Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Gettor

Zamieszcza historie od: 25 lipca 2017 - 13:32
Ostatnio: 17 sierpnia 2017 - 16:56
  • Historii na głównej: 2 z 2
  • Punktów za historie: 278
  • Komentarzy: 7
  • Punktów za komentarze: 47
 
poczekalnia

#79657

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Słyszałem, że krąży tu klątwa stanowiąca iż po zarejestrowaniu się na Piekielnych ilość piekielnych sytuacji w życiu się gwałtownie zwiększa. Chyba zaczynam w nią wierzyć.

Zachciało mi się ostatnio oglądać seriale, a że Netflix oferuje miesiąc za darmo to biorę. Jednak mimo darmowego miesiąca musiałem już od razu ustawić jakąś metodę płatności na wypadek gdyby mi się spodobało i chciałbym zostać na dłużej: no to wklepuję dane mojej karty płatniczej. Spoko, przeszło, działa.

No i fajnie było aż do dzisiejszego poranka, kiedy to przywitała mnie na skrzynce mailowej wiadomość, że "na moją prośbę został zmieniony adres mailowy mojego konta Netflix". Czyli ktoś włamał mi się na konto i zwyczajnie je ukradł, fajnie.
Smaczku dodaje tu fakt, że Netflix przy zmianie adresu nawet nie wysyła maila z potwierdzeniem czy na pewno chcę go zmienić i jak już dostałem tę wiadomość że konto mailowe zostało zmienione to nie dostałem informacji na jakie. 5 punktów dla Netflix'odooru.

No ale dobra, trzeba coś z tym zrobić. Wchodzę na stronę kontaktową, chat na żywo z konsultantem i wykładam problem. On na to, że nie ma problemu, tylko muszą mnie uwierzytelnić że ja to ja, więc proszę mu podać tu i teraz numer karty płatniczej, którą podałem przy rejestracji.

I cóż miałem zrobić w takiej sytuacji? Powiedziałem facetowi po prostu, że "chyba sobie kpisz" i rozłączyłem się. Byłem na 110% pewien, że to tania sztuczka, żeby wyłudzić moje dane płatnicze. Że wszedłem na jakąś lewą stronę, gdzie perfidny oszust chce mnie jeszcze bardziej okraść.
No jednak nie. Okazało się, że to był prawdziwy dział obsługi klienta i to była prawdziwa próba uwierzytelnienia mnie. Kolejne 5 punktów dla Netflix'odooru za taką genialną zagrywkę.

No dobra, ale problem jak był tak jest: nie mam konta z danymi mojej karty płatniczej. Uratował mnie telefon - opcja "zresetuj swoje hasło" przewidywała uwierzytelnienie przez kod sms'a wysłany na mój telefon. Zadziałało jak marzenie: w formularzu resetu hasła został ujawniony aktualny adres mailowy tego konta, więc mogłem się po wszystkim normalnie na to zalogować jak człowiek.
Tutaj zatrzymajmy się na chwilę, żeby docenić logikę ich postępowania. W rozmowie z konsultantem musiałem podać numer karty, ale sam z siebie mogę po prostu się uwierzytelnić sms'em wysłanym na mój numer telefonu. Doprawdy, urocze.

Jak już doceniłem tę logikę, to musiałem podjąć kolejny krok, czyli usunąć konto. Nie bawi mnie ta wrażliwość na ataki hackerskie w miejscu gdzie trzymane są dane mojej karty bankowej.
Ale... naiwny człowieku, nioch nioch, tak po prostu nie usuniesz sobie konta. Możesz co najwyżej zakończyć członkostwo i przy najbliższym okresie rozliczeniowym zostanie ono dezaktywowane. Z punktu widzenia hakera: żaden problem, wejdzie on sobie i włączy członkostwo na nowo. Brawo dla Netflixa.

Nie pozostało mi nic innego jak wrócić do działu obsługi klienta. Tu ukłon do innego konsultanta, bo sprawę zrozumiał w mig i zrobił wszystko co tylko był w stanie, żeby moje konto zamknąć i usunąć z niego wszystkie wrażliwe dane.

Na koniec rzecz, która mnie zgoła rozbawiła, bo co to znaczy "zrobił wszystko co tylko był w stanie"? Otóż dane mojej karty usunął jak należy, ale konta fizycznie usunąć nie mógł. I co teraz, skoro nie życzę sobie, żeby mój adres mailowy był połączony z tym kontem? Zmienił adres konta, dopisując do aktualnego "csd.netflix.com". Czyli jeśli wcześniej miałem "gettor@domena.com" to teraz jest "gettor@domena.com.csd.netflix.com". I to jest w rozumieniu Netflixa "usunięte konto".

