Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77254

(PW) ·
| Do ulubionych
Czołem! Jak dotąd byłem biernym czytelnikiem Piekielnych, ale historia #77247 natchnęła mnie do założenia konta i podzielenia się historią moją.

Prawko mam bardzo krótko, w grudniu ubiegłego roku, tuż przed świętami otrzymałem upragniony, ale i ciężko zapracowany kawałek plastiku. Ja nie lubię na drodze się popisywać, toteż często bywam obiektem drwin ze strony kolegów pod tytułem "Ja jeździłem, zanim prawko zdałem, więc jestem idealnym kierowcą". I oni często nie mogą pojąć, jak można jechać w terenie zabudowanym przepisową prędkością.

Historia jednak nie o nich, a o pewnym wyścigowcu z niebieskiego BMW. Jadę ja sobie spokojnie z Łomży, przede mną jedzie TIR, dostawczak i dwie osobówki. Potem ja, a następnie jeszcze ze cztery osobówki za mną. Było to tydzień temu, gdy nadeszły roztopy, była gęsta mgła, więc warunki na drodze były japońskie, czyli "jakotakie". A więc kierowca TIR-a jechał sobie 70., a innym w ogonku to nie przeszkadzało, bo nikomu widocznie się nie śpieszyło. Aż dogonił kolumnę ON, czytaj Piekielny Kierowca. Nie zauważyłem jak znalazł się za samochodem za mną. Pani w czarnej Audi A3 jechała mi strasznie "na tyłku", więc pomiędzy mną a jej samochodem nie zmieściłoby się nawet pół auta. Nie przeszkadzało to turbokierowcy z BMW, który począł wyprzedzać A3-kę. I oczywiście zaczął się pchać między nas. Wcisnąłem gaz, żeby uratować tyłeczek mojego kochanego Golfika, ale ledwo spojrzałem drugi raz w lusterko, a pan, który zapewne na drugie imię ma "śpieszy mi się, choć nie wiem gdzie", przymierza się do wepchania między mnie a samochód poprzedzający. Ja oczywiście musiałem uderzyć po heblach, tym razem ratując przód czerwonej strzały (wierzcie lub nie, ale chłopaczek był tak zdeterminowany w przesuwaniu się w kolumnie, że chyba nie miałby skrupułów przepchnąć mnie, najlepiej do pobliskiego rowu). Później takim samym sposobem przesuwał się w kolejce, aż znalazł się przed dostawczakiem. Widocznie wtedy nawiedziła go wspaniała myśl, że przecież naraz może połknąć i dostawczaka, i TIR-a. Na drodze, gdzie leży błotnisty śnieg. W mgle gęstej, że widać najwyżej na 5 metrów do przodu. Na zakręcie, i to w dodatku pod górkę.

Oczywiście plan zamierzał wykonać, więc na lewy pas (oczywiście chłopaczek posiadał w swoim BMW defekt, który dotyka prawie każdy samochód tej marki, czyli brak kierunkowskazu), i rura! Ale tuż za zakrętem spotkała go niespodzianka w postaci innego TIR-a nadjeżdżającego z naprzeciwka. Już widziałem oczyma wyobraźni jak wściekle niebieska beemka rozkwasza się na czole TIR-a, jednak pacan miał szczęście w postaci zatoczki dla autobusów. W ostatniej chwili wskoczył na nią, co skończyło się tylko rozwalonym zderzakiem i chyba oderwanym kołem w spotkaniu z krawężnikiem.

Ja naprawdę nie pojmuję, jak niektórzy mogą być pozbawieni elementarnego poczucia bezpieczeństwa, jeżeli nie swojego, to chociaż innych. Na szczęście dla niego popisówa przed innymi użytkownikami drogi zakończyła się na spotkaniu z krawężnikiem, a nie maską TIR-a. A ile razy dziennie na polskich drogach ktoś ginie lub trwale uszkadza zdrowie przez właśnie takich specjalistów.

Post scriptum: Widzę, że niedostatecznie jasno wyjaśniłem sytuację w owej kolumnie, patrząc na komentarze niektórych detektywów. Wszyscy oprócz pani z A3-ki jechali z przepisowymi odległościami, więc gdy BM-ka zaczęła się wpychać między nią a mnie, musiałem odskoczyć, by mógł się zmieścić. Także w tym momencie znalazłem się na nieprzepisowej odległości pomiędzy mną a poprzedzającym. Jednak wyrównać odstępu czasu nie miałem, bo turbokierowca BMW zaczął mnie wyprzedzać zanim zdążyłem cokolwiek zrobić. I musiałem użyć hamulców, by tym razem wpuścić go między mnie a poprzedzający. No już chyba jaśniej się nie da.

Droga wojewódzka

Skomentuj (59) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (165)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…