Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#83173

(PW) ·
| Do ulubionych
Zamówiony kurier miał odebrać paczkę w godzinach 11-17. Oczywiście go nie było.

Na infolinii powiedzieli, że kurier nikogo w domu nie zastał (akurat miałem urlop i nigdzie nie wychodziłem). Po wytłumaczeniu, że jednak byłem w domu, kurier miał się zjawić kolejnego dnia. Oczywiście nie przyjechał.

Najciekawsze jednak jest to, że jak później sprawdziłem status przesyłki online, to była nie tylko odebrana, ale i dostarczona do odbiorcy. Na skargę odpisali jedynie, że zajmują się moim zgłoszeniem.

Za trzecim razem kurier już przyjechał i rzeczywiście odebrał paczkę. Nawet dotarła do adresata.

DHL

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (94)

#83109

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z cyklu "polskie drogi".

Co mnie ostatnio niesamowicie drażni na polskich drogach? Może na przykładzie.

Jestem kierowcą. Siedzę za kierownicą samochodu stojącego przed rondem i czekam na możliwość wjechania na nie. Jedzie pierwszy i sru - zjeżdża z ronda zaraz obok mnie, ale oczywiście bez kierunkowskazu. Za nim następny, który robi dokładnie to samo. I następny...

A ja stoję i czekam, choć już dawno mógłbym jechać, bo nie chcę zajeżdżać nikomu drogi.

Ludzie! Czy na kursach prawa jazdy nie uczą już, że przed zjazdem z ronda trzeba to sygnalizować? Czy to wy jesteście egoistami do tego stopnia, że macie wyrąbane na innych?

Sytuacja oczywiście powtarza się na normalnych skrzyżowaniach.

Łapać i karać!

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (142)

#68783

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym, jak zostałam frajerką.

Zdarzenie miało miejsce w sierpniu. Człapię ja sobie na przystanek, w każdej ręce siata po 5 kg, żar niemiłosierny leje się z nieba. Ledwo żywa, siadam grzecznie na ławeczce i czekam na autobus, gdy przede mną materializuje się starsza, zaniedbana kobieta.

Oczywiście pada pytanie o "pomoc materialną". Ze względu na to, że gotówki nie noszę i NIE DAJĘ pieniędzy żebrzącym, odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że kasy niet.

Starowinka odeszła, powoli kierując się w stronę innych oczekujących, a mnie zaczęło gryźć sumienie. Gorąco jest, babeczka pewnie głodna, spragniona, a ja zachowałam się jak samica psa.

Podeszłam do niej i zaproponowałam, że kupię jej coś do jedzenia, między nami wywiązał się taki oto dialog:

Ja: Nie dam pani pieniędzy, ale mogę kupić coś do jedzenia.
Ona: Ojej, dziękuję, ale gdzie pani tutaj kupi cokolwiek.

Pragnę nadmienić, że do najbliższego sklepu było jakieś 100 m, ale uznałam, że jeden autobus mogę sobie darować i wsiądę do następnego.

Ja: 100 m dalej jest Sklep z Płazem, podejdę i kupię pani coś.
Ona: Ojej, dziękuję. Miałabym jeszcze jedną prośbę do pani...
Ja: ?
Ona: Kupiłaby mi pani fajeczki, bardzo proszę...*
Yyy… Na kasie nie śpię, to i fajek nie będę nikomu sponsorować, o czym raczyłam panią starszą poinformować. Zapytałam się, czy jest głodna i spragniona, bo co jak co, ale jedzenia nie odmówię. Przytaknęła, podziękowała i powiedziała, że poczeka na mnie na przystanku.

Jak już wspomniałam, kobiecina była w słusznym wieku, upał cholerny, więc uznałam to za dobry pomysł. Zresztą niby po co miałaby leźć ze mną do sklepu?

Idę więc sobie do Płaza, wybieram chlebki, kiełbaski, mleko, herbatę… No ogólnie takie produkty "pierwszej potrzeby", płacę i zmierzam na przystanek.

TAK, zgadliście! Babeczce chyba nie chciało się czekać, bo nawet ślad po niej nie został.

Gdy weszłam już do autobusu, zobaczyłam ją, jak nagabuje inne osoby (jakieś 50 m od przystanku, przy ścieżce za drzewami). Ciśnienie znowu podniosło mi się do granic możliwości, ale co tam… Żarełko kupiłam i na pewno się nie zmarnuje.



*Tak, mogłam od razu zrezygnować z pomysłu zakupu jedzenia dla tej pani po tym, co powiedziała, ale jakoś nie mogłam… Dlatego można rzec, że jestem frajerką do kwadratu.

Warszawa przystanek autobusowy

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (216)

#83128

~jakotakaja ·
| Do ulubionych
Mój bratanek chodzi obecnie do 2 klasy szkoły podstawowej.

Klasę ma raczej zgraną, może z jednym wyjątkiem. Wśród 23 osób znajduje się chłopiec, dajmy na to Janek. Janek jest dzieckiem nad wyraz nadpobudliwym. W trakcie lekcji nie usiedzi na miejscu. Chodzi po klasie, zaczepia uczniów, zrzuca im książki, piórniki. Kiedy najdzie go ochota, zaczyna krzyczeć, śpiewać czy co tam jeszcze.

Nauczycielki nie dają sobie rady, a jak próbują zwrócić uwagę lub uspokoić, to tylko obrywają - i to dosłownie! Albo zostaną uderzone w brzuch z pięści, albo oblane jakimś tam sokiem, który Janek akurat pił itp. Poza tym dzieciak potrafił przynieść do szkoły nóż-zabawkę i biegał z nim na przerwach, krzycząc, że wszystkich powyrzyna.

W zeszłym roku, po opinii psychologa, Janek został zabrany ze szkoły przez swoją mamę. Wrócił po 2 tygodniach, a mama przyniosła zaświadczenie od lekarza, że z dzieckiem wszystko ok i może on jak najbardziej przebywać wśród uczniów.

Mój bratanek nie chciał wrócić po wakacjach do szkoły. Pozostałe dzieci również. Nie pomagają interwencje u dyrektora, petycje itd. Jeśli zaś chodzi o matkę Janka, a raczej "madkę", to już sami wiecie... Kobieta uważa, że jej synek już taki po prostu jest i trzeba go akceptować, bo to tylko dziecko.

Piekielnym nie jest ten dzieciak, bo faktycznie cierpi na jakieś zaburzenia. Piekielnymi są rodzice, bo problem bagatelizują, i dyrekcja, która pozwala, aby cierpiały pozostałe dzieci.

szkoła

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (124)

#83061

~hapihauer ·
| Do ulubionych
Jestem młodą dziewczyną (21 lat), nigdy jakoś specjalnie nie chorowałam, zdarzały się jakieś grypy, ale bardzo rzadko.

W grudniu 2017 roku w nocy obudził mnie straszny ból brzucha. Zażyłam parę leków, ale nic nie pomagało, po paru godzinach przeszło. Myślę sobie - jakaś niestrawność, czymś się po prostu strułam. Mija parę miesięcy i właściwa akcja zaczyna się z początkiem lipca tego roku.

Budzę się rano z tym samym bólem brzucha, ale tym razem decyzja jest od razu - jazda na SOR. Miałam nadzieję na jakieś badania, USG chociażby, ale podali parę kroplówek i lekarz polecił skonsultowanie się z ginekologiem, bo być może ból jest spowodowany jakąś cystą na jajniku.

W drodze do domu czytam kartę wypisu i w szoku jestem, gdy widzę „pacjentka zrezygnowała z konsultacji ginekologicznej”! Szok. Nikt mi nie zaproponował, po prostu zasugerowano, że to może być rozwiązanie problemu. Ale ok.

Poszłam prywatnie do ginekologa, rzeczywiście jest torbiel, ale pani doktor powiedziała, że to nie ma prawa aż tak mnie boleć. No nic. Zapisała leki i kazała się zgłosić na kontrolę za miesiąc. Nie mija parę dni, a ból wrócił. Taki, że z SOR-u od razu zawieziono mnie na oddział ginekologiczny, bo mdlałam z bólu.

Zrobiono mi USG, no jest torbiel, ale przecież wiem o tym, mam leki, to czemu boli?

Leżałam na oddziale dwa dni i wyszłam rano. Już wieczorem ból wrócił, ja już płaczę, bo nie mam sił się plątać po tych szpitalach, bo wiem, że nic mi tam nie pomogą. Tym razem leżałam na SOR-ze i w końcu nie upierali się, że ma to podkład ginekologiczny. Lekarz zrobił mi USG brzucha. Powiedział, że nic nie widzi. Gastroskopia wykazała zapalenie błony śluzowej żołądka. W międzyczasie lekarz zasugerował mojej mamie, że mam problemy psychiczne (!) i po prostu symuluję. Ręce mi opadły. Zapisał mi leki i leżeć. Po 3 dniach ból minął.

Ale coś mnie tknęło i postanowiłam iść prywatnie do gastrologa, bardzo cenionego w naszej okolicy. Wyrok: ostre zapalenie trzustki z kamicą i zapaleniem pęcherzyka żółciowego. Szok. Od razu antybiotyki i dieta. Lekarz stwierdził tylko „fajnie się bawią na tym SOR-ze”.

Gdybym jeszcze parę dni pochodziła z takim pęcherzykiem, to mogłoby być naprawdę nieciekawie. Lekarz załatwił mi operację usunięcia w mieście oddalonym od mojego o ponad 60 km (z wiadomych przyczyn nie chciałam, by robiono mi tę operację w szpitalu w moim mieście) i przez tych „lekarzy” musiałam leżeć dłużej niż normalnie się leży po takiej operacji, bo miałam poważny stan zapalny i lekarz wprowadził antybiotyki po zabiegu.

I teraz pytanie: kto tu jest chory psychicznie?

Polski szpital

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (147)

#83053

~Kawasaki86 ·
| Do ulubionych
Klient składa w naszym sklepie on-line reklamację na towar, którego nie ma i nigdy nie było w ofercie.

Przedstawiam oryginalną korespondencję mailową:

MY: Witam, informujemy, że nie sprzedajemy rękawic. Produkt, który Pan reklamuje nie pochodzi z naszego sklepu.
KLIENT: Witam. To gdzie mogę reklamować te rękawice?
MY: Niestety nie mamy pojęcia, w jakim sklepie zakupił Pan rękawice.
KLIENT: Czyli reklamację mam złożyć w tym sklepie, co zakupiłem, a nie u Państwa?
MY: Tak, należy złożyć reklamację w tym sklepie, w którym kupuje Pan towar.
KLIENT: Dobrze. Dziękuję za informację.

Ot taka to sytuacja, podobnych na co dzień nie brakuje.

Osoba ta, sądząc po wymianie korespondencji, jest zapewne kulturalnym i miłym człowiekiem, jednak ciężko tutaj o inne określenie, jak tylko 'Dzban miesiąca'.

P.S. Jako firma mamy nadzieję, że sprawa reklamacji rękawic zostanie rozpatrzona sprawnie i z korzyścią dla obu stron. ;)

Sklep internetowy

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 81 (111)

#83060

~arrivederci1410 ·
| Do ulubionych
Stoję sobie na przejściu dla pieszych. Jest długo czerwone, więc czekam sobie spokojnie. Widzę, że z naprzeciwka idzie jakaś kobieta i czeka. Patrzę sobie w niebo, na sąsiednie bloki, czekam. W sumie nic nie jedzie, można by przejść, ale czekam na zielone. Czuję na sobie wzrok tej kobiety, nie jest to dla mnie komfortowe.

Po chwili widzę, że pali się zielone, więc w końcu idę. Ufff. A co na to pani, z którą się mijam?

"Patrzcie ją, idzie taka, słuchawki na uszach, okularki na nosie, ślepa i głucha, nie widzi, że jest zielone? Światła mają poczekać?".

Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to było do mnie. No więc, już trochę poniewczasie, pytam: "a co ci do tego, kobieto?".

Normalnie patologia w czystej postaci. Idziesz sobie legalnie na zielonym, nikogo nie zaczepiasz i słyszysz coś takiego.

Wiele rzeczy w życiu widziałam, ale czegoś takiego jeszcze nie.

Lublin Czechów Elsnera

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 38 (124)

#75177

(PW) ·
| Do ulubionych
Przyjęłam psa na dom tymczasowy.

Pies odebrany z pseudohodowli, co za tym idzie, wychudzony. Jest w trakcie odkarmiania.

Już od kilku starszych pań zabrałam opier***, że go głodzę.

Tłumaczenie, co i jak nie przynosi rezultatu.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (179)

#68750

~Tree ·
| Do ulubionych
Nie wiem, co miała w głowie zamiast mózgu młodzież, która dzisiaj w nocy zabawiła się kosztem mieszkańców osiedla domków jednorodzinnych.

Mianowicie: w późnych godzinach nocnych usłyszałam śmiechy i wrzaski, ale co tam - jest piątek, weekend, niech się bawią. Zwłaszcza że dosyć szybko się zmyli.

Z rana patrzę - śmietniki, które zostały wystawione do opróżnienia przez firmę do tego zatrudnioną, przewrócone walają się po chodniku, a wraz z nimi ich zawartość. I tak przez całą długość ulicy, która liczy sobie około szesnaście domów.

Dzięki za miłą sobotę. Przynajmniej wasza piątkowa impreza była udana. :)

śmieci młodzież impreza

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 168 (254)

#83040

~wilann ·
| Do ulubionych
Od 2008 r. jestem współwłaścicielem auta. Tata był drugim współwłaścicielem (tym jakby "głównym") i to on podpisywał papierki związane z ubezpieczeniem. Dopisał mnie, żebym miała zniżki.

Rok 2018, idę do firmy ubezpieczeniowej, ponieważ kupiłam drugie auto i chciałam wykupić AC. Pani podała mi zawrotną sumę. Pytam się, skąd taka kwota, a ona do mnie "no bo pani ma tylko 10% zniżek".

Co się okazało. W roku 2014 firma zmieniała system. Nie wiedzieć czemu, wykasowali mnie z tego systemu na 2 lata, do roku 2016. Od roku 2014 do roku 2016 nie widniałam w systemie, więc usunęli mi zniżki, ponieważ nie było ciągłości w ubezpieczeniu. Ja oczy jak 5 złotych, ponieważ
a) nie miałam żadnej stłuczki, tata też nie;
b) nadal jestem współwłaścicielem tego auta, nic się nie zmieniło.

Dzwonię na infolinię, kazali mi zebrać wszystkie kwity, jakie mam z ubezpieczenia ("A wy ich nie macie?" - "No... nieee…”), opisać sytuację i wysłać skanem i dokumenty, i potwierdzenie, że jestem współwłaścicielem auta (a to dowód rejestracyjny już nie jest dowodem? otóż nie, chcieli umowę darowizny). Ok, napisałam, wysłałam.

Po kilku dniach odpisuje mi Dyrektor ds. Kontaktu z Klientem, czy jakoś tak, i informuje mnie, że "nie mogą zająć się moją sprawą, ponieważ dopiero teraz dostali potwierdzenie, że jestem współwłaścicielem auta, więc dopiero od teraz naliczają mi się zniżki”. Odpisałam jej w kilku dosadnych słowach, żeby sobie lepiej przeczytała to, co do niej wysłałam, ponieważ od roku 2008 do roku 2017 (z tą 2-letnią przerwą) nie przeszkadzało im to, że nie mieli umowy darowizny, dowód rejestracyjny wystarczał, i że proszę o kontakt do osoby, z którą mogę porozmawiać osobiście, ponieważ na infolinii nikt nie potrafi mi udzielić informacji.

Milion telefonów na infolinię później (już w końcu mąż zaczął dzwonić, bo ja dostawałam szału) ta sama pani dyrektor pisze mi, że skoro chcę zmienić dane, to muszę "udać się do lokalnego punktu obsługi klienta". Ja do niej napisałam, że dostała również informację o tym, że chcę się spotkać osobiście, a kontakt z punktem lokalnym mnie nie interesuje. Cisza.

Kilka dni później dostaję pismo z firmy, w związku z tym, że kończy się to ubezpieczenie OC we wrześniu.

Na piśmie: "w podziękowaniu, że Pani jest z nami, ble ble ble... przyznajemy Pani zniżki w wysokości 65%…”. Aż mnie zatkało ze zdziwienia.

Dało się, pani Dyrektor? Dało!

ubezpieczenia

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 119 (135)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni