Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#86335

~OszustwoNaHarcerzy ·
| Do ulubionych
Chciałabym Was przestrzec, żebyście uczulili starsze osoby ze swojego otoczenia, że jest wielce prawdopodobne, że pojawił się nowy sposób wyłudzania pieniędzy od emerytów.

W związku z panującą epidemią, większość starszych osób siedzi (lub powinna siedzieć) zamknięta w domach. Z uwagi na utrudnione wyjścia, niektóre starsze osoby mogą mieć problemy ze zrobieniem zakupów i na tym żerują oszuści.

Rozmawiałam dziś z babcią, która mieszka w okolicach centrum Warszawy, w bloku, w którym 1/4 mieszkańców to studenci wynajmujący mieszkania, a 3/4 to emeryci. Wczoraj około południa ktoś do niej zapukał. Babcia rozmawiała z "gośćmi" przez drzwi, ale widziała ich przez wizjer. Dwóch chłopaczków w wieku około nastoletnim, w maseczkach na twarzach i strojach harcerzy przedstawiło się właśnie jako harcerze, którzy w ramach wolontariatu i spełniania dobrych uczynków robią zakupy starszym ludziom, którym czegoś zabrakło. Na szczęście babcia dzień wcześniej została przez nas zaopatrzona, więc podziękowała i odmówiła. Dziś rano rozdzwonił się jej telefon - sąsiadki pytały czy byli u niej harcerze i czy byli też u innych.

Co się okazało? Sporo starszych osób dało się nabrać i pełni radości wręczali oszustom listy zakupów wraz z pieniędzmi na nie. Kwoty różne, od 20zł do ponad 150zł od osoby. Czekali cierpliwie na dostarczenie zakupów, ale się nie doczekali - chłopcy czmychnęli z pieniędzmi i tyle ich widzieli. Policja niby przyjęła telefonicznie zgłoszenie, ale mają tyle roboty, że pewnie niedługo przyjdzie pisemko o umorzeniu. Tym bardziej, że oszuści byli w maseczkach, więc nici z opisania wyglądu.
A młodociani wyłudzacze wzbogacili się, i to niemało, na naiwności emerytów.

Nie wiem czy ta akcja była jednorazowym pomysłem, czy może zbiera jakieś większe żniwo, ale proszę Was, ostrzeżcie swoich znajomych i krewnych w podeszłym wieku, żeby nie dali się nabrać na taki numer. Niech absolutnie nie dają pieniędzy na zakupy nieznanym osobom, niezależnie od tego jak duże zaufanie budzą. Już i tak większość ludzi jest zdenerwowana obecną atmosferą, a świadomość, że zostało się okradzionym mocno pogarsza samopoczucie, już nie mówiąc o stracie materialnej.

PS. Od razu zaznaczam, że pomoc sąsiedzka, która ostatnio zyskuje na popularności, jest wspaniała, ale jeśli się nie zna danej osoby, to lepiej nie ryzykować.

oszustwo wyłudzacze

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 111 (115)

#86289

(PW) ·
| Do ulubionych
Pan Morawiecki w telewizji twierdził, że wszystkie sprawy urzędowe da się załatwić przez internet z domu.

Dziś rodzice poprosili mnie, abym zarejestrowała ich w jednym z rządowych serwisów Ministerstwa Zdrowia i pokazała im jak przez ów serwis można złożyć odpowiednie wnioski, które dotychczas musieli pobierać z Urzędu Wojewódzkiego, wypełniać ręcznie i następnie zawozić do rzeczonego urzędu.

Weszłam na stronę, uzupełniam dane do rejestracji, klikam "zarejestruj" i... w dobie cyfryzacji urzędów/ministerstw wyskakuje mi informacja: "Aby aktywować konto wydrukuj wniosek, wypełnij go i wyślij/dostarcz osobiście do wskazanego urzędu" (nie ma w ogóle możliwości, aby aktywować to konto przez profil zaufany).

Tak, że ten... cyfryzacja pełną gębą.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 171 (183)

#86279

(PW) ·
| Do ulubionych
Uczęszczałam na studia, na których szaleńczo się nudziłam i męczyłam. Każda godzina była dla mnie tam katorgą, więc z trudem przeżyłam 1 semestr. Źle wybrałam, no trudno.

Decyzja - rezygnuję.

W końcu się uwolnię od ciągłego stresu, nudnych i wymagających zajęć i od dość snobistycznych ludzi ot tak. Ale oczywiście nie mogło być tak łatwo. Choć nikt siłą nie zaciągnął mnie na zajęcia, to wszyscy w rodzinie reagowali negatywnie.

"Ale jak to? Takie dobre studia na takiej [pseudo]prestiżowej uczelni? Przecież po tym od razu miałabyś pracę!"
"Przecież już zdałaś jeden semestr. Jeszcze tylko drugi, dwa lata i koniec!"
"Przecież po tym mogłabyś od razu pracować w korporacji!"
"No i co teraz? Pójdziesz do pracy? Ty umiesz pracować?"
"No i teraz jesteś rok w plecy. Co ty teraz zrobisz?"
"A nie mówiłam ci, że nie dasz rady? To są trudne studia." etc.

Usilnie powtarzałam, że nie zamierzam wrócić i choć komentarze milkły, wymowne spojrzenia zostały.

Było w miarę dobrze dopóki nie okazało się, że nie zamierzam iść również na żadne studia w przyszłym roku, bo nie ma kierunku, który by mnie interesował.

I znowu, że jak mogę nie iść, bez papieru nic mi się nie uda w życiu, nie znajdę pracy itd. Do tego wszystkiego przy każdej możliwej okazji czy na urodziny, czy święta dostawałam jakże wspaniałe życzenia: "Żebyś ukończyła jakieś studia". Na moje odpowiedzi, że nie chcę iść, usłyszałam, że no może jeszcze mi się zmieni. Uśmiechałam się tylko dobrotliwie ani nawet nie myśląc o rozpoczęciu nowego kierunku.

Gdzieś w międzyczasie odkryłam w sobie nową pasję - rośliny. A konkretniej chcę zostać florystką. Ogłosiłam to przy pierwszej lepszej okazji, że zapisałam się do szkoły policealnej.

Reakcje - no przecież każdy głupi potrafi zrobić bukiet, więc na co mi to. Usilnie próbowano mnie też namówić na stomatologię. To, że nie znoszę grzebać w zębach było skutecznie ignorowane. "Przecież dentysta to taki świetny zawód".

W końcu udało mi się pójść na kompromis z rodzicami - poszłam na kierunek ogrodniczo-artystyczny na uczelni nie cieszącej się zachwytem takim jak tamta "prestiżowa" uczelnia. Ale jestem zadowolona znacznie bardziej.

Oczywiście dalej słucham o tym jak bez papieru sobie nie poradzę. Ale już rzadziej.

rodzina

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (116)

#86278

(PW) ·
| Do ulubionych
O wdzięczności słów kilka.

Miałam domek traktowany jako letniskowy, ale ładnie odremontowany i w razie czego do zamieszkania przystosowany. Za plecami stał domek drewniany jak to kiedyś się budowało, gdzie popadnie i jak popadnie, czyli dzieliło je może ze 3 metry. I tamten był w stanie pozostawiającym wiele do życzenia, ale Państwo w wieku +/- ponad 60 lat mieszkali tam sobie jakoś.

Z tyłu, centralnie skierowany w mój domek był ich komin, a właściwie kawałek jakiegoś przerdzewiałego kolanka, już bez rury idącej ku górze nad dach. Wiele razy prosiliśmy by to poprawili, nawet proponowaliśmy zakup rury kominowej z prawdziwego zdarzenia (może nie mają na to skoro żyją w takich warunkach?) Państwu to nie przeszkadzało, bo dym szedł w nas, a nie w nich.
Grzali się piecem typu koza (takim starym, iskry wychodziły tym kolankiem).
Fakt, mogliśmy to gdzieś zgłosić, jakoś ich zmusić.
Do rzeczy.

Oczywiście u sąsiadów wybuchł pożar, pomijając, że nawet nie mieli telefonu żeby dzwonić po straż, szczęście, że akurat były ferie i u nas ktoś był (poprzednia zima, był i mróz i śnieg).
Spłonęło wszystko, to co zostało strażacy rozebrali do gołej ziemi, nasz dom też ucierpiał, ale był ubezpieczony.
Zorganizowaliśmy wydarzenie na Facebooku, powiedzieliśmy komu się dało, że potrzebne jest wszystko do życia, wielu ludzi się zgłosiło z pomocą, nawet udało im się domek odbudować, ale:

1. Załatwiłam panu nowe buty (wartość ok 300zł z metką), ale on by wolał czarne, a nie brązowe.
2. Gotowałam im obiady, ale oni wolą ogórkową, a nie rosół.
3. Woziłam do sklepu, ale przecież nie kupili jedzenia, tylko papierosy i piwko.
4. Oni nie chcą jedzenia, chcą pieniądze, to sobie kupią co uważają za słuszne.
5. Oj, Pani Kasiu, my już nie mamy na jedzenie - mówi sąsiad, po czym raźnie wędruje ze sklepu z siatką z piwem.
6. Miarka się przebrała, kiedy Pan opowiedział mi, że prosił strażaków, żeby ratowali jego telewizor bo dopiero kupił, a ten bezczelny strażak powiedział, że ich domu już nie uratują i musi ratować nasz odcinając go od ognia, a przecież nas stać, byśmy sobie odbudowali. Ja rozumiem, że kiedy płonie twój dobytek to myślisz tylko o tym i mało cię obchodzi dom sąsiada (chyba) i że można w tym stresie tak powiedzieć, ale opowiadać osobie, która poświęca swój czas, pieniądze i energię by ci zorganizować życie, że to jej powinno wszystko spłonąć, to trochę nie bardzo.
7. Znalazł się chętny by jakoś szybko im dom szkieletowy postawić, żeby się mieli gdzie podziać, z pieniędzy "zrzutkowych" od życzliwych ludzi z okolicy. Rozumiem, że można nie umieć tego robić (chociaż Pan podobno był budowlańcem całe życie), ale stać nad chłopakiem stawiającym mu nowy dom i dyrygować, i dogryzać, i zamiast chociaż śrubki podać to komentować, i tylko nerwy psuć, to delikatna przesada.

Takich kwiatków w tej sytuacji było jeszcze kilka, Państwo zrobili się strasznie roszczeniowi i z sąsiadów naprawdę w okolicy chwalonych (mimo miłości do alkoholu) stali się wyrzutkami, z którymi nikt już nie chce rozmawiać za tą ich wdzięczność, w chwili gdy stracili wszystko, i w ciągu miesiąca dostali więcej niż mieli od dobrych ludzi.
Państwu podobno spłonęło 10 tysięcy w gotówce, a na rurę było szkoda kilkuset złotych. Szkodami u nas (cała ściana, i magazynek z elektrosprzętami zalanymi toną wody) nawet się nie przejęli, nie pożyczyli na wiosnę kosiarki (z darów) bo nasza była zdemolowana i zardzewiała.
Także, Pomagajmy :)

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (149)

#86330

(PW) ·
| Do ulubionych
No, jestem nauczycielem w czasach zarazy, nie ma się czego wstydzić. Pracuję w szkole społecznej STO, więc raczej moi uczniowie dysponują odpowiednim sprzętem do zdalnego nauczania. Mam trzy kanały komunikacji - Librus (przed południem tnie się niemiłosiernie), prywatnego maila i discord z tablicą Idroo i streamem jakby co. Wszystko hula całkiem nieźle, jak mam problemy to uczniowie pomogą, bo są lepiej obcykani w nowych technologiach od gościa 60+.

Librusem lecą polecenia do wykonania typu obejrzenie czegoś na YT (fizyka) i zadania na następny dzień plus prace do wykonania na ocenę. Mailem recenzje zadań i komentarze do błędów oraz ocena. Discord wraz ze mną prowadzi lekcje na kanale audio, a jak trzeba to wideo. Tablica Idroo pomaga w wyjaśnieniach. Sielanka, nie?
Ile rodzin jest w tak komfortowej sytuacji? Pan minister twierdzi, że ponad 90% nie ma problemu ze zdalnym nauczaniem (90% to jakaś ulubiona liczba rządzących). A tymczasem, choć to truizmy: większość rodzin ma więcej niż jedno dziecko i jeden komputer z dostępem do szerokopasmowego internetu. Część ma tylko komórki, a transmisja danych kosztuje i to boleśnie.
Rodzice też pracują zdalnie (jak mają jeszcze pracę) i jak wówczas prowadzić zajęcia, gdy pięć osób w tej samej chwili potrzebuje sprzętu? Za wszystko, oczywiście odpowiada dyrektor szkoły i, jeśli jest mądry, to natychmiast udaje się na kwarantannę.

Kochany Panie Ministrze, to co Pan propaguje, to jest pic i fotomontaż. Mój wnuczek chodzi do dużej szkoły publicznej. Właśnie dostał harmonogram, że zadania do wykonania będą przesyłane w... i należy je przesłać (przez Librusa, albo inną - jaką - drogą) do... Jakie zdalne nauczanie? Jaka informacja zwrotna? Skąd oceny (bo oceniane być musi)? Przez wiele lat nauczyciele mówili, że polska szkoła to XIX wiek, że trzeba ją zinformatyzować, że tablety dzieciom. No tak, ale zawsze były pilniejsze potrzeby. Bo 500+, bo trzynasta emerytura. A teraz mamy rączkę w nocniczku i zapaść większości placówek edukacyjnych w Polsce. A konstytucja mówi o równym dostępie do edukacji dla wszystkich. E-tam, nie takie rzeczy się z konstytucją robiło...

Skomentuj (62) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (192)

#86277

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą tzw. "tira".

Autostrady i ekspresowe - temat rzeka. Po tym co widzę, chyba nigdy się nie nauczymy jak po nich jeździć. Jednak do opisania tej historii skłoniły mnie opisy podobnych sytuacji na pewnym forum, a ostatnio miałem kilka razy identyczną. Wczorajsza sytuacja przelała czarę goryczy.

Jadę autostradą A1, dokładnie jestem na obwodnicy Częstochowy. Zbliżam się do węzła drogowego, na którym widzę kilka osobówek. Nie podejmowałem jeszcze decyzji o zjeździe na lewy pas, ponieważ nie wiedziałem czy będzie to konieczne. Okazało się, że nie było.

Auta osobowe włączyły się do ruchu przede mną. Widzę jednak, że osobowy citroen na łódzkich rejestracjach mimo wjechania na autostradę, porusza się z prędkością ok. 75 km/h (moja prędkość wynosiła 85 km/h). Lewy pas był wolny, dlatego zasygnalizowałem rozpoczęcie manewru i zjechałem na lewy pas. Kiedy auto było w połowie mojej naczepy, jego kierowca zwiększył prędkość i poruszał się niemal równo ze mną, wydłużając manewr wyprzedzania. Za mną zaczęła się tworzyć kolejka pojazdów. Kierowca nic sobie nie robił z zaistniałej sytuacji. Po minucie wyprzedzania miałem go na końcu naczepy i oceniałem czy mogę bezpiecznie wrócić na prawy pas, kiedy kierowca przyśpieszył!!! Po chwili mnie wyprzedził, a kiedy mnie wyprzedził włączyłem klakson i mrugnąłem mu drogowymi.

Ludzie! Jeśli widzicie, że duży pojazd robi Wam miejsce, nie kombinujcie i nie utrudniajcie mu powrotu na prawy pas. Albo przyśpieszcie od razu i go wyprzedźcie, albo odpuście sobie i pozwólcie mu zjechać na prawy pas, a dopiero wtedy go wyprzedźcie lewym pasem.

Częstochowa obwodnica autostrada A1 wyprzedzanie tir

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 80 (94)

#86274

(PW) ·
| Do ulubionych
Lata temu. Porodówka, na której przyszło mi trochę dłużej poleżeć (konieczność dodatkowych badań). Z personelem już się człowiek zdążył poznać, z rytmem dnia również.
6:00 salowa zaczyna sprzątanie sali. I zamiast normalnych "pogaduszek" jak to miała w zwyczaju, postękuje.
Pytam więc: A co to Pani dzisiaj taka zmęczona?

[S]alowa: Łoooo paani, co ja dziś miała... Noc nieprzespana, cała w kiblu, z jednej i drugiej mnie goniło...
Ja lekko dębieję i upewniam się: Ale to co pani jest, zatrucie?
[S] A coś mnie złapało, nie wiem.
[J] Pani jest poważna? Przychodzi pani do pracy chora na oddział z noworodkami? Proszę wyjść i nie wracać, dopóki się Pani nie wyleczy.
Salowa coś próbowała odpowiedzieć, ale zwyczajnie ją wyprosiłam.

Dziewczyny w sali też w ciężkim szoku, jak można być tak nieodpowiedzialnym. Po krótkiej naradzie wzywamy kierowniczkę pielęgniarek i przedstawiamy sprawę: mamy wątpliwości co do stanu zdrowia pani salowej, która całą noc miała objawy jelitówki, a dziś jest w pracy.
Pani kierownik chyba coś nie stykało z rana, bo lakonicznie pyta:
- Ale to czego panie ode mnie oczekujecie?
Odpowiadamy, że oczekujemy, że personel będzie zdrowy, bo żadna z nas nie chce być chora i nie chce narażać dziecka.
Pani kierownik coś tam pocmokała i poszła.
Z chorą salową porozmawiała na pewno. Skąd wiem? Bo salowa wróciła do nas z awanturą. Że jak myśmy mogły, że ona prawie dostała wypowiedzenie, a tyle lat pracuje.
Dyskusji już z nią nie prowadziłam, kazałam wyjść, bo nie chcę być chora. Salowa pracowała cały dzień, nasz pokój omijała.
Że salowa głupia to ja w sumie się nie dziwię. Ale, że szefowa położnych/pielęgniarek, to mnie zaskoczyło.

Tenże szpital, w moim mieście, będzie zakaźnym (jednym z dwóch) dla województwa.
Czekam na kolejne ognisko choroby, właśnie u nas.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (147)

#86267

~Charlieee ·
| Do ulubionych
Chciałabym mieć wybór w kwestii pracy w biurze/pracy z domu w czasie panowania wirusa. Niestety mój pracodawca nie jest w stanie zapewnić wszystkim pracownikom komputerów, a tym bardziej licencji na dostęp do systemu sprzedaży. W związku z tym jestem zmuszona przychodzić do biura, do którego przychodzą klienci. Nie wiem z kim mam do czynienia i kto gdzie ostatnio przebywał i co na sobie przynosi.

Dzisiaj przyszedł jeden z klientów w maseczce ochronnej, mówiąc, że był w szpitalu w S. (w którym jest kwarantanna), ale go wyrzucili i kazali iść do domu. Dodatkowo Szefowa jest na zagranicznej wycieczce razem ze swoją synową. Szef zaszył się od dzisiaj w domu, z kolei syn szefów przebywa w domu z dzieckiem. A szary pracownik niech chodzi do pracy i się dla nich naraża...

Dla mnie brak jakiejkolwiek decyzji i przyspieszenia wykupu dodatkowych licencji to brak myślenia z ich strony. Pieniądze i chęć zarobku przysłania szefostwu wszystko.

Biuro obsługa klienta

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (120)

#86332

(PW) ·
| Do ulubionych
Przepraszam, za wczorajsze zamieszanie, po prostu w pewnej chwili musiałem wybiec - bo jakaś awaria u klienta. I widocznie jak się pakowałem postawiłem plecak na klawiaturze - i dziabnęło się ENTER :)

To już opowiadanie od początku:

Wczorajszy dzień, po wprowadzeniu tych ograniczeń.

Wędruję sobie z psicą do sklepu.

Dopada mnie patrol - ale na Boginię, jakbym widział ten ze stanu wojennego - jeden policjant i jeden jakiś "wolontariusz".
OK, nie mam im za złe, to ich praca sprawdzać.

- Dokumenty!
- Nie mam.
- Ale jak to?
- Nie słyszałem, żeby był obowiązek noszenia przy sobie, wyszedłem na zakupy.
- A pies! (to wszystko wrzaskiem)
- On też wyszedł na zakupy.
- Proszę wracać do domu!

W tym momencie usiłuję im wyoślić, że do domu mam z kilometr, a do upragnionych przez mnie sklepów jakieś 200-400 m (bo sklepów jest kilka).

Tu policjant się ucieszył...
- No to będzie mandat!
- A za co?
- Wyjście z psem to nie jest potrzeba życiowa.
- A wyjście po zakupy?
- Tak, ale bez psa.

Zgłupiałem. Ale zapytałem, że skoro nie ma stanu wyjątkowego, to czemu chce mnie ukarać?
- art. 116 KW! (i to naprawdę cały czas krzyk)

OK, ponieważ w telefonie nie mam netu i go nie pragnę, zadzwoniłem do pani radcy prawnej. I mówię jej co jest grane.

A ona mówi mi, że ten artykuł obowiązuje tylko osoby, które "Wiedzą, że są chore".

To samo przekazałem zatrzymywaczom,
Chwila konsternacji...
- To ja udzielam Panu (o, już jestem Pan) pouczenia.
- Dobrze, poczułem się pouczony.

I teraz dla wyjaśnienia cytuję:

"Art. 116. KW

§ 1. Kto, wiedząc o tym, że:
1) jest chory na gruźlicę, chorobę weneryczną lub inną chorobę zakaźną albo podejrzany o tę chorobę,
2) styka się z chorym na chorobę określoną w punkcie 1 lub z podejrzanym o to, że jest chory na gruźlicę lub inną chorobę zakaźną,
3) jest nosicielem zarazków choroby określonej w punkcie 1 lub podejrzanym o nosicielstwo, nie przestrzega nakazów lub zakazów zawartych w przepisach o zapobieganiu tym chorobom lub o ich zwalczaniu albo nie przestrzega wskazań lub zarządzeń leczniczych wydanych na podstawie tych przepisów przez organy służby zdrowia,
podlega karze grzywny albo karze nagany.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto, sprawując pieczę nad osobą małoletnią lub bezradną, nie dopełnia obowiązku spowodowania, aby osoba ta zastosowała się do określonych w § 1 nakazów, zakazów, wskazań lub zarządzeń leczniczych."

Koniec cytatu.

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 110 (130)
Moi sąsiedzi są chyba naprawdę jacyś upośledzeni.

Naklejki zakazujące palenia wyrobów tytoniowych na klatce schodowej są umieszczone na każdej kondygnacji.

Niestety, ale mam za sąsiadów totalnych buraków, którzy choćbyś lał i patrzył czy równo puchnie, będą robić swoje.

Prośby nic nie dają, nawet te od administracji, a kartki z prośbą o zaprzestanie palenia są demonstracyjnie zrywane przez patusa, którego opisywałam w historii o podpalonym wózku.

Poziomu głupoty dotrzymuje mu również jedna z mieszkanek pierwszego piętra, która twierdzi, iż "ona mieszka tu odkąd blok został oddany do użytku i nikt jej nie będzie pouczał".

Całe cztery kondygnacje dzień w dzień walą najtańszymi płuco*ebami. Woń uderza już od otworzenia drzwi.

Ktoś ma pomysł jak oduczyć takich zburaczałych idiotów takiego zachowania? Nie wiem dlaczego, ale po operacji zwiększyła się moja nietolerancja na takie "aromaty".

Witki mi już opadają.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (135)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni