Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#41949

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Hellraiser wywołał temat dyspozytorów.

Moja ulubiona grupa zawodowa wśród medyków :)

Nasze pogotowie to mała firemka, większość starych pracowników to osoby z poprzedniego systemu, od których nigdy nikt nic nie wymagał, które marzą tylko o dotrwaniu do emerytury. Wprowadzenie jakichkolwiek procedur typu "dokładny wywiad" graniczy z cudem. Najczęściej pada hasło np: "duszność" i adres. Kto, od kiedy? Ile ma lat? Na co jeszcze choruje? Dyspozytor nie wie. Nie obchodzi go, w końcu karetkę już wysłał. A że my nie mamy pojęcia na co się przygotować? Oj tam, oj tam...

I z tego biorą się takie kwiatki:

1. "Dziecko, wstrząs uczuleniowy". Wzywa pediatra, więc wierzymy w prawdziwość wezwania i lecimy pełną parą. Na miejscu okazuje się, że dziecko ma lat 17, siedzi znudzone na kozetce, a na dłoniach ma krostki, pewnie jako reakcję uczuleniową na antybiotyk. Pediatra chciała wezwać karetkę transportową, na obserwację do szpitala, ale dyspozytor usłyszał chyba tylko "dziecko, uczulenie, szpital".

2. "Chyba nie żyje". Znów jedziemy dyskoteką, pewnie ktoś się właśnie zatrzymał. Wypadamy z walizami, defibrylatorem, zestawy do intubacji... Już w połowie schodów czuć, że sprzęt to mogliśmy zostawić. Człowiek "chyba nie żył" od dobrych kilku dni.

3. "Silne bóle głowy". Przynajmniej okolica ciała się zgadza... za to bóle od ponad miesiąca, bez żadnego nasilenia w ostatnim czasie. Ot, córka przyjechała do ojca i uznała, że tak być nie może, trzeba coś zrobić. Zadzwoniła po informację gdzie może iść z ojcem! Ale jechaliśmy jak do udaru.

4. "Hipoglikemia". Pani nigdy nie chorowała na cukrzycę. Poczuła się słabo i wyczytała w internecie, że to może być hipoglikemia... Dyspozytor nie zadał nawet pytania o choroby, nie mówiąc o tym, że nie zdziwiło go, że wzywa go przytomny człowiek, do siebie, do stanu, w którym powoli zaczyna się odpływać. Oczywiście nie zalecił np. szybkiego zjedzenia cukru.

5. Środek nocy. Wezwanie do podejrzenia zawału, ale we... Wrocławiu. Ratownik najpierw zapisał, potem przeczytał, przetarł oczy i zapytał, czy na pewno się zgadza i czy na pewno mamy jechać 150 km. Okazało się, że jakaś babinka podała adres zameldowania, a nie pobytu...

6. Moje ulubione: "ręka w maszynie". Zakłady przemysłowe. Dyskoteka, opatrunki pod ręką, wyciągnięte środki przeciwbólowe, nosze opakowane folią. Jak na wojnę :)
Na miejscu pan ze złamanym (!) paznokciem. Maszyna się od razu zatrzymała, nic się nie stało, ale mają taką procedurę, że musi lekarz kwit napisać. Zamiast do rejonowego, przypisanego do zakładu, ktoś zadzwonił na pogotowie. Dyspozytor znów słyszał tylko "ręka, maszyna".

Wesołe jest życie pogotowiarzy :)

erka

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1084 (1122)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…