Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86584

~rowergorski88 ·
| Do ulubionych
Jako dziecko nigdy nie miałem swojego kąta, gdyż z rodzicami i bratem mieszkaliśmy kątem u dziadków. Mieszkanie 3-pokojowe, niecałe 60m2, dziadkowie zajmowali jeden pokój, my w czwórkę drugi, bo dziadkowie nie zgodzili się na zagospodarowanie salonu. Tak więc pół dotychczasowego życia odbijałem się z kąta w kąt w pokoju 18m2, który dzieliłem z rodzicami i bratem. Sytuacja ta była dla mnie tak okropna, że jak tylko skończyłem 18 lat zacząłem dorywczą pracę, wyprowadziłem się do maleńkiego pokoiku w jakiejś norze u starego pijaka. Nawet nie wiecie, jak bardzo odetchnąłem mając w końcu kilka metrów tylko dla siebie. Z pracy starczyło na opłacenie pokoju, rodzice dawali na jedzenie i najpilniejsze potrzeby do czasu skończenia szkoły.

A oto piekielność w tej opowieści. Przez całe życie słyszałem, że musimy mieszkać kątem u dziadków, bo rodzice nie mają pieniążków na zakup lub wynajęcie własnego mieszkania. Jako dziecko im wierzyłem bezwarunkowo, później zacząłem się zastanawiać, jak to jest, że rodzice moich rówieśników mający gorszą pracę lub żadnej, mają jednak mieszkania chociażby spółdzielcze czy komunalne, a moi rodzice, oboje z nienajgorszą pracą, nie mogą wynająć albo wziąć kredytu na mieszkanie. Moje pytania zbywali zawsze twierdzeniem, że to są sprawy, których bym nie zrozumiał, że wszystko jest skomplikowane i tego typu wymówki.

Mój brat wyprowadził się z domu również jak tylko skończył 18 lat. Kilka lat później, gdy już obaj mieliśmy w miarę ogarnięte życie, ja od dawna stałą pracę, brat właśnie kończył studia, rodzice zaprosili nas do dziadków obiecując niespodziankę. Stamtąd wzięli nas do samochodu i pojechaliśmy za miasto. Zaparkowali przed pięknym ledwo wykończonym wielkim domem i z dumą oświadczyli, że to ich dom, który właśnie skończyli budować. My z bratem szczęki do ziemi, no i pytamy, ale jak to, skąd forsa na taką chatę, skoro całe życie nie mieli nic?

Otóż moi rodzice, oboje wychowani w bloku, wymyślili sobie tuż po ślubie, że będą mieli dom. Ale nie byle jaki, chatę full wypas. Kredytu najpierw wziąć nie mogli, a potem stwierdzili, że i tak lepiej kupić za gotówkę. A skąd wziąć taką gotówkę? Trzeba oszczędzać! Na początek najlepiej wmówić rodzicom, że nie mają kasy na wynajem i wprowadzić się do nich. Gdy pojawiłem się ja na świecie, dziadkowie, wcale nieszczęśliwi z mieszkania z córką i zięciem już nie mieli sumienia ich wyrzucić. Z dwójką dzieci tym bardziej. Lata sobie mijały, kupka pieniążków na przeróżnych lokatach rosła. Z tego co się potem dowiedziałem od dziadków, rodzice okłamywali ich co do swoich zarobków, twierdzili też, że dawno złożyli wniosek o mieszkanie komunalne i czekają. W rzeczywistości żadnego mieszkania komunalnego nie chcieli, bo to przecież też koszta, a u dziadków płacili jakieś grosze, a czasem nawet nic, bo twierdzili, że ledwo im na jedzenie starcza. Gdy z bratem się wyprowadziliśmy oszczędzanie nabrało rozpędu i rozpoczęli budowę domu.

Naprawdę nie żałuję im, zapracowali to mają. Ale jakim kosztem? Kosztem moich dziadków, których latami wykorzystywali oraz moim i mojego brata. Wyobraźcie sobie... 18 lat nie mieć ani odrobiny prywatności, nigdy nie móc zaprosić nikogo do domu, wieczne kłótnie o półkę w szafie, przeżywanie okresu dojrzewania na kilku metrach kwadratowych z rodzicami... A wiecie co jest najlepsze? Wyrzuciłem moim rodzicom egoizm. Byli zszokowani, jaki egoizm? Przecież dom kiedyś odziedziczymy i ich zdaniem to wspaniała perspektywa i lata duszenia się w ciasnym mieszkaniu w 6 osób odpłacą mi się, jak może kiedyś, kiedy będę pewnie w wieku przedemerytalnym będę mógł się wprowadzić do wielkiej chaty pod miastem.

mieszkanie z rodzicami

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (185)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…