Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

InnaIna90

Zamieszcza historie od: 16 listopada 2014 - 15:24
Ostatnio: 19 marca 2017 - 23:03
  • Historii na głównej: 2 z 2
  • Punktów za historie: 537
  • Komentarzy: 43
  • Punktów za komentarze: 259
 

#77557

(PW) ·
| Do ulubionych
Zadzwoniła do mnie wczoraj roztrzęsiona mama. Ma słabe serce i bardzo bałam się, że stało się coś bardzo poważnego. I usłyszałam w słuchawce prawdziwą litanię: że jak tak mogłam, że co to ma znaczyć, nie tak mnie wychowali, a co z moim narzeczonym, i tak w nieskończoność...

Ale o co w ogóle chodzi?

Na nasz numer stacjonarny zadzwoniła jakaś kobieta, dajmy na to Agata. Przedstawiła się jako żona Janka (mojego kolegi z pracy). Poprosiła, aby moi rodzice wpoili mi do głowy, że cudzych mężów się nie zabiera i ona tego tak nie zostawi. Dodała też, że z Jankiem mają dwójkę dzieci i ona nie pozwoli nigdy na to, żeby jej dzieci wychowywały się bez ojca... Dodała jeszcze kilka głupot o tym, że nie pracuje, że Janek to jedyny żywiciel rodziny i nie pozwoli żeby jakaś głupia dwudziestoletnia (jaki komplement!) siksa jej go odebrała...

Problem polega jednak na tym, że oprócz pracy w biurze nie mam ŻADNYCH kontaktów z Jankiem. Nawet w znajomych na twarzoksiążce go nie mam, a w pracy rozmawiamy wyłącznie o sprawach służbowych. Fakt, że ma żonę, kojarzyłam tylko ze względu na noszoną przez niego obrączkę. Siedzimy w innych pokojach, nawet codziennie się nie widzimy.

Jego żona znalazła mnie na zdjęciach na stronie firmy (pracownicy są podpisani z imienia i nazwiska) a następnie wyśledziła na facebooku skąd pochodzę. Jest to wieś, więc nie miała problemu ze znalezieniem numeru w książce telefonicznej. Następnie wykonała telefon do moich rodziców by przypomnieć im, że powinni nauczyć mnie zasad moralnych (mimo że mam prawie 27 lat, tego samego faceta od kilku lat i wizję zestarzenia się z nim)...

Dziś postanowiłam wyjaśnić sprawę z Jankiem. Poszłam więc i zapytałam co to ma znaczyć. Co na to Janek?
-A bo wiesz, przepraszam cię za to, ale ona jest bardzo nerwowa i zazdrosna. Zadzwonił nasz księgowy i zapytał o coś, czym ty się zajmujesz, więc powiedziałem, żeby zadzwonił do ciebie, bo jesteś bardziej zaznajomiona z tematem. Moja żona uznała że skoro uważam kogoś za bardziej kompetentnego, i że na dodatek jest to kobieta, to na pewno jestem w niej zakochany i mamy romans.

Chłopie, jedno jest pewne: szczerze Ci współczuję. Na facebooku chyba jednak zablokuję pewne rzeczy, by były widoczne tylko dla znajomych. A i rodziców chyba jednak namówię na likwidację telefonu stacjonarnego...

praca i nie tylko

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 230 (Głosów: 244)

#72330

(PW) ·
| Do ulubionych
Miał być komentarz dotyczący historii Notorious_cat: http://piekielni.pl/72325#comments, jednak wyszła z tego cała historia.

Ja po części jestem w stanie zrozumieć ojca dziecka, który nie chce przeszukiwać rzeczy swoich dzieci. Moi rodzice wręcz na odwrót: potrafili wywalić mi z plecaka wszystkie książki, zeszyty i inne materiały i w nich grzebać. Nawet schowane w małej kosmetyczce materiały higieniczne, np. tampony, lądowały na kuchennej podłodze, ku uciesze rodziców i mojego rodzeństwa. Liścik od koleżanki schowany z piórniku? Poznawali natychmiast jego treść, choćby to było tylko pytanie, czy mam pożyczyć korektor. Notatki na kartce wyrwanej z zeszytu? Od razu były pytania, dlaczego to nie jest zanotowane w zeszycie, tylko na oddzielnej kartce.

Potrafili to zrobić przy całej rodzinie, która potem głupkowato na mnie patrzyła. Potem było grzebanie w moim pokoju, gdy tylko wychodziłam z domu. Po powrocie ze szkoły zastawałam moją mamę, która "sprzątała" mój pokój. Potrafiła uderzyć mnie za wyrwany zawias w szafce (która miała o wiele więcej lat niż ja i rozpadała się ze starości). Jako nastolatka zmagałam się z suchą skórą całego ciała, a ona potrafiła wywalić drogi balsam nawilżający, który kupiłam sobie za własne oszczędności.

Kiedyś przyszłam do domu z koleżanką i przy tej koleżance zostałam zbita za uwagę w zeszycie ćwiczeń, który znalazła matka. Było tam napisane, że zadanie zostało bardzo dobrze wykonane, tylko muszę popracować nad pisaniem, bo rzeczywiście pisałam wyjątkowo brzydko. Czułam się okropnie upokarzana i przestałam praktycznie wychodzić z domu. Bałam się nawet wyjść do łazienki w obawie, że będą przeszukiwać moje rzeczy. Nie potrafię do dzisiaj wybaczyć im tego, jak byłam traktowana. Za pieniądze ze swojej pierwszej dorywczej pracy kupiłam nowe drzwi do pokoju - kolega pomógł mi je zamontować, a ja przy okazji mam do nich klucz, na który zamykam pokój, gdy wychodzę z domu na dłużej. W ten dopiero sposób nauczyłam rodziców, że mają szanować moją prywatność.

Co prawda moja matka dalej uważa, że może wejść do mojego pokoju pod moją nieobecność, jednak drzwi zamknięte na klucz skutecznie informują ją o tym, że jednak nie może. Jestem w tej chwili dorosła, jednak dokładam się (i daję im niemałe pieniądze!) do życia, jednak według nich dalej powinnam dawać im dostęp do swoich rzeczy, żeby kontrolowali, czy nie robię jakichś głupot. Niedługo planuję się wyprowadzić - nie wiem jak moi rodzice przeżyją bez gmerania w moich rzeczach.

Uprzedzając wszelkie teorie: wcale nie uczyłam się źle, nie sprawiałam żadnych problemów wychowawczych, nigdy nie zadawałam się z żadnym szemranym towarzystwem. Do dziś właściwie nie wiem dlaczego moi rodzice za wszelką cenę chcą poznać wszystkie szczegóły mojego życia.
Oczywiście nie uważam, że dziecka nie powinno się w żaden sposób kontrolować, jednak - jak każdy człowiek - ma prawo do odrobiny prywatności. I tę prywatność należałoby szanować. A takie zachowanie jak wyżej wymienione potrafią skrzywdzić człowieka na długo.

Ja do dzisiaj mam obsesję na punkcie pilnowania swoich rzeczy i sprawdzania po 10 razy, czy na pewno wszystko pochowałam i nie zostawiłam na widoku czegokolwiek, co mogłoby skłonić rodzicielkę do dalszych „poszukiwań”.
Na koniec dodam tylko, że to bardzo przykre, że niektórzy rodzice w najmniejszym nawet stopniu nie potrafią zaufać własnym dzieciom. Zwłaszcza gdy te nie dają nawet najmniejszego powodu, by tak je traktować.

rodzina

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 307 (Głosów: 329)

1