Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#86771

~porannakawa ·
| Do ulubionych
Do tej pory nie miałam żadnej piekielnej sytuacji, którą mogłabym tu opisać, ale mój chłopak przypomniał mi akcję sprzed kilku lat, którą dziś na pewno oceniam jako piekielną.

Mieszkam za granicą, w jednym z bogatszych krajów Europy zachodniej. Gdy tu przyjechałam przeżyłam mały szok związany ze swobodą obyczajową, ale nigdy nikogo nie oceniałam i nie potępiałam za sposób życia. Nie mam też nic przeciwko homoseksualistom, mam takich znajomych, przyjaźnimy się z parą gejów i nigdy nie myślałam o nich jak o zboczeńcach, sodomitach i tym podobnych.

Kilka lat temu na początku mojego pobytu tutaj pracowałam w kawiarni. Jedna z moich koleżanek była lesbijką, taką dość stereotypową, o męskiej aparycji i sposobie bycia. Nie przepadałam za nią, bynajmniej nie z powodu orientacji, tylko dlatego, żeby była bardzo niesympatyczna, miała agresywne usposobienie zarówno w stosunku do klientów, jak i personelu. Często krzyczała, gnoiła nowych pracowników w dodatku miała tendencję do odlotów, kiedy potrafiła przez godzinę gadać jakieś głupoty na wszelkie możliwe tematy, totalnie nie słuchając rozmówcy i nie przyjmując żadnych argumentów.

Raz siedziałam z nią w pracy i ponieważ nie było klientów zaczęłyśmy gadać o sprawach prywatnych. Wiecie, kto z kim żyje, jakie ma mieszkanie, gdzie, ile płaci, jak dojeżdża do pracy. Nic szczególnego. Od słowa do słowa koleżanka zaczęła opowiadać, że niedawno rozstała się z kobietą, która zostawiła ją dla młodszego faceta. Starałam się powiedzieć jej coś miłego, aby ją pocieszyć, a ona wpadła w jeden ze swoich odlotów i zaczęła mi opowiadać o swoim życiu intymnym, dokładnie opisując, jak, gdzie i ile razy dziennie uprawiała seks ze swoją byłą. Głupio mi się zrobiło jak cholera, bo uważam, że na takie tematy, jeśli w ogóle się z kimś rozmawia, to tylko z bardzo bliskimi przyjaciółmi. Chciałam jej delikatnie zwrócić na to uwagę i powiedziałam coś w stylu, że może jej była dziewczyna nie chciałaby, aby opowiadała o ich pożyciu obcym ludziom. Z tego tylko powodu zostałam z marszu zwyzywana od pruderyjnych wieśniar, homofobek, katolickich cnotek i hipokrytek. Odebrało mi mowę, oczywiście atmosfera skisła na resztę dnia, a i później byłam traktowana przez nią, jak wróg publiczny numer jeden. Mało tego, jakiś tydzień później wylądowałam na dywaniku u szefa, który czy mam jakiś problem z tym, że muszę pracować z lesbijką. Poczułam się jakbym dostała w twarz i zapytałam, czemu tak uważa. Powiedział, że koleżanka poskarżyła się, że czuje moją wrogość, prawię jej morały i nie chcę słuchać o jej orientacji. Nakreśliłam mu sytuację z mojej strony, powiedział na koniec, że rozumie, ale powinnam unikać kłótni ze starszymi stażem pracownikami. To wszystko kompletnie odebrało mi radość z pracy i gdy tylko znalazłam nową pracę zwolniłam się.

zagranica

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (76)

#86776

(PW) ·
| Do ulubionych
Tym razem to ja byłem piekielnym. Przed skrzyżowaniem, z ostrym łukiem, na obwodnicy pewnego miasta jechały sobie spokojnie dwa zestawy, jeden za drugim w pewnej odległości. Ruch spory, udało mi się przeskoczyć jeden i nie ryzykowałem próby wyprzedzania drugiego pomimo sporego zapasu mocy (motocykl). Na dwóch kołach kierunkowskaz nie odbija jak w samochodzie, więc zjeżdżając z tego skrzyżowania musiałem go pyknąć. Gruba rękawica plus klakson umiejscowiony przy kierunkowskazie i wyszedłem na poganiacza, nerwusa, frustrata. Przepraszam i dziękuję za zrobienie miejsca do wyprzedzania.

gdzieś na drodze

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 48 (54)

#86746

~200489 ·
| Do ulubionych
Chytre złotówy.

Przez kilka miesięcy jeździłem do pracy taksówkami. Miejsce, w którym wysiadałem, było jakieś 20 metrów za tablicą wyznaczającą początek drugiej strefy. Większość kierowców nie świrowała pawiana i nie włączali wyższej taryfy na te 20 metrów, ale kilku było cwaniaczków, którzy włączali i mimo że w drugiej strefie przejechałem tylko 20 metrów, to naliczało jak za cały kilometr. Pomyślałem, zagram pazernym złotówom na nosie. Nie chodziło mi o te grosze, bo zwykle i tak płaciłem z zaokrągleniem do góry, ale o zasadę. Nienawidzę cwaniactwa.

Jeździłem na tej samej trasie i w tych samych godzinach, korzystałem z jednej firmy, więc kierowcy na ogół byli ci sami. Zapamiętałem, którzy kierowcy są normalni, a którzy są cwaniaczkami. Tym drugim kazałem się zatrzymywać dokładnie przed tablicą i tam wysiadałem. Specjalnie wypłacałem wieczorem gotówkę, płaciłem banknotami i żądałem wydania reszty co do grosza. Tym normalnym płaciłem różnie, albo gotówką albo kartą, ale zawsze z zaokrągleniem do góry. Zapłacić 30 zł zamiast 26 to dla mnie nie problem, a cwaniactwa nienawidzę.

taskówkarze złotówy

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 51 (73)

#86829

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira".


Odchodzę dziś chwilowo od wiecznej wojny na linii osobowe vs ciężarowe. Dziś będzie o relacjach magazynier/firma rozładunkowa vs kierowca. Może jest tu ktoś, kto pracuje na tym stanowisku i potwierdzi takie akcje?

Rozładunek w Mysłowicach. Dojeżdżam ok. godzinę przed awizacją, zostaję wpuszczony na plac. Idę z dokumentami do biura (jeszcze ie było koronawirusa). Jestem zadowolony, bo od razu dostałem numer rampy i podstawiam się do rozładunku. Pierwszy zgrzyt się zaczął, kiedy pracownicy magazynu rozładowaniu palet stwierdzili, że "coś im nie pasuje". Dobra, czekam na magazynie i przyglądam się ich pracy. Zaczęli rozpakowywać wszystkie palety, z niejednej zabrali część towaru, żeby przełożyć na inną itp. Po godzinie poprosiłem grzecznie o przyśpieszenie, bo zostało mi 40 minut czasu pracy (czas nocny!). Wtedy przyszedł Pan Kierownik i powiedział, że on przyjmie tylko 10 palet z 30, bo na pozostałych zamówienie nie pokrywa się z dokumentacją (nie uczestniczyłem w załadunku). Jestem w szoku, ale ok, dzwonię do spedytora i wyjaśniam mu sprawę. Po chwili wracam i widzę, że 4 palety już są z powrotem na mojej naczepie. Zatrzymuję operatora wózka widłowego i żądam wyjaśnień. Usłyszałem, że pakują nieprzyjęty towar i mam go zabrać z powrotem, bo oni mają zapis w umowie z kontrahentem, ze w razie odmowy przyjęcia towaru, przewoźnik zabierze go z powrotem. Spoko, ale moja firma tego zapisu nie ma w swojej umowie, dlatego zablokowałem rampę swoim ciałem i zabroniłem dalej ładować. Operator się wkurzył i próbował mnie postraszyć, podjeżdżając szybko i w ostatniej chwili hamując. Szybko mu wyjaśniłem, że jeśli mnie dotknie paletą, dzwonię po policję i zgłaszam wypadek. W tym momencie przyszedł kierownik i powiedział, że jak nie zabiorę tego towaru, to mnie nie wypuszczą z terenu firmy. Szybka konsultacja ze spedytorem i jest decyzja: mam zostawić im towar, nie brać dokumentów i wyjechać. Spedycja odzyska pieniądze drogą sądową, o czym poinformowałem rozładowcę. Odjechałem od rampy, podjeżdżam do ochrony, która nie chce mnie wypuścić bez papierów. Trudno, wracam się po dokumenty, ale dowiaduje się, że nie wydadzą ich bez zabrania towaru. Szybki telefon do spedytora i decyzja. Dzwoń po policję. Zadzwoniłem i czekam. Dyżurny obiecał przysłać patrol za 20 minut. Niestety, w międzyczasie spedytor dogadał się z kontrahentem odnośnie pieniędzy i nakazał odwołać policję i zabrać towar.

Dlaczego firmy rozładunkowe uzurpują sobie prawo do przetrzymania auta i kierowcy na placu?

"tir" załadunek rozładunek policja prawo

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 29 (39)

#86793

(PW) ·
| Do ulubionych
Jechałam spokojnie ok. 45-55 km/h. Na chodniku z mojej prawej strony równolegle do mnie i w tę samą stronę jechała rowerzystka. Jestem kierowcą, który raczej trzyma się środka swojego pasa, niż jego prawej strony i to rowerzystce uratowało życie.

Przy najbliższym wspólnie mijanym przez nas wjeździe na czyjąś posesję (najwidoczniej czekała na miejsce bez krawężnika) zjechała bez ostrzeżenia na ulicę pomiędzy mnie a krawężnik, zmieniając kierunek jazdy i po ulicy przejechała pod prąd długość do następnego wjazdu na posesję, po czym tym samym chodnikiem pojechała w drugą stronę.

Jadąc nawet te 45 km/h nie byłabym w stanie wyhamować, gdyby wjechała mi centralnie pod koła.

Historia przypomniała mi się tak, a propos wiszących wciąż przepisów o pierwszeństwie pieszych mających zamiar przejść przez jezdnię, które miały wejść w życie od 01.07., ale znów wróciły do sejmu.
Jeżeli ktokolwiek z was uważa, że kierowcy jeżdżą za szybko albo wymusza na pasach, bo "ile można czekać aż się ktoś zatrzyma", to niech pamięta, że może i część kierowców właśnie tak się zachowuje, ale epitafium "miałem pierwszeństwo" wygląda kiepsko...

przepisy rowerzyści kierowcy piesi

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 89 (97)

#86697

~Nodegamra ·
| Do ulubionych
No cóż, nie ukrywam, że od kilku dni trzęsie mnie cholera.

Problemy z tą stroną zaczęły się w momencie, gdy - zamiast dotychczasowej wesołej rameczki w niebieskim kolorze - wokół pisanego komentarza pojawiła się gruba czarna krecha, zdecydowanie bardziej odpowiednia dla prasowego nekrologu. Nawet kursora nie widać na początku wiersza, gdyż - jako że jest również czarny - dokładnie zlewa się z ramką.

Później zaczęły się dziać przeróżne cuda.

Cud nr 1. Piszę sobie komentarz. Dość długi wyszedł, natrudziłam się, zadowolona z siebie klikam w "wyślij". A tu ZONK! System "zapodaje" mi... MUSISZ BYĆ ZALOGOWANY. Coś mi tu nie gra, bo ja zwykle nie zamykam strony i nie wylogowuję się wcale, ale sprawdzam, bo może skleroza mnie jakaś dopadła? Przewijam stronę w górę i co widzę? JESTEM ZALOGOWANA! No to ja się pytam, jak można się drugi raz zalogować już zalogowanym nickiem? Nie pozostało mi nic innego, tylko WYLOGOWAĆ się, żeby móc się zalogować ponownie. Oczywiście komentarz poszedł na pastwisko, bo nie chciało mi się trudzić po raz drugi.

Cud nr 2. Loguję się do systemu. JESTEM ZALOGOWANA. Czytam komentarze, chcę któryś ocenić. Klikam w plusik - i znów to samo! MUSISZ BYĆ ZALOGOWANY! Noszszszsz...! Sprawdzam. Tym razem, istotnie, JUŻ NIE JESTEM zalogowana. System wylogował mnie sam.

Cud nr 3. Zauważam pewną prawidłowość. W przeciągu kilku sekund od momentu zalogowania, na stronie pojawia się komunikat w ramce.

"Drogi użytkowniku, od dnia (bla, bla, bla,) obowiązuje nowy system ochrony danych osobowych (bla, bla, bla), jeśli wyrażasz zgodę - kliknij tu i ówdzie."

Każdy doskonale zna te ramki i te powiadomienia. Jeśli chcesz korzystać ze strony - musisz wyrazić zgodę na przetwarzanie danych. Klika się w to automatycznie. Wszystkie portale internetowe już dawno zweryfikowały swoich użytkowników. Stałych i przypadkowych. Piekielni też. A tu nagle, na stronie pojawia się ten komunikat kilka(naście) razy dziennie. I, oczywiście, w momencie jego pojawienia, niczego już na stronie zdziałać nie możesz, dopóki nie klikniesz "akceptuj". A jak już klikniesz -nagle okazuje się, że cię system sam wylogował. I tak się można bawić kilka razy z rzędu, dopóki cię szlag nie trafi i dajesz sobie spokój. Krótko mówiąc - i masz konto, i go nie masz.

Cud nr 4. Wylogowuję się całkiem. Nie ma mnie w systemie. Zamykam kartę. Po jakimś czasie (kilka godzin) otwieram kartę i co widzę? Nie, nie jestem na stronie głównej Piekielni.pl, tylko na swoim własnym koncie, w zakładce "komentarze". Tyle że niezalogowana.

Cud nr 5. Podejrzewając kłopoty, zdecydowałam się na wysłanie tej historii pod nickiem tymczasowym. No więc, wchodzę sobie w "dodaj", wyświetla się duża ramka do pisania tekstu. Po lewej, u góry, mam informację "podaj nick", a obok niej mała rameczka do wpisania tego nicku. Wprowadzam kursor w rameczkę, klikam... kursor miga, a poniżej ukazuje się druga rameczka z SUGEROWANĄ nazwą użytkownika. Wygląda to tak, jak bym już kiedyś dodawała historię pod tym właśnie nickiem, a system mi go wyświetla, żebym się nie musiała fatygować ponownym jego wpisywaniem. Ten nick to "gównowsreberku". Pamiętam, że ktoś kiedyś (całkiem niedawno) publikował pod tym nickem (chyba tymczasowym, ale nie mam pewności). Tym kimś NA PEWNO nie byłam ja. Ani na tym portalu, ani na żadnym innym, zresztą.

Moje pytanie (niejedno) do użytkowników brzmi.

Czy też macie od jakiegoś czasu czarne ramki dla komentarzy? Czy ktoś miał podobne problemy w korzystaniu z tej strony? A może to mój laptop zwariował?

Armagedon

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (96)

#86781

~tapeciara ·
| Do ulubionych
Historia #86755 użytkowniczki Surinam przypomniała mi sytuację sprzed kilku lat, kiedy byłam na urlopie macierzyńskim.

Pracowałam przed porodem hotelu na recepcji. Gdy mój szkrab miał jakieś 4 miesiące zadzwoniła do mnie szefowa, nie pamiętam o co dokładnie chodziło, ale musiałam podpisać jakieś papiery i chciała omówić kwestię mojego powrotu do pracy. Strasznie jej się spieszyło i zapytała czy mogę przyjść w ten sam dzień, najlepiej w ciągu 2 godzin, bo potem idzie do domu. I tak miałam iść z małym na spacer, a hotel miałam stosunkowo niedaleko, więc postanowiłam, że podejdę. Pamiętam jak dziś, że było dość gorąco. Przyszłam i od progu usłyszałam od koleżanek z recepcji:

- Matko jedyna, jak ty przytyłaś! - no fakt, nie zrzuciłam jeszcze dodatkowych kilogramów po ciąży, zostało mi wtedy jakieś dodatkowe 5kg, łącznie 10kg nadwagi, bo przed ciążą byłam grubawa. Popytałam koleżanek, co tam słychać w pracy, chcąc zmienić temat, no bo wiedziałam, że mam spory balast, ale po co o tym gadać? Niestety, rozmowa dalej kręciła się wokół tego, że jestem gruba, dlaczego jeszcze nie schudłam, dlaczego nie pójdę na siłownię lub nie zastosuję jakiejś diety cud. Nawet mi się nie chciało komentować, więc poszłam do gabinetu szefowej. Ta na dzień dobry:

- O, cześć! Ojej, ale kulka z ciebie!
- Ok, co pani ode mnie potrzebuje?
- No, no, spokojnie... nie obrażaj się... a słuchaj, ty taka spocona to zawsze chodzisz?
- Nie, tylko jak jest taki upał na dworze.
- O, jaka dowcipna... włosy też widzę nieumyte!
- Umyte, umyte, spociła mi się głowa.
- I odrost masz...
- Mam, bo włosy mi zmarniały po porodzie, nie chcę na razie niszczyć farbą.
- A ty zawsze taka elegancka byłaś, a tu taka sukienka jakaś workowata.
- Upał jest...
- No, upał upałem, ale popatrz, ja jestem elegancko ubrana
- Mam z dzieckiem na spacer chodzić w garsonce?
- Jeszcze się przyzwyczaisz i będziesz tak do pracy przychodzić!

Podpisałam, papiery, wyszłam i prawie się popłakałam. Wiem, że po ciąży nie wyglądałam jak milion dolarów, ale ubierałam się schludnie i kobieco, nigdy nie chodziłam brudna, zawsze miałam lekki makijaż i nie nigdy nie używałam małego dziecka, jako wymówki dla zaniedbania. Nie wiedziałam, po co te docinki, nie przyszłam do pracy, tylko w wolnym czasie, a rozliczano mnie z każdemu mankamentu urody.
Po powrocie do pracy koleżanka opowiedziała mi, że jeszcze następnego dnia personel żył tym, że jestem gruba i przyszłam w brudnych włosach. I dodała:

- Żebyś ty widziała jaką one miały satysfakcję, jak to opowiadały... śmiały się, że już taka ładna nie będziesz po tej ciąży.

Nie wiem, co to miało być? Zazdrość? Zawiść? Bezinteresowna złośliwość?

hotel

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 97 (123)

#86822

~wkurzona134 ·
| Do ulubionych
Od marca siedzę w domu i to dosłownie, wychodzę 1-2 razy w tygodniu albo wcale. I od tego czasu bardzo irytuje mnie pani listonosz. Wkurza mnie jej lenistwo i lekceważące podejście do swojej pracy. Otóż często zastaje w skrzynce awizo. Pani jest na tyle leniwa, że podjeżdża pod furtkę, trąbi i przez uchyloną szybę wrzuca wszystko do skrzynki. Mieszkam w piętrowym domu plus do furtki od drzwi też kawałek drogi przez podwórko jest. Jeśli akurat jestem w domu na piętrze nie mam szans zdążyć, pani bardzo się stara, żeby zrobić to w tempie sprinterskim. Skargi nie pomagają, raz nawet zwróciłam uwagę, dlaczego nie przyjdzie do drzwi, tylko rzuca awizo to bezczelnie skłamała, że ona zawsze dzwoni, puka do drzwi, jak nikt nie wychodzi.

To dziwne, bo ani razu nie odebrałam poczty tak jak to powinno być przy drzwiach. Zawsze odbieram ją na ulicy przy furtce przez lekko uchyloną szybę. Mam dość, dzisiaj wpadłam na pomysł, żeby jeździć na pocztę od razu jak wyjmę awizo ze skrzynki, ciekawe jak wtedy będą mi tłumaczyć, że mnie w domu nie było, może to coś pomoże. Co ciekawe kiedy czasami jest inny listonosz to poczta jest dostarczana normalnie.

poczta polska

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 72 (82)

#86799

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem operatorem koparki, tak słowem wstępu...

Obecnie pracujemy w miejscowości X na mazurach. Droga wąska częściowo prowadzi przez mały "lasek". Budowa oznaczona że są roboty drogowe i ograniczenia. Powiem wam, że nigdy nie spotkałem tylu agresywnych i piekielnych kierowców co tutaj. Są to w większości kierowcy z Warszawy/Gdańska i innych dużych (i mniejszych) miast których to mieszkańcy przyjeżdżają na wypoczynek.

Poniżej postaram się opisać typy tych "kierowców" :

1. Z drogi śledzie! - zazwyczaj jest to tylko kierowca lub cała wesoła rodzinka który dojeżdżając do budowy już z daleka gestykuluje jaki jest zadowolony z tego powodu. Dochodzi do tego mruganie światłami bądź trąbienie. Ostatnio przejeżdżając podszedł do nas kierowca samochodu z wielkim żalem że: Naszym zas***** obowiązkiem jest go puścić.

2. Śpieszy mi się! - tych kierowców jest najmniej (najczęściej kurierzy) ale zdarzają się i tacy, mimo wyżej wspomnianych oznaczeń o robotach i ograniczeniach prędkości Ci kierowcy lekceważą sobie owe ograniczenia i gnają jak opętani swoimi pojazdami, często mieszcząc się na styk między drzewami a sprzętem, nie wspominając nawet o ludziach którzy pracują poza sprzętem.

3. Może się zmieszczę! - ostatni typ jednak najbardziej upierdliwy. Kierowcy którzy próbują się przecisnąć przy drzewach czy nawet w luźniejszym miejscu przy sprzęcie w momencie gdy jest on "w ruchu".

Dla porównania, kierowcy z tej miejscowości czy okolicy potrafią się zatrzymać i poczekać minutę czy dwie do momentu swobodnego przejazdu.

Apel do tychże kierowców:

Dojeżdżając do takich robót, zwolnijcie, zachowajcie szczególną ostrożność bo nie wiecie co operator ma w planach i czy was widzi (w przeciwieństwie do was nie mamy takiego pola widzenia) czy pracownik fizyczny nie wyjdzie wam przed maskę bo was nie zauważy. A jeżeli jest taka potrzeba zatrzymajcie się i wytrzymajcie minutę czy dwie, przez ten czas nie zajmą wam miejsca na parkingu czy plaży. Koparka nie jest mega stabilna więc przeciskając się na styk możecie uszkodzić sobie samochód. Darujcie sobie mruganie i trąbienie bo go też nic nie da.

Miało być krótko ale niestety nie wyszło. Wszystkich którzy doczytali do końca pozdrawiam i życzę miłego dnia!

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (113)

#86742

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostrzegam przed internetową drogerią Horex, jeśli nie chcecie zostać oszukani tak jak ja.

Tytułem wstępu : Jestem włosomaniaczką - moja czupryna to dla mnie świętość, i z wielką radością testuję coraz to kolejne kosmetyki do jej upiększenia - a mam jeszcze większego bzika na jej punkcie od dnia napaści, opisanej jakiś czas temu wstecz (niewiele brakowało abym skończyła z łysym wygolonym plackiem na głowie, bo chirurg chciał mi zafundować strzyżenie w ramach szycia).

13.06.2020 złożyłam dość spore zamówienie i opłaciłam je z góry. Minął weekend, żadnej wiadomości od InPostu o wyruszeniu przesyłki w drogę na moje lube Pustki Cisowskie...

Po e-mailowym dopytaniu o moje zamówienie w dniu 17.06.2020 dowiedziałam się, że paczki będą nadawane od 22.06 ze względu na "awarię systemu".

Jak łatwo się domyślić, 22.06 także głucho i cicho na temat przesyłki. Telefon podany na stronie drogerii był wyłączony, poczta głosowa pełna.
Po przedyskutowaniu tematu z przyjaciółką postanowiłam przegrzebać facebookową stronę tego przybytku.

Co się okazało? Niektóre Panie czekają na swoje zamówienia od maja (tu już puściłam wiąchę godną parobka).

Udało mi się dzisiaj dodzwonić do tego bajzlu.
Dziewczę w słuchawce na pytanie o zwrot pieniędzy bądź wysłanie przesyłki nie jest w stanie określić logicznego terminu. Według niej mogę otrzymać pieniądze nawet za miesiąc.

Jak kiedyś pisałam - wcuurwiona Hermiona jest gorsza od wszelkich plag egipskich.

Kwota jest za poważna aby puścić to płazem.
Jeszcze dziś będę składać na komisariacie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa (286 k.k)

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 91 (109)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni