę, dzwoniłem itp, w tym również do Sonii.
S miała bardzo dziwne podejście do utrzymania kontaktów. Np. Prosiła pilnie o kontakt (o określonej porze), a to były jeszcze czasy budek do rozmów międzynarodowych w kafejkach internetowych. Więc zasuwam 20 minut z buta do kafejki, dzwonię, S nie ma w domu. Dzwonię na komórkę, S zapomniała a teraz nie czasu na rozmowę.
Innym razem spotkaliśmy się w Polsce, wszystko super, ja po południu mam samolot. S prosi żebym dał znać jak będę już w domu w Anglii. Ok nie ma sprawy ale ostrzegam że w domu będę dopiero ok północy, nie ma sprawy, mam dać znać.
Włączam telefon po wylądowaniu samolotu i dostaję wściekły SMS od S dlaczego jeszczę nie dałem znać, że jestem w domu. Odpisałem, że samolot dopiero co wylądował, a poza tym mówiłem, że napiszę dopiero o północy a teraz jest 21. Coś musiała zrozumieć bo przeprosiła i zakazała mi(!) włączać mojej polskiej karty SIM. Oczywiście sprawdziłem i dostałem kilka Sms-ów, że jestem okropny, ona czeka na wiadomość, ja obiecałem i nie piszę i tak przez kilka godzin wstecz.
Takich akcji było o wiele więcej i postanowiłem pożegnać się z S na dobre. Niestety S nie przyjęła tego dobrze i po tygodniu dotarł do mnie list od S na 2 kartki A4 tłumaczący mi jak bardzo mnie nienawidzi.
Ok 6mcy pozniej, spacerowałem po mojej miejscowości i natknąłem się na... Na S. Była wielce zdziwiona, że ani razu do niej nie dzwoniłem, na moje pytanie czy już nie pamięta, że mnie nienawidzi, stwierdziła, że to było "tak tylko" i ona wcale tak nie myśli.
Niestety, asertywność nadal u mnie kulała i dałem się przekonać. Resztę dnia spędziliśmy w jakiejś kawiarni.
Spotkałem ja kilka dni później, z racji że za 2 dni wyjeżdżałem, zaproponowałem spotkanie na lunch.
- nie, usłyszałem w odpowiedzi,
- ok, to może spacer po parku, wyjeżdżam za 2 dni?
- nie (ani słowa więcej)
- ok, przepraszam w takim razie i żegnam.
I to był ostatni raz kiedy widziałem S w swoim życiu.

Przewińmy 10 lat do przodu, kupiłem działkę we wsi, potem razem z żoną postawiliśmy na niej mały domek i razem z synem przeprowadziliśmy się do Polski. Wieś mała, wszyscy się znają i zrobiło się głośno, że wróciłem, mam dom i rodzinę.

Pewnego wieczoru, oglądamy z żoną tv przy winie, dzwoni mój telefon. Numeru nie znam ale szukam pracy więc odbieram.
Słyszę szlochanie:
- słucham
- wiesz kto?
- nie mam pojęcia. Kto mówi i o co chodzi?
- Sonia
- (zagotowało się we mnie) co chcesz?
- słyszałam, że jesteś w Polsce? Może chciałbyś...
- skąd masz mój numer?
- przecież to Twój stary numer? (Dla jasności, mój stary numer przestał istnieć lata temu a ten założyłem miesiąc wcześniej).
- (tu już jestem wściekły) nie pier###ol, skąd masz mój numer?
-(w tym momencie S zdaje sobie sprawę, że dzwonienie do mnie to nie był najlepszy pomysł) słuchaj, teraz masz mój numer jakbyś chciał spotkać się i.
Rozłączyłem się. Numer S poszedł do listy zablokowanych.

A ja zastanawiam się co jest gorsze:
- S dzwoniąca do mnie szlochajac, bo zawsze to na mnie działało. Czemu liczyla, że coś się jej uda po 10latach?
- S, za tupet. Bo jak nazwać dzwonienie do swojego ex prosząc go o spotkanie, dobrze wiedząc, że ma rodzinę?
- któryś moich znajomych, bo co za dureń daje mój numer mojej ex wiedząc, że mam rodzinę?

