Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85807

~Anuk ·
| Do ulubionych
Moja koleżanka miała wychodzić za mąż. Zakochana w narzeczonym na zabój, zresztą ze wzajemnością - świata poza sobą nie widzieli, najszczęśliwsza para, jaką były mi dane poznać. Niestety na parę tygodni przez ślubem on zginął w wypadku, potrącony na przejściu, bo jakiemuś **** nie chciało się czekać, aż przejdzie przez pasy, tylko wyprzedził drugie, czekające auto. Jednak nie to jest najbardziej piekielne.

Zamiast wesela - pogrzeb. Ola ledwo się trzymała, nie zawodziła tylko dlatego, że dostała silne prochy na uspokojenie, co było konieczne - siostra mówiła, że była w strasznym stanie, nawet nie płakała, a wyła, wyrywała sobie włosy z głowy, drapała się paznokciami, musieli ciągle na nią uważać, żeby nie wyskoczyła z okna albo nie zrobiła czegoś podobnego (krótko po tym trafiła na oddział psychiatryczny, z którego na szczęście po pewnym czasie wyszła w znacznie lepszym stanie). Przychodzi czas na kondolencję, właściwie nikt nie wie, co powiedzieć, poza jakąś daleką kuzynką:

"Nie becz tak, gdyby to był twój mąż i jeszcze by ci zmarły dzieci, to byś mogła, tak to prawie obcy człowiek był."

Komentarz pozostawiam wam.

żałoba śmierć

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 207 (225)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…