Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#85730

(PW) ·
| Do ulubionych
Widok śmiesznie poprzycinanych drzew przy liniach wysokiego napięcia przypomniał mi zdarzenie sprzed wielu lat, kiedy to byłam jeszcze młoda i... No, w liceum byłam.

Zdarzyło się, że po silnych wiatrach, topola rosnąca niedaleko domu mojej babci straciła gałąź. Gałąź spadła na linię elektryczną. Wiatr wieje, gałęzią buja, iskry lecą - mało bezpieczna sytuacja.

Babcia pobiegła natychmiast do sąsiadów z naprzeciwka, ponieważ był to jedyny w promieniu chyba 2 km dom z internetem (takie czasy...), by ogarnęli numer na pogotowie energetyczne, to babcia zadzwoni, żeby coś z tym zrobili.

Za chwilę wróciła i jak nie zacznie sobaczyć...

Sąsiad niczego nie będzie szukał, babcia przesadza, nic się nie stanie, generalnie ma on wywalone na całą sytuację.

Babcia po upuszczeniu pary z zaworów, przypięła się do telefonu stacjonarnego i po kilku połączeniach uzyskała numer na pogotowie energetyczne. Panowie obiecali przyjechać jak tylko będą mogli, dużo wezwań mają - normalne przy wietrznej pogodzie. Adres zapisali, mamy czekać i dzwonić, jakby się sytuacja pogorszyła, np zerwałoby linię.

No to czekamy, świeczki przygotowane na wszelki wypadek, ale tak w sumie to już prawie zapomnieliśmy o całej sytuacji (obowiązek spełniony, to po co drążyć temat?) gdy rozległo się pukanie, a właściwie walenie do drzwi. Ale walenie takie, jakby co najmniej pożar wybuchł.

Otwieram, w drzwiach stoi spanikowany, blady jak śmierć sąsiad z karteczką i praktycznie krzyczy, żeby natychmiast dzwonić, że on już ma numer, natychmiast niech przyjadą i coś zrobią, bo ta gałąź nie może tak na drutach leżeć! BO MU ŚWIATŁO W DOMU ZACZĘŁO MIGAĆ!!!

Aha. Wtedy na nic więcej się nie zdobyłam. Babcia natomiast, w mało cenzuralnych słowach wyjaśniła sąsiadowi gdzie i jak głęboko może sobie teraz ten numer wsadzić i że skoro on nie był łaskaw poszukać, gdy prosiła, to teraz na pewno nie będziemy dzwonić na jego rozkaz. Dodała jeszcze, że u nas nie miga i w związku z tym ma wywalone na całą sytuację. I zamknęła mu drzwi przed nosem.

- Singri, ale ty mu nie mówiłaś, że już wezwałam pogotowie? - spytała mnie jeszcze.
- Nie...
- I dobrze, jak się posra ze strachu to może się czegoś nauczy.

Wieś rodzinna

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (128)

#85650

~fdassdf ·
| Do ulubionych
Uwaga, jeżeli zaginę w tajemniczych okolicznościach to wiedzcie, że to nie był przypadek :)

A tak na serio, trochę się boję.
Otóż zamieściłam na gumowym drzewie ogłoszenie o szukaniu przede mnie pokoju. Tak wiem, sama też szukam, dzwonię, wypytuję, piszę do ludzi. Po prostu czasem ktoś szuka lokatora na swoje miejsce, bo w umowie ma zawarte, że jeśli chce wcześniej wypowiedzieć umowę (bo wyjeżdża, znalazł pracę na drugim końcu miasta itd) musi kogoś na swoje miejsce znaleźć.

No i napisało do mnie kilka osób, w tym jakiś facet na whatsapp, który powiedział że ma raka złośliwego, został mu miesiąc i przepisze na mnie mieszkanie, bo widzi że jestem potrzebująca. Oczywiście nie chciał podać swojego imienia, nazwiska ani adresu tegoż mieszkania, więc zapewne to troll. No ale nie o nim tu mowa...

Napisał facet że ma mieszkanie, podał tylko wymiary pokoju, odpisałam więc, że proszę o szczegóły. Po chwili mam wiadomość, że w mieszkaniu jest też kuchnia, szybki internet i łazienka... A jak się dogadamy, to opłaty obniży do zera.
Zapytał też o mój wiek i zdjęcie. Zirytowało mnie to, bo już zdarzało się, że jakiś idiota szukał panienki do seksu, w zamian za możliwość mieszkania za free. Opisałam więc coś w stylu "proszę iść na dz**ki, a nie składać takich propozycji porządnym kobietom, żegnam).
Pan się wkurzył, bo po minucie odpisał "uważaj na słowa, chyba nie wiesz z kim rozmawiasz". Ja jak to ja, napisałam "I vice versa, takie propozycje podpadają zapewne pod jakiś paragraf, proszę dać mi spokój". Dopiero później mnie oświeciło, by wpisać jego imię i nazwisko oraz miejscowość, w której prawdopodobnie mieszka (a przynajmniej tam wynajmuje pokój) w wujka Google. Jeśli się nie pomyliłam, facet jest członkiem Izby Radców Prawnych.

Czy mam się już pakować i jechać pod zmienionymi personaliami na Kubę? ;)

miasto spotkań

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (124)

#85651

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak z frajera, którego nikt nie lubi stać się jeszcze większym frajerem, którego tym bardziej nikt nie lubi.

Mieliśmy w ekipie takiego kolegę, który wszystkich wokół denerwował swoim wywyższaniem się, krytykowaniem wszystkich za wszystko i gadaniem, że on by to (znaczy wszystko, cokolwiek) zrobił lepiej, bajkopisarstwem (czego to on nie robił) i obgadywaniem każdego za plecami. Słowem - frajer. Tak też będę go nazywał w dalszej części tej historii.

Został więc frajer z ekipy wydalony i poddany ostracyzmowi, czyli nikt nie odbierał od niego telefonów, nikt do niego nie dzwonił, nikt go nigdzie nie zapraszał. Ja niestety musiałem spędzać z nim czas, bo pracowaliśmy razem.

Pewnego razu inny kolega z ekipy miał urodziny i robił imprezę. Niestety, na drugi dzień musiałem iść do pracy, dlatego wypiłem tylko cztery piwa i zawinąłem się wcześnie. Frajer oczywiście nie został zaproszony.

Wchodzę nazajutrz do pracy i pierwsze co widzę to kierownika, który mnie zaprasza do siebie. Wchodzę do pokoju, a ten mi daje alkomat. Dmucham bez stresu i wychodzi oczywiście 00. Błyskawiczna analiza w głowie i wszystko już wiem.

Otóż frajer, wiedząc że jest impreza i na pewno na niej będę, a jego nie zaproszono, chciał mi zrobić na złość i doniósł szefostwu, że przyjdę do pracy pijany.
Nie omieszkałem opowiedzieć o tym WSZYSTKIM w zakładzie, co do osoby (co nie było trudne, bo zakład niewielki i wszyscy się znali, kilkanaście osób), z kierownikiem włącznie, który wprawdzie potwierdzić nie mógł, ale nie próbował nawet zaprzeczać jak mu powiedziałem, że wiem kto na mnie doniósł.

Efekt - stosunek innych pracowników do frajera zmienił się z neutralnego na wysoce negatywny. Ten oczywiście twierdził, że to nieprawda, że zmyśliłem sobie, ale oczywiście nikt mu nie uwierzył, bo do tego czasu ludzie zdążyli się na nim poznać, a sytuacja ta tylko utwierdziła ich w przekonaniu kim jest - frajerem.

Nikt nie lubi złośliwych mend.

frajerstwo

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (185)

#85649

(PW) ·
| Do ulubionych
Jetem kierowcą tzw. "tira".

Dziś kolejne patologiczne sytuacje z naszych autostrad zaobserwowane podczas wojaży prywatną osobówką.

1. Autostrada A1, kierunek Łódź na odcinku Toruń-Włocławek. Jechałem na mecz koszykówki do Włocławka. Maksymalnie jadę na autostradzie 120 km/h i jest podyktowane zużyciem paliwa (ok. 10 l/100 km). Wyprzedzam sznur ciężarówek, między którymi odstęp wynosi maksymalnie 200 m. Wtedy pojawia się on - szarżuje w terenowym BMW, podjeżdża mi pod sam zderzak. Delikatnie wciskam hamulec, żeby dać mu do zrozumienia, że jest za blisko. Niestety, nie zdaje do egzaminu tak samo jak włączenie tylnego światła przeciwmgłowego.

2. Autostrada A1, ten sam odcinek, bo również jadę na mecz. Tym razem wyprzedzam sznur osobowych, kiedy na ogonie siada mi Mercedes, którego kierowca również nie reaguje na sygnalizację, żeby zwiększył odstęp. Tym razem kierowca nie wytrzymał i kiedy znalazł większą lukę, zjechał na prawy i rozpoczął manewr wyprzedzania. Niestety źle obliczył odległość i wracając na lewy pas wymusił mi pierwszeństwo zjeżdżając na centymetry. W ruch poszły hamulce i klakson. W szoku jestem, na struś pędziwiatr nie ukarał mnie hamowaniem.

3. Autostrada A2, kierunek Świecko, rozbudowywany odcinek obwodnicy Poznania. Jadę lewym pasem z innymi pojazdami, wszyscy poruszamy się ok. 110-120 km/h. Na prawym pasie ciężarówki. Z tyłu dojeżdża do mnie Fabia, której kierowca standardowo przykleja się do zderzaka i zaczyna poganiać światłami. Jestem w trakcie manewrów wyprzedzania, dlatego olewam gościa. Mruganie się powtarza, a następnie kierowca wyprzedza mnie prawym i również zajeżdża drogę zmieniając pas na styk. Nie wiem co nim kierowało, bo nic tym manewrem nie zyskał oprócz ewentualnego mandatu, bo nagranie z jego wyczynem trafiło na policję.

Czy my to kiedyś wyeliminujemy? Czy będzie kiedyś dzień, w którym będziemy mogli wsiąść za kierownicę i nie bać się, że przez debilizm innych zginiemy? Co niektórymi kieruje, żeby siedzieć na zderzaku i poganiać światłami? Ego i przeświadczenie o własnych umiejętnościach czy ocena statusu majątkowego przez markę auta? Ludzie, opamiętajcie się!

Autostrada A1 A2 Poznań chamstwo drogowe.

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (115)

#85728

(PW) ·
| Do ulubionych
Grudzień, godzina 18:30 - czyli już ciemno na dworze. Do tego lekka mżawka lekka - czyli warunki, które nie sprzyjają dobrej widoczności na drodze.

Jadę ulicą w terenie zabudowanym, jeden pas w każdą stronę, z lewej strony chodnik, z prawej pobocze i rów. Nie jadę szybko - max 30-40km/h. W pewnym momencie samochód przede mną wykonuje jakiś dziwny manewr. Odbija na lewy pas drogi, za chwilę wraca na prawy - tak, macie rację - coś omijał.

A raczej nie coś - kogoś. Kiedy wykonywał manewr - w światłach zauważyłem idącego prawą stroną drogi... NIEWIDOMEGO. Białą laską machał szeroko od lewej do prawej badając drogę przez sobą.

Szybko zjechałem na pobocze, awaryjne. Wychodzę z samochodu. W tym czasie kolejny samochód już rozpoczął manewr omijania mnie i minął pieszego. Kolejny szykował się do tego samego - dopiero na moje gesty zatrzymał się i miałem okazję podbiec do niewidomego pana i przeprowadzić go na chodnik po drugiej stronie ulicy.

Nie chodzi mi o piekielność pieszego - szedł prawą stroną, po drodze, bez jakiegokolwiek odblasku. Zapytałem go, czemu tak szedł. Odpowiedział mi, że nie wiedział, gdzie jest chodnik (rzeczywiście, kończy się on w pewnym momencie na skrzyżowaniu i trzeba je przejść na skos, żeby znowu był - jak ktoś nie zna okolicy i NIE WIDZI, to mógł nie trafić). A nie było nikogo, kto by mu powiedział, gdzie ma iść. I tak przeszedł on po drodze jakieś 200m. Mijał inne sklepy, znajdujące się po lewej stronie, aptekę, przychodnię - nikt po drodze się nim nie zainteresował, samochody go tylko mijały.

Ogrom znieczulicy poraża...

PS. W całej tej historii jest jeden jasny punkt. Mała dziewczynka, może 12 lat? Może więcej?
Kiedy wyszedłem z samochodu, usłyszałem, jak wołała do tego Pana, że "idzie Pan po ulicy, proszę przejść tutaj na chodnik".
Tylko to dziecko zainteresowało się losem niewidomej osoby. A przy tym starało się pomóc w bardzo mądry sposób - stojąc na chodniku i wołając, samemu nie próbując wejść na ulicę między jadące samochody.
Jeżeli czyta to ta dziewczynka, albo ktoś ją znający - jeszcze raz DZIĘKUJĘ CI za to, że pomogłaś temu panu.

niewidomy brak chodnika znieczulica

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (113)

#85644

(PW) ·
| Do ulubionych
Chcę sprzedać samochód.
Dałem ogłoszenie na „gumowym drzewku”.
Jako kontakt podałem nowy nigdy nieużywany numer telefonu.
W ciągu kilku następnych godzin odebrałem kilkanaście telefonów od firm ubezpieczeniowych i naciągaczy na niby wypadek samochodowy.

Dziś ponowiłem ogłoszenie, tym razem byli szybcy jak nigdy.
Pierwszy telefon odebrałem w 5 sekund po klepnięciu entera.
A potem już poszła lawina.

Brak telefonów od kupców, ale to już wina co i za ile chcę sprzedać.

Edit:
Poddałem się, zostawiłem kontakt via e-mail tylko.
Potencjalni kupcy żądają pytania tą drogą.
PS. Zawsze w szufladzie mam kilka zapasowych numerów, za grosze.
Na „wyspach” nie trzeba rejestrować numerów.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (122)

#85640

(PW) ·
| Do ulubionych
Uwielbiam uczyć złych ludzi pokory i szacunku.

Dzisiaj będzie popularny temat, czyli o wojującej feministce.

Historia dość stara, bo ze studiów. Otóż mieliśmy w grupie taką świrniętą laskę. Uroda 6/10, intelekt 0/10, kultura osobista 0/10. Wojująca feministka, lewaczka i zatwardziała mizoandryczka, co na każdym kroku podkreślała. Uczelnia z tych "otwartych i tolerancyjnych" toteż wykładowcom nie przeszkadzały potoki jadu jakie z siebie wylewała w kierunku mężczyzn i każdej kobiety, która się z nią nie zgadzała. Potrafiła przejąć wykład i nadawać swoje farmazony, a prowadzący nie śmiał jej przerwać.

Któregoś dnia zimą (wtedy jeszcze były w Polsce zimy) wychodzę po zajęciach, godzina 17 i ciemno, a tu na parkingu stoi cała moja grupa. Podchodzę, a to naszej ulubionej koleżance auto padło, a konkretnie akumulator, bo nie zgasiła świateł. Auto na tyle nowe by odpalanie z pychu nie pomogło i na tyle stare by nie było jeszcze pikacza, który informuje o niezgaszonych światłach. Kilku kolegów z grupy zgodnie z prawdą stwierdziło, że jedyne co może pomóc to kable rozruchowe, których niestety nikt przy sobie nie miał.

Wiedziałem, że teraz będzie ubaw.

Poszedłem do swojego auta, wyciągnąłem kable z bagażnika, pokazuję i pytam, choć wiem:
- Czy chodzi może o takie kable?
- Tak - mówi ktoś.
- Daj - mówi feministka.
- Daj to był chiński sprzedawca jaj - mówię ja.
Widzę zdziwienie i oburzenie na jej twarzy i po chwili słyszę:
- No daj bo muszę do domu jechać.
- Od początku roku [to był pierwszy rok na uczelni] mnie obrażasz, a teraz oczekujesz, że ci pomogę?
Chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała co. Włączyła się koleżanka:
- No nie bądź taki, daj jej te kable.
No to mówię:
- Przecież wiele razy mówiła, że mężczyźni są bezużyteczni i niepotrzebni, więc gdyby nas nie było to i tak nikt jej by tych kabli nie dał i musiałaby sobie jakoś poradzić. No to niech sobie radzi, a przede wszystkim niech nauczy się popierać swoje słowa czynami.
Po grupie przeszedł pomruk "mmmhm" co znaczyło mniej-więcej, że przyznają mi rację. W jednym koledze tylko odezwał się białorycerz:
- Dobra, nie p****l tylko daj te kable.
- Mowy nie ma, to będzie dla niej dobra lekcja szacunku do innych ludzi.
- Dawaj te kable albo sam je wezmę.
- Spróbuj - prychnąłem srogo, bo jego też systematycznie obrażała, a teraz on był gotów bić dla niej człowieka i łamać prawo. Białorycerz jednak wypękał i nie próbował zabrać mi kabli ani nic już nie powiedział. Patrzę na feministkę i widzę zaszklone oczy, a na twarzy wyraz totalnej bezsilności. Czas na ostatni akt tego dramatu. Mówię więc:
- Dobra, bo późno się robi, ciemno, zimno, jadę do domu - po czym dodałem z dobrodusznym uśmiechem - podrzucić kogoś gdzieś?

Wsiadłem do auta i odjechałem, z poczuciem spełnionego obowiązku.

Epilog.
Co się dowiedziałem nazajutrz. Feministka przez jakiś czas jeszcze zaczepiała ludzi na uczelni i pytała czy ktoś ma kable. Nikt nie miał. W końcu pojechała do domu komunikacją, a potem ktoś tam od niej z rodziny przyjechał z kablami i ogarnął auto. Niestety, ale niczego się nie nauczyła, bo zachowania swojego nie zmieniła.

PS: Tak, wiem, feministki i białorycerze napiszą, że fejk. To się nazywa wyparcie.

feministki lewactwo

Skomentuj (65) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 239 (341)

#85637

~Waciaq ·
| Do ulubionych
Zaczynam się bać rodziny, i to tej najbliższej: Wujka google i jego androidowego potomstwa.

Przywykłem do tego że jeśli rozmawiam ze znajomym o HI-Fi audio albo o np. mikroskopach mając telefon w kieszeni to google zacznie pokazywać mi reklamy takiego sprzętu. Nie powiem że rozumiem bo trochę to nieludzkie, ale na 100% poza systemem i tak nikt nie będzie.

Tylko nie wiem czemu android zaczynał mi pokazywać reklamy portali randkowych na kilka tygodni zanim rozstałem się ze swoją kobietą? Telefon nie miał prawa usłyszeć że "chciałbym kogoś nowego" czy coś bo nie mówiłem nic takiego, do samego końca miałem nadzieję że jeszcze uda się wszystko wyklepać. Prawdę mówiąc nawet ze znajomymi/rodziną nie poruszałem tematu że coś jest nie tak. Swoje sprawy trzymam przy sobie.

Telefon podsłuchiwał jak się kłóciliśmy? Zauważył że nie sypiamy ze sobą? Bo reklamy pojawiły się jak tylko zaczęło się coś między nami psuć.

Puenta? wygoogluj sobie...

internet

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (177)

#85729

~shortbread ·
| Do ulubionych
Chyba byłam dzisiaj bardzo piekielna.
Od zawsze szczerze nienawidzę tzw. "macantów" - czyli ludzi którzy obmacują pieczywo gołymi dłońmi a ostatecznie je odkładają. Nie chcę jeść bułki czy drożdżówki wymacanej przez kogoś kto nie wiem czy chwilę wcześniej sobie w majtkach nie grzebał albo w nosie nie dłubał.
Do tej pory cierpiałam w milczeniu widząc takie macanie bez zakupu.
Dzisiaj coś mnie trafiło i wygłosiłam porządną i głośną tyradę do pary młodych ludzi którzy wzięli z półki coś a la pizzeria, obydwoje to trzymali w gołych dłoniach i oglądali po czym odłożyli na półkę.
Usłyszeli (nie tylko oni) ode mnie coś o brudnych łapskach i nie tylko.
Chyba narobiłam im wstydu w sklepie ale nie żałuję.
Wszelkim macantom mówimy stanowcze NIE!

Lidl Warszawa

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (54)

#85727

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem kto, czy co, jest tu piekielne.
Może gdzieś zostały zagubione zasady normalności w tym szalonym, szybkim świecie.
Tyle prawem wstępu.

Jestem usługodawcą. Niedużym. Zajmuję się naprawami bram i domofonów.
I w tym jest cały problem, że... jestem nieduży i nie mam dużych obrotów.
Zgłosiłem się do dostawcy hiszpańskich domofonów zaczynających się na F, a kończący rzymską 10.
Rabatu, który miałem, nie otrzymałem ponownie, choć współpracujemy od 15 lat. Polityka tej firmy obecnie brzmi: OBRÓT się liczy.
Nie szacunek dla firmy, klientów, lata współpracy.
OBRÓT.
I to nie jest jedyna firma, która obecnie tak postępuje.

Szczerze mówiąc mam dość. Nie chcę współpracować z takimi firmami. Mnóstwo frazesów z ich strony jak dbają o klienta, a jak przychodzi do rzeczywistego działania po sprzedaży dla dobra klienta pokazują tylną część ciała.

A właśnie takie małe firmy jak moja pracują na "twarz" producentów, okazując bezpośrednią pomoc klientowi końcowemu.

Tak, według mnie świat jest piekielny, bo liczą się tylko pieniądze. Nie ludzie.

Wiem, że raczej mój wpis niedługo zniknie. Ale pragnę aby choć kilka osób to przeczytało i zapytało się samych sobie co się bardziej liczy: OBRÓT czy CZŁOWIEK.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (181)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni