Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#88918

(PW) ·
| Do ulubionych
W centrum handlowym, które wczoraj odwiedziłem, wpadli na w sumie spoko (na pierwszy rzut oka) pomysł marketingowy - Będą rozdawać klientom duże papierowe torby na zakupy, żeby w sklepach nie brać plastikowych reklamówek. Taki cel akcji był ogłaszany na plakatach w centrum.
Pierwszy brak logiki polega na tym, że postanowiono rzeczone torby wsadzać za wycieraczki samochodów zaparkowanych na parkingu przed galerią. Po co mi torba na zakupy, gdy już z tymi zakupami, zapakowanymi do reklamówek, wracam do samochodu?

Ale może być gorzej. Zaparkowałem na parkingu zewnętrznym, w trakcie ulewnego deszczu. Gdy wychodziłem z galerii, wciąż rzęsiście lało. Mimo to miałem włożoną za wycieraczkę papierową torbę. Zeskrobywanie rozmoczonej pulpy papierowej z przedniej szyby zajęło mi dobre dwie minuty - cudowne zajęcie w zimny, deszczowy wieczór.

centrum handlowe

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (98)

#88604

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam od niedawna konto na popularnym vinted. Do tej pory wszystko było ok - coś sprzedałam, coś kupiłam, wszystko miło i bezproblemowo. No ale mam w końcu problem.

Dokonałam zakupu wózka bliźniaczego. Koszt wózka to 530 zł, 60 zł za przesyłkę oraz poniosłam koszt tak zwanej ochrony kupujących. Całkowita cena to 620 zł. Wózek otrzymałam, był wysłany paczką pocztową. Koszt przesyłki przekroczył 60 zł, sprzedająca powiedziała, że to co dopłaciła mam w gratisie od niej. Cud miód. Kobieta konkretna, sama wysłała dodatkowe zdjęcia. Wygląd paczki nie budził żadnych podejrzeń, była w idealnym stanie. Po rozpakowaniu okazało się jednak że wózek jest uszkodzony. W ogłoszeniu sprzedająca wskazała dane techniczne wózka oraz napisała, że wózek jest wyprany, czysty i gotowy do jazdy. Fakt, nie dopytałam bo wszystko wyglądało w porządku. Niestety w wózku jedno siedzisko było ułamane tak, że nie można było go regulować i dziecko nie mogło się swobodnie opierać. Hamulec również był uszkodzony, jedno koło wypaczone, ułamane były zatrzaski do barierki ochronnej. Wózek też zdecydowanie nie był wyprany i czysty. Zgłosiłam to wszystko sprzedającej, która stwierdziła, że mam wózek odesłać, oddać jej koszt przesyłki, a ona zwróci mi cenę wózka. Sugerowała, że to ja uszkodziłam wózek lub uszkodził się w transporcie bo ona wysyłała sprawną rzecz i ma na to świadka w postaci swojego męża. Ja również mam świadków obecnych przy rozpakowywaniu, uszkodzenia również nie wyglądają na świeże.

Skorzystałam z opcji jaką daje vinted i zgłosiłam spór. Vinted przyznał mi rację, nakazał odesłać wózek sprzedającej co też uczyniłam. Wózek dotarł do niej wczoraj, dzisiaj transakcja została anulowana i zlecony został zwrot środków tj. całej kwoty 620vzł. Sprzedająca jednak od samego początku straszy mnie zgłoszeniem na policję, do sądu, do firmy windykacyjnej oraz do rzecznika konsumenta. Uważa, że powinnam oddać jej koszt wysyłki jaki poniosła bo jest stratna. Przecież w tej sytuacji to ja jestem osobą pokrzywdzoną i oszukaną. No i również poniosłam koszt wysyłki zwrotnej. Uważam, że skoro zgłosiłam sprawę na vinted i oni rozwiązali spór to jest to załatwione jak należy i kwota zwrócona mi jest prawidłowa.

