Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82646

(PW) ·
| Do ulubionych
Po przeprowadzce wiele rzeczy się zmienia. Niby to "tylko" 200 km, ale zawsze. Ostatnio zupełnym przypadkiem odkryłam jeszcze jedną zmianę.

Otóż do tej pory mieszkałam na Mazowszu, w bliskim sąsiedztwie stolicy, dodatkowo w małym mieście. Przeprowadziłam się natomiast na Lubelszczyznę i zmiana jest zupełna, w dodatku akurat dla mnie w większości pozytywna.

Chodzi o ceny owoców. W mojej mieścince owoce widywałam w markecie i na targu, w promieniu 15 km nie uświadczyłam żadnego porządnego sadu. Truskawki po 10 zł łubianka, to dla mnie tanio, śliwki po 10 zł kg - przeciętnie, wiśnie nawet po 15 bywały, o jagody bałam się pytać.

Lubelszczyzna natomiast jest regionem typowo rolniczym, z czego najbliższa okolica obfituje w najróżniejsze sady owocowe. O ile własny sad za domem jest ogromną wygodą, a dla mnie nawet luksusem, o tyle osoby próbujące wyhodować więcej i sprzedać mają, delikatnie mówiąc, przekichane w tym roku.

Na skupie płacą (w nawiasie ceny z poprzednich lat):
Za wiśnię - 0,5 zł za kilogram (1,5-2 zł)
Za porzeczkę - 0,25 zł (1-2 zł)
Za malinę - 1,7 zł (4-6 zł)

Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie te ceny są przerażające. Sadownicy obawiają się o ceny malin jesiennych czy jabłek. Inne owoce w ogóle nie są brane. Nawet w momencie tzw. klęski urodzaju owoce nie bywają AŻ TAK TANIE.

Dodatkowo największy w okolicy zakład, który te owoce skupuje (producent dżemów, firma francuska), dyktuje ceny właśnie na takim poziomie. Pojawiają się plotki, że ściągają tanie, mrożone owoce zza granicy.

A potem idziesz do sklepu i na pytanie, czemu słoik dżemu kosztuje 4-5 zł (tyle kosztują dżemy tej firmy), otrzymujesz odpowiedź, że owoce drogie.

wsi spokojna wesoła...

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 84 (112)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…