Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#89429

przez ~Nauczycielkaprzedszkola ·
| było | Do ulubionych
Sprostowanie do mojej historii https://piekielni.pl/89412#comments


Mój urlop zostanie całkowicie wykorzystany, gdy pójdę na ten "przymusowy" - to nie jest tak, że dyrekcja zabroni mi go wybrać. Jego po prostu nie będzie.

Nie narzekam na dojazdy. To jedyny czas, kiedy mam chwilkę na poczytanie/zrobienie czegoś do pracy. Wzmianka o dojazdach była wytłumaczeniem, dlaczego tak wcześnie wstaję.

Co do mamy, która kazała mi obserwować dziecko w toalecie - dyrekcja też kazała mi to robić.

Szukam innej pracy, ale mieszkam w maleńkim miasteczku, gdzie jest ciężko o pracę.

Nie mam urlopu między świętami. Normalnie wtedy pracuję. Jeśli chcę wolne, to normalnie potrącają mi to z urlopu.

Co do kupowania za swoje - nikt mi nic nie przekazywał, czy była jakaś zbiórka na początku roku. Osoba, którą zastąpiłam, niewiele informacji mi przekazała.

Jeśli chodzi o zostawanie na bezpłatne nadgodziny - nie mogę zostawić dzieci same. Odpowiedziałabym za to karnie. W umowie nie mam wpisanych godzin pracy, jedynie jest zapis "praca w systemie zmianowym".

Pojawił się komentarz, żebym zmieniła pracę, bo szkoda dzieci. Czemu ich szkoda? Odnoszę się do nich grzecznie, z szacunkiem. Traktuję ich jak kogoś równemu sobie. Dbam o ich bezpieczeństwo. Jestem jednocześnie stanowcza. Dzieci nigdy nie usłyszały ode mnie rozkazu, jest tylko słowo "proszę". Często bawię się z dziećmi, dużo rozmawiam, jeszcze więcej chwalę, podkreślając każdą pozytywną rzecz, jaką zrobią. Część dzieci otworzyła się przy mnie, przychodzi chętniej do przedszkola. Są też osoby, z którymi nie radzi sobie ŻADEN nauczyciel, nawet ci, którzy mają 20 lat stażu. I to właśnie te dzieci, które potrafią mi grozić, bić mnie oraz innych, nie wykonują poleceń.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 8 (16)
poczekalnia

#89425

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Moja niepełnosprawna córka nie ma przyjaciół i zastanawiam się czy to nie jest moja wina.