Netflix obsługa klienta

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 11 (33)

#79472

(PW) ·
| Do ulubionych
Świeżo po rozmowie z obsługą klienta mojego operatora telefonii komórkowej.

Za niecałe dwa miesiące kończy mi się abonament, więc telefon od nich specjalnie mnie nie zdziwił: sprawdziłem nawet wcześniej ich oferty i te u konkurencji.
Standardowa oferta mojego operatora jest dla mnie bardzo niekorzystna (w porównaniu do tego co mi się właśnie kończy), ale nie zniechęciło mnie to do rozmowy z konsultantem, bo byłem uzbrojony w wiedzę o ich zagrywkach marketingowych: im bardziej będę uparty tym lepsze warunki mi zaproponują.

Prawda? A takiego wała.

Na początek mi [K]onsultantka proponuje jeden do jednego to co sam wyczytałem na stronie, no jakby z niej żywcem czytała! A nawet mniej, bo nie wspomniała o telewizji mobilnej, czyli pierwsza oferta była gorsza od tego co sam mogłem wyklikać.
Wyraziłem swoje niezadowolenie, dodałem też że brakuje telewizji mobilnej i jest to dużo gorsze od mojej obecnej taryfy.

K: A tak, bo o telewizji mobilnej mówimy już w drugim kroku oferty, jakby się pan zgodził na te warunki.
J: <zawieszenie systemu, nie ogarniam czemu taka zagrywka miałaby służyć> No ale... to wciąż nie jest dla mnie atrakcyjna oferta, może jakieś negocjacje żeby obie strony były zadowolone?
K: Niestety nie mogę negocjować przedstawionej oferty. Jeśli ta panu nie odpowiada to do widzenia.

Ale... Czteroletni klient, wszystko zawsze płacone na czas i *NIC* lepszego nie mogą mi zaoferować?
No nie, nie mogą.
Do widzenia.

W dwie minuty znalazłem lepszą ofertę u konkurencji: więcej internetów, mniej kosztów, nic tylko brać. Da się? Da się!

Wisienkę na ten torcik zostawiłem na koniec. K próbowała na początku rozmowy mnie jeszcze urobić informacją, że ona wie lepiej ile ja miesięcznie dotąd płaciłem za abonament: prawie dwa razy więcej niż rzeczywiście płaciłem. Gdyby to była prawda, to ta oferta faktycznie miała by ręce i nogi, a tak to tylko niesmak pozostał: nie dość że zawiodłem się brakiem sensownej oferty, to jeszcze próbowała mi w żywe oczy kłamać.

operator komówkowy; obsługa klienta

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (117)

#79363

(PW) ·
| Do ulubionych
Ode mnie dzisiaj krótka historia o wypożyczaniu jachtu żeglarskiego, ale na początek odrobina wyjaśnienia dla niewtajemniczonych.

Jacht żeglarski oprócz napędu żaglowego (wiatr -> żagiel -> wiooo do przodu) posiada również napęd motorowy: silnik przytwierdzony do rufy jachtu działający na paliwo (benzyna lub mieszanka oleju z benzyną). Silnik jest niezbędny żeby manewrować w takich miejscach jak port czy wąskie kanały wodne.

Chartery wynajmujące jachty najczęściej w umowie z wynajmującym zawierają informację, że klient dostaje pełen kanister paliwa (niekoniecznie zbiornik przy silniku) i ma oddać pełen kanister paliwa.

Historia właściwa: odbieraliśmy właśnie jacht, kiedy byliśmy świadkami wielkiego nieszczęścia innych żeglujących, którzy właśnie dostali swój rydwan bojowy i chcieli wyjść z portu. Wyszło na to, że mieli pusty zbiornik paliwa przy silniku, ale im to niestraszne: przecież jest pełen kanister, który dostali wraz z jachtem.

Nalali, odkręcili kranik paliwa, odpalili silnik.
Wrr wrr, tss...
Silnik poszedł do nieba dla silników, bo został napojony wodą z jeziora zamiast paliwem.
Tak, poprzedni użytkownicy tego jachtu zaoszczędzili jakieś 30zł na kanistrze paliwa, żeby teraz skazać biedną maszynę na zagładę.

Ludzie się zbiegli, bosman przybiegł i złapał się za głowę, ale niewiele mógł w tamtym konkretnym momencie na to poradzić.

Z tego co mi się udało później dowiedzieć to ekipa co padła ofiarą Januszy Oszczędności dostała nowy jacht, a właściciel charteru będzie dochodził danych Januszy na podstawie numeru patentu żeglarskiego o odszkodowanie.

jezioro żeglarstwo Janusz Biznesu

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 185 (185)

1