Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#88810

~Fila ·
| Do ulubionych
Sąsiedzi to temat rzeka. Ja moich dopiero poznaję, bo wprowadzam się do mieszkania, które otrzymałam w spadku, a które "leżało odłogiem" przez prawie dwa lata (problemy prawne). Jak to lokal po starszej osobie, musiało przejść kapitalny remont i meblowanie od zera. Wiadomo, nie dzieje się to w absolutnej ciszy, jednak cisza nocna była przestrzegana, robotnicy nie wrzeszczeli do siebie - zwyczajne, choć uciążliwe dźwięki.

Niestety podpadłam przez to jednemu sąsiadowi, który już prawie nie wychodzi z domu, za to robi za pierwszorzędny monitoring osiedlowy. Czepiał się na przykład, że jak śmiem wyrzucać śmieci po zmroku (hę?), że przychodzi do mnie chłopak z kolegą, żeby pomóc mi ze skręcaniem (jakiś gachów sobie sprowadzam!), a nawet, że rzekomo całe błoto na korytarzu jest przeze mnie (a buty wycieram dokładnie). Ostatnio jednak przegiął.

Urządziłam parapetówkę - łazienka, kuchnia, stół i krzesła są, można godnie gości przyjmować. Koło 21 dzwoni domofonem policja, że niby zakłócanie miru domowego, myśli własnych nie można usłyszeć. Roześmiałam się serdecznie, wpuściłam panów, pokazałam, co to za dzikie tańce.

Nie mogło ich być, bo wszyscy moi goście to... osoby głucho-nieme. Pracuję w ośrodku, który prowadzi dla nich zajęcia, i jestem na tyle blisko z moją grupą, że zaprosiłam ich do siebie. Żadnej muzyki, rozmów, szurania meblami czy stukania kubkami (osoby głuche nie zawsze zdają sobie sprawy z tego, jak głośno się zachowują i że to przeszkadza słyszącym - "moi" o tym wiedzieli).

"Miły" sąsiad dostał mandat i tylko patrzy na mnie spode łba, jeśli mamy wątpliwą przyjemność się minąć. Na razie przeszła mu ochota na docinki, ale kto wie, co wymyśli za jakiś czas.

sąsiad

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (161)

#88813

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia stara jak świat, bardzo klasyczna.

Jadę drogą poza strefą zabudowaną, między polami, jest już po zmroku, a przez temperatury które wąchają się w okolicy zera to wszędzie unosi się mgła. Jezdnia jest równa, prosta, bez większych dziur, ale za to bardzo blisko drogi rośnie szpaler drzew po obu stronach jezdni.

Nie ma dużego ruchu więc jadę wolniej z włączonymi długimi i tylko to uratowało mnie przed uderzeniem pieszego, który nagle wyszedł zza linii drzew na jezdnię, ubrany od stóp do głowy na czarno, zobaczyłem go dopiero jak podniósł głowę i jego/jej twarz była jedynym jasnym punktem. W pierwszym momencie jak zobaczyłem tą czarną masę, myślałem że to jakieś zwierzę jeleń czy dzik albo jakieś krzaki czy coś, przez mgłę kształt był zamazany.

Naprawdę ludzie noście odblaski albo jakiekolwiek źródło światła. Cokolwiek, a nie wszystko na czarno łącznie z rękawiczkami.
Zawału można dostać.

piesi droga auta

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (137)

#88809

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka lat temu czytałam artykuł o niepełnosprawnym chłopcu, któremu dyrektorka zabroniła wjeżdżać na wózku do szkoły.


W moim najbliższym otoczeniu miała miejsce podobna historia.

Znajoma mojej mamy ma syna niewiele młodszego ode mnie. Niestety jest on niepełnosprawny, bo urodził się bez nogi.

W miarę szybko udało się załatwić odpowiednią protezę, by dzieciak mógł chodzić i funkcjonować jak zdrowe dziecko.

Gdy miał jakieś pięć lat, to rodzice postanowili zapisać go do przedszkola. Chłopiec był zadowolony i z uśmiechem na buzi uczęszczał do tego przybytku.

Któregoś dnia, gdy koleżanka mamy odbierała syna, to przedszkolanka poprosiła ją o rozmowę.
Czego dotyczyła ta rozmowa?

Otóż pani wychowawczyni nakazała mamie chłopca by ten chodził do przedszkola bez protezy. Dlaczego? Bo podczas zabawy niechcący kopnął kolegę i nabił mu siniaka. Na nic tłumaczenia, że to właśnie dzięki niej może normalnie chodzić i funkcjonować.

Sprawa otarła się o dyrekcję, która stanęła po stronie koleżanki mamy i jej syna.

Wychowawczyni dostała niezły ochrzan, bo to nie był jej pierwszy wybryk.

Ta sytuacja miała miejsce jakieś dwadzieścia lat temu.

Dzisiaj główny bohater jest już dorosły i ma niezły ubaw z tej historii, ale wtedy nikomu raczej do śmiechu nie było.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (144)

#88797

~ammy ·
| Do ulubionych
Znajoma mieszka w bloku, gdzie na parterze jest kilka lokali usługowych.

W jednym z nich mieści się kebab. Miejsce to jest uciążliwe dla mieszkańców bloku, gdyż po 1. po klatce schodowej unoszą się intensywne zapachy, a po 2. jest to chyba najdłużej otwarty (w sensie do najpóźniejszych godzin) kebab w naszym mieście (w tygodniu do północy, w weekendy do 3:00, a jak są klienci to i dłużej), przez co często po nocach schodzi się typowa dla tego typu lokali i pory klientela, czyli drący mordy pijani, uhahana młodzież, albo sebixy z rozkręconą na cały regulator techniawką w swoich zdezelowanych autach ze "sportowymi" wydechami.

O ile ktoś ma okna z innej strony, to jest to znośne, ale dla osób mających sypialnie nad tym lokalem, oznacza to niedospane noce, zwłaszcza latem, kiedy temperatura nie pozwala spać przy zamkniętych oknach. Oprócz tego klientela potrafi zostawić po sobie syf wokół bloku- butelki (często potłuczone), papierki po kebabie, a nawet mocz...

Mieszkańcy bloku dość agresywnie zaczęli walczyć z nowym najemcą, ale trochę się przestraszyli, kiedy drzwi jednego z mieszkań zostały oblane jakąś tłustą substancją. Od tamtej pory jedynie apelowali do właściciela lokalu (tu małe wyjaśnienie- właściciel lokalu jest właścicielem nieruchomości, a nie interesu z kebabem. Po prostu facet ma kilka nieruchomości pod wynajem, a jednym z najemców jest prowadzący w/w lokal gastronomiczny z kebabem) gdzie mieści się kebab, aby coś zrobił- chociażby postawił warunek, że kebab ma być otwarty maksymalnie do 22:00.

Ten obiecał, że coś zrobi, jednak nie było widać żadnych efektów. Pytany przez mieszkańców powtarzał, że cały czas działa w tym temacie, jednak nie potrafił odpowiedzieć co konkretnie, skoro żadnych efektów nie widać.
Podczas ostatniego spotkania wspólnoty mieszkańców oraz właścicieli lokali usługowych (z pewnych względów odbywają się ostatnio takie) facet zaczął narzekać, że najemca, czyli "kebab", zalega mu z czynszem, i że chce się go pozbyć.

Poprosił mieszkańców, aby przypadki zakłócania ciszy nocnej itp. zgłaszali na policję lub SM, bo z takim atutem, że są interwencje, będzie mu łatwiej go wyrzucić. Tu jeden z mieszkańców powiedział, żeby spierdzielał, bo jak prosili go, żeby coś zrobił z ich nieprzespanymi nocami, to on to olewał ciepłym moczem, bo sam spał spokojnie i liczył kasę, a teraz, jak tamten nie płaci a zajmuje mu lokal, to oni mają się narażać na jakieś akty zemsty, więc niech dzwoni sobie sam.

Koleś nic się nie odezwał do końca spotkania a na koniec odszedł z obrażoną miną i bez pożegnania, niczym 7-mio letnie dziecko. Facet potem zgłosił się do Pani adwokat, która też mieszka w tym bloku, czy pomoże to ogarnąć od strony prawnej. Ta do niego że spoko, ale jak dowiedział się, że nie będzie to za darmo to był wielce poruszony. "No ale jak to?! Przecież to i w Pani interesie jest! Pani tez się skarżyła na hałas!"

Kobieta odpowiedziała mu coś w stylu wcześniej wspomnianego faceta- żeby nie był taki cwany, bo wcześniej jak tylko oni mieli problem z kebabem, to on liczył hajs, a teraz jak problem ma i on, to oczekuje że ktoś mu pomoże go rozwiązać za darmo.

gastronomia

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (164)

#88786

~undone ·
| Do ulubionych
Jeszcze jedna historia, tym razem przypomniało mi się po przeczytaniu #88780.

Mieszkałam kiedyś niedaleko szkoły podstawowej. W okolicy szkoły ze względu na obecność wprowadzono ograniczenie do 30km/h. Bezpośrednio przed szkołą jest przejście dla pieszych.

Moją zmorą w tym czasie były wycieczki dzieci do parku po drugiej strony ulicy. Dlaczego? Jednocześnie do parku chodziło nie wiem ile klas, może 4-5? Na oko 100-120 dzieci. Wyglądało to tak, że gdy widziałam dzieci zbliżające się do przejścia oczywiście hamowałam i czekałam. Czasem nawet 15 minut. Dzieci szły totalnie nieskoordynowane, pojedynczo, ewentualnie w rozlazłych grupkach, stawały na jezdni, zatrzymywały się z jedną nogą na pasach, czekając na jakiegoś kolegę. Wyobraźcie sobie. Setka dzieci przechodząca w ten sposób przez pasy.

Nauczycielki szły gdzieś na szarym końcu we własnym towarzystwie, tempem spacerowym, miło sobie plotkując. Nie miały totalnie żadnej kontroli nad tym jak dzieci przechodzą przez jezdnię. Raz byłam świadkiem, jak jakiś kierowca zwrócił im uwagę, że mogłyby się do tego przyłożyć i skoordynować to przechodzenie przez jezdnię, ustawić dzieci w pary i generalnie trochę to usprawnić. Dostał opieprz, że tu jest szkoła, strefa 30, przejście dla pieszych, więc o co chodzi?

Innym razem mało nie wjechałam w jakieś dziecko, jechałam przepisowo, przed przejściem ogarnęłam wzrokiem okolicę i widziałam zbliżające się dzieci, ale spokojnie zdążyłabym przejechać. I nagle jakiś dzieciaczek, wyglądający raczej na przedszkolaka dosłownie wyleciał zza drzewa na jezdnię. Przestraszył się, wyszłam z auta i poczekałam aż przyszła nauczycielka.

Nie wiem, w jakiej była odległości, ale twierdziła, że ona tego nie widziała. Więc gdzie ona była, że nie wiedziała, gdzie jest jej uczeń. Totalnie się sytuacją nie przejęła. Opierniczyła najpierw dziecko, a potem mnie, bo tu jest szkoła i ja mam uważać.

Strach takim ludziom dziecko powierzyć pod opiekę.

szkoła

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (156)

#88805

~hypertension ·
| Do ulubionych
Puszczają w telewizji kampanie społeczne, żeby chodzić do lekarza i się badać. Ja i bez tego zawsze się regularnie badam. Niestety lekarze nie zawsze mi to ułatwiają.

Mam nadciśnienie, które drastycznie zwiększa ryzyko udaru. Od dłuższego czasu miewam kłujące bóle w głowie. Poszedłem do lekarza w prywatnej klinice, w której mam pakiet. Mówię, o co chodzi i proszę o tomografię głowy z kontrastem, żeby sprawdzić czy nic złego się w głowie nie dzieje.

Spotkałem się z odmową, bo pani doktor nie widziała wskazań medycznych do tego badania.
- Pani doktor, nie chciałbym w żadnym razie pani pouczać, ale czy nadciśnienie i bóle głowy nie są wystarczającym wskazaniem?
- Jest pan młody, bla bla bla, ryzyko udaru jest bardzo małe, bla bla bla - taka typowa gadka.

Młody, 35 lat. Ludzie już w tym wieku dostają udarów. Trąbią w mediach, żeby się badać i że udar jest jedną z głównych przyczyn śmierci i niepełnosprawności w Polsce, że lekarze biją na alarm, itd. No, ale nie. Pani doktor mówi, że nie widzi wskazań do badania.

- Pani doktor, to proszę dać mi skierowanie i ja sobie do innej kliniki pójdę zrobić to badanie.
Co mi tam, zapłacę, zdrowie jest ważniejsze.
- Nie dam panu skierowania, bo nie ma wskazań medycznych. Żaden lekarz nie da panu skierowania w takiej sytuacji.

Odpuściłem kopanie się z koniem, podziękowałem i wyszedłem. Pani doktor na odchodne powiedziała, żeby nie myśleć o żadnych udarach, tylko żyć i być szczęśliwym.

lekarze zdrowie badania

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (156)

#88803

(PW) ·
| Do ulubionych
Ewidentnie albo moje życie jest pozbawione piekielności, albo po prostu brakuje czasu na opisanie ich wszystkich.
Ale dzisiejszą opiszę, bo mi się ciśnienie podniosło i para niemal uszami bucha.

Prezenty. Zakupy. Blakfrajdeje i inne sajbermandi. Wszystko to obliczone na skok na naszą kasę. Ale już skur(tego.no)wysyństo tego, co robi na swoich stronach sklep rzekomo coś tam o kulturze, czyli moloch pseudoksiążkowy, kwalifikuje się do uokiku i innych świętych. Nie to, że jakoś szczególnie marzę o zakupach tam, po prostu bon trzeba wykorzystać.

Tytułem wyjaśnienia: od pewnego czasu Srempik ma u siebie nie tylko produkty własne, ale i "dostawców", partnerów, czy jak ich tam nazwał. Co wprowadziło totalny chaos w ofercie, zwłaszcza dla osób takich jak ja, które zwykle ten sklep obchodzą szerokim łukiem. Ale dostał człowiek bon. Chce człowiek domknąć prezenty gwiazdkowe, wchodzi na stronę, pracowicie dodaje do koszyka, a tu nagle - zonk! Cena zakupów 350 zł, cena z dostawą ponad 460 zeta. Co? JAK? Gdzie?

Sprawdzam sobie na spokojnie, bo może coś niechcący 2x do koszyka jest dodane, ale nie. Zgadza się. Co się nie zgadza? Przeszło 110 zł za dostawę? Sprawdzam dokładnie i co widzę? To, że każdy towar w koszyku jest od innego dostawcy, to raz. Czy mnie to musi obchodzić? Ja kupuję w Srempiku, niech się sam rozlicza z partnerami. A jak idziesz do Biedronki, to cię obchodzi, czy czekolada to Wedel czy Goplana?

Po drugie - naliczenie 3 różnych wartości dostawy - 11 zł, 15 zł... i... Po trzecie: Cena dostawy klocków Lego dla dziecka. A mianowicie pozycja - kurier - 80 zł.
Ile? 80 zł za kuriera... Za kuriera 80 zł... Tak sobie usiłuję to zwizualizować, ale nie. Nadal mam chhholerne 80 zł za kuriera.
Nawet nie udało mi się wkurzyć na Srempik, że naciąga na swoje Premium, bo okazuje się, że to też nie chroni przed tą dostawą.
Po prostu - 80 zł za kuriera i wuj. Co ciekawe te klocki miały 4 różnych dostawców i u każdego dostawa wynosi 80 zł. Przy okazji - klocki kosztowały nieco ponad 150 zł, więc dostawa to 1/2 wartości.

I tak mnie tylko ciekawi, co z ludźmi, którzy ze względu na podobną cenę, nie zorientują się, że mają 100 peelenów w plecy, bo Srempik nawiązuje nieetyczne współprace z partnerami. Ja tak tego nie zostawię, to pewne. Oczywiście, że moje marne trzy stówki nie zrobią im różnicy, ale może chociaż uda mi się ostrzec innych przed zrobieniem "interesu życia".

empik

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 194 (218)

#88627

~lafemme ·
| Do ulubionych
Historia, która wywołała we mnie po prostu obrzydzenie.

Od niedawna pracuję z nową koleżanką. Bardzo dobrze się dogadujemy, więc w zeszłym tygodniu umówiłyśmy się na drinka po pracy.

O koleżance wiedziałam do tej pory tyle, że ma męża starszego o 10 lat i dziecko. Przy drinku wspomniała mi, że zna się ze swoim mężem już 20 lat, co wydało mi się dziwne, bo jest ledwo po trzydziestce, ale wiadomo jak to bywa, znali się od dzieciaka, potem zaiskrzyło.

Tyle, że... nie. Faktycznie poznali się, gdy ona miała 10 lat, a on 20. I wtedy już zaczęli spędzać ze sobą dużo czasu. Parą zostali, gdy ona miała 12 lat. Pierwszy seks rok później. Gdy miała 15 lat zamieszkali ze sobą. Ślub, gdy jeszcze była w liceum.

Koleżanka widząc moją minę, gdy wspomniała, że jako trzynastolatka sypiała z 10 lat starszym facetem rzuciła:

- Ja wiem, co sobie myślisz, ale ja byłam już wtedy bardzo dojrzała, fizycznie i psychicznie, to był związek na poziomie dorosłych ludzi.

Koleżanka nie pochodzi z patologicznej rodziny. Jej rodzice o wszystkim wiedzieli.

Nie wiem, czy ta historia jest prawdziwa, ale po co miałaby mi opowiadać takie dyrdymały? Czy to jakiś powód do dumy?

praca

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (156)

#88804

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem, czy to jest piekielne, czy niekoniecznie.
Zaszczepiłem się ponad pół roku temu szczepionką J&J.
W poniedziałek (już nie marudzę o tym, że to 6 dni po pół roku od szczepienia - usłyszałem na infolinii, że wszystkie skierowania są wydawane w poniedziałek - też idiotyzm) grzecznie poszedłem się zaszczepić.
I teraz nie mogę wyjechać z Polski jeszcze przez ponad tydzień.
Bo szczepionka przypominającą jest zapisana na moim koncie 2/2.
Czyli jakbym przyjął jedną, a teraz drugą.

Więc każdy myślący urzędnik w Niemczech - mnie zatrzyma.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 87 (103)

#88644

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam w Szwajcarii, ale cały czas mam konto i pieniądze na nim w polskim banku.

Tydzień temu dostałam SMS z informacją, że moja bankowość internetowa i karty zostały zablokowane i prośba o kontakt telefoniczny.

Ze szwajcarskiego numeru nie szło się dodzwonić, z polskiego koszta są dość spore, ale jak trzeba to trzeba.

Oczywiście najpierw nastąpiła weryfikacja czy ja to ja (no dobra najsampierw to było 10 minut czekania). Po kilkustopniowym upewnieniu się przez konsultantkę, że rozmawia z właściwą osobą przeszłyśmy do konkretów.

Karta została zablokowana w wyniku "podejrzanych transakcji", którą okazała się subskrybcja na YouTube, czyli prościej: zaczęłam wspierać pewnego polskiego youtubera i ta transakcja (któraś już z kolei, nie pierwsza) została przez "dział bezpieczeństwa" uznana za podejrzaną. Potwierdziłam tę transakcję. Żeby była jasność: moje "tak" w słuchawce było wystarczające, aby odblokować karty.

Bankowości internetowej nie udało mi się jednak odblokować, bo chodziło o "podejrzane logowanie z Rosji". Upewniłam się, że nie chodzi o Szwajcarię. Nie potwierdziłam tego, nigdy w Rosji nie byłam. W związku z tym trzeba wyrobić mi nowy login do bankowości internetowej, a można to zrobić TYLKO w oddziale banku.

Żebyście dobrze mnie zrozumieli: Bank miał próbę podejrzanego i ewidentnie nielegalnego logowania na moje konto z Rosji i to jest nagle mój problem. Pani nie interesował fakt, że jestem za granicą. Niestety mój pełnomocnik mógłby się pojawić w banku tylko i wyłącznie z "pełnomocnictwem szczegółowym" w którym dokładnie byłoby napisane, że może dla mnie wyrobić nowy login. Wyśmiałam Panią od góry do dołu, że jest chyba niepoważna, skąd miałabym niby przewidzieć, że moje konto w ich banku jest zagrożone atakiem hakerskim?

Krótko mówiąc, gdybym wiedziała, że się przewrócę, to bym sobie wcześniej usiadła chociaż.

Koniec końców, pełnomocnictwo ogólne zostało w oddziale banku skserowane, oddane do konsultacji do radcy prawnego banku i na szczęście zaakceptowane. A jest to pełnomocnictwo ogólne. Czyli, że pełnomocnik może w banku wszystko, na takich samych prawach jak ja.

Fakt, że bank zareagował na podejrzane ich zdaniem rzeczy na koncie to akurat spoko, ale zablokowanie mi bankowości na kilka dni utrudniło mi życie. Niektóre rzeczy szybciej i łatwiej jest robić używając polskiego konta.

Czy są tu eksperci, którzy mogą mi wyjaśnić fakt, dlaczego cały czas niektóre rzeczy można załatwić tylko w oddziale osobiście, a nie przez telefon?

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (135)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni