Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#91100

przez (PW) ·
| Do ulubionych
A propos historii na głównej o głaskaniu szczeniaka, gdy jego opiekunka tego nie chce.

Mam psa - ślicznego, kudłatego kundelka o szczenięcych oczach, więc jestem już przyzwyczajona, że istnieją ludzie niewidzący nic złego w tym, by pogłaskać obcego sobie psa (nawet bez zgody właściciela). Czytuję też piekielnych, mam znajomych z dziećmi, więc wiem też, że dzieci są "wspólnym, publicznym dobrem" i pchanie rąk do wózka to norma.

Ale ta historia sprzed dosłownie kilkudziesięciu minut to już przegięcie.

Stałam w kolejce w aptece, pogrążona we własnych myślach, połowicznie skupiona na regale obok mnie. Nagle usłyszałam piskliwe "Oo, który to miesiąc?" i zanim zdążyłam w ogóle powrócić myślami do rzeczywistości i ogarnąć, co się dzieje, poczułam łapska na moim brzuchu (tak, jestem w widocznej ciąży). Ewidentnie kobieta stojąca przede mną w kolejce uznała za właściwe obściskać moje dziecko jeszcze zanim zdążyło się urodzić. I nie, nie była to starsza osoba, na moje oko miała 40, może 45 lat.

Cóż, nie jestem z siebie dumna, ale jako osoba z dość "krótkim zapalnikiem", impulsywna i dość nerwowa (zwłaszcza w kwestii dotykania czy przestrzeni osobistej), wrzasnęłam na nią wściekle "Może po cyckach też mnie pomacasz?!". Oczywiście zostałam nazwana chamką, bo jak śmiem za taką błahostkę tak się zachowywać. Oburzyła się jeszcze bardziej, gdy powiedziałam, że jedyne co powinna w tej sytuacji powiedzieć to przepraszam, a nie kolejne pretensje. Dalszą dyskusję przerwała jednak farmaceutka zapraszająca kolejną osobę do okienka.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 58 (60)

#89785

przez ~Danerys11 ·
| Do ulubionych
Z góry przepraszam czuwających polonistów na serwisie za brak idealnej polszczyzny. Bywa no.

Chciałam poruszyć kwestię, która mnie niemiłosiernie denerwuje.
Kupiłam psa, drogiego psa, konkretnie sukę, rasową. Z wyglądu na razie słodka jak to szczeniak, lecz gdy dorośnie to będzie przypominać prosiaka na sterydach.

Teraz niemalże każdemu się podoba, niezliczone ilości ludzi mijanych na spacerze wyrażają chęć głaskania jej. Za każdym razem proszę żeby jej nie dotykać. Pojawia się oburzenie, szok, niedowierzanie i często wulgarna dyskusja. Ostatnim razem bardzo się śpieszyłam, musiałam wrócić do domu po ważny dokument i odebrać dzieci, oczywiście byłam z psem. Za plecami jakaś pani zaczęła wołać mi psa, więc pies zaczął się wyrywać, skakać i gryźć smycz skutecznie opóźniając mi całą drogę. Powiedziałam pani żeby przestała, bo sobie nie życzę by głaskała mojego psa. Pani się oburzyła i zaczęła mnie wyzywać ("bo ty jesteś z xxx to wiadomo co za patologia tam mieszka") oraz prowokować kłótnię, więc powiedziałam żeby kupiła sobie psa jeżeli taką ma potrzebę głaskania a nie zaczepiała ludzi, którzy tego sobie nie życzą. Dalszą dyskusję ucięłam wchodząc do klatki.

Czy naprawdę mam obowiązek by każdemu pozwalać na głaskanie mojego psa? Nawet gdy naprawdę nie mam czasu? Albo zwyczajnie ochoty?

Ktoś kto zna rasę powie, że powinnam się z tego cieszyć, bo gdy dorośnie to zaczną się skargi, pytania czy mam zezwolenie (nie, nie muszę mieć, ponieważ ta rasa nie jest rasą wpisaną na listę)i ucieczki na drugą stronę ulicy.

Osiedle pies

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (186)

#90168

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Boże dopomóż.

Allegro samo w sobie jest tragicznym tworem, które zasługuje na osobny krąg piekła. To, że klienci dokładają do pieca nie poświęcając nawet sekundy, by się zastanowić- to już inna sprawa.

Zacznijmy od podstaw: Allegro jest niezależną platformą, na której sprzedawcy wystawiają swoje produkty. Najbliżej można to porównać do wynajmu przestrzeni internetowej na "swój sklep".
Jak to z najmem bywa- masz g* do powiedzenia w kwestii czegokolwiek, możesz się jedynie dostosować do co rusz nowych zmian, które Allegro wprowadza. Mam wrażenie, że nawet z nikim nie konsultują czy to komukolwiek ułatwi pracę czy klientom zakupy.

1. Realizacja zamówień.
Allegro na podstawie wysyłek z ostatnich 30 dni wyświetla PRZEWIDYWANĄ datę dostawy. Powtarzam: PRZEWIDYWANĄ, nie gwarantowaną.
Oczywiście na stronie danej oferty, wyświetla się tylko komunikat "dostawa jutro", a dopiero obok przycisk "i", który informuje na jakiej podstawie jest ta prognoza podana. Czy ktokolwiek klika przycisk "i"? Oczywiście, że nie.
Jako sklep mamy wpisaną deklarację realizacji zamówienia (realizacji, nie dostawy) jako 1 dzień roboczy i jest to informacja, którą Allegro umieszcza na samym dole w sekcji "Dostawa", pod wszystkimi opcjami wysyłki. Czy ktokolwiek aż tam przewija? Oczywiście, że nie.

2. Wymiany
Allegro nie posiada w swoich usługach wymiany towaru. Możliwy jest tak naprawdę tylko zwrot.
Każde zgłoszenie zwrotu (czyli wykorzystanie darmowego zwrotu oferowanego przez portal ALLEGRO nie przez sprzedawców) automatycznie wymaga od nas zwrócenia środków na konto (dochodzi do tego jeszcze wystąpienie do Allegro o zwrot prowizji za sprzedaż, Allegro nie jest tanią zabawką).
Wymiany mogą się odbyć z pominięciem Allegro, czyli wysyłka danego towaru odbywa się u nas tak: do firmy na koszt kupującego, od firmy do klienta z wymienionym towarem na koszt firmy.
Niestety niemal nigdy nie oferujemy wymiany tą drogą, bo to nie ma sensu- i tak generują darmowy zwrot lub kłócą się o to przez pół godziny.

3. No właśnie zwroty.

Zwrot środków na konto polega na złożenie dyspozycji Allegro, by dane środki zwróciła. Odbywa się więc to tą samą drogą co zakup- przechodzi przez tego samego pośrednika płatności (typu Payu, przelewy24 itd.) To, że ktoś kupił przez ciocie/babcie/sąsiada/brata ciotecznego/kolegę którego już nie lubi- nic nam nie wnosi, bo my tylko zlecamy zwrot środków, Allegro robi resztę.
Realizacja takiego zlecenia zazwyczaj zajmuje portalowi i pośrednikom około 3-7 dni roboczych. Po tym czasie jeśli coś nie dotarło, nie jest to naszą winą.
Bardzo chętnie wyślę potwierdzenie złożonej dyspozycji i tego, że dana kwota nam z konta zeszła, ale na tym moja pomoc się kończy- nie jestem bankiem, ani Allegro, ani pośrednikiem płatności. Wróżyć z fusów też nie umiem. Polecam kontakt albo od razu z pośrednikiem płatności, albo z Allegro.

4. Kody produktów.

Coś innego jest w tytule, a coś innego w nagłówku? (Nagłówek widoczny jest najczęściej na górze strony, nad zdjęciem produktu)
Podziękujmy wszyscy razem Allegro za takie zamieszanie.
Od długiego czasu portal wywierał nacisk na dodawanie kodów produktów (EAN), by tworzyć katalogi. W zeszłym roku dodanie EANu było obowiązkowe (inaczej nawet starych ofert nie można było w żaden sposób edytować). Problem w tym, że kody EAN nie są obowiązkowe (dla sprzedaży hurtowej). Stworzenie kodów jest płatne, więc wiele producentów się w to nie bawi.
Dodatkowo to sprzedawcy dodając kody zasilają ten nieszczęsny katalog Allegro. Jeśli producent nie zainwestuje w nadanie kodów, sprzedawca ma związane ręce i albo produktu nie sprzeda (bo go nie wystawi) albo...uderzy czołem w klawiaturę i co wyjdzie to będzie EANem.
Gorzej jeśli w międzyczasie producent jednak nada kody- nie da rady poprawić, poprzednio wprowadzonych. No nie ma opcji, Allegro jest ślepe, głuche i można wysyłać im zgłoszenia codziennie po kilkanaście razy- każde odrzucone.

Dodajmy do tego błąd ludzki, ktoś się machnie i da kod na kolor czarny do koloru szarego. Złe zdjęcia, niedotyczące produktu, loga firm, złe kategorie- to wszystko wisi, bo Allegro ma to głęboko w D U P I E.

Czasem mam wrażenie, że albo odbijam się ze zgłoszeniami od bota, albo od jakiejś wyjątkowo ułomnej osoby (logo sprzedawcy nie jest kurtką na litość boską; kurtka wodoodporna to kategoria odzież wodoodporna, a już na pewno nie jest ona spodniami).

UWAGA!!!!!!!!
Szczególnie kieruję to do osób, które dumne są z siebie, że nie czytają niczego przy dokonywaniu zakupu.
Dwa dni temu przypadkiem odkryliśmy kolejny syf, które Allegro stworzyło, w związku z tym polecam aukcje bardzo ostrożnie przeglądać i poświęcić czas na to by faktycznie opis przeczytać.

Już wyjaśniam:
Powiedzmy, że jest produkt w 3 wersjach kolorystycznych. Allegro posiada opcję "wielowariantowość", która między innymi pozwala połączyć wszystkie wersje kolorystyczne. Dzięki temu, kupujący wchodząc na aukcje widzi, że kolor czarny nie jest jedynym do wyboru.

Wielowariantowość czasami działała automatycznie, czasami trzeba było przeklikać to ręcznie.
Obecnie? Obecnie dzięki niedziałającemu katalogowi, Allegro samo łączy produkty według własnego widzimisię.
Dodaje tym samym NAGŁÓWKI i co gorsza ZDJĘCIA! Zdjęcia, które nie mają NIC wspólnego z produktem!

Zobrazuję to na przykładzie z zeszłego tygodnia.
Klient zakupił produkt firmy X model Y. Firma X ma jeszcze model Z, którego nie posiadamy w ofercie= nie mamy aukcji na ten produkt.
Allegro bazując na swoim niedorozwiniętym katalogu wrąbało nam na aukcje nagłówek od modelu Z  jedno, GŁÓWNE zdjęcie również MODELU Z. MODELU KTÓREGO W OFERCIE NIE MAMY!
Zrobili to tylko dlatego, że oba modele są w tej samej kategorii, w tej samej kolorystyce i podlegają pod tego samego producenta.
(Model Z jest też znacznie droższy, bo jest "zaawansowany").
I znając ludzi, którzy nie czytają opisów, gdzie jak wół jest podany model Y i jego specyfikację- nie wiemy czy klient przypadkiem nie kupił od nas tego produktu myśląc, że to inny model i za chwilę nie będziemy oskarżani o "oszustwo". Oszustwo, które nie jest z naszej winy i nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić (usuwanie aukcji i dodawanie jej od nowa nic nie zmienia).
Dlatego tak, czytajcie te cholerne opisy od deski do deski- bo są rzeczy na które nawet sprzedający nie ma żadnego wpływu.

5. Ukrywanie zakupów.

Chcecie kupić coś na prezent, ale dzielicie konto z osobą, która będzie obdarowana? Nic prostszego!
W zakładce "Moje zakupy" możecie kliknąć "ukryj zakup".
I tym samym nie móc go przywrócić. Bo przecież w słowniku Allegro słowo "ukryj" znaczy tyle samo co "usuń". Tracicie: w teorii dowód zakupu (w praktyce to dowodem jest też np. przelew lub paragon fizyczny, ale no powiedzmy), możliwość darmowego zwrotu, wglądu w zamówienie.
Wygodne prawda?

Można powiedzieć- to nie wystawiajcie się na Allegro. Prawda jest taka, że jeśli Cię nie ma na Allegro to nie istniejesz. Ruch na nawet dobrze promowanej stronie, będzie mniejszy niż na molochu jakim jest Allegro. Dodatkowo Allegro tworzy programy ratalne, darmowe zwroty, darmowe wysyłki ujemuje dzikie węże- czyli to, na czym klientom często najbardziej zależy.

Allegunwo

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (179)

#90564

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia #90480 oraz komentarze na temat jej wstępu nakłoniły mnie do pewnych przemyśleń, którymi się z wami podzielę.

Mówiąc szczerze, to trochę rozumiem wstęp tamtego wpisu, bo ludzie w internecie (i nie tylko) będą się czepiać o wszystko, a nie odniosą się do meritum.

Zgubiony przecinek? Dodana końcówka słowa, bo miał, ale wyszło, że miała? Chodziło o tą książkę, czy może tę książkę?
Owszem, to są błędy, ale jeżeli z całego kilku akapitowego tekstu wyciąga się tylko, że ktoś źle napisał dwa słowa, i połowa komentarzy się na tym skupia, to człowiek się zastanawia, po co taka krucjata?

Zabawne też są komentarze, które walczą z czymś, co nie jest nawet błędem, bo jak wejdzie się na słownik PWN - ten według mnie ma jakąś renomę przynajmniej - to wychodzi, że poprawna jest tak forma jaką zastosował autor wpisu, jak i tą którą próbuje przepchnąć komentujący. Dla przykładu forma otwarła i otworzyła.

W związku z powyższym nie dziwię się, że ktoś z dysleksją może po prostu zastrzec, że ma takie problemy.
Ale dla niektórych internetowych myślicieli to nie jest choroba, tylko "dysmózgowie" (z tego co czytałem komentarze to nie w przytoczonej powyżej historii ale zdarza się znaleźć takie "mądrości").

Sam mam dysleksję, więc wiem, przynajmniej do pewnego stopnia (bo dysleksja dysleksji nierówna), jak to wygląda.
W słowach pojawiają się litery, które powinny być dopiero później - bo myślę o tym co mam napisać w następnej sylabie, ale piszę już teraz.
Często gubią się litery. Cz, sz, ch to głoski, ale litery są tam dwie. Podobnie z końcówkami wyrazów.
Albo odwrotnie. Litery lub częściej sylaby są dopisywane - słowo lśnienie może nagle mieć nawet do 4 "nie".
Podmiana podobnie brzmiących liter typu "s" i "c" lub "t" i "d".
Żółw, który podczas pisania przepoczwarza się w żułwia też jest nierzadkim zdarzeniem.

To kilka przykładów dla uzmysłowienia jak to wygląda. I to nie jest tak, że "ohoho, piszę z błędami, ohoho, co mi zrobisz, mam dysleksję".
Bo, to nie jest tak, że ja nie znam zasad ortografii i gramatyki. Ja wiem, że w tym słowie co piszę ma być "ó" a potem jak czytam, to magicznie pojawia się "u". Po prostu, ot tak. Nic na to nie poradzę. Mogę jedynie poprawić. I następnym razem. I jeszcze. Dla mnie opcja sprawdzania pisowni to genialne narzędzie. Ale ona nie sprawdzi interpunkcji czy gramatyki, nie sprawdzi jeżeli zgubi się końcówka i wyjdzie inne słowo, albo nie wyświetli błędu jeżeli przez podmianę litery wyjdzie istniejące słowo, które jednak nie ma sensu w danym kontekście.
Ja czytam, co napisałem i poprawiam błędy. Ale ja zasadniczo nie mam problemów z czytaniem tylko z pisaniem. A są ludzie, którzy nie widzą błędów. Rozumieją tekst, ale błędów w nim za cholerę nie znajdą.

I to jest problem. Schorzenie podobnie jak problemy z nogą. Tylko utykającego człowieka jakoś nie wyzywa się od kuternogi. A "dysmózgowie" pojawia się w dyskusjach...

Dlatego prośba, zanim napiszecie "dysmózgowie" albo zanim ponownie wytkniecie błędy, na które już zwrócono uwagę: zluzujcie, nie bądźcie piekielni.

PS: Chodzi mi tutaj o wpisy w internecie, gdzie jest kilka błędów ortograficznych czy gramatycznych a nie o wpisy, które trzeba przeczytać z 5 razy żeby móc w ogóle próbować domyślać się o co autorowi chodziło.

PS2: Oczywiście jest też "ciemna strona dysleksji", że tak to nazwę. Miałem w szkole znajomych, którym też stwierdzono to schorzenie. I oni stwierdzili, że mają papier, więc to dobra wymówka, żeby "walić byki" i żeby nikt od nich nic nie wymagał.

PS3: Gdybym z każdym razem, kiedy poprawiałem "c" na "s" w słowie dysleksja, gdy pisałem ten post, dostawał zyla, to miałbym już na drobne zakupy w markecie :)

dysleksja

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (152)

#89832

przez ~zbitypies ·
| Do ulubionych
Cześć,

jestem bierną użytkowniczką tej strony, najczęściej zwyczajnie nie chce mi się czegokolwiek pisać, ale dziś poczułam, że po prostu muszę.

Trafiłam sobie na tę historię

https://piekielni.pl/78706

Po prostu opis patologicznej rodziny, w której tłuczenie i brak wychowania jest na porządku dziennym. Autorka się pochwaliła pobiciem dziecka i jeszcze zebrała brawa od anonów.

Rzygać mi się zachciało. Wiecie dlaczego? Bo przypomniało mi to moje dzieciństwo.

Z pozoru zupełnie normalna rodzina, rodzice, brat i ja. To znaczy - na tamte czasy to zupełnie normalna. Bo moi koledzy w większości wychowywali się w podobnych, więc wcale się nie wyróżnialiśmy. Rodzice pracowali oboje, więc od małego byłam nauczona, że rodzice po pracy chcą się relaksować, ewentualnie oddać się obowiązkom domowym, a ja mam sobie radzić sama.

Takie pierwsze wspomnienie - po powrocie do domu z przedszkola poprosiłam mamę o coś z lodówki. Mama rzuciła, że mam sobie wziąć. Oczywiście, jako krasnal nie dosięgałam tego, co chciałam, więc wzięłam stołek i jak można się spodziewać spadłam z niego, jednocześnie rozbijając parę rzeczy. Szok, ryk, ból - rodzice przylecieli, wydarli się na mnie, a ojciec mi wlał, bo bałaganu narobiłam.
Inna sytuacja - rysowałam sobie przy stole w kuchni. Miałam swój blok rysunkowy, ale że obok leżały takie fajowe zadrukowane kartki to i po nich porysowałam. Wszystko w obecności (przynajmniej fizycznej) rodziców. Gdy już zdążyłam połowę zarysować, matka zerwała się na równe nogi, zaczęła się wydzierać na zasadzie:

- Co ty gówniaro wyprawiasz!!!

Tak, porysowałam po jakichś maminych papierach z pracy. Oczywiście lanie. Miałam może z 4 lata?
Tłuczenie, bo się zdenerwowałam i płakałam. Tłuczenie, bo coś mi spadło albo coś zepsułam czy stłukłam. Tłuczenie, bo rodzice mieli zły dzień i byli poirytowani szczebiotaniem. Aż nauczyłam się przestać w domu rzucać w oczy. Mój brat miał trochę gorzej - jest buntownikiem. Bicie sprawiało, że zachowywał się jeszcze gorzej. Ojciec zaczął sięgać po pas, po kapcia czy cokolwiek innego.

Jeszcze gorsze było dla mnie, że rodzice nie tylko dawali przyzwolenie na bicie nas przez babcie, ciotki czy starszych kuzynów, ale czasem ich do tego zachęcali.
Jak byliśmy gdzieś w gościach i ktoś nas upominał, matka zaraz się darła, żeby przyrżnąć nam w dupy i będzie spokój.
Kiedyś ciotka dała mi z liścia w twarz (miałam może z 7 lat), bo dla żartów zaczęłam ją przedrzeźniać. Może i głupie czy wredne, ale ja miałam kurfa 7 lat! A matka oczywiście zachwycona, że gówniara trochę wychowania liźnie.

No właśnie. Bo nas nie wychowywano. Na nas się tylko darło ryje i dawano nam "klapsy". Styl wychowania lat 90. Jak nie bicie to pretensje o złe oceny, brudne talerze w zlewie, za późny powrót do domu. Nigdy, ale to nigdy rodzice nam niczego nie tłumaczyli - dlaczego należy robić tak, a nie inaczej, dlaczego czegoś nie wypada, dlaczego nie wolno - tylko darcie mordy po fakcie.

A potem ci sami ludzie, obecni emeryci, dziwią się, że moje pokolenie przesadza wychowując "bezstresowo"? Może dlatego, że boję się, że moje dziecko poczuje się przeze mnie tak jak ja przez moich rodziców? Tak bardzo, że wielu z nas przegina w drugą stronę? Ja wiem, że rodzicielstwa też się trzeba nauczyć. Ale który dorosły człowiek przy zdrowych zmysłach podnosi rękę na małe dziecko? Nawet w nerwach?

Mam 5-letniego bratanka. Rozrabiaka jakich mało. Wiem, że niektóre rzeczy robi złośliwie. Nie wyobrażam sobie wlać mu jakąś linijką, jak autorka tamtej historii, taka z siebie dumna. Zrobił źle, narobił szkód, rozumiem, ale naprawdę jak można podnosić rękę i to z taką furią na tak małą istotę? I co gorsza - jak moi rodzice - na własne dzieci, które powinni chronić i uczyć życia.

Oczywiście, moi rodzice, jak już się zestarzeli, zapragnęli nagle wspierać i słuchać o moich problemach. I naprawdę nie rozumieją dlaczego nigdy, ale to nigdy nie przyjdę do nich z żadnym problemem, z niczego się nie zwierzę i nie przyznam do żadnego błędu przed nimi.

Mój brat w ogóle nie utrzymuje z nimi kontaktu. Gdy miał 16 lat pobił ojca - był rosłym nastolatkiem i ojciec porządnie oberwał. Matka wezwała policję, od tamtej pory stosunki między nim, a rodzicami już nigdy nie wróciły do jako takiej normy. Zaraz po szkole się wyprowadził i zapowiedział im, że więcej go nie zobaczą - i słowa dotrzymuje póki co.

bicie

Skomentuj (125) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 188 (276)

#91097

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia z czerwonego outletu. Może nie jakoś bardzo piekielna, ale irytująca.
 
Stacjonarnie znalazłam super kurtkę, niestety nie było już mojego rozmiaru. Na szczęście, online jeszcze były dostępne.  Zamawiam swój rozmiar, wybieram kolor czarny, płacę i zostaje tylko czekać na paczkę. Paczka dotarła bezproblemowo, ale kurtka nie w tym kolorze co powinna i ogólnie była źle i krzywo odszyta. Wysłałam maila czy można wymienić. Nie można. Trzeba odesłać i zamówić sobie nową. Również dostałam standardową formułkę z przeprosinami, bo u nich takie sytuacje ogólnie bardzo rzadko mają miejsce.

Zamawiam nową, a złą pakuję z powrotem do zwrotu. 
Mija parę dni, paczka przychodzi, otwieram a tam - ona. Znowu nie w tym kolorze co powinna, ale chociaż nie "koślawa".  Piszę maila jeszcze raz, że znowu otrzymałam nieprawidłowy kolor. Zasugerowałam, że może mają błąd na stronie.  Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. 

Sprawdziłam na stronie inne opcje zwrotu i postanowiłam zwrócić stacjonarnie przez możliwość otrzymania od razu gotówki. 
Ekspedientka mówi, że zwroty robią tylko na kartę. Mówię jej, że na stronie widnieje co innego.  Ta dalej upiera się przy swoim. Ok, niech jej będzie. Jako że mam nfc w telefonie nie noszę ze sobą karty. Ten sposób nie zadział, nie wiem dlaczego, ale również nie zagłębiałam się w to i nie zależało mi na rozwiązaniu tego problemu.  Ekspedientka konsultuje z kierownikiem i dopiero wtedy z wielką łaską otrzymałam zwrot w gotówce. 

Chciałam zamówić trzecią. Niestety się wyprzedały. Ciekawe czy tym razem by się udało. 

zakupy online

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (122)

#89538

przez ~Piekielny30 ·
| Do ulubionych
Piekielne pokolenie +

Od kilku lat pracuję za granicą. Polacy w Polsce myślą, że za granicą się tylko zarabia. Nie płaci rachunków itp. W tym roku do rodziny doszedł bombelek, do tego mamy kota chorego na serce. Co jest ważne w tej historii, oboje zarabiamy na rękę 8 tyś. Za mieszkanie płacimy 2 tyś, ubezpieczenie zdrowotne 1 tyś, kredyt na auto Ok 700, internet, telefony tv 250, dojazdy do pracy około 250. Są to stałe wydatki. Oprócz tego dochodzą dodatkowe rachunki takie jak prąd, ogrzewanie itp. W sumie wychodzi nam miesięcznie około 6 tyś. Jest to zależne od miesiąca bo do tego dochodzi raz w roku podatek drogowy 600/700, ubezpieczenie auta 2 tys, podatek za tv 300, bezpieczenie prawnicze i ubezpieczenie mieszkania No i karma dla kota/żwirek. Nie mówiąc już o jakiejś chorobie czy częstych kontrolach niemowlaka u pediatry. A gdzie jeszcze pampersy mleko i jedzenie dla dwójki dorosłych?

Przechodząc do sedna. Prywatny żłobek wychodzi od 2 tys w górę w zależności od zarobków. Opiekunka z gminy kosztuje od 5 do 10 fr za godzinę w zależności od zarobków. Razem z żoną dodaliśmy w Polsce kilka ogłoszeń na różnych grupach, że przyjmiemy opiekunkę do dziecka, która pracowałaby u nas 100 godzin miesięcznie +/- 10 godzin. Za (uwaga) zawrotny tysiąc oczywiście nie zł tylko walutę panującą w kraju (co wychodzi ponad 4 tys. zł) w którym mieszkamy w czym zapewniamy jedzenie, mieszkanie itp. Ogólnie cały social i składki odprowadzane. W ogłoszeniu napisaliśmy wyraźnie, że ma być tylko opieka nad dzieckiem. I serio nikomu się nie opłaca za te pieniądze nawet z domu ruszyć? Najlepiej, żeby wypłata to by było jakieś 3/4 tys. I żebyśmy jeszcze płacili za mieszkanie, ubezpieczenie i jedzenie. A hejt jaki się wylał pod ogłoszeniem to, to że szukamy sobie niewolnika, jelenia i ogólnie to wyzysk. Bo w tej chwili w Polsce opiekunka zarabia za jedno dziecko 4tys i za te pieniądze nie opłaca się podejmować jakąkolwiek pracę za granicą.

Ogłoszenie dodaliśmy w jednej z najbiedniejszych miejscowości w Polsce (patrząc po rankingu najbiedniejszych i najbogatszych miejscowości). Wydaje mi się, że w Polsce w tym momencie najbardziej opłaca się pobierać tylko +. Albo proponować pracę Ukraińcom, za co też wylewa się hejt, bo dlaczego nie Polakom, którym i tak za takie pieniądze nie opłaca się pracować. Chora sytuacja, że nawet młodym osobom zaraz po szkole nie opłaca się wyjechać na dwa miesiące zarobić szybką kasę lub dorobić w wakacje.

Szkoda i może pójdzie na mnie hejt w komentarzach ale musiałem to gdzieś napisać.

Poland

Skomentuj (57) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (207)

#90117

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Kodeks drogowy - Dział II. Ruch drogowy - Rozdział 2. Ruch pieszych

Ruch pieszych oraz osób poruszających się przy użyciu urządzenia wspomagającego ruch 14

Art. 11. [Obowiązki pieszego]

1. Pieszy jest obowiązany korzystać z chodnika lub drogi dla pieszych, a w razie ich braku - z pobocza. Jeżeli nie ma pobocza lub czasowo nie można z niego korzystać, pieszy może korzystać z jezdni, pod warunkiem zajmowania miejsca jak najbliżej jej krawędzi i ustępowania miejsca nadjeżdżającemu pojazdowi.

----------------------

Proste i oczywiste, prawda? Niestety w okolicy PKP Warszawa Jeziorki, i zjazdów z S7, kierowcy mają z tym problem i notorycznie trąbią na pieszych idących jezdnią, mimo że pobocza i chodniki są tam pod tak grubą warstwą lodu i śniegu, że zupełnie nie widać, czy w ogóle są. O tym, by dało się nimi iść, nawet nie mówiąc. Przypuszczam, że w wielu innych miejscach jest lub niedawno było podobnie.

"Szanowni" kierowcy, ogarnijcie się. Pieszy w takich warunkach MA PRAWO iść jezdnią. Co więcej, ponieważ jest to obszar zabudowany, to pieszy MA PRAWO iść tam bez odblasków. Nawet jeśli gmina z pseudo oszczędności nie włączy latarni.

A jeśli wam się ta sytuacja nie podoba? Uwierzcie, nam pieszym też.

Ale trąbienie czy trącanie nas lusterkami NIE pomoże.

kierowcy zima śnieg

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 94 (142)

#90608

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałam historyjkę https://piekielni.pl/90602

Moja przygoda, a właściwie to byłam tylko świadkiem.
Też LIDL i też brytyjski.
Towar na półce i w kasie różna cena. Standard.
Wołane managera/kierownika.
Zabranie na siłę towaru, bo rzekomo nie jest na sprzedaż.
Klient upiera się przy swoim.
Atmosfera gęstnieje, nerwy Idą w ruch.
Manager. Kierownik: "jest pan agresywny, wzywam policję".
Klient - wyciąga telefon i dzwoni(nie wiem gdzie)
klient do telefonu: "zgłaszam agresywną osobę, która podaje się za managera/kierownika".
Bardzo proszę o szybką interwencję patrolu na adres...

NO QrFa, w managera jakby pierun jeb@ł.

Przykro mi, nie mam pojęcia jak się to zakończyło, bo szczerze mówiąc nie chciało mi się tam sterczeć do przyjazdu policji.

A znając tutejsze zwyczaje, to jednak się pojawiła.

sklep

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (124)

#91096

przez ~Absolwentkaliceumxd ·
| Do ulubionych
Historia na głównej o edukacji, przypomniała mi moje czasy szkolne. Sporo nauczycieli po prostu już wtedy do tego zawodu się nie nadawało, a pewnie teraz sytuacja jest jeszcze gorsza. Liceum kończyłam prawie 10 lat temu, a w swojej edukacji spotkałam takie oto kwiatki- co dziwne, większość nauczycieli z prestiżowego, najlepszego w powiecie, liceum.

1.Matematyczka z podstawówki
Mieliśmy w klasie dziewczynę, która była niedosłysząca. Nosiła aparat słuchowy, ale i tak czasem nie dosłyszała. Co robiła nasza matematyczka? Krzyczała na nią, że ma się skupić, bo kilka razy nie będzie powtarzać tego samego. Matematyczka była wicedyrektorką, więc interwencje rodziców nic nie dały.

2. Pani od WDŻ w gimnazjum
Była ultrakatoliczką, uczyła religii. Nie wiem jak trafiła na te lekcje, ale żadnej wiedzy odnośnie życia w rodzinie nam nie przekazała. Jedynie religijne dyrdymałki, mówiące o tym, że antykoncepcja hormonalna niszczy uczucie między mężem, a żoną. Seks to tylko między małżonkami, bo nikt "brudnych" osób nie będzie chciał wziąć za męża/żonę. Na dobitkę puściła nam niemy krzyk. Wtedy moja klasa sama już ją usadziła, mówiąc aby się doedukowała, i solidarnie wypisaliśmy się z tych lekcji.

3. Fizyczka (liceum)
Nasza Pani od fizyki była podobno bardzo mądra kobietą. Potwierdza to, że krótko po tym jak ja skończyłam liceum, poszła pracować do instytutu fizyki w Austrii. Niestety na nauczyciela kompletnie się nie nadawała. Mówiła jakby niektóre rzeczy były dla niej oczywiste, nie tłumaczyła.
Hitem były jednak jej sprawdziany. Od innej klasy wyciągnęliśmy zadania. Wszyscy przygotowaliśmy te same odpowiedzi. I tak jedna osoba dostała 1, druga 3, a trzecia 5. Mimo że nasze obliczenia były 1:1 takie same. Sprawa ze sprawdzianami otarła się o dyrektora i rodziców, bo sami nie byliśmy w stanie się z tą kobietą skomunikować, bo zbywała nas, że pewnie coś mieliśmy po prostu źle. Również przed dyrekcją nie potrafiła powiedzieć dlaczego te same obliczenia u jednych były na 1, a u drugich na 5. Na szczęście fizykę mieliśmy tylko rok (potem wraz z chemią, geografią i biologią zmieniały się w przyrodę, bo byłam w klasie humanistycznej).

4. Nauczycielka od języka polskiego
Jeśli nauczyciel polskiego popełnia błąd: "dwutysięcznym trzecim", "cudzysłowiu", "pod rząd" i podkreśla go jako błąd w wypracowaniu, chyba można zwątpić w jego poziom. Do tego daje miliony przecinków (serio, w jedynym zdaniu złożonym potrafiła ich dołożyć około 5-10). Do tego jedyna słuszna interpretacja lektur, czy obrazów oraz wymuszanie recytacji wierszy przed całą klasą, dało nam takie combo, że na myśl o lekcji polskiego, które w gimnazjum kochałam, przewracało mi się w żołądku.

5. Grande finale- matematyczka z liceum
Co to była za kobieta. Miała swoich pupilów, których nigdy nie odpytywała, ani nie brała do tablicy.
Mnie oskarżyła o ściąganie z neta, bo na jednym sprawdzianie użyłam metody na "krzyż", której według niej nie powinnam znać, bo nie było jej w podstawie programowej (dziwne, że w gimnazjum mieliśmy ją często). Hitem było to, gdy przyniosła nam zadania z konkursu matematycznego i sama źle obliczyła zadanie. Ja byłam jego na 100% pewna, bo gdy byłam właśnie na konkursie z matematyki w gimnazjum, na nim się wyłożyłam i pytałam jak to zadanie prawidłowo rozwiązać.

Brzmiało ono w ten sposób: Cegła waży kilo i pół cegły. Ile waży cegła? Nie znamy wagi cegły, więc jest ona naszym X. Po odpowiednim ustawieniu X i informacji z zadania, wychodzi nam wynik- waga cegły to 2 kg. Według mojej matematyczki - 1,5 kg.

Zwróciłam jej uwagę, że to nie tak powinno być i trafiłam na czarną listę. Liceum skończyłam z 3 z matematyki, a maturę z poziomu podstawowego zdałam najlepiej z klasy na szalone 60% i to tylko dlatego, że w połowie 2 klasy poszłam na korepetycje, bo z lekcji nie wiedziałam dosłownie nic. Nagminne błędy, złe tłumaczenie (np. przy działaniach na potęgowaniu przy różnych podstawach dodawała potęgi, czy przy geometrii ciągle mylenie sześcianu i prostopadłościanu). Gdy poszła na 3 miesiące zwolnienia z powodu złamanej ręki, mieliśmy zastępstwa z innymi matematykami, którzy byli załamani poziomem naszej wiedzy i wszystkie jej błędy musieli naprawiać. Nawet gdy mówiliśmy jej, że w karcie wzorów wzór wygląda inaczej, twierdziła, że jej nie słuchaliśmy, bo ona dokładnie tak mówiła.

Dzisiaj dziwię się jak ona mogła uczyć. Wiele klas przed naszą skarżyło się do dyrektora i do kuratorium. Jedyne co klasom po mnie udało się osiągnąć, to to, że przeniesiono ją do podstawówki.

szkoła nauczyciel

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (132)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni