Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85668

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeglądając losowe historie, przypomniała mi się sytuacja, która miała miejsce 2 lub 3 lata temu.

Słowem wstępu - rodziciel mój jest lekarzem. I to lekarzem kilku specjalizacji, więc czasem jest on "na wagę złota". Jeździ także w karetce na wezwania. Kolejnym ważnym szczegółem jest fakt, że mimo wykonywanej profesji - sam szpitali unika jak ognia. Ostatnią ważną rzeczą jest to, że ma on problemy z kręgosłupem. Kilka razy był bliski operacji ale jednak "coś" i zabiegów nie miał robionych. Zdarzało się także, że wyskoczył mu dysk i cały dzień miał problem z tym, by się spionizować.

I tak pewnego ranka rodziciel mój miał wstać o 7, bo na 8 do pracy. Tego dnia miał właśnie jeździć "na karetce", jako jedyny lekarz (gwoli wyjaśnienia - w karetce muszą znajdować się jeden lekarz, a reszta ratownicy). Niestety po obudzeniu stwierdził, że dysk poszedł mu w plecach i to tak niefortunnie, że nawet poruszyć się na łóżku nie może. Ale jak już wyżej wspomniane - on szpitali nie lubi. Także przyjął on postawę, że może za chwile mu przejdzie, mięśnie się rozluźnią. Niestety dochodzi 7:30 a on dalej nie może się ruszyć.

Zadzwonił, więc do kolegi, z którym miał tego dnia jeździć i poinformował, że on do pracy chyba nie przyjdzie i żeby poinformował o tym "centralę". Sam "przeturlał" się na brzuch i w takiej pozycji utknął.

Pół godziny później uznał, że jest jednak źle i to bardzo. Tak więc telefon w rękę i dzwoni na pogotowie. (Tutaj chcę zaznaczyć, że sytuacja miała miejsce już jakiś cas temu, więc dosłownie nie pamiętam przebiegu rozmowy, ale sens w pełni zachowany).

D(yspozytorka): Pogotowie, w czym pomóc?
O(jciec): Dzień dobry. Wypadł mi dysk. Nie jestem w stanie się ruszyć. Czy mogłaby podjechać karetka i zabrać mnie do szpitala?
D: Dysk to nie jest stan zagrożenia życia. Z tym nie na pogotowie tylko do rodzinnego.
O: W pełni to rozumiem. Sam jestem lekarzem. Ale nie mogę się ruszyć.
D: Pójdzie pan do rodzinnego.
O: Nie mogę się ruszyć. W żadnym stopniu. Nie mogę z łóżka wstać.
D: To pan taksówką przyjedzie do rodzinnego.
O: Nie jestem w stanie dojść do taksówki.
D: Mięśnie się rozruszają, da pan radę.
O: Proszę pani. Jestem lekarzem i też pracuję w pogotowiu (ważne), to mi się nie "rozrusza".
D: Pójdzie pan do rodzinnego.

Rozmowa w ten deseń trwała kilka minut. Na co mój rodziciel już zrezygnowany po prostu się z panią pożegnał i rozłączył. Następnie zadzwonił do kolegi, z którym już rozmawiał i powiedział, że jak będą z wyjazdu wracać to żeby po niego podjechali, bo musi do szpitala jechać, a jest spacyfikowany.

Po telefonie leży dalej i czeka aż będą mieć wolną chwilę. Ja natomiast razem z rodzicielką siedzimy w pokoju i dotrzymujemy towarzystwa, bo ani się ruszyć, ani podrapać. Po chwili dzwoni jednak telefon ojca.

O: Halo? .... Tak. ... Rozumiem. ... Dobrze.

Po czym rozłącza się i śmieje pod nosem. Informuje nas, że karetka już wysłana. Dzwoniła do niego właśnie dyspozytorka przepraszając i mówiąc, że już zaraz przyjadą ratownicy.

Powód tego telefonu wyjaśnił się jak już karetka podjechała. Otóż koledzy ojca zadzwonili do dyspozytorni poinformować, żeby pilne wezwania przy których musi być lekarz przekierowywali do innego "oddziału". Bo niestety oni dziś jeżdżą bez lekarza. Bo lekarzowi dysk wypadł i nie może się dziś stawić w pracy. I tak, zgłoszenie od ratowników odebrała ta sama dyspozytorka, która rozmawiała z moim ojcem. Połączyła wszystkie fakty i dotarło do niej, że ojciec nie symuluje, nie przesadza, a i bez niego robota w miejscu stoi.

Ojciec całą sytuację skwitował tylko: "Wiem, że ona miała takie wytyczne i pretensji nie mam. Bo ludzie są dobrzy tylko system do D***".

I ciężko mi się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Tylko nie wiem co bardziej piekielne: to, że zwykły Kowalski da się spławić i będzie próbował w bólu dostać się do taksówki robiąc sobie krzywdę? To, że dyspozytornia ma konkretne wytyczne, których muszą się sztywno trzymać? Czy może cięcia budżetowe, przez które mój ojciec był tego dnia jedynym lekarzem mogącym jeździć "na karetce" i zgłoszenia były przekierowywane do sąsiednich miast?

słuzba_zdrowia

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (111)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…