Związki

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 34 (72)
poczekalnia

#87167

~ZatruteJablko ·
| było | Do ulubionych
Cześć, chciałam zwrócić tym postem uwagę na moim zdaniem piekielne zjawisko, może wymienione sytuacje nie będą dla Was bardzo piekielne, za co z góry przepraszam i proszę nie hejtować.

Po pierwsze zaznaczę, że sama nie mam dzieci, chciałabym, ale póki co kandytata na tatusia brak, a na siłę nie będę szukać. Mam normalnych znajomych, nie znam żadnych przysłowiowych "madek i tatełów" albo "karyn i sebiksów". Cudze dzieci, no cóż, nie przeszkadzają mi, większość z którymi miałam styczność polubiłam i ogólnie staram się wykazać zrozumieniem, że dziecko trzeba traktować inaczej niż dorosłego, rozumiem, że życie rodziców wygląda inaczej niż bezdzietnych. Nie spotkałam się też nigdy z tym, aby ktoś z moich bezdzietnych znajomych wypowiadał się o dzieciach per "bachor" "gówniak" "kaszojad" i tym podobne. I ostatnio odnoszę wrażenie, że żyję pod kamieniem i umknęło mi gdzieś, jak diametralnie zmieniło się nastawienie społeczeństwa do rodzin z dziećmi, co w perspektywie mojego teroetycznego macierzyństwa nie napawa mnie optymizmem.

Przykład 1.

Koleżanka ma dzieci, konkretnie dwoje w wieku 4 i 8 lat. Wrzuciła ostatnio na znane social media post, o tym jak została potraktowana w pewnej kawiarni. Mianowicie zamówiła dla siebie kawę, dla dzieci lody, siedzą przy stoliku, dzieci coś tam szczebioczą. Mniejszy chłopczyk jadł z wafelka, strasza dziewczynka z pucharka. No i chłopczyk w przypływie emocji zamachnął się, strącił pucharek, który niestety się rozbił. Pierwsza reakcja matki oczywiście odsunąć dzieci, żeby się nie skaleczyły, następnie zaczęła zbierać co większe kawałki. To wszystko w towarzystwie komentarzy z sąsiednich stolików typu:
"Bachory to się nigdy nie umieją zachować" "Przylezą takie i tylko syfu narobią"
Następnie podeszła do niej pracownica, nawrzeszczała na nią, że dzieci się pilnuje, co ona sobie wyobraża, kto to posprząta. Znajoma odpowiedziała spokojnie, że posprząta i zapłaci za szkodę, ale prosi o grzeczniejszy ton. Naburmuszona kelnerka posprzątała pucharek, gdy znajoma przeprosiła i poprosiła o wycenę szkody usłyszała: "Niech już sobie pani po prostu idzie".

Koleżanka nie jest żadną influencerkę, blogerką czy cokolwiek, więc odbiorcami postu byli tylko jej znajomi. I pod postem komentarze typu:

- No i racja, jak twoje dzieciaki nie umieją się zachować to siedźcie w domu
- Ale czego się spodziewałaś, podziękowań?
- W ogóle kto wpadł na pomysł, żeby dzieci do kawiarni wpuszczać
- Super, brawa dla kelnerki, chamstwo trzeba tępić

Ręce i cycki mi opadły.

Przykład 2

Również social media. Znam panią, która ma 3 dzieci. Kobieta pracuje, podobnie jak jej mąż. Pani wrzuciła zdjęcie, na którym widać, że jest w ciąży, z podpisem sugerującym, że to dla niej wielkie szczęście. Ktoś napisał prowokacyjnie "Ile jeszcze będziecie się rozmnażać?". Wywiązała się ostra dyskusja, zdania na temat komentarza były podzielone, ale pani dowiedziała się m.in, że "nie ma ambicji" "wszystko ma swoje granice" "jest samolubna" "liczy na socjal".
Wiecie co jest najśmiejsze? Ta pani to moja była przełożona. Kobita, która zarabia kilkukrotność średniej krajowej. Tylko ze względu na wielodzietność wrzucono ją do worka z patologią. I to jej własni znajomi, którzy chyba raczej wiedzą czym się zajmuje.

Przykład 3

Tym razem rozmowa w realu z koleżanką ze studiów. Szłyśmy sobie ulicą i mijałyśmy rodzinę z dziećmi. Matka była wyraźnie rozdrażniona i poirytowana. Koleżanka powiedziała mi wtedy:
-Ja to ci powiem, że nie rozumiem, dlaczego kobiety w dzisiejszych czasach nadal chcą mieć dzieci. Ja rozumiem tam 100 lat temu, jak nie mogły pracować i były zależne od facetów, ale serio? Dziś można pracować, podróżować, bawić się, a nadal tyle kobiet decyduje się na dobrowolnie na niewolnictwo. Pokręcone to.


Nie mam pomysłu na dobrą puentę. Może tylko taką, że nie jestem już najmłodsza i mieszkałam już w kilku krajach w Europie i nigdzie nie spotkałam się z taką niechęcią do rodziców i dzieci, jak w naszej pięknej ojczyźnie, która podobno jest ostoją tradycyjnych wartości w Europie.

Polska

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 54 (94)
poczekalnia

#87168

~bardotka ·
| było | Do ulubionych
Miałam w piwnicy kilka kartonów ciuchów, które już od kilku lat czekały, aż zrzucę parę kilo. Doszłam do wniosku, że przy mojej silnej woli mogą się tego nigdy nie doczekać i czas się z nimi rozstać. Ciuchy ogólnie w bardzo dobrym stanie, ale uznałam, że milionów za nie nie dostanę i nie bardzo mam czas na pranie ich wszystkich, wystawiłam więc w pakietach, gdzie cena za sztukę oscylowała w granicach 2-5zł, napisałam, że przeleżały trochę w piwnicy i wymagają odświeżenia.
Babeczka z drugiego końca Polski kupiła taki pakiet, zapłaciła, wysłałam i że więcej do mnie nie pisała uznałam, że paczka doszła i wszystko ok.
Po miesiącu pani napisala do mnie, że no dzięki, rzeczy doszły, ale tak szczerze to jest oburzona, bo rzeczy były po prostu wsadzone do kartonu (???) i co prawda nie były brudne, ale śmierdziały stęchlizną i zanim je ubrała musiała je wyprać (!!!111oneoneone).
Potem dłuuuuugi wykład o tym, że jej by bylo wstyd coś takiego wysłać, ona pierze i prasuje każdą sztukę przed wysłaniem i tego samego spodziewała się po mnie. Potem, co prawda nie wulgarne, acz niegrzeczne przytyki o tym, że jestem źle wychowaną brudaską, lumpem i fleją (nie tymi słowami, ale taki był sens).
Najpierw myślę sobie, spokojnie, nie denerwuj się, olej. Później jednak odpisałam jej lakonicznie, że w opisie zaznaczone jest, że rzeczy były składowane w piwnicy i są do odświeżenia i stąd też symboliczne wręcz ceny, a w tej sytuacji nie bardzo kalkulowałoby mi się czasowo i finansowo dodatkowe pranie i prasowanie.
Dostałam odpowiedź, że jestem bezczelna, bo jej wypominam niską cenę i obrażam ją sugerując, że jest biedna.

Aha. Następnym razem wrzucę do kontenera.

vinted

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 34 (54)
poczekalnia

#87169

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wpadło do mnie zamówienie elementów do budowy muru. Ale nie zwykłego lecz 2,4m mur ze wzmocnieniami i "jeżem" na szczycie ( takie igiełki aby nie przełazić. Powód prosty.
Facet kupił kawałek ziemi, gdzie od lat ludzie z okolicznej wioski uczęszczali skrótem do miasteczka. Bo po co iść 200m dalej jak przejdzie się łąką.
I tak buduje dom, a tu wycieczka emerytek po placu budowy do kościoła idąca.
Postawił niby ogrodzenie i informacje teren prywatny. O 6 na targ idą to przewrócili.

