Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81777

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja babcia stała się wrogiem publicznym numer 1 w swoim miasteczku.

Babcia wybrała sobie w życiu fach niecodzienny - jest rzeźbiarką. Nie prowadzi już swojej pracowni, karierę artystki rozwijała głównie za granicą. Po przejściu na emeryturę zwinęli się z dziadkiem i osiedli na zadupiu, blisko gór, lasów, czystej wody i błękitnego nieba. Babcia nauczała rzeźby w lokalnym domu kultury i projektowała duperele w rodzaju okazjonalnych statuetek wręczanych w nagrodę za wieloletnią służbę dla partii.

Pewien czas temu została zaproszona do ratusza na spotkanie z burmistrzem. Zbliżała się wyjątkowa uroczystość, drugi ślub trzeciej córki czy coś podobnego. Grunt - pannie młodej zamarzyło się ozdobienie ogrodu weselnego rzeźbą swoją i małżonka w skali 1:1. W marmurze. Najlepiej w pozie pary tańczącej walca. I oto burmistrz proponuje babci taki interes, że w kasie miejskiej jest fundusz na obiekty artystyczne do wystawienia na jakimś skwerku, to babcia zrobi tę rzeźbę, oni rozpiszą konkurs, babcia wygra, dostanie pieniądze i po ślubie się ten kawał kamienia ustawi na skwerku.

Babcia zadała trzy pytania:
1) czy wiedzą, że to nielegalne,
2) czy wiedzą, że to zajmie około 2 lat,
3) czy wiedzą, że koszt takiej imprezy jest sześciocyfrowy.
Okazało się, że żadnej z tych rzeczy nie wiedzieli. Pomysł upadł.

Po kilku dniach znowu odezwali się od burmistrza, bo jego córka strasznie napaliła się na te rzeźby i już zdążyła się pochwalić, że będą, a tutaj zonk, stara baba ma wąty.

Po negocjacjach stanęło na tym, że babcia wypożyczy jakieś prace, wypisze się rewers na dom kultury, postoją w holu i potem wrócą do babci. Stety niestety, jedyne prace, które rozmiarowo odpowiadały panience, były wykonane z połączenia kamienia, metalu i szkła. Z przewagą szkła.

Babcia oddała 3 rzeźby, wzięła kwit na 3 rzeźby, ekspozycja czasowa miesięcy tyle i tyle w budynku miejskiego ośrodka kultury, po tym czasie wracają do właścicielki.

Chwalić Boga, że tego rewersu nie wyrzuciła, bo ślub się odbył, a po ślubie okazało się, że jedna z rzeźb nie przetrwała w całości. Praca skończyła w kilkunastu(!) częściach i wyglądała, jakby ją ktoś potraktował młotem kowalskim. Babcia dostała przeprosiny, zapewnienia o głębokim żalu, wielka szkoda, no nie wiedzą, jak to się mogło stać, ogólnie im przykro i liczą na to, że sprawa rozejdzie się po kościach. Nie rozeszła, bo w babcię wstąpił demon. Wezwała miasto do zwrotu prac i wypłaty odszkodowania za zniszczenia. I w tym momencie zaczęła się cała afera.

Miasto stwierdziło, że zapłaci, ale chce wiedzieć, ile.

Babcia pokazała kwit z austriackiego domu aukcyjnego, że 5 lat temu praca z tej samej grupy poszła za wiele tysięcy euro i ona domaga się równorzędnej kwoty.

Miasto potrzebowało chwili, żeby odzyskać głos i przyznało, że spodziewali się 5-6 tysięcy złotych…

Babcia oddała sprawę do sądu. W pierwszej instancji sąd uznał, że należy jej się wiele tysięcy, ale złotych, bo trzeba brać pod uwagę realia gospodarcze wpływające na rynek dzieł sztuki i to, że kasa miejska nie może sobie pozwolić na szastanie kwotami takimi, jak w zachodnich domach aukcyjnych, a w ogóle to ona też jest winna, bo nie upewniła się, że jest ochrona, zabezpieczenia, ubezpieczenie i podobne rzeczy. Radca płakał ze śmiechu, kiedy czytał uzasadnienie wyroku.

Poszła apelacja. Z przeniesieniem sądu rozpatrującego sprawę z Nieco Większego Zadupia do Bardzo Dużego Miasta.

W apelacji uznano, że miasto wzięło odpowiedzialność za los rzeźby, samo oświadczyło, że znało jej wartość i zapłacić musi zgodnie z aktualnym szacunkiem domu aukcyjnego, a to, że artystka nie jest znana w kraju, nie znaczy wcale, że jej twórczość jest bezwartościowa. Jednocześnie nie ma znaczenia dla sprawy, czy rzeźby stały na sali weselnej, w kościele, czy w garażu, bo oddano je w pieczę miastu reprezentowanemu przez miejską instytucję i to instytucja za nie odpowiadała. Wyrok zapadł.

Całość kołomyi trwała ładne 4 lata. Podobno bardzo prędko, jak na taką sprawę. Przez 4 lata babcia była wskazywana palcami i obmawiana jako ta, która chce się dorobić na wspólnym dobru lokalnej społeczności, wielka artystka, która każe sobie płacić bajońskie sumy za jakieś barachło i baba z miasta, co myśli, że będzie ustawiać lokalsów po kątach, a w ogóle to teraz nic nie będzie się działo w tej mieścinie, trzeba jeszcze wziąć kredyt, żeby ją spłacić. Oczywiście, lekcji w domu kultury już nie udziela.

Babcia z dziadkiem kupili już działkę na innym zadupiu, tym razem na przeciwległym końcu kraju, a swoją artystyczną przeszłością staruszka nie ma zamiaru nikomu się tam chwalić.

Przeprowadzka zaraz po świętach.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 246 (252)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…