Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77407

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam stwierdzoną depresję i borderline.

Któregoś dnia uznałam, że tym razem mi się uda i się zabiję. Narzeczony pomógł mi wyjść z tego okropnego stanu i zdecydowałam się na terapię. Pierwsze spotkanie, skierowanie do psychiatry, psychiatra znów skierował mnie na badanie tomograficzne, żeby wykluczyć inne opcje, móc wdrożyć leki itd.

To nie jest tak, że codziennie chodzę zapłakana. Co jakiś czas dochodzi w końcu do głosu ten potwór w mojej głowie, który mówi mi, jakim wielkim g*wnem jestem, za przeproszeniem. Są takie dni, kiedy jest ok, a potem znów pojawia się epizod i jestem ludzkim burrito zawiniętym w koc, dogorywającym na kanapie. Staram się z tym walczyć, w tym momencie nie jest już źle.

Wyszło na to, że z nieleczoną depresją żyję tak już od gimnazjum. Zgłaszałam się kilka razy do pedagoga, ale to nic nie dało.
O ile nie mogę nic zarzucić terapeutce i psychiatrze, bo między innymi dzięki nim wyszłam na prostą, względnie bo względnie, ale mój tytuł "seryjnego samobójcy" mogę już uznać za nieważny, o tyle piekielna okazała się być moja rodzina. Głupia ja, oczekiwałam wsparcia. Co za to dostałam?

1. Za dużo gram w gry komputerowe. Żyję w świecie wirtualnej rzeczywistości, a nie mam depresję. Wymyślam.

2. To przez "chińskie bajki". Owszem, interesowałam się anime w gimnazjum/liceum, ale głównie interesował mnie język japoński i często uczę się w ten sposób języków, oglądając filmy i seriale z napisami lub w ogóle bez, na słuch i słownik w garści. Ale nie, to przez to. Wymyślam, x2.

3. Nie mam zajęcia ani pracy! Dodam, że usłyszałam ten zarzut podczas szykowania się do obrony pracy licencjackiej, promotor dawał mi w kość, bo uznałam, że ten "bardziej wymagający" będzie najlepszym wymogiem. Nie był. Bez wdawania się w szczegóły - wymyślam x3.

4. Siedzę ciągle w domu i nie wychodzę do znajomych. A i owszem. Bo rozrywka typu "chlejemy ile wlezie" mnie nie kręci. Mam swoje bliskie grono przyjaciół, chodzimy na koncerty, do kina, na kręgle... Ale to ja wymyślam, x4.

5. Babcia przebiła wszystko. Zadzwoniła do mnie któregoś razu, jak akurat wychodziłam od terapeutki. Nieco zasmarkana, zapłakana, kto chodził na terapię ten wie, że czasem człowiek się może popłakać od natłoku emocji, uczuć.
Babcia zmartwiona, że jej wnuczka płacze. Pyta, o co chodzi, dlaczego tak się czuję, co się dzieje? Tłumaczę i mam już tę złudną nadzieję, że moja kochana babcia mnie zrozumie. Co usłyszałam? Chyba najgorszą poradę, jaką można usłyszeć. "Powinnaś jechać jako wolontariuszka na Czarny Ląd i zobaczyć, jak inni mają gorzej! Od razu będzie ci lepiej.". Babciu, nie...

6. Jakim prawem poszłam w ogóle do psychiatry?! Przecież to się skończy psychiatrykiem, dostanę żółte papiery, nikt mnie do pracy nie przyjmie, przecież poszłam na taką uczelnię, chciałam pracować w mundurówce! Ludzie będą gadać, że jestem nienormalna! Dzięki, mamo...
Szkoda, że nikt nigdy mnie nie słuchał i nie dowiedział się, że wcale nie chcę pracować w służbach mundurowych. Po prostu interesował mnie sam kierunek, ale to już tak na marginesie.

To nie jest tak, że chodziłam do mamy czy taty i mówiłam, jak mi źle. Po prostu w pewnym momencie dopadał mnie ten potwór i nie potrafiłam się cieszyć z życia. Nie czułam w ogóle tej, hm, potrzeby życia. Dodatkowo borderline daje mi czasem to dziwne uczucie, że ja nie żyję tak naprawdę, że to wszystko dzieje się gdzieś obok, nie jest prawdziwe. Mam wciąż problem z ułożeniem niektórych wspomnień, odróżnieniem tego, co się stało, a co mi się śniło bądź co sobie wyobrażałam np. jadąc autobusem i słuchając muzyki. Zrzucanie mojego stanu psychicznego na gry czy seriale nic nie da.
Gdyby tego typu czynniki powodowały depresję, świat wyglądałby o wiele inaczej.

Nie rozumiem tego. Świat idzie do przodu, tyle się mówi o chorobach cywilizacyjnych, a ludzie wciąż uparcie tkwią w swoim mylnym przeświadczeniu, że depresja to efekt nudy czy gier komputerowych. Dodatkowo to nie jest grypa, z depresji nie da się wyleczyć w tydzień czy miesiąc. Z tego człowiek często wychodzi latami. A najważniejsze nie są leki czy terapia, a wsparcie najbliższych. Jestem wdzięczna przyjaciółce, że potrafi dać mi kopa w tyłek i wyciągnąć do ludzi, że pomogła mi zawalczyć o mnie samą. Szkoda, że rodzice za to kazali skończyć z terapią i leczeniem.

rodzina

Skomentuj (60) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 239 (297)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…