Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#86129

(PW) ·
| Do ulubionych
Jeszcze jedna reklamacyjna.

Facet postanowił odnowić dachy w swoim gospodarstwie, duże hale, około 3000 m2 jeden dach. Faktura na około 100 tys. PLN.

Mija rok i reklamacja, bo farba odpada z dachu. Nie mój produkt, ale jako hurtownik jestem tym pierwszym ogniwem przed producentem. Na miejscu okazuje się, że farba leci, aż miło. Tylko że moja trzyma się super do starej farby, a ta stara odpada.

Wykonawcy nie chciało się zrywać starej farby, to tylko umył dach i pojechał rozpuszczalnikową farbą. Nie wchodząc w szczegóły, efekt znamy.

Sprawa wylądowała w sądzie.

Malarz

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (100)

#86004

(PW) ·
| Do ulubionych
Podczas czytania historii o piekielnych nauczycielach, przypomniała mi się pewna sprawa sprzed około dekady, gdy uczęszczałam jeszcze do gimnazjum.

Pewnego pięknego dnia moja klasa pisała sprawdzian. Nie jest istotne, z jakiego był on przedmiotu. Ważniejsze jest to, że przedmiotu tego uczyła dyrektorka mojej szkoły. Sprawdzian nie należał do specjalnie łatwych, ale jakoś przez niego cała klasa przebrnęła. Ciekawie zaczęło się pod koniec następnej lekcji. Gdy wychodziliśmy z klasy, podeszła do nas sekretarka i wezwała mnie oraz moją koleżankę do gabinetu dyrektorki. Patrzymy z koleżanką na siebie ze zdziwieniem i w drodze do gabinetu zastanawiamy się, o co może chodzić. Jedyne co nas wtedy łączyło i wyróżniało z całej klasy to to, że wspólnie uczęszczałyśmy na zajęcia pozalekcyjne, więc z myślą, że sprawa tyczy się tych zajęć, w miarę spokojne weszłyśmy do gabinetu.

Okazało się, że sprawa była nieco poważniejsza.

[D] - Dyrektorka
[K] - koleżanka
[J] – ja

(Dialogi wyglądały mniej więcej w ten sposób. Po tylu latach nie pamiętam dokładnych słów, ale przekaz zostaje bez zmian).

D – Dziewczynki, wezwałam was tutaj, bo wiem, że oszukiwałyście na dzisiejszym sprawdzianie.

My z koleżanką patrzymy na siebie w totalnym szoku i szczerze powiedziawszy, trochę przestraszone. Tu dyrektorka kładzie na biurku nasze sprawdziany i pokazuje na nie palcem.

D - Doskonale widzę, że te sprawdziany zostały wypełnione najpierw ołówkiem. Wiem, że wydrukowałyście je sobie w domu i wypełniłyście, a potem podmieniłyście w trakcie sprawdzianu.

(Dyrektorka każdy sprawdzian ze swojego przedmiotu kserowała ze specjalnej książki, więc sprawdziany podobno gdzieś w internecie można było znaleźć).

K - (Zawsze bardziej śmiała niż ja) Przepraszam, ale to nieprawda. Zresztą nawet gdybyśmy znalazły te sprawdziany w internecie, to nie wydrukowałoby nam takiego czarnego paska, który się pojawia, jak kseruje pani sprawdziany z książki.
J - Ja ogólnie dodam, że nie mam nawet drukarki w domu. Wszystko, czego do szkoły potrzebuję, drukuje mi mama w pracy.
D - Wy mi tu takich bzdur nie gadajcie! Widzę dokładnie, że tu najpierw było uzupełniane ołówkiem!

Tu dyrektorka teatralnie wyciągnęła gumkę i starła jakieś ślady ołówka z mojego sprawdzianu. Warto tutaj dodać, że w okresie podstawówki i wczesnego gimnazjum każdy sprawdzian wypełniałam w większości najpierw ołówkiem, a potem długopisem. Nawyk ten wyrobiła mi mama, która mówiła, że jak czegoś nie jestem pewna, to lepiej najpierw napisać ołówkiem i się zastanowić, niż potem kreślić i bazgrać po całym sprawdzianie. To właśnie powiedziałam dyrektorce. Cała sytuacja wtedy zaczynała być coraz bardziej absurdalna. My z jednej strony próbowałyśmy ją przekonać, raczej delikatnie, że jej oskarżenia się po prostu nie trzymają kupy, a z drugiej ona, niemal krzycząc, oskarżała nas o kłamstwo. Dopiero po kilkunastu minutach wypuściła nas na lekcję z prychnięciem.

D – No, tym razem udam, że wam wierzę. Niech wam już będzie.

Cała sprawa się na tym skończyła, ale jako że w całej mojej szkolnej karierze to była moja jedyna tego typu poważna sytuacja, to co się najadłam stresu, to moje.

szkoła

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 33 (69)

#86003

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia #85997 przypomniała mi, jak kupowałem przez internet długopis z ukrytą kamerą. Dość drogi gadżet, miał nagrywać dźwięk i obraz w jakości HD przez bodajże 2 godziny na 1 ładowaniu.

W rzeczywistości dźwięk brzmiał jak basowa, ocenzurowana wersja z telewizyjnych zwierzeń przestępców, do tego biały szum, jak w TV niełapiącym stacji. Obraz wyglądający, jakby ktoś zasłonił obiektyw grubą folią, spokojnie nadawał się do wysłania jako "udokumentowane duchy", bo widać jedynie rozmazane kształty.

Do tego włączał się raz na 10 prób, a przecież nie ma wyświetlacza, żeby sprawdzić, czy nagrywa. Dioda "sygnalizująca włączenie nagrywania" czasem migała, choć nagrywanie nie ruszało, a czasem w trakcie sobie mignęła, choć wg instrukcji nic takiego nie powinno mieć miejsca.

Skończyło się więc na kilku nagraniach mnie włączającego sprzęt, który sam wyłączał się po max 5 minutach.

Producent nie widział problemu, bo przecież nagrywa.

Aż dziwne, że da się tak spartaczyć robienie czegokolwiek. Czy to w ogóle możliwe, żeby produkt był poniżej jakichkolwiek standardów w wielu kategoriach, przypadkiem?

sklepy_internetowe

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (70)

#85999

(PW) ·
| Do ulubionych
Dnia pewnego wybrałam się na wizytę kontrolną do ginekologa. Po zebraniu wywiadu pani doktor poprosiła o rozebranie się do badania. Tutaj warto zaznaczyć, że wyglądam dość ''alternatywnie'' - niecodzienny kolor włosów i tatuaże.

Kiedy wróciłam do gabinetu rozebrana od pasa w dół, doktorka rzuciła z histerią, patrząc na moje wytatuowane udo: ''matko! przecież dziecko się będzie pani bało! no znienawidzi panią!''.

W tamtej chwili byłam dość nieśmiałą dziewczyną, więc zamiast odpowiedzieć jej coś do słuchu, jedynie potulnie wpełzłam na fotel, ale dziś zareagowałabym już inaczej.

P.S. Przepowiednia nie spełniła się, (żadne) dziecko się nie boi. :)

luxmed

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 37 (79)

#86142

(PW) ·
| Do ulubionych
Idioci na drodze... Temat rzeka, a raczej Amazonka, a nie jakaś tam zwykła rzeczka.

Godzina w okolicy 7:50, więc wszyscy się spieszyli do pracy. Na moim pasie koparka, a z przeciwka kilka samochodów. W kolejce do wyprzedzenia koparki byłam czwarta, przede mną pani w Fiacie 500 - malutkie autko, którego zza samochodów, a tym bardziej zza koparki, raczej nie widać.

Kierowca pierwszy za koparką wrzucił kierunek i lekko się wychylił zza koparki, żeby widzieć, czy może rozpocząć manewr. Ja ze swojej dalszej perspektywy nie widziałam nic, więc pani przede mną raczej też nie.

Pani nie zwróciła większej uwagi na fakt, że kierowca na początku przygotowuje się do wykonania manewru ani na fakt, że dostawczak z przeciwka za chwilę zrówna się z koparką. Wrzuciła swój kierunek i pewnie wyjechała na przeciwny pas.

Całe szczęście, że kierowca dostawczaka zdążył skręcić na chodnik i nie staranować Fiata. A Pani w Fiacie? Pojechała dalej, nawet się nie zatrzymując.

P.S. Kierowca dostawczaka tylko machnął ręką, odkrzyknął do kierowcy koparki, że wszystko w porządku i pełno debili na drogach, a potem pojechał dalej w swoją stronę.

kierowcy samochody przepisy

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 83 (87)

#85980

~Enemene ·
| Do ulubionych
Kurierka, Niemcy, Zagłębie Ruhry.

Ostatnia sytuacja. Dzwoni domofonem kurier, że ma przesyłkę. Okej, to zapraszam na górę. No ale on ma dwie paczki. I super, nadal zapraszam. Ale to paczki z częściami do auta. No wiem, ponownie ZAPRASZAM NA GÓRĘ.

No tak, tylko po co on ma je nieść na górę, jak auto jest przecież na dworze?

kurierzy

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 63 (83)

#85992

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu udałam się z koleżanką na giełdę odzieżową. Jest to jeden wielki plac z wystawionymi budkami, gdzie można kupić lub zamówić hurtowe ilości ubrań na przykład do swojego sklepu.

Weszłyśmy do jednej budki, oglądamy spodnie. Koleżanka pyta się ekspedientki, czy byłyby spodnie z kokardkami, ale trochę mniejsze.

Piekielna ekspedientka odpowiedziała: "Byłyby, ale pani się w nie i tak nie wmieści".

Koleżanka fakt faktem, trochę "przy kości", ale skąd Piekielna Pani może wiedzieć, czy koleżanka kupuje je dla siebie czy dla swojej klientki ze sklepu, który posiada?

Niemniej takie komentarze do klientów są nie na miejscu.

giełda odzieżowa ubrania sklep

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (80)

#85993

(PW) ·
| Do ulubionych
Miałem kiedyś takiego kolegę, co wynajmował u mnie pokój w domu. Dom duży, sporo miejsca, więc mieszkaliśmy we dwóch i wszystko było w porządku. Dom położony w nieciekawej okolicy i równie nieciekawe były wtedy czasy. Pewnej nocy weszli nam z drzwiami jacyś bandyci i mieli do kolegi problem. Stanąłem w jego obronie - a także w obronie swojego domu. Zanim się zorientowałem, co się dzieje, to już leżałem na ziemi i mnie kopali. Było ich więcej, byli silniejsi, no nie mieliśmy szans. Do tego zdemolowali cały dom i ukradli wszystko, co im się zmieściło do kieszeni i toreb. Policja ich wprawdzie złapała, ale żadnego odszkodowania ani nic nie dostałem, skradzionych rzeczy również nie odzyskałem. Musiałem remontować dom na własny koszt i kupować wszystko od nowa.

Kolega po tej sytuacji wyprowadził się do innej dzielnicy. W ogóle wbił się na chama jakimś ludziom do domu i powiedział, że od teraz on tu mieszka, a oni mają się wynieść. Od razu też popadł w konflikty z sąsiadami, ale jednocześnie zaprzyjaźnił się z jakimiś gangusami, sam zaczął zachowywać się jak bandyta i myśli, że wszystko mu teraz wolno.

Co najgorsze, zaczął rozpowiadać na mój temat głupoty po mieście i wszystkich moich znajomych. Mówi, że to moja wina, że nas wtedy napadli, że nie zrobiłem nic, żeby mu pomóc, a nawet że razem z nimi go biłem, choć prawda jest taka, że broniłem go, oberwałem o wiele bardziej niż on, okradli mnie i zniszczyli mi dom! Mało tego - kolega sobie ubzdurał, że ma jakieś prawa do mojego domu, bo on też tam mieszkał i żąda ode mnie pieniędzy albo bym przepisał na niego dom i ziemię. Co chwilę do mnie dzwoni i mnie obraża, rozpowiada o mnie kłamstwa, gdzie tylko się da i straszy mnie swoimi nowymi kolegami-gangusami.

Jestem w szoku, że można być tak pazernym, bezczelnym, a przede wszystkim niewdzięcznym.

niewdzięczność przyjaźń

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (213)

#86141

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja sprzed paru dni. Będzie krótko, ale piekielnie, ale chyba jest o co.

Na wstępie powiem: mam bardzo czarne włosy (jak to niektórzy mówią kruczo czarne), średni zarost, ciemne brązowe oczy oraz całkiem ciemną karnację pomimo całkowicie polskiego pochodzenia.
Często w restauracjach dostaję menu w języku angielskim, w kawiarniach typu Starbucks wita się ze mną ktoś po angielsku, a Panie promotorki na rynku zazwyczaj po angielsku zapraszają mnie na darmowy taniec do klubu (co ciekawe gdy odpowiadam płynnym polskim, to szybko tracą zainteresowanie).

Jadę sobie spokojnie w tramwaju. Nagle rozlega się komunikat: Proszę przygotować bilety do kontroli.
Wyciągam więc swój kawałek papierka i czekam.
Widzę już pana kontrolera jak podchodzi do każdego. Tutaj piknie urządzonkiem kartę, tutaj szybko zerknie komuś na bilet. Ogólnie to kontrola błyskawiczna.
Pan zatrzymuje się koło mnie (siedziałem na pojedynczym siedzeniu), a ja z uśmiechem powiedziałem "dzień dobry" (zazwyczaj się witam, tak z automatu). On zmierzył mnie wzrokiem i chrząknął. Troszeczkę zmieszany, ale podałem mu bilet, a on go obracaaaał, sprawdzał, przejeżdżał palcem, próbował chyba sprawdzić czy tusz jest zmazywalny? Coś tam jeszcze powiercił, poprzewracał i powymachiwał tym biletem. W końcu zapytał:
- Dobrze Ci się w Polsce żyje co?
Ja na to:
- Yyyy... no tak. W sumie to już 25 lat. (Odpowiedziałem w płynnym polskim. Byłem zmieszany, ale domyśliłem się po chwili, że założył iż pochodzę z jakiegoś kraju bliskiego wschodu).

On po tym tylko parsknął i podrzucił tym biletem w moją stronę tak, że upadł na podłogę.
Szkoda mi było się z nim kłócić, to już nie pierwszy raz.

Nie wiem czy ja mam już wszystkim okazywać dowód osobisty każdej napotkanej osobie? Skan drzewa genealogicznego? Może wyniki testów DNA?
Jak uważacie, czy reaguje zbyt nerwowo na to wszystko?

P.S. W tramwaju absolutnie nikt nie zareagował na jego słowa i czyn pomimo tego, że wielu ludzi to słyszało i widziało (gość mówił dość doniośle).

Komunikacja Miejska

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (118)

#86066

(PW) ·
| Do ulubionych
Do tej pory sądziłam, że takie historie to tylko w Trudnych Sprawach czy tam innych pierdołach.

Wczoraj odwiedziłam mamę w moim rodzinnym mieście i spotkałam kuzynkę, która chyba wracała z jakichś zakupów. Dajmy jej na imię Kasia.
Przywitałam się jak zawsze, ale widzę, że Kaśka szybko ociera łzy; ogólnie wygląda nie najlepiej. Przyznam, że w pierwszym momencie aż mi serce stanęło, bo może komuś z naszej rodziny coś się stało, a ja nic nie wiem? Od razu zapytałam o co chodzi, bo widzę, że na pewno coś jest na rzeczy.
Długo się wykręcała, że nic, że to głupota, a ostatecznie wybuchnęła płaczem tak jak stała.

Zabrałam Kaśkę na herbatę do domu mojej mamy, zadzwoniłam do wujka, że jest ze mną (dziewczyna 19 lat, ale wiem że wujek by się martwił gdyby długo nie wróciła do domu; zwłaszcza, że mieszkają w nieciekawej okolicy). No i się dowiedziałam od niej powodu owej rozpaczy.

Spotykała się kilka miesięcy z pewnym chłopakiem, powiedzmy Krystianem. Osobiście go nie znam, widziałam ich tylko razem kilka razy na mieście czy tam w sklepie.
Może część z Was pomyśli, że "eee tam, gówniara 19-letnia to tylko pewnie siano w głowie, a w tym wieku związki nie są poważne".
No MOŻE i nie są, chociaż reguły nie ma (sama narzeczonego obecnego poznałam mając 15 lat, związaliśmy się ze sobą 4 lata później). Ale raczej każdy z nas miał chociaż raz złamane serce, przeżył okres "szczenięcej miłości" więc wie co i jak ;)

O co poszło? A o rodziców. Kasia to patologia, nieodpowiednia dla Krystiana.

Krystian pochodzi z domu dość bogatego. Ojciec prawnik i tłumacz pewnego języka, matka nie pracuje, bo nie musi. Starsza siostra na studiach również prawniczych.
Moja kuzynka Kasia pochodzi z przeciętnego domu, tak samo jak ja.
Ciocia (siostra mojej mamy) zmarła młodo, zostawiła wujka z siódemką dzieci. Zawsze chcieli mieć dużą rodzinę, stać ich było na to, oboje pracowali i żyło im się bardzo dobrze. Luksusów nie było, ale biedy też nie.

Moi kuzyni i kuzynki są różni. Część poszła dalej, ukończyła z powodzeniem studia i odnosi sukcesy, a część stwierdziła, że nie nadaje się do dalszej nauki i postawiła na pracę. Część nadal jeszcze chodzi do szkoły podstawowej, ale też bierze udział w przeróżnych zajęciach dodatkowych- taniec, gra na pianinie, kółko matematyczne itp. Wujek cały czas pracuje.

Czy to nie jest prawdziwy obraz patologii?

Kasia należy do tej drugiej "grupy"- woli pracować. Szkołę zawodową skończyła, zrobiła sobie mnóstwo kursów dodatkowych, obecnie pracuje jako kosmetyczka i szkoli się w pewnym innym niezwiązanym z tym kierunku, po którym chce otworzyć własne miniprzedsiębiorstwo. W przyszłym miesiącu przeprowadzi się do własnego mieszkania. Potrafi sama sobie radzić, zajmowała się młodszym rodzeństwem, ma swoje pasje, które chce rozwijać i hobby w postaci zbieraniu części starych samochodów/motocykli.
Myślę, że jak na 19-letnią osobę jest bardzo zaradna i myśli przyszłościowo, co też jest dobre. (Dla dociekliwych- gdy stała się pełnoletnia, dostała swoją część renty po mojej cioci. Kwota nie była zawrotna, bo podzielona na siedem. Zamiast wydać, postanowiła zainwestować w siebie i przyszłość; wujek do niczego jej się nie dokłada, bo przecież Kasia zarabia na siebie i swoje potrzeby).

Po wspólnym obiedzie u Krystiana, chłopak z nią zerwał jeszcze w ten sam dzień, przez SMS. Jako powód podał właśnie to, co powiedzieli mu rodzice - że Kaśka to patologia, bo nie ma mamy, bo ma dużo rodzeństwa i nie ma wykształcenia, a on takiej dziewczyny nie chce.
Spoko, jego prawo.
Ale zastanawia mnie jedno. Wiedział to wszystko od początku ich znajomości (chodzili razem do klasy kilka LAT). Dlaczego w ogóle to zaczynał? Co, nagle po obiedzie u rodziców go oświeciło? Plus to, że jego rodzice i mój wujek się znają chociażby z wywiadówek, na których wujka w większości chwalono za dokonania Kaśki.
A, sam Krystian również na studia się nie wybiera. Też chodził do zawodówki. Obecnie nie robi nic, a rodzice też nie wymagają od niego niczego.

Nienawidzę być wściekła i nic nie móc zrobić. I w sumie cieszę się, że to trwało krótko.

związki

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (178)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni