Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#89404

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jak wygląda zwykle osiedle z blokami pewnie każdy wie - blok, chodnik, plac zabaw, trochę trawy i kolejny blok.

Pogoda piękna, aż chce się wyjść z domu. Idę z dzieckiem na plac zabaw, są też inne matki ze swoimi dziećmi. Jest gorąco, więc pijemy dużo wody, ewentualnie jakiś sok. Wszyscy wrzucają śmieci do jedynego "zwykłego" śmietnika. Jako, że był on opróżniany w piątek rano to wiadomo, że w sobotę po południu jest już pełen. Co robimy? Pod koniec dnia zbieramy swoje śmieci w jedną reklamówkę i wyrzucamy do "dużego" śmietnika, tak jakbyśmy wynosili śmieci ze swojego domu.

Poniedziałek rano, pracownicy administracji osiedla sprzątają osiedle. Przy tym mówią głośno i dobitnie, że "tu jest wiecznie syf" i pokazują na kosz pełen odpadków. Do tego ochoczo dołącza "osiedlowy monitoring" i nawzajem narzekają na to, że jest syf, brud o "kiedyś tak nie było".

I nie rozumiem jednego. Wyrzucamy śmieci do kosza, jeśli braknie miejsca - wyrzucamy do tego większego. Więc skoro to jest objaw robienia syfu to co jest objawem czystości? Mamy śmieci kłaść obok śmietnika, żeby go nie pobrudzić?

blok

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 153 (159)

#89418

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w sklepie z różnościami.

Wczoraj, w godzinach popołudniowych, kiedy moja cierpliwość już i tak była mocno nadwyrężona, wparowała madka z bombelkiem. Bombelek lat około 5-6.

Baba wzięła wózek na dwóch kółkach, plastikowy, taki jak czasami można spotkać w marketach spożywczych, upchała dziewczynkę do niego, telefon do ucha i popierdyla zadowolona po sklepie.

Podchodzę, mówię że nie wolno dzieci wsadzać do wózka, na co ta zgromiła mnie wzrokiem ale dziecko wyjęła.

Z relacji koleżanki obsługującej ja na kasie dowiedziałem się, że mamusia niby niechcący rozsypała nam z lady słodycze i skwitowała do córki: "nie przejmuj się, pan pozbiera"

Nasuwa mi się cytat: "won do piekła, k....o wściekła".

sklep

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (150)

#89401

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia z drogi o braku cierpliwości motocyklisty.

Wracałam pojazdem swoim do domu. Po drodze, "na ostatniej prostej" widzę z daleka mały zator, pechowo dla użytkowników drogi - przy wyjeździe ze stacji paliw. A przyczyną tegoż utrudnienia na drodze był ciągnik siodłowy, który najwyraźniej miał już chęci urlopowe, bo to tuż przed weekendem było. Kierowca sprowadził już ekipę, która miała zachęcić stalowego rumaka do dalszej jazdy.

Gdzie samochód się rozkraczył, tam go naprawiali, to nie osobówka, że przepchniesz, choć po drugiej stronie drogi parking i pełno miejsca. Siłą rzeczy samochody jadące pasem zastawionym przez "tira" musiały ustąpić jadącym z przeciwka. Normalna rzecz na drodze.

Nie był to duży korek, ot 5 samochodów. Ale motocykliście honor nie pozwolił stanąć jak przepisy nakazują, na końcu. On musiał na 3-go wjechać między te czekające na przejazd i te jadące wolnym pasem w przeciwnym kierunku. Dojechał do pierwszego oczekującego i w tym momencie ten samochód ruszył, bo mógł już przejechać. Domyślam się tylko, że kierowca osobówki nie spojrzał w lusterko, bo teoretycznie tego motocyklisty nie powinno tam być. Cudem nic się nie stało, ale niewiele brakowało do nieszczęścia. A stałby w tym mini korku może z minutę.

motocyklista

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (149)

#89376

przez ~Aeh ·
| Do ulubionych
Ktoś wspomniał o kaucji przy wynajmie i przypomniała mi się moja historia sprzed paru lat- czyli o tym jak zostałam zrobiona w jajo.

Po raz pierwszy w życiu wynajmowałam mieszkanie, wcześniej żyłam w akademiku więc temat był dla mnie bardzo nowy i nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać.

Mieszkanie wynajęłam z chłopakiem, dwupokojowe- małe mieszkanie w pionie środkowym, mało ustawne, ale było.

Pierwszą piekielnością że strony właścicieli było wepchnięcie nam ogromnych kwiatów pod opiekę. Bo to było mieszkanie córki kiedyś, wyjechała za granicę, kwiatów nie wzięła i my MUSIMY o nie dbać. Sęk w tym, że wynająć chciałam mieszkanie, miałam za nie płacić, a nie być darmową opiekunką do czyichś badyli- szczególnie, że nie mam ręki do kwiatów, zdołałam kiedyś nawet zabić kaktusa (oczywiście nie specjalnie).

Jeszcze bym przeżyła jakby to były małe kwiaty w doniczkach na oknie, ale nie, były to ogromne egzotycznie wyglądające badyle od ziemi po sufit. W końcu po niemal 3 miesiącach walki z właścicielami przyjechali je zabrać.

W mieszkaniu było od groma mebli. Od sasa do lasa, wszystko pasowało do siebie jak pięść do nosa- mała szafa ogromny stół, krzesła ogrodowe, klocowata kanapa pamiętająca chyba jeszcze czasy młodości moich rodziców, jakiś jeżdżący stolik, kolejny stolik, biurko komoda, skrzynka drewniana. Cokolwiek im wpadło pod rękę wepchali na tak mały metraż. Nie szło się ruszyć swobodnie. Jako że połowy z tych mebli nie potrzebowaliśmy (dostępu do piwnicy też nie mieliśmy) prosiliśmy właścicieli o zabranie mebli- mieszkanie okej, ale nie graciarnia dla mebli, które są tam z przypadku i zajmują miejsce.

Kolejna walka, bo oni nie mają tego gdzie zabrać, bo piwnica była pełna zabawek z dzieciństwa i mebli z dzieciństwa Pana właściciela, człowieka pod 60tkę, który nie potrafił się rozstać z meblościanką sprzed 25 lat, która 15 lat temu w tej piwnicy wylądowała.

Jednak my jako wynajmujący, mamy też i swoje rzeczy do przechowania, a nie miałam zamiaru potykać się jeszcze o nadmiar mebli, które nie są mi potrzebne.
W końcu po kolejnych kilku miesiącach zabrali niepotrzebne nam graty.

Wspominałam o kanapie.

Kanapa była tragiczna. Nikt nie chciał na niej siedzieć, zrobiona ze splotu materiału, który przypominał mi te plastikowe worki na ziemniaki- gryzący i drapiący. Dodatkowo widać było, szczególnie przy rozkładaniu, że wielokrotnie była czymś zalewana (po specyficznym zapachu pleśni i stęchlizny również można było się domyślić).

Była bo była, nie narzekaliśmy- zawsze to coś, a i tak po pracy wieczory spędzaliśmy raczej w sypialni na łóżku.
Nasz kot z kolei z kanapą nie polubił się wcale. Podejrzewam, że sama faktura materiału zachęcała kota do drapania- zaraz po pierwszym drapnięciu podjęliśmy decyzję- trudno, albo pokryjemy szkody z kaucji albo załatwimy kanapę. Oczywiście nie nową sztukę, prosto z salonu meblowego, bo ta na mieszkaniu nie była nówką- ba, nie była nawet zadbana.

Po niecałym roku mieszkania okazało się, że właściciele chcą sprzedać lokal. Trochę nam strach zajrzał w oczy, bo na gwałt trzeba było szukać czegoś innego, nie na długo, bo okazało się, że sąsiedzi z tego bloku (mieszkający na co dzień w Niemczech) są zainteresowani kupnem i dalszym wynajmem- najlepiej właśnie nam, skoro już tam byliśmy.

I doszło do tego oficjalnego pożegnania i rozwiązania umowy, a co za tym idzie rozliczenia się.
Przyznaję, sama byłam piekielna, że tego wtedy nie wyłapałam i dałam się najzwyczajniej na świecie wyrolować na kasę.
Właściciele sprzedawali mieszkanie łącznie ze wszystkimi meblami, czyli łącznie z tą nieszczęsną podrapaną w kilku miejscach kanapą.

Skoro jej nie wymieniali, tylko sprzedawali dalej, na moją logikę kaucję powinni nam zwrócić w całości lub przekazać nowym właścicielom na poczet nowej umowy.
Otóż nie, nie dość, że mi wybrzydzali, że używanej kanapy to oni tu nie chcą (jakby tam mieszkać mieli), a nowa kosztuje i że z kaucji 1300 za tą zniszczoną kanapę oni wezmą 1000. Udało nam się zbić do 600 stów.

Wstali i wyszli.

Nowej kanapy nie kupili, bo mieszkanie sprzedali razem z nią.

Wynajem

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (143)

#89412

przez ~Nauczycielkaprzedszkola ·
| Do ulubionych
O pracy nauczyciela.

Od kilku miesięcy pracuję w przedszkolu. I już mam dość... Oto kilka przykładów, dlaczego:

1) Jedna mama zażyczyła sobie, żebym była za każdym razem w kabinie w toalecie z jej synem i patrzyła, czy on sika i ile. Bo ona musi wiedzieć. Pozostałe dzieci mogą się w międzyczasie pozabijać.

2) Na materiały do przedszkola potrafię wydać jednorazowo nawet i 200 zł - bo mamy wymóg robienia z dziećmi "czegoś fajnego" oraz prezentów na jakieś grubsze okazję (walentynki, dzień mamy, dzień taty, festyn). Doliczmy jeszcze stały koszt papieru ksero, kolorowych kartek, folii do laminowania... Przypominam: moja wypłata nie starcza na wynajęcie przeze mnie jakiegoś mieszkania, a co dopiero coś więcej.

3) Moje pensum to niecałe 30 godzin, ale jeszcze nie zdarzyło mi się rzeczywiście tyle być w przedszkolu. Notorycznie mam bezpłatne nadgodziny.

4) Skoro już o czasie pracy mowa, to na ogół zaczynam dzień o 4 (jadę do pracy około półtorej godziny) i kończy o 23 (ze względu na tony papierów do wypełnienia, rzeczy do przygotowania). Dzisiaj usłyszałam od pracodawcy, że chodzę ostatnio zmęczona i rodzice to widzą. Ciekawe skąd te zmęczenie...

5) Dyrekcja stwierdziła, że dzieci są niegrzeczne*, ponieważ nie robię zbyt fajnych zajęć. Przed każdymi zajęciami muszę przedstawiać im wszystkie moje pomysły oraz pomoce dydaktyczne.

6) Wakacje? Ta... Przymusowe dwa tygodnie urlopu w sierpniu. I tym akcentem skończę CAŁY urlop na ten rok. Nikt jednak się tym nie przejmuje...

To kilka przykładów na szybko. Piekielności jest dużo więcej. Mam nadzieję, że szybko uda mi się znaleźć nową pracę.

Wg pedagogiki nie ma dzieci niegrzecznych. Dlaczego jednak tak napisałam? Ponieważ:
- dzieci potrafią mi grozić;
- notorycznie mam siniaki po tym, jak dzieci mnie uderzają;
- dzieci biją się wzajemnie;
- niemiłosierne wrzaski, jakby ktoś obrywał ich ze skóry;
- polecenia mają gdzieś. Gdy proszę o posprzątanie zabawek lub by usiedli w kole, zaczynają mi grozić, śmiać się ("nic mi nie możesz zrobić") lub bić. Gdy wezmę ich na ręce i przeniosę do koła, wpadają w szał: biją wszystkich jak popadnie, płaczą;
- dzieci szarpią się.

I mały bonus: dyrekcja zakazała mi mówić o negatywnych rzeczach związanych z dziećmi, jako, że to źle wpływa na relację z rodzicami.

Podobne doświadczenia mam nie tylko ja, ale moje koleżanki ze studiów pedagogicznych.

Przedszkole

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (141)

#89422

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Grecja, Kreta 2022. Rodzina Polaków (2+2) z Madką Polką na czele przygotowują się do spędzenia kolejnego upalnego dnia przy basenie. Jak zawsze w takich sytuacjach trzeba się rozłożyć. Madka zostawia wózek z niemowlakiem przy samym basenie tak, że wystarczy lekko dotknąć wózek, a znajdzie się on w basenie (ważne, że jest miejsce by go bezpiecznie postawić w innym miejscu). Wymiana zdań między rodzicami (T - tata, M - Madka):

T: Weź ten wózek bo ludzie nie mają jak przejść.
M: A co mnie to obchodzi.

Kurtyna.

Polacy prośba do Was. Trochę więcej empatii, bo sami ciągle na świecie pracujemy na opinię Polaczków :(

zagranica

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (136)

#89390

przez ~Lolik511 ·
| Do ulubionych
Ta historia będzie o tym że nie warto załatwiać nic na przysłowiową gębę i nawet wśród znajomych z pracy trzeba mieć wszystko na papierze.

Od początku. Moja dziewczyna pracuje w salonie paznokciowym na umowie ma pół etatu a pracuje na cały - oczywiście za najniższą krajową. Paznokcie wychodzą chyba jej nieźle bo klientek jej nie brakuje. Często bywa tak, że siedzi po 9-10 godzin bez przerwy, nie ma nawet czasu zjeść kanapki.

Jednak wszystko ma swój czas, po wielu kąśliwych uwagach postanowiła się zwolnić. Złożyła wypowiedzenie z zachowaniem okresu wypowiedzenia. Chciała być fair. Nie było by tej historii gdyby rozstały się polubownie.

Grażyna, bo tak nazwijmy szefową mojej różowej, postanowiła zachować się po chamsku. Stwierdziła że ona żadnego wypowiedzenia nie dostała i moja różowa musi jeszcze miesiąc pracować.

Nie wiem co robić.

Siedlce salon kosmetyczny

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (127)

#89428

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Sąsiad ma zepsuty weekend i przy okazji samochód. Powód? Goście z Ukrainy i ich przepisy. Istnieje coś takiego jak konwencja wiedeńska o ruchu drogowym. Miała w praktyce umożliwić sygnatariuszom ułatwić jazdę samochodami, ale obecnie...

Ale wracam do tematu. Sąsiad miał stłuczkę. On zahamował na żółtym, ale pojazd z tyłu nie.
Niby sprawa prosta, ale sprawcy mają rejestrację UA no to wzywamy policję.

Dla minusujacych. Jak masz stłukę z obcokrajowcem zawsze wzywaj policję bo mogą wyjść jaja. I dwa sąsiad jechał przepisowo i zatrzymał się normalnie, a nie z piskiem opon.

A teraz piekielnosć. Wina kierowcy z UA bezsprzeczna, ale...
Przyczynił się stan techniczny wozu. Dosłownie łyse opony i hamulce powiedzmy, że działały bo policjant wsiadł ruszył i zahamował a pojazd dalej jechał.

A teraz wyjaśnię o co chodzi konwencją. U nich brak jest badań technicznych i musimy to respektować. Dlatego naprawiają wozy dopiero jak coś padnie. U nas diagnosta wychwyci i do naprawy lub sorry nie wbije przeglądu.
I gdyby ten pojazd był sprawny to sąsiad miałby cały wóz.

A tak na serio to potrzebna była by ustawa. Mieszkasz np 6 miesięcy, to robisz przegląd.

Kierowcy

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (118)

#89426

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Za tydzień biorę ślub. O dziwo wszystko idzie bardzo bezproblemowo. Rodzina nie narzuca swojego zdania, usługodawcy są mili, nawet w urzędzie i kościele nie było problemu mimo, że ślub jednostronny.

No ale... jedna rzecz jest dla mnie piekielna....
Tak się złożyło, że znaleźliśmy salę bez cateringu (sala konferencyjna publicznej uczelni we Wrocławiu, knajpka tam kiedyś była, ale pandemia i musiała się zamknąć)... no nic. Dla mnie nawet lepiej. Znajdę Catering który mi dostarczy jedzenie jakie chcę. Mamy dużo wegetarian, trochę wegan i nawet jakiegoś bezglutenowca.
Znalazłam kilka cateringów. które są w stanie świadczyć takie usługi (z racji. że knajpa jest przy sali zamknięta nie ma do niej dostępu. Catering musi zapewni wszystko bez żadnego zaplecza).
Już chcę wybierać między dwoma, ale luby mówi, żebyśmy wystawili ogłoszenie. że szukamy cateringu. Może jakaś perełka się trafi...

Taaaaaa...

1. Telefon w niedzielę o 23.30. "Ja w sprawie cateringu. Mogę państwu to zrobić za 350 zł za talerzyk... no chyba, że państwo zrobią to u mnie to dam zniżkę. Do 300zł" - takich telefonów z 5 mieliśmy. Że oni zrobią catering, ale lepiej u nich. Dawali spokój jak mówiłam, że sala już opłacona.

2. Dokładnie pisałam w ogłoszeniu, że brak zaplecza, że chcemy mniej klasycznie, że wegetariańskiej, ale kolejny tabun telefonów to:
- My Pani zrobimy tak, że mucha nie siada.
- Ale na pewno to nie problem, że nie ma zaplecza?
- No ale kuchenka chyba jest.
- Jest tylko woda w kiblu i salka, w której mogą państwo się zakwaterować.
- Pani zwariowała? Tak się nie da! Ja to Pani u siebie zrobię!

3. Znaleźli się jedni co mówią. że zrobią. Że bez zaplecza i wegańsko też.
Przyjeżdżamy na miejsce - strefa przemysłowa. Dookoła hurtownie kafelek, i inne baraki. Catering to buda z lat 90' z wielkim napisem "Pierogi po 9.90" na pstrokatej plandece, która pamięta czasy pojawienia się kolorowych drukarek w Polsce i rozkwitu efektów napisowych w power poincie. No nic... może będzie dobra domowa kuchnia...

W środku państwo właściciele zaczynają od menu. Że rosół, zraziki, w nocy barszczyk z krokietem.
Ja na to, że może coś mniej klasycznego. Nie lubimy oboje rosołu i co dla wegan, i innych diet.
Pani mnie przekonuje, że wesele bez rosołu to nie wesele i w urzędzie taki ślub nie powinien być ważny. A dla wegan będzie rybka. Próbuję tłumaczyć, że rybka nie nadaje się nawet dla wegetarian, a co dopiero dla wegan, którzy w ogóle nic od zwierząt nie jedzą. Pani mi na to, że co ja mówię. Oni zawsze dla wegan rybkę i wszyscy zadowoleni (...) A w ogóle to powinnam u nich zrobić. Oni zniżkę dadzą (rozglądam się po wnętrzu widzę plakaty "schabowy z ziemniakami i surówką po 29.90" płytki jak z kibla i ogólnie lata 90 w pełnym rozkwicie). Mówię, że sala już opłacona. Wycofując się rakiem dziękuję za informacje, proszę o ofertę i żegnam się.

Pani odpisuje mi 2 dni później, że była na tej sali i oni mi tego nie zrobią bo nie ma zaplecza...

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 59 (71)

1