Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#87616

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o żmijowatej siostrze mojego partnera.

Zacznę od tego, że pochodzę z małej pomorskiej wsi. Mój tata jest Polakiem, a mama pół Polką pół Niemką (dziadek był Niemcem). Dwa lata temu przeprowadziłam się do Bremy i jakoś 5 miesięcy po tym poznałam Andreasa. Andreas jest 11 lat starszy ode mnie, ja mam 31 lat, a on 42. Jego rodzice bardzo cieszyli się, że poznał kogoś o kim myśli poważnie. Siostra mojego wybranka, jednak nie była zadowolona wyboru brata.

Zacznijmy od absurdów, które wygłosiła w manifeście sprzeciwu wobec naszego związku:

- Jestem dla niego za młoda, na pewno myślę tylko o imprezach,
- Ich rodzina to agnostycy, a ja na pewno jestem katoliczką, bo wszyscy Polacy to katolicy i z tego powodu nasz ślub to głupota (Wcale nie jestem katoliczką, a ateistką :D)
- Zmyśliłam, że mam dziadka Niemca, ponieważ chcę zdobyć uznanie,
- Podobno mam zamiar ograbić go z całego majątku (Andreas jest bogaty, z zawodu jest architektem),
- Chcę go naciągnąć na dziecko i wyciągnąć jak największe alimenty,
- Na pewno nie mam wykształcenia, więc nie jestem na takim samym poziomie co on (Skończyłam studia na kierunku finanse i pracuję w banku :D),
I uwaga, uwaga! Najbardziej absurdalny powód:
- Siostrunia jest zamężna z obcokrajowcem (Portugalczykiem), więc Andreas nie może wziąć ślubu z kimś spoza kraju, ponieważ ktoś w rodzinie musi zachować ciągłość niemiecką :D.

Ostatecznie ich rodzice kazali jej się uspokoić i mnie przeprosić. Andreas uciął z nią kontakt i powiedział co myśli o jej zachowaniu. Natomiast ona oświadczyła, że nie przyjdzie na nasz ślub.

Chyba nie będziemy z tego powodu płakać.

Niemcy partner

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (123)

#87594

(PW) ·
| Do ulubionych
O kurierach, no bo o czym...

Konkretnie o kurierze z firmy której właścicielem jest łysy, bogaty pan.

Sytuacja miała miejsce kilka lat temu ale co jakiś czas podobne zgrzyty się zdarzają. Teraz będzie o tym "najmocniejszym".

Rzecz dzieje się w jednym z większych miast Niemiec. Zamówiłem mamie nowy telefon, drogi, bajerancki. Dostawa miała być za X dni. W dniu X dokładnie śledziłem status paczki na stronie delikwentów. Dochodziła godzina popołudniowa, chciałem akurat wynieść śmieci, więc klucze w łapę i do windy.

Niestety do śmietników nie dotarłem, ponieważ przy drzwiach do windy, do których dostęp miałby każdy porządny i mniej porządny sąsiad, leżało zawiniątko zaadresowane na nazwisko mamy. Sprawdziłem jeszcze maila, no jest wiadomość o dostarczeniu, lecz bez mojego potwierdzenia w formie parafki. Jednym słowem telefon leżał i pachniał, czekając na czyjeś lepkie rączki.

Atmosfera w domu, jak i na słuchawce z infolinią była dość gęsta, a że mama nie w ciemię bita, trzymała się wersji, że telefon nigdy do niej nie dotarł. Poskutkowało to zwrotem pieniędzy za telefon, co było może nie do końca zgodne z sumieniem, ale jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubańczykom.

Ja 1:1 doręczyciel dręczyciel z Amazonki

Jak się dobrze przyjmie, będzie więcej przygód.

Niemcy

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 91 (137)

#87592

~GajazCzekolady ·
| Do ulubionych
Godziny dla seniorów. Mieszkam w miejscu, gdzie mieszkańcami są przeważnie osoby starsze. Do Biedronki, czy Lidla jest kawałek drogi, wiec większość kupuje w sklepie osiedlowym i Żabce.

Moja sąsiadka nie chodzi za zakupy w godzinach dla seniorów. Jej prawo. Jej odpowiedź na pytanie: "dlaczego wtedy nie robi zakupów" lekko zwaliła mnie z nóg.

- "Bo jak będą sami starzy ludzie w kolejce, nikt mnie nie przepuści z zakupami".

Nasza kultura każe szanować osoby starsze, szkoda ze bez wzajemności.

