Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#91451

przez ~Lomzyniak ·
| Do ulubionych
Piekielne władze miasta.

Łomża, jak wiele z miast Polski x lat temu zaczęła budować ścieżki rowerowe, ciągi rowerowo-piesze itd. Nawet podpisano umowę z Nextbikem na wypożyczenie rowerów (jak dla mnie to głupota, bo Łomżę można przejść z jednego końca na drugi w ciągu max. półtorej godziny)
Wypadało by się z tego cieszyć, gdyby nie parę rzeczy, które za chwilę wyliczę.

1) ścieżki meandrują to po lewej, to po prawej stronie ulicy (wypisz wymaluj jak przepływająca koło Łomży Narew) - jako przykład podam ulicę Zawadzką (prześledźcie ją sobie na mapach Google.
2) skoro już o meandrach ścieżek wspomniałem, muszę też wspomnieć że potrafią zmieniać strony z chodnikiem w jednym ciągu z chodnikiem - przykład widoczny na ulicy Aleja Legionów.
3) oznakowanie - czysty dramat. Raz czerwona, raz szara, gdzie indziej tylko wytyczona farbą.
4) ścieżka potrafi się nagle rozpocząć i tak samo się skończyć - jako przykład ścieżka przy ulicy Piłsudskiego zaraz za rondem z ulicą Spokojną - ścieżka w tym miejscu prowadzi równo w bramę prywatnej posesji.
5) ścieżki wykonano z polbruku - było całkiem OK przez parę lat. Potem zaczęły się robić dziury i zapadliska. I już zostały.
6) ścieżki regularnie zarastają zielskiem - ulica Poznańska.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 67 (71)

#91444

przez ~kindybalista ·
| Do ulubionych
Taka historia ze szkoły mi się przypomniała.

Na technice mieliśmy zrobić projekt budynku. Kolega Grzesiek, klasowy celebryta i ulubieniec wszystkich, zaprojektował budynek, który kształtem przypominał męskiego członka. Reakcja pani:

- Hihihihi, oj Grzesiu, Grzesiu!

Ja również zaprojektowałem budynek o takim kształcie, bez żadnej konsultacji z Grześkiem, po prostu wpadłem na taki sam żarcik.

Reakcja pani - nieziemski opieprz przy całej klasie, uwaga do dziennika, wizyta u dyrektorki i wezwanie rodziców do szkoły.

Na szczęście rodzice normalni i sprawa rozeszła się po kościach gdy w obecności dyrektorki zapytali panią, dlaczego jej reakcje na projekt Grzesia i mój były tak diametralnie różne. Odpowiedzi niestety nie udzieliła.

szkoła równi i równiejsi

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 82 (98)

#91439

przez ~Mojpiesija ·
| Do ulubionych
Posiadam psa rasy pracującej. Przyznaję - piękny jest ten gnojek, przyciąga wzrok. Ze względu na rasę jest on szkolony od wieku szczeniaka, więc doskonale potrafi się zachowywać w mieście między ludźmi. Z tego powodu jedziemy regularnie przez pół Europy na treningi i szkolenia, początkowo pociągami.

Pewnego dnia siedzimy sobie z kolegą treningowym z Niemiec na dworcu przy jedzeniu, pies leży grzecznie pod stołem. Dosiada się parka do stolika obok i zaczyna się cmokanie oraz przywoływanie ze strony pani. Pies zachowuje się jak powinien, całkowicie ignorując ją. Ja mam go na oku, ale rozmawiam (po niemiecku) z kolegą. Pani odwraca się po kilku minutach do swojego partnera i pada tekst: „Ale ta baba jest *******, czemu nie usypia tego psa, skoro się męczy, bo jest głuchy?” Musiała być przekonana, podsłuchując rozmowę, że ja nie rozumiem. Próbuje mi na migi pokazać, co o mnie sądzi.

Ja się po prostu uśmiechnęłam do niej szeroko. „Pies wcale nie jest głuchy, tylko w przeciwieństwie do Pani doskonale wie, że cokolwiek dzieje się przy innych stołach, nie jest jego sprawą.”

Pani, wielce oburzona na mnie, próbuje podczołgać się pod stół do psa, bo jak on może nie chcieć być głaskany przez nią? Ja postawiłam nogę przed psa, chroniąc go przed nią, i kazałam zostawić mojego psa w świętym spokoju. Na co ona następne wyrzuty, że jeśli jest agresywny, że nie można go głaskać, to powinien mieć kaganiec i wcale nie wygląda na agresywnego. To było ostatecznie za dużo, więc poinformowałam panią, że pies nie jest groźny, ja jednak jak najbardziej i jeśli się nie odczepi od nas, to zaraz się o tym przekona.

Ona natychmiast uciekła stamtąd, jej partner, prawie dławiąc się ze śmiechu, rzucił mi ciche „Dziękuję serdecznie!” i pobiegł za nią.

Szczecin dworzec glowny

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 74 (90)

#91445

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Niemcy, pierwsza gospodarka UE, obecnie rządzona przez socjalistów, których głównym priorytetem powinien być z założenia dobrostan zwykłego obywatela. A jak to wygląda w praktyce?

Niedawno skontaktował się ze mną znajomy z prośbą o zorientowanie się w cenach usług polskich opiekunek. Wskutek komplikacji zdrowotnych jego ojciec stracił sprawność i z pełnego życia, samodzielnego człowieka zamienił się sparaliżowanego, niezdolnego do samodzielnej egzystencji i wymagającego stałej opieki inwalidę. Za kilka tygodni wypuszczą go ze szpitala do domu. Podawaniem leków i zmianą cewnika będzie zajmować się dochodząca pielęgniarka, natomiast potrzebna będzie stała pomoc przy codziennych sprawach: przygotowanie jedzenia i nakarmienie, toaleta, higiena, zabranie na spacer itd.

Ceny usług opiekunek mieszkających u podopiecznego wyglądają następująco: opiekunka przez agencję od €3000 wzwyż; prywatna opiekunka z własną działalnością około €2500; prywatna opiekunka na czarno €1800-2000. Ojciec ma około €1300 emerytury, co starcza mu opłaty za dom, lekarstwa, jedzenie i niewiele więcej. Syn zarabia €3000 z jakąś końcówką, Po opłaceniu mieszkania i kosztów życia w Monachium, odmawiając sobie wszystkiego, byłby w stanie wysupłać jakiś €1000. Nie starczy żadnym sposobem, zwłaszcza że trzeba będzie jeszcze pokryć koszty życia opiekunki, na co nie starczy emerytury ojca. Zarówno syn, jak i ojciec są jedynakami, więc nie ma innych członków rodziny, którzy mogliby partycypować w kosztach. Dofinansowania państwo nie przewiduje.

Przeprowadzka do ojca nie wchodzi w grę, gdyż ojciec mieszka pośrodku niczego w byłej NRD, gdzie syn ma marne szanse na znalezienie pracy, a swojej obecnej nie może wykonywać zdalnie (zresztą zarówno w pracy, jak i w mieszkaniu obowiązują go 3 miesiące wypowiedzenia, a rozwiązanie jest potrzebne na już). Ojca do siebie nie ma jak wziąć, gdyż wynajmuje małe mieszkanie, na 2 piętrze bez windy, kompletnie nieprzystosowane dla osoby niepełnosprawnej. Na większe mieszkanie przy obecnej wysokości czynszów nie jest w stanie sobie pozwolić. Poza tym i tak musiałby zatrudnić opiekunkę, która będzie zajmować się ojcem przez cały dzień, kiedy on będzie w pracy.

Drugą opcją byłby dom opieki. Tutaj również miesięczny koszt to około €3000. Plus jest taki, że pensjonariusz oddaje całą swoją emeryturę, ale jeśli roczny dochód dziecka nie przekracza €100 000, resztę dopłaca państwo (Poboczna piekielność - dowiedziałam się o tym od byłego szefa, którego matka przebywa w domu opieki - cena obejmuje zakwaterowanie, wyżywienie i opiekę, ale nie obejmuje już np. podstawowych środków higienicznych, które musi dostarczyć rodzina, bo seniorowi nie zostaje nic z emerytury. Jeśli ktoś nie ma rodziny, mydło czy pastę do zębów ma wziąć nie wiadomo skąd). Minus jest taki, że żeby państwo dopłaciło, cały majątek/ stan posiadania pensjonariusza nie może przekroczyć €5000 (czyli wyprzedaj wszystko łącznie z pierścionkiem zaręczynowym).

Tutaj problem jest taki, że ojciec ma dom. Dom znajduje się w byłej NRD, w regionie z którego ludzie masowo się wyprowadzają ze względu na brak perspektyw zawodowych i gdzie stoi mnóstwo pustych domów, w których nie ma komu mieszkać. W związku z czym domu nie da się sprzedać ani wynająć, gdyż zwyczajnie nie ma chętnych. Już pomijając to, że sprzedaż oznaczałaby pozbycie się dachu nad głową, czyli kiedy ojciec przynajmniej częściowo odzyska sprawność i będzie w stanie funkcjonować tylko z dochodzącą pomocą, nie będzie miał gdzie mieszkać. Bez sprzedaży państwo jednak nie dopłaci do pobytu w domu opieki, a na pokrycie całości kosztów syna nie stać.

Tak więc bądź przykładnym obywatelem, płać całe życie podatki i składki, a jeśli na starość zachorujesz i będziesz potrzebował pomocy, państwo stanie przed tobą otworem. Niestety tym drugim.

Niemcy

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (116)

#91448

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Dostałem właśnie ankietę z uczelni na której studiowałem. W skrócie chcą wiedzieć czy pracuje w zawodzie zgodnym z wykształceniem. Nadesłało ją biuro karier.

Pamiętam jak na licencjacie mieliśmy spotkanie z właśnie "doradcą karier".

Do sali weszła Pani niewiele straszą od nas. Z wyglądu taka ledwo po studiach magisterskich.

Pani Doradca spojrzała na nas i zapytała co studiujemy.

Gdy w odpowiedzi usłyszała "bezpieczeństwo narodowe" uśmiechnęła się pogardliwie i rzuciła: "a co wy niby chcecie po tym robić?"

No tak niesmacznie się zrobiło.

Studia

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (112)

#91443

przez ~Seniorzywbloku ·
| Do ulubionych
Kojarzycie kampanie, które kierowane są w stronę niewykluczania seniorów i pomocy im? Często pojawiają się na nich ludzie, którzy są samotni. Niektórzy jednak sami sobie na taki stan rzeczy zapracowali.

W moim bloku mieszka Pani Krysia, lat już bliżej 80 niż 70. Pani Krysia była jedną z najgorszych bab na bloku. Wszystko jej przeszkadzało. Dzieci na placu zabaw, źle (w jej mniemaniu) zaparkowany rower, auto sąsiada. Potrafiła znaleźć cokolwiek aby się przyczepić. Jej starszej córki nie znałam, ale z synem biegliśmy razem, chociaż był trochę ode mnie starszy. Ona go lała. W tamtych czasach to było jednak normalne, chociaż ja ani razu nie dostałam klapsa. Ale cóż, Pani Krysia była późną matką w jego przypadku i nie był on chcianym dzieckiem, a z przypadku, co podkreślała w rozmowach z moimi rodzicami. Cytując "Trafił się to jest".

On na podwórku potrafił dostać, bo zrobił coś co się jego matce nie podobało. Gdy miał możliwość wyjechał do szkoły z internetem pod pretekstem tego, że tam ma lepsze warunki do nauki niż w lokalnym liceum, a rozumu można było mu pozazdrościć. Obecnie kojarzę tyle, że pracuje dla zagranicznej korpo i ostatni raz u matki był kilka lat temu.

Ja u moich rodziców jestem co tydzień. Pani Krysia oczywiście przyjmuje to ze zdziwieniem. Potrafi mnie zaczepić, gdy idę z rodzicami na spacer i powiedzieć,że ja to wiem jak się zachować,a jej dzieci mają ją gdzieś. Nie wiem jaka była w stosunku do córki, ale synowi się nie dziwię.

Sąsiedzi też mają z nią kontakt na dzień dobry, nie chcą z nią rozmawiać. Nic dziwnego, gdyż moją mamę próbowała wciągnąć w jakąś gierkę i nastawić negatywnie do innej sąsiadki - Anety, która podobno śmiała się z naszego psa. Tyle, że w czasie gdy rzekomo mówiła to Krysi, Aneta była w sanatorium.

Innemu, młodemu sąsiadowi, przyczepiła się do wózka stojącego w częściach wspólnych. Część wspólna to rowerów nią/wózkownia i gdy ktoś zaczął ją wykorzystać na wózki, Pani Krysia straciła swój azyl, gdzie trzymała wszystkie "przydasie". Wcześniej uważała, że to jej piwnica, bo ona piwnice dostała najmniejszą, a moi rodzice mają nawet dwie! Drugą wydzierżawili na aukcji spółdzielni, gdzie nikt poza nimi nie chciał jej wziąć, bo była pod schodami.

O Pani Krysi pewnie też można by było nakręcić taką kampanię. Samotna staruszka, na którą wypięły się dzieci. A dlaczegóż taka jest? Nie bez powodu jak widać.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (124)

#91442

przez ~Jadzia ·
| Do ulubionych
Pracuję w instytucji bankowej.
Do moich zadań należy między innymi realizacja przelewów klientów - przelewy za rachunki, czy też po prostu przelewy na konta prywatne klientów.
I tak oto nadszedł zeszły piątek.
Klientka przyszła do mojej placówki kilka minut po godzinie 16.
Poprosiła o przelanie jej środków (załóżmy z Santandera) na konto w Credit Agricole.
Numer rachunku sprawdzony kilka razy, bo jednak żal byłoby ze swoich pieniędzy pokrywać stratę, gdyby doszło do pomyłki, a procedury zwrotu nieraz trwają i 48 godzin.
No i już, numer się zgadza, ostatni klik i przelew poszedł.
Jak wiecie, banki mają swoje określone godziny sesji wychodzących i przychodzących.

I co dalej?
Ano skarga.
Skarga dzisiaj, w poniedziałek o godzinie 7.
Skarga na mnie do Centrali.
Bo moją winą jest, że Credit Agricole nie zaksięgował klientce przelewu w piątek wieczorem.
Bo ja, pracując w Santander, powinnam mieć magiczne moce, rzucać zaklęcie "Hator, hator!" i sprawiać, że bank szybciej przyjmie przelew.

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 102 (114)

#91425

przez ~turysta ·
| Do ulubionych
A propos historii o nieodpowiedzialnych właścicielach psów.

W zeszły weekend byliśmy na wycieczce w Karknoskim Parku Narodowym. Potem aż musiałem sprawdzić - z psami można wchodzić, muszą być jednak prowadzone na smyczy. W sumie widzieliśmy 5 psów, z czego dosłownie jeden był na smyczy. Szlaki są miejscami bardzo wąskie, od strony rzeki (do której co oczywiste nie wolno wchodzić, mało tego, zejście do wody jest odgrodzone (co prawda dość prowizorycznie ale jednak), co jakiś czas stoją znaki, aby nie przechodzić za poręcz (strome zejście w dół).

Co robi jakaś młoda parka z psem? Oczywiście, weszli za ogrodzenie, podeszli do brzegu i rzucają psu patyka do wody. Po kilku rzutach pies wyszedł i słyszę jak laska mówi:
- Ty, patrz, jemu łapa krwawi.
- O, k... chyba sobie roz..bał o kamienie, dobra spierniczamy!

park narodowy

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (109)

#91431

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Żona i ja byliśmy tydzień w Karpaczu. 5 dni bywaliśmy w jednej z restauracji.

Ostatniego wieczora przy sąsiednim stoliku jadła para z chyba 6-cioletnią dziewczynką, która stawała bucikami na siedzeniu, była dość głośna, karmiona przez mężczyznę łyżką stołową, przy czym nieapetycznie rozmazywała jedzenie po twarzy. Spoglądała dość często przez oparcie na nasz stół, a para nie zwracała jej jakiejkolwiek uwagi. Dalej rozmawiałem z małżonką [po niemiecku], tylko spoglądałem na to z dezaprobatą, bo przeszkadzało bardzo.

Ni stąd ni zowąd odezwała się głośno ta kobieta, że jak nam się nie podoba, jak zachowuje się ich dziecko, to mamy spier...ć z powrotem do Niemiec, bo tu jest Polska. Powiedziała też o nas GESTAPO!!! Gdy ją chciałem uspokoić i wyprosiłem sobie tak podłe i obrażające zachowanie, niczym nie sprowokowane, dalej awanturowała się. Najgorsze jednak, że kelnerka zareagowała na tą scenę tylko mówiąc, że to przecież tylko dzieci i nie broniła spokojnych gości przed werbalną napaścią. Naturalnie opuściliśmy natychmiast ten lokal i noga nasza tam nigdy nie postanie i też nikomu nie radzę, tym bardziej, ze jest mnóstwo dobrych alternatyw.

Rasizm bywa też czasem po polskiej stronie.

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (144)

#91433

przez ~NiePamietamJakSieTuPodpisalam ·
| Do ulubionych
Czuję się bezradna i potrzebuję się wyżalić.

Jakiś czas temu pisałam tutaj historię o sąsiadach, którzy zostawiają rzeczy swojego dziecka na korytarzu (wózek, w zimie sanki, potem rowerek/hulajnogę). Ponieważ nie mam konta to nie wskażę teraz linka do tej historii, nie pamiętam nawet, jak się podpisałam. Niemniej jednak wspominałam o tym, że głupio mi donosić, żeby potem nie mieli do mnie pretensji. W komentarzach użytkownicy zachęcali mnie, by nie być biernym i całą sprawę zgłosić. Jednak wciąż się tego obawiałam, aż do dnia, gdy do dziecięcych rzeczy dołączyły rowery dla dorosłych. Na początku stały dwa, potem już tylko jeden. Ale fakt, że sąsiedzi zagracają klatkę coraz bardziej, zmotywował mnie by w końcu podjąć jakieś działania.

Napisałam więc do administratora budynku, wysłałam zdjęcia i poprosiłam o interwencję w tej sprawie. Administrator odpisał, że zobaczy co może zdziałać, a potem nie dawał żadnej kolejnej odpowiedzi. Rzeczy jak stały, tak stały.

Wyjechałam potem na urlop dwutygodniowy. Po powrocie musiałam skontaktować się z administratorem jeszcze w zupełnie innej sprawie (też piekielnej, ale nie aż do tego stopnia, by ją opisywać na tym portalu) i przy okazji wspomniałam, że rowery dalej stoją.

Dostałam odpowiedź od administratora, że nie ma on środków prawnych, by zmusić sąsiadów, by rowery usunęli.

Uznałam więc, że czas na kolejny krok i kontakt ze strażą miejską. Jednak jestem osobą, która bardzo boi się dzwonić i jeśli nie muszę to tego unikam. Napisałam więc do sekretariatu Straży Miejskiej, wysłałam zdjęcia (te, które wcześniej wysyłałam do administratora, a także aktualne).

Dostałam odpowiedź, w której dowiedziałam się, że:
1. Straż Miejska nie jest odpowiednim podmiotem do zgłaszania takiej sprawy, powinno zostać to zgłoszone na Straż Pożarną lub Policję - ok, jasne, to mogłabym w sumie zrobić, ale:
2. Z przesłanych przeze mnie zdjęć nie wynika jednoznacznie, że rowery blokują drogę ewakuacyjną - do tej pory myślałam, że nie można zostawiać nic na klatce, nawet małych rzeczy, ale widocznie Straż Ma inne zdanie.
3. Działania w tej sprawie powinien podjąć administrator budynku, bo na nim spoczywają obowiązki prawne w zakresie ochrony przeciwpożarowej.

No i głównie ten ostatni punkt sprawia, że zaczynam się czuć bezsilna, bo mogę próbować pisać czy, w najgorszym przypadku, dzwonić np. na Straż Pożarną, ale jak oni też stwierdzą, że powinien był się zająć tym administrator to będzie mi głupio. A jeśli w ogóle uznają, że robię dramę o nic i te rowery sobie mogą stać to jeszcze mogę ja zarobić mandat.

Jakieś porady, sugestie, cokolwiek?

Blok

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (99)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni