Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#87597

~manelo ·
| Do ulubionych
Dzisiaj MUSZĘ!

Mieszkam w baaardzo dużym mieście na baaardzo dużym osiedlu. Mam za to bardzo małego pieska.

I mam dość terroru właścicieli dużych psów! Mam dość uciekania na drugą stronę ulicy, uciekania z moim poturbowanym maluchem z parku dla psów, rzucania się na moje plecy psów, których właściciel nie umiał utrzymać, żeby ochronić mojego oraz widoku kilogramowych klocków, jak sprzątam małą kupkę po moim psie.

Nie macie ludziska domu z ogrodem - bierzcie kota!

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (141)

#87573

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielni sąsiedzi.

W dużym skrócie. Mieszkanie nade mną zmieniało właścicieli. Nowy nabywca zrobił remont po taniości. Z kuchni zrobił sypialnię, a tam gdzie był salon doprowadził wodę i zrobił kuchnię z salonem.

Następnie owe mieszkanie zostało wynajęte kolejnym lokatorom. W tym czasie dwa razy moje mieszkanie zostało zalane, ale to szczegół. Podejrzewam, że wykonany remont to była samowolka budowlana bez zgody spółdzielni, a skuta podłoga pod rurki odpływowe oraz brak maty izolacyjnej spowodowała, że nie ma izolacji akustycznej.

W ostatnich miesiącach wróciłem do swojego mieszkania. Pojawili się nowi lokatorzy z góry, nic nowego. Jednak hałas, który się rozprowadza po mieszkaniu jest nie do wytrzymania tzn np. odgłos biegającego psa słychać jakby to owczarek kaukaski orał podłogę długimi pazurami mimo iż jest to jakiś ratlerek.

Odgłosy chodzenia po podłodze słychać jakby 100kg żywej wagi chodziło na piętach, odgłosy przesuwanych krzeseł i stolików to jakby komody dębowe były przesuwane, a nie mebelki made in Ikea. I tak przez większą część dnia...

W dobie Coronaświrusa i pracy zdalnej to jest dramat. Jak w takich warunkach żyć? Proszę o mądre porady:). Wrzucam małą próbkę tylko z dzisiaj jak fajnie cichutko mam w swoim mieszkaniu, próbując się nad czymś skupić.

Próbka zabawy piesków (normalnie był jeden, teraz są dwa!?). Na mierniku dB wyszło max. 55dB w pokoju:

ODSŁUCHAJ:

https://www.szybkiplik.pl/j3E5Ak4kY3

lub Mediafire, tutaj udostępniłem więcej "rewelacji":

https://www.mediafire.com/folder/bd3fex7ko1pki/Music

Czy dźwięki od Waszych sąsiadów też da się nagrać z Waszego mieszkania!?

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 168 (190)

#87591

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia #87589 przypomniała mi rozmowę z moją mamą sprzed kilku tygodni. Prowadzi ona sklep spod szyldu zielonego płaza, który znajduje się na osiedlu domków jednorodzinnych.

Jeśli chodzi o klientelę to przeważają osoby starsze, ale i młodych jest dość sporo. Jak to się ma do godzin dla seniorów? Ano tak, że ilość klientów w tym czasie spada praktycznie do zera. Rekordem były cztery dni pod rząd gdzie w godzinach od 10:00 do 12:00 mama nie miała ani jednego klienta. Średnio jest to około 4-6 osób, gdzie normalnie w dwie godziny obsługiwanych jest coś około 50-60 klientów. A co się dzieje chwile po 12? Do sklepu ściąga tłum ludzi i pod drzwiami tworzy się zbiorowisko oczekujących. I bardzo często jest tak, że grupka ta składa się z większej liczby osób starszych niż młodych.

Mama postanowiła wypytać starszych, stałych klientów dlaczego nie przychodzą na zakupy w czasie tych dwóch godzin. Na około 20 spytanych osób, tylko jedna kobieta podała sensowny powód, wizyty u fizjoterapeuty. Cała reszta stwierdziła, że mają to gdzieś i będą przychodzić jak im się podoba. Najlepszy jednak był dziadek, który stwierdził, że ma w czterech literach te godziny, a dosłownie po chwili opierdzielił jakąś dziewczynę, że ma nos odsłonięty i chce go zabić (nie, sam maski nie miał).

Sam pomysł nie jest zły. Jedynym problemem jest starsze społeczeństwo, które nie chce się dostosować i rząd który nie chce cofnąć decyzji, która ni w ząb nie działa. Tak po prawdzie, w tym momencie, kolejki tworzące się po zakończeniu godzin dla seniorów są o wiele bardziej niebezpieczne niż gdyby tych godzin w ogóle nie było.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 124 (140)

#87593

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia #87588 przypomniała mi zdarzenie które miało miejsce prawie 20 lat temu. Aż tak mi przypomniała że postanowiłam się zarejestrować (kilka lat czytałam z przyjemnością bez rejestracji).

Prawie 20 lat temu wyemigrowałam z pl ale jeszcze przez kilka lat zostawiłam sobie na wszelki wypadek mieszkanie które wynajmowałam całkowicie legalnie zaprzyjaźnionemu małżeństwu. Po dwóch latach w piątek wieczorem dzwoni do mnie lokatorką z informacją : sorki, przyszedł do ciebie polecony że skarbówki, który odebraliśmy przez pomyłkę. Dobra, stało się, otwieraj i czytaj co tam chcą ode mnie.

No i tu cała litania artykułów i paragrafów z wydziału karno-skarbowego, mam się stawić w terminie 7 dni do wyjaśnień a jak nie to mnie znajdą i się rozprawią ( czyli mam się stawić w najbliższy poniedziałek ponieważ list parę dni poleżał ).

Nie zadzwonię ponieważ jest piątek wieczór a w poniedziałek ostatni dzień. Piątkowa noc nieprzespaną, sobotnia też nie - spędziłam weekend na szukaniu w pamięci co mogłam zmalować że tak ostro wzywają. W niedzielę wieczorem wsiadłam w samochód i pognałam 1.200km, po dwóch nieprzespanych nocach, na spotkanie z inspektorem karno-skarbowym. Nadmienię tylko że nie dało się odespać w dzień ponieważ mój synek miał wtedy 5 lat... W poniedziałek rano punkt 9 wchodzę do urzędu i mówię co i jak, miła pani szuka, szuka, szuka i mówi nie ma żadnego wezwania. No jak nie ma jak mi czytali przez telefon, no nie mam przy sobie więc nie pokaże bo jestem prosto z podróży i nie miałam jak zajechać po ten list itd itd.

Telefon do lokatorki o nazwisko inspektora który wzywa. A teraz wszystko jasne - ta pani inspektor urzęduje tu i tu mam iść i zapytać. Idę pod wskazany numer pokoju, pukam, wchodzę, mówię w czym rzecz, że nie mam listu, że z podróży itd. Dziewczę na to że to pani inspektor wzywała i że mogę zaczekać nawet jak nie umówiona (no ludzki pan).

W końcu zostaje zaproszona do gabinetu a tam za biurkiem siedzi moją koleżanka z podstawówki i mówi że zacytuję: haha miło cię widzieć, haha jak zobaczyłam że wynajmujesz mieszkanie i masz tu podatek to postanowiłam cię zaprosić (ta napewno zaprosić), haha kawki może, haha siadaj, rozgość się, haha pogadamy itd. Zbaraniałam. Pytam : a wezwanie ? Ona, że znów zacytuję : no co ty jakie wezwanie, leży tu u nas twój zwrot podatkowy 180pln, zaprosiłam cię po odbiór inaczej byśmy się nigdy nie spotkały. Ręce mi opadły.

Podsumowując : zostawiam małe dziecko pracującemu na pełen etat mężowi, który musi kombinować jak to zorganizować młody do szkoły/że szkoły, biorę urlop w pracy, lecę na wariata po nieprzespanych nocach, nie pierwszej świeżości samochodem do polski, ryzykuje życie można powiedzieć bo komuś coś się z głową stało z chwilą gdy stał się inspektorem karno skarbowym.

Cała impreza z koleżanka z podstawówki kosztowała mnie 700 pln na benzynę, dwa dni urlopu w plecy, trzy nieprzespane noce i płaczące dziecko jak wychodziłam z domu w niedzielę wieczorem.
Dla "żartu" koleżanki z podstawówki i 180 pln ryzykowałam życie.

Dodam jeszcze że słyszałam od innej koleżanki jak tamtą na spotkaniu klasowym na którym miałam przyjemność nie być chwaliła się jaki to mi świetny numer wywinęła.

Ciekawe czy nadal urzędnik jest wszechmogący i bezkarny czy po 20 latach cokolwiek się zmieniło w tej kwestii.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (131)

#81269

(PW) ·
| Do ulubionych
W dniu dzisiejszym, od 9.30 do 17.30 miałem oczekiwać na przesyłkę kurierską z DHL-u. Jako, że nie mogłem być cały czas w domu, poprosiłem kogoś o odebranie dla mnie listu.

Około 16 dzwoni do mnie kurier i pyta, czy jestem w domu. Odpowiadam, że jest osoba upoważniona. Wszystko fajnie pięknie, ale już 17.50, a przesyłki nie ma.

Na ponowny telefon, kurier odpowiada, że paczkę odebrał od niego inny kurier, ale on już jest we Wrocławiu i może (słowo klucz) jutro spróbują dostarczyć. Wytłumaczy mi ktoś jak to działa?

kurierzy

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (119)

#81259

(PW) ·
| Do ulubionych
Byłem konsultantem na I linii infolinii w fioletowej sieci. Piekielnych klientów, którzy dzwonili było mnóstwo, ale to raczej nudne sprawy, więc nie będę ich opisywał. Opiszę za to sytuację, w których zawiniła obsługa klienta - te są dużo ciekawsze.

Na infolinię zadzwonił [K]lient, akurat połączyło go ze mną [F].
F: Witam u fioletowych, w czym mogę pomóc?
K: Dzień dobry. Jak telefon przełączy mi się na inną sieć niż fioletowa, to nie mam internetu.
F: Oczywiście, już wszystko sprawdzam.
Standardowo w takiej sytuacji otwieram kilka zakładek w systemie i już w pierwszej widzę, w czym jest problem. Klient ma założoną blokadę na internet w roamingu krajowym.

Dla tych, co nie wiedzą, co to jest ten roaming krajowy, kilka słów wyjaśnienia: jako że fioletowa sieć zasięg własny ma głównie na terenie większych miast, to wszyscy klienci, którzy korzystają z oferty głosowej (czyli nie z kart na internet mobilny) na terenie kraju mogą korzystać bez opłat z zasięgu innych sieci. Dotyczy to każdej aktywności, niezależnie od tego, czy to połączenie głosowe, sms, mms czy internet w telefonie.

F: Na koncie jest blokada na internet w roamingu krajowym. Zdjąć ją?
K: Tak.
F: Blokada zostanie zdjęta maksymalnie w ciągu 24h, zazwyczaj w ciągu 20 min. Czy jest coś jeszcze, w czym mógłbym pomóc?
K: To już?! Ja się nad tym od 2 miesięcy męczę, a pan mi to zrobił w 30 sekund?!

To, co przeczytałem w historii zgłoszeń, sprawiło, że zwątpiłem w pracę działu odpowiedzialnego za zgłoszenia z salonów. 2 miesiące przed rozmową klient poszedł do salonu. Pracownik salonu nie zauważył blokady i przesłał sprawę do odpowiedniego działu.

Po prawie 3 tygodniach klient otrzymał od nich odpowiedź, że wszystko powinno działać, ale jak nie działa, to ma sprawdzić ustawienia telefonu, jak tam będzie wszystko ok, to ma sprawdzić kartę w innym telefonie, jak w innym telefonie problem też będzie występował, to ma wymienić kartę sim w salonie.

Klient zrobił to wszystko, a internet jak nie działał, tak nie działa.

Klient znów poszedł do salonu i inny konsultant też nie znalazł założonej blokady, więc sprawa znów poszła wyżej. Klient znów swoje odczekał i tym razem otrzymał odpowiedź, że w jego taryfie nie można korzystać z internetu w roamingu krajowym.

Kto by się przejmował tym, że we wszystkich regulaminach ofert jest zapis o tym, że można z tego korzystać? Jak już pozbierałem szczękę z biurka, to pozostało mi tylko przeprosić klienta w imieniu firmy za zaistniałą sytuację i przekazać informację o tym, co odwalili pracownicy do kierownika ich działu.

call_center

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (141)

#81258

(PW) ·
| Do ulubionych
Pada śnieg.

Droga dojazdowa do miasta - pługi jeżdżą, ale ze względu na cały czas padający śnieg tworzy się błoto pośniegowe, pod nim wszystko zaczyna przymarzać.

Godzina około 16, czyli już powoli robi się zmrok, ze względu na padający śnieg widoczność jest mała. Jadę sobie wolno, zachowuję odstęp większy niż zwykle, przede mną jedzie auto, poruszając się z podobną prędkością.

Zbliżamy się do świateł. Z daleka widać zielone. Kierowca przede mną gwałtownie hamuje. Ja oczywiście też, nieco mniej gwałtownie, bo odstęp - na szczęście. Nadal mamy zielone.
Co się stało? Młody, na oko +/- 15-latek z psem wszedł na przejście dla pieszych na czerwonym, nie zatrzymując się przed przejściem nawet na sekundę, nawet nie patrząc w jedną czy drugą stronę, czy coś jedzie, w ręce telefon, nawijka musi być.

Kierowca przede mną opuścił szybę, coś krzyczał za chłopakiem, ten nawet się nie odwrócił, nie zatrzymał.

A potem się słyszy "potrącił pieszego na pasach"...

piekielny_pieszy droga samochody kierowcy nastolatek telefon

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (132)

#87589

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczoraj, w biegu na wizytę, wleciałam do Żabki.

Zapomniałam jednak o godzinach dla seniorów, mój błąd.
Pani Kasjerka jednak okazała się wyrozumiała i orzekła "szybciutko to załatwimy".

Wzięłam, co wziąć miałam i w akompaniamencie pikania klasy Pani Kasjerka opowiedziała, że:
- mimo, że była prawie 11, do Żabki nie wszedł nikt, kto do Żabki w tychże godzinach powinien wejść
- najwięcej seniorów pojawia się w przeciągu pół godziny PO 12.
- ponieważ przybywają poza godzinami dla seniorów to swoje muszą odstać czasem, a więc i narzekają niezmiernie.

I weź tu bądź człowieku mądry!

godziny dla seniorów

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (157)

#87581

(PW) ·
| Do ulubionych
Dej, mam horom curke...

Wiem, jak ciężko być samotną matką. I dlatego, pomijając ogólną życzliwość i chęć pomocy wszystkim (bo wtedy ten świat jakoś lepiej funkcjonuje...), to takim osobom jakoś chętniej pomagam.

Przyszła do mnie znajoma. Zaprosiłam ja do kuchni, przepraszając za bałagan w pokoju, ale Młoda parę godzin wcześniej robiła porządek w swoich ciuchach, odkładając to, z czego już wyrosła (oczywiście niepotrzebne rzeczy odkładając na sam środek MOJEGO pokoju, nie swojego). Znajoma wykazała pewne zainteresowanie:

- A jaki to rozmiar? Wiesz, mam sąsiadkę, ona ma córkę trochę młodszą od twojej Młodej, a tam u nich dosyć biednie jest, może by im się przydało?

Nie ma sprawy, i tak niepotrzebne rzeczy zamierzałam wrzucić do kontenera na odzież, jeśli się komuś konkretnie przyda, to tym lepiej. Przyniosłam stos ciuszków, posprawdzałyśmy rozmiary i znajoma dzwoni do sąsiadki:

- Hej, słuchaj, mam tu reklamówkę ciuchów dla twojej Kasi, kiedy ci to podrzucić?

- O fajnie, dzięki, możesz jutro, ale po południu, bo rano idę na paznokcie, a potem do fryzjera.

Nosz kur... Popatrzyłyśmy na siebie ze znajomą, po czym powiedziałam z ciężkim westchnieniem:

- No weź jej zanieś te ciuchy...

Pracuję na półtora etatu, żeby Młodej niczego nie brakowało. Kombinuję z godzinami dodatkowej pracy, żeby je "odrobić" wtedy, gdy Młoda ma treningi - no, wiecie, kocham ją i lubię z nią spędzać czas.

I co jakiś czas jak obuchem wali mnie informacja, że można inaczej - "dej, dej, dej, ja mam dzieci, mnie się należy!".

Bez pracy, na zasiłkach, z których starcza na paznokcie i fryzjera. Mnie nie stać. No dobra, może i mnie stać, ale po co?

Paznokcie czyste, schludnie obcięte (i dość krótko, no cóż, taka praca), włosy też raczej bez fryzjera, bo muszę mieć spięte w pracy... Nowy ciuch to nie pamiętam, kiedy sobie kupiłam, bo Młoda rośnie jak szalona, a ja już nie.

Co robię nie tak?

dej

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (218)

#87562

(PW) ·
| Do ulubionych
Wracam do pisania historii po długiej przerwie.
Nadal pracuję przy obsługiwaniu parkingu w galerii handlowej, firma ta sama, ale już inna galeria a w międzyczasie zdarzyło mi się przenieść się na inny obiekt, zostać zwolnionym (nie wiadomo za co), przywróconym, przeniesionym na obecny obiekt i zaliczyć kilka razy po kilka dni na innym naszym parkingu, gdy kolega był chory a później został zwolniony.
Opiszę kilka rzeczy z parkingu, na który się przeniosłem:

Był to parking małego centrum handlowego a sklep będący głównym najemcą (delikatesy premium) już nie istnieje. Zasady parkowania były w skrócie takie: przy wjeździe pobierasz bilet z maszyny, przy wyjeździe podajesz mi go, ja skanuję bilet i mówię Ci, ile jest do zapłaty.

Jeśli stałeś do 5 minut to system sam otwierał szlaban, jeśli dłużej to płacisz 4zł za każdą rozpoczętą godzinę (niepisaną zasadą było to, że do 15 czasem 20 minut wypuszczaliśmy, bo to jednak trochę sporo za tak krótki czas).

Od opłaty były 2 wyjątki: klienci kawiarni, restauracji, kwiaciarni, gabinetu dentystycznego oraz laboratorium diagnostycznego które były obok i nasz parking był najwygodniejszy dla nich mieli parking za darmo (firmy te płaciły ryczałtem za to) a klienci SKLEPU (podkreślam, SKLEPU a nie całego centrum które miało tę samą nazwę co delikatesy) mieli pierwszą godzinę za darmo (powiedzmy godzinę i 15 minut bo patrz wyżej) pod warunkiem pokazania paragonu za zakupy a przynajmniej zakupów ewidentnie wskazujących, że kupione tamże.

Typowa sytuacja nr1:
Ja: Dzień dobry…
Klient: (bez słowa podaje bilet i odwraca głowę w stronę szlabanu)
J: To będzie XX złotych
K: (podniesionym głosem) Ale ja w xyz byłem!
J: Mogę zobaczyć paragon?
K: (z fochem pokazuje paragon)
J: (nabijam zniżkę) to będzie YY zł
K: (już krzykiem) W XYZ BYŁEM, za darmo jest!
J: Pierwsza godzina tylko…
K: ja tu jestem codziennie! Nigdy nie musiałem płacić! (ja też od kilku miesięcy i widzę Cię pierwszy raz…)

Z pretensją płaci a często nawet rzuca we mnie pieniędzmi i paragonem. Często trafiali się prawdziwi stali bywalcy, mieli już przygotowany paragon, pełna kultura „Dzień dobry, dziękuję, do widzenia” i w sumie wracali trochę wiarę w kulturę ludzi.

Typowa sytuacja nr 2:
Dzień dobry, dzień dobry, to będzie tyle i tyle
K: A to nie ma darmowej godziny?
J: Tylko dla klientów xyz.
K: A to nie wiedziałem, puści mnie Pan ten jeden raz?
J: Niestety nie mogę, trochę już Pan/Pani stoi a ja jestem rozliczany z takich wypuszczeń.
Klient cofa, idzie do sklepu i kupuje byle co by z triumfem na twarzy wrócić do mnie i nie zapłacić za parking (przypominam, 4 zł a delikatesy premium więc mała woda to ponad złotówka) marnując swój czas.

Typowa sytuacja nr 3:
Podobnie jak w sytuacji nr 1 tylko, że klient ma paragon ze sklepu w centrum handlowym, ale nie z tego konkretnego (też dla mnie głupota, ale nie poradzę). Tłumaczę, że niestety, ale regulamin i cennik są jasne i jest tam wytłuszczone, że paragon ze sklepu xyz a nie z centrum xyz. Krzyk, oburzenie i albo zapłata jak w sytuacji nr 1 albo zakup wody, bułki, zapałek (wycofali je z tego sklepu w pewnym momencie, bo schodziły tylko w takiej sytuacji) jak w sytuacji nr 2.

Jednorazowa na szczęście sytuacja:
Na parkingu był postój taksówek konkretnej korporacji, mieli swoje abonamenty, spoko ludzie swoją drogą. Do wyjazdu podjeżdża taksówka
Taksówkarz: Dobry, klienta przywiozłem. (po tych słowach patrzy w szlaban gotowy do odjazdu)
ja: (skanuję bilet) To 4 zł poproszę.
T: Jak? Toć Wam klienta przywiozłem i od razu wyjeżdżam.
J: Stał Pan ponad 40 minut (swoją drogą, zaparkował niedaleko mojej budki i miał auto, które przyciąga wzrok więc nie wiem, czy liczył, że się nie zorientuję, czy jak?)
T: Ale przecież przed chwilą taksówka wyjechała bez problemu?!
J: Tak, bo ta korporacja ma z Nami umowę i na parkingu jest postój tej korporacji.
T: To ja nie zapłacę! I co?
J: To Pan nie wyjedzie.
Taksówkarz wycofał i stanął z boku a ja zadzwoniłem po policję, że klient się awanturuje. Widziałem, że też gdzieś dzwoni, co się później okazało, również na policję. Miałem też wrażenie, że jest nienaturalnie pobudzony więc albo leki albo coś gorszego. Gdy mundurowi przyjechali Taksówkarz szybko podszedł do budki, że chce zapłacić a ja mu to uniemożliwiam.

Powiedziałem, że to nieprawda i jaka jest prawda, nie zaprotestował co Policja uznała za przyznanie mi racji. Pouczyli Taksówkarza, że ja mam rację i kazali zapłacić te 4 złote a mnie poprosili bym najpierw załatwiał takie rzeczy przez ochronę a potem służby choć mnie rozumieją.

Klasycznym problemem byli też niepełnosprawni domagający się krzykiem, że mają za darmo jako inwalidzi i machając tym niebieskim identyfikatorem (nie, nie mają darmowego parkowania. Odsyłam do Ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych „nie uprawnia do darmowego m.in.: parkowania”)

Z ciekawszych rzeczy usłyszałem kiedyś, że jestem „słoikiem pi***” choć mieszkam w tej metropolii całe życie oraz tekst osoby odpowiedzialnej w centrum za sprawy techniczne „no, to jeszcze tydzień i zamykamy, ale wasza firma o tym wie co nie?” No właśnie nikt nic nie wiedział a sklep działał jeszcze ponad prawie rok w międzyczasie przedłużając kasjerkom umowy co miesiąc aż się nie zbuntowały.

parking

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (124)

Podziel się najśmieszniejszymi historiami na
ANONIMOWE.PL

Piekielni