Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

jotem02

Zamieszcza historie od: 22 stycznia 2018 - 18:33
Ostatnio: 11 grudnia 2025 - 22:11
O sobie:

Nauczyciel od 1979. Uprawnienia do matematyki, fizyki i angielskiego. Dwukrotnie, przez kilka lat, dyrektor szkoły polskiej poza granicami Polski (Budapeszt, Benghazi). Ukończony pierdyliard szkoleń i kursów. Prywatnie żonaty, dwóch synów, czwórka wnuków dzięki którym mam bieżący podgląd na publiczny system edukacji. Od wielu lat nauczyciel w szkołach STO.

  • Historii na głównej: 63 z 71
  • Punktów za historie: 9052
  • Komentarzy: 391
  • Punktów za komentarze: 2094
 

#92537

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Bardzo lubię szlachetną paczkę. Zawsze jest to jakiś sposób na poprawę życia ludzi mieszkających w ekstremalnej biedzie i potrzebujących pomocy. Ja trochę mam, to mogę się podzielić.

Od kilku lat biorę udział w akcji albo sam, albo skrzykuję znajomych. W tym roku też. Pani z Nowego Dworu - piła elektryczna, bo sama nie porąbie drzewa do kozy, mikrofala, bo potrzebuje żeby sobie odgrzać posiłek, środki czystości, mleko itp. A i jakaś szafa, czy coś, bo wszystko na podłodze. Ogarnęliśmy, paczki stoją w domu, komoda przy pomocy wolontariuszy dojedzie.

Ale tak jeszcze spojrzałem, komu jeszcze można pomóc. W moim mazowieckim już wszyscy obsłużeni, to najbliższe świętokrzyskie. I trafiłem na takie życzenia: ekspres do kawy, skarpetki, ale tylko boucle i zimowe buty ale tylko martensy. I ch... mnie strzelił. Ja też bym miał kilka życzeń : Mercedes CLA, bo mój B180 już ma sporo lat, Thermomix z wypasem i bony na masaż erotyczny.

Może by jednak wolontariusze paczki czytali oferty, bo cała akcja może zdechnąć w oparach absurdu.

pomoc paczka

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (148)
poczekalnia

#92056

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Na Wielkanoc wywiało nas do Lizbony. Po 46 latach przygotowywania śniadanka i świątecznego obiadku stwierdziliśmy, że wystarczy. Do/i z Lizbony lecieliśmy narodowymi liniami portugalskimi czyli TAP. Odradzam. Stanowczo odradzam, chyba, że załatwicie sobie aprowizację na własną rękę, ale to też może nie wystarczyć.
Przypominam, że to nie są tzw tanie linie. Lot na tej trasie trwa ponad cztery godziny. Po pierwsze samolot, a raczej bydłowóz. W 37 rzędach po 6 osób mieści się dobrze ponad 200 pasażerów. Jak to osiągnięto? Fotele nie mają żadnej regulacji, a oparcia są ustawione prawie pionowo. Ja mam 170 cm wzrostu, a kolana mi się słabo mieściły (a gdybym miał 185, to porażka). Szerokość fotela jak w ciasnym tramwaju, ale tam się siedzi kwadrans a nie cztery godziny.
Chciałem sobie poczytać na laptopie, ale było tak ciasno, że trudno było sprzęt rozłożyć.
Teraz jedzonko. ZERO. Przy czterogodzinnym locie TAP nie oferuje nic gratis, nawet wody. Napoje po 3.30 euro za drobiazg. O cenach czegoś do zjedzenia nic nie powiem, bo w menu były jakieś trutki na szczury za miliony monet. Generalnie po lądowaniu człowiek wysiada jak paralityk, zmęczony i głodny oraz odwodniony. Na szczęście w drodze powrotnej byliśmy mądrzejsi i zrobiliśmy sobie prowiant na drogę.
A, i jeszcze lotnisko w Lizbonie. Drogi do gejtów są bardzo oszczędnie oznaczone, bo chodzi o to, aby jak najdłużej plątać się po alejkach sklepów. A na zakończenie dobra rada. Jeśli jesteście, tak jak my w cztery osoby, to najlepszy jest uber. Wychodzi o wiele taniej niż (droga!) komunikacja miejska,

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 35 (55)

#91900

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Z przyczyn żałobnych musiałem się udać do odległych Suwałk. Zdecydowałem się na PKP, bo bilet na IC wyceniono na 29 złotych. Pociągiem nie jechałem od lat, ale wiem, że palić nie wolno ani w wagonie, ani na dworcu. No cóż obrzydliwy ze mnie nałogowiec, ale z racji półgodzinnego postoju na stacji Białystok postanowiłem sobie wyskoczyć na fajeczkę. Dworzec opuściłem przez drzwi, zszedłem po kilku schodkach, przeszedłem jeszcze kilka kroków i oddałem się nałogowi.

Dosłownie piętnaście sekund później otoczyło mnie trzech (!) śmiertelnie poważnych funkcjonariuszy i zaczął się dialog jak z absurdalnego dowcipu:
P: Tu nie wolno palić.
J: Ale jestem poza budynkiem dworca.
P: Nie wolno. Na drzwiach wejściowych jest infografika.
J: Ale jak wychodzę z budynku to infografikę mam za plecami.
P: To może być 500 złotych mandatu, ale dziś tylko pana pouczę. Proszę o dokumenty.
J: A gdzie wolno palić?
P: Tam (wskazanie na odległy o cztery kroki kosz)
J: Ale to trzeba chyba namalować jakąś linię, żeby było wiadomo, gdzie wolno, a gdzie nie...
CISZA

Dokończyłem fajki przy wzmiankowanym koszu w towarzystwie kilku nałogowców uśmiechających się do mnie ze współczuciem. "codziennie tu stoją i łapią i wlepiają mandaty" skwitowali całą sytuację. A ja tak sobie myślę - azaliż nie ma miejsc, gdzie dzielni funkcjonariusze byliby bardziej potrzebni społeczeństwu?

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 103 (135)
poczekalnia

#91902

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Tak, jak pisałem w poprzednim poście z przyczyn żałobnych musiałem się udać do Suwałk. Oczywiście bilety kupowałem na stronie PKP. I tu zaskoczenie. Z mojej podwarszawskiej wiochy bilet do stolicy kosztuje (ze zniżką dla seniora) niecałe 9 złotych - 24 km. z Warszawy do Suwałk IC (ponad 300 km) 29 złotych. Z Białegostoku do Warszawy IC (190 km) 14 złotych. Nie szukałem zniżki dla seniora żeby nie robić wiochy. Nie mam nic przeciwko promocjom, ale chyba kogoś tu pogięło . . A tak z innej beczki, to sobie dokładnie obejrzałem dworzec kolejowy w Suwałkach, Dawniej miasto wojewódzkie, pociągi IC w rozkładzie, w tym międzynarodowy do Wilna. Sypiący się barak z carskiej czerwonej cegły, kasa nieczynna, poczekalnia przez którą wiatr wieje i zero obsługi. Szkoda.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (59)

#91650

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam sobie spokojne w Chotomowie pod Warszawą. Z Pocztą Polską wcześnie nie było problemu, bo tylko listy normalne. Cała reszta leciała kurierami. Ale zaczęły pojawiać się listy polecone. I tu problem nabrzmiał.

Z racji wieku zawsze koś w domu jest, a w skrzynce zaczęły pojawiać się awiza. Problem średni, zawsze można bryknąć na pocztę (i odstać swoje w kolejce). Pani z poczty stwierdziła, że ona nie może nic zrobić, bo to obsługa z PP Legionowo i skargi należy kierować tamże. Niestety skargi wpadały w jakąś czarną d.... i odpowiedzi nie było.

Ostatnio przez gov.pl zamówiłem dość istotny dla mnie archiwalny dokument. Wystawcą był UM Legionowo. Ponieważ przez cztery tygodnie się nie pojawił zadzwoniłem do UM. I, co ciekawe, dowiedziałem się, że przesyłka, jako nieodebrana wróciła do urzędu. Oczywiście mogę odebrać ją osobiście, ale tym razem nawet awizo nie było. Wchodzimy chyba na wyższy poziom obsługi klienta.

poczta polska

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (161)
poczekalnia

#91654

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Tak mnie ostatnio na czterodniowy weekend wywiało do Brukseli. Ostatnio byłem tam 30 lat temu, więc byłem ciekaw, co się zmieniło. A jednak sporo. Nie jestem w żadnym razie rasistą i ksenofobem, ale liczba nie-Europejczyków mnie nieco zadziwiła. Podobno, jak twierdzi nasza mieszkająca tam od 30 lat nasza znajoma (Hiszpanka) w tej chwili liczba Belgów mieszkająca w Brukseli to około 30-40% populacji miasta. Wracamy do domu ze spaceru spokojna dzielnica. Na skróty chcieliśmy przejść przez spory park. Ale się zmierzchało, więc dobra rada: nie wróćmy tą dużą ulicą, bo różnie może być. Na starówce lepiej mieć komórkę i dokumenty dokładnie pozapinane w kieszeniach. Niby policja pilnuje (i widać ich) ale... I wisienka na torcie: tydzień przed naszym przyjazdem banda gostków porwała z ulicy innego gostka. Stawiał się więc klamki poszły w ruch. Postrzelona została sąsiadka moich znajomych. W dniu naszego wyjazdu o poranku obudziły nas policyjne syreny i to, tak skromnie licząc chyba z osiem. Cóż się porobiło? Albo ktoś na sąsiedniej ulicy wybuchnął vana, a on się sfajczył, albo ktoś go podpalił, a on wybuchnął. Oczywiście spalenizna i smród, a znajomy moich gospodarzy trafił podtruty do szpitala. A to, proszę Państwa jest jedna z najspokojniejszych dzielnic tego pięknego miasta.
A teraz z zupełnie innej beczki. Modlin ma jeden terminal i cztery gejty. Charleroi ma dwa terminale, a na T1 gejtów jest 29. Miejsca na obu terminalach jest mniej więcej tyle samo. Cóż mogę rzec - puszkowana sardynka na ten widok chętnie by wróciła do puszki.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 42 (68)
poczekalnia

#91530

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Jako wiekowy dość gostek zmieniam miejsce pobytu mietkiem w245 z rocznika 2006 i mam przebieg 173000. Mało, bo z racji wieku nie szaleję na dużych dystansach. Od lat ubezpieczam się (z lenistwa) w tej samej firmie z czwórką na końcu i po niezbędnych negocjacjach (rankomat) za OC/AC płacę około 1200 za rok. Tyle wstępu.
Mój syn jeździ Corollą prawie równie wiekową (wartość około 7 kafli), choć staruszka dobrze się trzyma, ale codziennie pokonuje około 70km.. Trzeba było babcię ubezpieczyć. No, cóż do ubezpieczyciela z czwórką. telefonik i system wygenerował ofertę. I teraz trzymamy się stołu! Za samo OC 19663 złot. e. Nie, to nie błąd. Prawie dwadzieścia tysięcy za strupla wartego siedem. Rozmowa z konsultantem: To system. Ale dlaczego? Owszem, straciłem prawko na trzy miesiące za prędkość w zabudowanym, ale już odzyskałem. Jedna szkoda (niezawiniona) w czasie ostatnich sześciu lat... Jeszcze jeden telefon i inny konsultant i ta sama wygenerowana kwota. No chyba komuś odbiło. Prawie trzykrotna wartość ubezpieczenia w stosunku do ceny wozidełka. A co w innych towarzystwach? Prawie to samo, tylko przecinki na innych miejscach. Maks to 900. Czyli kogoś porąbało. Pozdrawiam społeczność.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 21 (65)

#91426

przez (PW) ·
| Do ulubionych
W swoim czasie w prasie i w sieci było sporo artykułów o półpaścu. Że stanowi zagrożenie dla zdrowia i życia, może przysporzyć wiele cierpienia i tak dalej. Oraz, że goście po 60 powinni się zaszczepić. Olałem i w marcu sam złapałem.

Do lekarza się nie mogłem dostać (brawo NFZ), więc było zbyt późno na kurację przeciwwirusową (do 72 godzin) i musiałem swoje odcierpieć. Wierzcie mi, tak zwana neuralgia postpółpaścowa (PHN) wygrywa z kolką nerkową. Leki przeciwbólowe są nieskuteczne, zostają tylko opioidy lub leki przeciwpadaczkowe (mają taki skutek uboczny). Ale niestety senność, brak koncentracji itp.(przy tym prowadzenie autka jest be, piwko też jest be). Jak już doszedłem do siebie postanowiliśmy się wraz z koleżanką małżonką zaszczepić. Ja, bo nie miałem ochoty po raz kolejny tarzać się po podłodze, żona, bo na własne oczy widziała czym to pachnie.

No i teraz po tym przydługim wstępie tekst właściwy. Oczywiście szczepionka jest dostępna, choć trzeba nakombinować. W aptekach w zasadzie nie ma, ale mogą zamówić. Przypominam, że szczepienie jest ukierunkowane na ludzi starszych, którym w większości się nie przelewa. Szczepienie obejmuje dwie dawki w odstępach półrocznych. I teraz UWAGA! cena jednej dawki to 740 złotych! Refundacja? Tak, 50% i tylko w związku z chorobami, których zdecydowanie wolałbym nie mieć (nowotwory, przeszczepy...). Czyli mnie z żoną będzie to kosztowało około trzech kafli. No dobra, stać nas, to sobie zawinszowaliśmy. A co z tymi, których nie stać? A niech się do cholery zwijają z bólu. To nie jest kraj dla starych (i biednych) ludzi. A składki na zdrowotne lecą...

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (164)

#86511

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Takie trzy obrazki.

Lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Mknę z rodziną z Augustowa do Warszawy Syreną 105 Lux. Wieczór, więc jak to późną jesienią ciemnawo, nad asfaltem lekka mgiełka. Na liczniku 95. Z tyłu dwójka małoletnich silnie, prowadzi koleżanka małżonka, a ja sobie przysypiam. Nagle wrzask hamulców (taki był efekt pełnego hamowania w skarpecie), straszny ból kolana, którym pieprznąłem o coś tam, gwałtowny poślizg i zmaza faceta tuż przed zderzakiem. Ja nie mogłem, przez kolano wysiąść, a facet narąbany jak fretka tłumaczy żonie " bo ja sobie tak szedłem boczkiem, boczkiem". A to był środek drogi. Żona po tym incydencie niechętnie prowadziła przez czas dłuższy.

Obrazek drugi. Późne lata dziewięćdziesiąte. Też pomykam tak zwaną beczką (W123) od strony Wizny do Osowca. Niskie słońce w oczy, więc na liczniku 50. Nagle po wyjściu z zakrętu coś mi mignęło na drodze. Na wszelki wypadek po hamulcach. I dobrze, bo na asfalcie leżał gość dosłownie zespolony z rowerem. Myślałem, że może jakiś, nie daj Boże, udar albo zawał, ale gościu mógłby samym swoim oddechem obsłużyć sporą elektrownię. Czyli gościa wraz z rowerem na pobocze i dalej jazda. A gdybym jechał dychę szybciej, albo rozmawiał w tym momencie z żoną?

Nie tak dawno temu. Jedziemy spokojnie mietkiem, ale innym, autostradą. Wieczór, więc ciemno, a i pogoda trochę deszczowa. Trzeba trzymać bezpieczny odstęp - dla mnie to około 200 m przy stówie na zegarze. Nagle ktoś mnie wyprzedza i wbija się w kufer samochodu jadącego przede mną, który hamował awaryjnie. Czemu? Bo narąbany pieszy postanowił przejść się autostradą (środkowym pasem!).

Trzy obrazki. Czas mija, a nic się nie zmienia.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (181)

#91082

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Na różnych forach coraz więcej się mówi o "przycięciu" podstaw programowych, między innymi, z matematyki. Jako matematyk ze stażem od roku 1979 pozwolę sobie zabrać głos.

Od zawsze uczenie matematyki bazowało na totalnej abstrakcji. Omawiane pojęcia miały bardzo mało wspólnego z codziennymi potrzebami młodego człowieka. Były wyjątki - pola i objętości, obliczenia procentowe, analizowanie diagramów, szacowanie prawdopodobieństw... Ale ginęło to w morzu czysto teoretycznych wiadomości, z nieuniknionym komentarzem: "ale do czego mi się to w życiu przyda"?

No i dobra. Nie każdy z naszych uczniów zdecyduje się na związanie przyszłego życia z przedmiotami ścisłymi, a raczej można stwierdzić, że, będzie to absolutna mniejszość. Na dodatek nasi milusińscy karmieni gotową papką edukacyjną coraz bardziej oddalają się od analitycznego myślenia, elementarnej logiki i rozwiązywania problemów własnym sumptem.

Co więc można zrobić? Nie należy podstawy programowej zawężać ani rozszerzać. Należy ją całkowicie zmienić!! Niech matematyka odwołuje się prawie w całości do potrzeb i pytań, z którymi uczniowie spotkają się w dorosłym życiu. Każdy dział matematyki (zwłaszcza w szkole podstawowej) można tak ustawić, że zintegruje się z problemami codziennego życia. Może wtedy wk...rzeni kredytobiorcy przestaną krzyczeć o złodziejskich bankach i będą mierzyć siły na zamiary. Może wtedy chętny do remontu łazienki sam sobie policzy liczbę potrzebnych płytek, kleju i puszek farby. Może, gdy w przepisie jest pięć jajek, a mamy tylko trzy da się upiec ciasto. I tak dalej, i tak dalej.

Od samego początku kariery uczę również fizyki. Co prawda ostatnio fizyka w podstawówce to opowieści z mchu i paproci, ale zawsze staram się (choć czasem to karkołomne) pokazywać związek z otaczającym światem - że on po prostu tak funkcjonuje. I wierzcie mi - to działa. Minimum wzorów, maksimum zrozumienia. Matematyki, też tak można uczyć.

Tylko tak fundamentalnej zmiany nie da się dekretem wprowadzić w dwa miesiące. Pozdrawiam.

szkołą podstawa programowa

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 212 (226)