Na pytania czemu tu chodzą? Bo tak jest od zawsze i wygodniej.
Trochę się zdiwią ten mur stawia się w jeden dzień.


Szukałem filmu na YT, ale niebyło czegoś w podobie. Robi się go z wielkich płyt i wsuwa w kotwy pod ciężarem się zagłębia w grunt ( spód ma kształt ostrza )

ludzie

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (70)
poczekalnia

#87165

~srodziemnomorskanimfa ·
| było | Do ulubionych
Historie użytkowniczki Xynthii o jej byłym i walce o alimenty przypomina mi moje dzieciństwo.

Rodzice rozwiedli się, gdy miałam 7 lat i najpierw opiszę swoje wspomnienia.
Na początku wszystko było ładnie i pięknie, z tatą widywałam się prawie co weekend, a czasem nawet w dni powszednie. Nigdy mi niczego nie brakowało, mama też pracowała, więc byłam niemalże takim stereotypowym dzieckiem rozwiedzonych rodziców, które obie strony rozpieszczają.
Po kilku latach częstość spotkań zaczęła systematycznie maleć, w dodatku ojciec zrobił się dla mnie opryskliwy, zaczął mnie wręcz na różne sposoby poniżać, np. darł się na środku sklepu
- Głupia jakaś jesteś?
I to tylko dlatego, że jego zdaniem wiązałam za długo buta. Albo gdy poprosiłam w kinie o popcorn wybuchnął:

- Ty chyba sobie żartujesz, taka gruba i jeszcze popcorn będziesz żreć?

Tak, zaczęłam dorastać i zaokrągliłam się tu i ówdzie. W oczach ojca byłam spasiona.
Część wakacji spędzałam z ojcem. Wakacje między podstawówką a gimnazjum do dziś wspominam jako najgorsze w życiu. Pojechałam z ojcem za 2 tygodnie nad Bałtyk. Ojciec jedyne co chciał robić to pić piwo w barze lub siedzieć na plaży. Zero względu na mnie i na to, że chciałam robić coś innego. Im bardziej domagałam się rozrywek, tym bardziej ojciec stawał się dla mnie chamski. Im bardziej stawał się dla mnie chamski, tym bardziej płakałam i zamykałam się w sobie. Skończyło się tym, że wróciliśmy tydzień wcześniej, bo nie mogliśmy ze sobą wytrzymać.
Od tej pory spotkania z ojcem stały się raczej sporadyczne. Zaczęłyśmy mieć z mamą kłopoty finansowe. Mama wzięła dodatkową pracę na sobotę, żebym jak najmniej to odczuła. Tak było całymi latami, aż nie skończyłam 18 lat i sama nie poszłam do dorywczej pracy, aby odciążyć mamę. Na tamten moment nie widziałam już ojca od jakichś 4 lat i nie miałam pojęcia, co się u niego dzieje. Wcześniej kilka razy próbowałam dzwonić, ale nigdy nie odbierał i mi również przestało zależeć.
Gdy wybierałam się na studia na poważnie brałam pod uwagę studia zaoczne, aby móc pracować gdzieś na cały etat. Obgadałam to z mamą i wtedy w końcu udało mi się ją zmusić, aby powiedziała jaka naprawdę jest nasza sytuacja, co z alimentami i gdzie w ogóle jest ojciec?

Więc od początku oczami mojej mamy...

Rodzice po rozwodzie umówili się na dobrowolne alimenty, 500zł miesięcznie. Ojciec przez kilka lat płacił bez problemu, nawet czasem pytał czy nie trzeba mi czegoś kupić, np. butów na zimę czy czegoś do szkoły. W pewnym momencie przelewy zaczęły pojawiać się nieregularnie i w różnych kwotach. Raz 500zł, raz nic, raz 100zł, znowu nic przez 2 miesiące, a potem 200zł. Ojciec miał różne wymówki, ciężki miesiąc, musiał pralkę kupić, auto naprawić, szef nie wypłacił...
w końcu mama poszła z tym do sądu. Sąd na podstawie zarobków obydwojga stwierdził, że wyważoną i rozsądną kwotą będzie 600zł. Ojciec się wściekł, przez jakiś czas płacił grzecznie co miesiąc, za to wyładowywał swoją frustrację na mnie...

Po pamiętnych wakacjach powiedział mamie, że ma mnie dość, jestem wstrętnym, niewychowanym bachorem i w ogóle jestem gorsza niż...córki jego nowej dziewczyny. Tak, tym sposobem mama dowiedziała się, że od jakichś dwóch lat ojciec miał nową partnerkę, która miała dwie córki.

Krótko po tym ojciec zniknął z powierzchnii Ziemi, nie odzywał się ani do mnie ani do mamy, nie płacił alimentów. Jego rodzice twierdzili, że nie wiedzą, co się z nim dzieje, gdzie przebywa. Sąd nie był w stanie ustalić miejsca pobytu ani ściągnąć zaległych alimentów. Mamie była wypłacana zaliczka alimentacyjna.

No cóż, na studia poszłam dzienne, dorabiałam nadal w weekendy. Mama wyszła ponownie za mąż. Skończyłam studia, poszłam do pracy, zaczęłam planować własny ślub.
Dostałam zaproszenie na facebooku od nikogo innego, jak mojego własnego ojca. Nie przyjęłam, choć się nad tym zastanawiałam. Jednocześnie dostałam od niego wiadomość mniej więcej tej treści:

- Cześć, córeczko, słyszałem, że wychodzisz za mąż! Cieszę się, pewnie zastanawiasz się, gdzie wysłać mi zaproszenie. Wyślij proszę na adres dziadków.
- Nie zapraszam cię
- Córciu, mieliśmy swoje ciężkie czasy, ale jestem twoim tatą, nie zapominaj o tym.
- Już dawno zapomniałam, daj mi spokój.
- Widzisz, i pewnie wielce zdziwiona jesteś, że nie chciałem mieć z tobą nic wspólnego, a taka wredna jesteś!

Po tym incydencie skontaktowałam się z dziadkami, żeby się dowiedzieć, czy to oni poinformowali ojca o moim ślubie, oczywiście okazało się, że tak. W końcu przyznali, że wiedzą, że on od lat siedzi z nową rodziną w Belgii. Podali mi nawet adres, namawiając do odwiedzenia go!

Popukałam się tylko znacząco w czoło.

ojciec

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (110)
poczekalnia

#87166

(PW) ·
| było | Do ulubionych
O służbie zdrowia
Najpierw krótki wstęp, a potem przejdźmy do meritum piekielności. Parę dni temu złapał mnie katar i zaczęło pobolewać gardło. Na początku skwitowałam to krótkim katar i tak mam cały rok, a ból pewnie od kamieni migdałkowych. Wczoraj obudziłam się z deczko większym bólem gardła, ale i tak poszłam do pracy. Po pracy zaczęłam czuć się gorzej dostałam gorączki. Myślę sobie kurcze czekać dwa dni do poniedziałku, żeby iść do lekarza to może na Żwirki i Wigury do punktu luxmed gdzie zawsze można było przyjść. Wchodzę na stronę luxmed i patrzę najpierw infolinia potem tuptamy. No dobra dzwonię jak już trzeba. Czekam wstukuję wszystko czego ode mnie żądają na klawiaturze. W końcu przełączają mnie do internisty. I tu mały zong. Internista:procedury są takie, że musi Pani wysłać takie a siakie zdjęcia gardła przez portal pacjenta. Proszę się rozłączyć i zadzwonić jeszcze raz jak Pani wstawi.
Kombinujemy z babcią jak by tu zrobić dobre zdjęcie gardła. W końcu z pomocą lustra i Flasha udało się. Chociaż zapełniłam galerię dziwnymi zdjęciami zanim to rozkminiłam. Dobra dodane to dzwonię i nareszcie będę mogła iść do lekarza. Pół godziny później znowu rozmawiałam z internistą. Pani (imię nazwisko mojej babci)? Nie z tej strony imok. I ok gdybym wcześniej przed przełączeniem na interniste nie podawała imienia, nazwiska to rozumiem, bo dzwoniłam z telefonu babci, a ona też ma pakiet,a tak to się zastanawiam jakim cudem. To po co wpisywać na klawiaturze jak potem i tak musisz dwa razy dyktować. Wróćmy z powrotem do internisty, a nie piekielności infolinii. Zadaje mi typowo koronawirusowe pytania i potem przechodzi do zwykłych. I w końcu dostaje informacje co i jak zażywać i receptę na antybiotyk. I z jednej strony fajnie ładnie z domu nie wyszłam,a diagnoza i antybiotyk jest. A z drugiej dostałam antybiotyk na podstawie zdjęcia gardła, które mogłam skopiować z internetu czy przerobić i nie mam zwolnienia, bo nie zdążyłam poprosić, a nie uśmiechało mi się dzwonienie kolejny raz.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 3 (47)
poczekalnia

#87163

~GrubaSwinia ·
| było | Do ulubionych
Historia sprzed prawie 20 lat, którą niestety do dziś pamietam aż za dobrze.
Na wstępie powiem, że jako dziecko miałam nadwagę. Przyczyna tej nadwagi to materiał na osobną historię. Mimo nadprogramowych kilogramów zawsze lubiłam sport, byłam ruchliwa i uwielbiałam wszelkie sporty zespołowe i chyba to mnie uchroniło przed otyłością. W piątej klasie rodzice zapisali mnie do jakiegoś klubu sportowego na koszykówkę. Treningi odbywały się w szkole popołudniami, drużyny mieszane, chłopaki i dziewczyny razem, mieli też jakąś swoją ligę i jeździliśmy czasem na mecze z zespołami z innych szkół.
Kiedyś byliśmy na meczu wyjazdowym. Drużyna przeciwna była zdecydowanie gorsza i prowadziliśmy pod koniec jakąś ogromną przewagą punktów, niech będzie 60:10. Miałam w tym spory wkład, bo byłam jednym z lepszych graczy w drużynie.Właśnie w końcowej fazie meczu "publiczność" tamtej drużyny, czyli ich rezerwowi i kilkoro uczniów robiących za widzów zaczęło głośno skandować "Tłusta krowa! Tłusta krowa!"
Ponieważ wyróżniałam się na tle innych dzieci tuszą nie miałam wątpliwości, że chodzi o mnie...
No cóż, dzieci, jak dzieci, wredne i pewnie nie zastanawiały się, że to zachowanie bardzo niemiłe i niesportowe...
Gorsze, że ich trener podpowiadał im coraz to nowe hasła typu "Gruba świnia" "wielki wieloryb" i zachęcał do głośnego skandowania. Rodzice, którzy towarzyszyli graczom drużyny przeciwnej, zaśmiewali się w głos i głośno się cieszyli, że "dzieci takie sprytne i taki sobie doping wymyśliły". Dopiero, gdy nasz trener zwrócił tamtemu uwagę, przestali, wyraźnie zadowoleni z siebie, że udało im się dowalić "grubej świni".

szkoła

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (118)
poczekalnia

#87162

~Francuzeczka ·
| było | Do ulubionych
Może to ja jestem złośliwa, piekielna i generalnie - czarownica ze mnie jak raczy twierdzić mój mąż (notabene dopiero 5lat po ślubie) , ale...oceńcie sami.
Przez bite 5 lat swoimi "doskonałymi" radami raczyła mnie zwłaszcza teściowa + reszta rodziny męża (uroki mieszkania razem) .
A ja potulnie siedziałam cicho i nie kłóciłam się zbyt często.
Myślałam, że skoro idziemy na swoje to w końcu i mąż zacznie mi pomagać i faktycznie respektować moje zdanie w różnych kwestiach.
Przykład pierwszy: kafelki wybrałam do łazienki oczywiście brzydkie (wybierał je mąż) i w ogóle ja nie mam za grosz stylu. Ok.
Komentarz męża: nie słuchaj, olej to.
Przykład drugi: kolory ścian też są dziwne, ten róż z sypialni to już w ogóle tandeta!
Komentarz męża: nie słuchaj i nie zawracaj mi już tym głowy! Wiecznie wszystko ja muszę słuchać za kogoś!
Przykład trzeci: teściowa potrzebuje farby żeby pomalować pokój i chce od nas, bo mam zostało jeszcze ich na tyle że wystarczy u niej na mały pokoik. Mąż bez uprzedzenia mnie zabiera farbę - himalajski cukier z sypialni - i daje ją mamusi, bo ona chciała dokładnie taki kolor i bardzo jej się podoba.
Komentarz mój : brak.
Przykład czwarty: wzmianka o wakacjach, mąż usilnie chce zabrać szanowną mamusie na wakacje z nami, bo przecież przyda nam się jej pomeóc przy dzieciach !
Komentarz mój: nie zgadzam się, rok temu dzieci były mniejsze i wszystko sama ogarniałam i nie chce nic słyszeć.
Przykład piąty: chcemy jechać na wakacje, szukamy hotelu. Wybraliśmy. Dwa dni przed wyjazdem okazało się, że mąż mnie okłamał i zarezerwował hotel, który mi się nie podoba.
Komentarz mój: brak...
Przykład szósty: jest duszno w domu, teściowa potrzebuje nasz wentylator, mąż potulnie zanosi. Tłumacze mu, nie zanoś, bo muszę uśpić dziecko przecież a u nas w pokoju jest też duszno.
Komentarz męża: ale z ciebie wredna małpa, ona tyle dla nas robi a ty jej wszystkiego żałujesz! No i zaniósł .
I tak się zastanawiam faktycznie, czy to ja jestem taka zła, czy ktoś jest tutaj mamusi syneczkiem...

Mamisynek

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 36 (86)
poczekalnia

#87160

~Wkurzona123 ·
| było | Do ulubionych
Jestem totalnie wkurzona! Szef chce mnie wyrzucić z pracy (mam kontakt z klientami) jeśli nie dostosuje się do noszenia tego gów..! To przecież niezdrowe! I nie mma w regulaminie pracy że muszę cokolwiek nosić! To jest straszne... Niewygodne to, uwiera, zbiera się wilgoc, człowiek jakieś choróbska może złapać, grzybicę! A że mną wszystko w porządku, co innym szkodzę?

Uwierzcie, pupa musi się wietrzyć! Przecież to niezdrowe kisić się 10h w majtkach! Żądam wolności wyboru! Stop majtkowej propagandzie! Moje zdrowie jest ważniejsze!!!

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 19 (131)
poczekalnia
OLX. Temat rzeka...
Od czasu do czasu zdarza mi się coś wystawić. Tym razem padło na dosyć sporego pluszaka, który mi zbywał.
Ogłoszenie napisane. Zabawka obfocona. Cena niezbyt wygórowana, bo tylko 10 złotych. Nic tylko czekać na odzew.
Po kilku dniach trafił się kupiec. Zapłacił za pluszaka i za wysyłkę. Spakowałam go i zaniosłam na pocztę.
Po kilku dniach piekielny pisze, że on otrzymał paczkę i zabawka nie spełnia oczekiwań. Chce abym mu zwróciła pieniądze. Ja na to, że okej. Ale wysyła na swój koszt. Pan wielce oburzony, bo jak to tak? Mam mu oddać dychę za pluszaka i dwa razy za wysyłkę. Inaczej mu się nie będzie opylać.
Czyli w skrócie mam gościowi dopłacić za to, że mi zwróci pluszaka wartego dychę. Logika...

Olx

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 59 (71)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni