Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#86405

(PW) ·
| Do ulubionych
To się nam porobiło... Malutki wirusik obnażył zarówno kruchość naszego życia, jak i brak przygotowania państw na sytuacje kryzysowe. Tak się wygodnie umościliśmy w tym XXI wieku, tak nam się wydawało, że panujemy nad przyrodą a tu... lipa.

I czytam te wpisy o piekielnych klientach, staruszkach, którym życie niemiłe, piekielnych sąsiadach wykorzystujących sytuację i zastanawiam się czy nikt nie dostrzega innej piekielności? Czy nikt nie widzi tego jak piekielna jest nasza łatwość oceniania i dyskredytowania innych?

Piekielne jest to, że kilka lat temu wiadro pomyj wylało się na strajkujące pielęgniarki. Dziś wszyscy są zachwyceni, że "trwają na pierwszej linii frontu". Kiedy strajkowali lekarze komentarze internetowe krzyczały: "won za granicę, jak się nie podoba", "nieroby po 5 samochodów mają". A dziś? "Podziękujmy brawami służbie zdrowia".

Nie zliczę ile razy widziałam wpisy o beznadziejnych kierowcach tzw. tirów, ile razy słyszałam, że kasjerki w sklepach to tłumoki, ile razy czytałam, że rolnicy to tylko blokady robić potrafią a o co im chodzi jak tyle kasy unijnej dostają. Dziś widzę zdjęcia ludzi wykonujących te zawody z podpisem: "nie każdy bohater nosi pelerynę."

Piekielna jest nasza hipokryzja, brak szacunku dla drugiego człowieka i wykonywanej przez niego pracy. A przecież, w XXI wieku, jesteśmy systemem naczyń połączonych. Ktoś musi zasiać, zebrać, wyprodukować, ktoś musi to przewieźć, ktoś inny sprzedać. Ktoś musi zadbać o nasze zdrowie, ktoś inny o edukację. Ktoś musi wywieźć śmieci, a ktoś zrobić testy na koronawirusa.

Dobrze, że w końcu doceniamy ciężką pracę innych. Pytanie tylko: jak długo? A może, paradoksalnie, ten wirus w końcu nauczy nas szacunku do pracy i drugiego człowieka? Każdej pracy i każdego człowieka. Może po tym doświadczeniu będziemy trochę mniej piekielni?

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 188 (246)

#86336

(PW) ·
| Do ulubionych
Koronawirus to plaga naszych czasów, ale złośliwość i bezczelność sąsiadów, nienawiść do osób niepełnosprawnych to choroba cywilizacyjna.

Mało się uzewnętrzniam, jednak już brak mi sił na bezkarność i złośliwość sąsiadów z góry na pierwszym piętrze. Zakupiliśmy z mężem mieszkanie w bloku Brzozowy Zakątek w Ostrowie Wielkopolskim dla moich rodziców i rodzeństwa. Moje siostry - to bliźniaczki, lat 25 z porażeniem mózgowym, urodziły się w 7 miesiącu ciąży, jedna jest niewidoma, druga z porażeniem mózgowym nie mówi i nie chodzi.

We wrześniu 2018 roku udało nam się namówić rodziców na przeprowadzę z Jeleniej Góry do Ostrowa Wielkopolskiego, do zakupionego przez nas mieszkania z ogródkiem na parterze, by Gosia miała łatwy dostęp do zieleni i by rodzice nie wnosili wózka inwalidzkiego, bo wcześniej mieszkali na pierwszym piętrze.

Problem nasz i rodziców zaczął się w maju 2019 roku przez wyrzucanie niedopałków papierosów na nasz ogródek, przez sąsiadów z góry nad nami, następnie było zgłoszenie do MOPSu o nie właściwą opiekę i hałasy ze strony nie mówiącej Gosi. Kontrola z MOPSu nie widziała nie prawidłowości, przydzielili nam jeszcze pomoc dla osób niepełnosprawnych w ramach programu Opieka Wytchnieniowa. Jednak to sąsiadów nie usatysfakcjonowało i nadal wyrzucano nam niedopałki papierosów.

We wrześniu 2019 roku, aby załagodzić konflikt wyciszyliśmy sufit w którym przebywa Małgosia specjalną gąbką akustyczną 5 cm, zmieniliśmy jej leki, mimo że nie ma choroby psychicznej czy ADHD, kilka razy na dzień wydaje jakiś dźwięk, gdy cieszy się do piosenki z muzyki, do zabawki, ma emocje i żyje.

Założyliśmy kamery - atrapy, aby odstraszały, jednak kiedy sąsiedzi dowiedzieli się, że nie działają, to od 13 marca 2020 roku wyrzucają nam codziennie 1 śmieć by wyładować swój stres, agresję, złośliwość. Wszystko zbiegło się z epidemią koronawirusa. Wyrzucają nam: watę, patyczki do ucha, chusteczki, opakowania po słodyczach, kapsle plastikowe, wieczko od słoika, chipsy na pranie..

Czujemy się bezsilni i upokarzani. Wywieszane prośby o "nie śmiecenie na korytarzu" nie przynoszą efektu. Są złośliwi, bo w styczniu umorzono złożone przez nich postępowanie na policji o hałas w naszym mieszkaniu.

Podłość ludzka nie zna granic, zwłaszcza osób które nie dotknął problem zdrowotności, niepełnosprawności, finansowy, głodowy... Nasz problem - to gnębienie psychiczne na co nie może nic zrobić prawnik, spółdzielnia, chyba że policja jak zbierze dowody, jednak cała sytuacja nasiliła się w czasie koronawirusa.

W całej sprawie chodzi o święty spokój, spokojne życie na emeryturze z dziećmi niepełnosprawnymi, by budzić się we własnym mieszkaniu i nie czuć się osaczonym przez śmieci, kontrole, donosy, złość. Inny sąsiedzi są za nami, niestety tylko Państwo spod nr 14 nie.. i problem toczy się dalej od roku.

Jest problem, nasze uczucia i siła powoli znika, mówi się o tolerancji dla niepełnosprawnych ; NIE OCENIAJ - ZROZUM, mówi się o nieprzerywaniu, ciąży, mówi się o siłowniach dla niepełnosprawnych, o zasiłkach...
PYTAM SIĘ PO CO?
- jeżeli my obywatele nie umiemy żyć z osobami niepełnosprawnymi;
- jeśli nie szanuje się rodziców wzorowo i z poświęceniem wychowujących dzieci niepełnosprawne;
- nie ma dla dzieci niepełnosprawnych wystarczających środków na rehabilitacje, na wizytę u specjalisty/ okulisty czeka się 3 miesiące i więcej;
- jeżeli sąsiedzi cię dyskryminują i nie można tego zaprzestać?

Czasem w naszych czasach nie chodzi o zbiórki pieniędzy, ale o spokój i normalne życie "nienormalnych dzieci"...

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (186)

#86372

(PW) ·
| Do ulubionych
Korzystając z uroków kwarantanny postanowiłam podzielić się z Wami historią, do której często wracam myślami. Chcę wszystko skrupulatnie opisać, więc będzie to długa opowieść. Niestety bez happy endu.

Całkiem niedawno temu w mieście mostów i krasnoludków studiowałam na jednym z tamtejszych uniwersytetów. Istotnym jest fakt, że kobiety stanowiły około 75% wszystkich studentów mojego wydziału. Taki stan rzeczy sprawiał, że chłop stawał się "towarem deficytowym" :), co będzie miało znaczenie w dalszej części historii.

Będąc na trzecim roku zaznajomiłam się z bohaterem tej opowieści, Krzyśkiem. Nawiasem pisząc okoliczności rozpoczęcia naszej znajomości zasługują na osobny wpis. Krzysiek nie lubił ludzi. Nie chodziło o mizantropię lub nienawiść do świata, po prostu ich nie lubił. Jego ogólne podejście do życia można opisać jako cyniczne. Traktował innych jak potencjalnych wrogów. Cenił sobie samotność i indywidualizm. Trzymał się na uboczu i nie integrował się z innymi studentami. Nigdy nie widziałam go na żadnej z imprez wydziałowych czy na jakimkolwiek wyjeździe.

Kilka razy udało się go wyciągnąć na piwo, ale szybko się "zmywał" i nie brał czynnego udziału w rozmowach. Jego stosunek do innych był chłodny i zdystansowany. Miał dość negatywne zdanie o ludziach jako takich, wychodząc z założenia że społeczeństwo jest na tyle dobre na ile pozwala mu sytuacja. Rzadko wdawał się w dyskusje, ale kiedy już to robił wypowiadał się z typowym dla siebie cynizmem, co nie przysparzało mu sympatii ogółu. Pomimo takiego nastawienia wpadł w oko kilku dziewczynom.

Każda z nich próbowała usidlić go na swój sposób i każda poniosła porażkę. Nie wszystkie kobiety są w stanie pogodzić się z odrzuceniem. Wtedy zaczęła kształtować się opinia, że Krzysiek jest pozbawionym uczuć, niezdolnym do miłości, nienawidzącym ludzkości dziwakiem. Taki stan rzeczy trwał przez jakiś czas. Krzysiek trzymał się na uboczu, a toksyczna część wydziału opowiadała o nim niestworzone rzeczy, rozsiewając plotki. Ten względny spokój trwał do czasu aż w Krzyśku zakochała się Piekielna Kobieta, która moim zdaniem powinna leczyć się psychiatrycznie.

Jak już wcześniej wspomniałam na naszym wydziale był spory deficyt mężczyzn, a perspektywa ukończenia studiów bez chłopaka lub narzeczonego była dla wielu studentek przerażająca. Nie wiem czy PK kierowała się strachem czy prawdziwym uczuciem, ale moim zdaniem powinna się leczyć.

Wszystko rozpoczęło się niewinnie. Pewnego dnia Krzysiek dostał SMS od obcego numeru w którym Piekielna Kobieta (PK) wyznała mu swoje gorące uczucia. Te wiadomości sprawiały wrażenie jakby pisała je osoba kompletnie pijana. Krzysiek uznał, że jest to kiepski żart i zapomniał o sprawie. Widząc, że nic w ten sposób nie wskóra PK postanowiła wprost dawać Krzyśkowi do zrozumienia, że ten bardzo się jej podoba.

Krzysiek stwierdził, że nie jest zainteresowany związkiem, ale PK nie przyjmowała tego do wiadomości. Kolejnym krokiem było "robienie scen". W trakcie przerw między zajęciami PK w otoczeniu innych studentów mówiła, że ma depresję, nie widzi sensu dalszego życia i myśli o samobójstwie. Starała się aby każdy jej znajomy wiedział o jej nieszczęśliwej miłości i o nieludzkim cierpieniu biednej złaknionej uczucia kobiety.

Dodatkowymi "atrakcjami" były esemesy pełne pijackiej wylewności. Nawet niektórzy prowadzący wiedzieli o jej "dramacie". Z perspektywy czasu stwierdzam, że to była całkiem sprytna manipulacja. Wywieranie nacisku na Krzyśka i informowanie o tej sytuacji wszystkich zainteresowanych. W ten sposób budowała swój obraz jako wrażliwej i niewinnej istotki, nieszczęśliwie zakochanej w wyprutym z uczuć potworze. Te zaloty trwały kilka miesięcy aż w końcu PK dotkliwie urażona brakiem zainteresowania ze strony Krzyśka postanowiła uczynić z jego osoby Wroga Publicznego Numer Jeden.

W zasadzie wszystko wyglądało podobnie z tą różnicą, że PK nie mówiła o miłości do Krzyśka ale o nienawiści. PK zaczęła rozpowiadać przeróżne plotki na temat Krzyśka. Wszystkie były całkowicie nieprawdziwe, ale z jednej strony była powszechnie znana studentka a z drugiej aspołeczny dziwak i wykolejeniec.

W czasie oczekiwania na wykłady PK wraz z grupą koleżanek na głos oczerniała Krzyśka "dolewając do szamba". PK dbała o to aby każda osoba, mająca jakikolwiek kontakt z Krzyśkiem, dobrze wiedziała jaki to zły człowiek. Z tego powodu opinia publiczna w znakomitej większości trzymała stronę PK. Największym świństwem jakie PK opowiadała o Krzyśku jest zmyślona próba gwałtu, której Krzysiek miał dopuścić się na PK w nieokreślonym miejscu i czasie.

Nikt nie interesował się nieścisłościami w tej bajeczce. Poszła plota, że Krzysiek to zboczeniec. Wtedy mogło zrobić się naprawdę paskudnie, ale jakimś cudem cała ta nagonka stopniowo wygasła. PK znalazła sobie ogiera i tylko czasami produkowała jakieś kłamstewko pod adresem swojej niedoszłej miłości. Pomijając fakt, że zachowanie PK z pewnością kosztowało Krzyśka masę nerwów to spowodowało powstanie "smrodu", który będzie ciągnął się za Krzyśkiem jeszcze długi czas.

Wiem to wszystko po części od samego Krzyśka i częściowo od PK. Byłam jedną z niewielu osób, która wiedziała że Krzysiek jest złotym człowiekiem. Bezinteresownie pomagał mi w sytuacjach kryzysowych. Rozmawiając z nim starałam dowiedzieć się dlaczego ma takie podejście do świata, ale nigdy nie udzielił mi odpowiedzi. Moim zdaniem Krzysiek jest DDA. Jego podejście do świata nie wynika z niechęci, ale ze strachu przed skrzywdzeniem. Wszystko wskazuje na to, że jego dzieciństwo nie było łatwe. To doświadczenie sprawiło, że otoczył się murem za którym jest naprawdę wspaniały człowiek.

Na początku wspomniałam, że ta historia nie ma happy endu. Widzicie, ja i Krzysiek pracujemy w niezbyt dużej branży w której wieści szybko się rozchodzą. Kilka dni temu kolega z pracy wspomniał o Krzyśku jako o kimś kto miał sprawę w sądzie o gwałt. Kompletnie obcy facet, który nigdy nie widział Krzyśka na oczy opowiada plotki, które są wytworem umysłu chorej psychicznie kretynki. Smród będzie ciągnął się za Krzyśkiem jeszcze długo.

Kończąc tę długą historię zwracam się do Was z apelem. Nie łudzę się, że plotkarze i kłamcy przestana niszczyć innym życie. Proszę abyście bezmyślnie nie powielali zasłyszanych rewelacji. Niech kundle szczekają, ale nie szczekajcie razem z nimi.

uniwersytet

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (158)

#86361

~Kot2331 ·
| Do ulubionych
Czytałem ostatnio wyznanie dotyczące księży, w jaki sposób się zachowują w czasie epidemii. Mam jednak odmienne zdanie co do niektórych.

W mojej miejscowości ksiądz specjalnie dzwonił do starszych osób, by nie przychodziły do kościoła. Dobrzy księża istnieją, tylko niestety mało się o nich mówi, a wrzuca się wszystkich do jednego worka...

Owszem, to jest piekielne.

Wielkopolskie

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 51 (155)

#86355

(PW) ·
| Do ulubionych
Kto piekielny?

Moje osiedle jest po jednej stronie ulicy, a po drugiej są ROD.
Jako iż mam tam działkę, to wpadam praktycznie codziennie, by zobaczyć czy jest ok. Zwłaszcza teraz gdy mamy siedzieć w domach i jest sporo kradzieży.

Sytuacja z soboty.

Idę i na jednej z działek wesoła impreza. Grill piwo i ze 20 osób. Nie mówili po polsku, tylko po ukraińsku.
Nie lubię donosić, ale wezwałem policję do zgromadzenia.

Kto piekielny? No wolę, aby NIE BYŁO jak we Włoszech.

ukraina

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (154)

#86324

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś będzie o kurierach.

Moi rodzice mieszkają w dziczy. Dosłownie. Las, droga polna, najbliżsi sąsiedzi kilometr od domu, żadnej ważnej drogi dojazdowej między większymi miastami w okolicy nie ma. Spokój, cisza, brak samochodów, idealne miejsce dla mnie, niestety nie dla kurierów.

Rok temu przedłużałam umowę w sieci komórkowej, wybrałam komórkę, której nie było na stanie. Pani obiecała przesłać telefon kurierem. Jako adres dostawy podałam dom rodzinny, bo ze względu na święta, miałam być przez dłuższy czas tam obecna. Gdy nadszedł czas dostawy, zadzwonił do mnie kurier, który stwierdził, że to niby jego rejon, ale jego kolega mieszka po sąsiedzku więc przesyłkę przekazuje jemu. Kilka razy już tak robiliśmy, zawsze wszystko było OK. Tym razem czekałam, jednak paczki nie dostałam. Zadzwoniłam z powrotem do kuriera, z pytaniem czy mógłby podać mi numer kolegi, albo dowiedzieć się chociaż od niego jak stoi z dostawą. Niestety, kurier zareagował agresywnie, stwierdził, że nie może mi podać numeru i nie będzie dzwonił do kolegi, bo to nie jego sprawa, po czym się rozłączył.

Czekałam dalej na przesyłkę, monitorując informacje o paczce w internecie. W pewnym momencie pojawił się status "błędny adres". Zadzwoniłam na infolinię. Miła Pani powiedziała, że zaznaczyła że adres jest poprawny i powinnam tego samego dnia, najpóźniej następnego rano dostać przesyłkę. Takie rozwiązanie mi pasowało, bo miałam spędzić jeszcze 2 dni w domu, a 3 dnia z samego rana wyjechać.

Oczywiście przesyłka nie dotarła do mnie ani tego samego dnia, ani następnego. Ponownie zadzwoniłam na infolinię. Tym razem nie trafiłam na miłą panią, ponieważ gdy wytłumaczyłam sprawę pani od razu stwierdziła, że na pewno to ja źle podałam adres. Skoro dwa razy kurier zaznaczył, że adres jest błędny to znaczy, że jest. Podałam ponownie adres, który zgadzał się z tym na paczce. Pani chciała mnie przekonać, że na pewno coś pomieszałam, zły numer domu, brak numeru mieszkania (skoro to dom jednorodzinny to nie ma numeru mieszkania). W końcu przyznała, że nawet jeżeli już, to najszybciej następnego dnia bym mogła dostać przesyłkę, bo kurierzy już wyjechali z baz. Po czym zaznaczyła, że i tak mało prawdopodobne abym tą paczkę dostała na ten adres.

Zdenerwowałam się, pojechałam do miasta gdzie znajduje się baza na moją okolicę. 2 godziny drogi w dwie strony i byłam z powrotem.

Czemu mi się to teraz przypomniało?

Zamawiałam prezent dla mojej mamy na imieniny. Paczkę miała dostarczyć ta sama firma kurierska. Oczywiście co zobaczyłam w dniu kiedy miała być dostawa? Informację "Błędny adres".

Jedyne logiczne wyjaśnienie? W momencie gdy wpisze się adres domu w GPS i Mapy Google pokazuje się odosobniony dom, daleko od większych miast. Widocznie od razu widzą, że jest to dzicz i nie chcą jechać z jedną paczką kilku dodatkowych kilometrów.

kurierzy

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 121 (133)

#86395

(PW) ·
| Do ulubionych
Siedzimy wczoraj na zabezpieczeniu w naszej remizie (zalecenie Komendy Wojewódzkiej na czas epidemii) i przyjechali do nas policjanci.

Policja dostała bowiem zawiadomienie o nielegalnym zgromadzeniu na terenie remizy. Jak nam zacytowali:"Huczna impreza na ponad 20 osób, przyjedźcie to przecież poważne złamanie zasad kwarantanny narodowej."

Ta, sześciu chłopa w mundurach czekających na ewentualne wezwanie rozkręciło huczną imprezę.

"Życzliwi"

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (109)

#86315

~Largo ·
| Do ulubionych
Mieszkam w Wielkiej Brytanii.

Właśnie dostałem wiadomość SMS, podobno od operatora, mówiącą, że moja comiesięczna opłata za abonament nie powiodła się. W wiadomości znajdował się również link, pod którym mogę uzupełnić swoje dane.

Nie mam i nigdy nie miałem telefonu na abonament - obecnie i od x czasu korzystam z telefonu za gotówkę i na kartę. Sprawę zgłoszę na policję.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 71 (101)

#86396

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzisiaj piekielność 2w1, czyli godziny dla seniorów i ludzie niezdecydowani.

Miejsce akcji: duży market budowlany.
Czas akcji: chwila po dziesiątej.

W związku z ograniczeniami pokroju "godzin dla seniorów" w punktach obsługi w niektórych miejscach wieje pustkami (seniorzy 65+ raczej rzadko potrzebują sklepu budowlanego). Piekielnością pierwszą jest fakt, że ludzie poniżej 65 r.ż. stoją już od 10:00 w kolejce przed sklepem, mając zupełnie gdzieś fakt, że powinni zostać w domach, kto zabroni stać dwie godziny pod sklepem, no nie?

Wychodząc naprzeciw klientom obsługa postarała się o obsługę poza sklepem, czyli lista zakupów dla pracownika i szybkie kompletowanie zamówień bez łamania odgórnie narzuconych zakazów.

Piekielność numer 2? Rozmowa między pracownikiem a potencjalną klientką.
- Dzień dobry, czego pani potrzebuje?
- Yyy, nie wiem, chciałam po prostu pooglądać rzeczy, może coś wpadnie mi w oko.

Tu nawet nie wiem jak to skomentować.

sklepy

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 73 (97)

#86313

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś będzie o piekielnych właścicielach zwierząt, ignorancji i ich niedbałym przygotowywaniu się przed finalnym zakupem/adopcją. Historia została napisana wspólnie z personą, któraż takowe "perełki" zdołała i na własną rękę wyłowić (nie posiada tu konta, zatem postanowiliśmy sklecić wszystko w jedno). Zapraszamy do lektury.

1. Zacznijmy od jakże piekielnej sytuacji dotyczącej skrajnie nieodpowiedzialnego nabywcy welonów.

Mężczyzna bowiem potraktował żywe zwierzęta niemal niczym przedmioty... Określał je jako "złote rybki", które według do dziś funkcjonujących stereotypów - nie wymagają niczego, prócz wody, jedzenia i... szklanej kuli. Nasz bohater postąpił zgodnie z owym przekonaniem. Bez żadnej własnej wiedzy na temat akwarystyki udał się do sklepu zoologicznego (gdzie wiadomo - wciskanie najgorszego kitu dla zysku to norma).

Był to najgorszy błąd, skazujący ryby na katusze.

Delikwent uwierzył bowiem we wszystko, cóż powiedziano mu na miejscu (nie miał przecież żadnych własnych wiadomości). Zgodnie z zaleceniami ekspedientów nabył kulę o pojemności 5 litrów (!), żwir, sztuczną roślinę oraz, cóż najważniejsze, trzy karasie ozdobne. Po zakupie udał się do miejsca swego zamieszkania. Na nowe zwierzaczki oczekiwały już dzieci głównego bohatera. Od razu, rzecz jasna, pisk, wrzawa oraz "podjarka" ze strony maluchów. Worki, w których znajdowały się rybki na czas transportu były cały czas obłapiane, niekiedy także spadały. Nie trzeba opisywać, z czym wiązało się to dla nieszczęsnych welonek. Po chwili dumny ojciec wsypał do wiadra żwir, przepłukał kamyki kilka razy, po czym przeniósł do naczynia. Następnie wlał zakupioną w Biedronce wodę mineralną, a malce umieściły w "akwarium" plastikową roślinę (de facto zabierającą i tak znikomą przestrzeń do pływania dla karasi). Przyszedł czas na wpuszczenie zwierzęcych lokatorów. Tutaj zamiast oswoić ryby z temperaturą w zbiorniku poprzez zanurzenie worka (który zresztą i tak nie mieścił się w kuli) pod powierzchnią wody, szanowny pan wlał od razu całą zawartość do środka. Następnie pozwolił swemu potomstwu, by "nakarmiło" welonki (które zestresowane przybyciem do nieznanego otoczenia zwierzę ma akurat ochotę na spożywanie pokarmu?). Oczywiście, "przypadkowo" wsypało się za dużo karmy... Efekt wiadomy - masa pokarmu w toni wodnej oraz na dnie. Istny raj dla bakterii, filtra - cóż jasne - brak. Nie było zarówno filtra, jak i napowietrzacza. Nabywca twierdził w końcu, iż welony należą do ryb, które pobierają tlen z powierzchni wody, jakże czynią to bojowniki...

Najbardziej absurdalny wydaje się jednakże bezpośredni powód zakupu ryb. Jakże stwierdza sam nabywca, był niedawno nad jeziorem, jego córeczki poszukiwały przy brzegu ryb. W pewnej chwili znalazły gnijące ścierwo wodnego stworzenia, zaczęły się nim bawić. W końcu ojczulkowi zrobiło się ich szkoda - córki wszakże muszą urządzać sobie zabawę z rozkładającym się rybim truchłem... Postanowił zatem sprawić im lepszy obiekt zainteresowania - wybór padł na żywe rybki...

Niestety nie mamy wiadomości na temat dalszych losów karasi. Można jedynie podejrzewać, iż w takowych warunkach nie wiodły zbyt długiego, a już na pewno szczęśliwego żywota.

Dla laików, jeśli o akwarystykę chodzi, zacytuję trzy, bardzo istotne podpunkty z portalu krewetkomaniaka.

"W kuli ze względu na jej kształt nie następuje prawidłowa wymiana gazowa. Innymi słowy ryba jest duszona a woda kiśnie. Tak, bojownik oddycha powietrzem, ale bardzo słaba wymiana CO2 na O2 (wymiana gazowa) prowadzi do wzrostu szkodliwych związków azotowych, a nawet do śnięcia ryb".

"Welonka w kuli karłowacieje. Jeżeli akwarium jest za małe – a kula na pewno jest za mała, rybka przestaje rosnąć. Niestety jej wnętrzności ( żołądek, jelita itp.) nadal rosną. W końcu są tak uciśnięte, że ryba umiera. Jest to powolna i strasznie męcząca śmierć".

"Rybka pływa w kółko, co w krótkim czasie doprowadzi do problemów z błędnikiem. Taka rybka przeniesiona do normalnego akwarium nie odzyska już zdrowia i do końca będzie się miotała i próbowała się 'odnaleźć'".

2. O innym przypadku właścicieli - idiotów dane było mi dowiedzieć się podczas wizyty w schronisku. Pewna bardzo uprzejma białogłowa oprowadzała mię po całym obiekcie, ukazując kejtry wszelkiej maści. Od całkiem wątłych, malutkich - aż po istne giganty. Mą uwagę przykuł jednakże średnich rozmiarów kundel o brązowej, przecinanej gdzieniegdzie przez blizny sierści i podobnej też barwy ślepiach, czarnej prędze na krzyżu, tudzież jaśniejszym, zakręconym ogonie. Spytałam o jego przeszłość, ciekawiło mnie bowiem, jakżeż tu trafił. I tu właśnie piekielność się zaczyna...

Pies pierwej został znaleziony na obrzeżach Leszna. Dość prędko znalazł nowego właściciela - zainteresowało się nim pewne małżeństwo. I tak, jakże podczas ankiety przedadopcyjnej delikwenci sprawiali wrażenie odpowiedzialnych, opiekuńczych - tak rzeczywistość okazała się zaiste oburzająca.

Piekielni zakuli nieszczęsne zwierzę w łańcuch przy budzie (owszem, ofiara takowego traktowania po dziś dzień ma ubytki w futrze, w okolicach karku), za próby ucieczki karząc głodówką, bądź mantem(stąd i ślady na łapach, tudzież głowie). Gehenna trwała dwa lata, aż sąsiad nie dostrzegł całego cyrku i doniósł nań.

3. Ostatni punkt tejże historii opowiada o uczniu mej klasy, który to upaja swego kociambra... Piwem. Po samym fakcie nasz mały psychopata kopie zwierzaka, by później, łapiąc go za głowę (kociak, według własnych słów dumnego piekielnego - był zbyt pijany, by zareagować, nie szamotał się zbytnio) z impetem wrzucił do skrzynki pocztowej.

Ludzie bywają nieobliczalni. Czy doprawdy, takiż trud sprawia im zaopatrzenie się w niezbędne informacje na temat samej opieki? Zwierzę to obowiązek, nie zabawka.

Pupilki

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 47 (95)