Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#79292

(PW) ·
| Do ulubionych
Od niedawna pracuję w sklepie zoologicznym. Tuż obok jest poczta, na której czasem są ogromne kolejki. Znudzone dzieci zaglądają wtedy do mnie.

Większość jest mało piekielna, raczej pooglądają zabawki i wychodzą, czasem przyprowadzą rodzica, żeby mu koniecznie coś pokazać... Te bardziej gadatliwe mnie zagadują.

No i dziś z samego rana wpadł taki gadatliwy [C]hłopczyk.

[C]: A pani ma jakieś zwierzątka?
[J]: Mam dwa koty i chomika.
[C]: O, też miałem chomika, ale zdechł.
[J]: No niestety, takie malutkie zwierzątka żyją dość krótko. Mój to też już staruszek...
[C]: Nie, on nie był stary. Nadepnąłem go, bo był wredny i mnie ugryzł, hehe.

Aż mi dreszcz przeszedł po plecach...

sklepy zoologiczny

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (118)

#86775

~anonimowyanonim2 ·
| Do ulubionych
Podjeżdżam pod urząd miasta załatwić jedną sprawę z wychowankami, których miałem pod swoja opieką. Szukam miejsca parkingowego, a że był to parking płatny, miejsc nie brakowało. Parkuję na pierwszym lepszym, już chce wysiadać, kiedy wychowankowie zwracają mi uwagę na starszego Pana, coś koło 80 lat, który krzyczy coś w samochodzie z naprzeciwka. Parking był pustym placem, linie samochodów były oddzielone wyłącznie namalowanymi pasami.

Pan - prawie 30C na dworze, ale koszula, marynarka, samochód seicento czerwone - tak dla zobrazowania antagonisty tej opowieści. W tym wszystkim ogień w oczach, i gestykuluje jak Hitler podczas przemówienia, wrzeszcząc coś. Obok niego na siedzeniu coraz bardziej aktywna małżonka, równie leciwa, która w końcu wstaje otwiera drzwi i podniesionym głosem krzyczy- "Czy mógłby Pan przejechać!?". Szybka ocena sytuacji- stoję prawidłowo na miejscu parkingowym, Pan ma najwidoczniej problem z wycofaniem i wyjechaniem swoim pasem ruchu, chce przejechać przez moje miejsce parkingowe...

Zamiast normalnie poprosić zachowuje się tak jakby nie rozumiał sytuacji i miał zaawansowaną demencję. Myślę, że nie będę robił problemów, dam przykład dzieciakom, że można kulturalnie zareagować na takie zachowanie. Przeparkowałem samochód, pod nosem powiedziałem tylko w trakcie wychowawczo, że z głupotą nie ma co walczyć i sobie nerwów psuć. Sprawę w urzędzie załatwiliśmy w 20 min, wsiadamy w samochód, jedziemy drogą, zupełnie już nie pamiętając o parkingu, kiedy nagle... Z naprzeciwka czerwone seicento z leciwą parką o hitlerowskich korzeniach wyprzedza rowerzystę, wjeżdżają na nasz pas ruchu, ja po hamulcach, odbijam w prawo, najeżdżam oponą na krawężnik. Dzieciaki wystraszone.

Reakcji u starych grzybów żadnej. Dużo się mówi o testach na możliwość prowadzenia samochodu, naprawdę by się przydały.

komunikacja_miejska

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 76 (100)

#86761

(PW) ·
| Do ulubionych
Witam chciałem opowiedzieć o piekielnej pani doktor. Mam troje dzieci, kiedy najmłodsza była jeszcze w powijakach przytrafiło jej się choróbsko połączone z ząbkowaniem. Jak choroba to wiadomo, że nie w tygodniu, żeby normalnie pójść do lekarza tylko w weekend.

