Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#83014

~nielubidzieci ·
| Do ulubionych
Nie cierpię dzieci. Po prostu nie znoszę tych miniaturowych ludzików. To znaczy, już z dwunastolatkiem porozmawiam, ale słowo "dziecko" kojarzy mi się z drącym zapłakanym smarkaczem. I tak, zdaję sobie sprawę z tego, że sam jeszcze niedawno takim łebkiem byłem (mam 17 lat), ale po prostu nie mogę wytrzymać w towarzystwie dzieciaków. Z tego powodu wydałem oficjalny zakaz zbliżania się dzieci do mojego pokoju. Z jednej strony jest to prośba dość egoistyczna, bo po prostu nie chcę widzieć dzieci na oczy, ale z drugiej myślę przy tym o swoich rzeczach i pasjach.

Nie raz już zdarzyło się, że jakieś trzyletnie dziecko otworzyło szafkę (lub ktoś mu pomógł), wyciągnęło moje rysunki i komiksy, nad którymi naprawdę długo się starałem, po czym albo je podarło, albo je pomazało flamastrami. Zawsze, kiedy nie było mnie w domu, a jakieś dziecko wpadło z rodzinną wizytą, zawsze ktoś musiał wyciągnąć moje drogie kredki akwarelowe, żeby dziecko sobie porysowało. Kredki te zawsze kończyły kompletnie stępione, czasem nawet połamane. Dwa lata temu musiałem sobie odmalować pokój, bo jakiś gówniarz (czyt. słodki kuzynek) narysował "słodkiego kotka" na ścianie. Poza tym moje pamiątki z dzieciństwa, które trzymałem na wysokich półkach, były często zdejmowane przez dorosłych i dawane dzieciom do zabawy (czyt. niszczenia). Jak przychodziły dzieci, to było jakieś 90% szans na to, że będą sobie coś chciały wziąć do domu. Często są to moje drogie kredki, pędzle, czasem nawet szkice (jako kolorowanki). Ja nie miałem nic do gadania, bo każda moja zwrócona uwaga była odwracana przeciwko mnie i cała rodzina była na mnie obrażona. Musiałem się zatem godzić na takie traktowanie.

W końcu kilka szczerych rozmów przekonało (tak mi się przynajmniej zdawało) dorosłych w mojej rodzinie, że mój pokój to moja własna, prywatna strefa, do której tylko ja mam wstęp.

Minęło kilka lat, znalazłem sobie nowe hobby. A jest to konkretnie zbieranie różnego rodzaju elektroniki, głównie tej przeznaczonej na rynek rozrywkowy. Chodzi mi tu o wieże stereo, głośniki, ale także stare konsole do gier (Pegasusy, PS1, Segi, wiecie o co chodzi). No i dwa dni temu stało się to:

Przyjechała kuzynka z mężem i córcią. Córcia czteroletnia, nie może usiedzieć na tyłku przez sekundę. Ostatnim razem, gdy tu była, mój pokój był jej bawialnią. A teraz, kiedy drzwi zamknięte na klucz zagradzały jej drogę do wielkiej krainy zabaw, jedyną naturalną reakcją na tę niedogodność była histeria. Były krzyki, piski, wrzaski, rzucanie się na podłogę, uderzanie podłogi pięściami i nogami, bo pokój jest zamknięty. Mąż kuzynki wskazał we mnie palcem i rozkazał "Ty, otwórz Wiktorii pokój". Kiedy odmówiłem, usłyszałem jakieś teksty o "księciu i jego królestwie", że mi się "w dupie poprzewracało" i inne takie. W pewnym momencie zorientowałem się, że ktoś sięga po klucze w mojej kieszeni. Była to moja matula, która mimo moich protestów otworzyła pokój i wpuściła do niego dzieciaka. Może bym złapał za rękę i dokonał samoobrony, ale na własną matkę ręki nigdy nie podniosę. Moja żywiołowa reakcja została zbyta krótkim "Cicho, dziecku żałujesz?" od mamy.

Nie minęło 5 minut, jak młoda bawiąc się moim samochodzikiem po biurku strąciła głośnik, któremu pękła plastikowa obudowa przy uderzeniu z podłożem. Reakcja rodziców małej? "Trzeba było takich delikatnych rzeczy nie dawać na widok, wiedziałeś przecież że Wiktoria przyjedzie się z tobą pobawić." Na wymieniony wyżej głośnik wydałem jakieś 100zł.

Kiedy Wiki dorwała się do moich rysunków, które często zajmowały mi kilka dni, wiedziałem, że nie będzie co zbierać. Rysunki skończyły podarte, pomalowane moimi kredkami i zwyczajnie zniszczone. Mi nie wolno było się odezwać, za to rodzice zarówno i moi, jak i jej, zaśmiali się pod nosem i powrócili do stołu rzucając krótkie "no, bawcie się ładnie".

Wtedy Wiktoria pokazała palcem na moją półkę, krzycząc, że "ona chce". Sprawdziłem, czego wymaga moja kochana podopieczna i stwierdziłem, że z całą pewnością chce kartridż z Super Mario World na konsolę Super Nintendo. Nie są to drogie rzeczy, ale nie są to też wyjątkowo tanie rzeczy. A już w szczególności nie stać mnie na to, żeby rozdawać te gry każdemu. Postanowiłem, że pokażę jej nośnik z grą z daleka, ale ona wyciągnęła rączki i próbowała doskoczyć, bo "ona chce się tym pobawić". Kiedy srogo stwierdziłem, że to nie służy do zabawy, zaczęła ryczeć. Wtedy dosłownie w mgnieniu oka pojawił się mąż kuzynki, wyrwał mi grę z rąk i podarował córeczce ze słowami "wujek się tak tylko pomylił, możesz sobie wziąć to do domu!". Kiedy zaalarmowałem, że to moje, on tylko spojrzał na mnie z politowaniem i poszedł do pokoju.

Kiedy pilnowałem Wiktorię, żeby nie zrobiła z grą czegoś niestosownego, mama zawołała mnie do stołu. Kiedy odkrzyknąłem, że nie mogę zostawić dziecka samego, kuzynka oświadczyła, że ona zaraz podejdzie zajrzeć co Wiktoria robi. No więc przyszedłem, usiadłem i rozmawiałem.

Po dwóch godzinach pojechali do domu, a ja wróciłem do pokoju. Momentalnie stwierdziłem, że czegoś tu brakuje. Okazało się, że z pokoju zginęło nie tylko Super Mario World, ale także segregator na gry do Game Boya i sam Game Boy Color. Pierwsze co zrobiłem, to ostrzegłem rodziców, a ci tylko odpowiedzieli, że to pewnie ja zgubiłem gdzieś w tym bałaganie, przecież to niedorzeczne oskarżać własną rodzinę o kradzież.

Wtem podwędziłem telefon mamy, znalazłem numer do tej kuzynki i zadzwoniłem ze swojego. Od razu zapytałem, czy nie mają może moich gier, na co usłyszałem, że tak, Wiktoria niechcący wrzuciła to do torebki. Kiedy poprosiłem o oddanie mi moich rzeczy, zostałem wyśmiany. Przecież to zabawki, ja jestem jakiś niepoważny, nie będzie ze mną rozmawiać, dopóki nie dojrzeję, po czym się rozłączyła.

Na szczęście znałem adres do kuzynki, wyczaiłem w Google Maps jak tam dotrzeć i wczoraj zajechałem do nich autobusem.

Odstawiłem szopkę, że jak nas wtedy odwiedzili, to stwierdziłem, że za rzadko się widujemy i tak dalej. Od razu zacząłem udawać, jak to ja się nie chcę bawić z moją kochaną małą kuzynką w jej pokoju. Kiedy tam wszedłem, młoda od razu pokazała mi swoje lalki, kucyki, puzzle z lalkami i kucykami na obrazkach i inne pierdoły. Wtedy na jej biurku znalazłem swojego Game Boya. Cały zalepiony plasteliną, ekran pomazany flamastrami, ale pomyślałem, że przeczyszczę i naprawię go sobie w domu.

Teraz musiałem tylko znaleźć gry, a wśród nich były Pokemony, których zapisany stan gry miał już kilkanaście lat. Kiedy młoda była pochłonięta graniem na moim telefonie, przeszukałem jej pokój. Pod łóżkiem znalazłem segregator, w którym były tylko dwie gry. W pudełku na klocki znalazłem kartridże, co do jednego, spakowałem je do segregatora, kiedy zauważyłem, że wszystkiemu przyglądał się mąż kuzynki. Od razu do mnie z łapami, że co ja sobie myślę, okradam dziecko, jestem ZŁODZIEJEM. Powiedziałem, że przyszedłem tylko odzyskać swoją własność, na co usłyszałem, że powinienem się wstydzić, tak okradać dziecko. Że jestem bezczelny, dziecinny, jak ja tak w ogóle mogę oszukiwać czteroletnią dziewczynkę! Przejechałem taki kawał drogi za jedną zabawką! Może się jeszcze popłaczę!

Na te obelgi zabrałem dziecku swój telefon, powiedziałem jeszcze raz, że to jest moja własność, nikt nie ma prawa nią zarządzać nawet jeśli jest to jakaś głupia zabawka. Dziecko w krzyk, bo ona chce grać, po czym po prostu sobie wyszedłem na przystanek, czekać na autobus powrotny.

W domu stwierdziłem, że Game Boy nie był nawet uruchomiony, bo miał w sobie moje stare baterie, całkowicie rozładowane. Nikt na tym Game Boyu nie grał, po prostu został ukradziony dla samej kradzieży, żeby dziecko miało. W to, że dziecko samo wrzuciło konsolę i segregator z górnej półki w szafie do torebki nigdy w życiu nie uwierzę. Tym bardziej, że raczej zauważyłbym dziecko zakradające się do torebki zawieszonej na krześle tuż obok mnie. Było to coś na zasadzie "ukradniemy wujkowi coś, bo i tak ma tego dużo, będziesz się tym bawić nawet jak nie umiesz tego obsłużyć".

ALE TO JA JESTEM ZŁODZIEJEM.

dzieci

Skomentuj (44) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 277 (341)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…