Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#83823

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracowałem z facetem, nazwijmy go Piotrek (P). Nienawidziłem go i miałem ku temu powody. P to typ chama, nieroba, ale z aspiracjami do bycia kimś więcej niż szeregowym pracownikiem. Miał dobre relacje z przełożonymi, z kierowniczką (K) naszego działu i dyrektorką (D).

Kilkanaście razy dziennie chodził z K na papierosa i przy tej okazji donosił na mnie i chłopaków z naszego działu. Koloryzował rzeczywistość w ten sposób, że my nic nie robimy, a on jedyny pracuje za wszystkich. Kilka razy doprowadził do tego, że miałem rozmowę dyscyplinarną i musiałem udowadniać, że zarzuty wobec mnie to wredne kłamstwa. Poza tym P to typ szowinisty, gardził kobietami, każdą innością czy obcokrajowcami.

Zajmowaliśmy się obsługą klientów i zdarzało się, że przychodził np. Hindus i trzeba było z nim przeprowadzić rozmowę po angielsku. Jako jedyny z nas nie znał języka, ale żeby to zatuszować potrafił powiedzieć - Idź ty go obsłuż, bo ja nie gadam z czarnuchami. Swoje prawdziwe oblicze tuszował przed ludźmi z kierownictwa lub takimi którzy mogli mu być do czegoś potrzebni.

Mnie nie znosił szczególnie, głownie dlatego, że często się jemu sprzeciwiałem i broniłem młodszych pracowników których poniżał. Mógł sobie na to pozwolić, ponieważ miał silną pozycję ze względu na relacje z szefostwem. Nie będę się tutaj rozpisywać o wszystkich złośliwościach, których doświadczyliśmy z jego strony, ponieważ to nie do końca o nim jest ta historia. Opisałem jaki był, żeby pokazać dlaczego tak bardzo nie lubiłem tego faceta.

P zmarł nagle. Jednego dnia czuł się źle, następnego nie przyszedł do pracy i dostaliśmy informację, że nie żyje. Mimo tego jak bardzo nie znosiłem tego człowieka, taka informacja szokuje. Facet przed 40tką, zostawił żonę i dwójkę dzieci. Nie bardzo wiedziałem jak zachować się w tej sytuacji, podobnie się czuła reszta chłopaków z działu. O tym co się u nas działo wiedziało większość ludzi z firmy. Zdawałem sobie sprawę, że wszystko co teraz zrobię, powiem, będzie zauważone i może być wykorzystane przeciwko mnie. Postanowiłem, że nie będę w żaden sposób wypowiadać się w tym temacie, ani dobrze ani źle.

Już pierwszego dnia zaczęły się piekielności ze strony K. Rozmawiałem z kumplem i lekko się zaśmiałem i na moje nieszczęście K to zauważyła. Zwróciła mi uwagę, że w tej sytuacji powinienem się bardziej kontrolować. Wszyscy byli zszokowani tym co się stało, temat przewijał się w co drugiej rozmowie, niektórzy płakali, ale był to też normalny dzień pracy, codzienne rozmowy, a niektórzy zachowywali się dużo bardziej swobodnie ode mnie. Jednak K zachowywała się tak jakby to co się stało, to była moja wina.

Drugiego dnia przyczepiła się o to, że jestem niestosownie ubrany do sytuacji. Nie było żadnej rozmowy na temat tego, że ogłaszamy w firmie żałobę i przychodzimy na czarno. Właściwie wszyscy byli ubrani normalnie. To co według K było niestosowne to czerwona koszula.

Tego też dnia K razem z D zafundowały nam coś w rodzaju piekielnej grupowej terapii. Zrobiły zebranie w pokoju socjalnym i po krótkiej przemowie kierownictwa, każdy miał coś powiedzieć od siebie. Kiedy przyszła moja kolej powiedziałem, że ze względu na nasze relacje niestosowne jest żebym zabierał głos w tym temacie. Tym razem D przy wszystkich pracownikach odezwała się, że w takim razie porozmawiamy później. Resztę dnia spędziłem w nerwach, bo rozmowy z D nie należą do przyjemnych.

Rozmowa odbyła się dopiero następnego dnia, i zaczęła się od pytania czy już ustaliłem z K kiedy odpracuję wyjście na pogrzeb. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem że nie wiedziałem, że cała firma idzie na pogrzeb i że nawet nie znam terminu. D odpowiedziała że to oczywiste, że idziemy wszyscy, że terminu jeszcze nie ma, a poza tym jest obowiązkowa składka 100 zł na wieniec i na wsparcie dla rodziny P. To już była taka kropelka, która wszystko przelała, powiedziałem, że na żaden pogrzeb nie idę właśnie z szacunku do zmarłego, bo nie wydaje mi się żeby chciał widzieć swojego wroga na własnym pogrzebie, a pieniędzy żadnych nie dam, bo to co z nimi robię to moja prywatna sprawa i nic mnie nie zmusi żebym zrobił inaczej.

Zrobiłem tak jak zapowiedziałem. Nie zapłaciłem i nie byłem na pogrzebie. Poza mną wyłamało się jeszcze kilka osób.

Rozumiem, że o zmarłych źle się nie mówi bo nie mogą już się bronić, ale to że ktoś zmarł nie sprawia, że staje się automatycznie dobrym człowiekiem. Współczuję, ale nie będę wspierać finansowo rodziny kogoś o kim nie mogę powiedzieć nic dobrego.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 209 (223)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…