W sobotę około godziny 21:00 gorączka wzmogła się do przeszło 40 stopni Celsjusza. Pomimo podawania leków przeciwgorączkowych temperatura nie chciała zejść poniżej 38,5 wiadomo zimne okłady z mokrego ręcznika i liście kapusty prosto z lodówki też nie za wiele pomagały. Około godziny 3:00 w nocy na termometrze po raz kolejny przeszło 40 st. padła decyzja jedziemy do szpitala.

Jako iż mieszkam w małym mieście powiatowym przejechaliśmy raptem 2 km i jesteśmy na miejscu. Przyjęła nas miła pani Pielęgniarka, po wysłuchaniu co i jak kazała czekać pod gabinetem, a sama ruszyła po p. Doktor. Ta wyraźnie wyrwana ze snu i zła, że go jej przerwaliśmy nie odpowiedziała nawet na Dzień Dobry, burknęła tylko, żeby wchodzić. Po wysłuchaniu nas rzuciła kątem oka na małą, nie podeszła do niej nie kazała jej rozebrać, nawet jej małym palcem nie dotknęła. Zza biurka z odległości 3m stwierdziła, że mała jej nie wygląda na 40 st. i żebyśmy jechali do domu, a nie jej głowę zawracali.

Na moje pytanie czy nawet temperatury jej nie zmierzy, odpowiedziała i owszem, żebym tylko termometr jej przyniósł to zmierzy. Teraz jestem starszy i bardziej doświadczony życiowo i chyba bym ją tam rozniósł, ale wtedy młody szczur nie wiedziałem co zrobić. Nastraszyła nas dodatkowo, że jeżeli będziemy się opierać (jednak trochę tam marudziłem), to ona ją możne przyjąć na oddział, ale to nic nie da bo pediatra dopiero rano, a oni i tak nie mogą zrobić nic więcej co my robiliśmy, ponadto mała byłaby całkiem sama.

Wyszliśmy stamtąd czym prędzej i wróciliśmy do domu, po kolejnej dawce leku i zimnych okładach całego ciała gorączka zaczęła odpuszczać. Była wtedy już godzina 6:00.

Ja nie rozumiem jak tak mogła potraktować niespełna roczne dziecko z wysoką gorączką, ta kobieta dla mnie młodego ojca była naprawdę piekielna.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 44 (60)

#86789

(PW) ·
| Do ulubionych
Razem z bratem jesteśmy właścicielami domu, w którym mieszkaliśmy od dzieciństwa. Ja mieszkam tam nadal, a brat lata temu wyjechał. Na ogół nie interesuje tym co się dzieje w domu i z domem i jak sam twierdził, nie jest do niego przywiązany.

Podatek od nieruchomości, rachunki za wodę, prąd, śmieci, itd. płacę tylko ja, wszystko w domu robię ja, brat ma w to totalnie wbite, ale jak przychodzi do jakiegoś remontu albo większego zakupu to zawsze chce decydować co i jak ma być zrobione.

Wymieniałem meble na nowe, brat się pojawił i zaczął rządzić. Próbował mi dyktować jakie mam wybrać meble do domu, w którym nie mieszka i za który nie płaci. Oczywiście do mebli też nie zamierzał się dorzucić.

Robiłem remont. Brat przyszedł i wielce chciał nadzorować i poprawiać, mówić co i jak ma być zrobione, bo on ma do tego prawo. W domu, w którym od lat nie mieszka i jak deklaruje nie zamierza wracać, a jedyne co go z domem łączy to papierek. Oczywiście za remont w 100% zapłaciłem ja.

Tak też niemieszkający ze mną brat wywiera istotny wpływ na każdą decyzję dotyczącą domu, który jest w stu procentach na moim utrzymaniu i które to decyzje są realizowane wyłącznie za moje pieniądze. Z efektami tych decyzji, na które wpływa brat, muszę sobie radzić tylko ja, bo brat mieszka gdzie indziej. Wszystko w majestacie prawa.

Mój brat, którego wymyśliłem na potrzeby tej historii jest alegorią Polaków, którzy mieszkają na stałe za granicą, tam pracują, tam płacą podatki, a chcą głosować w wyborach w Polsce, czyli w kraju, z którym jedyne co ich łączy to posiadanie obywatelstwa. Z efektami ich wyborów musimy sobie radzić tylko my, bo oni mieszkają za granicą i mają to gdzieś.

wybory

Skomentuj (158) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 98 (228)

#86771

~porannakawa ·
| Do ulubionych
Do tej pory nie miałam żadnej piekielnej sytuacji, którą mogłabym tu opisać, ale mój chłopak przypomniał mi akcję sprzed kilku lat, którą dziś na pewno oceniam jako piekielną.

Mieszkam za granicą, w jednym z bogatszych krajów Europy zachodniej. Gdy tu przyjechałam przeżyłam mały szok związany ze swobodą obyczajową, ale nigdy nikogo nie oceniałam i nie potępiałam za sposób życia. Nie mam też nic przeciwko homoseksualistom, mam takich znajomych, przyjaźnimy się z parą gejów i nigdy nie myślałam o nich jak o zboczeńcach, sodomitach i tym podobnych.

Kilka lat temu na początku mojego pobytu tutaj pracowałam w kawiarni. Jedna z moich koleżanek była lesbijką, taką dość stereotypową, o męskiej aparycji i sposobie bycia. Nie przepadałam za nią, bynajmniej nie z powodu orientacji, tylko dlatego, żeby była bardzo niesympatyczna, miała agresywne usposobienie zarówno w stosunku do klientów, jak i personelu. Często krzyczała, gnoiła nowych pracowników w dodatku miała tendencję do odlotów, kiedy potrafiła przez godzinę gadać jakieś głupoty na wszelkie możliwe tematy, totalnie nie słuchając rozmówcy i nie przyjmując żadnych argumentów.

Raz siedziałam z nią w pracy i ponieważ nie było klientów zaczęłyśmy gadać o sprawach prywatnych. Wiecie, kto z kim żyje, jakie ma mieszkanie, gdzie, ile płaci, jak dojeżdża do pracy. Nic szczególnego. Od słowa do słowa koleżanka zaczęła opowiadać, że niedawno rozstała się z kobietą, która zostawiła ją dla młodszego faceta. Starałam się powiedzieć jej coś miłego, aby ją pocieszyć, a ona wpadła w jeden ze swoich odlotów i zaczęła mi opowiadać o swoim życiu intymnym, dokładnie opisując, jak, gdzie i ile razy dziennie uprawiała seks ze swoją byłą. Głupio mi się zrobiło jak cholera, bo uważam, że na takie tematy, jeśli w ogóle się z kimś rozmawia, to tylko z bardzo bliskimi przyjaciółmi. Chciałam jej delikatnie zwrócić na to uwagę i powiedziałam coś w stylu, że może jej była dziewczyna nie chciałaby, aby opowiadała o ich pożyciu obcym ludziom. Z tego tylko powodu zostałam z marszu zwyzywana od pruderyjnych wieśniar, homofobek, katolickich cnotek i hipokrytek. Odebrało mi mowę, oczywiście atmosfera skisła na resztę dnia, a i później byłam traktowana przez nią, jak wróg publiczny numer jeden. Mało tego, jakiś tydzień później wylądowałam na dywaniku u szefa, który czy mam jakiś problem z tym, że muszę pracować z lesbijką. Poczułam się jakbym dostała w twarz i zapytałam, czemu tak uważa. Powiedział, że koleżanka poskarżyła się, że czuje moją wrogość, prawię jej morały i nie chcę słuchać o jej orientacji. Nakreśliłam mu sytuację z mojej strony, powiedział na koniec, że rozumie, ale powinnam unikać kłótni ze starszymi stażem pracownikami. To wszystko kompletnie odebrało mi radość z pracy i gdy tylko znalazłam nową pracę zwolniłam się.

zagranica

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 66 (94)

#86776

(PW) ·
| Do ulubionych
Tym razem to ja byłem piekielnym. Przed skrzyżowaniem, z ostrym łukiem, na obwodnicy pewnego miasta jechały sobie spokojnie dwa zestawy, jeden za drugim w pewnej odległości. Ruch spory, udało mi się przeskoczyć jeden i nie ryzykowałem próby wyprzedzania drugiego pomimo sporego zapasu mocy (motocykl). Na dwóch kołach kierunkowskaz nie odbija jak w samochodzie, więc zjeżdżając z tego skrzyżowania musiałem go pyknąć. Gruba rękawica plus klakson umiejscowiony przy kierunkowskazie i wyszedłem na poganiacza, nerwusa, frustrata. Przepraszam i dziękuję za zrobienie miejsca do wyprzedzania.

gdzieś na drodze

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 51 (63)

#86746

~200489 ·
| Do ulubionych
Chytre złotówy.

Przez kilka miesięcy jeździłem do pracy taksówkami. Miejsce, w którym wysiadałem, było jakieś 20 metrów za tablicą wyznaczającą początek drugiej strefy. Większość kierowców nie świrowała pawiana i nie włączali wyższej taryfy na te 20 metrów, ale kilku było cwaniaczków, którzy włączali i mimo że w drugiej strefie przejechałem tylko 20 metrów, to naliczało jak za cały kilometr. Pomyślałem, zagram pazernym złotówom na nosie. Nie chodziło mi o te grosze, bo zwykle i tak płaciłem z zaokrągleniem do góry, ale o zasadę. Nienawidzę cwaniactwa.

Jeździłem na tej samej trasie i w tych samych godzinach, korzystałem z jednej firmy, więc kierowcy na ogół byli ci sami. Zapamiętałem, którzy kierowcy są normalni, a którzy są cwaniaczkami. Tym drugim kazałem się zatrzymywać dokładnie przed tablicą i tam wysiadałem. Specjalnie wypłacałem wieczorem gotówkę, płaciłem banknotami i żądałem wydania reszty co do grosza. Tym normalnym płaciłem różnie, albo gotówką albo kartą, ale zawsze z zaokrągleniem do góry. Zapłacić 30 zł zamiast 26 to dla mnie nie problem, a cwaniactwa nienawidzę.

taskówkarze złotówy

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 66 (94)

#86829

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira".


Odchodzę dziś chwilowo od wiecznej wojny na linii osobowe vs ciężarowe. Dziś będzie o relacjach magazynier/firma rozładunkowa vs kierowca. Może jest tu ktoś, kto pracuje na tym stanowisku i potwierdzi takie akcje?

Rozładunek w Mysłowicach. Dojeżdżam ok. godzinę przed awizacją, zostaję wpuszczony na plac. Idę z dokumentami do biura (jeszcze ie było koronawirusa). Jestem zadowolony, bo od razu dostałem numer rampy i podstawiam się do rozładunku. Pierwszy zgrzyt się zaczął, kiedy pracownicy magazynu rozładowaniu palet stwierdzili, że "coś im nie pasuje". Dobra, czekam na magazynie i przyglądam się ich pracy. Zaczęli rozpakowywać wszystkie palety, z niejednej zabrali część towaru, żeby przełożyć na inną itp. Po godzinie poprosiłem grzecznie o przyśpieszenie, bo zostało mi 40 minut czasu pracy (czas nocny!). Wtedy przyszedł Pan Kierownik i powiedział, że on przyjmie tylko 10 palet z 30, bo na pozostałych zamówienie nie pokrywa się z dokumentacją (nie uczestniczyłem w załadunku). Jestem w szoku, ale ok, dzwonię do spedytora i wyjaśniam mu sprawę. Po chwili wracam i widzę, że 4 palety już są z powrotem na mojej naczepie. Zatrzymuję operatora wózka widłowego i żądam wyjaśnień. Usłyszałem, że pakują nieprzyjęty towar i mam go zabrać z powrotem, bo oni mają zapis w umowie z kontrahentem, ze w razie odmowy przyjęcia towaru, przewoźnik zabierze go z powrotem. Spoko, ale moja firma tego zapisu nie ma w swojej umowie, dlatego zablokowałem rampę swoim ciałem i zabroniłem dalej ładować. Operator się wkurzył i próbował mnie postraszyć, podjeżdżając szybko i w ostatniej chwili hamując. Szybko mu wyjaśniłem, że jeśli mnie dotknie paletą, dzwonię po policję i zgłaszam wypadek. W tym momencie przyszedł kierownik i powiedział, że jak nie zabiorę tego towaru, to mnie nie wypuszczą z terenu firmy. Szybka konsultacja ze spedytorem i jest decyzja: mam zostawić im towar, nie brać dokumentów i wyjechać. Spedycja odzyska pieniądze drogą sądową, o czym poinformowałem rozładowcę. Odjechałem od rampy, podjeżdżam do ochrony, która nie chce mnie wypuścić bez papierów. Trudno, wracam się po dokumenty, ale dowiaduje się, że nie wydadzą ich bez zabrania towaru. Szybki telefon do spedytora i decyzja. Dzwoń po policję. Zadzwoniłem i czekam. Dyżurny obiecał przysłać patrol za 20 minut. Niestety, w międzyczasie spedytor dogadał się z kontrahentem odnośnie pieniędzy i nakazał odwołać policję i zabrać towar.

Dlaczego firmy rozładunkowe uzurpują sobie prawo do przetrzymania auta i kierowcy na placu?

"tir" załadunek rozładunek policja prawo

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 38 (50)

#86793

(PW) ·
| Do ulubionych
Jechałam spokojnie ok. 45-55 km/h. Na chodniku z mojej prawej strony równolegle do mnie i w tę samą stronę jechała rowerzystka. Jestem kierowcą, który raczej trzyma się środka swojego pasa, niż jego prawej strony i to rowerzystce uratowało życie.

Przy najbliższym wspólnie mijanym przez nas wjeździe na czyjąś posesję (najwidoczniej czekała na miejsce bez krawężnika) zjechała bez ostrzeżenia na ulicę pomiędzy mnie a krawężnik, zmieniając kierunek jazdy i po ulicy przejechała pod prąd długość do następnego wjazdu na posesję, po czym tym samym chodnikiem pojechała w drugą stronę.

Jadąc nawet te 45 km/h nie byłabym w stanie wyhamować, gdyby wjechała mi centralnie pod koła.

Historia przypomniała mi się tak, a propos wiszących wciąż przepisów o pierwszeństwie pieszych mających zamiar przejść przez jezdnię, które miały wejść w życie od 01.07., ale znów wróciły do sejmu.
Jeżeli ktokolwiek z was uważa, że kierowcy jeżdżą za szybko albo wymusza na pasach, bo "ile można czekać aż się ktoś zatrzyma", to niech pamięta, że może i część kierowców właśnie tak się zachowuje, ale epitafium "miałem pierwszeństwo" wygląda kiepsko...

przepisy rowerzyści kierowcy piesi

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (101)

#86697

~Nodegamra ·
| Do ulubionych
No cóż, nie ukrywam, że od kilku dni trzęsie mnie cholera.

Problemy z tą stroną zaczęły się w momencie, gdy - zamiast dotychczasowej wesołej rameczki w niebieskim kolorze - wokół pisanego komentarza pojawiła się gruba czarna krecha, zdecydowanie bardziej odpowiednia dla prasowego nekrologu. Nawet kursora nie widać na początku wiersza, gdyż - jako że jest również czarny - dokładnie zlewa się z ramką.

Później zaczęły się dziać przeróżne cuda.

Cud nr 1. Piszę sobie komentarz. Dość długi wyszedł, natrudziłam się, zadowolona z siebie klikam w "wyślij". A tu ZONK! System "zapodaje" mi... MUSISZ BYĆ ZALOGOWANY. Coś mi tu nie gra, bo ja zwykle nie zamykam strony i nie wylogowuję się wcale, ale sprawdzam, bo może skleroza mnie jakaś dopadła? Przewijam stronę w górę i co widzę? JESTEM ZALOGOWANA! No to ja się pytam, jak można się drugi raz zalogować już zalogowanym nickiem? Nie pozostało mi nic innego, tylko WYLOGOWAĆ się, żeby móc się zalogować ponownie. Oczywiście komentarz poszedł na pastwisko, bo nie chciało mi się trudzić po raz drugi.

Cud nr 2. Loguję się do systemu. JESTEM ZALOGOWANA. Czytam komentarze, chcę któryś ocenić. Klikam w plusik - i znów to samo! MUSISZ BYĆ ZALOGOWANY! Noszszszsz...! Sprawdzam. Tym razem, istotnie, JUŻ NIE JESTEM zalogowana. System wylogował mnie sam.

Cud nr 3. Zauważam pewną prawidłowość. W przeciągu kilku sekund od momentu zalogowania, na stronie pojawia się komunikat w ramce.

"Drogi użytkowniku, od dnia (bla, bla, bla,) obowiązuje nowy system ochrony danych osobowych (bla, bla, bla), jeśli wyrażasz zgodę - kliknij tu i ówdzie."

Każdy doskonale zna te ramki i te powiadomienia. Jeśli chcesz korzystać ze strony - musisz wyrazić zgodę na przetwarzanie danych. Klika się w to automatycznie. Wszystkie portale internetowe już dawno zweryfikowały swoich użytkowników. Stałych i przypadkowych. Piekielni też. A tu nagle, na stronie pojawia się ten komunikat kilka(naście) razy dziennie. I, oczywiście, w momencie jego pojawienia, niczego już na stronie zdziałać nie możesz, dopóki nie klikniesz "akceptuj". A jak już klikniesz -nagle okazuje się, że cię system sam wylogował. I tak się można bawić kilka razy z rzędu, dopóki cię szlag nie trafi i dajesz sobie spokój. Krótko mówiąc - i masz konto, i go nie masz.

Cud nr 4. Wylogowuję się całkiem. Nie ma mnie w systemie. Zamykam kartę. Po jakimś czasie (kilka godzin) otwieram kartę i co widzę? Nie, nie jestem na stronie głównej Piekielni.pl, tylko na swoim własnym koncie, w zakładce "komentarze". Tyle że niezalogowana.

Cud nr 5. Podejrzewając kłopoty, zdecydowałam się na wysłanie tej historii pod nickiem tymczasowym. No więc, wchodzę sobie w "dodaj", wyświetla się duża ramka do pisania tekstu. Po lewej, u góry, mam informację "podaj nick", a obok niej mała rameczka do wpisania tego nicku. Wprowadzam kursor w rameczkę, klikam... kursor miga, a poniżej ukazuje się druga rameczka z SUGEROWANĄ nazwą użytkownika. Wygląda to tak, jak bym już kiedyś dodawała historię pod tym właśnie nickiem, a system mi go wyświetla, żebym się nie musiała fatygować ponownym jego wpisywaniem. Ten nick to "gównowsreberku". Pamiętam, że ktoś kiedyś (całkiem niedawno) publikował pod tym nickem (chyba tymczasowym, ale nie mam pewności). Tym kimś NA PEWNO nie byłam ja. Ani na tym portalu, ani na żadnym innym, zresztą.

Moje pytanie (niejedno) do użytkowników brzmi.

Czy też macie od jakiegoś czasu czarne ramki dla komentarzy? Czy ktoś miał podobne problemy w korzystaniu z tej strony? A może to mój laptop zwariował?

Armagedon

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (98)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni