Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#87432

(PW) ·
| Do ulubionych
Godzina mniej więcej czwarta nad ranem. Budzi nas krzyk dziecka, dobiegający z któregoś z sąsiednich mieszkań:

"Nie ma internetu! NIE-MA-IN-TER-NE-TU! Nie ma internetuuu!"
Wrzask taki, jakby dzieciak stał obok. Krótka przerwa na złapanie sił i za chwilę od nowa. I tak raz po raz przez jakieś pół godziny.

W końcu z opresji wybawia nas matka (o równie donośnym głosie). Myślimy sobie - pewnie każe iść spać albo przynajmniej być cicho.

- Co się dzieje?
- Nie ma internetu!
- Zaraz naprawię!!!

sąsiedzi

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (123)

#87418

(PW) ·
| Do ulubionych
Miał być komentarz, ale wyszło mi trochę za długo...

Nawiązując do wszystkich piekielności i narzekań rodziców (znowu) że nie mają sprzętu na e-lekcje. Rozumiem problem z opieką nad dziećmi podczas kwarantanny, ale sprzęt?
Jest wiele portali sprzedających używany sprzęt po przeglądzie technicznym, naprawach itd. Jest to nadal dobry sprzęt, działający (co więcej) na gwarancji. Laptopy takie mają słabsze parametry techniczne, czyli nowe gry już nie pójdą, ale programy komunikacyjne bez problemu.

Każdy krzyczy że rząd miał tyle miesięcy na przygotowanie się.

Tak, racja. A rodzice nie widzą co się dzieje? Że ani szkoły ani rząd sobie nie radzi? Rodzice nie mieli czasu na przygotowanie się? Używane laptopy można kupić już od 1000 zł. Przy dwójce dzieci jest to miesiąc 500+... A słuchanie, że bez 500+ sobie przez miesiąc rodzina nie poradzi to przychodzi na myśl pytanie- jak do tej pory sobie radzili?

Naprawdę każdy czeka aż manna spadnie z nieba?

Już po szkole

Skomentuj (56) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (139)

#87417

~Desa ·
| Do ulubionych
Nie wiem, po prostu nie wiem. Byłam dzisiaj w laboratorium oddać krew do badań. Jestem w ciąży, muszę kontrolować TSH, jestem na lekach.

Wchodzę do przychodni przed otwarciem okienka, kolejka po numerki na około 15-20 osób, staję na końcu, kilka osób patrzy na mój brzuch i odwraca głowy. Większość to emeryci, może z 5 osób w wieku 30-40 lat. Po 10 minutach stwierdzam, że nie dam rady tak dłużej stać, przechodzę na sam przód po drodze pytając dwie panie czy któraś z nich też jest w ciąży.

Nie były, więc podchodzę i mówię do pierwszego Pana, że skorzystam z pierwszeństwa, na co Pan, że okej. Nikt z kolejki się nie odezwał. Za to rejestratorka pyta mnie na jakiej podstawie chcę skorzystać z pierwszeństwa.

Tłumaczę, że ciąża, że jest ustawa i że najzwyczajniej nie mogę stać. Ona nie respektuje u nich pierwszeństwa ciężarówek bo są u nich różnie chorzy ludzie.

Rozumiem. Jednak gdyby w kolejce stał ktoś ciężko chory, z nowotworem czy o kulach to bym się przed taką osobę nie "wpychała". Poza tym jak to jest, że jedną ustawę, covidową respektuje i ma maseczkę, a drugą ustawę ma gdzieś?

W obecnych czasach wirusa kobieta w ciąży, która ma osłabioną odporność powinna mieć możliwość skrócenia wizyt w przychodniach i szpitalach do minimum, a nie musieć się tłumaczyć i prosić rejestratorkę o obsługę poza kolejnością.

Trochę myślenia i zrozumienia, nikt z kolejki nie miał nic przeciwko, ale ona tak. Ona też kiedyś będzie w ciąży, bo siksa młodsza ode mnie, i zobaczy jak to przyjemnie jest stać w maseczce, z bólem kręgosłupa, z naciąganiem od mdłości, bo nie można było zjeść śniadania.

I mam nadzieję, że kiedyś Ci emeryci, którzy odwrócili głowy też będą niewidoczni dla innych.
Musiałam się wyżalić.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 89 (103)

#87414

(PW) ·
| Do ulubionych
Pani z grupy sprzedażowej na fb powróciła, co więcej, sama ją "wywołałam" i znowu mi podniosła ciśnienie.

Ponieważ historia, która stanowi "wstęp" do tej obecnej, została zarchiwizowana, nie będę jej linkować, niech spoczywa w spokoju w archiwum, ja tylko krótko przytoczę ważne fakty:

Pani wystawiła na sprzedaż ocieplacze baletowe (w historii określone przeze mnie jako COŚ, bo nie miało to znaczenia, o jaki przedmiot chodziło). "Zaklepałam" je pod postem jako pierwsza, potem w wiadomości prywatnej zapytałam, czy poczeka jeden dzień na przelew, bo ja z kolei czekałam na wypłatę. Jasne, nie ma problemu, pani poczeka, po czy następnego dnia pani poinformowała mnie, że sprzedała ocieplacze komu innemu. Poinformowała mnie ok. godziny dziesiątej, dwie-trzy godziny później miałam już wypłatę na koncie...

No nic, nie był to przedmiot niezbędny mi do życia, raczej "okazja", która przeszła koło nosa, powściekałam się, wrzuciłam historię na Piekielnych, tydzień później już nie pamiętałam, jak się pani nazywała. Aż do dzisiaj, kiedy sama mi się przypomniała.

Okazało się, że Młoda "na gwałt" potrzebuje stroju do tańca na swoją solówkę - "na gwałt" oznacza początek grudnia, no nie ma szans uszycia, zamówienia czegoś, ratują mnie tylko gotowe stroje, więc wrzuciłam post na grupę, czego szukam. Dla czepialskich - nie, nie "obudziłam się" w ostatniej chwili, że potrzebny będzie strój, Młoda miała, ale z niego wyrosła, o czym nawet nie wiedziała, bo gdy go przymierzała co jakiś czas na zasadzie "założę na chwilę i zaraz zdejmę", to był niby dobry, dopiero jak tknięta jakimś przeczuciem kazałam jej go założyć na trening do solówki i tańczyć w nim, to się okazało, że tu przyciasny i upija, a tam się naciąga i nieładnie układa...

Ogłoszenie wrzucone, odzew był spory, niestety większość odpowiedzi była chyba od ludzi, którzy w ogóle nie czytali, czego ja szukam... (jak będę miała natchnienie, to wrzucę to jako historię). Jedna pani posłała mi (w sensie odpowiedzi pod moim postem) zdjęcia kilku strojów tanecznych, z czego dwa mnie nawet zainteresowały, bo pasowały do charakteru solówki Młodej. Napisałam (nadal pod postem), że proszę o kontakt na priv i pani napisała...

Tak, to była pani od ocieplaczy, o czy dowiedziałam się dopiero, jak do mnie napisała, ponieważ wtedy wyświetliła mi się cała poprzednia konwersacja z nią. A tą dzisiejszą pozwolę sobie przytoczyć w całości (no, prawie):

- Witam, którym strojem jest pani zainteresowana? Wszystkie są w idealnym stanie, założone na jeden lub dwa występy.

Tu brak odpowiedzi z mojej strony, bo naprawdę bardzo intensywnie myślałam, czy mogę tej pani zaufać, stroje były ładne...

- No chyba nie jest pani obrażona o tamtą transakcję? Powinna pani zrozumieć, ze liczy się sprzedaż.

- Rozumiem. I dlatego nie jestem zainteresowana żadnym strojem od pani, skoro przede wszystkim liczy się sprzedaż.

- Nie rozumiem, o co pani chodzi?

- To jest grupa sprzedażowa, a nie Allegro czy inny portal. Kupując od pani nie mam żadnej ochrony czy gwarancji, jeśli dostanę szmatę zamiast stroju, nic z tym nie zrobię. Tego typu grupy działają na zasadzie zaufania, pani moje zaufanie zawiodła.

- Nie rezerwuję rzeczy, kto pierwszy ten lepszy!

- To trzeba to było napisać, kiedy pytałam, czy poczeka pani na przelew, naprawdę nie miałabym pretensji.

- Ale to co innego!

- Bo?

- Nie rezerwuję rzeczy.

- Tak, już to pani pisała. Byłoby miło, gdyby WTEDY mi to pani napisała.

- Więc czemu nie chce pani żadnego z tych strojów?

- Bo mam tylko pani słowo na to, w jakim one są stanie. Naprawdę nie mam ani pieniędzy, ani tym bardziej czasu na to, żeby ryzykować zakup niepełnowartościowej rzeczy.

- One są w świetnym stanie!!!

- Pani tak twierdzi. Tak samo, jak stwierdziła pani, że poczeka na przelew.

- Niech pani nie będzie śmieszna, ma pani zdjęcia.

- Wie pani co, jestem antytalentem fotograficznym, ale nawet ja potrafiłabym zrobić zdjęcia stroju tak, aby nie było widać ewentualnych wad.

- Nie okłamałabym pani w takiej sprawie!

Tu uznałam, że dalsza konwersacja nie ma sensu, więc przestałam odpisywać. Pani napisała jeszcze ze dwa razy, po czym (na szczęście) odpuściła. I nie wiem, kto tu był piekielny - pani, która nie rozumiała, w jaki sposób się traci zaufanie, czy raczej to ja byłam piekielnie głupia, bo przecież okłamała mnie w jednej sprawie, w drugiej już mogła mówić prawdę... Stroje były ładne i dość tanie.

Teraz tak myślę, że w sumie mogłam sobie darować całą tą rozmowę - do pani zapewne nic nie dotarło, a i ja też się nie zmienię, nie zaufam komuś, kto mnie okłamał. I to nie jest historia "dałam babie nauczkę", bo ona i tak nie zrozumiała. A ja nadal nie mam stroju dla Młodej. No nic, mam jeszcze dwa tygodnie.

fb_grupy_sprzedażowe

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 73 (105)

#87427

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie o Honorowym Krwiodawstwie.

Najpierw będzie krótki wstęp. W Polsce krwiodawstwo wygląda tak, że jak krwiodawca odda krew to trafia ona do specjalnego banku krwi. Z tego banku krew jest przydzielana dla najbardziej potrzebujących w danym momencie. Czyli krwiodawca nie ma możliwości zdecydowania dla kogo jego krew zostanie przeznaczona.

Ale jest też coś takiego jak oddanie ze wskazaniem. Służy to do tego aby mobilizować nowych dawców. Czyli w skrócie gdy potrzebna jest krew dla babci to rodzinka i znajomi idą oddać krew i mówią dla kogo. W centrum krwiodawstwa zapisywane jest ilu dawców oddało dla konkretnej osoby - ale są to tylko statystki. Krew i tak idzie do banku krwi i zostanie przydzielona temu, kto jej najbardziej potrzebuje. Chodzi o to aby zmotywować do oddania ludzi, którzy normalnie dla obcej osoby by tego nie zrobili. I oczywiście większa ilość krwi w banku to większa szansa, że i babcia "się załapie". Jednak w przypadku gdyby przyjechali poszkodowani z wypadku i trzeba im było robić transfuzje ratującą życie to i tak oni mają pierwszeństwo np. przed osobą czekającą na planowany zabieg. Nieważne ile ta osoba nagromadziła ludzi, którzy oddali ze wskazaniem właśnie na nią.

Jestem honorowym krwiodawcą od 18 roku życia. Jakiś czas temu zapisałam się do grupy honorowych na fb. Zawsze fajnie wiedzieć kiedy są jakieś fajne akcje krwiodawstwa albo kto lepsze czekolady dostaje ;) I tu zaczyna się piekielność - codziennie są publikowane posty z apelem o oddanie krwi ze wskazaniem. Są to zawsze nowi członkowie, którzy starają się pomóc swoim bliskim w potrzebie. Tylko, że nie dociera do nich, że proszą o oddanie krwi ludzi którzy już to robią i w żaden sposób nie zwiększy to liczby jednostek krwi w banku. Nie ma znaczenia czy pójdę oddać krew ot tak czy powiem, że to dla Pani Zosi z Krakowa. Ja i tak pójdę to zrobić.

Codziennie tłumaczymy ludziom aby nie mobilizowali regularnych dawców bo oni i tak oddają ile mogą i więcej się z nich nie wyciśnie i żeby publikowali takie posty na lokalnym spotted czy wśród rodziny, tak aby nowe osoby zasiliły bank krwi. Jest to o tyle irytujące, że wtedy spotkamy się z bardzo negatywną postawą.

No bo jak to tacy honorowi i nie chcą pomóc? Co za chamidła z nich... przecież i tak oddają to co im szkodzi oddać "dla kogoś". Co z tego, że oddałam już tyle krwi, że mam wszystkie możliwe przywileje - jestem ta zła i niedobra bo nie oddam jeszcze dla kogoś konkretnego. A na pytanie ile autor postu oddał krwi w swoim życiu zazwyczaj nie można doczekać się odpowiedzi, albo "ale ja się boje igieł".

Wiem, że sami lekarze wprowadzają ludzi w błąd i czasami mówią, że jak nie zgromadzą kilku dawców to nie będzie zabiegu. I to też jest piekielne. Ale problem leży w tym, że krwi jest za mało. Potrzeba nowych regularnych dawców. A pisanie do grupy "starych wyjadaczy", którzy i tak oddają tak często jak mogą mija się z celem. I tak jak niewiedzę można zrozumieć, tak chamskie odzywki do ludzi, którzy cierpliwie codziennie tłumaczą to samo już nie.

Jednej kobiecie nawet rozpisałam łopatologicznie, że jak jej babcia będzie potrzebować 5 jednostek a bank jest pusty i tego dnia akurat przyjdzie 5 stałych dawców i oddadzą krew to to czy oddadzą ze wskazaniem czy nie, nie zmieni losy babci. Jeżeli będzie ktoś bardziej potrzebujący to on dostanie krew. Ale.. jeżeli przyjdzie krew oddać tych 5 stałych krwiodawców i 5 nowych, których udało się zmobilizować wśród znajomych i rodziny to wtedy babcia ma większe szanse na krew bo mamy już wtedy 10 jednostek krwi w banku. Myślicie, że dotarło? A skąd... Była obraza majestatu.

I tak na grupie jest codziennie. I nagle to ludzie, którzy oddają krew są tymi złymi bo łajdaki nie chcą oddać więcej dla babci, cioci czy sąsiada.

A tak na koniec zapraszam do oddania krwi :) Tylko ostrzegam, czekolada jest paskudna ;)

krwiodawstwo

Skomentuj (60) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 171 (181)

#87382

(PW) ·
| Do ulubionych
Wróciła nauka zdalna, już grupy dyskusyjne i internety się grzeją.

Znajoma, sekretarka w szkole mówi, że o ile pierwsze dni powrotu do nauki zdalnej były w miarę spokojne to później rodzice/opiekunowie dostali jakiejś wścieklizny.

Jeszcze nie ma godziny 8, czyli rozpoczęcia pracy, a już telefony dzwonią jak oszalałe, i tak przez sporą część dnia, chociaż może nie z takim natężeniem. O co chodzi? A no przede wszystkim o to, że nauczyciel prowadzi lekcje on line, ale niekoniecznie ze szkoły, lecz z domu, czyli nie jest w pracy.

Rodzicom nie odpowiada też to, że nauczyciel chce, by dzieci miały włączone kamerki, bo po co ma widzieć co dziecko ma w pokoju, albo by inne dzieci widziały co ma w nim.

Nauczyciel widziany był na mieście w godzinach pracy afera, nieważne, że na zwolnieniu lekarskim

Piekielność? Frustracje?

nauka zdalna

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 94 (102)

#87379

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja kuzynka przez kilka lat pracowała na Bardzo Prowincjonalnej Uczelni. Lubiła tę pracę, a że ambicji bycia Wielkim Naukowcem nie miała, to była zadowolona z tego, że pensję przelewa jej PWSZ, a nie UJ, UAM albo inny U-Boot. Do czasu.

Z 2-3 lata temu została wezwana do swojego dziekana, który poinformował ją, że rektor kazał zlikwidować 3 etaty na wydziale i tak się składa, że kierownik jej zakładu idzie na zasłużoną emeryturę, jedna koleżanka-adiunkt po obecnym urlopie macierzyńskim planuje rozpocząć wychowawczy, druga koleżanka-adiunkt chce przejść po powrocie ze swojego czwartego już macierzyńskiego do innego zakładu, a moja kuzynka - jako jedyna pozostała pracownica tej komórki i przy okazji, ostatnia asystentka na wydziale - przysłuży się uczelni, poświęcając swój etat, bo on będzie jednym z tych trzech likwidowanych, a zakład zostanie rozwiązany, skoro pracowników fizycznie niet. Jeśli byłaby zainteresowana prowadzeniem zajęć, to mogą z nią podpisać zlecenie, ale ze wszystkimi prawami pracowniczymi (przede wszystkim dostępem do biblioteki) się wtedy żegna, to chyba jest dla niej oczywiste.

Dlaczego to właśnie etat kuzynki idzie pod nóż? "Bo pani pracuje najkrócej, nie opublikowała jeszcze książki i ma pani najmniejszy dorobek naukowy, dlatego pani jest tylko asystentem, a asystentów już nie potrzebujemy".

Tutaj kuzynka odezwała się - jak ją znam, to wcale nie nieśmiało - że przez ostatnie 3 lata ciągnęła pracę swoją, dwóch wiecznie zaporodówkowanych adiunktek i niemal wiecznie chorego kierownika zakładu, więc to chyba oczywiste, że robiąc zajęcia za 3 a w porywach 4 osoby, na pisanie książki i prowadzenie jakichś rozległych badań nie miała ani sił, ani czasu, sam doktorat kończyła na oparach adrenaliny.

Przypomniała też, że w zasadzie aktywność naukowa zakładu przez te lata w lwiej części należała do niej, bo kierownik z racji wieku i kulawego zdrowia, ograniczał się do udziału tylko w konferencjach organizowanych przez tę uczelnię i uniwersytet w Nieodległym Mieście, gdzie ma drugi etat, a po innych ośrodkach z referatami jeździła kuzynka. Kuzynka też napisała 3/4 afiliowanych przy zakładzie publikacji w ostatnich latach.

"Nooo tak, jak tak pani stawia sprawę, to proszę iść do sądu pracy, he he he. Mamy czerwiec, umowę ma pani do 30 września i tak, wiemy, że miała pani obiecany awans na adiunkta od przyszłego roku, ale na szczęście dla nas nie ma pani promesy na piśmie i proszę się cieszyć, że mówimy pani o tym wszystkim przed pani urlopem, bo moglibyśmy nie mówić i zwyczajnie nie rozpisać we wrześniu konkursu, życzymy miłego wypoczynku."

Kuzynka rzeczywiście oddała sprawę do sądu (wyroku w pierwszej instancji jeszcze nie ma i w sądzie nie ukrywają, że do końca przyszłego roku raczej nie będzie) i poszła uczyć do szkoły "niewyższej", bo sąd sądem, a żyć z czegoś trzeba i brak drugiej wypłaty w jej domu boleśnie by odczuto. W ten sposób wylądowała w dużym zespole podstawówka-liceum-technikum-zawodówka.

Ponieważ mamy pandemię i sezon jesiennogrypowy, w molochu kuzynki pojawiło się tsunami zwolnień lekarskich. Szkoła pewien czas temu miała olbrzymi i długotrwały problem ze znalezieniem nauczyciela, który pociągnąłby klasy rozszerzone z jednego przedmiotu i wściekli rodzice zmusili dyrekcję do pokrycia kosztów korepetytora dla klasy, a teraz - kiedy takiej fizyki nie ma kto prowadzić, bo wszyscy fizycy chorzy już od miesiąca - dyrekcja postanowiła się ratować przed powtórką z rozrywki i odgórnie przydzielać zastępstwa tym nielicznym pracownikom, którzy jeszcze nie zachorowali.

Kuzynka zadzwoniła do mnie koło południa i pół płacząc, pół śmiejąc się zapoznała mnie z nowymi "pracowniczymi planami lekcji" w swoim zespole ogólnokrzywdzącym:
- muzyki będzie uczyć jedna matematyczka, która za dziecka skończyła szkołę muzyczną I stopnia (nauczycieli muzyki w województwie kuzynki szuka kilkanaście placówek),
- rysunek projektowy dla technikum przejmie nauczycielka plastyki z podstawówki,
- informatyką zajmie się bibliotekarz szkolny,
- biologią podzielą się chemicy (i to jest w tym wszystkim jedyne sensowne), ale nie bardzo chcą, bo są zarobieni - szkoła ma półtora-etatowy wakat dla nauczycieli chemii jeszcze sprzed wakacji,
- kuzynka dowiedziała się dzisiaj rano od pana dyrektora, że jej została przydzielona rozszerzona fizyka w technikum i jutro zaczyna "swoje nowe zajęcia". Dlaczego akurat ona? Bo nikt inny nie chciał, a ona zrobiła dopiero pierwszy stopień awansu, więc niech nie marudzi, to tylko kilka tygodni zastępstw.

Moja kuzynka jest rusycystką.

Kiedy już się wyśmiałam i zapytałam, co planuje z tym fantem zrobić, odpowiedziała, że najpewniej da uczniom jakiś rosyjski podręcznik fizyki w pdfie i będzie powtarzać "perevesti, bystreje!".

szkoła

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 85 (103)

#87356

(PW) ·
| Do ulubionych
Witam,

Ostatnio pod Lidlem pakowałem zakupy do auta i słyszę kilka aut dalej "żebry". Domyślam się, ze zaraz mnie ktoś przyatakuje, ale jak pewnie większość z nas,już przywykłem do tych sytuacji.

Nie myliłem się. Podchodzi jakiś koleś, o dziwo miał maseczkę na twarzy i wywiązuje się dialog:

(P) - Dobry miałbym do Ciebie prośbę.
(Ja)- Ok, ale pieniędzy nie rozdaję.
(P) - Nie chce pieniędzy (aha jasne), potrzebuję karmy dla kota.
(Ja)- No niestety nie kupiłem.
(P) - No to dasz mi pieniądze, ja pójdę kupię, potem Ci resztę odniosę.

Tutaj następuje szybka analiza, koleś podchodzi do ludzi, którzy właśnie się zbierają po zakupach, nawet nie spojrzy na tych, którzy dopiero na nie przyjechali, ani tym bardziej nie poprosi kogoś już będącego w sklepie.

Szkoda mi czasu na dłuższe sprzeczki, trochę się poczułem urażony braniem za barana. Szybko skwitowałem po raz kolejny, że pieniędzy nie rozdaję i zająłem się kończeniem pakowania zakupów, dalszych komentarzy nie słuchałem.

Piszę aby się podzielić moim przemyśleniem o tym jakich to teraz sposobów nie wymyślą aby wyciągnąć pieniądze.

Łóć

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (140)

#87424

~Workinggirl ·
| Do ulubionych
Trochę się zastanawiałam, czy powinnam dodawać tu swoją historię, bo patrząc na obecną sytuację gospodarczą mam naprawdę świetne warunki: praca zdalna, firma nie tylko nie cierpi, ale i pozyskała nowych klientów (taka specyficzna branża), pewne zatrudnienie.

Tylko że jeden z naszych dotychczasowych klientów się spiekielił. Wie, że pracujemy poza biurem i w związku z tym wymaga natychmiastowego odpisywania na maile - nie ważna godzina i dzień tygodnia. Dzwoni też o najróżniejszych porach, hitem na wideokonferencji zespołu było pokazywania przez kolegę telefonu, gdzie połączenie przychodzące od piekielnego zostało zarejestrowane o 12:07 w niedzielę, podczas gdy od zawsze pracujemy od poniedziałku do piątku przez 8 godzin dziennie.

Piekielny jest obecnie w trakcie drugiej rundy po zespole (jednego klienta prowadzi u nas jeden pracownik), ale góra stwierdziła, że będziemy mogli wypowiedzieć mu umowę dopiero po trzecim "przejściu" przez wszystkich asystentów - czyli że kierownik zespołu musi trzykrotnie naście razy po zapoznaniu się ze stanowiskami stron (podwładny i klient) oraz zebranymi przez nie materiałami, wydać decyzję o zmianie asystenta prowadzącego, na którą piekielny się zgodzi (jak nie, to rozwiązuje się umowę). Wszystko to w sytuacji, w której wszyscy mamy nadgodziny i trwa rekrutacja, żeby odciążył nas dodatkowy pracownik.

Praca dom

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (109)

#87313

(PW) ·
| Do ulubionych
Wrzucę, bo mam wrażenie, że problem narasta i warto go nagłośnić. Chodzi o fejkowe sklepy internetowe, zwłaszcza handlujące odzieżą i obuwiem.

Kiedyś szukałam sukienki na wesele, przejrzałam też internet, no i zaczęło się: w Google Adds zwaliło się na mnie pełno reklam wystrzałowych i nietuzinkowych sukienek. Powiem szczerze, że w pierwszej chwili (jedna sukienka była naprawdę zachwycająca) rozważałam zakup, ale odstraszyło mnie to, że wysyłka miała być z zagranicy, a także dość wysoka cena. Potem poczytałam opinie o sklepie i cały czar prysł - strony z opiniami były pełne niezadowolonych klientów, którzy otrzymali towar niskiej jakości i nie mogli się skontaktować ze sklepem.

Od tego czasu, ilekroć szukam w internecie jakiegoś ciuszka, moje reklamy spersonalizowane są zalewane ofertami takich sklepów - ostatnio Coloryee i Airydress. Mają pewne cechy wspólne:

- ubrania najczęściej są w istocie niezwykłe, nietuzinkowe, przez co bardzo kuszą (ach te bluzy z motywami gór i lasu, kupowałabym jak Reksio szynkę... tylko kobieta to zrozumie :P);
- strona na język polski jest tłumaczona przez translator (żadna poważna marka tak nie zrobi);
- nie ma systemu ocen produktów lub czasami jest, ale ocen jest bardzo mało;
- ceny czasami są bardzo niskie, choć nie zawsze;
- nie ma podanego adresu do kontaktu albo jest, ale np. w Azji - w praktyce pisz na Berdyczów;
- częstym chwytem marketingowym jest gigantyczna promocja, która kończy się za kilka-kilkanaście godzin (żebyś przypadkiem, internauto, nie namyślał się za długo).

Możliwe, że dla starego wyjadacza internetów coś takiego śmierdzi kitem na kilometr, ale np. moja mama i ciocia, obie w sile wieku i rzadko korzystające z internetu, prawie się nabrały. Poza tym te strony są robione w miarę profesjonalnie i na pierwszy rzut oka nie różnią się tak bardzo od zwykłych sklepów.

Długą LISTĘ FEJKOWYCH SKLEPÓW można znaleźć tutaj:

https://www.legalniewsieci.pl/aktualnosci/podejrzane-sklepy-internetowe

Można też wpisać w Google nazwę sklepu z dopiskiem "opinie".

I na koniec ciekawostka. Najczęstszym problemem, który zgłaszają oszukani klienci, jest niska jakość towaru - nie wygląda on jak na zdjęciach. Jeśli naprawdę podoba nam się jakiś ciuszek, warto pod tym kątem przeszukać Aliexpress. Ja już dwa razy znalazłam to samo ubranie na Ali, ale w niższej cenie i albo opatrzone przez uczciwego chińskiego sprzedawcę zdjęciami "real photo", bez retuszu, albo takich zdjęć dostarczali kupujący (na Ali jest system ocen i można dodać zdjęcia). Zwykle odechciewa się kupować.

Przestrzeżcie swoje mamy i babcie.

sklepy_internetowe oszustwo

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (138)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni