Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#83357

~AleksanderM ·
| Do ulubionych
Co zrobić, kiedy podoba ci się facet, który jest w szczęśliwym związku z inną kobietą?

Powiedz jej, że ją zdradza. Konkretnie z tobą. Zostawi go, a on przyjdzie do ciebie. Genialne, prawda?

Z takiego założenia wyszła moja już-nie-koleżanka. Gorzej z realizacją, bo po pierwsze moja kobieta już od początku jej nie wierzyła, a po drugie po dokładniejszej analizie jej historyjki, okazała się ona tak niedorzeczna, że nie pozostawiało to żadnych wątpliwości, że jest zmyślona. Przykładowo, że spotkałem się z nią na seks dnia X o godzinie Y, podczas gdy dnia X byłem w zagranicznej delegacji, a o godzinie Y, już wieczorem, siedziałem w pokoju hotelowym i rozmawiałem ze swoją kobietą na Skype. Innego dnia, który intrygantka wskazała, akurat cały dzień siedziałem ze swoją kobietą w domu. I tak dalej.

Intryga wzięła w łeb po całości, ale pozostaje pytanie - jakim człowiekiem trzeba być, żeby zrobić coś takiego?

kobiety intryga

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 156 (162)

#83324

~oretyorety ·
| Do ulubionych
Ostatnio zauważyłam częste pytania na forach i grupach fejsbukowych, gdzie można ochrzcić dziecko, jeśli chrzestni czy rodzice nie spełniają wymagań (rodzice bez ślubu, chrzestni bez bierzmowania, zaświadczenia z parafii itp.).
I zastanawia mnie jedna rzecz: po co chrzcić dziecko, jeśli nie żyje się wg katolickich zasad? Rodzice przecież obiecują wychowywać dziecko w wierze katolickiej, a sami tak nie żyją, będąc w związku nieformalnym? Chrzestni mają być duchowymi "strażnikami", wspierając rodziców, a sami nie szli do komunii czy bierzmowania?

Chrzest jest ze względu na wiarę, czy na pokaz dla rodziny, bo tak wypada?
Sama nie jestem wierząca, mąż tak samo. Dziecka nie chrzciliśmy, mimo oburzenia połowy rodziny, "bo jak to tak, wszyscy chrzczą". Nie chcieliśmy obiecywać, że będziemy synka wychowywać w wierze, bo byłyby to obietnice bez pokrycia.
Szukanie opcji, jak bez problemu ochrzcić dziecko bez zaświadczeń, jest dla mnie hipokryzją.

internet

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (167)

#83358

(PW) ·
| Do ulubionych
Kuratoryjny konkurs z historii. Zakres wymaganej wiedzy - czasy od powstania styczniowego. Jedno z konkursowych pytań: "Napisz, w jakim ustroju politycznym żył Perykles".

Dobrze wiedzieć, że starożytny polityk żył jednak w XIX wieku.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 94 (110)

#83332

(PW) ·
| Do ulubionych
Co do historii o domu.

Kolega miał trochę inny przypadek, ale dość piekielny.
Otóż kupował on mieszkanie, wszystko tip top papierologia załatwiona notariusz kasa i mieszkanie jego.
No niestety.

Po podpisaniu umowy notarialnej i wymianie kluczy (w umowie było iż mieszkanie ma być puste) sprawa niby załatwiona, ale...
Kolega jedzie następnego dnia by zacząć przygotowania do remontu, a tu zonk. Wchodzi i zastaje rodzinkę przy śniadaniu w mieszkaniu bynajmniej nie przygotowanym do wyprowadzki.
I słowa ludzi - wie pan co my cały czas szukamy mieszkania, ale nic nam nie odpowiadało ale już niedługo Pan się wprowadzi.

Cóż, kolega nie był ugodowy (byłby, gdyby grali uczciwie wcześniej). Pojechał do biura nieruchomości i dosadnie stwierdził iż zawalili sprawę i jeśli w ciągu 48h mieszkanie nie będzie opuszczone, to on odpowiednio finansowo zjedzie biuro jako pośrednika z uwagi na zapisy w umowie, a właściwie jeden dotyczący iż nabywca zamieszkuje w nowym lokum.

Summa summarum sprawa skończyła się w sądzie z nakazem eksmisji po około 4 miesiącach, a kolega jeszcze dostał 20tys., ale w ugodzie z biurem bez procesu sądowego gdzie chciał 40tys.

mieszkanie

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (127)

#83354

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja "ulubiona" ścieżka rowerowa wzdłuż targu. Nie ma dnia, żebym nie omijała pieszych, wchodzących pod koła (na przyszły sezon kupuję klakson, bo na dzwonek nikt nie reaguje).

Dziś, przy przystanku autobusowym, na szerokości całej ścieżki rowerowej, a także chodnika (więc nie do wyminięcia) stała... grupa przedszkolaków. Na oko 20 maluchów. Dopiero kiedy zahamowałam i zapytałam opiekunki, czy którakolwiek zna przepisy ruchu drogowego, zaczęły rozsuwać dzieci, żeby mnie przepuścić. Gdy tylko przejechałam, szpaler zamknął się z powrotem.

Ja jechałam od strony, po której stały dzieci, więc je widziałam. Gdyby ktoś nadjeżdżał z drugiej, nie miałby szans, ponieważ ścieżka biegnie łukiem za przystankiem i kioskiem i nie sposób dostrzec, czy ktoś stoi za zakrętem. Ominięcie jednego palacza czy emeryta z wózeczkiem jest możliwe. W tym przypadku dzieci stały na całej szerokości chodnika i ścieżki rowerowej, więc kolizja byłaby nieunikniona.

Uprzedzając pytania: chodnik jest na tyle szeroki, że cała grupa by się na nim zmieściła. Innych pasażerów na przystanku właściwie nie było, więc można było postawić dzieci pod wiatą.
No, ale do tego trzeba mieć mózg i go używać.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (141)

#83361

(PW) ·
| Do ulubionych
Chodnik łączący dwa przystanki autobusowe w moich okolicach jest bardzo wąski, może 1,5 m, ograniczony z jednej strony ekranami dźwiękochłonnymi, a z drugiej - żywopłotem. Takim starym, wyrośniętym, krzaczorem.

I jest pewien młodzieniec, który sieje terror na rowerze. Popyla jak głupi tym chodnikiem, bardzo często zmuszając ludzi do wpadania w krzaki albo wskakiwania wręcz na ekran. Przy okazji głośno daje wyraz swojemu niezadowoleniu w niewybrednych słowach o ludziach, którzy: "wpier....lają się pod koła, jeszcze na ramę mi wskocz, p...do!" Oczywiście po drugiej stronie ulicy jest piękna, szeroka ścieżka rowerowa.

Mnie też raz wystraszył. Kolejnego razu nie było.

Wybrałem się z żoną na spacer. Suniemy leniwo chodnikiem, gdy zauważyłem z naprzeciwka tegoż delikwenta. Wyraźnie widać, jakie ma nastawienie do nas, pieszych: szeroko rozstawione łokcie, jakby się Rubinów nadźwigał, lekko przygarbiony, czekający na konfrontację.

No, to się doczekał.

Lekko zwolniliśmy, poprosiłem żonę, by schowała się za mną. Sam poczekałem na "kolarza", zatrzymałem się w momencie, w którym mnie mijał, przyjmując postawę "bezpieczną autobusową". Nic mnie nie ruszy.

Wystarczyło lekkie, dosłownie delikatne, trącenie łokciem, żeby kilka metrów dalej rumak oddzielił się od jeźdźca. Rumak na chodniku, a jeździec w krzaczorach. Oczywiście udałem zaniepokojenie, podszedłem do nieszczęśnika zapytać, czy wszystko w porządku, jednocześnie upominając, że rowerem to po ścieżce abo po ulicy, bo tu bardzo wąsko jest... Żeby tylko widział mój wzrok i lekko uniesiony kącik ust, mówiący wszystko o mojej satysfakcji...

Nawet nie syknął. Bez słowa odjechał. Na najbliższych światłach zmienił stronę.

Mówcie mi "Lucyfer" :)

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (212)

#83331

(PW) ·
| Do ulubionych
Idąc szlakiem wspomnień o piekielnych staruszkach, dodam jeszcze jedną opowieść o biednej kobiecie, której dom spłonął. Historię opowiadał mi kolega, który mieszkał niedaleko tej pani, postaram się ją jak najwierniej przytoczyć.

Sąsiedzi skrzyknęli się, żeby pomóc pogorzelcom. Zorganizowano zbiórkę pieniędzy najpierw na najpotrzebniejsze rzeczy - ubrania, jedzenie, a potem na odbudowę domu. Kwesty odbywały się w okolicznych kościołach, szkołach, urzędach, firmach... Ludzie chcieli pomóc, więc w krótkim czasie pani Z. odbudowała dom - a w zasadzie wybudowała "pałacyk".

Przed pożarem miała stary parterowy domek z dwoma pokojami i kuchnią, po pożarze wybudowała piętrowy i nowoczesny budynek. Niestety przeliczyła się i zabrakło na meble. Pani Z. domagała się zorganizowania kolejnej zbiórki na wykończenie domu, ale sąsiedzi ją wyśmiali. Mimo to jakiś czas później pani Z. wykończyła i wyposażyła nowe lokum. Potem został pobudowany kolejny dom dla syna, jeszcze jeden dla córki... Po pożarze jakoś tak lepiej im się zaczęło powodzić, jeździli lepszymi samochodami, ale nikt bliżej nie wnikał, skąd na to mają. Ot, pracują, oszczędzają, pewnie jeszcze kredyt wzięli.

Jeden z mieszkańców tamtej wsi przeprowadził się do miasta, kilkadziesiąt kilometrów dalej. Któregoś dnia usłyszał dzwonek do drzwi, otworzył, a tam staruszka z pochyloną głową zapłakanym głosem zawodzi, że jest biedna, że nie ma co jeść, nie ma na leki i czy mógłby wesprzeć. Mężczyzna rozpoznał w niej panią Z. i się przywitał. Kobieta natychmiast się odwróciła na pięcie i wybiegła z budynku. Okazało się, że pani Z. tak zasmakowała w zbiórkach, że zaczęła jeździć po różnych miastach i żebrać. Sąsiedzi byli oburzeni, spotkała się z potępieniem na wsi i w końcu zaprzestała tego procederu.

Wsi spokojna wsi wesoła...

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (155)

#83355

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielność sama w sobie.

Małe, powiatowe miasteczko nad Bugiem.
Komenda Policji, komórka ds. przestępczości internetowej.
Znajomy zgłasza popełnienie przestępstwa wyłudzenia przez fałszywy sklep z elektroniką.
Policjant prosi, żeby mu to opisać, bo on nie ma dostępu do internetu.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (146)

#83328

~vl800 ·
| Do ulubionych
W połowie września wybrałem się do Warszawy, aby zobaczyć na żywo muzyka, którego bardzo polubiłem jak obejrzałem kilka jego nagrań na YT.

Wsiadłem na mój motocykl i wybrałem się w drogę. Kiedy dojechałem na 11 Listopada, zaparkowałem z boku, koło Składu Butelek, koło innego pojazdu. Zabrałem bagaże, przykryłem motocykl pokrowcem (miało padać w nocy) i poszedłem zameldować się w hostelu. Koncert odbywał się praktycznie w tym samym miejscu (Hydrozagadka), więc nie szukałem innego miejsca. Po koncercie poszedłem do pokoju, a ludzie wokół bawili się dalej.

Na następny dzień z rana zacząłem się zbierać do drogi powrotnej. Podchodzę do motocykla - wokoło dużo rozbitego szkła. Wyraźnie dobrze się w nocy bawili. Zapamiętuję żeby nie najechać, usunąć z mojej drogi. Zdejmuję pokrowiec i zaczynam montować bagaże do sakw. Przy okazji zauważam, że ktoś postawił denko od butelki, z dużym kawałkiem szkła stojącym na sztorc zaraz pod moim przednim kołem. Gdybym był mniej uważny najpewniej bym na nie najechał.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 110 (116)

#83336

(PW) ·
| Do ulubionych
Argh, wściekłem się - i napiszę "po imieniu" o pewnej firmie, jak chcą, niech mnie pozwą.

Eventim, proszę Państwa. Wielka, międzynarodowa firma zajmująca się sprzedażą biletów na różne wydarzenia kulturalne i nie tylko. Zaznaczam - nie mówię o całej firmie, ale o jej polskim oddziale. Ile razy mam do czynienia z polskim Eventimem, tyle razy doświadczam tego, jak nieprawdopodobny bajzel tam panuje i jak bardzo mają w nosie klienta. Dwa kwiatki - jeden sprzed roku, drugi sprzed tygodnia (ale jeszcze nie zakończony).

1. Moja 15-letnia córka jest wielką fanką Eda Sheerana. Już rok temu kupiła za własne, odłożone pieniądze bilety na jego koncert w sierpniu na Narodowym. Koncert był super (tzn. ona tak mówi, ja nie byłem :-) - ale zderzenie z Eventimem... Ech.

Najpierw - kupno biletów. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że jak zaczyna się sprzedaż na koncert tak popularnego piosenkarza, to w pierwszej chwili szturm jest taki, że strony internetowe sprzedawcy siadają. Tak było w całej Europie. Tyle, że WSZĘDZIE indziej (sprawdzałem!) jak się wchodziło na taką przeciążoną stronę, to widniał na niej komunikat (po angielsku, niemiecku, francusku - w zależności od tego, czy weszło się na eventim.uk, .de czy .fr...) informujący, że trzeba CZEKAĆ - bo strona nie nadąża, ale "jesteś w kolejce", więc czekaj spokojnie. I rzeczywiście (sprawdzałem!) jak się spokojnie poczekało, to po kwadransie czy po pół godziny otwierał się panel, gdzie można było kupić bilety.

A na polskiej stronie? Guzik: nasi "fahoffcy" dali w tym miejscu napis typu "strona przeciążona, PROSIMY SPRÓBOWAĆ PÓŹNIEJ". Więc każdy próbował od nowa ładować stronę (F5) albo od nowa wpisywać adres, nie mając pojęcia, że w ten sposób ląduje za każdym razem na końcu kolejki oczekujących...

Potem - jak już udało się kupić bilety - przez PRAWIE ROK, niemal do ostatniego dnia przed koncertem, nie było dokładnie wiadomo, jak będzie z wejściem na Narodowy w przypadku osób niepełnoletnich. Córka szła na koncert z osobą dorosłą (rzecz prosta), ale ta osoba nie była członkiem rodziny, tylko znajomą. ...Naście telefonów do Eventimu - i za każdym razem inna informacja. Raz - że potrzebna pisemna zgoda od opiekuna prawnego. Innym razem - że także podpisana deklaracja o wzięciu odpowiedzialności od osoby, z którą nieletnia wchodzi. Raz, że na takim formularzu. Potem, że na innym. A ostatecznie i tak okazało się, że informacje udzielane przez Eventim miały się nijak do tego, czego wymagał organizator koncertu.

2. Tydzień temu - córka postanowiła, że chce iść na koncert Dawida Podsiadło. Umówiły się we cztery "fanki" (w tym jedna pełnoletnia). Kupujemy bilety. Podsiadło to nie Sheeran, więc na stronę dało się wejść od razu. Przechodzimy całą procedurę, dochodzimy do przelewu (z mojego konta). DotPay potwierdza, że płatność przyjęta, po czym przekierowuje z powrotem na stronę Eventimu, gdzie czeka na nas wiadomość "Przepraszamy, wystąpił błąd nie mogliśmy zrealizować zamówienia". Zonk.

Zaglądam na konto - płatność jak najbardziej ZOSTAŁA zrealizowana, czyli pieniądze poszły. Ale zamówienie - nie.

Jest godzina 19:00. Infolinia Eventimu działa do 18:00. Dzwonię następnego dnia, wyłuszczam sprawę nieco przestraszonej konsultantce. Sprawdza. Rzeczywiście, błąd, nie możemy zrealizować zamówienia, ale możemy spróbować kupić jeszcze raz.

Zaraz, a co z moimi pieniędzmi? Oni zwrócą się (!) do DotPay o zwrot kasy na moje konto.

Od tego czasu minął tydzień. Jestem po bodaj czterech telefonach do Eventimu. Dziś usłyszałem, że "z nieznanych (pani konsultantce) przyczyn przelew nie został zlecony. Więc teraz już ZOSTAŁ zlecony. I na pewno będzie najdalej we wtorek (!).

W "międzyczasie" na podany na stronie Eventimu adres wysłałem DWUKROTNIE maila z reklamacją, szczegółowo opisując całą sytuację. Cisza, nic, nawet głupiej odpowiedzi z automatu. "Drogi kliencie, wzięliśmy od ciebie pieniądze, biletów ci nie damy, pieniądze może kiedyś zwrócimy, a jak ci się nie podoba, to pocałuj nas w pompkę".

Żenujące.

Eventim

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 184 (190)

Podziel się pozytywnymi historiami na
WSPANIALI.pl

Piekielni