Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#76008

(PW) ·
| Do ulubionych
Przygody kelnerki mikado188.

Przez pół roku pracowałam w sieci pizzerii na D, która ostatnimi czasy zmieniła nazwę na dwuczłonową. Chciałabym wymienić moje ulubione typy klientów nawiedzających knajpę:

1.Czy ja się tym najem? Czy mnie to będzie smakować?

Wierzcie lub nie, ale takie pytania padały bardzo często – mnie i kolegów kelnerów wtedy najczęściej krew zalewała – przychodzi gość do knajpy i domaga się od dziewczyny obsługującej wiedzy, czy dana potrawa będzie w jego guście. To, że ja widzę faceta/kobietę pierwszy raz na oczy nie ma znaczenia – ja mam wiedzieć i już.

Próba tłumaczenia, że smak i ilość jedzenia sprawiającego, że będzie się sytym jest subiektywna, najczęściej spotykała się ze świętym oburzeniem i totalnym brakiem zrozumienia ze strony gości. Miałam klientów, którzy najadali się dwoma kawałkami pizzy, a miewałam panów, którzy zjadali ich osiem, zapijali kuflem piwa i jeszcze kawkę strzelali na dobry rozruch i dopiero wtedy byli kontenci.

Raz jak przytoczyłam w/w tłumaczenie (akurat w kolejnej pracy, restauracji sushi), usłyszałam, że jestem nieprzygotowana do pracy. Zaczęłam z czasem po prostu wymijająco podawać gramaturę, składniki, średnicę itp. Niestety ludzka głupota jest nieskończona:

Przychodzi kobieta, padają w/w pytania – staram się wybrnąć, opowiadam, co najczęściej zamawiają klienci, polecam pastę spinaci, opisuję dokładnie składniki (makaron, szpinak, kurczak, czosnek). Pani łaskawie się zgadza, składa zamówienie. Niestety widać, że kobiecie nie smakuje, dziobie w talerzu, minę ma nie tęgą, żąda usunięcia makaronu z rachunku. Dopytuję - czy może przesolone? Kurczak przypalony? Nie, klientka odpowiada: „A bo wie Pani, ja to w zasadzie nie lubię szpinaku…”

2.Brak czytania ze zrozumieniem/oburzenie, czemu tu tak drogo.

Nie jest prawdą, że czytać ze zrozumieniem nie potrafi tylko młodzież. Z najbardziej spektakularnymi przykładami miałam do czynienia obsługując ludzi 30-40-letnich. Nie były to również wyjątki – około 1/3 gości nie była w stanie przeczytać menu. Nie raz zdarzało się, że zamawiało się pizzę, napoje, przystawki, podwójne sery, grube ciasta i był szok, bo posiłek dla dwóch osób wyniósł ponad 80 zł. Czyja wina? No pewne, że moja, przecież nie ma możliwości, że pan i władca po prostu bezmyślnie zamawiał, nie patrząc na ceny. Nie raz przychodzili pod bar oburzeni klienci, mówiąc wulgarnie „z pyskiem” do mnie, że dlaczego ja im nie powiedziałam, że 0,5 l pepsi kosztuje 5,90? Normalnie mieli podane menu, gdzie jak wół była napisana cena za pepsi. Ich zdaniem najwyraźniej, powinnam przy składaniu zamówienia wcinać się w słowo zakrzykując gromko „ale to kosztuje tyle i tyle!”

Najbardziej jaskrawy przykład z mojej kariery: Przychodzi kobieta - zamówiła średnią capricioze z sosem. Podaję, zjadła wraz z mężem i córką. Wklepuję rachunek, przynoszę i szok! Bo pani powinna zapłacić mniej! Podaję menu - jak wół stoi średnia capi 26,90 +sos 2,99. (Tu trzeba opisać wygląd menu – w lokalach obowiązywała promocja, że przy zakupie dwóch pizz obowiązuje niższa cena za jedną – cena w promocji była pod ceną normalną, zakreślona w pętelkę i z gwiazdką). Co się okazało? Jaśnie Pani wzięła cenę ze średniej margarity, pięć pozycji wyżej. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie jest normalne, że ceną dla danej pizzy jest cena równoległa do nazwy pizzy. Niestety dla pani nie było to oczywiste.

Tu wyjaśniam niezachwianą logikę klientki: capricioza jest na piątej pozycji? Niechybnie ceną jest piąta pozycja od góry! A to, że co druga cena jest ceną promocyjną dla innej pizzy x, y, z itd. nie ma znaczenia. Walić pętelki i gwiazdki, pewnie są dla ozdoby. Do tej pory śmiać mi się z tego chce, bo z logiki pani wychodzi, że cena do capriciozy byłaby dobre 4 cm powyżej nazwy pizzy. Co więcej, próbowała się kłócić, że pytała mnie o cenę pizzy - przy składaniu zamówienia powiedziała „poproszę średnią capriciozę za 19,90”. Tak, moi drodzy wg klientki, to jest PYTANIE ILE KOSZTUJE PIZZA. Zarzuciła mi, że powinnam znać cenę każdej pizzy w menu – tu już nie wytrzymałam poziomu absurdu i ją wyśmiałam (mieliśmy 32 rodzaje pizzy w 4 rozmiarach, do każdej inna cena). Adnotacji o sosie to w ogóle nie dostrzegła, mimo że była w dwóch miejscach na stronie. Czyja wina? No pewno, że moja, bo powinnam się domyślić, że kobieta lat trzydzieści parę nie potrafi czytać.

3.Przyszedłem wydać 20 złociszy, masz mi paść do stóp.

Zawsze starałam się utrzymać dobry standard obsługi. Niestety niektórzy uważali, że skoro przyszli wydać 30 zł na obiad, powinnam zajmować się tylko nimi, nabijać na rachunek nienależne im zniżki itp, a kiedy odmawiałam, następowała obraza majestatu.

Przykład - przyszły dwie kobiety około 50 lat. Podaję menu, pytam czy coś do picia na początek. Wtem jedna z nich wtyka mi podane przed chwilą menu i żąda, bym im przeczytała całe menu na głos, to one sobie coś wybiorą. Odmówiłam mówiąc, że mam siedem innych stołów do obsługi i nie ma możliwości, bym stała przy nich 20 lub więcej minut i była lektorką. Nastąpiło w tym momencie skrzywienie. No bo jak to tak, one są klientkami i płacą. Ponownie odmawiam, mówię co mogę polecić. Panie pytają o promocje, żadna z wymienionych nie pasuje do nich, mówię o niższej cenie za jedną pizzę, gdy zamówią dwie. Panie zamawiają jedną pół na pół i zadowolone, że mają dwie pizze. Odmawiam nabicia zniżki tłumacząc, że to nie są dwie pizze. Ponowne skrzywienie. To one jednak zjedzą gdzie indziej, bo tu się źle traktuje klientów.

4. Znaj mą hojność, masz 20 groszy.

Rzecz w której przodują Hiszpanie. Nie ma obowiązku dawania napiwków. Sama wolałabym mieć ludzką stawkę za godzinę pracy – typu 9/10 zł za godzinę i nie mieć napiwków, niż zarabiać od pracodawcy 5 zł i dorabiać z tipów. Rzecz absolutnie wyprowadzająca z równowagi to zostawienie kelnerowi 5 gr, 20itp. Po prostu – otwierasz płatnik po wydaniu reszty i widzisz tam te grosiki. Hiszpanie mają wtedy święte przekonanie, że zachowali się światowo.

5.Przynoszenie własnego jedzenia.

Zdarza się częściej niż się wydaje, przodują w tym studenci. Przychodzi chłopak, mówi (dosłowny cytat) „Ja zjem calzone, a dziewczyna sałatkę, ma pani coś przeciwko?”. Wytrzeszczyłam oczy „Nie, czemu miałabym mieć coś przeciwko?” Chłopak odpowiada: „Nigdy nie wiadomo”. Podaję menu, dziewczyna odkłada swoje na bok, myślałam, że się rozmyśliła i nie będzie zamawiać tej sałatki. Przyjmuję zamówienie od chłopaka, przynoszę wybranego calzone. A wtem dziewczyna wyjmuje SWOJĄ sałatkę i zaczyna jeść. Machnęłam ręką. Notorycznie wywalałam z lokalu studentów przynoszących swoje piwo lub napoje gazowane.

gastronomia

Skomentuj (59) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 191 (255)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…