Jestem matką czternastoletnich bliźniaków : Laury i Tomka (imiona zmienione) Urodzili się trzy miesiące przed terminem. O ile Tomek wyszedł z tego bez szwanku to u córki doszło do niedotlenienia mózgu, stąd niedowład czterokończynowy. Wszyscy mówili że będzie roślinką bez kontaktu. Na szczęście dzięki rehabilitacji mamy przy sobie nastolatkę w normie intelektualnej która chodzi o kulach.
Zawsze martwiłam się o syna, nie chciałam by czuł się opiekunem siostry. Kiedy byłam z Laurą na turnusach w okresie letnim to często widziałam jak zdrowe rodzeństwo opiekuje się tym niepełnosprawnym. Takiej przyszłości dla syna chciałam uniknąć, więc często nie pozwalałam Tomkowi pomagać siostrze a Laurę nauczyłam by prosiła o pomoc innych dopiero w ostateczności. Szybko się przyzwyczaili do nadanych ról i w sumie dzisiaj ich kontakt ogranicza się do powitań i krótkich komunikatów.
Teraz zastanawiam się czy przez to córka być może nie ma przyjaciół.
Laura zawsze była tą cichą, zaczytaną dziewczynką. Tomek to może nie dusza towarzystwa, ale bardzo się różnią.
Zaniepokoił mnie brak jakichkolwiek znajomych u córki. Kiedy zapytałam jej dwa lata temu dlaczego nie ma przyjaciółek to ona stwierdziła że szaraczkami nie trzyma. Pomyślałam że to efekt dojrzewania i że jej przejdzie.
Zaczęłam się też zastanawiać czy dzieci też nie odrzucają jej przez kalectwo. Z drugiej strony nawet niepełnosprawne dzieci czy teraz nastolatki unikają jej towarzystwa na turnusach, więc odetchnęłam że to nie przez jej stan zdrowia. Jedynie jakieś pozytywne relacje ma ze swoimi rehabilitantami i rehabilitantkami, czy to miejscowymi czy turnusowymi. Trudno jednak nazwać to przyjaźnią. Laura jest zafascynowana wszystkim co się wiąże z rehabilitacją neurologiczną czy wrodzonymi uszkodzeniami mózgu, pewnie dlatego mają o czym gadać. Z drugiej strony nadal jest dość dziecinna, zawiązuje włosy w dwa kucyki, warkoczyki, uwielbia jednorożce. Widzę te spojrzenia jej koleżanek z klasy gdy ją odprowadzam do szkoły. Nie są one pozytywne. Na propozycję zmiany stylu reaguje histerią i stwierdza że ją nie kochamy. Zastanawiając się skąd ten dysonans pomiędzy dojrzałymi zainteresowaniami a dziecinnym zachowaniem postanowiłam tuż po feriach zimowych pójść do jej szkolnego psychologa. Od tej pory do końca roku szkolnego Laura była tam dwa razy w tygodniu.
Tego co się dowiedziałam się nawet nie spodziewałam. Laura podobno z wyższością patrzy na rówieśników, nie odpowiada nawet na „cześć” Jeśli czyta na przerwach to młodzieżówki, owszem ale sprzed paru lat, polskie i bez elementów magicznych (czyli przeciwieństwo tego co czytają inne dziewczyny) Laura też nie umie wyregulować emocji. Często one są bardzo intensywne, czy to pozytywne czy negatywne. Ostatnio (już w domu) pogryzła sobie ręce bo koleżanka nie chciała dać jej pracy domowej. Podobno nie pyta nawet o samopoczucie rozmówców, bo gada tylko o sobie, swoich pasjach (rehabilitacja i popkultura Europy Wschodniej), czy przeczytanych książkach. Według Pani Psycholog Laura tez nie zauważa że zachowuje się nieodpowiednio. Stwierdziła że jest rozpieszczona i że powinniśmy odciąć ją od rehabilitacji (chociaż to tylko trzy wizyty w tygodniu po dwie godziny każda) na jakiś czas by nie żyła tylko tym i żebyśmy zaczęli integrować ją z rówieśnikami. Zaprosiliśmy dziewczynki z klasy Laury na ognisko. Ucieszyliśmy się gdy wszyscy poszli na spacer. Kiedy wrócili Laury z nimi nie było. Okazało się że Laura przeszła jedynie 700 metrów bo dalej nie dała radę, a nie chciała zadzwonić po pomoc. Do dzisiaj zastanawiam czy te dziewczynki nie zrobiły tego specjalnie. Na rehabilitacje wróciliśmy po czterech tygodniach ponieważ Laurze coraz gorzej się chodziło.
Już nie wiem jak pomóc mojej córce...

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 7 (13)
poczekalnia

#89424

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Mój tata jakiś czas temu narzekał na pogarszającą się jakość słuchu. Facet po sześćdziesiątce, pracujący w hałasie więc dał się namówić na wizytę u laryngologa. Laryngolog słuch przebadał, stwierdził jakiś ubytek w słuchu i zalecił dwa aparaty słuchowe za srogie pieniądze. Tata aparaty kupił, nosił zadowolony. Parę lat później narzeka, że praktycznie i nagle stracił słuch w jednym uchu. Zapytałem czy może po wzięciu prysznica. Potwierdził. Więc uspokoiłem chłopa, że nalało mu się wody do ucha i jeśli nie wyleci to niech idzie do laryngologa aby ten mu uszy wyczyścił z woskowiny. Poszedł, woskowina wyczyszczona, słuch odzyskany i tak dobry, że aparaty słuchowe poszły do szuflady.
Morał? Prawdopodobnie uszy trzeba było wyczyścić zanim zalecać aparaty słuchowe. Piekielny pierwszy laryngolog.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 43 (61)
poczekalnia

#89423

przez ~Pabloxxx ·
| było | Do ulubionych
Piekielny współpracownik. Kilka lat temu pracowałem w dużym sklepie meblowym. Cały zespół liczył około 30 osób, ale każdy był przypisany do swojego działu, tak że w każdym dziale było po 3-5 pracowników, ale wszyscy się znali. Pracował z nami też jeden chłopaczek jako tzw. skoczek czyli jak na jakimś dziale brakowało pracowników to wysyłali tam jego do pomocy. Wszyscy go dobrze znali i lubili. Pewnego dnia pracowaliśmy razem na moim dziale i poprosił mnie o pożyczkę 50 PLN do kolejnego dnia, bo jak twierdził, zapomniał portfela z domu, a po pracy chciał skoczyć na zakupy. Zgodziłem się... I tyle go widziałem. Kolejnego dnia okazało się, że poszedł na zwolnienie lekarskie do końca miesiąca, a że pracowaliśmy na umowy zlecenie to po prostu kolejnej umowy już nie podpisał i więcej nie pojawił się w naszym sklepie. Okazało się potem, że tego ostatniego dnia pracy nie tylko ode mnie pożyczył pieniądze. Łącznie "zarobił" w ten sposób około 600 PLN. Z perspektywy myślę, że warto było wydać te 50 PLN żeby już więcej nie oglądać tego złodzieja.

Sklep meblowy

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 75 (81)
poczekalnia

#89419

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Pojechaliśmy w 3 busem po odbiór nowego ciągnika do Niemiec. Dlaczego w 3? Bo jeden miał wracać busem, a dwóch miało jechać w podwójnej ciągnikiem, żeby jak najszybciej go sprowadzić na bazę. Wracamy już autostrada A2, kierowałem busem, bo chłopaki chcieli nacieszyć się nowa maszyną;) Jadę spokojnie, ok. 130 km/h. Zbliżam się do kolumny dużych, włączam kierunkowskaz w lewo i czekam, bo osobowe zapierniczaja lewym. Za mną tez jedzie osobowe i coraz bardziej się zbliża. Widzę, ze sznur aut na lewym pasie się kończy. Kierowca za mną tez to zauważył, bo jak tylko wyprzedziło go ostatnie auto, zmienił pas na lewy, żeby mnie wyprzedzić. Ja tez poczekałem, aż te ostatnie auto mnie wyprzedzi i również zjechałem na lewy pas. W tym momencie poczułem uderzenie w narożnik busa. Tak, kierowca, który jechał za mną przydzwonił we mnie. Zjeżdżamy na pas awaryjny i wysiadamy. Gościu startuje do mnie z pretensjami, ze mu zajechałem drogę. Ja się pytam jakim prawem mnie wyprzedzał, skoro nie miał prawa. On zdziwiony i dalej twierdzi, ze mu zajechałem drogę. Pytam się czy piszemy oświadczenie, ze to jego wina czy dzwonimy po niebieskich. Cóż, misiaki będą potrzebne. Na policje czekaliśmy godzinę. Przyjechali i standardowo zeznana, a ja oczywiście proszę, żeby tamten kierowca powiedział pierwszy. Chłop gada, ze zmienił pas na lewy, żeby mnie wyprzedzić, a ja mu zajechałem drogę i uderzył. Moja wersja? Jechałem prawym pasem z włączonym lewym kierunkowskazem oczekując na możliwość wyprzedzania. Kierowca za mną mnie dogonił i tez zjechał na lewy jak tylko auta go wyprzedziły. Kiedy mnie również wyprzedziły, zjechałem na lewy, żeby wyprzedzić i poczułem uderzenie. Po tych słowach pokazałem nagranie ze wszystkich kamer* Policjant analizował je przez kilkanaście minut i zapadł werdykt. Wina kierowcy, który mnie wyprzedzał. Tamten w szoku, żąda podstawy prawnej. Policjant pyta się go, jakie ma obowiązki przed wykonaniem manewru wyprzedzania? Gościu mówi, ze upewnić się, ze nie jest wyprzedzany i to wszystko. Policjant na to, ze ma również się upewnić, ze pojazd jadący przed nim NA TYM SAMYM PASIE RUCHU NIE ZASYGNALIZOWAL ZAMIARU WYPRZEDZANIA INNEGO POJAZDU, zmiany kierunku jazdy lub zmiany pasa ruchu. Skoro ja to sygnalizowałem, kiedy on do mnie dojeżdżał, nie miał prawa mnie wyprzedzać. Złamał zakaz wyprzedzania, wobec czego doprowadził do kolizji. Facet w szoku, ale mandat przyjął, a mi pozostał smutek, ze uszkodzone zostało auto, ktore miało dopiero 2 miesiące;(

*Szef zainwestował w zestaw kamer do firmowych busow. Mamy kamery na przód, tył, zegary oraz na bocznych tylnych szybach.

autostrada kolizja

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 54 (78)
poczekalnia

#89417

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Dotychczas kolizje, tym razem wypadek. Trzymajcie kciuki, żeby baran przeżył, bo lekarze na chwile obecna dają mu 35% szans. Droga krajowa. Zbliżam się do zakrętu w lewo oznaczony odpowiednim znakiem drogowym. Z za zakrętu wylania się kolega po fachu zestawem, a z za niego wyskakuje na mój pas osobówka, bo kretynowi zachciało się wyprzedzać. Do zakrętu miałem już tylko 200 m. Myślicie, ze kierowca osobówki odpuścił? Skąd ze. Przecież on zdąży, a ja według niego mam wjechać do rowu i ratować mu życie. Taki ch*j. Poza wciśnięciem hamulca i mruganiem drogowymi nie robię nic innego. Pobocza nie mam, po prawej rów na 1,5 metra, nie będę niszczył auta. Idiota w ostatniej chwili chyba zajarzył, co się święci, ale na rezygnacje z wyprzedzania było już za późno. Przedzwonił we mnie czołowo. Ja oczywiście na ostatnie metry profilaktycznie nogi w górę, żeby ich nie uszkodzić i hamuje w maksymalnym stopniu retarderem. W sumie zdążyłem zwolnic do 40 km/h, nie wiem z jaką prędkością uderzył idiota. Oberwał zdrowo, a mi siła uderzenia obróciła jeszcze naczepę w lewo, zahaczając narożnikiem o kolegę. Obaj zatrzymujemy maszyny, włączamy awaryjne i idziemy zobaczyć, co z idiota. Siedzi w aucie, nieprzytomny. Kolega świeżo po kursie pierwszej pomocy, stara się mu pomoc, ja błyskawicznie powiadamiam służby ratunkowe i idę pomoc koledze. Wyciągamy idiote i rozpoczynamy sztuczne oddychanie i masaż serca, bo nie oddycha. Pogotowie jest po 12 minutach, przejmują go, a nas policja bierze na zeznania i dmuchanie. Oczywiście obaj trzeźwi. Sprawa będzie miała finał w sadzie, idiota ma na razie zatrzymane prawo jazdy, które teraz mu nie jest do niczego potrzebne, bo prawdopodobnie nawet jeśli przeżyje, to do końca życia będzie rośliną lub skończy na wózku inwalidzkim. Z tego, co się później dowiedziałem od policji, baran ma wstrząs mózgu, połamane ręce i zmiażdżone nogi. Cud, ze klatka piersiowa tylko potłuczona, airbag ocalił mu te cześć ciała.

Ja jestem już po przesłuchaniu, policja nie widzi po mojej stronie żadnej winy, nawet nie czepiali się do prędkości z jaka jechałem (85 km/h), bo i tak nic by nie pomogło. Eksperci co prawda zaraz napiszą, ze mogłyby być mniejsze obrażenia, ale gdyby idiota nie wyprzedzał, to do niczego by nie doszło.

tir wypadek

Skomentuj (88) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 81 (121)
poczekalnia

#89415

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Słowem wstępu jesteśmy z dziewczyną na zdalnym, kochamy pieski i mamy z nimi doświadczenie, więc powstał pomysł, by sobie dorobić opieką nad nimi. Wygłaskamy czworonoga i jeszcze nam za to zapłacą. Zdawałoby się, że plan idealny, ale skoro spotykamy się na tym portalu to coś musiało pójść nie tak. Co konkretnie? Odpowiedź jest oczywista, właściciele. Nie poczuwali się do niczego, nawet do powiedzenia jakie są faktyczne potrzeby pupilka. Dlatego co opiekę to mieliśmy coraz weselej.

1. Kochana psina, ale tak zapuszczona przez właścicieli, że to niepojęte. OK, mają działkę z ogródkiem, więc siłą rzeczy zwierzak szybciej się zabrudzi niż kanapowiec z bloku, ale naprawdę im nie przeszkadzało, że po głaskaniu trzeba myć ręce? Dziewczyna po kilku minutach gładzenia jej po grzbiecie miała dłonie tak czarne jakby się w piaskownicy bawiła. Mnie byłoby wstyd oddać psa w takim stanie do mieszkania. Poza tym ona była nauczona przebywać z nimi w domu i naprawdę pasowało im to, że z suni kładącej się obok nich na kanapie sypie się jak ze starego dywanu? A już dla jej komfortu powinni obcinać jej pazurki, bo były długie jak u krogulca i co chwilę się zahaczały po koc co ją strasznie frustrowało. Podobnie jak próba wytarcia stalaktytów ze śpiochów. Co tylko potwierdzało, że jej w ogóle nie kąpią.

2. Przeciwieństwo powyższego. Rasowy kanapowiec, któremu codziennie trzeba rozczesywać sierść, zakrapiać oczka i tak dalej. Na czym polega piekielność? Ano na tym, że babka zapomniała powiedzieć podczas wywiadu o tym, że ma specjalne potrzeby. No, ale psiak naprawdę ułożony a ona kontaktowa, więc praktycznie nie mamy do niej pretensji. Zwłaszcza, że na tle pozostałych ewenementów wręcz blednie.

3. Następny mieliśmy kundelka w typie beagle'a. Był on bezproblemowym pieszczochem, ale właścicielka z jakiegoś powodu kreowała go na psa specjalnej troski. Zaczęliśmy więc od propozycji zrobienia dnia próbnego. Z wywiadu i spaceru zapoznawczego nie wynikało nic dyskwalifikującego, więc postanowiliśmy dać szansę i akież było nasze zaskoczenie kiedy żadne z jej ostrzeżeń się nie potwierdziło. Nasz podopieczny miał strasznie znosić rozłąkę i długo akceptować nowe miejsce. Było wręcz przeciwnie. Za nią nawet nie zaskomlał a u nas od razu się odnalazł.

Także diagnoza mogła być jedna, babka ewidentnie miała pupilkową hipochondrię. Zwłaszcza, że dała nam całą stronę maszynopisu z instrukcjami co robić a czego nie. Na przykład bigielek miał się bać rowerów i jak tylko jaki pojawi się na horyzoncie to należy "odejść na bok, odwrócić jego uwagę i przeczekać niebezpieczeństwo". Nic takiego nie zaobserwowaliśmy a był to okres letni i na każdym spacerze mijało nas paru cyklistów.

Jeszcze było kilka problemów, które przekazała ustnie. Jak chociażby to, że miał wybitnie nie lubić dotyku, zwłaszcza na głowie i szczytem interakcji z jego strony miało być położenie pyszczka na kolanie jak leży obok na kanapie. I znowu to musiały być jakieś jej projekcje, bo był to największy pieszczoch jakiego mieliśmy. Był ewidentnie niedogłaskany i wręcz domagał się miziania, zwłaszcza po głowie.

No i ostatni zmyślony problem, miał mieć skłonności do zbytniego pobudzania się i w związku z tym dała nam jakiś dyfuzor z feromonami, który ma go uspokajać. Tutaj od razu zapaliła mi się czerwona lampka a opieka nad nim potwierdziła przeczucia. Ten pies wcale nie miał nerwowego usposobienia, tylko był energiczny. Łaknął uwagi właścicielki i potrzebował dużo ruchu a ta stara baba nie dość, że nie chciała mu zapewnić ani jednego, ani drugiego to jeszcze wolała go wyciszać chińskimi wynalazkami, masakra.

Ludzie, jak jesteście zgrzybiałymi emerytami nie lubiącymi pieszczot i ruchu to bierzcie sobie, nie wiem, świnkę morską a nie beagle'a, któremu wmawiacie jakieś niestworzone rzeczy. Bo jedyny problem, który faktycznie z nim mieliśmy był taki, że w ogóle nie nauczyła go chodzić na smyczy. I wiecie co? Nie poświęciła mu nawet pół zdania w tej całej instrukcji. Widocznie prawdziwe problemy zachowuje dla siebie a z ludźmi dzieli się tylko tymi zmyślonymi.

A na koniec właścicielka, jakby było mało piekielności z jej strony, postanowiła się srogo spóźnić i nas o tym nie poinformować. Telefonów oczywiście też nie odbierała. Nosz kurde, dziewczyna była umówiona z innymi właścicielami i wszystko stoi przez nią. Po pół godzinie czekania stwierdziliśmy, że to nie ma sensu, ja zostaję a ona wychodzi. Tak też zrobiliśmy i wiecie co? Zdążyła się spotkać i wrócić a jej dalej nie było. Aż zaczęliśmy się bać czy aby nie znalazła sobie sposób na pozbycie się niechcianego psa. No, ale w końcu się z łaski swojej się zjawiła i była wręcz oburzona, że coś nam się nie podobała. My staraliśmy się być grzeczni a ona odpowiadała nam opryskliwym tonem.

- Przepraszam, ale dlaczego Pani się spóźniła?
- Bo nie wiedziałam, że tutaj jest tak kiepski dojazd.
* Nie żeby czwarty raz jechała tą trasą czy coś... *
- Ale mogła Pani chociaż zadzwonić.
- Nie wiedziałam, że będziecie mieć takie pretensje o to!
- A to nie jest normalne, że się dzwoni przy takim spóźnieniu?
- No jak widać nie dla każdego...
- Odbieranie telefonów też?

Na tamto pytanie już nie odpowiedziała. Zajęła się psem z wyraźnie wkurzoną miną, bo jak to tak pytać hrabinę dlaczego nie odebrała? Przecież to się nie godzi. Więc zmieniliśmy temat na psa:

- Pani jest pewna, że ten pies nie lubi głaskania? Bo mnie się wydaje, że jest wręcz przeciwnie.
- Co? Nie, on to jest wielki pieszczoch. Tylko ja mówiłam, że nie lubi być brany na kolana.
* Co? To ona świadomie kłamała? Ki czort? *
- Wcale tak nie było i wie Pani co? Z takim podejściem to Pani dziękujemy.
- Oczywiście, macie prawo wybierać sobie klientów jakich chcecie a ja mam prawo do opinii i ją umieszczę gdzie się ogłaszacie!

Wyszła nie mówiąc nawet "do widzenia". Co prawda, nas nie obsmarowała, ale potem do dziewczyny na privie napisała, że jest nieprofesjonalna, nie umie postępować z ludźmi i w związku z tym nie zamierza nam dopłacić za to, że się opiekowaliśmy dłużej niż było umówione. No tak, bo to przecież nasza wina, że mieliśmy swoje plany zamiast grzecznie czekać i jeszcze się głupio pytamy. Nie odbierała to nie odbierała.

4. No i ostatni podopieczny, po którym mieliśmy już wszystkiego serdecznie dosyć. Właścicielka powiedziała, że pies boi się burzy. Dziewczyna dopytała co to znaczy. Się stresuje, ale nie jest agresywny ani nie odwala innych jazd, czyli standard. I na to też się przygotowaliśmy. Na biedną psinkę, której trzeba potowarzyszyć w trudnej dla niego sytuacji a czekał nas horror, ale nie uprzedzajmy faktów.

Telewizor był włączony cały czas a jak tylko zaczęło kropić to zasłoniliśmy okna, coby uchronić go przed bodźcami na tyle na ile jest to możliwe, ale dużo to nie pomogło. Dobrze się nie rozpadało a ten już wył na cały regulator. Próbowaliśmy go czymś zająć, jakoś odciągnąć jego uwagę, ale nic to nie dawało. Już był tak spanikowany, że nie szło do niego dotrzeć a przecież jeszcze nawet burzy nie było. A jak w końcu pojawiły się błyskawice to była histeria na całego. Biegał po mieszkaniu jak opętany, drapał meble, gryzł klamki, skakał na ściany i próbował się wepchnąć do zamkniętej szafy. Jednym słowem totalna demolka a podejść do niego się nie dało, bo zrobił się agresywny. Na dziewczynę skoczył z zębami i ją podrapał jak próbowała go uspokoić. Mnie dziabnął jak odciągałem go od tej biednej szafy, której zaraz wyrwałby drzwi. A jak się rozkręcił to rzucał się nawet za to, że stało się nie tam gdzie powinno.

Dopiero włączenie muzyki na maksa go uspokoiło, ale to tylko rozwiązanie doraźne. Po jedno nie będziemy robić sąsiadom koncertu na pół dnia. Po drugie błyskawice wystarczały, by dostawał ataku paniki i na przykład wskoczył na domofon. Chyba byłoby trzeba sprawić sobie ciężkie zasłony jak z domu publicznego, które nic nie przepuszczają, by go opanować. Po trzecie nie na to się umawialiśmy.

Czegoś takiego jeszcze nie widziałem i mam nadzieję, że już nie zobaczę. W każdym razie byliśmy tak wykończeni i wkurzeni, że dziewczyna zadzwoniła po właścicielkę, by w trybie pilnym odebrała swojego szatana. Co na nasze szczęście zrobiła, ale na słowo "przepraszam" już z siebie nie wydobyła. Za to powiedziała, że pewnie i tak byśmy malowali ściany, nosz kurde! W ogóle się nie poczuwała do zaoferowania chociażby symbolicznej rekompensaty za szkody wyrządzone przez swojego psa. Na szczęście dziewczyna po ostatnich doświadczeniach zaczęła brać pieniądze z góry i powiedziała, że je sobie zatrzymuje. Z czego właścicielka była wyraźnie niezadowolona.

Co do psa to standardowa śpiewka, że Pimpuś tak nigdy i to naprawdę pierwszy raz. Terefere, w życiu nie uwierzę, że tak straumatyzowany pies w ogóle nie dał się jej we znaki. Jasne, znane miejsce i obecność właścicielki mogą do pewnego stopnia uspokajać, ale nie zdziałają cuda. Jak pies boi się burzy tak bardzo, że biega po ścianach to nie jest to kwestia nowego otoczenia. A poza tym raczej nie u nas nauczył się otwierać klamki zębami.

No i właścicielka na spacerze zapoznawczym mówiła, że nigdy by nie dała swoje pupila do psiego hotelu a jak jej mówiliśmy jakie piekło nam zgotował to zarzekała się, że był w hotelu i nie było z nim problemów. Czyli albo wtedy, albo teraz kłamała. Poza tym skoro dobrze się tam czuł to czemu przestała korzystać z ich usług i szukała nowej opieki? Coś się tu nie klei...

psy wlasciciele pies

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 46 (70)
poczekalnia

#89414

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Po przeczytaniu #89308 o naciąganiu na kasę poprzez wezwanie.
Aktualnie mam taką sytuację.
W maju wysyłałem dość sporą paczkę, wszedłem na stronę epaka i po wpisaniu parametrów paczki wybrałem przesyłkę DPD z nadaniem w punkcie Epaka w moim mieście. Wszystko opłaciłem i po dostarczeniu do punktu paczka poszła na drugi koniec polski.
Po 3 tygodniach dostaję fakturę do opłacenia drugie tyle co zapłaciłem podczas wysyłki. Ponieważ przewoźnik DPD stwierdził że paczka była niestandardowa. Zadzwoniłem pod infolinię i dowiedziałem się że DPD stwierdziło że paczka była w niestandardowym wymiarze. A jestem pewny że była w formie prostokąta z równymi bokami.
Oczywiście napisałem reklamację którą epaka przesłała do przewoźnika.
Wczoraj dostałem powiadomienie windykacyjne że miną termin zapłaty, z informacją że nawet jak się nie zgadzam z ich opinia to muszę zapłacić a później się odwoływać i liczyć że zwrócą mi pieniądze.

Czy w Polsce jest się nie winnym puki nie udowodnią mi winy? Bo dowodów że moja paczka była niestandardowa nie otrzymałem.
Więc wg nich mam zapłacić im bo oni tak twierdzą a później to JA mam udowodnić moją niewinność?

Co śadzicie o takiej sytuacji?

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 40 (54)
poczekalnia

#89408

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
O piekielnosci pewnej sieci komórkowej.

Mój kontrahent jest projektantem. Facet jeździ po całym kraju. Ma renomę klientów itd. W związku z tym oraz iż coraz więcej potrzebował pracować zdalnie w związku z wykonywanym zawodem oraz znudzeniem i problemami typu szukanie WiFi lub udostępnianie z telefonu. Sprawił sobie nowego laptopa. Mocarz, duży ekran silny procesor i moduł LTE. Wygodne sieć zawsze jest super.

No nie do końca

Piekielnosć nr 1.

Od samego uruchomienia telefony i SMS z firm windykacyjnych. Kłopotliwe, ale wywalił aplikację telefoniczną i po sprawie, choć szkoda bo jednak miał razem z netem dodatkowy numer telefonu.
W BOK stwierdzono 2 lata nieużywany to masz Pan ten numer. Ok miał być internet to ok.

Piekielność nr 2 i to poważna. Zerwana umowa z winy operatora.
Kupił pakiet 200Gb Internetu Mobilnego. I po jednym dniu trach. Wyczerpałeś transfer.
Co się okazało? Tak wklepali umowę iż na papierze było internet mobilny, ale w systemie internet mobilny domowy. Czyli 200Gb ale w obrębie adresu zamieszkania. Pozanim 5Gb i koniec.
Jak do tego doszło? Kto to wie, pewnie celowo o w walce o target i prowizję. Ale koniec znamy.

Czasem ręce opadają.

Operatorzy

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 37 (67)
poczekalnia

#89391

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Kurcze, nie wiem, jak to działa.

Krok 1. Kupuję sobie niedrogie słuchawki do smartfona.
Krok 2. Używam moich niedrogich słuchawek do smartfona.
Krok 3. Używam i cieszę się moimi niedrogimi słuchawkami do smartfona.
Krok 4. Na usilną prośbę syna (lat 16) pożyczam mu moje niedrogie słuchawki do smartfona.
Krok 5. Wyrzucam do śmieci moje niedrogie, niedziałające słuchawki do smartfona.


Vol 2

Krok 1. Kupuję synowi w prezencie drogie słuchawki do komputera
Krok 2. Mój syn zachwycony używa swoich drogich słuchawek do komputera.
Krok 3. Wyrzucam do śmieci drogie, niedziałające słuchawki syna do komputera.

Young destructor?

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 42 (76)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni