Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Morticia

Zamieszcza historie od: 24 czerwca 2011 - 11:18
Ostatnio: 23 maja 2018 - 18:07
  • Historii na głównej: 4 z 4
  • Punktów za historie: 1267
  • Komentarzy: 61
  • Punktów za komentarze: 60
 

#49017

(PW) ·
| Do ulubionych
Porównanie warunków pracy w tej samej firmie (korporacji) w Londynie i Warszawie.

Słowem wstępu: jestem pracownikiem jednej z dużych międzynarodowych korporacji (zatrudnia dziesiątki tysięcy osób na całym świecie). Swoją karierę rozpocząłem w Londynie, ale niestety ktoś "z góry" uznał, że skoro jestem Polakiem, to trzeba mnie wysłać do biura warszawskiego, żebym koordynował część międzynarodowych projektów. Zaoferowano mi awans na Senior Managera, bardzo atrakcyjną pensję itp.

Nawet nie wiecie, jak żałuję że się zgodziłem. Firma w Polsce (ta sama!) w porównaniu do brytyjskiej jawi się jako farma niewolników. W brytyjskim biurze panuje zasada: "pracownicy pracują ciężko, ale dbamy o nich, żeby się nie wykończyli, bo przejdą do konkurencji zamiast wypracowywać zyski dla nas".
W Polsce natomiast "wyciśnijmy pracowników jak cytryny, na ich miejsce przyjdą kolejni, ich też wyciśniemy... i tak dalej".

Oto małe zestawienie.

Pracownik:
UK - szanujemy go, bo wypracowuje nam kupę kasy. Szkolimy, żeby wypracowywał jeszcze więcej. Dajemy bonusy, żeby utrzymać jego wysoką motywację i żeby nie odszedł do konkurencji.

PL - pracownik = niewolnik. Nie szanujemy go, bo choć wypracowuje nam kupę kasy, to łatwo go zastąpić. Skoro wyciskamy go jak cytrynę i może nam w każdej chwili podupaść na zdrowiu lub odejść, to nie inwestujemy w niego. O motywację dbamy inaczej - wprowadzając terror w firmie corocznymi zwolnieniami (wszystkich poniżej pewnego progu efektywności wyrzucamy z firmy).

Nadgodziny:
UK - z pracy pracownicy wychodzą o regulaminowej 17 (przychodzi się na 9). Niektórzy zostają 0,5h - 1h dłużej, żeby podokańczać zadania. Baaardzo rzadko, gdy jest duży projekt i goni nas termin (albo np. część składu jest chora), zostajemy dłużej (nie tylko pracownicy, managerowie też). Czasami biorą coś do domu, ale nie częściej niż 2-3 razy w miesiącu. Zarówno za nadgodziny w biurze jak i w domu przysługuje im wynagrodzenie + premia.

PL - pracownicy regularnie "kiblują" do 20-21, czasem dłużej. Firma zatrudnia mniej pracowników, niż jej potrzeba, żeby "nie wydawać za dużo na pensje" (wysokie jak na polskie warunki, trzeba przyznać). "Zadania domowe" to niemal codzienność. Firma nie płaci za nadgodziny. Jak to robi? Wciska wszystkim samozatrudnienie, a stażystom umowę zlecenie. Jak się komuś nie podoba - droga wolna, mamy 200 CV na Twoje miejsce... (nawiasem mówiąc jest to prawda).
Aha, bym zapomniał - właściciele firmy wychodzą prawie zawsze punkt 16.

Urlop:
UK - wyłączasz laptop i służbową komórkę, ustawiasz auto-odpowiedź na maile, wychodzisz z biura i zapominasz o pracy.

PL - nie wolno Ci wyłączyć służbowej komórki, na którą codziennie przychodzą Ci zadania. Nawet jak jesteś na wakacjach w Egipcie, to de facto... jesteś w pracy. Firma nie płaci za urlop (przecież jesteś na samozatrudnieniu), chyba, że masz w umowie co innego (na wyższych stanowiskach za urlop się płaci).
Jako, że jesteś na samozatrudnieniu, nie masz prawa do chorobowego. W umowie łaskawie dają Ci... 5 dni płatnego chorobowego w ciągu roku.
Oczywiście "urlopu na żądanie" nikt Ci nie da.

Terminny:
UK - każdy deadline planowany w miarę rozsądnie, tak aby nie nawarstwiły się opóźnienia

PL - większość deadline'ów nie do wyrobienia dla pracownika, no a jak pracownik się spóźnia to lecimy mu po premii lub zwalniamy. Efekt - pracownicy regularnie zarywają noce, żeby tylko się nie spóźniać z terminami...

Zwolnienia:
UK - rzadko, pojedyncze jednostki które "dały plamę".

PL - co roku fala zwolnień. Cel: sterroryzować pracowników. I to się udaje. Widziałem w pracy 30 - latków wyglądających jak 50 - latkowie. Mało kto w biurze się uchował bez siwych włosów.
Gdy walnął kryzys w 2008, skasowano część kadry żeby "zmniejszyć koszty" i na ich miejsce wzięto... praktykantów (żeby odwalali najbardziej niewdzięczną robotę). A potem zdziwienie, że projekty idą 2x wolniej niż przedtem...

Stażyści:
UK - bierzemy tylu stażystów ilu przewidujemy, że będziemy potrzebować pracowników. Szkolimy ich i mamy dobrego pracownika już na starcie.

PL - bierzemy ile wlezie, żeby mieć wysokie notowania w "rankingach pracodawców". Oczywiście pracy dla wszystkich nie ma, więc po 2-3 miesiącach wywalamy ich na zbity pysk... i bierzemy nowych stażystów.
Jeśli zwolni się miejsce na szeregowym stanowisku, wtedy awansujemy stażystę i jest to jedyny przypadek, kiedy zatrzymujemy go w firmie.

W efekcie praca w UK, a PL to niebo a ziemia... a w zasadzie niebo a piekło. Ja w tej parodii brać udziału nie zamierzam. Wytrzymałem 2 lata, wręczam na dniach wypowiedzenie i wracam do Londynu...

korpo

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 865 (925)

1