Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85663

(PW) ·
| Do ulubionych
Chyba jednak ja jestem w tej historii stroną z piekła rodem, ale to już oceńcie sami.

Zacznijmy od tego, że w okresie buntu młodzieńczego zanegowałam istnienie Boga, przestałam chodzić do Kościoła, nie mam nawet bierzmowania, a żeby postawić kropkę nad „i”, któregoś dnia pobiegłam do proboszcza z aktem apostazji. Tak naprawdę nigdy nie miałam problemów z racji swojego wyboru, ale jednak z jakiegoś powodu tu jestem. Otóż mam jeszcze rodzinę. Taką, z którą najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Odkąd pamiętam trudno było mówić o jakiejkolwiek zażyłości, za to o wzajemnym wylewaniu na siebie pomyj, obgadywaniu i oszukiwaniu... temat rzeka. Jedna z ciotek już dawno dała mi do zrozumienia, że nieważne co będę w życiu robić, dla niej i tak będę śmieciem.

Trzy lata temu moja kuzynka (córka wspomnianej cioci) urodziła dziecko, więc kilka tygodni później otrzymałam propozycję nie do odrzucenia, a raczej nakaz zostania matką chrzestną, bo "nikt inny nie może", a przecież apostazję można cofnąć, te brakujące sakramenty nadrobić i tak dalej... Odmówiłam twierdząc, że ze względów formalnych nie mogę tego zrobić, a także nie jestem ubezwłasnowolniona, więc mam jeszcze coś do powiedzenia w tej sprawie. Wybór uzasadniłam mówiąc, że chrzestnym nie powinna być osoba, która w kościołach bywa tylko jako turystka, Katechizm Kościoła Katolickiego dość jasno określa funkcję rodzica chrzestnego, a ja ze względu na osobiste poglądy nie spełniam określonych wymogów, więc wyznaczanie kogoś takiego jak ja, świadczy o lekceważącym stosunku do religii. Stwierdziłam też, że zgadzając się, zaprzeczyłabym praktycznie wszystkim swoim poglądom, więc nie ma takiej opcji. Zrozumienie i uszanowanie mojego wyboru? Nie w tym świecie. W ciągu kilku minut dowiedziałam się, że jestem niewdzięcznym potworem, który odmawia dziecku i przez moje wybory dziecko będzie miało problemy w życiu(?). Zakończyłam rozmowę utrzymując, że nie odmawiam dziecku, tylko jego matce.

Sprawa się rozniosła i nawet rodzice, którzy do tej pory nie ingerowali w moje wybory, mieli do mnie przez jakiś czas pretensje. Reszta jednogłośnie okrzyknęła mnie największym potworem na świecie, nazistką, winną wszystkich plag egipskich, Holocaustu i nie wiadomo jeszcze czego. Po latach sprawa przycichła, niesmak pozostał, ale nie narzekam na spokój.

rodzina religia

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 160 (172)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…