Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#75891

~troubleriddle ·
| Do ulubionych
Jechałam dzisiaj samochodem, jako pasażer, z przodu, pasy zapięte, mama za kierownicą. Tuż przed nami jechał ulicą chłopaczek na rowerze. Niby prosto, niby nie był pijany, ale jednak nieco chwiejnie. Wchodzimy w zakręt, ulica wąska, ani wyminąć, ani wyprzedzić, bo nie wolno.

Wtem chłopaczek 'traci panowanie' nad rowerem i przewraca się niemal przed maską naszego samochodu.
Ostre hamowanie, mama klnie, na szczęście ani jemu ani nam nic się nie stało. Pozbierał siebie i rower, i pojechał dalej. Mało piekielne? Nasz rowerzysta jechał asfaltem tuż obok nowiutkiej ścieżki rowerowej...

ulica

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (113)

#87315

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak ktoś mnie zminusował o to, że lepiej zatrudnić Polaka.

Szukałem 4 miesiące zanim znalazłem.

Potrzebowałem osoby do prostych prac porządkowych typu skoszenie trawy, zgrabienie liści placu itd. Prosta praca bez doświadczenia. Zaoferowałem 2700 brutto i umowę o pracę. Dla minusujących za to co człowiek ma robić to dobra stawka i nie dam więcej.
I tak przysyłali ludzi z UP i niestety zawsze nie chcą podjąć pracy. Na ogłoszenie z OLX zapytanie brutto czy netto. Jak słyszeli brutto to dziękuję.

Zatrudniłem chłopaka 23 lata pracuje już 13 miesięcy i chwali sobie pracę, bo lekka i blisko domu, a że obrotny to zrobi wszystko z rana i tak od 13 siedzi i ogląda filmy w swojej kanciapie.

pracownicy

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 85 (109)

#87305

(PW) ·
| Do ulubionych
Kawał czasu temu wyprowadziłem się za miasto. Znalazłem fajne osiedle domków na przedmieściach (a szczerze mówiąc - to w szczerym polu, do najbliższych zabudowań kilkaset metrów). Środkiem osiedla idzie droga osiedlowa, domki są po jednej i drugiej stronie drogi.

Teren osiedla z jednej strony ograniczony jest drogą gminną, z drugiej rowem melioracyjnym (za nim były jakieś nieużytki). Od strony domków do terenu osiedla przylegały puste pola.

I tak sobie żyliśmy sielsko-anielsko. Wkrótce po drugiej stronie drogi powstało kolejne osiedle domków, za chwilę kolejne. Ale po naszej jakoś żaden deweloper nie budował - plan zakładał u nas bardzo duży odsetek powierzchni biologicznie czynnej, co utrudniało budowanie na zasadzie "ile tylko się zmieści".

Ale kilka lat temu jednak coś się ruszyło. I nagle za moim płotem wystartowała budowa. Jak zobaczyłem plan nowopowstającego osiedla, zdębiałem. Jak by ktoś blok postawił bokiem - masa wąziutkich domków, przylepionych jeden do drugiego, ogródeczki po 20m2 - w porównaniu do mojego osiedla to jak jakaś betonoza po prostu. Pytanie do dewelopera, co to za akcja. Pytanie do Gminy, co to za akcja - no cóż, wsystko zgodnie z planem. Zmieniły się warunki zabudowy, można teraz tak ciasno stawiać.

Ja i reszta mieszkańców z tej strony drogi osiedlowej się zmartwiliśmy, mieszkańcy z drugiej strony drogi się ucieszyli - bo nowe osiedle zasłoni nasze od wiatru, będzie mniej myszy (pchały się do domów z pola) itd. itp. Część z nich kupiła sobie po domku tam (bo były względnie tanie) - żeby wynajmować potem. No nic, przecierpiałem, zrozumiałem, że każdy ma prawo budować na swojej działce w granicach prawa, a prawo na to pozwalało. Trudno. Wiadomo, że milej było wypić kawkę patrząc na bażanty i zające, niż na ścianę czyjegoś budynku, ale że mimo wszystko, od moich okien do ich okien mam kawałek, to nie biłem dalej piany.

A czemu o tym piszę?
Oto pojawił się chętny na działkę po drugiej stronie osiedla. Znowu zmieniły się warunki zabudowy. Już nie tylko zabudowa jednorodzinna jest możliwa, ale wielorodzinna. I tak ma powstać sobie piękne osiedle 2-piętrowych bloków.
Mieszkańcy domów graniczących z terenem nowej inwestycji zaczynają walkę - petycje, podpisy, próby blokowania inwestycji. Bo jak to tak, wielkie budynki, dużo mieszkań, korki będą przy wyjeździe itd. itp.

I tak się dziwią, że nikt z nas nie kwapi się razem z nimi pikietować i robić burze na sesjach gminy. Jacy to my niekoleżeńscy jesteśmy i nie solidaryzujemy się z nimi w biedzie.

A ja sprawdzam, ile kosztuje mieszkanie w nowej inwestycji - może też sobie kupię, pod przyszły wynajem :)

dom osiedle deweloper pusta działka plan zagospodarowania przestrzennego petycja protest

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 83 (101)

#69627

(PW) ·
| Do ulubionych
Kiedyś zgłosiła się do naszego sklepu osoba z Caritas z pytaniem, czy udostępnimy miejsce na zbiórkę żywności.
No więc wystawiliśmy przy kasach wózek oznaczony symbolami Caritasu i powiesiliśmy plakat zachęcający klientów do pomocy potrzebującym.

I teraz powiedzcie mi, kim trzeba być, żeby okradać z datków najbiedniejszych? Już pierwszego dnia z wózka magicznie zniknął pięciolitrowy olej, torba czekolad, cukry i mąki. I to nie przywłaszczyła sobie tego jedna osoba, bo towar znikał w różnych porach. Niestety, ale nie mamy tyle wolnego czasu, by przez cały dzień pilnować jednego wózka, nie za to nam płacą. I wierzcie mi, nikt nawet nie pomyślał, że może dojść do takiej sytuacji, że będziemy zmuszeni na bieżąco opróżniać kosz nie dlatego, że towar przestał się w nim mieścić, ale by uchronić go przed wyparowaniem.

No i co teraz muszą sobie myśleć klienci, którzy widzą, jak pracownicy wynoszą datki na zaplecze? Kto według nich jest złodziejem?

sklep caritas zbiórka żywności

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 102 (112)

#75884

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczorajszy wieczór był bardzo mglisty. Ciemno, szaro, widoczność bardzo słaba. Jadę sobie spokojnie autkiem, dojeżdżam to skrzyżowania i zamierzam skręcić w lewo. Patrzę przed siebie, wytężam wzrok, stwierdzam, że nic nie jedzie i ruszam.

Jednak jechało. Pewien pan postanowił jechać wieczorem we mgle na światłach postojowych. Kompletnie nie było go widać, bo auto czarne. Ehh, na szczęście zdążyłam przejechać, ale ręce mi się zatrzęsły.

PS. Nie ma opcji, żeby pan zapomniał o światłach - droga taka, że chyba jadąc bez świateł musiałby mieć noktowizor w oczach, żeby cokolwiek dostrzec.

Droga

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (116)

#87316

~ghgjkh ·
| Do ulubionych
Celowe postarzanie produktu?

Mam telefon służbowy, od kilku lat ten sam. Zgodnie z tradycją tej strony, a trochę i z przezorności, nie podam wprost marki tego telefonu. Powiem, że to znana azjatycka firma, jeden z głównych graczy na rynku smartfonów, a oprócz telefonów produkuje też sprzęt RTV i AGD.

Ze służbowego dzwonię tylko za granicę, więc używam go może raz w tygodniu. Oprócz tego telefon tylko leży. Nie mam na nim żadnych gierek, specjalnych aplikacji ani nic takiego. Od jakiegoś czasu dzieje się tak, że telefon po naładowaniu na 100%, na drugi dzień ma 6-7%. Ładuję w dzień, jak jest 100% to odłączam, telefon leży nieużywany przez kilkanaście godzin, a nazajutrz już jest prawie rozładowany.

Czy to celowe postarzanie produktu, które ma na celu uczynić go bezużytecznym i zmusić klienta do zakupu nowego?

postarzanie produktu

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (133)

#87213

(PW) ·
| Do ulubionych
Stoi motocykl na poboczu, przykryty pokrowcem.
Idzie pani z pieskiem na smyczy koło motocykla.
Piesek stanął, podniósł łapkę i obszczał pokrowiec.
Pani nie reaguje, a gdy piesek skończył odchodzi wolnym krokiem.
Na zwrócenie uwagi wzrusza ramionami i idzie dalej już trochę szybciej.

chodnik miasto

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (137)

#87202

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja z wczoraj. Od pewnego czasu w moim bloku mieszka pewien pan piekielny trochę wyglądzie spod ciemnej gwiazdy.
Jest to o tyle dziwne, że o ile może nie jest to jakieś super prestiżowe osiedle, to raczej z tych nowszych, gdzie mieszkają ludzie spokojni, głównie rodziny z dziećmi.

Ostatnio na klatce zepsuł się zamek, a kod zamontowali dopiero niedawno i nie każdy pewnie go też znał - włącznie ze mną, a zwykle wszyscy przyzwyczajeni byli do otwierania go kluczem.
Niedługo po zauważeniu awarii, musiałam wyjść jednak do sklepu, który jest zaraz za rogiem. Postanowiłam, więc otworzyć drzwi i je podeprzeć tak żeby były otwarte. W tej samej chwili szedł na papierosa pan "spod ciemnej gwiazdy". Poprosiłam go żeby nie zamykał drzwi bo zamek się zacina, a ja za 2 minuty wrócę. Nic nie odpowiedział, ani nie odburknął..

Ok, na wszelki wypadek zadzwoniłam więc do sąsiadki, czy zna już nowy kod i może mi go podać i tak też się stało. Oczywiście tak jak podejrzewałam drzwi były zamknięte, a pan piekielny stał z kolegami i palił śmiejąc się w najlepsze.
Ja otworzyłam drzwi nowo zamontowanym kodem i je za sobą zamknęłam. Kiedy wchodziłam po schodach widziałam jak piekielny dobija się do drzwi żebym mu otworzyła. Nie zrobiłam tego udając, rozmawiając sobie przez telefon w najlepsze.
Dziwi mnie jedno - skąd taki brak zwykłej ludzkiej uprzejmości u niektórych. Czy są aż tak zgorzkniali i sfrustrowani życiem?

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (152)

#87199

~mckwak ·
| Do ulubionych
Moja żona ma tendencje do gubienia rzeczy. A to klucze, a elementy biżuterii, a to coś tam i już się przyzwyczaiłem, że regularnie czegoś jej brakuje albo, że czegoś nie może znaleźć.

Do czasu.

Byłem ostatnio na piwie z kumplami u jednego z nich. Chłopy, jak to chłopy jak sobie popiją: czasem marudzą, czasem się przechwalają. Po kilku głębszych gospodarz zaczął się przechwalać jaki to z niego Casanova i czego to jego kochanki u niego nie zostawiły. Pośród całej sterty elementów bielizny i dodatków wszelakich znalazłem kolczyki mojej żony, pierścionek i wisiorek z dedykacją, jaki dostała ode mnie na rocznicę. Efekt jednego wyjścia na piwo to dwie sprawy sądowe: jedna rozwodowa, a druga o pobicie i spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

małżeństwo

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (207)

#87314

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio z mężem przeprowadziliśmy się na swoje. Z racji, że wyprowadziliśmy się od rodziców, gdzie dużo rzeczy mieliśmy z nimi wspólnych, to postanowiliśmy nie kupować wszystkiego na raz, tylko jak coś będziemy potrzebować.

No i tak się stało, że będąc któregoś dnia sama w domu, dość mocno zaczęłam się nożem. Krew się leje, jednak nie na tyle mocno żeby jechać na pogotowie, ale na tyle że przydałoby się to zakleić czymś i spryskać jakimś antyseptykiem. Nie było to malutkie zacięcie, więc potrzebowałam kawałek gazy i przylepiec. Apteka dosłownie pod blokiem, kilka metrów od wyjścia z klatki. Zawinęłam palec ręcznikiem papierowym, nic lepszego nie miałam i poszłam.

Ale!

Działo się to kilka dni temu, więc godziny dla seniorów. Rozumiem, że to przepisy, że mandaty i w ogóle. Co prawda zostałam obsłużona, ale ile się przy tym wysłuchałam to moje. Farmaceucie nie mam nic do zarzucenia, jak zobaczył z czym przyszłam, to nie miał problemu, żeby mnie obsłużyć, ale dwie starsze panie w aptece to inna bajka. Dowiedziałam się mnóstwo nowych rzeczy o całej mojej rodzinie kilka pokoleń wstecz i nauczyłam dwóch nowych epitetów, których nie będę tu przytaczać.
Nawet zrozumiałabym ich zachowanie, gdybym chciała się wcisnąć w kolejkę, ale nie. Grzecznie czekałam aż zostaną obsłużone, poza tym do apteki po mnie nawet nikt nie wchodził.

Dużo się mówi o złym wychowaniu młodych ludzi, ale widać kto najwyraźniej ich wychowywał.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (118)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni