Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82626

~Leon86 ·
| Do ulubionych
Znajomy kupił działkę budowlaną. Działka położona w mieście, na osiedlu domków jednorodzinnych, ale jakieś 300 metrów obok są też bloki. Działkę z trzech stron otaczają płoty już pobudowanych sąsiadów, a od frontu ogradzała ją stara, przewalająca się już siatka. Znajomy rozebrał ją, wykarczował porastające działkę krzaki i skosił trawę, a raczej ziele, i rozpoczął batalię z urzędami o pozwolenie na budowę.

Pewnego wieczoru pojechał po coś na tę działkę i kiedy po niej szedł, wdepnął nagle w psią kupę. Klął na czym świat stoi, bo buty kupił kilka dni wcześniej i dał za nie kilka stów. Jego krzyk usłyszał sąsiad zza płotu. Zapytał co się stało, a następnie dał mu wiaderko z wodą i jakąś szczotkę. Znajomy podziękował, a następnie panowie przedstawili się sobie i pogadali. Przyszły sąsiad powiedział znajomemu, że od kiedy zrobił porządek na działce i zdjął stare ogrodzenie, to kilka osób, najprawdopodobniej z pobliskich bloków, zaczęło tam wyprowadzać swoje psy, a tylko raz czy dwa widział, żeby ktoś po pupilu posprzątał, więc takich "min" może być więcej. Znajomy od razu pojechał do marketu budowlanego, kupił tabliczkę z napisem "Teren prywatny. Wstęp wzbroniony" oraz, dla jasności, "Zakaz wyprowadzania psów" (obie w największym formacie jaki był dostępny), a także kantówkę. Zmontował to do kupy i wbił znak na swojej działce, w dobrze widocznym miejscu. Następnie udał się do wcześniej poznanego sąsiada, zostawił swój numer telefonu i poprosił o wiadomość, czy to pomogło.

Już następnego dnia dostał telefon, że ludzie nic sobie z tych znaków nie robią i że potrafią dosłownie metr obok nich przejść. Znajomy zapytał, o jakiej porze mniej więcej te spacery się nasilają, i któregoś dnia poświęcił swój czas i o tej porze "zaczaił się" w pobliżu i obserwował. Nie musiał długo czekać, jak jakaś pani ok. 30. weszła z pieskiem na jego nieruchomość. Podszedł do niej i wywiązał się mniej więcej taki dialog.
- Dzień dobry. Co pani tu robi?
- A co to pana obchodzi?!
- A to, proszę pani, że to moja prywatna działka. Nie widzi pani znaków? Proszę w tej chwili opuścić moją posesję.
- Ojejku, a co panu szkodzi?
- A to, że ja tu mam zamiar dom budować, a nie urządzać społeczną toaletę dla cudzych piesków. Ostatnio prawie zniszczyłem sobie nowe buty za kilkaset złotych. Proszę w tej chwili opuścić mój prywatny teren, a jeśli jeszcze raz tu panią zobaczę, to zadzwonię po policję.

Kobieta odeszła głosząc tyradę o bezdusznych ludziach, braku empatii i miłości do zwierząt. Znajomy jej odparł, że jak tak kocha swojego pieska, to niech kupi własną działkę i tam urządza mu toaletę.

Jakieś 20 minut po tej akcji na działkę wszedł jakiś pan ze swoim pieskiem, ale po zwróceniu uwagi przeprosił i bezzwłocznie ją opuścił. Jeszcze później przyszła tam jakąś starsza pani z jakimś maleńkim pieskiem w stylu yorka. Na zwrócenie uwagi zaczęła opowiadać, że jej piesek jest mały i robi małe kupki, i że co to znajomemu przeszkadza. Ten zirytowany powiedział jej w kilku męskich słowach co sądzi na temat małych kupek jej pieska oraz postraszył policją. Staruszka odeszła złorzecząc pod nosem.

Koniec końców znajomy stwierdził, że szkoda czasu na siedzenie tam i uświadamianie ludzi, bo i tak wszystkich nie upilnuje. Poza tym bał się, że - jak to u nas w kraju bywa - ktoś wywiezie śmieci na jego działkę. Postanowił więc, że postawi tymczasowe ogrodzenie. W decyzji tej utwierdził go fakt, że przyszły sąsiad mu powiedział, że proceder wyprowadzania psów na jego działce nie ustaje.

działka pieski

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (149)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…