Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#91351

przez ~psiarz ·
| Do ulubionych
Co mają niektórzy ludzie zamiast mózgu?

Jestem psiarzem. Mieszkam w domku szeregowym na spokojnym osiedlu na obrzeżach miasta i dosłownie za płotem mam pole czy jak kto woli łąkę, a dalej kawałek lasu.
Często bywają u nas moi bratankowie - brat dorobił się czwórki dzieci, tak dla równowagi do mnie, bezdzietnego lambadziarza.
W każdym razie w ostatni weekend brat i bratowa podrzucili nam dwie najmłodsze pociechy, 3 i 6-latka.

Dzieciaki chętnie wychodzą ze mną lub z narzeczoną na spacery z psem. Większość psiarzy z okolicy kojarzę, wiem, z którymi pieskami mój się pobawi, wiem, których unikać. Dzieciaki zresztą już też psiarzy i pieski poznały, nawet wiedzą, które pieski wolno głaskać i się z nimi bawić, a które lepiej zostawić w spokoju.

Jest w okolicy taki jeden pies, owczarek szwajcarski. W sumie pies jak pies, nigdy nie widziałem, aby był agresywny, ale jego właściciele nie dopuszczają go do kontaktu z innymi psami, więc pewne powody mają, znam ich tylko z widzenia, więc powodów tych nie znam.

W każdym razie w ostatnią sobotę wziąłem rano starszego bratanka na spacer z psem. Spotkaliśmy paru innych psiarzy i tak sobie spacerujemy po tej łączce, psy się bawią, gadamy, no sielanka.

Młody miał ze sobą butelkę z wodą, a gdy ją opróżnił poszedł wyrzucić ją do jedynego w okolicy kosza przy ławce przy ścieżce prowadzącej do lasu. Może ze 100m dalej. Gdy był tak w połowie drogi, widzę, że z jednej ze leśnych ścieżynek wychodzi pani z wyżej wymienionym owczarkiem. Natychmiast gdy nas zobaczyła wzięła psa na smycz i zaczęła coś krzyczeć, ale nadal szła w naszą stronę. Nie słyszałem, co krzyczała, ale uznałem, że skoro idzie nadal w naszym kierunku, a pies jest na smyczy to cóż ja mogę? Razem z innymi psiarzami przywołaliśmy nasze psa i zapięliśmy na smycze, żeby nie doszło do interakcji.

Gdy kobieta znacznie skróciła dystans i gdzieś po drodze spotkała się z młodym, zaczęła coś do niego gadać. Dzieciak nic, wygląda na nieco zdezorientowanego, więc go zawołałem. Młody przybiegł i pytam, co pani od niego chciała. Ano pani zaczęła pouczać młodego, że jej pies nie nadaje się go głaskania. A czy młody pytał? No nie. Czy próbował głaskać? Nie, sam widziałem. Generalnie po prostu zrobił to po co poszedł, czyli wywalił butelkę do śmietnika.

Za chwilę kobieta się do nas zbliżyła i zaczęła agresywnym tonem pouczać tym razem mnie, że jej pies nadaje się do głaskania. Yyyy, ok? Mówię, że dobra, pani, o co chodzi, przecież nikt pani pasa głaskać nie chce. No tak, ale moje dziecko (no, niech będzie... wszystkie dzieci nasze są) szło w stronę jej psa i o ogóle to była niebezpieczna sytuacja, bo dziecko szło i ona myślała, że będzie chciał głaskać i w ogóle czemu ja tak puszczam dziecko samo, bo ona się przestraszyła, a poza tym dziecko jak ją zobaczyło to powinno od razu iść w drugą stronę, a skoro tego nie zrobiło to chyba oczywiste, że szło pogłaskać psa.

Nie wiem jaką miałem minę słuchając tej tyrady, ale naprawdę miałem w tym momencie niezły mindfuck. Zapytałem jej czy mam 6-latka na smyczy prowadzić, bo ona idzie z psem? Tu trochę chyba niepotrzebnie inna psiara naskoczyła na właścicielkę owczarka, że zawsze się czepia i ma do wszystkich pretensje (nie wiem, nie byłem świadkiem takiej sytuacji), pani się mocno odpaliła, że ona dużo w psa zainwestowała i chyba normalne, że jej na psie zależy i nie chce, żeby go inne psy gryzły. Dobra, już nie wiedziałem o co chodzi, ale zwróciłem jej tylko uwagę, że skoro tak się bała, że jej ktoś psa dotknie, to mogła iść ścieżką dosłownie kilkanaście metrów obok, przecież ma psa na smyczy, więc żadnej interakcji by nie było. A ona, że nie, bo jej już się ten pies zrywał ze smyczy i rzucał się na psy i ludzi, więc jakby poszła inną ścieżką to nic by nie dało.

I powiem Wam, że nawet po konsultacji z narzeczoną, nadal nie wiem o co zgarnęliśmy z młodym opiernicz i jaką logiką kieruje się tak kobieta.

psy

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (128)

#91356

przez ~Polakpotrafi ·
| Do ulubionych
Dostałem dziś upomnienie z administracji dotyczące poprawnego korzystania z balkonu.

Sprawdziłem stan faktyczny bo nie do końca rozumiałem o co chodzi. Porządek jest, elewacja nie uszkodzona, kwiatki rosną, dzień jak co dzień.

Zadzwoniłem więc do Administracji i dowiedziałem się że skargę złożyła sąsiadka. Niczym detektyw namierzyłem ową uprzejma osobę i co się okazało: problemem są kwiaty, które zasłaniają jej widok i ona nie wie co robię na balkonie

I teraz pytanie co z nią zrobić . Najchętniej pokazał bym jej gołe cztery litery na owym balkonie. Tylko czy warto?

blok sąsiadka balkon

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 102 (108)

#91337

przez ~June56 ·
| Do ulubionych
Odnośnie wpisu z głównej o teściowej i słowach użytkownika PasjonatPL o tym, że nikomu nie życzy takich przeżyć. Ja się też pod tym podpisuję, bo sama doświadczyłam tego na naszej skórze.

Mogłabym napisać całą epopeję i historię na kilka odcinków, ale i tak pewnie zrozumieją mnie tylko Ci, którzy z uroczą starszą Panią mieli już styczność.

1. Wtrącanie się do dziecka

Nasz syn już nie ma kontaktu z babcią. Jak tylko wyszły mu pierwsze zęby, babcia stwierdzała, że to nic takiego, że da mu czekoladę. Albo chipsy. Albo lizaki. Co z tego, że lekarz zalecał unikanie takich sztucznych cukrów do przynajmniej 2 roku życia. Babcia wie najlepiej, a ja jestem nienormalna.
Nasz syn przechodził fazę, że wyprawa do fryzjera wiązała się z dużym stresem, szarpaniem się na fotelu i nic, ale to nic nie pomagało. Zostawiliśmy mu więc dłuższe włosy. Babcia do niego: "Wyglądasz jak dziewczynka, co ty Ola, nie Aleksander jesteś? Dzieci się z ciebie nie śmieją?".

Gdy raz była u nas, kiedy ja miałam spotkanie z pracy, mimo że jej kazałam, aby nie puszczała dziecku telewizora, co usilnie wcześniej próbowała robić, zabrała go z stworzonego w gabinecie kącika zabaw, bo się nim zajmie. Co zrobiła? Puściła mu bajki. W tym czasie ona grała na telefonie. Nasz syn miał robić to na co ona miała ochotę, a dziecku, które skończyło 1,5 roku, nie zaprogramujesz, że teraz ma mieć ochotę na zabawę z babcią. Jej recepta? Chciała usadzić go na siłę np. przy klockach, albo stwierdzała, że jakby mu przylać, to by się nauczył normalnej zabawy.

Z racji tego, że mój mąż w tamtym czasie musiał wrócić z biura na trasę z racji choroby jednego z pracowników, był w domu obecny na weekendy i mimo tras krajowych, zdarzało się, że nie wracał do domu tego samego dnia. Co robiła teściowa? Dzwoniła do niego, że ja jej ZAKAZUJĘ normalnych kontaktów z wnukiem. A że syn reagował na jej obecność wręcz alergicznie, to zrobiłam co dla niego najlepsze i powiedziałam, że może do nas przychodzić na kawę, ale sama z nim nie zostanie. Mąż słyszał, że ja naszego syna głodzę, nie zajmuję się nim i już znał na tyle swoją matkę, że puszczał to mimo uszu i kazał mi się nie przejmować. A ja tylko trzęsłam się ze złości, gdy widziałam mamusię u drzwi.

2. Czystość

U niej zawsze jest perfekcyjnie czysto. Test białej rękawiczki przeszłaby bez problemu. Dlatego wyrzucała mi, że u mnie jest brudno, a jej syn nie powinien żyć w takich warunkach. Na moją uwagę, że jej syn ma dwie ręce i też może posprzątać, powiedziała, że on jest zmęczony po pracy, a ja NIC NIE ROBIĘ. Wytknęłam jej, że w przeciwieństwie do niej, pracuję i opiekuję się dzieckiem, gotuję, to dom nie będzie jak muzeum.

Na co krzyknęła na mnie, że ona też pracowała i 2 synów wychowała! Jak się domyślacie, jej praca to nie była praca etatowa, a dorywcza w opiece nad starszą sąsiadką do której miała tylko przyjść, posiedzieć i dać jej wody ewentualnie coś do jedzenia, bo sąsiadka była leżąca, ale całkiem sprawna umysłowo. Nawet jej pieluchy nie musiała zmieniać, bo od tego był dochodzący opiekun z mopsu.

3. Brak zajęcia i chęć zastąpienia synem ojca

Teściu utrzymywał całą rodzinę. Tajemnicą poliszynela było to, że pracuje tyle, bo nie chce siedzieć w domu, a gdy zapytaliśmy się go, dlaczego się nie rozwiedzie, odparł, że a co ona (teściowa) bez niego zrobi? Teść był tą osobą, która jeszcze nad nią panowała. Gdy jego zabrało, teściowa się uruchomiła na całego. Codzienne wizyty u nas, proszenie mojego męża, aby zawiózł ją do sklepu, bo ona sama nie udźwignie rzeczy. Narzekanie na drugiego syna, który ma ją w czterech literach (uciekł za granicę i tam ułożył sobie życie). Próby manipulacji moim mężem, że:
-ja się nie staram i o niego nie dbam, a tu u mamusi miałby tak miło
-po ciąży się spasłam i w trosce o MOJE zdrowie ona zaleca, abym mniej jadła. Ona może mi gotować ZDROWE rzeczy, a nie te moje świństwa (przytyłam aż 3 kilogramy!)
-chyba jestem niestabilna psychicznie, bo na nią krzyczę i wyrzucam z domu (owszem zdarzyło się, bo zobaczyłam jak mojemu synowi daje LANDRYNKĘ! i krzykiem było "CO TY ROBISZ?!", a wyrzucenie z domu polegało na tym, że miałam umówione swoje spotkania, a ona wpadła niezapowiedzianie)
-ona mojemu mężowi strasznie współczuje, że taką zołzę sobie wybrał. Może warto poszukać szczęścia gdzie indziej? Dziecko zawsze może odebrać. To hasło padało kilka razy, gdy mąż powiedział, że się trochę pokłóciliśmy (co jest normalne w życiu).

Do tego inne sugestie, że gdyby od rozwodu ograniczało go to, że nie ma gdzie mieszkać, to u niej pokój jest pusty. Potem, że ona już jest stara i potrzebuje wsparcia i najlepiej jakby ktoś z nią zamieszkał, bo jak kiedyś upadnie to nikt nie będzie wiedział, że umarła. No i podsumowanie- ona jest taka samotna, znajomych nie ma, bo wszystko dla ojca poświęciła, a ten umarł. Na uwagi, że jest klub seniora, a pod blokiem zbierają się starsze Panie na pogaduszki, stwierdziła, że ona potrzebuje mężczyzny.

4. Koniec kontaktów z mamuśką z mojej strony i zakaz wstępu do naszego mieszkania bez wyraźnego zaproszenia

Wparowała do mnie jak zwykle niezapowiedziana. Miała swój klucz- miało być na wszelki wypadek, a ona używała go, aby wchodzić jak do siebie. Ja leżałam ledwo żywa na kanapie, bo dostałam tak mocnego okresu, że dosłownie obijałam się o meble i leciałam na ketonalu. Nie chciałam aby coś podczas mojej niedyspozycji stało się dziecku. Przyjechał do mnie mój ojciec, który był już na emeryturze. On siedział z małym w pokoju, a ja leżałam i czekałam, aż zejdą ze mnie mdłości. Teściowa od razu wyskoczyła do mnie z krzykiem, że ona widzi, że tylko symuluję, żeby skupić na sobie uwagę! KAZAŁA MI zrobić sobie kawę, a gdy jej powiedziałam, że ma wyjść z mojego domu, bo dzisiaj nie mam na nią siły, wyzwała mnie od leniwych bab. Mój ojciec to usłyszał, zszedł z dzieckiem i chciał ją opanować. Jemu też się dostało, że wychował leniwe babsko. Kazał jej opuścić dom, gdy już z tego wszystkiego się popłakałam (i ból i kumulowane emocje). Powiedziała, że to dom jej syna. Na co odparłam, że nasz dom i syna obecnie nie ma, wiec może wrócić jak będzie. Tato kazał jej opuścić dom i wrócić jak ochłonie.

Zadzwoniła do mojego męża, mówiąc, że mój ojciec wyrzucił ją za szmaty z domu i prawie pobił, a wszystko widział wnuk. Że ja leżałam rozwalona na kanapie, oglądając telewizję. Była wręcz zapłakana tak mocno, że podobno nie mogła wydusić zdania. Mój mąż powiedział, że oddzwoni. Teściowa ma niestety takiego pecha, że zamontowaliśmy sobie 2 kamerki w domu. Jedna tak, aby widać było wejście i salon, druga w sypialni dziecka. Obie nagrywają dźwięk, obie mogą być "cofnięte". Mąż pooglądał sobie zdarzenie i zadzwonił do mamy, że jej wersja nie spina się z tym, co ma na obrazie. Dostał więc opiernicz, że nagrywamy ją bez jej zgody.

Mąż wtedy poprosił grzecznie, aby bez jego obecności nie przychodziła do mnie, bo już za dużo nawywijała. Padło wtedy, że dla niego najważniejsza jestem ja i syn, a nie jej komfort ciągłego siedzenia u nas i tego, abym jej usługiwała. Na co teściowa rzuciła, że dla mojego męża TO ONA POWINNA BYĆ NAJWAŻNIEJSZA, a nie małolata, bo ona go wychowała. Kazał jej iść na terapię i zająć się swoim życiem. Nawet zamówił wizytę u psychologa, na którą teściowa nie poszła, bo ona problemu z tym nie ma, a to my powinniśmy się iść leczyć.

Co więc teściowa o mnie mówi na mieście? Jestem niewdzięczna, przemocowa i wyżywam się na niej za swoje niepowodzenia w małżeństwie, a ona chciała nam tylko pomóc, bo wie jak młodym jest teraz ciężko. I robiła to całkowicie za darmo i z dobrej woli, a my ją wykorzystaliśmy i porzuciliśmy. Więc jak widzę komentarze o tym, że ktoś jest toksyczny, to często widzę to jak druga strona dobrze manipuluje.

rodzina teściowa

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 159 (173)

#91350

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Barszcz Sosnowskiego, wredne tałatajstwo.

Idąc z psem na popołudniowy spacer znalazłem podejrzane badyle w ilości sztuk kilka wystające z pobliskiego pola. Szybkie wygooglanie potwierdziło, że te badyle nie tylko są podejrzane, ale również groźne.

Jako dobry obywatel wyszukałem na googlach, żeby "zadzwonić pod ogólnopolski numer straży miejskiej" i to zrobiłem. Co usłyszałem?

Teren na którym znajduje się w/w roślinka jest poza granicami miasta (tak ze 100 metrów max na moje oko), więc to nie ich sprawa. Dzwoń pan do urzędu sąsiedniej gminy. (Dlaczego oni tego nie zrobią to w sumie nie wiem, ale pan przez telefon brzmiał jakbym mu przerwał bardzo ważną czynność konsumpcji pączka.)

Oczywiście po południu to wszystkie urzędy są pozamykane.


Następnego dnia dzwonię do UG, gdzie mnie przekierowano do działu ochrony środowiska (na szczęście automatycznie). Co usłyszałem?

Oni w sumie to już wiedzą o barszczu. Wyślą kogoś żeby zobaczył czy dalej tam to jest, i jak jest, to poinformują właściciela terenu, żeby "sobie to skosił" (z tego co wiem, to raczej nie powinno się barszczu Sosnowskiego kosić, należy go wypalić/wykopać).

I tak minął od tego czasu z tydzień. Barszcz dalej tam jest, już dość wysoki, sporo wystaje ponad pole. W sumie ładny, taki... nie za bezpieczny.

spychologia

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (130)

#79074

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Normalnie jak w dowcipie o zajączku, niedźwiedziu i kolejce do sklepu. Historia zasłyszana od pana od serwisowania drukarek.

Pewnego dnia pan serwisant został wezwany do kancelarii komornika sądowego celem naprawy działającej tam kserokopiarki. Przyszedł, zapukał do drzwi. Ubrany był normalnie, skromnie, bez żadnego służbowego uniformu.

Zza drzwi wychyliła się sekretarka i, nawet nie dając mu powiedzieć "dzień dobry”, wygłosiła tyradę, że interesantów o tej godzinie Pan Komornik nie przyjmuje, że długi trzeba było płacić zanim sprawa trafiła do komornika, żeby grzecznie przyjść o godzinie wyznaczonej, a teraz zjeżdżać jej z oczu.

Wzruszył ramionami, powiedział:
- Zjeżdżać, to zjeżdżam. To w końcu wasz problem, że wam ksero nie działa.

I poszedł. Ignorując przeprosiny i próby zatrzymania go przez sekretarkę.

komornik

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 156 (168)

#79091

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Kupiłam ledwo wczoraj rower. Nie taki z najniższej półki, tylko już naciągnęłam budżet na 2800 zł.

Rower zostawiłam w piwnicy, w pomieszczeniu na rowery, przypięty do stojaka.

Dziś przed południem zeszłam do piwnicznej pralni i hałasy przez uchylone drzwi od pomieszczenia na jednoślady pokusiły mnie, by tam zajrzeć. A tu jegomość, pochylony nad moim rowerem, mocuje się z łańcuchem, którym przypięłam swój nowy dobytek.

Gospodarz naszego budynku ma swoją kanciapkę w piwnicy. Szybko go zawołałam na pomoc (gość był tak skupiony na blokadzie do roweru, że mnie nie spostrzegł). We dwójkę ujęliśmy sprawcę, a że stawiał opór, to został powalony na ziemię i gospodarz aż na nim usiadł. Wezwałam policję, a ten wariat przy policjantach twierdził, że rower jest jego, że to pomyłka.

Klucz w moim posiadaniu, który pasował do blokady od roweru, plus świeży rachunek z wczoraj na moje nazwisko wraz z wydrukowanym numerem seryjnym wytłoczonym na ramie rozwiały wszelkie wątpliwości.

Złodziejem był nowy sąsiad.

Od gospodarza dowiedziałam się, że poinformuje spółdzielnię mieszkaniową jak najszybciej się da i poprosił policję o zawiadomienie zarządcy budynku o przestępstwie, które wydarzyło się na jego terenie. Godzinę później dostałam telefon od administracji spółdzielni, żebym w tygodniu zjawiła się na rozmowę do sporządzenia raportu (plus świstek od policji) i na mój wniosek mogą mu wypowiedzieć umowę najmu mieszkania ze skutkiem natychmiastowym. Chętnie skorzystam z propozycji, bo nie chcę mieć złodziei w bloku i chcę czuć się bezpiecznie.

Tak więc kosztem roweru za 2800 zł, który pewnie by złodziej opchnął za 1800-2000 zł nie dość, że nic nie zyskał (kradzież udaremniona) i będzie miał sprawę karną w sądzie, to jeszcze wyląduje na bruku.

Chciwość i lenistwo nie zawsze się opłaca. A zemsta będzie bardziej dotkliwa.

Zlodziejaszek

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 165 (173)

#91347

przez ~Sralismazgalis ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu, a z 10 lat już będzie, pewna pani postanowiła mieć potomstwo. Nic dziwnego by w tym nie było gdyby nie to, że owa pani dobiegała sześćdziesiątki. Ale widocznie bardzo jej na dzieciach zależało, bo postawiła na swoim, zaszła w ciążę i urodziła bliźnięta.

Po porodzie sprawa zrobiła się głośna, bo nagle wyszło na jaw, że pani nie ma za co żyć i z czego dzieci utrzymać. Dysponuje, bowiem, jedynie bardzo cienką emeryturką. Co prawda - mówiła - dzieci są z wielkiej miłości, ale nazwiska ojca nie poda i o alimenty nie wystąpi.

W tej sytuacji znane pani środowisko zwarło poślady i jakąś tam pomoc finansową pani otrzymała, dokładnie nie wiadomo jaką. Temat przez pewien czas jeszcze szeroko omawiano, a potem, naturalną koleją rzeczy, sensacja wyhamowała. Nikogo już nie interesowała owa pani i jej bardzo nieletnie jeszcze dzieci.

Teraz, wysoką falą, temat powrócił. Okazało się, bowiem, że wczoraj "najstarsza mama w Polsce", w wieku niespełna siedemdziesięciu lat, pożegnała się z życiem, osierociwszy dziewięcioletnie bliźniaki. Dzieci na biegu umieszczono w placówce opiekuńczej, ponieważ nie ma nikogo, kto by mógł i chciał się nimi zająć. I tam już pewnie pozostaną aż do pełnoletności. Nie mając nikogo na świecie, prócz siebie. Ale dobre i to.

odpowiedzialne rodzicielstwo

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (118)

#91342

przez ~uhjyiuyiu ·
| Do ulubionych
Odnośnie historii o dziadku, który zaczepił i zagadywał na ulicy.

Mam w sobie coś, co przyciąga wszelkiej maści świrów. Zawsze jak widzę na ulicy jakiegoś wariata, to musi podejść akurat do mnie i gadać.

Mam też tak, że nie cierpię gdy ktoś podchodzi do mnie za blisko podczas rozmowy. Nawet bliskie osoby i kumple, a co dopiero obcy. Świry z kolei mają tak, że zawsze pochodzą najbliżej jak tylko mogą i mówiąc przybliżają się tak, że czuję ich smród z pyska.

Zawsze w takiej sytuacji się odsuwam i mówię, żeby nie podchodzili.
- Gadaj sobie, ale dwa kroki ode mnie!
Zwłaszcza, że nie wiadomo jakie syfy to w sobie nosi.

Raz niestety zmuszony byłem użyć siły. Przyczepił się do mnie na ulicy jakiś świr, ewidentnie przećpany łeb. Pitoli jakieś farmazony i podchodzi coraz bliżej. Cofam się raz, drugi, trzeci, mówiąc cały czas, żeby przestał podchodzić. W końcu podszedł znowu i położył mi rękę na ramieniu. Tego było za wiele. Wykręciłem rękę i odsunąłem natręta kopem w dupę.

Zaczął patrzeć na mnie zdziwiony i robić dziwne miny, ale po kilku sekundach znowu idzie w moją stronę. No to już nie mówię, tylko krzyczę:

- PODEJDŹ K***A JESZCZE RAZ, TO ZATŁUKĘ JAK PSA!!!

Zatrzymał się i znowu robi dziwne miny, jakby próbował myśleć, ale styki w mózgu nie działają. Proces myślowy wchodzi na najwyższe obroty, więc motywuję:

- ZATŁUKĘ!!!

Pokrzywił się jeszcze chwilę, po czym bez słowa odwrócił i poszedł.

Przy okazji apel do normalnych ludzi. Nie podchodźcie zbyt blisko, gdy z kimś rozmawiacie. Większość ludzi tego nie lubi, ale nie każdy to powie, bo nie chce być uznany za niegrzecznego. Nie ma w tym nic niegrzecznego. Niegrzeczne jest włażenie na kogoś. Dwa kroki to absolutne minimum.

nachalni świry

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 103 (125)

#91344

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w zakładzie rolno - ogrodniczym w Anglii.

Zatkał się u nas kibel, który udostępniamy klientom. Nie pierwszy i nie ostatni raz, więc nie było paniki, panie sprzątające wlały coś w rodzaju Kreta i spuściły wodę.

Jaja zaczęły się na drugi dzień, gdy z kibla wybiło i kaka zalała podłogę. Szef wziął długi kijek, otworzył studzienkę kanalizacyjną i zaczął tam dłubać. Dłubał, dłubał aż wydłubał - gacie męskie typu bokserki, rozmiar XL.

Tak, ktoś spuścił gacie w kiblu, pomimo tego, że obok stał normalny kosz na śmieci.

Chyba nic mnie już nie zaskoczy...

zagranica

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (143)

#91333

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Wychowuję sama syna. Wyszło tak, a nie inaczej i nie mam zamiaru się nad sobą użalać, choć wiadomo - bywa ciężko. Problem leży w niedoszłej teściowej. Zaczęła opowiadać na mój temat plotki, a że mieszkamy w małym mieście to wiadomości rozchodzą się błyskawicznie.

1. Żyję z alimentów, które jej ciężko pracujący synek musi płacić.

Po pierwsze - alimenty w pełni wykorzystuję na potrzeby dziecka i sama ze swoich pieniędzy również je realizuję. Jak mogłabym "żyć z alimentów", które wynoszą 500 zł miesięcznie? Po drugie - pracuję, co prawda na pół etatu, ale jednak. Chętnie poszłabym do pracy na cały etat, ale najzwyczajniej w świecie ktoś musi zaprowadzić młodego do przedszkola, odebrać go i później się nim zająć. Moja mama pomaga, jak może, ale sama pracuje na 3 zmiany i nie zawsze jest w stanie pomóc.

2. Kupuję dziecku używane ubrania.

Fakt - młody mniej więcej połowę szafy ma z drugiej ręki, jednak nie widzę w tym nic złego. Czterolatek brudzi się: farbki, trawa, błoto, jedzenie. Nie wszystkie plamy da się sprać, a używanych ubrań nie jest mi szkoda. Nie są to ubrania wyciągnięte czy dziurawe. Są w bardzo dobrym stanie, tyle, że odkupione od kogoś.

3. Zdradziłam ojca dziecka.

Niedoszła teściowa wyciągnęła taki wniosek po tym, jak widziała mnie wsiadającą do samochodu znajomego. Szkoda, że nie zauważyła tego, że najpierw wsiadł jej wnuk, który musiał odbyć wizytę u lekarza w mieście oddalonym o 50 km. Kolega po prostu zawiózł nas do lekarza, żebyśmy nie musieli denerwować się, czy zdążymy na pociąg powrotny.

4. Robię za duże zakupy.

To mnie najbardziej rozbawiło. Czterolatek je sporo, bo po prostu rośnie i ciągle jest w ruchu. Moim zdaniem 2 spore torby zakupów, które starczają na tydzień dla dwóch osób to nie jest jakaś imponująca liczba. Z czegoś trzeba przecież ugotować obiad, zrobić śniadanie, kolację i do tego przekąski "na szybko".

5. Odżywianie dziecka.

Nie dość, że robię wielkie zakupy to w dodatku niezdrowe, bo kiedyś stała za mną a kolejce w sklepie i widziała, jak wykładam na taśmę "kolorowe" jogurty, czekoladę i chrupki kukurydziane. Szkoda, że nie zauważyła kalafiora, marchewki, ziemniaków, dobrej jakościowo szynki i wielu innych "normalnych" produktów. Staram się gotować zdrowo i różnorodnie, ale jestem zdania, że od kawałka czekolady raz na jakiś czas dziecku krzywda się nie stanie.

A wiecie, co jest najbardziej piekielne? Widzi we mnie te wszystkie "wady", a nikomu nie powiedziała, dlaczego rozstałam się z jej synem. Otóż pił, po prostu. Po pracy przychodził do domu, jadł obiad i albo pił u kolegi, albo w domu. W końcu powiedziałam "dość" i kazałam mu się wyprowadzić. Według niej on jest dobrym ojcem.

Czy dobry ojciec nie kontaktuje się z dzieckiem? Czy dobry ojciec robi awantury przy dziecku? To już pozostawiam do Waszej oceny.

dom rozwód

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (190)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni