Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#85866

~maricon ·
| Do ulubionych
Ja i moja kobieta zostaliśmy ostatnio zwyzywani w pracy.

Historia nie piekielna, ale śmieszna, dlatego się nią dzielę.

Otóż pracujemy w różnych miejscach, ale oboje pracujemy z obcokrajowcami i posługujemy się w komunikacji językiem angielskim.

Moja kobieta ma na imię Asia. Anglicy piszą do niej zdrobniale Jo od Joanna. No i jeden z nich walnął literówkę i zamiast Jo wyszło Ho. Strasznie przepraszał, a Asia nie wiedziała o co chodzi, że aż tak przeprasza za literówkę. Dopiero potem jej wytłumaczyłem co oznacza to słowo. Ho - w potocznym angielskim - dzi*ka.

Ja mam na imię Marcin. Szef ostatnio do mnie pisał i komunikator zamienił mu moje imię na słowo maricon, czyli po hiszpańsku pe*ał.

Uśmialiśmy się wszyscy :D

praca

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 164 (216)

#85863

(PW) ·
| Do ulubionych
W dużym skrócie, 3 lata temu zmarł mi wujek. A jako, że wcześniej zmarła jego córka i żona, to ostatnie lata korzystał z życia jak tylko mógł. Po prostu nie oszczędzał, kredyty jakie tylko mógł, mieszkanie sprzedał na zasadzie mieszka do śmierci itd.
W każdym razie jako zgodnie z prawem najbliżsi żyjący krewni (potomkowie rodzeństwa rodziców wujka), ja i kuzynka, dostaliśmy kukułcze jajo w postaci spadku czyt. długu.
Oczywiście odrzucony. Pierwszy ja, potem po sprawie sądowej córka i teoretycznie sprawa czysta.
No ale firma co dług wykupiła, nie przyjęła tego do wiadomości i co miesiąc dostajemy pismo aby zapłacić tylko 60 tysięcy złotych, bo skierują sprawę do sądu. Kiedyś zadzwoniłem i informuję iż posiadam notarialne odrzucenie.

Oczywiście, to kiedy Pan zapłaci?

OK, to się bawimy. Jako iż unikam jak mogę podawania moich danych, a poprosili, cóż nazwisko i adres znają to podam, ale poprosili o pesel celem weryfikacji, to podałem pesel jaki kiedyś wymyśliłem do rejestracji na różnych portalach i o dziwo działał. I najlepsze babka w słuchawce potwierdziła iż się... zgadza!

A teraz finał. Pismo z esądu z nakazem zapłaty - moje dane i pesel podany z d..y.
Kto piekielny? Firma windykacyjna, która nie wiem co ugra wiedząc o odrzuceniu spadku, bo prawnik wyjaśnił mi, że moje dane mieli z kopii aktu odrzucenia jako wierzycieli (pesel i imiona rodziców są tam dla nich niejawne),
Czy esąd, co klepnął ot tak pismo bez weryfikacji danych?
Sprzeciw już poszedł poparty aktem i błędnym peselem.
Czekam na rozprawę i zgłosiłem na policję próbę wymuszenia.

Firma windykacyjna

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 164 (184)

#85877

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w sporej korporacji mieszczącej się w wypasionym budynku, pięknie oszklonym, w środku nowoczesnym, no w ogóle full wypas i prestiż. Ludzie pracujący w budynku - często garnitury (ci wyżej), koszule, garsonki, wysokie obcasy, buty ze skóry krowy, skórzane teczki, dolczegabana, luivitą, makijaże i fryzury pachnące fryzjerem. Wszyscy wykształceni, robiący dobra kasę, klient zagraniczny, poligloci i w ogóle och i ach.

A co wejdę do kibla, to nasrane. No nie było chyba jeszcze dnia, żebym nie odwiedziła toalety bez totemu w sedesie. Czy to w kabinie dla niepełnosprawnych czy w damskiej to obsrana deska, nie spuszczoną woda, nasikane poza WC, mokro, smród i wiocha.

A ile razy słyszę siedząc w kabinie, jak ktoś obok spuszcza wodę, po czym opuszcza toaletę bez mycia rąk.

Takie korpoświnie właśnie u nas pracują.

Korpo

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (175)

#85867

(PW) ·
| Do ulubionych
Cwaniactwo i brak wychowania oraz brak jaj, by na to zareagować.

Jest w moim mieście fajna restauracja, która zeszła nieco na psy gdy odkryli ją studenci, a właściwie to studenty.

Raz chcieliśmy iść z rodziną i znajomymi do rzeczonej restauracji. 6 osób. Wchodzimy, wszystkie stoliki zajęte i widzimy przy jednym siedzą studenty, sztuk 7. Siedzą, rozmawiają sobie, a na stole stoi jedno piwo, upity może łyk.

Nie było miejsca, więc idziemy dalej, zajęliśmy się czymś innym. Wróciliśmy do tej restauracji jakieś 4 godziny później. Studenty dalej siedzą, złośliwie i cwaniacko okupując stolik, nadal przy jednym piwie, tym samym, którego stan się nie zmienił. Zrobiły sobie cwaniaczki nasiadówkę w restauracji, kupując jedno piwo na 7 osób.

Co to ma być, że obsługa nic z taką hołotą nie robi? Przez te 4 godziny mogli mieć przy tym stoliku co najmniej 4 zamówienia i zarobić kilkaset złotych, a tak to nie dość, że rozzuchwalają takich pasożytów, to jeszcze denerwują ludzi i tracą klientów.

studenci chamstwo

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (174)

#85932

~DDreporter ·
| Do ulubionych
Służba zdrowia: empatia, chęć niesienia pomocy, wsparcia i ratowania życia i zdrowia ludzkiego.

Zgłosiłam się na izbę przyjęć ginekologiczną z powodu krwawienia w ciąży. Tuż po świętach (piątek). Jak przyszłam, pielęgniarka akurat zabierała się za jakąś poświąteczną sałatkę, udawała że mnie nie widzi. W końcu łaskawie otworzyła drzwi i kulturalnie zapytała:
- A pani tu po co?
Opowiedziałam, że jestem w ciąży, zaczęłam krwawić w pracy i dzwoniłam do różnych jednostek (szpital prywatny, prywatny ginekolog etc.), ale że nie są w stanie mnie przyjąć. Ze względu na powagę sytuacji powinnam się zgłosić do lekarza i ogólnie, że potrzebuję pomocy, bo nie wiem, co się dzieje z moim dzieckiem. Na co pani znowu kulturalnie odpowiedziała:
- W ciąży to leżeć, odpoczywać, a nie szlajać się od lekarza do lekarza! trzeba czekać, 4 godziny co najmniej.
Grzecznie odpowiadam, że się nie szlajałam, tylko dzwoniłam by się właśnie nie szlajać, ale ok, godzina czy cztery poczekam.

Poszła dojeść sałatkę, a później zawołała mnie do "stróżówki", gdzie przy otwartych drzwiach powiedziała:
- Pokaże.
- Ale co?
- No chce to zobaczyć.
- Ale co?
- Majtki pokaże.

Tłumaczę, że mam wkładkę, bo by mi krew po nogach ciekła, a ta dalej że mam pokazać. Uj w prywatność, zdjęłam spodnie i pokazałam co mam, na co ta odpowiedziała ok, trzeba czekać.

Później mnie w końcu przyjęli do szpitala, okazało się że zaczęłam ronić. Musiałam mieć zabieg. Piguła, przy zakładaniu wenflonu, kazała mi podpisać jakieś dokumenty. Później już na sali kazano mi się udać na fotel, nie było gdzie się rozebrać, ubrania musiałam położyć na ziemi. w drodze na "fotel/stół" anestezjolog zbiera wywiad. Ja z gołą d..., ale to nic, wpada piguła i krzyczy:
- Czy pani czyta co podpisuje?! Jak się podpisała?
Mówię, że nie wiem o co jej chodzi.
Okazało się, że podpisałam nie w tym miejscu co trzeba; akurat na salę wszedł lekarz i mówi do niej, by mi odpuściła, bo jestem w stresie. Jak już leżałam na stole, piguła kazała się znowu gdzieś podpisać. Mogłabym podpisać umowę sprzedaży mieszkania, cokolwiek, ale luz. Znowu źle. Nieczytelnie. Nie wytrzymałam: mam cztery litery w nazwisku, co ku... może być nieczytelne?! Kazali się podpisać jeszcze raz. DRUKOWANYMI.

To tak w wielkim skrócie, ale takiej traumy w szpitalu jeszcze nie miałam (a zdarzyło się, że po operacji mnie źle wybudzili i prawie się udusiłam na stole, ale teraz było o wiele gorzej).

Ja naprawdę rozumiem, dużo rozumiem, ale kurna, gdzie jest to człowieczeństwo, współczucie, czy po prostu chęć niesienia pomocy w naszej służbie zdrowia? Rozumiem, że dla nich to chleb powszedni, statystyka, ale serio? Czy kobieta w tragedii zamiast dostać wsparcie (już nie mówię nawet o wytłumaczeniu tego i owego, psychologu etc.), to musi zakrwawiona, bez majtek chodzić po salach? Rozpacz, ból i upokorzenie. Miałam zostać do niedzieli, wypisałam się na żądanie. Wolałam cierpieć w domu, w majtkach.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (144)

#85855

~VinceJoy ·
| Do ulubionych
Mam sąsiadki z piekła rodem.

Razem z żoną i dwójką dzieci wprowadziliśmy się w czerwcu do domu po mojej babci.
Naprzeciwko nas mieszka babsko (naprawdę nie umiem ładniej jej określić) z dwudziestoparoletnią córką. Ja jestem rehabilitantem osób po urazach, moim pacjentem jest m.in. dziewiętnastolatek po pobiciu. W wakacje w klubie odmówił postawienia kolejki trzem typom, a kiedy wyszedł zapalić, pobili go. Zanim ochroniarze się do nich przecisnęli, mocno oberwał, zwłaszcza w głowę. Na szczęście ma ogromne szanse na powrót do pełni zdrowia.

Jego napastnikami byli synusiowie mojej sąsiadki. W dodatku policja znalazła przy nich sporo narkotyków i to mocniejszych niż trawka, a zachowanie dwóch starszych podchodzi pod recydywę. Sąsiadka uważa, że jej biedni chłopcy są niewinni, to policja i świadkowie się zmówili, a nagrania z kamer zmanipulowano. Oczywiście nie mają pojęcia, że rehabilituję tamtego chłopaka.
Córka sąsiadki ma troje małych dzieci, które opieka umieściła w rodzinie zastępczej. W listopadzie poroniła zaawansowaną ciążę. Oczywiście wszystko wina lekarzy, a nie palenia papierosów i codziennego picia. A ich codzienne bóle głowy to nie skutek nadmiaru alkoholu tylko tego, że czarny kot Kowalskich źle się na nich patrzy przez okno.

Przejścia z tą panienką miał mój kolega. Odrzucił jej zaloty, więc oskarżyła go o gwałt. Na szczęście Irek od razu udowodnił, że w czasie rzekomego gwałtu był służbowo w innym mieście, poza tym jego narzeczona i kilka innych osób potwierdziło jego wersję. I znowu policja broni "zboczeńca", świadkowie kłamią i nie wierzą ofierze.

Moja żona jest mobilną fryzjerką i obie panie urządziły scenę, kiedy odmówiła obcięcia ich za darmo, bo im się należy. Zresztą dzień bez awantury z sąsiadami jest dla nich dniem straconym. Latem zaczepiły moją teściową i naopowiadały jej, że nachalnie dostawiam się do młodszej (omijamy obie szerokim łukiem) i biję swoje dzieci. Na szczęście teściowa jest rozsądna i spokojnie z nami o tych rewelacjach porozmawiała, zresztą uprzedzaliśmy co to za jedne.

Policja regularnie je odwiedza i wlepia mandaty, niestety nic więcej nie mogą. Podobnie jak wiele innych osób uważam, że obie panie powinny trafić na oddział zamknięty.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (143)

#85892

(PW) ·
| Do ulubionych
Myślałem, że mnie to nie spotka. A jednak...

Dziś trafiła mi się madka.

Stoję sobie w McDonaldzie i klikam zamówienie na ekranie, gdy nagle podbiega do mnie mała przyszłość narodu, wpycha się przede mnie i zaczyna losowo klikać w ekran z moim zamówieniem.

Zaskoczył mnie, więc mało inteligentnie mówię ej, ej! - odsuwając go ręką od mojego ekranu. Przyszłość narodu pobiegł dalej.

Tymczasem madka wyposażona w jeszcze dwie przyszłości, weszła w tryb głośnomówiący aby mnie poinformować:

- że jakim prawem dotykam jej dziecko;
- że przecież nie zrobił tego specjalnie;
- że jeszcze raz tknę, to wezwie... w sumie nie powiedziała kogo;
- że jestem niekulturalny;
- że powinienem się zachowywać.

O dziwo, nie zostałem poinformowany, że to tylko dziecko.

Zagotowało się we mnie, ale pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy, to: "o madka, jak na piekielnych".

W tym miejscu muszę podziękować piekielnym. Lata czytania nauczyły mnie, że jakakolwiek dyskusja będzie pozbawiona sensu. Przeczekałem więc aż sobie pójdzie.

Zastanawia mnie tylko, jak w przyszłości na rynku pracy odnajdą się osobniki wychowane w duchu, że wszystko im wolno?

Restauracja

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (140)

#85861

(PW) ·
| Do ulubionych
Taka ze mnie łamaga, że będąc w ciąży złamałam nogę. Pominę piekielność na SOR-ze.

Po raz pierwszy od kiedy złamałam nogę, sama (wcześniej nie wychodziłam bez męża by niepotrzebnie nie ryzykować upadku) wybrałam się do sklepu, który mam tuż pod domem. Powoli człapię o tej mojej kuli, biorę grzecznie wózek, ustawiam się tak by nikomu nie przeszkadzać. Zostawiam wózek i podchodzę do półki by wybrać interesujące mnie produkty, wracam do mojego wózka, i zaskoczenie. Ktoś połakomił się na wózek. Troszkę opadły mi ręce i cycki. Nie odeszłam jakoś daleko. Wózki stały przy kasach, czyli dla zdrowej osoby kilka sekund by takowy wziąć. A dla mnie ponowne skakanie po wózek z zakupami w ręku. W moim odczuciu jak najbardziej piekielne.

sklepy

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (138)

#85924

(PW) ·
| Do ulubionych
Odziedziczył chłop kamienicę. Prawie pustą. Z jednym lokatorem. Lokator płacący. Ponadto odziedziczył ją z Zarządcą.
Ponieważ kamienica jest w stanie wskazującym (na potrzebę remontu), to Inwestor zlecił mi inwentaryzację na potrzebę przyszłego projektu.
No i kiedy ktoś inny niż Zarządca zaczął patrzeć na tą kamienicę okazało się co następuje:

1) Lokator ma psa, a pies wyprowadza się sam na klatkę schodową i strych, sadząc miny gdzie popadnie. Miny są tam w różnym stopniu rozkładu i zmumifikowania, więc to nie jest jakiś jednorazowy wypadek, a lokator - żeby po nich nie stąpać, to miotełką je sobie rozgarnął na drodze od drzwi wejściowych do swojego mieszania.

2) Lokator lubi rożne rzeczy zbierać, a ponieważ nie musi się ograniczać, zapełnił huiwieczym piwnice i strych budynku. Ze wstępnego oglądu są tam jakieś weki porośnięte sfilcowanym kurzem, pościele porozwieszane girlandami nad polami zasuszonych min, bagażnik od "malucha" i kilkanaście metrów sześciennych reklamówek.

3) Lokatorowi pękła rura i zalał mieszkanie piętro niżej. Ktoś wykazał się na tyle małym refleksem, że gdy do tego mieszkania dotarłam, plecha na ścianach była grubości palca, a pomiędzy klepkami parkietu urosła pleśń wielkości podgrzybków.

Z pominięciem Zarządcy, poinformowałam o wszystkim szczęśliwego właściciela tej hodowli grzyba. Zarządca w wyniku konfrontacji przyjął następującą linię obrony:
przesadzam. W budynku jest wszystko ok, a po grzybie wystarczy maznąć wapnem. A ja dramatyzuję i szczuję Inwestora przeciwko Zarządcy, żeby sama przejąć kamienicę w zarząd, a potem postępem przejąć ją na własność.
Aha.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (136)

#85865

~Pep ·
| Do ulubionych
W domu rodzinnym mama miała pieska i kota. Pies od 8 lat, głupi york, ale bardzo pocieszny.

Odkąd poszłam na studia, a tata wracał tylko na weekendy, mama przebywała ze zwierzakami. Parę dni temu, podczas wypuszczenia psa na podwórko (brak możliwości podkopu, podwórko było dobrze ogrodzone) okazało się, że bramka była uchylona. Psa potrącił samochód. Mama bardzo przeżyła śmierć przyjaciela, bardzo (trzymała martwe ciało zmasakrowanego zwierzaka na rękach, mówiła do niego, widok tragiczny). Poszła kolejnego dnia do babci (swojej mamy, która mieszka po przeciwległej stronie ulicy).

To co powiedziała babcia mnie zszokowało.

>I dobrze. Bardzo dobrze, że go pie*****ął samochód, spokój będzie. Jeszcze tego kota żeby ktoś rozjechał.
>Głupia za psem płacze, a ludzie umierają... U Kazika to jego żona zmarła na raka...

Głupi pies... Który dla mamy był na co dzień jedynym przyjacielem.

Kurpie

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (135)