Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#85988

(PW) ·
| Do ulubionych
Bezczelność pracowników INPOST. Niestety nie da się określić, na którym etapie.

Odbieram paczkę z paczkomatu, a tam wielka dziura, ale sprawdzam, towar się zgadza. Widocznie potencjalny złodziej zajrzał na paragon zakupu i uznał, że koszulki kupione po 30 zł na wyprzedaży mu się nie przydadzą, mimo że firmowe. Na pudełku było logo firmy, więc chyba ktoś oczekiwał czegoś bardziej wartościowego.

To nie pierwszy raz kiedy paczka została "sprawdzona", a i zdarzał się brak części produktów w zwrotach z allegro.

paczkomat

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 46 (56)

#85901

~zabajona ·
| Do ulubionych
Jak się dowiedziałam, że byłam duffem.

Z Iwoną byłyśmy przyjaciółkami od zawsze. Nasi rodzice mieszkali obok siebie, więc byłyśmy sąsiadkami od najmłodszych lat. Ona trochę bogatsza i zgrabniejsza - ja trochę biedniejsza i pulchniejsza. Wydawało mi się, że jesteśmy dobrymi przyjaciółkami, takimi od serca. Zwierzałyśmy się sobie ze swoich problemów, ja jej pomagałam w nauce, ona mi z wychodzeniem do ludzi (zawsze miałam problemy ze sobą). Wydawało mi się to szczere.

Lata mijały. Szkoła, studia, praca, a przyjaźń trwała niezmiennie.

Na Sylwka byłyśmy na wspólnej imprezie u znajomych. Wynajęty lokal, trochę szyku, trochę elegancji, ale na luzie. Gdzieś w tłumie się rozdzieliłyśmy, a że trochę mnie przyparło, to postanowiłam pójść do toalety. Byłam w kabinie, kiedy Iwona weszła ze swoją koleżanką:

- Iwka, weź ty mi wytłumacz czemu się prowadzasz z takim pasztetem jak zabajona?
- A wiesz, w przedszkolu to mama kazała mi się z nią kolegować, bo byłyśmy sąsiadkami, a później w szkole ją tak ciągałam i chyba mi to z przyzwyczajenia zostało, bo ona zawsze taka brzydka i gruba była, więc przy niej po prostu wyglądam na ładniejszą. Poza tym wiesz - jak się bawię z Filipem, to zawsze mogę powiedzieć, że z zabajoną się widziałam, jakby się Marcin pytał, bo ona taka roztrzepana, że i tak dni jej się zlewają, więc sama wiesz....

Marcin jest moim bratem ciotecznym, którego poznała 5 lat temu na moich urodzinach, a dziś są narzeczeństwem. Mają się pobrać w czerwcu. Świat mi się rozsypał. Przecież nawet jak mu powiem, to mi nie uwierzy.

przyjaciółka

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 59 (85)

#85900

(PW) ·
| Do ulubionych
Jako około 5-letnie dziecko wypatrzyłam u sąsiadki kotkę z młodymi. Zachwycona, opowiadałam o tym wszystkim. Jeden z sąsiadów bardzo chciał zobaczyć kotki (nie przytoczę dialogu, bo po prostu go nie pamiętam), więc pokazałam mu, gdzie są.

Na moich oczach wziął wszystkie młode i utopił w stawie. Do dziś nie mogę mu tego zapomnieć. Kolejną piekielnością jest to, że nikt z dorosłych nie uznał tego za coś złego.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 87 (109)

#85898

~puzon ·
| Do ulubionych
W miniony weekend kolega opowiedział mi historię, która zszokowała mnie tym, jak bezczelni potrafią być niektórzy.

Na jednym z portali internetowych facet pochodzący ze stron kolegi założył zrzutkę. Opisuje w niej swoją smutną historię, jak to uległ wypadkowi samochodowemu, w wyniku którego ma teraz bardzo poważne problemy z poruszaniem się. Przez to musieli z żoną zlikwidować gospodarstwo rolne, z którego utrzymywali siebie i dwójkę dzieci, bo żona sama nie dałaby sobie rady. Opowiada, jak to teraz żyją 4-osobową rodziną ze skromnej pensji żony plus niewielkich dodatków typu 500+ i że prosi o wpłaty na swoją rehabilitację, aby mógł wrócić do sprawności itd. itp. Zapytacie, gdzie tu piekielność i bezczelność - otóż w "szczegółach" wypadku.

Mianowicie spowodował go ten facet, mając prawie 3 promile (tak, TRZY PROMILE). W wyniku tego wypadku śmierć na miejscu poniosło dwóch braci, 22 i 25 czy 26 lat. Starszy za ok. miesiąc miał wziąć ślub. Przyszła panna młoda tak to przeżyła, że próbowała odebrać sobie życie, ale na szczęście ktoś jej w tym przeszkodził.

Gdyby ktoś się zastanawiał (jak ja) dlaczego on nie siedzi - kumpel nie znał szczegółów, ale podobno miał dobrego adwokata i jako że nie był wcześniej karany plus ze względu na stan zdrowia, skończyło się na zawiasach.

Powiedzcie mi, jak bezczelnym trzeba być, żeby zabić 2 młode osoby (prawie 3 nawet), zniszczyć życie kolejnym kilkunastu czy kilkudziesięciu, a potem prosić ludzi o pieniądze?

P. S. Ktoś najprawdopodobniej zgłosił sprawę do portalu, albo coś, bo kumpel nie mógł już tej zbiórki znaleźć, kiedy chciał nam pokazać.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (128)

#85969

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieliśmy z grupą na studiach zajęcia 14-17. O 15:30 prowadząca puściła nam film.

O 15:45 pojawiła się pierwsza star... słuchaczka Uniwersytetu III Wieku. Przypominam - sala zajęta jeszcze przez ponad godzinę, studenci w sali. I od razu - "A co to? A po co? A dlaczego?".

Po chwili przyszła druga i zaczęły gadać. Że siedziały ławkę przede mną, zwróciłam im uwagę, że trwają zajęcia i przeszkadzają grupie. Jedna wstała, stwierdziła, że "ta dzisiejsza młodzież za grosz kultury nie ma" i przesiadła się z fochem.

Po 16:30 słuchaczy było kilkukrotnie więcej niż osób w mojej grupie. Większość witała się głośno z już obecnymi, np. "Cześć, Grażynko, dawno cię nie widziałam, co u ciebie?".

Kilkukrotnie musiałam zwracać im uwagę, że to nie poczekalnia, tylko zajęcia i pogadać mogą sobie przed salą.

Dzień wygrała baba, która kazała mojej prowadzącej wstać i wpuścić ją do ławki (mając do wyboru 30 ławek po 10 miejsc każda).

Nie wiem, kto bardziej piekielny - osoby przychodzące na zajęcia ponad godzinę wcześniej, ryjące się na chama do sali, w której wykład mają inni studenci i przeszkadzający gadaniem czy prowadząca, która z grzeczności nie powiedziała im, że trwają zajęcia i prosi o opuszczenie sali lub chociaż nieprzeszkadzanie (potem dziękowała mi, że próbowałam nad mini zapanować)...

starzy ludzie święte krowy

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (142)

#85896

(PW) ·
| Do ulubionych
Poniedziałek wieczór, jadę tramwajem z lubym, za nami siedzi jakaś babka (B) i facet (F), rozmawiają. Zrywki rozmów, bo całości nie pamiętam, całość okraszona przekleństwami, które wycięłam. ;)

B: Ona myślała, że ta butelka to na picie, ale ja teraz nie piję. No, ale w czwartek się naje*ię.
B: No, dostałam raz mandat 400zł, bo nie miałam biletu.
F: Co? 400zł? Ale gdzie, tu, w Szczecinie?
B: Ta, niedziela była, inna taryfa. Do dzisiaj nie zapłaciłam, niech se nie myślą.
F: Ale weź zapłać, oni mogą ci to z kasy zabrać, 500+ masz?
B: Ta.
F: A nie, z tego chyba nie mogą.
B: No, bo to na dzieci.
F: A alimenty, rodzinne?
B: Mam.
F: Ale z tego chyba też nie. A pracujesz?
B: Nie.
F: A kto teraz z dziećmi siedzi?
B: Ciotka, nic nie robi, to się dziećmi zajmuje.

Plac Rodła, wysiadam. Musiałam spojrzeć, jak wygląda ta matka roku, bo po jej słownictwie w życiu bym nie pomyślała, że ma dzieci. Wychodzę, rzucam okiem, wygląda normalnie. Nie jak bizneswoman, nie jak menel, jak zwykła kobieta w zimowej kurtce, z torebką.

I tylko dzieci żal.

tramwaj

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 82 (122)

#85895

(PW) ·
| Do ulubionych
Zacznijmy od początku. W liceum miałem w klasie takiego lekko ciapowatego kolegę. Był on zakochany w koleżance z klasy, ale ta była złą i wręcz sadystyczną osobą, która zamiast jasno powiedzieć mu "nie", zrobiła sobie z niego pomagiera, którego regularnie wykorzystywała, jednocześnie wyśmiewając i poniżając przy całej klasie, a on na to pozwalał, cały czas mając nadzieję, że coś z tego będzie. W pamięć zapadła mi (i jak się okazało, nie tylko mi) scena, gdy zapytał ją nieśmiało czy mogą porozmawiać, a ona zajęta pisaniem sms-a rzuciła krótko, nawet na niego nie patrząc: "Sp*****laj". Popłakał się wtedy, ale też najwidoczniej zrozumiał, bo dał sobie z nią spokój.

Minęły lata, długie lata i udało nam się całą klasą umówić na spotkanie. Wynajęliśmy salę, catering, open bar, pełen wypas. Przyszła prawie cała klasa. Wszyscy się zmienili. Kolegi na początku nie poznałem. Z nieśmiałego, wrażliwego chłopca zmienił się pewnego siebie, pragmatycznego mężczyznę. Skończył studia, został inżynierem, pracuje w firmie lotniczej i dobrze zarabia. Koleżanka za to dzieciata, mieszka z facetem, który nie jest ojcem jej dziecka, nie pracuje, żyje z zasiłków i 500+ i choć wizualnie nadal atrakcyjna, to widać było na jej twarzy efekty znacznego nadużywania papierosów, alkoholu i mocniejszych specyfików, którymi osładza sobie smutną i pozbawioną nadziei egzystencję.

Zobaczywszy kolegę i usłyszawszy. jakie ma życie, zaczęła się nim intensywnie interesować, prawdopodobnie pamiętając. jak za nią latał w szkole i ujrzawszy w nim szansę na poprawę swojego bytu.

Kolega jednak nie jest w ciemię bity.

Podczas imprezy, w miarę działania alkoholu, zaczynała coraz bardziej się do niego przystawiać. Ten grzecznie, choć stanowczo jej odmawiał. Raz, drugi, trzeci i kolejne. Całe towarzystwo patrzyło na to z zażenowaniem, a potem już obrzydzeniem, zwłaszcza pamiętając, jak traktowała go w szkole. Padło nawet z czyichś ust krótkie i niezwykle trafne słowo określające kawałek materiału lub też kobietę, która zdradza swojego partnera, gdyż to właśnie koleżanka chciała zrobić. Po którejś kulturalnej odmowie kolegi, odpuściła. Jak się okazało, tylko chwilowo. Wyszliśmy na zewnątrz przewietrzyć się, a palący zapalić. Rozmawiamy w małych grupkach, ja stoję z kolegą i trzema innymi, palimy, a tu podchodzi do niego koleżanka i zaczyna znowu coś gadać. On na to, wypuszczając od niechcenia dym i nawet na nią nie patrząc, rzucił krótko: "Sp*****laj". Wybuchnąłem śmiechem, inni też. Ona się popłakała. Koło się zatoczyło.

Po szlugu wróciliśmy do sali, koleżanka, nadal płacząc, wzięła torebkę i wyszła. Przez resztę imprezy wszyscy piliśmy zdrowie kumpla.

karma

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 249 (381)

#85894

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak prawdopodobnie ktoś chciał nas zrobić w balona.

Mój partner sprzedawał auto: w świetnym stanie (kupując, wiedział, że kiedyś je sprzeda), z aktualnym przeglądem itd.

Zgłosił się chętny z miasta obok. Umówiliśmy się na sobotę, facet był nastawiony na kupno, jeśli po oględzinach wszystko będzie grało. Przyjechał z kompanem. Oględziny wyglądały dość zabawnie: panowie jedynie obeszli auto dookoła, kopnęli w opony i zadecydowali, że kupują. Zaproponowaliśmy przejażdżkę, bo jak to tak...? Ok, niech będzie, przejażdżka odbyła się, wszystko super, biorą. Papiery podpisane, zapłata uiszczona, panowie pojechali.

Godzina od ich wyjścia i telefon: "auto coś dziwnie jeździ, ma mało mocy". Wcześniej przy kupnie pan wspominał, że odda auto do swojego znajomego ''czarodzieja od tuningu'', który samochód podkręci, doklei spoilery i będzie do ściganka, więc on jutro pokaże mu ten samochód, to on sprawdzi, co jest nie tak. Ok, czekamy zatem.

Mija kilka dni, pan dzwoni z werdyktem: uszczelka pod głowicą do wymiany i w ogóle cała głowica też, jak pokryjesz pan większość kosztów, to się dogadamy. Partner prosi w takim razie o ekspertyzę na piśmie od owego czarodzieja, żeby mieć podkładkę i bez problemu pokryje naprawę (chociaż jeszcze kilka dni wcześniej, kiedy korzystaliśmy z auta, wszystko grało... dziwne!).

Okazuje się, że no niestety, ale czarodziej nie wystawi papierka, bo nie może, bo cośtam, proszę wierzyć na gębę. Śmierdzi wałkiem na kilometr, partner idzie w zaparte: albo papierek z pieczątką mechanika, albo za nic nie płacimy. Pan poprosił o kilka dni na ogarnięcie sprawy.

Dni mijają, pan na dowód wysyła nagranie testu na obecność C02 twierdząc, że to wystarczy za papierek. Partner powtarza: dokument albo bujaj się pan sam. Kupujący w końcu w nerwach rzuca, że jak zapłacimy za ekspertyzę mechanika, to on odstawi auto do kontroli. Zgodziliśmy się, auto odstawione. Przychodzą wyniki: mechanik stwierdził, że nie da się jednoznacznie stwierdzić usterki. To panu nabywcy nie wystarcza, on żąda orzeczenia od biura ekspertyz motoryzacyjnych! Zgadzamy się pod warunkiem, że sam sobie za to zapłaci. Koleś unosi się wściekłością, decyduje się na ASO. Czekamy.

Orzeczenie z ASO potwierdza nasze podejrzenia: wszystko gra, jak na swój wiek auto mega zadbane, nie stwierdzają uszkodzenia. Kupujący wściekły, krzyczy, że wszyscy go oszukali i on tego tak nie zostawi, on to auto sprzeda, bo czarodziej spojlerowy stwierdził, że jest usterka i już!

A sprzedawaj pan.

Po kilku dniach pan dzwonił jeszcze do nas, wymyślając sobie jakie dodatkowe pisma potrzebne mu do sprzedaży, jednak to już nas nie obchodziło.

samochód sprzedaż

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 98 (106)

#85913

~nbbvvbb ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się taka historia z januszexu.

Po powrocie z emigracji pracowałem w magazynie i szukałem czegoś lepszego. Był to rok 2014, robota gówniana, ludzi traktowali jak śmieci. Nie było nawet ogrzewania, a zimą temperatura w środku była niższa niż na zewnątrz, aż zamarzł towar i to nie napoje, tylko chemia gospodarcza. Płaca też poniżej ludzkiej godności.

Teoretycznie praca 8 godzin, od poniedziałku do piątku. Praktycznie zostawało się po godzinach, bo stawka godzinowa tak niska, że pracując normalnie by się zarobiło niewiele. Oprócz tego zmuszali do przychodzenia w soboty i niedziele, co nie każdy chciał.

Pewnego razu, zimą właśnie, przed świętami, dyrektor zebrał wszystkich pracowników i zaczął pełne żalu i wyrzutów przemówienie, że nie chcemy zapierdzielać w weekendy i że on tego nie rozumie:
- Jak trzeba przyjść w niedzielę, to ja przychodzę!
Powiedział człowiek, który siedzi kilka godzin (8 nigdy nie siedział) w ciepłym biurze i zarabia lekko 10k miesięcznie do ludzi, którzy robią po 10-12 godzin w ujemnej temperaturze za 1800 zł miesięcznie. Został wyśmiany.

praca

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (199)

#85929

(PW) ·
| Do ulubionych
Ktoś pod jakąś niedawną historią o relacjach rodzice - dziecko napisał, że jak się słyszy o biednych, samotnych, opuszczonych staruszkach, to zawsze zastanawia się nad tym, jak to wygląda "z drugiej strony".
Uważam, że w większości przypadków mamy relacje z innymi takie, jakie sobie zbudowaliśmy. I zawsze dwie strony biorą udział w tym budowaniu.
Przykład z dalszej rodziny. Byli sobie Ciocia i Wujek (C i W, upraszczając, to naprawdę dalsza rodzina, ale nie ma sensu wdawać się szczegółowo w koligacje rodzinne). Nie osądzam, ale nie zaliczyłabym C i W do najlepszych rodziców.

Najstarszą córkę przez kilka pierwszych lat wychowywała jej babcia - matka C, C jej nawet nie odwiedzała, wzięła dziewczynkę do siebie jak miała jakieś 5 czy 6 lat. Gdy córka dorosła, była wielka kłótnia (podobno o to, że córka z mężem pożyczyli C i W jakąś sumę pieniędzy, choć im się też nie przelewało, i po roku czy dwóch, jak C i W wymieniali sobie samochód na nowszy, a oni budowali dom, zażądali spłaty. C i W podobno byli oburzeni, że "ale jak to, mają oddać?!"), po kłótni całkowite zerwanie kontaktu, po jakichś 10 latach kontakty wznowiono - na zasadzie odwiedziny na pół godziny raz na rok czy dwa lata.

Średnia córka na etapie liceum wyjechała z domu, zamieszkała w internacie. Utrzymywała się - z tego co wiem - głównie z jakichś stypendiów naukowych, na studiach łączyła pracę z nauką. Podejście C i W: oni nie będą płacić za jakieś fanaberie, zwłaszcza dla dziewczyny (fanaberie = nauka).

Syn został u C i W (duży dom, praktycznie dało się zrobić oddzielne wejście/mieszkanie). Jego żona nie miała prawa wstępu do części domu C i W. Wnuczka również bez pozwolenia nie mogła nawet wejść do kuchni C i W, żeby napić się wody. Z tego co wiem, syn z żoną pokrywali całość opłat za energię, gaz, opał na zimę - bo C i W uważali, że skoro oni już dom wybudowali, a syn i żona "przyszli na gotowe", to niech przynajmniej płacą.

Jednak przyszła starość, a starość - zwłaszcza u C i W - nie radość. C zachorowała przewlekle, W też. Wymagają opieki.

Cała rodzina dalsza hur dur na dzieci C i W, że jak to rodzicami się nie zajmą.
Pomysły są najróżniejsze.
Że najstarsza córka powinna ich wziąć do siebie, przecież w domu mieszka!
Że średnia powinna przyjechać z tej "stolycy" i się chorymi matką, ojcem zająć.
Że żona syna powinna zrezygnować z pracy i się opiekować obojgiem, przecież "w jednym domu mieszkają".

Na moją, luźną dość sugestię, że C i W pobierają emerytury, wydatków nie mają oprócz żywności i leków żadnych, więc reszta zapewne wystarczyłaby na opłacenie opiekunki, hur dur, że jak to, obcy ludzie mieliby się opiekować, a trójkę dzieci mają!

Mają, ale mają też z nimi takie relacje, jakie całe życie budowali - czyli praktycznie żadne.

rodzina opieka starość

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 296 (306)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni