Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82518

(PW) ·
| Do ulubionych
Znam pewną panią, powiedzmy Grażynę. Grażyna jest wielką "byznesmenką", ma niewielki sklep monopolowy. Cały czas od powstania sklepu patrzyła tylko jak zaoszczędzić na swoim biznesie, a jak wiadomo, najłatwiej oszczędza się na pracownikach. Grażyna nie przejmowała się zbytnio takimi wymysłami jak prawo pracy, pracowników wyzyskiwała ile się da, obcinała im pensje, nie płaciła za nadgodziny, a jak ktoś protestował, to od razu wylatywał z roboty. Oczywiście rotacja w sklepie była ogromna, każdy pracownik kończył karierę po góra kilku tygodniach.

Pewnego dnia, po tym, jak pracownicy po raz kolejny grupowo odeszli i w sklepie nie miał kto stanąć za ladą, Grażyna wpadła na genialny pomysł i zatrudniła dwóch obcokrajowców. Faceci byli w Polsce na czarno, więc nie chcieli żadnej umowy, zgodzili się też pracować po 12-14 godzin dziennie za zawrotną stawkę 7 zł na godzinę. Grażyna była z tego powodu bardzo dumna, przez tydzień przechwalała się wśród znajomych tym, jakich ma wspaniałych (tanich) pracowników.

Po tygodniu pracy jej wspaniali pracownicy nie przyszli rano do sklepu. Kiedy przyjechała na miejsce okazało się, że wieczorem wynieśli cały utarg, papierosy, alkohol i inne co cenniejsze towary. Grażyna nie miała z nimi umowy i nawet nie miała ich prawdziwych danych. Po jakimś czasie okazało się, że to już jest któraś taka kradzież tych panów, faceci zatrudniali się na czarno w sklepach, a potem je okradali. Nie wiem, jak to się skończy, bo sprawa jest w toku, ale po kradzieży byli pracownicy prawdopodobnie wrócili do swojego kraju i ciężko będzie cokolwiek odzyskać.

I kto tu był bardziej piekielny? Złodzieje, którzy okradli Grażynę, czy nieuczciwa Grażyna, która chciała zaoszczędzić na swoich pracownikach i przyjęła do pracy dwie podejrzane osoby?

sklepy

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 192 (208)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…