Napisałam o poradę poradę rzecznika praw konsumenta i jeśli przyzna rację sprzedającej to oczywiście zwrócę jej koszt wysłania wózka, ale nie zamierzam tego robić już teraz, a zaczekać na opinię rzecznika. Ta kobieta jednak wysłała mi wiadomość ze swoim numerem konta, na który mam jej oddać koszty wysyłki. Codziennie dostaję wiadomości gdzie są jej pieniądze. Wyzywa mnie od oszustek i biedaków co chcieli zaoszczędzić kupując używane, że niby mogłam przyjechać i obejrzeć. Jednak ona sama proponowała wysyłkę, a ja z tej opcji skorzystałam z powodu odległości jaka nas dzieli. Poinformowała mnie, że sprawa wózka zostanie zgłoszona osobno w pozwie cywilnym bo ja go zniszczyłam. Mówiła, że kontaktowała się z prawnikiem i to ona ma rację.

Do tej pory byłam pewna swego, ale zaczynam się łamać i denerwować. Niepotrzebne mi kłopoty. I tak już zostałam oszukana przez nią, a mam być ciągana po sądach.

Piekiełkowo

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (151)

#88911

(PW) ·
| Do ulubionych
Covid...

Dziś na ulicach bardzo śliski dzień. Wywrócił się więc i mój ojciec. Mocno spuchnięty łokieć, przeszywający ból ręki. Do domu wrócił jakoś o własnych siłach.

Pierwszy odruch - telefon na 112. Oczywiście pogotowie nie przyjedzie, bo złamanie nie jest otwarte. Dzwonimy więc do przychodni. Rejestratorka na to - niech przyjdzie. Mówimy, że nie da rady. No to zapisała go na teleporadę. Która odbyła się w jednym zdaniu - wystawię panu skierowanie do chirurga.

Do chirurga dojechaliśmy taksówką (tylko tata ma prawo jazdy, a z bólem ręki jechać nie mógł). Tam prześwietlenie i diagnoza - złamanie z przemieszczeniem i zerwaniem więzadeł. Trzeba operować. Wystawione skierowanie do szpitala.

Podwiózł nas tam sąsiad, który w międzyczasie dowiedział się o całym zdarzeniu. W szpitalu, pielęgniarka z izby przyjęć, po obejrzeniu zdjęcia stwierdziła, że operacja będzie pilna. Ale standardowa procedura wymaga oczywiście antygenowego testu na Covid. Wynik, na początku niejednoznaczny, później okazał się pozytywny. Tata oczekiwał w kontenerze pod szpitalem na decyzję lekarzy, co dalej. Decyzja... Uwaga...

Ręka w gips i idź pan do domu. Mieszkamy jakieś 20 kilometrów od szpitala, więc nie wiadomo, co robić. Dzwonię na infolinię MZ, mówią, że w ostateczności "niestety" można jechać komunikacją miejską... Na szczęście tu znów pomógł sąsiad.

I na zakończenie (choć mam nadzieję, że ciąg dalszy i szczęśliwe zakończenie nastąpi), mieliśmy w domu pakiet do testów antygenowych i zrobiliśmy z ciekawości tacie jeden. Wyszedł wyraźnie i jednoznacznie ujemny.

Tylko ręki szkoda...

EDIT: Pani z sanepidu, dzwoniąca by wsadzić nas na kwarantannę, kiedy opisano jej całą sytuację, skierowała nas na test PCR, żeby w razie gdyby był negatywny, można było zrobić operację.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (149)

#88908

(PW) ·
| Do ulubionych
Sygnalizacja manewrów level MPK.

Jadę samochodem, przede mną przystanek autobusowy, a na nim autobus włącza lewy kierunek. Zatrzymuję się więc grzecznie.

Autobus stoi nadal, kierunek po chwili przestaje migać. Odczekuję parę sekund i pomału ruszam.

Gdy jestem na wysokości tylnej lampy autobusu widzę znów rozbłyskujący lewy kierunek. Staję.

Autobus stoi nadal, a gościu za mną miga mi długimi. Sprawdzam, czy w razie co kamerka nagrywa, ruszam.

Okazuje się, że kierowca włączył awaryjne i grzebie w schowku.

komunikacja_miejska

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 79 (93)

#88902

(PW) ·
| Do ulubionych
Nasi nowi sąsiedzi chyba przyjaciół wśród mieszkańców osiedla nie szukają.

Do jednego z sąsiadujących bloków wprowadziła się para, której jeszcze nawet na oczy nie widziałam.

Kilka dni po ich wprowadzce przyszedł przymrozek i wszyscy kierowcy od rana skrobali szyby swoich aut. Jeszcze tego samego dnia na drzwiach frontowych wszystkich klatek otaczających parking (parking otoczony 4 blokami- bloki mają po 2 piętra i wielkie odstępy pomiędzy budynkami, więc wielkiego echa nie ma, sama mam widok na plac i słyszę tylko lekki odgłos) można było zobaczyć kartki o tym, że oni sobie nie życzą takiego hałasu od samego rana. Od tego są płyny na odmrażanie szyb, żeby nie trzeba było skrobać i w takie właśnie płyny jeszcze tego samego dnia mają zaopatrzyć się właściciele samochodów, żeby następnego dnia nie było problemu. Inaczej oni tego tak nie zostawią.

Jak łatwo przewidzieć- następnego ranka nadal można było zobaczyć skrobaczki w rękach rannych ptaszków. Jestem ciekawa, czy spółdzielnia roześle listy o banie na skrobaczki. :)

Sasiedzi zagranica

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (145)

#88903

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam ostatnio trochę więcej czasu, więc przyszedł czas na kolejną historię z czasów gdy jeszcze dorabiałem sobie jako freelancer. Średniej wielkości firma potrzebuje systemu DMS, czyli programu do zarządzania obiegiem dokumentów. Wstępne założenia uzgodniłem z głównym szefem a wszelkie szczegóły miałem przepracować z panią manager Arletką. Warto również dodać, że w dniu spisywania umowy szef wszystkich szefów był ostatni dzień w robocie gdyż nazajutrz czekała go podróż marzeń do Emiratów Arabskich. Z tego powodu kontakt z nim był dość mocno utrudniony i cała odpowiedzialność za projekt spadła na panią manager.

Dla ciekawskich aplikacja miała dawać możliwość dodania skanu dokumentu wraz z możliwością ustawienia jego typu, fizycznej lokalizacji w archiwum oraz terminu załatwienia sprawy. Na podstawie tych danych ustalana była strategia pracy nad dokumentem, czyli rozlosowanie pracy wśród pracowników z uwzględnieniem terminów wykonania kolejnych kroków tak aby dotrzymać ostatecznego terminu.

Na zebranie szczegółowych wymagań miałem miesiąc i tutaj zaczęła się moja udręka z panią Arletką. Zacząłem od wysłania maila z prośbą o ustalenie terminarza spotkań do którego dołączyłem informację w których godzinach jestem dostępny. Po dwóch dniach ciszy postanowiłem zadzwonić, jednak pani super ważna manager stwierdziła, że jest bardzo zajęta i jak tylko znajdzie czas to zadzwoni. Gdy minął już tydzień od pierwszego maila postanowiłem zadzwonić po raz kolejny i znowu odbiłem się od ściany gdyż pani wielka manager jest zajęta i nie ma czasu na pierdoły. Oczywiście wszelkie próby kontaktu z panią Arletką odnotowywałem w zbiorczym mailu plus co drugi dzień ponawiałem pytanie o ustalenie terminarza spotkań.

Nie miałem zamiaru przeszkadzać "najszefowemu" szefowi, ale po dwóch tygodniach ciszy postanowiłem napisać do niego krótkiego smsa z informacją, że jego pracownica, delikatnie mówiąc, leci sobie w kulki. I pośrednio udało mi się uzyskać to czego oczekiwałem. Następnego dnia pani Arletka zadzwoniła do mnie aby poinformować mnie, że ona sobie nie wyobraża jak to tak można człowiekowi przeszkadzać w urlopie i zapewnić, że jak tylko będzie miała czas to umówimy się na spotkanie. Przy okazji rozmowy zapytałem również czy istnieje możliwość delegowania jakiegoś innego pracownika do rozmów ze mną, na co pani manager stwierdziła, że zastanowi się czy w interesach firmy leży przekazanie tak WAŻNEGO zadania pomniejszemu pracownikowi.

Jak już się pewnie domyślacie po naszej rozmowie na kolejny tydzień nastąpiła cisza, mimo tego że zapytanie o ustalenie terminów spotkań zacząłem wysyłać codziennie. I w końcu nadszedł czas powrotu ostatecznego bosa z zasłużonego urlopu. No i nie był zbyt zadowolony tym co zastał w firmie.

Po pierwsze okazało się, że pani Arletka w trakcie tych trzech tygodni pojawiła się w firmie aż trzy razy, a jak już w firmie była to zamiast wykonywać swoje obowiązki to kontrolowała wszystkich pracowników i opierdzielała o każdy błąd. O mailach ode mnie nie miała pojęcia gdyż po prostu nie czytała żadnych maili. W rozmowie telefonicznej z szefem, po moim smsie, zapewniała, że wszystko jest pod kontrolą i maksymalnie za trzy dni siadamy do pracy, a zastój spowodowany jest tym, że przyszło dużo wniosków do wypełnienia. Żaden z pracowników nie zgłaszał też jej nieobecności, gdyż ta obwieściła, że dostała pozwolenie na pracę zdalną co było oczywiście nieprawdą.

A dlaczego szefuńcio nie podejrzewał, że tak to się skończy? Ano Arletka była główną panią manager dopiero od pół roku i to był pierwszy raz gdy miała zostać sama. Wcześniej była sumienną pracownicą i z tego względu dostała awans. No i jak widać trochę sodówka uderzyła do głowy.

A co z projektem? Ano udało się zebrać wymagania i już od 4 lat razem z szefem współpracujemy i w tym czasie nie jedno piwo razem wypiliśmy, a sam program rozrósł się dość mocno. Natomiast jeśli chodzi o panią Arletkę to nie została zwolniona, ale zdegradowana z pozycji managera i do dzisiaj patrzy na mnie spod byka :D

biuro kopro

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 154 (164)

#88900

~Amelinowa ·
| Do ulubionych
Historia https://piekielni.pl/88891 przypomniała mi podobną sytuację, o której ostatnio opowiadała mi moja nowa sąsiadka.

Mieszkamy na osiedlu domków szeregowych. Na pobliskich działkach są stawiane takie same domki. Wiadomo, że w ciągu ostatnich 3-5 lat ceny poszły do góry dlatego aktualna cena segmentów jest o ponad 150 tysięcy wyższa (z 350 tysięcy wzrosła do 500 tys.).

Sąsiadka ponad rok temu wpłaciła zaliczkę 100 tysięcy, a finalnie miała mieć do zapłacenia 400 tys. Jak miało dojść do dokończenia transakcji to deweloper stwierdził, że cena segmentu będzie jednak wyższa niż w umowie przedwstepnej i ma dopłacić jeszcze 350 zamiast 300 tysięcy, a jak jej nie pasuje to on może jej oddać to jej 100 tysięcy zaliczki + przewidziane w umowie 30 tysięcy kary, bo po obecnych cenach nieruchomości i tak byłby do przodu, a zainteresowanie jest spore.

Finalnie dziewczyna zgodziła się dopłacić te 50 tysięcy, bo w tej cenie i tak by nie znalazła nic lepszego.

Podwarszawski deweloper

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (139)

#88901

(PW) ·
| Do ulubionych
No ja pier...! Pierwszy nie powinienem palcem wytykać lecz nie da rady inaczej. Czy wierząc w covid czy nie, choroby są i będą, ale zachowanie ludzi jest wręcz piekielne.

Powoli coraz więcej informacji wychodzi na temat pewnego tenisisty, który ma wystartować w AO. Złożył wniosek o wizę, ale nie wiadomo na jakiej podstawie (miesiąc wcześniej złożył dokumenty o wstęp do Australii - nie spełniając warunków). Dwa tygodnie przed podobno zachorował. Wyniki testu skanowane raz pokazują negatywny, a drugi raz pozytywny wynik. Jeśli miał pozytywny wynik to co robił dwa dni później na imprezie charytatywnej?

W tym samym czasie coraz więcej niemieckich obywateli emigruje na urlop albo na stałe do Bułgarii bo tam nie muszą tak bardzo przestrzegać zasad i obostrzeń. W tekście news'a jest jeszcze więcej smaczków, ale jeśli to prawda to wisienką na torcie jest zakończenie tekstu mówiące o lokalach, które nie przestrzegają ograniczeń bo należą do polityków lub lokalnej mafii.

Nasz Polski grajdołek nie lepszy jest pod tym względem. Na sylwestra marzeń przyjeżdżały osoby, które były na kwarantannie u siebie w mieście, a sprawa wyszła na jaw dopiero gdy wylądowały z Zakopiańskim szpitalu na leczeniu.
Ach o brytyjskim premierze nie wspominając.
Ludzie maja gdzieś zasady czy te rozsądne czy mniej. W sieci krąży filmik z kasku motocyklisty. 202km/h w między wiejskiej drodze, a komentarze pod filmem opieprzające policjanta, że co to to nie on ura bura i się nie przedstawił.
Na nas nie potrzeba komety, sami wymrzemy.

video

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (179)

#88896

(PW) ·
| Do ulubionych
Znajoma z czasów studiów cierpi na SMA. Stan ogólnie dobry, pracuje zdalnie jako konsultant akademicki, ale jest przykuta do wózka. W związku z jej ograniczoną możliwością poruszania, nasza ekipa wysyła jej kartki, albumy i różne niespodzianki.

Ostatnio wysłałem jej kilka albumów o Łodzi, Toruniu i Zakopanym. A że do paczkomatu nie pójdzie, to poczta z zaznaczeniem do rąk własnych. Patrzę śledzenie i jest Awizowany.
Dzwonię na infolinię i że zje..mi co jest grane. Przepraszali i skierowali sprawę do naczelnika tego oddziału.

Ale przynajmniej finał ok. Paczkę przyniosła pracownica poczty. Znała sytuacje dziewczyny i dziwne było awizowanie.
A ja czekam na odpowiedź na piśmie. Bo telefonicznie już mam iż wyciągną konsekwencje służbowe wobec kuriera.

Pocztex

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (125)

#88852

~Wku17wiony ·
| Do ulubionych
Stałem sobie w kolejce w markecie, przede mną dwójka ludzi, za mną podobnie. No sklep jak sklep. Jednak jakby nic się nie stało, to bym tego tu nie opisywał... Otóż za mną stała pani, a za nią pan z wózkiem. Kłócili się, bo pan podobno wjeżdżał pani wózkiem w dupę, a pani się to nie podobało.

No i się tak kłócą, kłócą i kłócą, a kolejka się powoli wlecze (tylko ta jedna, inne zapie*****ły jak powalone). No i powoli zacząłem cierpliwość tracić, aż się zachowałem dość chamsko; odsunąłem tą panią i poprosiłem pana z wózkiem, aby skończył te "rajdy", bo mi od ich kłótni już łeb pękał. No, a on, że nie, bo nic złego przecież nie robi. W ogóle to ta baba jest winna! Bo ona złośliwie się nie przesuwa, mimo że ma miejsce przed sobą (gościowi chodziło chyba o te parę centymetrów, które dzieliły ów panią, ode mnie)... Widząc takie zabetonowanie u pana, postawiłem sprawę jasno:

Albo natychmiast przestanie wjeżdżać pani w dupę wózkiem, albo go mu przewrócę i będzie sobie zakupy z ziemi zbierał (wózek miał wyładowany po brzegi, a taśma już była zajęta).

Pan początkowo nie uwierzył, ale jak złapałem za jego wózek i zacząłem nim kiwać, to się uspokoił i nie kontynuował już swoich "rajdów".

Co ciekawe, w czasie gdy groziłem panu, wywrotkom wózka, nikt nie zwrócił mi uwagi (a ludzi tam było sporo). Powiedziałbym nawet, że nagle wszyscy zaczęli sprawdzać godzinę i czytać etykiety...

sklepy

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 143 (159)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni