Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85664

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia emerytalna sprzed kilkunastu lat, co prawda, ale mogąca być ostrzeżeniem dla potencjalnych emerytów.

Wiele lat temu (bo swoje już latka mam) stwierdziłem, że idą zmiany w nauczycielskich emeryturach, a że warunki spełniałem, to pora się zbierać. Wiem, że będzie shitstorm, że nauczyciele to... , ale pewnie sobie pogadamy w komentarzach. No dobra, umowa o pracę rozwiązana, kwity wypełnione, czekamy na pierwszy przelew. Przyszło. 2600. Dzwonię do ZUS-u, żeby się upewnić. Rozmowa milutka:
- Tak, to pana emerytura.
- Wyliczyłem sobie trochę mniej, ale bardzo się cieszę.
- To niech się pan cieszy mniej, bo to za dwa miesiące.

Bardzo powoli zebrałem koparę z podłogi i zacząłem liczyć. No i kurna wychodzi mi mniej, niż u typowego nauczyciela. A ja nie byłem typowy. Dwa dyrektorstwa w kraju (może kokosów nie było, ale zawsze trochę więcej) plus dwa stanowiska dyrektorskie w szkołach polskich za granicą, płatne według siatki MSZ w dolarach (przelicznik!). Co się okazało? Za siedem lat pracy za granicą odprowadzano mi składki ZUS od najniższej krajowej. Reszta to były tzw. diety wyjazdowe dzienne (nieopodatkowane na ZUS). I tak to leciało przez siedem lat. Nie, nie skarżę się. Ale ktoś mógłby mnie o tym wcześniej poinformować.

Ach, te oszczędności na każdym kroku. Ciekawe, jak teraz mają pracownicy MSZ. Może niech się przyjrzą swoim składkom na emeryturę w ZUS-ie.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (136)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…