Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#87048

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem gejem. Zamieściłem tu niedawno wpis, w którym skrytykowałem zachowanie tak zwanych "aktywistów LGBT". Spora część użytkowników zaczęła pluć na mnie jadem, obrażać mnie i zarzucać mi, że nie jestem gejem i zmyślam. Wiadomo, szkoda z takimi rozmawiać.

Dzisiaj natknąłęm się na coś takiego: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/515047-gej-mocno-o-srodowisku-lgbtdestrukcyjne-chore-z-nienawisci

Wpis innego geja, na twitterze, w którym stwierdza mniej-więcej to samo co ja. Jemu też zarzucicie, że udaje geja i mówi nieprawdę?

Wygląda na to, że sympatycy ideologii LGBT mają jeszcze jedną negatywną cechę - na niewygodną prawdę reagują agresją.

ideologia lgbt

Skomentuj (56) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 206 (278)

#87153

~Kminek ·
| Do ulubionych
Na niski peron na stacji w Białymstoku przyjechał niepełnosprawny na ciężkim elektrycznym wózku inwalidzkim. Bez wcześniejszego zgłoszenia przejazdy zamierzał wsiąść do pociągu jadącego w kierunku Warszawy. Jak się niestety okazało winda w którą wyposażony był pociąg okazała się zepsuta. Pomimo licznych prób jej uruchomienia nie udało się jej włączyć. Kierownik pociągu licząc na wyrozumiałość, przeprosił niedoszłego pasażera i powiedział, że niestety nie może go ze sobą zabrać. Ciężkiego elektrycznego wózka nie dało się ręcznie wstawić.

Niestety pasażer na wózku nie był wyrozumiały. Wystosował oficjalną skargę. PKP Intercity zaczęło szukać winnych. Czy ukarano tego co wystawił skład z niesprawną windą, mimo że wcześniej już zgłoszono, że jest ona niesprawna? A może całą winę zrzucono na pasażera, który pojawił się na peronie nie zgłaszając wcześniej przejazdu?

Całą winę zrzucono na kierownika pociągu.

Bo według PKP powinien zgłosić ten fakt dyżurnemu ruchu, a ten powinien wydać polecenie przestawienia składu na drugą krawędź peronową i spróbować użyć windy po drugiej stronie. Taki manewr spowodowałby kilkadziesiąt minut opóźnienia. A to spowodowałoby opóźnienie innych pociągów, na które ludzie się przesiadali. Puenty brak

kolej

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (187)

#87042

~anulla89niemogesiezalogowac ·
| Do ulubionych
We wrześniu zeszłego roku byłam z córkami (starsza miała wtedy lat 11 a młodsza 9 m-cy) w pewnym sieciowym sklepie sportowym, w którym dość często zdarza nam się kupować, ale akurat w tym konkretnym punkcie byłyśmy po raz pierwszy. Zakupy nie duże, tylko dwie rzeczy, podchodzimy do kasy. Kasa ustawiona dość dziwnie, bo w praktyce da się do niej podejść z każdej strony, ale teoretycznie należy ją minąć, kierując się w stronę wyjścia ze sklepu, obrócić się o 90 stopni w prawo, i ustawić w kolejce, którą wyznacza regał stojący prostopadle do kasy. Nie ma tam żadnych taśm, wymalowanych ścieżek, czy innych naprowadzaczy, a jedyna informacja o kierunku kolejki znajduje się na boku wspomnianego regału, gdzie wisi kartka o treści "początek kolejki", którą zobaczyłam dopiero wychodząc. Przy kasie akurat nikogo nie było, a my przyszłyśmy z części sklepu znajdującej się tuż przy boku kasy. Podeszłyśmy do lady, wyciągnęłam w stronę kasjerki pierwszą rzecz, kiedy z mojej lewej (od "właściwej" strony kolejki) zmaterializowała się parka. Pan o szerokich barach, na oko miał ze 20-24 lata, i pani szczuplutka jak słomka, wyglądała na maks 22, zrobiona w kilku zapewne salonach urody, bo perfekcyjna niemal pod każdym względem. Niemal pod każdym, bo kultury jej zdecydowanie zabrakło. Podchodząc do kasy potrąciła moją starszą córkę, wepchnęła się między nią, mnie i ladę, popychając dodatkowo wózek w którym siedziała młodsza córka, i w momencie kiedy kasjerka złapała podawany przeze mnie przedmiot, zaczęła wyciągać produkty na takie wgłębienie przeznaczone do wyłożenia zakupów. Wywiązała się zatem krótka dyskusja (dialog jest pisany z pamięci, i kwestie dziewczyny trochę uładzone, bo pomijam ciamkanie gumą do żucia, wstawki typu "nie?", i wszystkie panie co mają krocze robocze)

Ja - Przepraszam, ale co pani robi? Pani (wskazując na kasjerkę) miała właśnie zacząć kasować nasze zakupy. I poroztrącała mi pani dzieci.

Dziewczyna- Byliśmy pierwsi. Kolejka jest tam. Czytać nie umiesz?

(My nieświadomie podeszłyśmy "nielegalnym skrótem", a państwo prawilną ścieżką koło regału, więc choć my o jakieś dwie sekundy później zaczęłyśmy iść do kasy, to znalazłyśmy się przy niej wcześniej)

Ja - Kiedy tu podeszłam żadnej kolejki nie było, a przy kasie jednak zdecydowanie byłam pierwsza. Poza tym wypadałoby chyba przeprosić dziecko za to popchnięcie?

Dziewczyna- Nie obchodzi mnie to, trzeba było iść do kasy jak człowiek, a nie cwaniaczyć. (zwracając się do kasjerki) Pani powie jej gdzie tu jest kolejka, bo jakaś nierozgarnięta. A jak dzieciak się nie potrafi odsunąć jak ktoś idzie, to już nie moja wina.

Kasjerka - Rzeczywiście kolejka zaczyna się tam.

Ja - (do kasjerki) Nie zauważyłam. Przydałoby się to jakoś lepiej oznaczyć, bo tu (wskazałam na całe widoczne otoczenie, jakieś dwa metry w każdą stronę) nigdzie tego nie widać. Swoją drogą jeśli tak bardzo tego przestrzegacie, to widząc klientów we "właściwej" kolejce mogła pani zwrócić mi uwagę. (Normalnie raczej nie czepiam się pracowników sklepów, ale kasjerka mnie trochę zirytowała, bo od samego początku miała podejście "załatwcie to sobie sami, ja przeczekam", a kiedy klientka zwróciła się bezpośrednio do niej, to nawet nie spróbowała przejąć inicjatywy, rozwiązać (w dowolny sposób) zaistniałej sytuacji, tylko ograniczyła się do obojętnego stwierdzenia faktu, bez żadnego działania zmierzającego do zakończenia tej wymiany zdań. Pracowałam w kilku sklepach, i kiedy klienci mi się zaczynali przepychać, albo kłócić, to zawsze zdecydowanie zajmowałam jakieś stanowisko, i mówiłam co, jak, i dlaczego zrobimy. A tu była postawa "róbcie co chcecie, mnie tu nie ma, zacznę kasować tego co wygra przepychankę". Wybaczcie, ale, przynajmniej wg. mnie, nie tak to powinno wyglądać, bo kasjer jest niejako "gospodarzem" w sklepie, i to on powinien rozwiązywać kwestie sporne przy kasie.) Zwracając się do dziewczyny dodałam: A pani mogła normalnie się odezwać, a nie wpadać w nas jak taran, i roztrącać dzieci z mottem "mi się należy". No ale kultury nie da się kupić u kosmetyczki ani w butiku...

Panienka zrobiła tylko "pfff...", zarzuciła czupryną, i odwróciła się do mnie plecami.

Odsunęłam się na bok, i zaczekałam aż kasjerka skończy ich obsługiwać. W trakcie kasowania panienka rzucała dość głośne teksty do swojego faceta i kasjerki, oraz niby skierowane w eter, ale w rzeczywistości do mnie. Usłyszałam m.in. "chamstwo w narodzie się szerzy, żeby nawet w głupią kolejkę się wpychać", "myśli, że jak z bachorami przyszła, to wszyscy będą czerwone dywany rozwijać", "jeszcze bezczelna będzie MI uwagę zwracać", "jak chwilę poczeka to się nie zesra, a może się na przyszłość nauczy", itd., nie pamiętam wszystkich jej mądrości, trwało to parę chwil, bo miała kilka rzeczy, z których trzeba było zdjąć zabezpieczenia. Klienci, którzy zdążyli podejść, i widzieli prawie całą akcję, mieli z niej niezły ubaw, niektórzy się trochę bulwersowali (młodsza córka jest strasznie pozytywnym, wiecznie uśmiechniętym dzieckiem, i natychmiast zdobywa serce każdego, kto się jej przyjrzy, więc ludzie z miejsca byli po naszej stronie, choć teoretycznie to rzeczywiście my źle podeszłyśmy do kasy...). Mi z minuty na minutę coraz bardziej chciało się śmiać, bo już dawno takie akcje przestały podnosić mi ciśnienie. Jest mi czasem tylko zwyczajnie szkoda ludzi, którzy muszą się z taką osobą stykać na co dzień. Jak np. faceta, który z nią był, bo z każdym kolejnym jej słowem robił się coraz bardziej czerwony, rzucał mi przepraszające spojrzenia, i nawet próbował ją delikatnie mitygować, ale niewiele mu z tego wychodziło.

Skończyli zakupy i zaczęli się pakować, ja podeszłam do kasy, zdążyłam zapłacić, schować zakupy, a oni nadal się pakowali. Mijając ich nie mogłam sobie darować, i rzuciłam do dziewczyny "tak się pani ciskała, tymczasem moje zakupy trwały krócej, niż cała ta durna przepychanka, którą pani zaczęła". Usłyszałam "spierda&$#j suko", ale nie miałam już zamiaru na to odpowiadać. Jednak dziewczyna chyba poczuła się dotknięta moją uwagą, bo wychodząc przyspieszyła, żeby mnie wyprzedzić i wyjść ze sklepu jako pierwsza. Tak się spieszyła, że aż powinęła jej się noga na obcasiku, wpadła na faceta wchodzącego do środka, odbiła się od niego, przez bramkę praktycznie wyleciała, i zatrzymała się na barierce galeryjki. Jak na złość bramki zapiszczały, a ochroniarz stojący przy wyjściu podszedł do niej i coś powiedział (nie słyszałam co, ale chyba chciał żeby okazała torbę). Ona zaczęła się już wykłócać, ale facet z którym była doszedł do niej w tym momencie, i krzyknął "No nie Karola! Znowu coś za$#!;łaś? Ty jesteś nienormalna! Weź już do mnie nie dzwoń.", i odszedł dwa kroki. Ochroniarz go zawrócił, chłopak szybko pokazał co ma w kieszeniach, i poszedł. W międzyczasie ja z dziewczynkami też opuściłam sklep, oddalając się od krzyków dziewczyny.

Natknęłam się na tego chłopaka czekając na windę. Najpierw wykonał ruch jakby chciał zawrócić, ale się przełamał, podszedł, i przeprosił za zachowanie dziewczyny, chociaż w sumie nawet nie musiał, bo ani to nie on zachowywał się w sklepie jak burak, ani nawet, jak twierdził, z dziewczyną go za wiele nie łączy. Jeśli zawinił, to chyba tylko tym, że nie potrafił jej poskromić. Chyba chciał się trochę wyżalić, bo dowiedziałam się, że przedstawiła ich sobie wspólna znajoma, i to było ich trzecie, i ostatnie spotkanie we dwoje. Za pierwszym razem nie był pewien, ale zdawało mu się, że ukradła coś w żabce, jednak zapytana zaprzeczyła. Za drugim razem "pochwaliła" się, że "wzięła sobie w promocji" jakiś tandetnu wisiorek, który ukradła specjalnie na randkę. Chłopak podobno powiedział jej wtedy, że on nie toleruje takiego zachowania, i jeśli dziewczyna chce kontynuować tę znajomość, to powinna zmienić nawyki. Jakiś czas się nie widzieli, a tego dnia zadzwoniła z pytaniem, czy pomoże jej w zakupach. Finał tej wyprawy przeczytaliście powyżej.

Abstrahując od tego, że dziewczyna jest zwyczajną złodziejką, to zastanawia mnie jaki ciąg myślowy doprowadził ją do wniosku "kradnę, więc zamiast nie zwracać na siebie uwagi, zrobię z siebie widowisko, kręcąc aferę przypadkowej osobie"?

A co do samego meritum afery - gdyby laska odezwała się jak człowiek cywilizowany, zamiast wpychać się na chama, to usłyszałaby pewnie "o, przepraszam, nie zauważyłam, już odchodzę", ale jak mi się ktoś po chamsku wbija przed nos, bez żadnego wytłumaczenia, to musi się liczyć co najmniej z tym, że zapytam co odwala, bo bezpowrotnie minęły już czasy kiedy w takiej sytuacji marudziłam tylko niezrozumiale pod nosem. Prawdopodobnie gdyby nie obecność dzieci, które jednak staram się wychowywać na kulturalnych ludzi, panienka usłyszała by kilka bardziej nieprzyjemnych słów, bo niestety zwykle na chamstwo działa tylko większe chamstwo, ale przy córkach się hamowałam, bo nie chcę żeby się musiały wstydzić za matkę.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (184)

#87057

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z tego miesiąca. Może nie z czeluści piekła, ale niestety nastrajająca pesymistycznie względem ludzi. Szukamy pracownika. Praca fizyczna, nie wymagamy doświadczenia, wykształcenia, referencji, CV. W sumie wymagamy pełnoletności, sprawności fizycznej i sumienności. Oczywiście doświadczenie w podobnej pracy mile widziane, samochód i prawo jazdy również.
Wszystko opisane w ogłoszeniu, łącznie z obowiązkami pracownika a jest ich całe trzy. Z czego A i B są codziennie a C od czasu do czasu, średnio dwa razy na miesiąc.
Warunki? Pensja powyżej minimalnej, elastyczny czas pracy ustalany na tydzień do przodu, okres próbny, żeby sprawdzić, czy delikwent(ka) się przykłada, nie pije, nie spóźnia. Adres firmy podany, żeby nie było wątpliwości, gdzie należy przychodzić do pracy.

Kandydatów zgłosiło się pięciu. I tu następuje piekielność właściwa.
Kandydat numer 1 - nie sprawdził, gdzie się znajduje firma, po pytaniu czy będzie dojeżdżał 120 km w jedną stronę rozłączył się bez słowa
Kandydat numer 2 - on pracę ma, ale szuka czegoś bliżej domu, także albo umowa od razu bez żadnych okresów próbnych i warunki lepsze niż ma albo do widzenia, przy zerowym doświadczeniu na tym stanowisku a nawet w tej branży okresu próbnego nie ominiemy, rozłączył się
Kandydat numer 3 - on by tę pracę wziął, ale będzie robił tylko C, bo na tym się zna, A i B uczyć się nie będzie, na pytanie jak to sobie wyobraża stwierdził, że do A i B mogę zatrudnić kogoś innego
Kandydat numer 4 - zerowe doświadczenie, ale chętny, dyspozycyjny zawsze, tydzień próbuję umówić spotkanie w firmie i zawsze coś nie pasuje, a najbardziej sama praca, bo on wolałby coś innego, ale pieniędzy potrzebuje, więc ewentualnie na miesiąc-dwa by się zatrudnił a jak tylko znajdzie coś w swojej branży to znika
Kandydat numer 5 - zadzwonił ze stwierdzeniem "jesteście frajerzy jeśli myślicie, że kogoś znajdziecie" i się rozłączył
Podobno bezrobocie wzrosło.

Edit:
Jakie januszostwo biznesu? Czas elastyczny oznacza, że MY się dostosowujemy do pracownika. Żeby mógł np. pogodzić pracę ze studiami. Ma wyrobić 40 h w tygodniu, ale w dniach i godzinach, jakie mu odpowiadają. Pensja powyżej minimalnej to tutaj 150-200 zł/netto za dzień w zależności od kwalifikacji, czyli jakieś 3000-4000 zł netto miesięcznie. Samochód po to, by dojechał do pracy, żebyśmy nie musieli organizować transportu dla pracownika, bo od przystanku autobusowego do nas trzeba iść jakieś 15 minut. Umowa zlecenie (jeśli student) lub normalna o pracę. Naprawdę takie straszne te warunki?
Obowiązek A - prowadzenie przewodów elektrycznych natynkowo lub podtynkowo, mocowanie obejm do przewodów, rzadko wykonanie podsypki piaskowej pod przewód prowadzony pod ziemią
Obowiązek B - montowanie osprzętu elektrycznego, np. gniazda, lampy, włączniki

rekrutacja

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (181)

#87067

~PoProstuNick ·
| Do ulubionych
Na Piekielnych pojawiło się już sporo historii o osobach żebrających, proszących o jedzenie. Moja historia jest właśnie o nich.

Rzecz miała miejsce rok temu w centrum handlowym (nieważne jakim - ważne, że jest to spore centrum). Zamówiłem sobie coś do przegryzienia, potem odebrałem swoje zamówienie i zasiadam do wolnego stolika, których było pełno, gdyż działo się to w godzinach przedpołudniowych. Zaczepia mnie dwójka mężczyzn, mocno zaniedbanych - ubrania brudne i poszarpane. Nie czuć było od nich alkoholu (raczej zapach braku mycia się) i jeden z nich pokazuje karteczkę, że zbiera na jedzenie.
Ja, jako osoba empatyczna zgodziłem się, podchodzimy do lady jednej z restauracji i wybierają sobie skromną porcję dla siebie. Całość wyniosła mnie jakieś 30 złotych.
Kiedy już wszystko zostało uregulowane, ta dwójka się oddaliła...bez jakiegokolwiek "dziękuję". Po prostu odeszli i zasiedli do stołu, jakby ten posiłek im się należał.

Żeby nie było, tutaj nie chodzi o pieniądze, ale o zasady - jak ktoś ci pomaga lub coś daje, to logicznym jest, że takiej osobie dziękujesz. Nie mówię tutaj, żeby padli do stóp i oddali cześć, ale o zwykłe "dziękuję".

Tyle, tylko tyle i aż tyle.

restauracja niewdzięczność

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 143 (179)

#87156

~Jungle ·
| Do ulubionych
O wizycie w przychodni specjalistycznej dla dziecka w czasie Covid.
Będzie krótko.
Renomowana i znana na cały kraj przychodnia w Warszawie.
Dzień wcześniej potwierdzają, że wizyta się odbędzie. 100km autem do przejechania.
Na miejscu do wypełnienia stos dokumentów.
I co dalej ... Pielęgniarka prowadzi do gabinetu. Pokazuje fotel gdzie usiąść z dzieckiem, dzwoni do lekarza i przekazuje słuchawkę w moje ręce.
Z szoku nawet nie skomentowałem. Abstrakcyjność sytuacji doszła do mnie jak już wracaliśmy do domu.

Przychodnia Warszawa

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (172)

#87055

(PW) ·
| Do ulubionych
Wakacje się kończą.

Kąpieliska za chwile zostaną zamknięte.

Krótkie podsumowanie pracy ratowników: mają wywalone. W zeszłym roku widać było na śródlądziu że nie ogarniają. Nowe ekipy, jakieś egzotyczne organizacje, brak doświadczenia.

W tym roku już nawet nie próbują. Przyjść budę postawić flagę wciągnąć. 8h i do domu.
Na stanowisku gra muzyka, niektórzy odsypiają nockę na rzutkach i pasach ratunkowych. Większość z nosami w telefonach.

Zaliczyłem w tym roku kilkanaście różnych kąpielisk i tylko na dwóch tematy były ogarnięte: Dąbrowa Górnicza i Świnoujście. Tam faktycznie robią co do nich należy.
Cała reszta - wyjebongo.

Na pytanie - czemu mocie to w rzyci, pada jedna odpowiedź - mało płaco.

#kąpielisko

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (168)

#87079

(PW) ·
| Do ulubionych
Jadę sobie swoim Czinkłeczento w kolorze blue.
Zbliżam się do skrzyżowania z drogą z pierwszeństwem. Powoli zwalniam i włączam lewy kierunkowskaz. Ustawiam się po lewej stronie SWOJEGO pasa. Zbliżam się do znaku stop a tu ...

Rozpędzona Bejca skręca w moją drogę, ścinając kompletnie zakręt. Mija mnie na milimetry, utrącając przy okazji lusterko w Czinkusiu. Gdybym dojechała do linii to pewnie nie miałabym połowy auta.
Kierowca zatrzymuje się. Wychyla głowę i woła:
"Jak jedziesz kuro yebana!"
Po czym odjeżdża z piskiem opon.

Zamiast na zakupy do centrum handlowego musiałam jechać na szrot po nowe lusterko.

W duchu przeklinałam się, że nie zapamiętałam numerów rejestracyjnych tego debila...

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (165)

#87063

(PW) ·
| Do ulubionych
Wracałam od koleżanki z obrzeży miasta, autobusy jeżdżą co godzinę.
Pomiędzy kabiną kierowcy i 1 rzędem siedzeń a resztą autobusu są rozciągnięte taśmy.
Weszły 2 dziewczyny, kupiły karnety u kierowcy, usiadły na tych oddzielonych taśmą siedzeniach. Kierowca wyprosił je stamtąd. Dziewczyny wysiadły, chcąc wsiąść środkowymi drzwiami, ale wtedy kierowca zamknął drzwi i odjechał... Na nasze uwagi o zatrzymaniu się i wpuszczeniu dziewczyn stwierdził, że minął czas odjazdu.

kierowca autobus

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (157)

#87150

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniało mi się po przeczytaniu historii w poczekalni #87144.

Teściowa była w posiadaniu samochodu i jak to z samochodami bywa, czasami trzeba je wymienić. Nowy zakupić, a stary sprzedać albo zezłomować. W tym przypadku dość szybko trafił się kupiec. W Irlandii przerejestrowanie samochodu na innego właściciela odbywa się poprzez wpisanie jego danych na ostatniej stronie tutejszego dowodu rejestracyjnego i podpisanie tego przez obie strony. Następnie dokument należy wysłać do urzędu, który zmieni dane w systemie i nabywcy wyśle nowy dowód rejestracyjny.

Transakcja przebiegła pomyślnie, kupiec ( okazało się, że nawet z naszej mieściny) stwierdził, że akurat koło poczty będzie przejeżdżał to dokumenty wyśle i auto odjechało w siną dal. Po około roku do teściowej przyszedł list z wezwaniem do sądu w sprawie znacznego przekroczenia prędkości zarejestrowanego przez radar i nie uiszczenia opłaty za mandat. Kobieta w szoku, ponieważ nigdy nie przejeżdżała przez miejscowość, w której miała wykroczenie popełnić. Tak, nowy właściciel mimo zapewnień dokumentów nie wysłał i wesoło śmigał autkiem nadal zarejestrowanym na teściową.

Sprawę udało się rozwiązać dzięki uprzejmości lokalnych policjantów, którzy kojarzą mieszkańców naszej wioski. Dzięki naszemu małemu śledztwu odkryliśmy miejsce zamieszkania naszego kupca, aby potwierdzić, że auto stoi u niego na podjeździe, a jeden policjantów zeznał w sądzie, że jakiś czas przed wyżej wspomnianym wykroczeniem zatrzymał jegomościa w sprzedanym samochodzie, również za przekroczenie prędkości ( tutaj akurat było tylko pouczenie).

Wszystko rozeszło się po kościach, a teściowa dostała nauczkę, żeby nie ufać każdemu na swojej drodze.

oszust zagranica

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (157)