Zabka sasiadka

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (138)

#87612

(PW) ·
| Do ulubionych
Jadę samochodem przez Tarczyn a z pod remizy OSP strażak wygrania śnieg na środek drogi.

I się zastanawiam, czy to imbecyl który nie widzi zagrożenia jakie tworzy taką górą śniegu na środku drogi czy jednak myślący człowiek który zaraz stworzy wypadek i będzie miał wezwanie i pracę pod nosem

Tarczyn osp

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 89 (119)

#87620

(PW) ·
| Do ulubionych
Weekendowe obserwacje.
Rozumiem, że ludzie są spragnieni spacerów po lesie. Trudno, chodzę z psem wieczorem, bo tłok na ścieżkach czasami taki, jak na deptaku w mieście.
Z trudem, ale rozumiem, że można drzeć ryja (tzn. rozmawiać ze znajomymi) i puszczać luzem swoje kundle w sweterkach, nie zauważając na to, że parking (leśny) jest pod czyimś oknem, a podwórkowy kundel mało nie wyjdzie z siebie i nie stanie obok, bo narusza się mu terytorium.
Braki w wychowaniu niektórych osób widuje się nie tylko w lesie :)

Rozumem, że dawno nie było śniegu, jest cudnie i każdy chciałby nacieszyć oko.
Z trudem jestem w stanie zrozumieć, że komuś sprawia frajdę "kulig" saneczkowy za samochodem (łatwo o wypadek, a wdychanie spalin mało zdrowe).

Ale kur...a, co trzeba mieć w głowie, żeby zostawić rozpalone ognisko w lesie? Wokół nie było nikogo, paliło się już ładnie, wiał wiaterek, który w każdym momencie mógł przenieść ogień na okoliczne suche krzaki.
Ludzka bezmyślność chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.

idioci w lesie

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (146)

#87580

(PW) ·
| Do ulubionych
Godziny dla seniorów - temat rzeka.
Któregoś dnia wybrałam się do sklepu. Godziny popołudniowe. Stoję w kolejce do kasy. W ręce trzymam kilka produktów i czekam aż pani za kasą mnie obsłuży.
Za mną ustawia się piekielny dziadek. Nie tyle stoi, co wisi mi na plecach. Dosłownie. Zaczynam chrząkać. Może pan się zamyślił czy coś?
- Jak się jest chorym to się siedzi w domu, a nie po sklepie biega! - dziadek nie krył oburzenia.
- Są godziny dla seniorów. Jak się panu coś nie podoba to proszę chodzić do sklepu miedzy dziesiątą, a dwunastą.
- Ja wtedy nie mogę! Mam ważne sprawy w telewizji!

Ehhh...

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (145)

#87570

(PW) ·
| Do ulubionych
Parę lat temu postanowiłem sobie na święta zafundować wymianę monitora na tzw gamingowy. Był to monitor z wyższej półki więc swoje kosztował.

Jako że nie lubię przepłacać za towar - zerkam sobie do porównywarki cenowej, a tam jak każdy wie na samej górze - ceny podejrzanie niskie - więc omijam i dolatuję do sklepu który mi cokolwiek mówi: Media Markt. Dobra cena więc zamawiam - opłacam i czekam.

(...)

Mija tydzień - nic, więc dzwonię z awanturą - "gdzie mój monitor". Oni zakłopotani odpowiadają : "że mają okres świąteczny i statusy na stronie im się nie zaktualizowały więc mogą mi oddać pieniądze".

Wkurzony szukam dalej - zauważyłem że oferty nieco gorsze od Media Markt poznikały i pozostały już takie o ponad 100zł droższe. Ominąłem kolejne podejrzane sklepy i doszedłem do OleOle, które miało znośną cenę.

Miałem więc już próbować kupić, kiedy przypadkiem odkryłem że ten sklep prowadzi fajną promocję pod hasłem:
"jeśli znajdziesz produkt w niższej cenie niż u nas - to obniżymy Ci cenę do ceny którą znalazłeś i dodatkowo obniżymy jeszcze o 2%".
Jako że w Świętego Mikołaja nie wierzę - szukam regulaminu promocji - i jest tak jak przypuszczałem w regulaminie jest lista sklepów których ceny można przyrównywać, w związku z tym nie będę mógł podać ceny z "podejrzanego sklepu" - ale takie Media Markt na liście już jest.

Postanowiłem skorzystać na bałaganie w Media Markt i z brakiem aktualizacji ich statusów produktów na stronie.
Jako, że Media Markt już 1,5 tygodnia później nadal nie zmienił statusu produktu na stronie postanowiłem spróbować. Dzwonię do sklepu i powołuję się na promocję i że na stronie Media Marktu monitor jest dostępny w lepszej cenie - przy tym oczywiście nie wspominając o tym że próbowałem tam kupować :DDD

Sklep kazał mi wysłać zgłoszenie mailem z linkiem do produktu na stronie sklepu. Obiecali zweryfikować w ciągu 24 godzin i odpowiedzieć.

Czekam 2 dni licząc, bez odpowiedzi - więc dzwonię. Obiecują oddzwonić. Już sobie myślę, że nic z tego nie wyjdzie, że będą "obiecanki cacanki" z tymi telefonami.

Następnego dnia dzwonię jeszcze raz i dowiaduję się, że jest pozytywna decyzja!!!

Jeszcze kilka dni się z tym zeszło zanim wysłali towar ale koniec - końców dostałem monitor z pewnego źródła w cenie o 2% niższej niż w Media Markcie.

Piekielny sklep/sklepy, czy piekielny kupujący - odpowiedzcie sobie sami.

piekielny_sklep piekielny_kupujący promocje

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (139)

#87569

(PW) ·
| Do ulubionych
Zainspirowana historią o problemach z operatorem, postanowiłam opisać moje problemy z różową siecią z T w nazwie. Aż żałuję, że nie mam talentu Cranberry, bo historia będzie mieć kilka aktów rozciągniętych przez 4 lata i bardzo by się tutaj przydał.

W 2016 roku Różowi zadzwonili do mojej mamy z propozycją tabletu. Wylosowali ją ponoć z puli stałych klientów, tablet miał kosztować tylko złotówkę. Prosiłam, mówiłam, żeby się nie zgadzała, bo na pewno są tam ukryte koszty, a już wtedy mieszkałam za granicą i nie byłam wstanie przeczytać tej umowy. Tablet niestety przyszedł, okazało się, że w sumie to rodzice go nie potrzebują, a z tabletem w komplecie przyszedł Internet za który trzeba płacić (i z którego w ogóle nie korzystali, bo tablet dostałam ja, a karta została w Polsce). Trudno, mleko się rozlało.

Dwa lata później, w 2018, mama zmarła. Ja nadal mieszkałam za granicą, w związku z czym przyleciałam zorganizować pogrzeb i zająć się formalnościami które także obejmowały pójście do Różowych z aktem zgonu. Anulowaliśmy wszystkie usługi, okazało się, że muszę zapłacić 723 zł rat sprzętowych (za tablet który nie był jednak za złotówkę i za telefon). Dostałam fakturę na to 723 zł plus ostatni miesiąc usług na maila (na który przychodziły wszystkie wcześniejsze faktury przez ostatnie kilka lat) i ją opłaciłam. Zostawiłam też ponownie swoje dane kontaktowe na wszelki wypadek, mimo że i tak byłam osobą upoważnioną do zarządzania kontem mamy u Różowych, a także wszystkie rachunki przychodziły na mojego maila, więc sądziłam, że jeśli będą potrzebowali się z kimś skontaktować, nie będzie to stanowić problemu. Jeszcze nie wiedziałam jak bardzo się pomyliłam.

Pech chciał, że dosłownie w kilka dni po pogrzebie musiałam służbowo polecieć do Australii na 2 miesiące. Tam dostałam maila w którym Dział Ponagleń wzywał mnie do zapłaty długu na kolejne 723 zł. Pokonana żałobą, jetlagiem i pracą byłam przekonana, że to 723 zł to kolejna kwota do zapłaty (suma poprzedniej faktury była inna ze względu na doliczone usługi) więc zrobiłam przelew. Tydzień później chciałam się upewnić, że z niczym im już nie zalegam i po konsultacji telefonicznej dostałam na maila informację, że wszystkie należności są uregulowane. W miedzy czasie, tata w punkcie uzyskał informację, że jest tam „jakaś nadpłata”.

W międzyczasie nasza sytuacja życiowa się skomplikowała i tata trafił do prywatnego domu opieki, a ja zapomniałam o „jakiejś nadpłacie”. Aż do lipca 2020, kiedy to do mojej sąsiadki trafił list polecony, zaadresowany na moją mamę od Różowych, mówiący, że ma do zapłaty 564 zł zaległych rat sprzętowych za tablet. Od razu zadzwoniłam na infolinię, gdzie powiedziano mi, że zaległość jednak wynosi 576 zł i ostatnia faktura za ten tablet została opłacona 05.07.2019 – której nie dostałam, podobnie jak poprzednich, bo całość mojej korespondencji z nimi skończyła się w połowie 2018.

Poprosiłam ich o wysłanie mi kopii umowy na tablet i skontaktowałam się z UOKiKiem, gdzie uprzejma pani mi powiedziała, że o ile kwota na umowie nie będzie się zgadzać, o tyle oni mają związane ręce, a Różowi nie ponoszą żadnej odpowiedzialności w związku z poprzednią korespondencją gdzie wielokrotnie pisali o braku zobowiązań wobec nich, braku wysłania faktur (skoro były wystawione i niektóre do 2019 zostały opłacone), braku ponagleń i wysłania korespondencji na nazwisko zmarłej (to najbardziej zbulwersowało panią, chociaż nie wiem dlaczego). Złożyłam reklamację załączając maile z ich poprzednimi potwierdzeniami o braku zobowiązań, ale w odpowiedzi napisali, ze jest im przykro, poprzednie przelewy nie pokryły zadłużenia sprzętowego i kwota do zapłaty wynosi 568,04 zł (czyli to już trzecia wersja tego samego zadłużenia!). Po wymianie kilku maili... których odpowiedzi brzmiały tak samo: „prosimy o uregulowanie zadłużenia, nie wyrażamy zgody na wzięcie udziału w postępowaniu w sprawie pozasądowego rozwiązywania sporów przed Prezesem UKE” poddałam się i zapłaciłam, mając nadzieję, że to już koniec tego żenującego spektaklu.

Wisienkami na tym gorzkim torcie żenady była pani z BOK, która „próbowała podjąć ze mną próbę kontaktu, niestety bezskutecznie” dzwoniąc na numer mamy, nieaktywny od dwóch lat oraz umowa w której raty sprzętowe za tablet „za złotówkę”, który nowy, 4 lata temu kosztował 900 zł, wynosiły 2448 zł. Najlepszym podsumowaniem chyba jest cytat pani z UOKiKu: „Och, no cóż, wszyscy czasem podpisujemy niekorzystne dla nas umowy”.

operator uslugi

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (125)

#87614

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem mamą rocznej dziewczynki.
Sama byłam chłopczycą, więc córka nosi ciuszki i z działu dziewczęcego, i z chłopięcego, jeśli nam się coś akurat spodoba. Nie mamy jednak problemu z sukienkami, różem itp.

Znajomi wyczekują narodzin swojego synka, a dzięki naszemu sposobowi wychowywania córki mieliśmy sporo rzeczy - ciuszków, zabawek itp., które bez problemu mogliśmy im oddać.

Ostatnio ciężarna znajoma strzeliła mega focha... bo kupiliśmy córce nowy fajny rower, ale jesteśmy chamscy i samolubni, bo rower jest różowy, a przecież powinniśmy myśleć o jej nienarodzonym synu (bo przecież wiadomo, że on ten rower miał przejąć), a nie tylko o własnym dziecku.

Cóż, skończyły się prezenty ode mnie.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (154)

#87542

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak byłem na studiach to spotykałem się z dziewczyną, która chodziła do ostatniej klasy liceum. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że mnie zdradza. Po skonfrontowaniu powiedziała mi, że jestem człowiekiem bez przyszłości i nie mam nic (studiowałem i mieszkałem z rodzicami), a on ma pracę i mieszkanie. Zabolały mnie te słowa. Rozstaliśmy się oczywiście i z czasem zapomniałem o sprawie.

Minęło kilka lat, skończyłem studia, znalazłem dobrze płatną pracę w zawodzie (finanse/bankowość) w korpo i sobie żyłem. Kupiłem mieszkanie na kredyt, używany samochód, praca w biurze pon-pt, no zwykła klasa średnia.

Któregoś dnia Facebook pokazał mi jakiegoś posta mojej byłej, przypomniałem sobie i postanowiłem sprawdzić co u niej. Okazało się, że jest cały czas z tamtym kolesiem, mają dwójkę dzieci i żyją w jakiejś norze w slumsach. Ze zdjęć biła bieda (500+ wtedy nie było) i patologia. On pato, dzieci pato, ona też już się zrobiła pato i zbrzydła. Napisałem do niej:
- O, widzę że przyszłość na poziomie sobie ogarnęłaś. Nie to co ja...

W odpowiedzi dostałem wiązankę bluzgów i gróźb, po czym mnie zablokowała.

Śmiałem się do monitora przez kilka minut.

przyszłość

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 251 (279)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni