Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84650

~jotem02p ·
| Do ulubionych
Jak wiedzą ci, którzy czytali moje wpisy, jestem nauczycielem i zdarza mi się "dawać korki". Jak kiedyś napisałem, wiele lat temu z korepetycji korzystały dwie kategorie uczniów: długotrwale chorzy (potrzebujący nadrobić zaległości) i osoby z IQ na poziomie temperatury pokojowej w nieogrzewanym namiocie w styczniu.

Liczne były dziwne prośby o pomoc. Na przykład opieka całotygodniowa nad uczniem klasy drugiej szkoły podstawowej, "bo on jakoś nie może się zebrać do odrabiania lekcji" - szlaczki mam z nim rysować? Czy rzeczywiście rodzice nie mogą swojej latorośli poświęcić nieco czasu, skoro maleństwo zmajstrowali?

Owszem, byli również studenci. Kiedyś, nie wiem czy nadal, na pierwszym roku licznych kierunków obowiązkowa była logika. Rozumiem, że dla przyszłego pedagoga badanie tautologiczności formuły mogło być trudne i dało się im pomóc. Również niektórych trzeba było uczyć statystyki matematycznej (a jest to suka bura i ponura). Zawsze jednak były to przedmioty jakoś związane z kierunkiem studiów, ale nie kierunkowe jako takie.

Dziś padło pytanie, czy mogę udzielać korepetycji z matematyki studentowi. Oczywiście, choć niezbyt chętnie, bo trzeba będzie sobie pewne umiejętności odkurzyć. Zwykle studenci potrzebują pomocy w całkach, równaniach różniczkowych, czy tzw. macierzance (działania na macierzach).

Zapytałem o kierunek studiów i odpowiedź zryła mi berecik. STUDENT MATEMATYKI. Dla lepszego zrozumienia - na matmę idą ludzie nieprzypadkowi i obdarzeni iskrą Bożą w tej dziedzinie.

Czy czasami moda na korki nie poszła za daleko? Stary jestem i wiele w życiu widziałem, ale takiego numeru jeszcze nie.

Pozdrawiam wszystkich matematyków!

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (126)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…