Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#86982

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem gejem i chcę powiedzieć kilka słów o tym, co się ostatnio u nas w kraju dzieje.

Policja aresztowała niebezpiecznego bandytę i terrorystę. Wbrew temu co podają lewicowe media, nie było to aresztowanie bez powodu, nadużycie władzy, czy też środki niewspółmierne do przewinienia. Bandzior ów, Michał Sz., był objęty dozorem policyjnym po tym jak razem z innymi tęczowymi terrorystami napadł na kierowcę samochodu organizacji pro life. Wszystko jest nagrane i można obejrzeć w internecie. Był to rozbój na tle ideologicznym. Mimo zasądzonego dozoru policyjnego Michał dalej chuliganił, więc zastosowano areszt, gdyż dozór policyjny okazał się nieskutecznym środkiem zapobiegawczym przeciwko bandyckim tendencjom Michała. Teraz, za kratami, niczego nie zniszczy i nikomu nie zrobi krzywdy. Bardzo dobrze.

Piekielni są inni tęczowi terroryści, którzy wycierając sobie twarz homoseksualizmem i wykorzystując nas jako pretekst, wszczynają burdy i terroryzują społeczeństwo. Domagają się uwolnienia bandyty z aresztu. Rzekomo walczą o równość, a jednocześnie chcą tworzyć i pogłębiać nierówności. Bandyta może bić ludzi i nie ponosić konsekwencji, bo nosi tęczową flagę? Nie zgadzam się na to i nie chcę by geje kojarzyli się społeczeństwu z bandytyzmem.

Chciałbym w imieniu swoim i gejów, których znam, powiedzieć, że nie popieramy tych zachowań, jesteśmy przeciwni tęczowemu terrorowi i nie mamy nic wspólnego z tak zwaną ideologią LGBT. Homoseksualizm to orientacja seksualna, a nie ideologia i nie zgadzamy się by bandyci spod znaku tęczy wykorzystywali nas jako pretekst do ataków na polskie społeczeństwo.

Jesteśmy normalnymi ludźmi, a działania tych terrorystów nam szkodzą i pokazują nas w złym świetle. Do tej pory nigdy nie spotkałem się z żadnymi nieprzyjemnościami ani złym traktowaniem z powodu swojej orientacji, ale obawiam się, że przez działania tak zwanych "aktywistów LGBT" to może się niedługo zmienić. Odnoszę wrażenie, że oni robią to celowo. Chcą by homo i hetero nienawidzili się nawzajem i walczyli ze sobą. Zaznaczam raz jeszcze, że nie popieram tęczowego terroru i stanowczo odcinam się od wszystkich działań tak zwanych aktywistów. Proszę, nie walczmy ze sobą i szanujmy się nawzajem. Prowokacje tęczowych terrorystów ignorujmy (bo tylko tyle możemy), przed agresją się brońmy (bo mamy do tego prawo) i pozwólmy policji wykonywać swoją pracę.

lgbt

Skomentuj (71) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 202 (254)

#86909

(PW) ·
| Do ulubionych
Corona Time daje się we znaki. Służba zdrowia od dawna leżała, ale teraz to już jest szczyt ich możliwości. Ale do sedna.
Przyszedł dzień, kiedy mój narzeczony zasłabł w pracy. Jedziemy na izbę przyjęć.

Szpital I (ogólny): Chłop siedzi na trawie oparty plecami o moje kolana, bo nie ma siły stać. Po odczekaniu swojego w kolejce wciągam go do namiotu, mierzą nam temperaturę, opisujemy problem. Co słyszymy? Że nie mają sprzętu żeby zrobić teraz EKG, żebyśmy pojechali do szpitala położniczego na ulicy Piekielnej X. No ok, pojechaliśmy. Tylko po drodze zastanawiałam się dlaczego chociaż cukru nie zmierzyli, albo ciśnienia.

Szpital II (położniczy): Tu nie ma kolejki, wychodzi do nas pielęgniarka pod drzwi. Opisujemy problem. Nie zmierzyła temperatury, kazała jechać do szpitala ogólnego czyli tam skąd nas dopiero odesłali. Mówimy jej, że byliśmy w ogólnym i właśnie z niego nas wysłali na położniczy. Pielęgniarka powtórzyła, że nas nie przyjmie. No ok, kłócić się nie mamy zamiaru i wychodzimy.
Co robić? Facet leje mi się przez ręce i nie wiem dlaczego. Zdecydowałam, że pojedziemy do jeszcze innego szpitala.

Szpital III (ogólny): Tu pustki, nikogo pod szpitalem, na korytarzach też głucho. W końcu znaleźliśmy pielęgniarkę. Kazała poczekać na zewnątrz, ubrała Covidową odzież i wyszła do nas, zmierzyła temperaturę, zrobiła wywiad i słucha opisu problemu. Już mieliśmy nadzieję... i słyszymy, że z takimi pierdołami to do rodzinnego, a jak jest źle to zaprasza po godzinie 18 na tzw opiekę nocną i świąteczną.

Ech... nie będę komentować.

słuzba_zdrowia Śląsk

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (139)
O teściowej.

Dwa lata temu urodziłam pierwsze dziecko. Nie wchodząc w detale powiem tylko, że początki macierzyństwa były dla mnie trudne w skutek czego byłam przemęczona i niewyspana dzień w dzień.

Teściowie chcieli przyjść dziecko zobaczyć, więc zmęczona czy nie musiałam posprzątać. Uporządkowałam graty, odkurzyłam i umyłam podłogi, pogoniłam męża do ścierania kurzy. Potem wysprzątaliśmy kuchnie z łazienką i zmęczeni jak konie po westernie padliśmy na kanapę czekać na wizytę.

Gdy teściowie się zjawili teściowa ogłosiła od progu, że ona butów ściągać nie będzie ponieważ tu jest pies, więc na pewno jest brudno. Mąż powiedział stanowczo że dopiero co wysprzątaliśmy dom, więc albo ściąga buty albo może wracać do domu, na co teściowa w zaparte, że ona się brzydzi bo tu jest pies. Już mąż miał mamusie pogonić gdy powiedziałam że spoko, niech już wejdzie w butach tylko niech nie wchodzi na dywan. Najwyżej przejadę ponownie mopem po parkiecie po ich wyjściu bo to maks 10 minut roboty.

Wizyta się odbyła, podczas której teściowa łaziła po dywanie kilkakrotnie (nie wiem czy złośliwie czy po prostu zapomniała).

Trochę ponad rok po tym wydarzeniu udaliśmy się z wizytą do teściów. Dziecko już wtedy potrafiło samodzielnie chodzić więc postawiliśmy ją na podłodze że sobie połaziła.

Po dziesięciu minutach podnoszę małą i widzę że jej jasnoróżowe skarpetki są od spodu dosłownie czarne. Na co teściowa "hihi, sorki".

Dodam tylko że u nas w domu regularnie chodzimy w skarpetach i nigdy nie są potem od spodu tak brudne mimo że, o zgrozo, mamy psa.

Skomentuj (49) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (134)

#86901

~Nazwanarozowympaskiem ·
| Do ulubionych
Przyjaciel brata rozstał się z dziewczyną. Wiem o tym tylko dlatego, że przyjaciel zadzwonił prosić, żebym poszła z nim na wesele za tydzień. Starałam się w taktowny sposób odmówić, że niby za mało czasu i plany jakieś (bo skoro facet chce iść w takich okolicznościach, to jego sprawa). Nie dotarło. No to powiedziałam, że staram się unikać tłumów i zdania nie zmienię. Drogi przyjaciel mojego brata zwyzywał mnie tak, że mi uszy zwiędły. Dodatkowo dowiedziałam się, jak takie tępe paski, co to jednego dnia nie przepracowały, powinny się zachowywać.

W ten sposób dowiedziałam się też, że praca biurwy to nie praca, choćby starczała na rachunki, ratę i drobne na waciki. I czym są w internecie "paski". Oraz zaczęłam wątpić w inteligencję brata.

koronawesele

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (120)
Kolejna historia, wydarzyła się dosłownie chwilę temu. Siedzę w aucie i nie dowierzam.
Generalnie jak pisałam wcześniej nie lubię jasnych ani jaskrawych kolorów, rzeczy w mojej szafie w kolorze czerwonym albo pomarańczowym mogę policzyć na palcach jednaj ręki, najczęściej spotyka się na moim ciele czerń i granat.

Dlaczego więc za każdym razem jak pójdę zrobić zakupy w Auchan (tylko tam, w innych sklepach mi się to jeszcze nie zdarzyło), nieważne czy u siebie, u rodziców czy na drugim końcu Polski, zawsze ale to zawsze ktoś mnie pomyli z pracownikiem. Za każdym też razem gdy grzecznie odpowiadam że zaszła pomyłka osoby takie wybuchają. Wiele razy słyszałam że już to nie pracuję, że to zgłosi, skargę napisze a ja stałam i szukałam ukrytej kamery.

Jednak dziś to ja wybuchłam i to dosłownie. Musiałam do południa podrzucić papiery i raport do firmy, ale jako że na miejscu wiem że nikogo nie ma oprócz sekretarki i księgowości, pojechałam na luzie. Trampki, jeansy i nieco wyblakła koszulka z wielki logo Batmana. Czarna. Znaczy sprana czerń. Ale na pewno czerń.

Wracając wstępuje do Auchan bo mam po drodze a skończył mi się wędzony łosoś i parówki sojowe. Zapasów mleka też mało, zakupy trzeba zrobić (nie lubię w weekend, za dużo osób).

Akurat stałam na dziale z żarówkami bo te u mnie w przedpokoju za żółte, szukam czegoś zimniejszego i mocniejszego. Nawet nie zauważyłam jak obok mnie pojawiła się kobieta tak na oko ok. 40 lat.
-Gdzie są płyny do spryskiwaczy?
-Nie wiem - odpowiadam gdyż nigdy ich w Auchan nie kupowałam.
-To za co Pani płacą jak Pani nie wie?
Tutaj już kątem oka widziałam jak kobieta powoli zamienia się w rybkę rozdymka. Znaczy zaraz zacznie krzyczeć że pewnie jestem niekompetentna. Ale ją ubiegłam (przytaczam mniej więcej treść mojej wypowiedzi, zdenerwowana byłam mogła użyć innych słów).
- Kobieto czy Ciebie poje**ło?! Nie widzisz że w żadnym wypadku tutaj nie pracuję?! Czy czarna koszulka i jeansy przypominają ci strój pracownika?! - wskazałam jej faktycznego osobnika który rozkładał towar na końcu alejki. - Jak masz problem ze wzrokiem to idź Pani do okulisty a nie ludzi zaczepiasz jak robią zakupy.
Tutaj Pani zauważyła po raz pierwszy mój wypchany koszyk, skrzywiła się i powiedziała - To Pani wina, ma Pani taką twarz!
Zanim jednak dowiedziałam się jaka właściwie moja twarz jest, kobieta pognał w stronę prawdziwego już pracownika.

Na następne zakupy jadę w kominiarce.

P.S. Teraz po powrocie do domu zdaję sobie sprawę, że zareagowałam jak ostatni cham i może nie powinnam, ale ile można grzecznie tłumaczyć.

Auchan

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (168)

#86902

(PW) ·
| Do ulubionych
#86896

Pełna piekielność.
Jak pisałem chcieli mi ukraść wóz, ale że dodatkowe zabezpieczenie udało się zapobiec.
Ale umowa zobowiązuje. Wszelkie zdarzenia z OWU &xxx należy zgłosić.
I dla ubezpieczyciela nie jest ważne, że zamontowałem zabezpieczenie antykradzieżowe jakie uniemożliwiło kradzież.
Ważne jest że wóz ukradziono. Czyli lekceważąco podchodziłęm do jego bezpieczeństwa ( Jak qr..a nosić owłowiane gacie) Powiniem lepiej zabezieczyć sygnał z kluczyka tak aby działał tylko przy samochodzie. Zatem skłądka AC idzie o 10%.

Typ myśleenia: "zgwałcona sama się prosiła o gwałt bo urodziła się kobietą"

ubezpieczenia

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (153)

#86890

(PW) ·
| Do ulubionych
Koronawirus, pandemia, te sprawy. Co robi jedna z większych i chyba najpopularniejsza firma kurierska? Usuwa kody QRS z smsów w szczycie pandemii, a teraz także z maili, żeby trzeba było zmacać klawiaturę na paczkomacie wklepując nr telefonu i kod.

W sumie po co liczyć się z biedakami, którzy używają starych telefonów i smartfonów z małą ilością pamięci.

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 97 (119)

#86882

~lalunia ·
| Do ulubionych
Wychowałam się w domu, w którym niewielką wagę przywiązywano do porządku i czystości. Niby z rodzicami sprzątaliśmy w weekend, ale gdy przestałam być dzieckiem zauważyłam, że zadanie, które dawali nam rodzice były chyba tylko po to, aby nas czymś zająć, a nie po to, aby faktycznie było czysto. Podłogi przecierane jedynie na środku, kibelek powierzchownie, wannę i umywalki jedynie spłukiwano wodą, ewentualnie przecierano gąbką bez żadnego detergentu. Gdy byłam młodą nastolatką zaczął mi przeszkadzać wszechobecny brud i sprzątałam praktycznie codziennie. Rodzice niby temu przyklaskiwali, ale uważali, że kupno czegokolwiek poza płynem do naczyń i "płynem uniwersalnym" to strata pieniędzy. Szorowanie podłóg w kątach, mycie szuflad i czyszczenie armatur z kamienia uważali za fanaberię. Moje starsze siostry zwyczajnie się na to wyebały i przestały robić cokolwiek.

Gdy byłam dorosła i w końcu się wyprowadziłam odetchnęłam z ulgą i do dziś bardzo dbam o czystość we własnym domu. Mieszkam 500km od miasta rodzinnego i rodziców odwiedzam raz na kilka miesięcy. Oboje są sprawni fizycznie, wcześni emeryci, mieszkają sami. Gdy do nich przyjeżdżam pierwsze co, to sprzątam dwa dni, bo nie jestem w stanie wysiedzieć w tym brudzie. Raz nawet chciałam wziąć hotel, matka śmiertelnie się obraziła, ale obiecała, że posprząta, jeśli przestanę "wydziwiać". Zaprosiła mnie do niby wysprzątanego mieszkania, w którym nic się nie zmieniło, poza tym, że zniknęła sterta brudnych garów ze zlewu. Podam kilka przykładów na to, jak rodzice starannie dbają o to, aby mieszanie utrzymywać w dobrze znanym brudzie i smrodku.

1. Pranie? Raz na miesiąc. Mają trzy kosze na brudne pranie, wszystkie ciągle przepełnione. Bo matka zbiera kolory. Czarny do czarnego, czerwony do czerwonego... inaczej się pralki nie opłaca włączać.
2. Syf we wszystkich kątach w mieszkaniu. Warstwa tak na 1-2cm.
3. Cały pokój zawalony śmieciami, uszkodzonymi sprzętami, starymi ciuchami, zabawkami. Wszystko brudne, śmierdzące, zakurzone.
4. Okna i parapety nie są myte nigdy. Dosłownie. To znaczy przez nich, bo ja to oczywiście robię jak przyjadę. Okna są tak brudne, że dosłownie częściowo przez nie nie widać.
5. Piekarnik i kuchenka wiecznie z resztkami jedzenia, przypalonym olejem. Raz im umyłam kuchenkę, następnego dnia matce coś wykipiało. Czekałam cierpliwie, aż to wytrze. Nie doczekałam się, bo matka stwierdziła, że takiej jednej plamki to się nie opłaca wycierać, jak się nazbiera więcej to ona umyje całą kuchenkę. Kuchenka musi być już cała brązowa od brudu, żeby matka się za to wzięła.
6. Balkon - graciarnia obsrana przez ptaki, bo ojciec tam sobie gołąbki dokarmia. Posprzątać te gówna? A po co? Od gówna jeszcze nikt nie umarł!

Jestem wściekła, jest mi przykro, jest mi wstyd. Żyją, jak żyją, ok, można powiedzieć ich sprawa. Ale jak już przyjadę i im posprzątam to tego też nie potrafią docenić i za chwilę jest znowu burdel. Odwiedzam ich coraz rzadziej, choć kocham ich całym sercem. Moje siostry, inaczej niż ja, przejęły poczucie czystości po rodzicach. Jednej z nich rozpadł się związek, bo facet miał dość ciągłego sprzątania po niej i smrodu jak w oborze. Rodzice oczywiście pocieszali ją, że to jakiś chory pedant. Dzieci drugiej siostry, mimo, że są nastolatkami nie umieją użyć mopa, odkurzacza, ona sama wszystko przeciera tą samą szmatą.
Jest mi naprawdę głupio jechać na własną rodzinę, ale to wynik frustracji, bo właśnie wyjechałam od rodziców. Przedwczoraj jeszcze zrobiłam im pranie, gdy wyschło poskładałam i poprosiłam, aby poukładali do szafek. Pranie gdy wyjeżdżałam nadal leżało walnięte krzesło, już skołtunione, bo ojciec czegoś szukał. Za chwilę na kupkę czystego prania rzucił upoconą koszulę.
Po prostu brak mi już sił.

rodzina porządek sprzątanie

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (157)

#86975

~SfientaKrofa ·
| Do ulubionych
Pracuję u jubilera.

Właśnie wyszedł ode mnie klient - młody chłopak, bardzo wysoki, lekko przy kości.

Nic nie kupił, bo nie było nic w jego rozmiarze, ale w trakcie rozmowy wyszło, że był wcześniej u konkurencji i tam ekspedientka po zorientowaniu się, że większość rzeczy jest za mała powiedziała mu wprost "Nie mam nic dla pana, jest pan za gruby".

Jak można tak na bezczelnego potraktować drugą osobę? Ten facet nie był gruby, raczej lekko "przy sobie", a rozmiar karku, nadgarstku i palców była raczej wypadków jego wzrostu a nie wagi.

A nawet jeśli by był? Co to kogo obchodzi? Można delikatnie powiedzieć, że po prostu rozmiar nietypowy, nie ma, dziękuję.
Po co robić komuś przykrość w taki sposób, co to daje?

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (139)

#86893

~LadyVader1 ·
| Do ulubionych
Nick nie przypadkowy - jestem astmatykiem-alergikiem, i tak jak każdy z Was, żyję w tej coronarzeczywistości.

Przeczytałam dziś kolejny post o tym jak to ludzie nie noszą maseczek w sklepach, tłumacząc się astmą. I za każdym razem zalewa mnie krew. Mimo, że nie muszę, noszę dla siebie i innych. Od początku epidemii zdarzyło mi się raz, że ostry atak astmy zmusił mnie najpierw do zdjęcia maseczki, a potem zwyczajnie wyjścia z przestrzeni zamkniętej. I proszę wszystkich, którzy się tłumaczą chorobami, których nie mają, niech czasem pomyślą o tych, którzy rzeczywiście chorują.

Bo to serio utrudnia życie. Nie każda praca jest dla Ciebie (u mnie był nawet problem przed samą obroną ze skończeniem studiów, bo astma w tym zawodzie nie jest mile widziana). W moim przypadku, ukochane góry stały się problemem, bo o ile mięśnie dają radę o tyle płuca dają się we znaki żywym ogniem, dosłownie ma się ochotę je wyrwać z siebie, sport też męczy, nie jestem w stanie umyć łazienki, czy posprzątać w klatce trocin, bo najzwyczajniej się duszę.

Ale wiecie, w obecnych czasach to jest jeszcze bardziej uciążliwe, bo utrudnia zwykłą szarą codzienność, bo ja nawet nie mogę pójść teraz do lekarza, nawet gdybym miała płuca wypluć, bo nikt mi pomocy nie udzieli i od razu mnie na zakaźny wyślą. Kiedy kaszlę w pociągu/tramwaju/sklepie, ludzie patrzą jak na trędowatą, bo młoda z tak silnym kaszlem to na bank covid i szpital, a nie włóczy się po mieście, ludzi zaraża. Kiedy dusi mnie od kadzidła, boję się zakaszleć, bo wokół mnóstwo ludzi. W pracy to samo, mimo że ludzie wiedzą że mam astmę, to jak był początek epidemii, który pokrył się u mnie z nasiloną astmą, tylko czekałam, aż odprawią na mnie egzorcyzmy :D

Więc drodzy piekielni, zakładajcie maski i nie mówcie, że ciężko się w nich oddycha - ja ma ten problem nawet bez tego. I wiem, z astmą da się żyć, ale serio to nic przyjemnego i nie zazdrośćcie tym, którzy nie muszą mieć tego dziadostwa na twarzach.

covid-19

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 146 (152)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni