Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#84924

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu, będąc w odwiedzinach u znajomych, przeszłam się z nimi na grę miejską, którą organizowali. Atrakcja dla mnie ciekawa, spacer po nieznanej mi, ale zachwalanej szeroko okolicy połączony z jakąś namiastką wysiłku intelektualnego.
Rozmawiałam z tymi znajomymi wczoraj wieczorem i z ciekawości zapytałam, czy robią następną grę. Usłyszałam, że organizacja całego przedsięwzięcia stanęła pod znakiem zapytania z powodu protestu niepełnosprawnych.

Jakieś małżeństwo z ich miasteczka, z jedną połową na wózku inwalidzkim, wszczęło w urzędzie miejskim prawdziwe powstanie, ponieważ poczuło się dyskryminowane przez organizatorów. W protestowaniu wsparła je lokalna działaczka-pieniaczka, której sposobem na życie jest pisanie skarg na to, że ponad trzystuletnia dzwonnica kościelna nie ma windy, więc ktoś na wózku na nią nie może wjechać i to jest dowód na dyskryminacyjną politykę utrzymania zabytków w mieście.

Ekipie projektującej grę zarzucono, że plan trasy nie uwzględnił ograniczeń wózka inwalidzkiego (nierówne chodniki, krawężniki, przejścia przez wysepki drogowe i torowiska) i tego, że niepełnosprawni ruchowo będą iść wolniej niż inni uczestnicy, przy tym bardziej się zmęczą, więc marszruta była za długa, za skomplikowana i na pewno było na nią za mało czasu (na pewno, bo akurat oni przestali grać przed końcem).

Tak samo nie powinno być wyznaczonego czasu na pokonanie konkretnych odcinków, bo oni nie mogli zdążyć, a aplikacja, w której pojawiały się zagadki, była źle zaprojektowana, bo któreś z nich ma słaby wzrok i trudno było czytać zadania, a już prawdziwym skandalem było to, że jedno z nich polegało na rozpoznaniu instrumentu po dźwiękach z nagrania, bo słuch też mają słaby.

Po drodze nie było też żadnego zagwarantowanego dostępu do toalet i żadnych ludzi, którzy rozdawaliby wodę, a było bardzo gorące popołudnie i oni się tak bardzo zmęczyli, że nie byli w stanie skończyć gry na czas, bo po prostu nie wytrzymali. Domagają się unieważnienia wyników i rozegrania wszystkiego jeszcze raz, tylko tym razem tak, żeby ich potrzeby były na pewno uwzględnione, bo nie może być tak, że niepełnosprawni muszą rywalizować w takich grach ze zdrowymi ludźmi, którzy w dodatku w ogóle nie zwracali na nich uwagi i nikt nie zaproponował pomocy.

Znajomi powiedzieli, że w zasadzie wszyscy by to wyśmiali, gdyby nie to, że "veto" wepchnięto w formalne ramy skarg na działalność miejskich instytucji, wystąpień na sesji rady miejskiej, zażądano sprawozdań z przeciwdziałań, nadzorów, raportów z remontów tej części miasta, przez którą prowadziła trasa i sterty innych rzeczy, które wszystkim tam zajmują masę czasu przez tworzenie papierów, więc wycofali się już sponsorzy nagród i ludzie, którzy całą zabawę fizycznie tworzyli.

Jak całe zawodowe życie zajmuję się m.in. wymyślaniem sposobów na to, żeby z niepełnosprawnościami można było lepiej sobie radzić po stronie medycznej, tak tym razem pomyślałam, że najwyraźniej dawno nikt tamtej trójce nie przywalił w łeb na otrzeźwienie.

Tak sobie myślę - jak naprawdę ktoś każe organizatorom dostosowywać takie rzeczy pod wózki inwalidzkie, bo ktoś na jakimś się uprze, że chce, to ja zacznę protestować w komitecie olimpijskim, że nigdy nie zdobyłam złota olimpijskiego w skoku o tyczce, a to przecież nie moja wina, że nie umiem skakać i o takich, co nie umieją też trzeba przecież myśleć.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 216 (222)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…