Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85839

(PW) ·
| Do ulubionych
Na wstępie zaznaczę, że nie mam na celu obrazy czyichkolwiek uczuć religijnych. Ogólnie wychodzę z założenia, że każdy może sobie wierzyć, w co chce. Dopóki mnie do niczego nie zmusza, nie robi nikomu krzywdy, to nie interesuje mnie jego życie duchowe.

Od ponad roku spotykam się z facetem. Oboje jesteśmy już po 20, on nawet bliżej 30. Nie mieszkamy razem (co w historii jest dosyć istotne), głównie ze względów ekonomicznych on nadal mieszka z rodzicami. Jest wierzący i w takiej rodzinie został wychowany. Ja z kolei dawno temu minęłam się z kościołem. Potrafimy rozmawiać na temat tych różnic, dojść do kompromisów czy ustąpić w danej kwestii.

Z kolei jego rodzice zasługują na miano fanatyków. Do kościoła chodzą kilka razy w tygodniu, przynajmniej raz w miesiącu na pielgrzymkę, obrazków, krzyżyków i temu podobnych mają niezliczoną ilość. I w sumie miałabym to w poważaniu, gdyby nie fakt, że chcą nawrócić również mnie. A przynajmniej zmusić swojego syneczka do zostawienia mnie. Ciągłe komentarze, że jestem złym człowiekiem, bo mam tatuaże czy nie chodzę do kościoła. Bo ślub jednostronny to nie ślub i niech on się ze mną nie żeni, potem nie będzie mógł wziąć prawdziwego ślubu. "Niech ona zrobi to bierzmowanie". Po co, na co, na pokaz?

Oni słyszeli, że kuzyn ciotki wujka... też miał niewierzącą żonę i teraz oboje nie chodzą do kościoła. Przeczucie graniczące z pewnością, że ja po ślubie się zmienię i zabronię mu i dzieciom uczestnictwa w życiu Kościoła, że jak my dzieci wychowamy, jak święta będziemy obchodzić.

Jego ojciec średnio raz w tygodniu pyta o ślub tylko po to, żeby przypomnieć, że on błogosławieństwa nie da, a na sam ślub nie przyjdzie. Aby mieć jasność sytuacji, my ślubu nie planujemy w ciągu najbliższych kilku lat, nawet nie jesteśmy zaręczeni. Skąd więc ta "troska", nie wiem.

Przy mnie jednak tych tematów nie poruszają, nie pytają, nie rozmawiają ze mną praktycznie wcale. Wszystkie tematy są z tych głębokich typu pogoda czy dobrze doprawione mięso. Tylko jemu trują cztery litery, zdziwieni, dlaczego nie ma już ochoty z nimi rozmawiać.

Według nich winna jestem ja, nie mieści im się w głowach, że dorosły facet może podejmować decyzje samodzielnie. Nie dostrzegają swojej winy w ich złych, na ten moment, stosunkach.
Nie wiem, czy tak postępują "prawdziwi katolicy" i nie wiem czy ich Bóg jest dumny z takiego postępowania.

religia rodzice

Skomentuj (47) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (191)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…