Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81636

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Wybrałam się na otwarcie restauracji, główną atrakcją było "Sushi całą noc, jesz ile chcesz".

Impreza była całkiem fajna, muzyka na żywo bardzo żywa, rzeźby z wasabi imponujące, kelnerzy przystojni, obowiązkowe drzewko bonsai z IKEA schło śmiercią męczeńską w najciemniejszym kącie, goście uśmiechnięci.

Nagle wkraczają ONI, cali na dżinsowo. Para mniej więcej trzydziesto - czterdziesto letnia, od góry do dołu w denimie, a z nimi, duża ilość małych dzieci. Powiedziałabym że najstarsze oscylowało w okolicach wczesnej podstawówki a najmłodsze w okolicach trzeciego trymestru. Nie jestem pewna czy wszystkie były dziećmi tej pary, wręcz wydaje mi się to mało możliwe, bo było ich przynajmniej 8 sztuk (nie doliczyłam się, bo się kręciły), wszystkie od góry do dołu w dżinsach. Troszkę się zdziwiłam, bo było grubo po dobranocce.

Para zagoniła dzieciaki na narożnik, obstawiła wszystkie przejścia wózkami, po czym rozpoczęli tłumaczenie starszym dzieciakom że mają pilnować młodszych. Następnie odmówili sobie jakąś modlitwę (nie żartuję) i ruszyli do stołu szwedzkiego.

O boże.

Dzieci łapią sushi w nie umyte łapy, odkładają na miejsce zgniecione, kłócą się o to kto będzie co jadł, rzucają w siebie krewetkami. Drą się, biegają, płaczą, wybierają całe garście imbiru (bo w kształcie kwiatka), nadgryzają kawałki sushi i plują na siebie "fuuuuuu!".

Jeden dzieciak ustawiał wieżę z sushi na ladzie, kiedy się wywaliła na ziemię, to pozbierał te rolki które się nie rozpadły z podłogi i rzucił z powrotem na stół.

Inny pomiot wsadzał do fontanny z czekoladą wszystko co jej się trafiło pod łapska. Owoce, łyżki, sushi (razem z całą ręką), serwetki, liść kwiatka doniczkowego. W którymś momencie zaczęła po prostu grzebać czymś w dolnej misie fontanny, wylewają czekoladę na stół i podłogę.

Niektóre dzieciaki próbowały sobie donieść jedzenie do stolików, docierała tak połowa jedzenia z talerza, reszta lądowała na ziemi, po czym była pracowicie rozdeptywana.

Młodsze dzieciaki urządzają zawody w pluciu colą przez nos.

Dwie starsze dziewczynki próbują ogarnąć młodsze rodzeństwo, które im w sumie dla zabawy robi na złość, chowa się pod stolikami, ucieka, piszczy. Rodzice od czasu do czasu krzyczą przez pół sali "Tymek nie ruszaj" ale na tym się ich udział kończy.

Inni goście bardzo szybko zaczęli się zbierać do domu, ja też postanowiłam się pospiesznie ewakuować. Jeszcze wychodząc widziałam jak Ojciec rodziny darł pysk na kelnera który usiłował ich wyprosić, nie wiem jaki był finał.

gastronomia

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (215)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…