Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#79162

(PW) ·
| Do ulubionych
Oglądam właśnie program, w którym pani Bosacka opowiada w jaki sposób konsumenci są naciągani/oszukiwani przez producentów i sprzedawców. I wspomniała przed chwilą o tym, że krewetki nadają się do spożycia tylko i wyłącznie świeże. To właśnie przypomniało mi moja zeszłoroczną holenderski przygodę z pracą.

Przez tydzień z ok 10 innymi osobami pracowałam w małym zakładzie rybnym. Było to dziwne gdyż przeważnie pracy w tym miejscu było dla maksymalnie trzech osób. Robiliśmy też dosyć nietypowa rzecz. Mianowicie wyciągaliśmy krewetki z wody (o 'rybnym' zapachu z dodatkiem czegoś, przynajmniej pierwszego dnia, niezidentyfikowanego) i robiliśmy z nich szaszłyki. Nietypowy był stan 'robali': niektóre były całkiem zamrożone, inne wcale, jedne wyglądały dobrze, drugie jakby były gumowate, sine i generalnie wybierały się na emeryturę. Wybaczcie nie znam się, nie wiem jak powinna wyglądać dobra krewetka, ale nie sądzę, żeby tak jak tamte.

Wszystko to było dziwne, ale praca to praca. Po pociągnięciu za język przesympatycznego holenderskiego stałego pracownika wyszło szydło z worka. Na potwierdzenie swoich słów przyniósł pudełko po krewetkach. Co się okazało? Do zakładu trafił ogromny zwrot z serii wyprodukowane chyba w 2013 roku (już dobrze nie pamiętam) od ponad roku przeterminowane i żeby nie było strat właściciel postanowił je wymieszać ze świeżymi i 'przetworzyć' na szaszłyki. A w wodzie, w której się moczyły był środek w typie naszego domestosa.
Smacznego!

Ps: zakład mieścił się Amersfoort.

zagranica

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (183)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…