Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#80818

(PW) ·
| Do ulubionych
Chrześniak miał imieniny. Autko zdalnie sterowane na prezent dawno już kupione (i wtedy od razu sprawdzone, czy działa) teraz jeszcze baterie i gotowe. Poszłam do Owada w Kropki, wracam z dwiema paczkami "paluszków", montuję - nie działa. Ledwo światła się delikatnie świecą, czyli prąd dochodzi, tylko zbyt mały.
Sprawdziłam na mierniku - baterie, które powinny mieć 1,5 V, miały od 0,6 do 0,8.
Cały osprzęt w rękę i z powrotem do sklepu.
Zapytałam (uprzejmie) pierwszej napotkanej pracownicy, z kim można rozmawiać w takiej a takiej sprawie. W odpowiedzi pani najpierw zmierzyła mnie drwiącym spojrzeniem, potem odwróciła się plecami, kontynuując przerwaną pracę, dopiero po chwili burknęła, że EWENTUALNIE może poprosić kierowniczkę (zresztą jak nigdy nie miałam żadnych przykrych sytuacji z innymi pracownikami tego sklepu, tak ta konkretna pani nadepnęła mi na odcisk już drugi raz).

Przyszła wspomniana kierowniczka. Od razu na wejściu nastroszona jak kot, że jeszcze nigdy nie mieli żadnych uwag dotyczących tych baterii. Po zademonstrowaniu, zarówno na aucie, jak i na mierniku, stwierdziła, że to na pewno zabawka jest zepsuta. I nie, żadnym argumentem nie było, że ostatnio chowałam do pudełka sprawną, bo przecież "takie rzeczy się psują". W końcu wzięła z półki nowe pudełko, otworzyła je i zaproponowała sprawdzenie miernikiem. Były lepsze, choć bez szału, najlepsza 1,1 V. Zobaczywszy to, stwierdziła, że są bardzo dobre, skoro jest ponad 1, czyli ponad 100%. Nie przyjmowała przy tym do wiadomości, że to jest voltomierz, czyli mierzy volty, których powinno być 1,5 czy ostatecznie 1,4, a nie procent naładowania. W ogóle nie rozumiała różnicy między tymi pojęciami. Baterie są bardzo dobre i koniec. A tak w ogóle to na pewno to auto potrzebuje silniejszych, tylko ja się nie znam.

Pokazałam na autku nadruk w okolicach gniazda baterii - 1,5 jak byk. Ponowne zaprzeczenie, że na pewno powinno być więcej, wszyscy się mylą, a ja w ogóle tępa i niedouczona jestem (może nie dosłownie, ale takie było znaczenie).
Na próbę nowo otwarte baterie zamontowane do zabawki - światełka słabo świecą, koła lekko drgnęły i ponownie cisza.

Przecież to kolejny oczywisty dowód, że to auto jest zepsute, bo nie działa na dobrych bateriach! Które mają ponad 100%! A ja się czepiam, ona z mojej winy ma odpakowane trzy pudełka nowych baterii, których już nie sprzeda (bzdura i histeria, bo dwa odpakowałam ja sama w domu), ale ewentualnie, niech poznam jej dobrą wolę, mogą mi zwrócić pieniądze.

Ostatecznie nie doszło to do skutku, ponieważ nie miałam paragonu - i tu nie mam zastrzeżeń, moja wina, nauczka na przyszłość - nie wyrzucać. Od początku nie miałam wielkich nadziei, że cokolwiek załatwię, próbowałam, ponieważ kiedyś, nie wiem na jakich zasadach, bo nie byłam w to zamieszana, w "mojej" firmie uznano kobiecie reklamację bez dowodu zakupu. Również jestem w stanie przyjąć argument, który przewinął się podczas rozmowy, że takie rzeczy jak baterie reklamacji nie podlegają. Za to ogromne zastrzeżenia mam do zachowania obu pań - kierowniczki i tej pierwszej napotkanej.

Reasumując straciłam:
- Pół godziny czasu w sytuacji, kiedy już już trzeba wyjeżdżać.
- 12 zł - najmniejszy problem i jak wspomniałam częściowo z własnej winy
- Dużo nerwów, zarówno na dyskusję, choć cały czas starałam się rozmawiać uprzejmie, jak i dlatego, że w tym czasie wokół zebrała się grupka obecnych na sklepie panów w średnim wieku, którzy uznali za stosowne zacząć mnie pouczać (bo przecież młoda kobieta nie ma prawa znać się na takich sprawach, prawda?) jak to ja nie mam racji, to jest sklep, na pewno wszystko mają w najlepszym gatunku, tylko ja musiałam popełnić jakiś błąd. To było bardzo poniżające.

A baterie o identycznych parametrach zakupione w innym sklepie w cudowny sposób auto naprawiły, śmiga jak złoto.

sklepy

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 86 (120)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…